Festiwal InterTony vol.IV – Chojnice (15.06.2019)

Czwarta edycja festiwalu InterTony odbyła się pod znakiem burz: medialnej, organizacyjnej i klasycznej – pogodowej. Wszystkie te anomalie nie dały rady powstrzymać organizatorów imprezy, czyli Fundację Rozwoju Ziemi Chojnickiej i Człuchowskiej, a zapewne mocniej ich zmotywowały.

Na początek awantura. Krótko po ogłoszeniu headlinera festiwalu, zespołu Vader, organizacja pod nazwą Parafialny Oddział Akcji Katolickiej wystąpiła do burmistrza miasta Chojnic z żądaniem o odwołanie festiwalu pod pretekstem szerzenia przez Vader mowy nienawiści i treści satanistycznych. Kontrowersyjna decyzja burmistrza, który podporządkował się postulatowi spotkała się z zawodem i na pewno oburzeniem wielu fanów nie tylko Vadera, ale samego festiwalu InterTony. Organizatorzy zrezygnowali więc z pomocy ratusza, poszukali sponsorów, a resztę brakującej sumy pozyskali przez crowdfunding. Przemyślenia na temat cenzury i całego cyrku wokół odwoływania koncertu jakiegokolwiek zespołu grającego muzykę tak zwaną inną w porównaniu do katolickich kanonów pozostawiam każdemu indywidualnie. W rezultacie dzięki sponsorom i zbiórce udało się zostać przy ustalonym założeniu, iż InterTony mają być imprezą niebiletowaną i co najważniejsze – z Vaderem na czele.

Po zwalczeniu formalnych trudności, w dzień festiwalu pojawiło się zagrożenie pogodowe w postaci poważnego frontu burzowego trzeciego stopnia. Podjęto decyzję o nieodwoływaniu imprezy, ponownie, aczkolwiek przy każdej możliwości informowano o prognozach i ewentualnej ewakuacji publiczności do pobliskiego dworca i jego przejść podziemnych.

I zaczęło się. Imprezę otworzył młody miejscowy zespół Enormous High Hotel, który zaprezentował się po raz pierwszy na tak dużej scenie. Band zagrał materiał łączący wpływy grunge i noise rocka dla nielicznej jeszcze publiczności.
Z numerem dwa ruszył pierwszy gość zagraniczny, pochodzący z Niemiec Lizard Fist. Trio wyszło na scenę z uśmiechami na twarzach i kompletnie nie spodziewałem się po nich takiego ładunku ciężaru, jaki przekazali ze sceny. Sludge’owe wałki jednocześnie wgniatały i bujały ludzi pocących się pod palącymi promieniami słońca, a zespół bawił się na scenie wyjątkowo dobrze. Jest to jeden z zespołów, który muszę „nadrobić”.

Jako trzeci na deskach Intertonów pojawił się bydgoski skład The Howling Eye. Hipisowsko/reggae’owy image okazał się mylący, gdyż zespół zaprezentował lekko stoner’ujący miks z rockiem psychodelicznym. Osobiście do mnie nie trafił ich występ, odebrałem go jako niezjadliwą mieszankę stylów, niekoniecznie współgrających ze sobą. Po kilku utworach byłem
zmęczony i udałem się na zakupy do strefy merchu, gdzie stoisko Vadera biło rekordy sprzedaży.

Czwartym zespołem festiwalu był holenderski Grown Cold i od pierwszych taktów zawładnął sceną. Przez cały występ było widać, że kapela zebrała doświadczenie na wielu koncertach i wykorzystuje je bez pudła. Metalcore prezentowany przez Holendrów wypełniony jest breakdownami, groovem i nieprzesadzoną ilością melodii. Muzycy przez cały okres trwania koncertu skakali i biegali po scenie, dodając energii swojej muzyce, niejako kojarząc się stylistycznie z Parkway Drive.

Po wybuchu hardcore’owej energii nadszedł czas na uderzenie czystego metalu za sprawą trójmiejskiego kwartetu Ogotay. Zespół prowadzony przez Svierszcza (ex-Yattering) uważam z kolei za lekko pokrzywdzony – pomimo profesjonalnego poziomu zespołu, dobrej prezencji i nośnych utworów, wypadli słabiej niż powinni za sprawą nagłośnienia, które na ich występie pozostawiało trochę do życzenia. Było znacznie ciszej względem reszty kapel, a żeby usłyszeć gitary, trzeba było się mocno postarać. Death metal grany z taką szybkością jak robi to Ogotay jest wymagający i potrzebuje dobrej produkcji. Szkoda, było dobrze, a mogło być świetnie.

Co jakiś czas pojawiały się przerywniki. Wraz z wyjściem na scenę New World Depression ostrzeżenia pogodowe się nasiliły. Straż pożarna na bieżąco informowała o zbliżającej się burzy, ale jeszcze nie było jej widać na horyzoncie, a więc jedynym czynnikiem wywołującym burzę był sam zespół. Ich ciężki, niezbyt szybki death metal idealnie nadaje się na koncerty, i nawet jeżeli nie zna się muzyki, nie przeszkadza to w ogóle w zabawie. Show skierowany głównie dla fanów Obituary, Six feet Under i Bolt Thrower nastawił publiczność dobrze na główne danie wieczoru.

Publiczność bawiła się dobrze na większości zespołów, młodsi kręcili pogo, starsi się przypatrywali, ale pojawienie się Vader na scenie InterTonów pokazało na kogo czekano i kogo pożądano. Zespół zaczął bez intra, bezpośrednim i szybkim Wings z Litany. Krystalicznie czyste brzmienie wykręcone przez Michała z BlackTeamMedia pozwalało cieszyć się każdym dźwiękiem zagranym przez załogę Wiwczarka. Jako drugi wystrzelono w naszą stronę świetny Sothis. Po tym kawałku pojawiły się jeszcze m.in. Vicious Circle, Epitaph, Triumph of Death, Black to the Blind. Vader miałem okazję widzieć wiele razy, ale nie pamiętam, kiedy byli w tak dobrej kondycji. Radość grania aż biła ze sceny, a wykonanie utworów zamknęłoby usta największym malkontentom. Nie wątpię, że skrzydeł zespołowi mogło dodać przeświadczenie, iż grają dla publiki, która faktycznie o niego zawalczyła. Niestety pełną radość z występu legendy polskiego death metalu odebrała fanom pogoda. Długo zapowiadane załamanie, niechciane i niepożądane w końcu nadeszło i zmusiło do przerwania koncertu na trzy kompozycje przed planowanym końcem. Nie było czasu nawet na konkretne pożegnanie, muzycy zbiegli ze sceny, pomoc techniczna w pośpiechu zaczęła znosić sprzęt i scenę, a ludzi poproszono o jak najszybsze udanie się do domów. Festiwal został rozmontowany w kilkadziesiąt minut, co pozwoliło uniknąć strat i niebezpieczeństw, gdy uderzył silny wiatr, ulewa i błyskawice.

Podsumowanie festiwalu InterTony 2019 będzie krótkie… Mowa nienawiści? Zły przekaz? Nie odnotowałem.

Fot. Anka Zajkowska

Tagi: , , , , , , , , , , .