Festiwal Uwolnić Muzykę – Środa Śląska (27-28.07.2018)

W tym roku odbyła się kolejna edycja Festiwalu Uwolnić Muzykę pod szczęśliwą(?) cyfrą 7. W poprzednich latach składy imprezy opiewały w kilka ciekawych zespołów, które bym z chęcią zobaczył, jednak dopiero niniejsza edycja przyciągnęła mnie na tyle, aby sprawdzić tę imprezę na żywo. Tegoroczny festiwal, który odbył się 27 lipca br był również po raz pierwszy biletowany, co pozwoliło ściągnąć ciekawsze zespoły na scenę do Środy Śląskiej – niewielkiego miasteczka tuż koło Wrocławia. A organizatorem tego całego „zamieszania” jest Mirosław Chołda wraz z ekipą.


Dzień 1

W piątek „otwieraczem” była wrocławska ekipa pod nazwą Thar Ai. Panowie grali niespecjalnie skomplikowaną muzykę z gatunku metalu alternatywnego. Wszystko brzmiało poprawnie, ale kompozycje nie miały tego efektu wow, który to mógłby skłonić mnie do natychmiastowego zakupu ich muzycznej twórczości na fizycznym nośniku. Śmiem twierdzić, że wprowadzenie chociażby drugiej gitary elektrycznej mogłoby dodać jakiegoś muzycznego pozytywnego zamieszania. Zespół z potencjałem, ale na obecną chwilę wystawiłbym szkolne 3+.

Koncert Rain of Sorrow do udanych nie należał. Gdzieniegdzie słychać było inspiracje zespołem Nightwish, jednak poziom ich wykonania pozostawiał wiele do życzenia, w szczególności pod względem wokalnym. Wokalistka powinna jeszcze dużo popracować nad głosem przed występami na żywo. Jej umiejętności zapowiadania następnych utworów były momentami nieco żenujące. Już lepiej by to wyszło gdyby grali bez tej pseudo konfenansjerki. Niestety rażące niedociągnięcia zmusiły mnie do ewakuacji spod sceny. Myślę, że bardziej by się sprawdzili na Castle Party.

Łódzki Aether gra melodyjny death metal, a momentami słyszałem nawet inspiracje szwedzkim Tribulation. Melodyjne solówki świetnie współgrały z growlem, a same utwory były ciekawie zaaranżowane, więc sumarycznie muszę powiedzieć, że kapela zasługuje na atencję. Przyglądnijcie się nim, ja również będę miał ich na oku.

Koncert cover bandu jakim jest (nie)popularna Alcoholica chciałem ominąć szerokim łukiem, więc razem z kvltowym fotografem udaliśmy się do centrum Środy Śląskiej na kolację. No wybaczcie, ale chyba nic i nikt mnie nie przekona do tego zespołu.

Jednym z zespołów, które mnie zachęciły, aby na feście pojawić się już w piątek była Arkona. No niestety, pomimo tego, że horda zagrała kapitalną setlistę, to była nagłośniona tragicznie, co popsuło zabawę – z tego, co słyszałem, nie tylko mnie. Miałem też wrażenie, że ten dzień nie należał do najlepszych dla wokalisty zespołu, słychać było jakby czegoś brakowało. Zawiodłem się, i to była przede wszystkim wina akustyka. A szkoda.

Wisienką na muzycznym torcie piątkowej nocy była legenda, czyli Kat&Roman Kostrzewski. Koncert nie brzmiał tak jak powinien, ale nie wiem co byłoby w stanie popsuć mi wrażenia odbioru z odsłuchu na żywo tak klasycznych utworów, jak Śpisz jak kamień, Głos z ciemności, Diabelski dom II, Szydercze zwierciadło, Strzeż się plucia pod wiatr. No i te opętańcze pląsy Romka – magia! A końcówka to było totalne szaleństwo i muzyczna ekstaza, bowiem zespół siał prawdziwe zniszczenie w tłumie fanów (Wyrocznia oraz Odi Profanum Vulgus) oraz przynajmniej dla mnie – wyciskacz łez, czyli najlepsza dla mnie metalowa ballada, jaka powstała w Polsce – Łza dla cieniów minionych. Romek, zapowiadając ten utwór, mówił: „Dla tych, którzy stracili kogoś bliskiego”, a że 10 lat temu ktoś bardzo mi bliski odszedł, to ten utwór był taką kliszą przeszłości.


Dzień 2

Sobotnie koncerty zostały przesunięte, bowiem pierwszy zespół-niespodzianka (podobno jakaś lokalna kapela) nie zagrała koncertu, a Decrypted musiał odwołać występ z powodu problemów logistycznych, wynikających ze strajku linii lotniczych w UK. A szkoda, bo wszystko wskazywało na to, że występ Decrypted mógł być energetycznym początkiem tego dnia.

Ale tego dnia chcąc/nie chcąc, otwieraczem został wrocławski Deadpoint. I w tej roli sprawdzili się bezbłędnie. To było niesamowicie energetyczne show. Pokaz możliwości tego zespołu sięgnął 100%. Tutaj muzycznie wszystko się zgadzało, do tego szaleńcza ekspresja chilijskiego wokalisty Cristiana podczas śpiewu (naprzemiennie scream i czysty wokal) napędzała cały zespół. Po tym koncercie wniosek mógł być tylko jeden – muszę mieć ich płytę. Dzięki Panowie za ten koncert!

Po nich w dość odmiennym klimacie zagrał Cień, prezentujący nurt czarnego metalu. Pomimo braku odpowiednio mrocznej aury, w jakiej taką muzykę najlepiej się odbiera, to i tak koncert spełnił moje oczekiwania w pełni. No i usłyszenie na żywo kawałka Betonowe królestwo to jest zawsze coś. Od niedawna w zespole jest nowy gitarzysta Marek Dulowski i przyznać muszę, że swoje zadanie wypełnił bezbłędnie. Cały występ oceniam jako bardzo udany, z wielką przyjemnością wysłuchałem black metalowych hymnów wprowadzających w nieco nostalgiczny i depresyjny klimat.

Z In Twilight’s Embrace jest jak z Katem&Romanem Kostrzewskim. Na ich koncerty można chodzić wielokrotnie, za każdym razem wyczekując zabójczej setlisty, koncertu pełnego energii, szalejącego Cypriana ze statywem i mikrofonem oraz wspomagaczem z procentami. Ku mojemu zdziwieniu wokalista tym razem postanowił wymalować twarz w stylu kapel grających klasyczny black metal. Z drugiej strony ostatnia płyta zatytułowana Vanitas posiada dość spory pierwiastek blacku, i jedno z drugim układa się w sensowną całość. No i oczywiście na koniec cover zespołu Armia “Opowieść zimowa” – sztos! Ten zespół na żywo niszczy totalnie, więc jeśli z jakiegoś powodu nie widziałeś/aś ITE w akcji, to czym prędzej to zmień.

W ubiegłym roku na Metal Mine po raz pierwszy ujrzałem słowacki zespół Doomas i przecierałem oczy ze zdumienia, co ta kapela wyczynia na żywo. I tym razem nie było inaczej – Peter Beťko wraz z ekipą dali ciężki i mroczny koncert, muzycznie mieszając doom z death metalem. Lider wielokrotnie ze sceny dziękował słowami: „zajebisty festiwal, zajebiści ludzie”. Słyszałem, że podczas soundchecku kapeli grupka festiwalowiczów czym prędzej poszła zaopatrzyć się w merch, i chyba możecie się domyślić, że i ja jestem szczęśliwym posiadaczem płyty tego zespołu. Pełna rekomendacja!

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, i siódma edycja festiwalu Uwolnić Muzykę została sfinalizowana z wielkim przytupem, w prestiżowym stylu, bowiem gwiazdą imprezy była Batushka (jedyny koncert w Polsce na festiwalu typu „open air”). Tutaj się zgadzał każdy detal, wszystkie elementy prawosławnej liturgii zostały rozmieszczone na scenie, z wielkim bannerem symbolizującym ikonę Maryji, do tego odpowiednie statywy na pochodnie oraz świeczniki wraz z postumentem dla wokalisty – popa. Cała Litourgiya wybrzmiała bezbłędnie. Każdy instrument, perkusja, trójosobowy chór, dzwoneczki czy też kołatka było słychać wręcz idealnie. Do tego podczas utworu Yekteniya 3 fani byli kolejnym, powiedzmy, instrumentem, dodając swoje oklaski w rytm kołatki. Magiczny koncert, na koniec którego tradycyjnie zgromadzona publika została pobłogosławiona.

Wokół festiwalu

Teren imprezy zlokalizowany jest na obszarze Specjalnego Ośrodka Szkolno–Wychowawczego w Środzie Śląskiej, tuż obok stawu Kajaki.
Tuż przy wejściu były zlokalizowane stoiska z merchem ,zarówno wytwórni płytowych (Old Temple, Art Of the Night Productions), jak i samych zespołów oraz festiwalu.
Co do strefy gastronomicznej, jedzenie było całkiem w porządku, ale zdecydowanie zaprosiłbym food tracka z centrum miasta, i znając obecne trendy, w tym również wzmożone zainteresowanie i zapotrzebowanie na wegańskie jedzenie, przydałyby bardziej różnorodne opcje. Co do napojów chłodzących, to szału niestety nie było, tylko jedno piwo pod tytułem Perła Chmielowa, i gdyby nie logo nalewaka, to bym nie zgadł, że właśnie to piwo degustuję.
Strefa sanitarna wymaga uzupełnienia o możliwość skorzystania z prysznica dla festiwalowych gości, którzy zdecydowali się na skorzystanie z pola namiotowego, a tym bardziej przy takich upałach.

Jedna rzecz mnie również nieco drażniła. Otóż, drugiego dnia koncerty rozpoczynały się dopiero w godzinach wieczornych, więc zakładając, że w dniu poprzednim uczestnik festiwalu rozpoczął dzień w okolicy południa to do pierwszego koncertu należało czekać aż(!) 6 godzin. Myślę, że można było zaprosić jeszcze trzy kapele i rozpocząć sobotnie koncerty około godziny 15:00.

Bardzo, ale to bardzo na plus muszę ocenić konfenansjerkę Darka Raczyckiego (Remigiusz Mielczarek z Summer Dying Loud ma solidną konkurencję), który nie raz wspominał o tym, żeby wspierać i chodzić na festiwale (póki są) oraz zapraszał na zaprzyjaźnione imprezy, czyli Metal Mine w Wałbrzychu oraz Niech Cisza Milczy w Pyskowicach. A na koniec każdego występu wręczał zespołom pamiątkowy obraz ze składanką utworów zespołów, które zagrały na siódmej edycji Festiwalu Uwolnić Muzykę.

Kolejnym plusem jest wprowadzenie biletów, co na pewno pomogło organizatorom udźwignąć koszty imprezy i ściągnięcie zespołów pokroju Batushka czy Kat&Roman Kostrzewski.

Tak jak wspominałem wcześniej, kilka zespołów było „nie z mojej bajki” i chętnie bym je wymienił, ale oczywiście to działka organizatorów i mogę tylko trzymać kciuki, że w przyszłym roku skład festiwalu wpadnie w mój gust z większą dokładnością.

Autorem zdjęć jest Przemek Cholewiński.

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , .