Fink – Warszawa (08.11.2019)

Jeśli jesień, mokro, zimno i szaro to Fink wskakuje na wszystkie czasowe playlisty i wypełnia przestrzeń swoim ciepłym, niskim głosem. W tym roku polscy fani tego utalentowanego Brytyjczyka mieli okazję kolejny raz doświadczyć jego talentu na żywo na dwóch koncertach, które zorganizowała agencja Automatik. Mnie udało się trafić do klubu Palladium, świetnie tego wieczoru nagłośnionego i przygotowanego na przyjęcie Fina Greenalla i towarzyszącego mu zespołu. Piękny był to wieczór, pełen emocji i – co tu ukrywać – wzruszeń. Głos Finka zasługuje na peany, cóż.

Ale najpierw support. Koncert headlinera poprzedziła Sophie Hunger, szwedzka multiinstrumentalistka, kompozytorka filmowa, poetka. Wokalistkę można kojarzyć ze współpracy z wieloma muzykami, na przykład ze Stevenem Wilsonem na ostatnim wydawnictwie To the Bone, jednak niekoniecznie jest szerzej znana, nawet w niszy, jaką zdaje się reprezentuje, a szkoda. Na scenie wystąpiła z gitarą akustyczną i towarzyszącym jej w występie perkusistą. Set był minimalny w środki, a jednak w jakiś sposób całkiem bogaty w emocje.

Tu indie spotkało się z folkiem, może czerpiąc po drodze z jazzowych patentów, wszystko poskładane w całość raczej surowo, i posklejane głosem Sophie, raz delikatnym, raz zadziornym. Bardzo miły początek wieczoru, choć totalnie daleko od moich osobistych upodobań – czas występu miał więc duże znaczenie.

Po dawce damskiego folkowego śpiewu z lekką obsuwą czasową zaprezentował się Fink i jego zespół. Koncert otworzył numer We Watch the Stars z najnowszego albumu artysty Bloom Innocent (2019) i z miejsca było wiadomo, że to będzie dobry występ. Na pewno akustyka, nagłośnienie Palladium i jak dla mnie skromna, typowa, ale wystarczająca oprawa świetlna były dobrymi filarami koncertu, dzięki czemu w pełni w końcu dałam się ująć pięknym piosenkom Finka.

Swoje też zrobiła dobra, ładnie wysublimowana setlista, w której oprócz sztandarowych Looking Too Closely, Pilgrim czy Cracks Appear, znalazło się miejsce aż na pięć nowych utworów. I tak, za najlepsze uznałam wykonania właśnie tych nowych (Bloom Innocent wyszło ledwo w sierpniu, polecam!) z tytułowym, Once You Get a Taste i Out Loud na czele. Niemałym zaskoczeniem okazał się też wybór bisu Walkin’ in the Sun z repertuaru Chaki Khan, odśpiewany iście finkowo i emocjonalnie. 

 

Setlista:

We Watch the Stars
Resurgam
I Just Want a Yes
Once You Get a Taste
Warm Shadow
Yesterday Was Hard on All of Us
Cracks Appear
Out Loud
Pilgrim
Looking Too Closely
Bloom Innocent
This Is the Thing

Bis:
Walkin’ in the Sun

To by było na tyle, myślę, że nie więcej jestem w stanie opowiedzieć o koncercie, który od początku do końca był po prostu, najzwyczajniej w świecie bardzo dobry. Z twórczością Finka od jakiegoś czasu przeżywam niejako kryzysy, bo albo czaruje, albo niestety czasami za bardzo szarżuje i potrafi znudzić. Natomiast kontakt z artystą na żywo to doświadczenie warte za każdym razem przeżycia. Mocny, piękny wokal, zero instrumentalnych potknięć i refleksyjny, nieco melancholijny klimat – czego chcieć więcej jesienią.

Do następnego!

Joanna Pietrzak

Latest posts by Joanna Pietrzak (see all)

Tagi: , , , , , .