Five Finger Death Punch, Megadeth, Bad Wolves – Warszawa (12.02.2020)

Pamiętam swoją minę w momencie, w którym ogłoszono ten koncert, tak jakby to było wczoraj. Nieco dziwnie – wielki Megadeth miał wystąpić przed Five Finger Death Punch? Ktoś gdzieś chyba postradał zmysły. Nic to jednak, założyłem, że zobaczę koncert każdej formacji z tak zwanej Wielkiej Czwórki thrashu i plan miał się ziścić właśnie na koncercie z headlinerskim 5FDP, udałem się więc do Warszawy sprawdzić, jak po wygranej walce z rakiem sprawuje się pewien sympatyczny rudowłosy jegomość.

Najpierw jednak zgromadzoną w Torwarze publikę próbowało rozgrzać Bad Wolves. Ich występ najchętniej opisałbym dwoma słowami – dysonans poznawczy. A bo jak inaczej określić fakt, że zespół, którego wokalista ma aparycję jeszcze groźniejszą od klubowego bramkarza, gra jakby był skrojony pod obecne MTV. Dość powiedzieć, że najlepszym momentem ich środowego występu był zagrany bez większego polotu cover Zombie The Cranberries? Tylko czy mogą sobie przypisać za to jakiekolwiek zasługi…? Nie mogę za to powiedzieć, abym był nimi w jakikolwiek sposób rozczarowany – wręcz przeciwnie, dostałem dokładnie to, czego się spodziewałem.

Setlista:
No Messiah
Learn to Live
Remember When
No Masters
Killing Me Slowly
Sober
I’ll Be There
Zombie

Chociaż szalikowcem Megadeth z powodu wokalu Mustaine’a nigdy nie byłem, to jak łatwo się domyślać, po trzydziestu minutach z Bad Wolves wprost nie mogłem się doczekać ich wejścia na scenę. Gdy w końcu do tego doszło, to pod sceną ku mojej uciesze rozpętała się całkiem niemała wojenka, która nie ustawała od pierwszych taktów Hangar 18 aż do końca Holy Wars… The Punishment Due. W międzyczasie zespół przygotował dla polskiej publiczności dwie niespodzianki wynikające z drobnych zmian w setliście co kilka koncertów. Pierwszą z nich było zagranie Angry Again po raz pierwszy na trwającej trasie, a drugą był nieobecny nawet w oficjalnej setliście opublikowanej przez zespół – utwór Mechanix. Oprócz tego set był dosyć standardowy, co mogło nie pasować osobom, które już kilka razy Megadeth widziały. Sam występ zespołu był znakomity, po koncercie spotkałem się z opiniami, jakoby był on nawet lepszy niż ten przed Judas Priest dwa lata temu w Katowicach. Nieźle brzmiał nawet Mustaine, a patrząc na jego jeszcze dosyć schorowany wygląd można było mieć co do tego obawy. Swój krótki występ gościnny zaliczyła też maskotka znana z okładek albumów zespołu. Podsumowując – było znakomicie i wprost nie mogę się doczekać aż Megadeth ruszy w porządną trasę i zagra pełnego seta. Będę na pewno!

Setlista
Hangar 18
The Threat Is Real
Sweating Bullets
Conquer or Die
Trust
Angry Again
Dystopia
Symphony of Destruction
Peace Sells
Mechanix
Holy Wars…
The Punishment Due

Five Finger Death Punch. Głęboko wierzyłem w to, że moja przygoda z nimi zakończy się na przesłuchanym przed laty albumie American Capitalist, jednak życie postanowiło spłatać mi figla i połączyło nasze ścieżki ponownie. Tym razem jednak Amerykanie poniekąd wyszli z tego obronną ręką. Fakt, 80% ich występu muzycznie było dla mnie po prostu bardzo słabe – ich groove metal, nie licząc kilku niezłych momentów, zdecydowanie nie trafia w mój gust, no trudno. Nie można jednak nie docenić świetnego show, które zespół dał podczas koncertu. Od ogromnej czaszki dekorującej scenę, przez świetną pracę świateł, konfetti, częste luźne pogaduszki z publicznością (o dziwo nie sprawiały wrażenia sztucznych, podobnie jak euforyczne reakcje ludzi zgromadzonych w Torwarze), śpiewanie „sto lat” Charliemu Engenowi (zarówno po polsku, jak i po angielsku), perkusyjne solo solenizanta (hehe…), aż po częste i gęste zmiany strojów, w których śpiewał Ivan Moody – mimo mojej niechęci do kapeli, przez cały czas byłem zainteresowany tym, czego to Five Finger Death Punch jeszcze nie wymyśli. Za to należą im się wielkie brawa, rzadko kiedy widuje się aż tak dynamiczne i dopracowane pod tym względem występy. Jak już jednak wspomniałem, lepiej oglądałoby mi się to bez dźwięku. Jestem jednak pewien, że fani grupy (a było ich naprawdę bardzo wielu) byli zachwyceni tym, czego doświadczyli w środowy wieczór.

Setlista
Lift Me Up
Trouble

Wash It All Away
Jekyll and Hyde
Sham Pain

Bad Company
Burn It Down
Got Your Six
Wrong Side of Heaven
(akustycznie)
Battle Born
Blue on Black

Coming Down
Never Enough
Burn MF
Inside Out
Under and Over It
The Bleeding

Całościowo było zatem znacznie lepiej, niż przewidywałem, i właśnie spora w tym zasługa headlinera, który wizualnymi bajerami, dynamiką oraz zaraźliwym entuzjazmem sprawił, że przez większość wieczoru byłem w mniejszym bądź większym stopniu zadowolony. Znakomicie spisał się Megadeth, absolutną pomyłką było Bad Wolves – czyli w obu przypadkach zaskoczeń brak. Wszystkie trzy występy były dobrze nagłośnione, obyło się również bez wpadek organizacyjnych. Wieczór udany.


Zdjęcia autorstwa Tomasza Wnorowskiego. Po więcej fotografii zapraszamy do naszej galerii.

Łukasz W.

Tagi: , , , , , , , , , , .