Föllakzoid, Pył – Warszawa (22.09.2019)

Nie samym metalem człowiek żyje, a okazji do doświadczania sztuki tak zwanej elektronicznej ostatnio nie brakuje. Problem pojawia się jednak z wyborem odpowiedniego tematu do rozważenia, przynajmniej w moim przypadku, bo skupienie się na dźwiękach innych niż z żywych instrumentów nie zawsze przychodzi z łatwością, a i z nastawieniem do przeżywania takich imprez bywa różnie. Odstępstwem od normy okazała się ostatnia płyta eklektycznego duetu z Chile Föllakzoid /, której fenomenu nijak nie jestem w stanie zrozumieć, a jednak zainteresowała mnie na tyle, że koncert tychże uznałam za więcej niż obowiązek, jednakże ciągle traktując projekt jako ciekawostkę. Z pomocą przyszli Panowie z Boredom Booking i w przedostatni weekend września zorganizowali dwie imprezy – w krakowskiej Alchemii i warszawskim Pogłosie, podczas których Chilijczycy odprawili transowy rytuał i wypełnili sale koncertowe swoimi bitami. 

Ale najpierw supporty. W Warszawie koncert Föllakzoid poprzedził trójmiejski skład Pył, który powstał na gruzach znanego szerzej Ampacity i Marksman. W wielkim skrócie żaden to jednak miks wymienionych składów, a byt samoistny w anturażu kliku różnych wpływów, może krautrocka, może space rocka, z naleciałościami i przerywnikami shoegaze’u gdzieś pomiędzy. Oprócz fajnej, bujającej sekcji rytmicznej pojawił się saksofon, subtelne klawisze, delayowa gitara, korespondujące ze sobą z wyważeniem i zaciekawieniem. Bo co jak co, ale zespół potrafił wciągnąć w swój dziwny, momentami jazzujący, a innym razem, powiedzmy, przydymiony świat. Na pewno oprócz fantastycznych umiejętności muzyków, moją uwagę przykuł pewien szczegół, a właściwie jego brak – zero oprawy. Nic. Ta muzyka aż się prosiła o minimum tła, o jakieś wizuale, grę świateł, drobne zabiegi uwydatniające cały przekaz. Może marudzę, Pogłos ma jednak specyficzne warunki koncertowe, jednak w dzisiejszych czasach możliwości mamy różne, a widzów/słuchaczy wymagających. Niemniej jednak koncert uznaję za bardzo dobry i z pewnością każdemu polecę sprawdzić formację. Warto!

Za to o oprawie Föllakzoid jestem w stanie powiedzieć jeszcze mniej i z większą zagwozdką, co właściwie się odprawiło. Dym, strasznie dużo dymu, gromnica w połowie setu, ciemno wszędzie, i transowy, uzależniający bit bez zmian tempa, plus efekty na delayu. I ot, cała relacja z koncertu. Jaka jest tajemnica tego zespołu, dość trudno wyrazić to jednoznacznie. Słowem kluczem jest tu totalny minimalizm w użyciu środków przekazu. Długie intra, te same pogłosy w każdym numerze, monotonia, i ten pulsujący, wdzierający się w głowę bit. Źle? A przeciwnie. Lot z Föllakzoid to trip bez większych zakrętów, ale na tyle w swoich ograniczeniach przyciągający, że trudno było nie oprzeć się wrażeniu, że oto jesteśmy podstępem wplątani w jakąś czarną mszę, w finale której za chwilę wyłoni się jakiś demon. Z tym że finałów też tu było jak na lekarstwo. Ani motywów przewodnich, ani melodii, za to trans i jeszcze raz trans budowany na pewnej osi powoli aż to przejść… w kolejny zapętlony numer. W notach prasowych czytamy, że “Föllakzoid rośnie poprzez oczyszczanie, aby wypełnić przestrzeń za pomocą coraz mniejszej liczby elementów” – i tak można całość podsumować. Föllakzoid tę przestrzeń pochłaniał. Ale czy wypełnił? 

Ponoć w przypadku ostatniego albumu Chilijczyków utwory zostały zbudowane z ponad 60 oddzielnych ścieżek, tj. gitar, basu, perkusji, syntezatorów i wokali – wszystkie nagrane w izolacji. Obawiam się, że sama bym nie wpadła, ile tu instrumentów, choć przesłuchałam płytę kilkanaście razy. Tym bardziej nie dosłuchiwałam się żadnych smaczków na koncercie. Takie bity sprawdziły się świetnie na słuchawkach, na przykład podczas pracy tekstowej, kiedy trzeba było “wyłączyć otoczenie”, a skupić się na konkretnej czynności. Niestety w Pogłosie nie udało mi się wyłączyć do tego stopnia, żeby wejść w świat Föllakzoid do końca. To było ciekawe doświadczenie, ale nie oczyszczające. Nie mdlałam. Czy sprawdzę kolejny set w nadarzającej się okazji? Jasne, czemu nie. Coś dziwnego i nieodgadnionego w tym transie jest. 

Do następnego!

 

Joanna Pietrzak

Kosmos, alternatywa, pomieszanie z poplątaniem - szukam, sprawdzam, przepadam, odkładam.
Skontaktuj się ze mną: joanna@kvlt.pl
Joanna Pietrzak

Latest posts by Joanna Pietrzak (see all)

Tagi: , , , , , , , , .