Gary Numan, Nightmare Air – Warszawa (25.11.2018)

Do naszego kraju po raz kolejny zawitał pionier komercyjnej muzyki elektronicznej, przez niektórych uważany za ojca chrzestnego industrialu, sześćdziesięcioletni już wokalista brytyjski – Gary Numan. Odwiedził nas na jeden, jedyny koncert w swojej długiej już trasie – The Savage European Tour, na który można było się udać do klubu Progresja w Warszawie, tak jak sam to uczyniłem. A wszystko to dzięki uprzejmości agencji koncertowej Follow The Step.

To były moje pierwsze odwiedziny tego przybytku, wielce przecież znanego w szerokim kręgu entuzjastów muzyki, szczególnie w stolicy. Sam z wielką ochotą wkraczałem przez wrota tego klubu, by ujrzeć jego wnętrze.

Koncert ten miał otworzyć kompletnie mi nieznajomy zespół z Los Angeles – Nightmare Air. To był ich pierwszy występ w Polsce, po raz pierwszy też zawitali do Europy. Od samego początku zespół spodobał mi się na scenie. Pierwsze kilka numerów zagrali we trójkę, kiedy mieliśmy okazję poznać Swaan Miller (bas, wokal), Davea Dupuis (gitara, wokal), Jimmyego Lucido (perkusja). Grupa ta została przyjęta bardzo ciepło, pomimo ewidentnie złego nagłośnienia wokalu Swann (przez cały czas trwania setu prawie nie rozumiałem słów, które śpiewała). Na trzy kawałki dołączyła do tria czwarta osoba, klawiszowiec, który zagrał z nimi kilka numerów. Pomimo niedociągnięcia w brzmieniu, muzyka tej kapeli spodobała mi się i jestem pewien, że nie tylko ja sięgnę po nią, by dokładnie ją przetrawić i przesłuchać w domowym zaciszu. Niestety, nie podzielę się z Wami setlistą, gdyż jak pisałem wyżej, ich występ był dla mnie jedną wielką niewiadomą.

Gary Numan zaczął swój set z kilkuminutowym opóźnieniem. Od samego początku zaatakowały nas jaskrawe światła, stroboskopy oraz duża ilość sztucznej mgły, i tak było przez większość czasu, co tworzyło ciekawą aurę o zabarwieniu post-apo. Łączyło się to pięknie z wizualizacjami, których część była nagrana i stworzona na potrzeby albumu Savage. Przy dźwiękach Everything Comes Down to This rozpoczął się koncert i ujrzeliśmy zespół, który składał się z basisty, perkusisty, gitarzysty, klawiszowca oraz oczywiście wokalisty w postaci Gary’ego. Przez całość trwania show, Gary niewiele się odzywał. Choć spodziewałem się tego po tym introwertyku, to jednak trochę brakowało mi kontaktu z publicznością. Nie znaczy to jednak, że Gary kompletnie nie próbował zainteresować słuchaczy swoją osobą. W każdym utworze dzielił się z nami swoją taneczną ekspresją – wywijał rękami, rytmiczne ruszał się w takt muzyki, pląsał wręcz po całej scenie. Do tego zawsze kierował uśmiech w stronę widowni. Poza nim jeszcze jedno utkwiło mi w umyśle, a mianowicie widok gitarzysty. Był to wysoki, łysy mężczyzna, z makijażem podkreślającym jego naturalne cechy twarzy, wyglądał jak straszne zombie; do tego prawie przez cały czas kierował w stronę publiczności upiorne miny. Piorunujący efekt!

Gary Numan w ciągu całego występu odezwał się tylko raz, przedstawiając swoją córkę Persię, przed utworem My Name is Ruin – kompozycji, w której śpiewają refren w duecie.
Set obejmował kawałki z najciekawszych albumów w dyskografii Gary’ego, takich jak: Savage: Songs From a Broken World, Splinter: Songs From a Broken Mind, The Pleasure Principle, Jagged, Replicas, Dead Son Rising oraz Pure.

A oto przed Wami cały set:
1) Everything Comes Down to This
2) Metal
3) Halo
4) Films
5) Bed of Thorns
6) Down in the Park
7) Pray for the Pain You Serve
8) My Name Is Ruin
9) Here in the Black
10) Cars
11) Mercy
12) Love Hurt Bleed
13) Me! I Disconnect From You
14) When the World Comes Apart
15) Are ‘Friends’ Electric?

Bis:

16) The Fall
17) A Prayer For The Unborn
18) It Will End Here

Akustyka całego koncertu była niestety średniej jakości. Powód – było po prostu ciut za głośno. Tak samo jak na Nighmare Air, tak i na występie Gary’ego Numana wokal było słabo słychać (choć na Gary’m było ciut lepiej, a mogło być dużo lepiej). No ale – to są zmory koncertów w klubach.

Zawsze chciałem zobaczyć Numana w akcji, ale myślę, że raz wystarczy. Nie zaciekawił mnie na tyle, bym jeszcze raz pokusił się o pójście na jego koncert. Chyba jednak pozostanę na kontemplacji jego muzyki na słuchawkach w domowych warunkach.

Tagi: , , , , , , , , , , , , .