Godspeed You! Black Emperor – Poznań (17.04.2018)

To była moja pierwsza wizyta w klubie „Tama”. Już wcześniej chciałem go przetestować, bo mieści się w ciekawym miejscu. Tak na pewno można określić odnowioną salę reprezentacyjną  budynku… Wielkopolskiej Izby Rzemieślniczej. Podobno jest to najstarsza poznańska sala widowiskowo-koncertowa (powstała w 1929 roku!). Od otwarcia „Tamy” czyli od września ubiegłego roku, organizowane są tu  głównie imprezy z brzmieniami elektronicznymi. Zdarzają się jednak wyjątki. Dzięki agencji Automatik,  tu właśnie, 17 kwietnia br.,  zagrał kanadyjski  Godspeed You! Black Emperor, a dla mnie to tak ważna grupa, że nie mogłem takiej okazji zmarnować.

 Kto punktualnie przyszedł do klubu, ten zobaczył  też półgodzinny występ Resiny czyli Karoliny Rec. Jej album, zatytułowany po prostu „Resina”, wydany w 2016 roku, zebrał niemało pozytywnych ocen, ale to wciąż jeszcze raczej słabo znana artystka. Gra na wiolonczeli, dodaje do tego wokalizy i loopy, i na żywo oferuje dość intrygujący przekaz. Jej występ był dość dobrym prologiem do całego wydarzenia, aczkolwiek zakłócały go niestety dość mocno… odgłosy butelek sortowanych przez personel klubu za barem.    

Trzy gitary, dwie perkusje, dwa basy, wiolonczela i skrzypce –  instrumentarium, którego używa Godspeed You! Black Emperor. Oprócz muzyki ważnym elementem ich show są projekcje video.  Kreuje je Karl Lemieux, który jest stałym członkiem grupy. Zaśnieżone krajobrazy, spadające samoloty, postindustrialne przestrzenie – takie obrazki widzieliśmy tego wieczoru na ekranie nad sceną. A muzyka?  Była monumentalna, bo wszystkie  wspomniane instrumenty, generują wspólnie przytłaczającą, transową konstrukcję  dźwiękową. Precyzyjnie ułożone,  długie i skomplikowane impresje.

Zaczęli tak, jak od lat to czynią, tzn. od  utworu “Hope Drone”, i tym sonicznym  szumem wprowadzili widzów w  rejestry, które trudno zdefiniować. Chyba słowo „misterium” jest najbliższe temu, jak można określić to sceniczne show Kanadyjczyków. Nowa płyta („Luciferian Towers”), wykonywana praktycznie w całości podczas tej trasy, jest idealnym tworzywem do tego, by prowokować wrażenia szczególnie intensywne. Post-rockowa estetyka, od której zaczynali kiedyś, teraz jest już tylko pretekstem do kreowania wyrafinowanej harmonicznie muzyki, którą porównać można do King Crimson po stronie rocka i Sun O))) po stronie alternatywy.

Dla mnie szczególnie frapującym fragmentem całego show było wykonanie „Undoing A Luciferian Towrs” z towarzyszeniem blondwłosej saksofonistki, która wzbogaciła ścianę dźwięku wytwarzaną przez GY!BE o dodatkowe odcienie. To było uniesienie, które lekko przebiło inne fragmenty występu moim zdaniem, choć opinie na ten temat wśród publiki były różne. Każdy miał swoich własnych faworytów. Co ważne zespół wykonał też kilka wybitnych „starszaków”. W programie znalazły się np. kompozycje „Moya”, „BBF8”  sprzed 19 już lat. Fani, którzy liczyli na takie rarytasy zostali zatem dopieszczeni.

Godspeed You! Black Emperor Kamil Downarowicz

Poprzedni raz widziałem GY!BE kilka lat temu w Katowicach na Off Festiwalu i tam wrażenia były słabsze. Tym razem ich muza zabrzmiała o kilka tonów mocniej, a że nagłośnienie  było właściwie optymalne, to  moje oczekiwania zostały spełnione praktycznie w stu procentach! 

 

Autorem relacji jest Radek Bruch.
Autorem zdjęć jest Kamil Downarowicz.

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Latest posts by Piotr (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , .