Hate, The John Doe’s Burial, Shodan – Piotrków Trybunalski (31.03.2017)

Mówią, że nie taki Diaboł straszny jak go malują. Wszyscy, którzy mieli okazję uczestniczyć w sztukach Shodan, The Jonh Doe’s Burial i Hate podczas Vulgar Night ostatniego dnia marca mieli okazję się o tym przekonać.
Pierwszy zespół, Shodan, w swoim czasie nie do końca przekonał mnie w wersji studyjnej. LP Protocol Of Dying to wprawdzie ciekawe, wyłamujące się standardom kompozycje, ale zarejestrowane bez należytej uwagi, zamiast nasycić pozostawiały głęboki niedosyt. Tym bardziej, z lekką dozą sceptycyzmu podszedłem do ich koncertu. Panowie zaczęli z półgodzinnym opóźnieniem i od razu bez mrugnięcia okiem przystąpili do ataku. Ich śmiercionośne łamańce i elektryzujące riffy na żywo wypadły niezwykle obiecująco. Mocny, intensywny i agresywny występ. Ani na chwilę nie zdawał się dziełem przypadku. Widać, że Panowie dobrze odrobili lekcję odtworzenia własnego materiału, bo wszystko było odegrane bez zająknięcia. A wcale nie było im łatwo. Po pierwsze, jako otwierający imprezę support nie mogli liczyć na pełny komplet publiczności. Po drugie, zmierzenie się z warunkami technicznymi klubu Sejf w Piotrowie Trybunalskim (bardzo mały i niski klub) nie należało do łatwych. Było bardzo głośno. Akustycy stawali niemal na rzęsach, żeby wykręcić jak najlepsze brzmienie. W klubie coraz bardziej kotłowało się od napierającej publiczności. Było gorąco. I wiecie co? Po dłuższej chwili te mankamenty nie miały większego znaczenia. Pod sceną wywiązał się lekki młyn. Shodan poczuł to, co dała im mała publiczność, dali z siebie tyle, ile mogli i zgotowali tym samym niezłą sztukę.

no images were found

Nadszedł czas na gospodarzy Vulgar Night. The John Doe’s Burial zainstalował się na scenie. Zabrzmiało intro i od razu przeszli do ataku. Ich energetyczny death core i death metal walnął w publikę niczym grom z jasnego nieba. Od razu pod sceną zaczęło się nieźle kotłować. Publiczność oszalała. Zespół na luzie dolewał oliwy do ognia. Pełny kontakt plus pokaz technicznej precyzji muzyków nie mógł pozostać nie zauważony. Zabrzmiały takie utwory, jak Kingdom, Waiting for Godot , Dead End i już wszystko było jasne – ludzki pot spływał ze ścian. Można mieć różny stosunek do tego typu muzyki, jaką tworzą „Krzyżoki”, ale jedno trzeba stwierdzić obiektywnie – idealnie sprawdza się ona na koncertach. Szybkie, chwytliwe riffy w zwrotkach, połączone z wielozadaniowym głosem Plasmy, który na żywo bez większych problemów radzi sobie zarówno w mocnych, wykrzyczanych fragmentach, jak i w tych spokojniejszych, w których można usłyszeć bardziej growlowe wokalizy – stały się znakiem rozpoznawczym The John Doe’s Burial. Plasma okazał się również osobą, której bez problemu przychodzi nawiązanie kontaktu z publiką, a ta odwdzięczyła się żywiołową zabawą pod sceną. Kaplon wraz z ekipą postarali się, aby doznania muzyczne licznie zgromadzonych fanatyków zespołu były na jak najwyższym poziomie. Z jednej strony doświadczyłem przyzwoitego, mocnego brzmienia, do tego bardzo dobrej formy muzycznej członków zespołu, tryskającej ze sceny energią, z drugiej – dość zróżnicowanej setlisty, obejmującej przekrój działalności zespołu. To wszystko sprawiło, że zgromadzeni dostali to, czego chcieli – bardzo dobry koncert. Chwile mijały nieubłaganie. Czas minął, jak z bicza strzelił. A szkoda, bo pozostawiony niedosyt koncertu trzeba było uzupełnić złotym trunkiem z pianą na dwa palce. Skierowałem się w stronę baru.

no images were found

W przypadku gwiazdy wieczoru do głowy przychodzą mi mieszane odczucia. Nie dlatego, że gig był słaby. Mam po prostu wysokie wymagania wobec warszawskiego Hate. To jeden z najważniejszych i najznakomitszych zespołów na polskiej scenie. I przy okazji jeden z nielicznych polskich formacji rozpoznawalnych na świecie. Pomimo faktu, że inspiracje Sinnera są silnie wyczuwalne, to udało im się (i to już na początku działalności) wypracować swój charakterystyczny i konsekwentny styl metalu śmierci z domieszką czerni. Każdy metalowiec obudzony o trzeciej nad ranem już po sekundzie wymieni parę polskich zespołów, które liczą się na świecie i jednym z tych zespołów będzie właśnie Hate. To jednocześnie atut i przekleństwo, bo zawsze od tych z pierwszej ligi oczekuje się najwięcej i najlepiej. Tak też kiedyś podczas promocji albumu Solarflesh – A Gospel Of Radiant Divinity miałem okazję rozczarować się występem po prostu “tylko” zagranym. Ale ok, dość kręcenia nosem. Uczciwie muszę przyznać, że tego wieczoru zespół zagrał fantastyczną sztukę. Nowy skład, zdaje się, stanowi zgrany team, rozumiejący się na scenie bez słów. Nie sposób nie wspomnieć o szwajcarskiej precyzji perkusji, gry człowieka automatu Pavulona, który spisał się rewelacyjnie. Wykonane z mocnym kopniakiem Erebos i Alchemy of Blood wprowadziły publiczność w ruch, zaczęło się istne szaleństwo. Publika skandowała nazwę zespołu. Hate podłapali klimat i nawalali wściekle swój satanistyczny death metal. Dało się bez trudu zauważyć, że niesie ich żywiołowa reakcja publiki, nie oszczędzali się więc w żaden sposób. Do tego tłusty sound gitar i selektywne brzmienie, dzięki któremu dało się delektować każdym możliwym smaczkiem. Słowem – saute death metalu. Cały występ był genialnie opracowany, czuć było w tym przedsięwzięciu jakąś energię (którą nie do końca mogę określić jako pozytywną), niepokój i fascynację. Hate zakończył Vulgar Night 2017 w iście mistrzowskim stylu. Do pełni szczęścia brakowało bisów, ale cóż, i tak było to bardzo udane podsumowanie jednej z najlepszych imprez, w których miałem okazję uczestniczyć w tym roku.

no images were found

Na zakończenie duże brawa należą się organizatorom za dopracowanie imprezy w każdym calu (bilety, opaski żeby każdy mógł wyjść z klubu, dobra praca akustyków, którzy wyciągnęli relatywnie dobre brzmienie zespołów przy nietypowych warunkach lokalu, występ zespołów o czasie, opieka kulturalnych ochroniarzy) i podziękowania Shodan, The John Doe’s Burial i Hate za niezapomniane chwile, które nie wyparują do następnego Vulgar Night.

Autorem zdjęć jest Argoth & Vidya Arts.

Tagi: , , , , , , , , , .