Infected Rain, Moyra, Between Nothing – Poznań (13.09.2018)

13 września br. postanowiłem odwiedzić Klub u Bazyla i wziąć udział w koncercie, na którym zagrali mołdawski Infected Rain, MoYra z Wrocławia oraz lokalsi z Between Nothing. Była to też moja pierwsza wizyta po wakacyjnym remoncie klubu.

Na miejsce przybyłem na kilka minut przed planowaną godziną rozpoczęcia pierwszego koncertu, jednak jak się okazało set był opóźniony, więc jeszcze chwilę musiałem poczekać na nowe doznania muzyczne. W okolicy godziny 20.00 na scenę wkroczyła kapela Between Nothing, z którą zdążyłem się zapoznać dosłownie kilkanaście minut przed wyjściem na koncert. Z not prasowych można się dowiedzieć, że grają melodyjny death metal oraz inspirują się Children of Bodom czy In Flames (oczywiście stare dzieje), czym spowodowali moje zainteresowanie. Na żywo jednak nie porwali. Może to kwestia słabego nagłośnienia, bo przez zdecydowaną większość koncertu jedna gitara była praktycznie niesłyszalna, a i perkusja nie brzmiała tak jak powinna. Poza tym jednemu z gitarzystów zdarzało się grać niekoniecznie czysto i równo. Jak na melodyjny death metal to zdecydowanie brakowało tam dozy szaleństwa, scenicznej ekspresji oraz chociaż lekkiego urozmaicenia partii wokalnych.

Następnym zespołem na deskach sceny U Bazyla była wrocławska MoYra, którą nie tak dawno miałem przyjemność zobaczyć na żywo podczas Książ Rock Festival. Nie będę ukrywał, że liczyłem na bardzo dobry koncert w wykonaniu tej kapeli. I tak się stało. Od samego początku Gosia Szkoda-Hreczuch wraz muzykami zakręcili zgromadzoną publiką w klubie. Wokalistka to istna sceniczna zwierzyna i doskonale wie jak złapać kontakt z publiką. Muzycy również jej dorównywali i zarażali swoją energią. Grupa zagrała materiał z debiutanckiej EPki Threads Of Fate (recenzja), a na koniec podzieliła się nowym numerem, który znajdzie się już na długogrającym albumie. Nie sposób nie wspomnieć o coverach, które uświetniły ich występ, a były to No Gods No Masters szwedzkiego Arch Enemy oraz totalny klasyk Megadeth, czyli Symphony of Destruction. Wykonanie było bezbłędne. Warto nadmienić słów kilka o wokalu Małgorzaty, która dysponuje głosem zarówno delikatnym w czystych partiach, np. w Medeah (Artrosis) czy Aya (UnSun), jak i brutalnym growlem niczym Angela Gossow (Arch Enemy). Koncert brzmiał odpowiednio potężnie – uznanie zarówno dla akustyka za świetnie brzmiący bas oraz tnące niczym brzytwa partie gitar, no i oczywiście dla samych muzyków. Występ ten był scenicznym debiutem nowego perkusisty – Rafała Miedzińskiego z Lost Soul.

Jako gwiazda wieczoru zagrała formacja Infected Rain z Mołdawii, z charyzmatyczną Leną Sсissorhands za mikrofonem. W trakcie występu wokalistka wspomniała o „pieprzonych 9 godzinach” podróży do Poznania, jednak szybko okazało się, że warto było się tak przemęczyć. Od samego początku publika reagowała nad wyraz entuzjastycznie.. Ze sceny wylewały się hektolitry pozytywnej energii i szczerze powiedziawszy jestem ciekaw, skąd oni biorą tyle siły, żeby zagrać tak energetyczny set praktycznie bez przerw. Gitarzyści nie raz wkraczali na podesty, żeby później z pełną synchronizacją w rytm muzyki zeskoczyć z wielkim hukiem, a Lena zachęcała publikę do coraz żywszej współpracy. W trakcie bisów Lena kilkukrotnie dziękowała za tak gorące przyjęcie w Poznaniu. Ta kapela to istna koncertowa petarda i choć mariaż metalcore’u z nu metalem to nie jest mój ulubiony gatunek muzyki, skłamałbym, gdybym powiedział, że mi się nie podobało.

Autorem zdjęć jest Przemysław Cholewiński.

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Latest posts by Piotr (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .