Katatonia – Gdańsk (04.10.2016)

Na wtorkowy koncert Katatonii wielu czekało z utęsknieniem. Nic dziwnego- grupa kazała czekać fanom aż trzy lata na kolejną płytę, a co za tym idzie- trasę „The Fall of Hearts”. Szwedów ugościł w swych progach gdański klub B90 na dawnych terenach stoczniowych, natomiast zaszczyt supportowania przypadł zespołom Vola oraz Agent Fresco.B90 zajmuje miejsce po dawnej hali stoczniowej, gdzie pod betonowym sufitem wciąż znajduje się suwnica i potężny hak. Lokal jest naprawdę wielki i dobrze zorganizowany, tzn. posiada dwa bary, dodatkową, mniejszą salę ze sceną oraz palarnię. Nagie, szare ściany wyklejone plakatami tworzą doskonały klimat do słuchania ciężkiej muzyki.

O 19.28 po klubie kręci się już sporo ludzi niemal w każdym wieku- od podekscytowanych piętnastolatek po siwiejących starszych panów siedzących spokojnie pod ścianami na kanapach. Gdy gaśnie światło, ze sceny słychać pierwsze brzmienia gitary. To zespół Vola zaczyna swoje show.

Po pierwszym utworze wokalista wita się z nami, przedstawia kapelę, po czym zapowiada następny kawałek- „Starburn”, niezwykle klimatyczny, a jednocześnie energiczny, najwyraźniej podbija serca zgromadzonych, bo rozlegają się coraz głośniejsze brawa.

Panowie z Kopenhagi nie mają niestety zbyt dużo czasu, dlatego raczą nas jedynie pięcioma piosenkami (wśród nich delikatna, liryczna „Emily”), aby po zaledwie pół godzinie pożegnać słuchaczy i ustąpić miejsca na scenie Agent Fresco.

Invalid Displayed Gallery

 

Islandzka grupa ciesząca się sporą popularnością w swojej ojczyźnie, zabawia koncertowiczów przez ponad godzinę prawdziwą feerią kolorowych świateł, dźwięków klawiszy, przejmującej energii i głosu wokalisty Arnóra Dana Arnarsona, po którym widać, że „czuje” każdy utwór.

-Mamy na Islandii wielu przyjaciół polskiego pochodzenia- mówi Arnór, gdy ich koncert zbliża się ku końcowi.- I wiemy jak trudna jest obecnie sytuacja polskich kobiet. Jesteśmy z Wami, walczcie o wolność, na którą zasługujecie i ignorujcie tych dziadów, którzy chcą Wam mówić co możecie, a czego, ku**a nie możecie!

Znaczna część żeńskiej widowni dziękuje za te słowa gromkimi brawami i okrzykami.

Ostatni utwór wokalista dedykuje swojemu ojcu zmarłemu na raka.

Invalid Displayed Gallery

 

Nadchodzi czas na gwiazdę wieczoru. Jeszcze zanim Katatonia pojawia się na scenie, fani zaczynają klaskać i nawoływać idoli. Gdy słychać pierwsze akordy „Last Song Before the Fade”, cała sala zaczyna zgodnie kiwać głowami w takt muzyki. Katatonia odgrywa jeszcze dwa utwory („Delibaration” i „Serein”) i dopiero wtedy Jonas wita się z nami. Szwedzi goszczą po raz pierwszy w Gdańsku, więc trójmiejska widownia robi wszystko, aby była to niezapomniana wizyta. Gdy zapowiedziany zostaje kawałek „Dead Letters”, krzyki aprobaty są niemal ogłuszające. Zespół daje z siebie wszystko na scenie, a spod czarnej kurtyny gęstych włosów Jonasa sączy się jego niesamowity głos. Po melodyjnym „Serac” coraz bardziej rozgrzany tłum zaczyna skandować „Ka-ta-tonia!’.

Jonas co jakiś czas pyta swoich fanów jak się bawią, wyraża też nadzieję, że podobały im się zespoły supportujące.

Przychodzi chwila refleksji i powrotu do przeszłości, podczas której Katatonia gra „Teargas”. Co bardziej zatwardziali fani zespołu ze wzruszeniem machają rękami, śpiewają razem z Jonasem, kilka osób wręcz z ekstatycznie wykręconymi twarzami…

Kolejna fala radosnego szału przetacza się przez tłum, gdy rozbrzmiewa piosenka „Old Heart Falls”, a następnie „For my demons” i „In the White”, przy której kilka par zaczyna się czulej obejmować.

Osoby stojące bliżej sceny mogą uważać się za szczęściarzy- z ich perspektywy muzycy są doskonale widoczni, ale dla stojących na tyłach światła są zdecydowanie za słabe i ciężko ujrzeć idoli w pełnej krasie. Jednak najwyraźniej nikomu to nie przeszkadza, bowiem poza rzeszą rozemocjonowanych fanów są jeszcze koncertowicze, którzy wolą delektować się muzyką, siedząc spokojnie na ławach lub stojąc przy barze i sącząc piwo.

Koncert powoli zbliża się do końca, lecz Katatonia „ulega” prośbom i grają jeszcze trzy piosenki na bis. Po tłumie widać już jednak zmęczenie, niektórzy nie czekają do końca i przechodzą do szatni po kurtki.

 

A jakie wrażenia mają fani po koncercie?

-Było zajebiście. Znam Katatonię od liceum i uważam, że chłopaki cały czas trzymają poziom. W ich muzyce słychać progresję i zróżnicowanie- mówi Łukasz, dojadając porcję nachosów.- Jestem pod wrażeniem solówek gitarowych, palce ledwo muskały struny!

-Wiele kapel ma niestety taki feler, że świetnie brzmią na płytach, a znacznie gorzej na żywo- zauważa stojący obok Tomek.- Z Katatonią nie ma tego problemu. Jedyne, co mogę ocenić na minus dzisiaj to kontakt z widownią- podczas koncertu w Warszawie było znacznie lepiej.

-Usłyszałem dokładnie to, co chciałem usłyszeć- dorzuca Maciek.- Ostatni raz słyszałem Katatonię na żywo 9 lat temu. Był to mój pierwszy koncert tego zespołu. Od tamtej pory wciąż są wspaniali, a może nawet jeszcze lepsi.

-Cudownie. Był power, była energia, którą jestem naładowana na kolejny tydzień- mówi z uśmiechem Ania.- Słucham Katatonii zaledwie od dwóch miesięcy, ale już wiem, że jest to zespół, którego się nie myli, który po prostu się zapamiętuje.

Dziękujemy Katatonii za występ i liczymy na kolejną wizytę w Gdańsku!

 

Invalid Displayed Gallery

Zdjęcia: Victoria Argent

Autorką jest Paulina Cirocka

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Latest posts by Piotr (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .