Knock Out Tour – Drown My Day, Virgin Snatch, Decapitated, Frontside – Katowice (09.12.2018)

Bardzo rzadko zdarza się, że w jednej trasie koncertowej biorą udział przynajmniej trzy zespoły, których jestem fanem. Taka niecodzienna sytuacja czasami jednak zachodzi – tak też stało się w przypadku tegorocznej odsłony organizowanej przez Knock Out Productions trasy KO Tour 2018, na której obok Drown My Day wystąpiły lubiane przeze mnie Virgin Snatch, Frontside, oraz sprawiający wrażenie niezniszczalnego zespół Decapitated. Na wieść o tej trasie serce od razu zabiło szybciej, a jej ostatni przystanek w katowickim MegaClubie z marszu stał się ważnym punktem mojego grudniowego terminarza. 9 grudnia stanąłem więc pod klubowymi wrotami gotów na solidną dawkę świetnego grania.

Energetyczny występ Drown My Day spotkał się z ciepłym przyjęciem publiczności – w tym i mnie. Deathcore’owcy z Krakowa rodem byli dla mnie czymś nowym i muszę przyznać, że pozytywnie mnie zaskoczyli – spora w tym zasługa zarówno dosyć często zagadującego publiczność i tryskającego pozytywnym podejściem wokalisty Macieja Korczaka, ale też chyba najlepszego z moich wszystkich wizyt w MegaClubie nagłośnienia. Czy spokojny odsłuch studyjnych dokonań Krakowian również dostarczyłby mi tak pozytywnych wrażeń – nie wiem. Wiem za to, że na koncertach Drown My Day spisują się bardzo dobrze.

Po pierwszym zespole przyszedł czas na to, na co czekałem chyba najbardziej – kolejną ekipę z Krakowa, tym razem pod postacią Virgin Snatch. Zespół jak zwykle dał świetny występ, zawierający wszystkie standardowe dla siebie elementy, takie jak chociażby Łukasz Zieliński wskakujący w młyn pod sceną i pogujący razem z publiką podczas wykonywania utworu. Zespół promuje na tej trasie swój nowy, niedawno wydany album Vote Is a Bullet, więc setlista skupiła się bardziej na tych nowych utworach, nie zabrakło jednak klasyków, takich jak In the Name of Blood, Devil’s Ride czy State of Fear. Po entuzjastycznych reakcjach zgromadzonych w MegaClubie ludzi mogłem wnioskować tylko jedno – w swoim pozytywnym odbiorze występu dowodzonego przez Zielonego zespołu na pewno nie byłem osamotniony. Na koniec koncertu pamiątkowa fotka zespołu wraz z publicznością i…

… w końcu nadszedł czas na pierwszy z zespołów wypisanych WIELKIMI literami na plakacie promującym trasę – o tym występie więcej opowie wam redaktor Tomasz.


Świętujący w tym roku 25-lecie działalności zespół Frontside zagrał w niedzielny wieczór na scenie klubu, który obchodzi identyczny jubileusz. Dla sporej części lokalnej społeczności metalowej zarówno kapela, jak i „miejscówka” to wielka skrzynia najróżniejszych muzycznych wspomnień, młodzieńczych emocji, zdarte gardła, hektolitry potu w pogo i piwa przy barze. Również dla mnie – pierwsze „behemoty, katy i inne szatany”, ech… MegaClub zmienia siedzibę i Frontside, który wielokrotnie grał na Żelaznej 15, nie omieszkał o tym podczas koncertu wspomnieć, dziękując właścicielom i pracownikom klubu za wspólną historię. Podczas koncertu, który dopełniał muzycznego „zmartwychwstania” sosnowiczan („Zmartywchstanie sosnowiczan” – jak to brzmi! Cud, miód i Lucyfer z Sosnowca) po dwóch „lajtowych” płytach.

2Z, czyli Zniszczyć wszystko i Zapalnik rozpoczęły katowicki występ Frontside. – Napierdalacie z nami? – rzucił do ewidentnie zadowolonego z powrotu zespołu na sceniczne deski Mega „Auman”. – Śpiewamy dalej piosenki Frontside? – kontynuował w swoim stylu dialog z publiką „środkowy” kapeli. Naszym przeznaczeniem jest płonąć i Wspomnienia jak relikwie. TAKIE klasyki wszystkim zrobiły dobrze, wiadomo, ale i zagrane zaraz po nich nowości ze Zmartwychwstania (numer 2,3,4 na płycie, recenzja płyty TU), zostały pozytywnie odebrane. Nowy materiał na żywo wypadł naprawdę nieźle. Plusik do „performensu” za dźwięki burzy zgrane ze strobo jako intro do Krew Ogień Śmierć. A potem… Bóg stworzył Szatana. I to pod postacią wypożyczonego z Drown My Day na krzyk/growl Macieja Korczaka. W swoim scenicznym entuzjazmie „Groov” wyglądał jak szalony fan FS, który wdarł się na scenę, zabił wokalistę i zabrał mu mikrofon. A zespół po prostu nie chciał przerywać numeru. Tak to wyglądało. Tyle, że głosowo też było mega.

W końcówce publikę pobujały jeszcze Granice rozsądku, a występ zakończyła piskliwa Legenda, którą 25-letni Frontside dla polskiej sceny metal/deathcorowej niewątpliwie jest. Bo czy coś może być lepszym wyznacznikiem statusu artysty w danych kręgach jak nie „aplauzoekstaza” naocznych i nausznych świadków jego popisów? Popyt zdecydowanie jest, ale i w zespole było widać potencjał i pragnienie. Powrót Frontside wypadł obiecująco, czekamy na więcej.


Od siebie dodam jedynie, że niemalże całkowite pominięcie „rock’n’rollowego” okresu działalności kapeli było zdecydowanie trafionym wyborem, gdyż podczas występu Sosnowiczan zabawa pod sceną była przednia – i nie tylko pod sceną, gdyż nie licząc wspomnianego wcześniej gościnnego występu Macieja Korczaka na scenie pojawił się również jeden z członków Virgin Snatch, a Zielony wbiegł na scenę po to, aby rzucić się w tłum i uprawiać crowdsurfing – w żaden sposób nie zakłóciło to występu Frontside, a nawet jeszcze bardziej wzmogło zabawę pod sceną. Zespół również nie odmówił sobie końcowej fotki z publicznością.

O koncertach Decapitated powiedziane zostało już wiele – zespół daje niezwykle profesjonalne występy, podczas których nie ma jednak miejsca na tak spontaniczne wybryki, jakie miały miejsce kilkadziesiąt minut przed ich wejściem na scenę. Wejściem mocarnym, bowiem na sam początek koncertu zespół postanowił przygrzać, grając kolejno Deathvaluation oraz Kill the Cult – czyli koncertowe killery. Pewnym minusem ułożonej przez pochodzący z Krosna zespół setlisty może być fakt, że niemalże całkowicie pominięta została twórczość kapeli sprzed tragicznego wypadku w 2007 roku – jedynym przedstawicielem jej pierwszego okresu działalności był klasyk Spheres of Madness. Oprócz tego zespół zagrał prawie cały album Anticult oraz kilka kawałków z Blood Mantry. Do poziomu wykonania nie można się oczywiście przyczepić, zaś Rasta chętniej niż zwykle nawiązywał kontakt z publicznością – zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie wszyscy z takiego doboru utworów mogą być zadowoleni.

Decapitated wzorem poprzedników również zrobili sobie z zdjęcie z publicznością, zagrali Blood Mantrę i w ten sposób trasa Knock Out Tour 2018 dobiegła końca. Serdeczne podziękowania kieruję w stronę organizatorów, którzy w tym roku zabrali na nią same świetne zespoły, dziękuję również występującym artystom za świetne występy. Z niecierpliwością czekam już na KO Tour 2019, chociaż przebić tegoroczną odsłonę może być naprawdę ciężko. O jej wyjątkowości niech świadczy fakt, że po raz pierwszy w życiu w MegaClubie wyraźnie słyszałem wokale frontmanów występujących zespołów.

Łukasz W.

Łukasz W.

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz W.

Latest posts by Łukasz W. (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , .