Korpiklaani, Skálmöld – Warszawa, Proxima (25.10.2016)

Jesień; okres wyciszenia, spokoju. Jednak w warszawskiej Proximie, 25 października czekała porządna dawka energicznego, skocznego a nawet epickiego folk metalu, bowiem stolicę zaatakowały Skálmöld i Korpiklaani. Otoczony jesienną depresją wszedłem do klubu…

Nie byłem zaskoczony faktem, iż po wejściu do klubu zastałem niemałą publikę. Przed pierwszym występem miałem trochę czasu więc postanowiłem, że się rozejrzę; wszystko pięknie przygotowane, ustawione, merch wyposażony w koszulki i gadżety wszelkiej maści, zostaje tylko czekać na pierwszy zespół.

Skálmöld na scenie pojawił się zgodnie z rozpiską czasową i od samego początku zespół dawał z siebie 100% co bardzo się spodobało publice, która szybko poderwała się do śpiewów i tańców. Islandczycy mieli bardzo zróżnicowaną setlistę, grając utwory ze swojego najnowszego albumu, ale nie zapominając o starych hitach takich jak Gleipnir czy też Kvaðning – które stanowiło świetne zakończenie ich występu. Umiejętności techniczne muzyków zasługują na wielkie brawa; długie i skomplikowane solówki, bezbłędne zmiany tempa oraz świetne wokale, moim zdaniem Skálmöld na żywo wypada jeszcze lepiej niż w studiu. Występ oceniam bardzo dobrze, zespół wykonał swoją rolę jako support na ocenę celującą; jedyne zastrzeżenie jakie miałem do ich występu to zbyt ciche klawisze, czasami były za bardzo zagłuszane przez partie wokalne, gitarowe i perkusję. Po zejściu grupy ze sceny pozostało mi tylko czekać na punkt kulminacyjny tego wieczoru.

Chwilę przed godziną 22:00 na scenie pojawili się Korpiklaani, witając publiczność piosenką Viinamäen Mies. Jeżeli chodzi o listę utworów zaprezentowaną nam przez zespół, to było podobnie jak ze Skálmöld – bardzo zróżnicowana; trochę piosenek z najnowszego krążka formacji, trochę starszych piosenek i największe przeboje zespołu (Wooden Pints dla przykładu). Podobało mi się, z jaką łatwością lider zespołu – Jonne Järvelä nawiązywał kontakt z publiką; nie ma co ukrywać, że lider Korpiklaani jest bardzo charyzmatycznym człowiekiem. Widownia była jeszcze bardziej entuzjastyczna w porównaniu do poprzedniego zespołu, co pokazała w jeszcze bardziej „dzikich” tańcach i śpiewach, dosyć często zdarzało się nawet, że ktoś znajdował się na fali. Na bis Korpiklaani zagrało długo wyczekiwaną Vodkę oraz Beer Beer. W przeciwieństwie do Skálmöld, nie miałem żadnych zastrzeżeń, jeżeli chodzi o nagłośnienie; wszystko było czyste i dobrze słyszalne.

Występ zakończył się przed 23:00 i jestem bardzo usatysfakcjonowany tym co było mi dane dzisiaj przeżyć. Będąc cały czas naładowany pozytywną energią, którą otrzymałem przez oba zespoły owego wieczoru, wyszedłem z klubu z nadzieją, że w niedalekiej przyszłości będę miał okazję posłuchać tych formacji ponownie.

 
Autorem jest Jakub Bochenek.
Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Latest posts by Piotr (see all)

Tagi: , , , , , , , , .