Kreator, Sepultura i inni – Warszawa (15.02.2017)

Na kilka dni przed koncertem grup: Aborted, Soilwork, Sepultura, Kreator w warszawskiej Progresji, organizator opublikował informację, że impreza została całkowicie wyprzedana. Polscy fani ciężkiej muzyki nie zawiedli, natomiast jak poradziły sobie zespoły?

Niestety ze względu na dość wczesną porę rozpoczęcia koncertu, a także sporą kolejkę do wejścia, występ belgijskich death metalowców z Aborted udało mi się zobaczyć jedynie fragmentarycznie. Z tego powodu powstrzymam się od bardziej kompleksowej oceny. Jednakże to, co widziałam, potwierdziło moje doświadczenia z odsłuchu płyt kapeli, a mianowicie mamy do czynienia z absolutną światową czołówką, jeśli chodzi o nowoczesny, techniczny death metal. Muzycy świetnie łączą gitarowe łamańce z perfekcyjnym wykonaniem i sceniczną ekspresją. Publika, już dosyć licznie zgromadzona, wydawała się zadowolona z tego, co zaprezentowali na scenie Panowie z Beveren, nagradzając ich gromkimi oklaskami. Mam nadzieję, że niedługo powrócą do naszego kraju, żebym mogła w pełni nacieszyć się ich muzyką na koncercie.

Następną ekipą, która zaprezentowała się tego wieczoru na deskach Progresji, był Soilwork. Można mieć różny stosunek do typu muzyki, jaką tworzą Szwedzi, ale jedno trzeba stwierdzić obiektywnie – idealnie sprawdza się ona na koncertach. Szybkie, chwytliwe riffy w zwrotkach, melodyjne refreny połączone z ciekawym głosem Björna Strida, który na żywo bez większych problemów radzi sobie zarówno w mocnych, wykrzyczanych fragmentach, jak i w tych spokojniejszych, w których można usłyszeć bardziej rockowe wokalizy – to elementy charakterystyczne grupy. Björn okazał się również osobą, której bez problemu przychodzi nawiązanie kontaktu z publiką, a ta odwdzięczyła się żywiołową zabawą pod sceną. Zaprezentowane utwory, jak chociażby otwierający występ The Ride Majestic z ostatniego albumu, czy Nerve z płyty Stabbing the Drama brawurowo wpisały się w wyżej wymieniony schemat, a całość zwieńczył tytułowy utwór z tego kompaktu, ze swoimi potężnymi riffami w zwrotkach i majestatycznym, wręcz nawet nieco pompatycznym motywem w refrenie. Zdecydowanie na plus.

Setlista:
1. The Ride Majestic
2. Nerve
3. Rise Above the Sentiment
4. Bastard Chain
5. The Living Infinite I
6. Two Lives Worth of Reckoning
7. Late for the Kill, Early for the Slaughter
8. Stabbing the Drama

no images were found

Relację z występu Sepultury zacznę od drobnej dygresji. Już na początku ich koncertu usłyszałam gdzieś z tyłu „szkoda, że bez Maxa…”. Cóż, w zeszłym roku minęło 20 lat od odejścia starszego z braci Cavalerów z zespołu, najwyższa pora więc przestać już „szkodować”, a skupić się na tym, co zespół ma obecnie do zaoferowania. Muzycy rozpoczęli od petardy z nowej płyty zatytułowanej Machine Messiah, czyli utworu I Am The Enemy. W mojej ocenie jest to zdecydowanie najmocniejszy punkt tego krążka, który świetnie sprawdził się jako „otwieracz”. Brazylijczycy zaprezentowali również kilka innych pozycji z ostatniego wydawnictwa, jak choćby teledyskowy Phantom Self. Muszę przyznać, że zarówno na płycie, jak i na koncercie te utwory sprawiły u mnie mieszane uczucia. Być może zabrakło im polotu i mocy. Szczęśliwie niedostatki zostały nadrobione przez resztę zaprezentowanej setlisty. Z epoki „po-Maxowej” otrzymaliśmy mocnarny Choke, z drugiej strony najstarszym fanom zespołu musiała się zakręcić łezka przy mającym już niemal 30 lat Inner Self czy niewiele młodszych Arise i Desperate Cry, w których na perkusji szalał młody Eloy Casagrande (jego popisy na bębnach pozwalają zapomnieć również o nieobecności Igora). Stanowczo nie mogło zabraknąć też sztandarowych pozycji z dyskografii Sepultury, czyli Refuse/Resist i Roots Bloody Roots, a całość dopełnił etniczny klasyk – Ratamahatta. Występ uważam za bardzo udany, a tę opinię podzieliła duża część publiki, głośno skandując nazwę zespołu, domagając się bisu. Niestety, na ten nie doczekaliśmy się, bo gwiazdą wieczoru miał być kto inny.

Setlista:
1. I Am The Enemy
2. Phantom Self
3. Choke
4. Desperate Cry
5. Alethea
6. Sworn Oath
7. Inner Self
8. Resistant Parasites
9. Refuse/Resist
10. Arise
11. Ratamahatta
12. Roots Bloody Roots

no images were found

Głównym daniem tego wieczoru był występ niemieckiej legendy thrash metalu, czyli Kreatora. Panowie zadbali, aby ich występ był wyjątkowy nie tylko za sprawą samych popisów muzycznych, ale i scenografii, obejmującej między innymi spadające na publikę konfetti i serpentyny, pirotechnikę, dodatkową scenę na podwyższeniu czy ekrany wyświetlające filmy-ilustracje do utworów. Żeby jednak nie skończyło się tylko na dobrym wrażeniu estetycznym, Mille Petrozza wraz z ekipą postarali się, aby doznania muzyczne licznie zgromadzonych fanatyków zespołu były równie dobre. Z jednej strony przyzwoite, mocne brzmienie, do tego bardzo dobra forma muzyczna członków zespołu, tryskających ze sceny energią, z drugiej – dość obszerna setlista, obejmująca utwory od najstarszej płyty Endless Pain (Total Death, Flag of Hate) po najnowszą, której poświęcona była cała trasa Gods of Violence (m. in. tytułowy czy okraszony charakterystycznym motywem Satan Is Real). To wszystko sprawiło, że fani z rozrzewnieniem wspominający najstarsze wydawnictwa, na których zespół pokazywał, że nieobce są mu fascynacje black metalem, oraz ci, do których bardziej trafiają nowsze produkcje Kreatora obfite w dłuższe, perfekcyjnie dopracowane utwory, nie powinni czuć się zawiedzeni. Półtorej godziny thrashowego łomotu zostało zwieńczone wisienką na torcie w postaci Pleasure to Kill, po której można było rozejść się do domów, pociągów, hotelów, bądź na warszawskie ulice dotknięte odwilżą.

Setlista:
1. Hordes of Chaos (A Necrologue for the Elite)
2. Phobia
3. Satan Is Real
4. Gods of Violence
5. People of the Lie
6. Total Death
7. Mars Mantra
8. Phantom Antichrist
9. Fallen Brother
10. Enemy of God
11. From Flood into Fire
12. Apocalypticon
13. World War Now
14. Hail to the Hordes
15. Extreme Aggression
16. Civilization Collapse
Bisy:
17. The Patriarch
18. Violent Revolution
19. Flag of Hate
20. Under the Guillotine
21. Pleasure to Kill

no images were found

Podsumowując, koncert śmiało można uznać za udany. Poza bardzo dobrymi występami poszczególnych zespołów, na taki stan rzeczy złożyła się dobra organizacja, za co gratulacje należą się organizatorom, pracownikom klubu oraz całemu zapleczu technicznemu imprezy.

Emilia Sosińska

Emilia Sosińska

Jako dziecko bałam się potencjalnego złodzieja, który ukradłby mi moje ukochane kasety. Obecnie przeraża mnie świadomość tego, że kiedyś mogę stracić słuch. Muzyka to mój dom.
Emilia Sosińska

Latest posts by Emilia Sosińska (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , .