Materia Fest vol.VII – Szczecinek (01.09.2018)

W tym roku moje zakończenie lata przebiegło pod znakiem siódmej edycji Materia Fest (a mojej czwartej z rzędu). Po zeszłorocznej, zrobionej z rozmachem imprezie, koncerty wróciły na starą miejscówkę nad jeziorem, która powala urokiem i sprawia, że chce się tam spędzać czas. Mimo iż skład nie był tak wybuchowy jak w zeszłym roku, to okoliczności przyrody w stu procentach to wynagrodziły.

Na wstępie należy docenić pracę organizatorów festiwalu, czyli chłopaków z zespołu Materia, którzy przy pomocy włodarza miasta Szczecinek organizują tak niekomercyjną imprezę. Większość miast, nie dość, że nie wspiera finansowo metalowych gigów, to na dodatek potrafi utrudniać organizację lub też doprowadzać do ich odwołania. Materia ma konkretne wsparcie od burmistrza miasta, który co roku udowadnia, że można robić rzeczy nieoczywiste i mało popularne wśród ogólnie przyjętych kanonów. Burmistrz wykazał się też nie lada uporem rok temu, gdy środowiska katolickie robiły wszystko, by odwołał festiwal z powodu obecności w rozpisce zespołu Behemoth. Cóż, wygląda na to, że takich ludzi można szukać ze świecą w coraz bardziej radykalnym kraju.

Przejdźmy do meritum. Pierwszym z zespołów, które zaprezentowały się na scenie była szczecińska Scylla. Zespół reprezentuje modern metalowe granie, za którym osobiście niezbyt przepadam na co dzień. Miks deathcore’a z technicznym graniem i bardziej przebojowymi partiami jest dla mnie niezjadliwy, możliwe, że jestem po prostu już na to za stary, ale mam też wrażenie, że zespół powinien się zdecydować, w którą stronę iść – czy w ciężar, czy też w klimaty bardziej przyswajalne. Na żywo kawałki, które wybrali znacznie lepiej odebrałem, niż słuchając ich w domu. Dobre brzmienie i energia bijąca z kompozycji spowodowała, że spojrzałem na zespół przychylniejszym okiem. Zatem okejka dla Scylli i adnotacja w głowie, by obserwować dalsze kroki kapeli.

Jako druga na scenie pojawiła się na deskach festiwalu mieszana załoga z Obscure Sphinx. Tu muszę przyznać, że żałuję, iż zespół był zmuszony grać za dnia, gdyż efekt byłby z pewnością lepszy o zmroku. Mimo tego odebrałem ich set jako najlepszy z tego dnia. Wielebna z bandem zbudowała niepokojący i duszny klimat, a ciężar bijący ze sceny zatrząsł całym amfiteatrem. Czterdziestominutowy koncert minął mi w okamgnieniu, co przy tak transowej muzie jest sporą sztuką. Zespół zaczął od mojego ulubionego utworu z ich dyskografii zatytułowanego Nothing Left i stopniowo wbijał mnie swoim walcem w glebę, a krzyki i chore zaśpiewy frontmanki powodowały ciarki. Miód na uszy.

Z numerem trzecim wystartowali gospodarze. Materia uprawia gatunek, którego nigdy nie byłem przesadnym fanem. Ten zapoczątkowany przez zespoły pokroju Periphery trend w djencie zawsze był dla mnie zbyt „przyjazny” i „ładny”. Jednak w ich wykonaniu zawsze go kupuję. Dopinguje kapeli od dobrych paru lat, do dziś pamiętam ogromny rachunek za telefon przez wysyłanie na nich sms do Must be The Music i życzę im bardzo dobrze. Jest to zespół, który wykorzystuje okoliczności koncertu maksymalnie. Nieważne, czy jest to mały klubowy gig, czy wielka scena Przystanku Woodstock. Grają zawsze optymalnie i na wysokim poziomie, nie raz zaskakując słuchacza dobrymi łamańcami i zabawą formą i budową riffu. Jest to też jeden z niewielu zespołów, który łączy na koncertach zatwardziałych metalowców z ludźmi słuchającymi muzyki lżejszej, bo po prostu ich poziom wykonawczy jest niezaprzeczalny. Ku mojemu smutkowi nie zaprezentowali żadnej nowej kompozycji z nowego krążka, który wnioskując po informacjach z facebook’a został już nagrany. Nieładnie z ich strony (hehe).

Kolejną załogą, która zatrzęsła ziemiami Szczecinka byli wyjadacze z Frontside. Zespół, który był widziany przeze mnie wiele razy, w różnych okresach działalności. Obecnie, wraz z zapowiadanym nowym krążkiem zatytułowanym Zmartwychwstanie metalcore’owcy z Sosnowca wracają do ciężkiego grania. Set Frontside kładł nacisk na moc i założenie, że należy Zniszczyć Wszystko. Nie zabrakło takich hitów jak Granice Rozsądku, Naszym Przeznaczeniem Jest Płonąć czy doskonałego Bóg Stworzył Szatana. Od jakiegoś czasu zespół też promuje na żywo nowy song Krew, Ogień, Śmierć, który jest moim zdaniem pretendentem do koncertowego killera roku. Bardzo dobry zestaw, ale w głowie pojawiło się pytanie, czy na regularnych, klubowych koncertach zabraknie też tych nieco lżejszych przebojów, ponieważ jednak choćby taka Legenda moim zdaniem powinna być obowiązkowym elementem setlisty. Gdy się tworzy hity, trzeba też niestety zdawać sobie sprawę z odpowiedzialności, jaką w związku z tym się bierze na barki.

Jako przedostatni na scenę wszedł Decapitated. Zespół, którego ciężko nie spotkać na jakimś gigu w roku bieżącym. Niewątpliwie tak skomasowana działalność koncertowa ma związek z przestojem wymuszonym z zatrzymaniem w Stanach Zjednoczonych. Zaległości należy odrobić, a my jako fani musimy to zrozumieć i wspierać załogę Vogga. Decapitated zaprezentował set nastawiony na nowe, niekoniecznie death metalowe oblicze. Mechanika i groove na wysokich obrotach, brzmienie miażdżące, a muzycy w nienagannej kondycji. Widać było, że dobrze się tego dnia czują na scenie i rozwinęli skrzydła. Oficjalnie byłem pewny, że w jednym momencie basista stara się, by dokonać na sobie samodekapitacji poprzez headbanging. Dobry show, lecz nie bez małego „ale”. Brakuje mi jednak większej ilości kompozycji z pierwszych czterech albumów. Dzięki tym płytom zespół jest teraz na piedestale i wydaję mi się, iż wielu fanów tęskni do staroci w postaci live.

Ostatnim zespołem, który pojawił się na scenie Materia Fest’u była rockowa Luxtorpeda. Niestety nie jestem w stanie nic o ich występie napisać, ponieważ wraz z moimi towarzyszami podróży nie jesteśmy fanami tego zespołu i postanowiliśmy się zawinąć w drogę powrotną.

Liczę, iż będzie mi dane jechać w przyszłym roku na Materia Fest VIII. Liczę, iż Materii nie zabraknie chęci i uporu, żeby stworzyć kolejny bardzo dobry wieczór dla fanów metalu. Klimat tej imprezy jest niepowtarzalny, a organizacja profesjonalna. Liczę też na mniej „bezpieczny” zestaw kapel.

Brzeźnicki
Brzeźnicki

Latest posts by Brzeźnicki (see all)

This entry was posted in Relacje. Bookmark the permalink.