Merry Christless – Warszawa (14.12.2018)

Minitrasa Merry Christless na stałe wpisała się już w grudniowy kalendarz dużych imprez w naszym kraju. W tym roku Behemoth zaprosił na scenę po części sprawdzony skład (Bölzer i Batushka grały podczas slawetnego tour Rzeczpospolita Niewierna) sięgając jednoczenie po całkiem nieoczywiste nazwy (prowadzony przez Destroyera i A. Untervoid oraz nieaktywny koncertowo od ćwierćwiecza Imperator, informacja o występie którego zelektryzowała sporą grupę sympatyków krajowego death metalu).

Mój udział w imprezie rozpoczął się właśnie od wspomnianego Imperatora – byłem bardzo ciekawy, czy grupa sprosta oczekiwaniom fanów (nie jest tajemnicą, że zauważalnie liczne grono ludzi przybyła na Merry Christless głównie z ich względu) oraz czy jej odbiór wśród publiki podyktowany będzie bardziej statusem legendy, czy faktycznymi emocjami wywołanymi występem łódzkiej załogi.

Przyznać muszę, że najbardziej uderzyła mnie podczas koncertu Łodzian całkowita swoboda z jaką kapela zaprezentowała swój set (w wywiadach Bariel podkreślał, że zespół poprzedził udział w trasie kilkumiesięcznymi, wielogodzinnymi próbami, co przyniosło doskonałe rezultaty). To w połączeniu ze szczerą radością wymalowaną na twarzach muzyków i świetnym kontaktem z publikacją poskutkowało rewelacyjnym występem. Pozostaje z wyrozumiałością potraktować tych, którzy występ Imperatora woleli spędzić na fajce lub w kolejce po piwo – przegapić taki koncert to błąd przeokrutny.

Po solidnej dawce klasycznego death metalu przyszedł czas na cerkiewne zaśpiewy oraz ciężką woń świec i kadzideł. Rozmach z jakim na scenie prezentuje się Batushka to w końcu nie rurki z kremem. Szkoda tylko, że od 3 lat zespół przedstawia dokładnie ten sam spektakl oparty na odegraniu przeoranych w każdą stronę Jektenii, nie siląc się przy tym na wprowadzenie wartych odnotowania urozmaiceń. Nie mam zamiaru jakoś szczególnie narzekać, w końcu grupie Krysiuka oddać należy to, że wycisnęła z wymyślonego konceptu (wprawdzie dziś odartego już całkowicie z początkowej aury tajemniczości i wschodniego mistycyzmu) absolutne 100%, przekuwając interesujący pomysł w ogromny sukces. Zresztą sądząc po reakcjach publiki, dużej części prawosławna msza Batushki nadal robi dobrze, a o to przecież głównie w tym temacie chodzi.

Behemoth widziałem w tym roku już we wrześniu na SDL, lecz skłamałbym mówić, że nie byłem ciekaw, jak w warunkach koncertowych zaprezentują się niegrane jeszcze wówczas numery z I Loved You at Your Darkest. No i przyznać muszę, że nowa płyta żre na żywo nieprzeciętnie, wyraźnie wyczuwalny rock’n’rollowy sznyt ostatniego albumu Behe nabiera live jeszcze większego wygaru i wyrazistości. Nergal i spółka w ogóle postawili na te bardziej przebojowe numery ze swojego repertuaru (w tym m.in. Ora Pro Nobis Lucifer, Conquer All, Chant for Eschaton 2000, Slaves Shall Serve, Daimonos, Decade of Therion) co sprawiło, że cios szedł ze sceny za ciosem, nie dając zgromadzonym nawet chwili na wytchnienie. Dodając do tego ognie, kłęby scenicznej mgły i wizualizacje, przybyli do Progresji otrzymali dokładnie to, do czego Behemoth wszystkich już przyzwyczaił – pełnoprawny, metalowy spektakl. Po stronie niespodzianek trzeba na pewno odnotować gościnny udział Niklasa Kvarfortha, który dołączył do zespołu podczas wykonania coveru A Forest Brytyjczyków z The Cure.

Choć Behemoth w żadnym wypadku nie zawiódł, mając w pamięci rozmach towarzyszący koncertom trasy The Satanist, przyznam, że czegoś mi w piątkowy wieczór w Progresji zabrakło. Występ nie zawierał już tak sugestywnych elementów jak np. modlitwy, ofiarowania hostii czy występów w szatach, maskach i deszczu czarnego confetti przy O Father O Satan O Sun – tym razem koncert zespołu był w tym względzie dużo bardziej oszczędny (może poza barokowym strojem Oriona, który w pewnym momencie pojawił się na scenie w mogącym wzbudzając konsternację pióropuszu, ale ten temat pozwolę sobie przemilczeć). Muzycznie koncert wypadł jednak świetnie – w końcu grupa Nergala to od wielu już lat absolutna marka.

Wizytę w Warszawie zaliczam po stronie jednoznacznych pozytywów, pod koniec grudnia pozostaje mi jeszcze obrać kierunek poznański, gdzie z wypiekami na twarzy wbiję na organizowany przez Blindead X-Mass Noize Night połączony z release party ostatniej płyty In Twilight’s Embrace. Będzie ogień!

Synu

Fan szeroko pojętej muzyki gitarowej. Z wszelkich szuflad i gatunkowych etykiet.
Napisz do autora: synu@kvlt.pl
Synu

Tagi: , , , , , , , , .