Metalowa Wigilia 2019 – Warszawa (21.12.2019)

Organizowana przez Massive Music Metalowa Wigilia 2019 miała wraz ze swoim całkiem niezłym lineupem godnie zamknęła kończącą się dekadę, a warszawski klub Progresja już po raz drugi z rzędu zakończył moje koncertowanie w roku kalendarzowym. Powrót imprezy na koncertowy rozkład jazdy po trzech latach niebytu od początku wzbudzał różne emocje (głównie za sprawą islandzkiego Sólstafir), było po prostu dobrze, jednak brakowało jakiejś iskry, która sprawiłaby, że mój pierwszy udział w Metalowej Wigilii będę wspominał przez długi czas.

Wieczór w Progresji zaczął się w zasadzie dosyć późnym popołudniem, kiedy to punktualnie o 17:15 na scenie zameldowała się rodzima Arkona, a pod nią zgromadzenie o całkiem przyzwoitej liczebności, przynajmniej jak na tę godzinę. Nadrobienie studyjnych dokonań tej przeważnie szanowanej blackowej formacji obiecuję sobie już od blisko półtora roku i… oczywiście nadal tego nie zrobiłem. Kolejny raz żałuję, gdyż Khorzon z kolegami znowu zrobili kawał dobrej roboty i jestem ciekaw, czy w studio nagraniowym zespół wypada równie dobrze jak na żywo. Podczas ich występu stworzył się nawet kilkuosobowy młyn – otwarcie przyznaję, że tak dobrze bawiących się ludzi jak te kilka osób o tej godzinie do tej pory widywałem tylko na festiwalach. Nie przeszkadzało im nawet to, że momentami kompletnie nie było słychać wokalu…

Natężenie blastów osiągnęło maksimum w czasie bezkompromisowego występu legendarnego Infernal War, podczas którego pod sceną z jakiegoś powodu znacznie się przerzedziło. To właśnie częstochowska horda była głównym powodem mojej obecności w Progresji i choć serwowana przez nich straszliwa jatka niewątpliwie zostawiła ślady na mym słuchu, to nie mogę powiedzieć, abym nie był tym usatysfakcjonowany. W niezwykle hałaśliwej ścianie dźwięków serwowanej przez towarzyszy Warcrimera dało się bez problemu wychwycić dla niektórych pewnie zaskakującą przebojowość numerów zespołu, zaś energiczny frontman potwierdził, że jest jednym z lepszych gardłowych w naszym kraju.

Swoisty dysonans poznawczy zaserwowało mi norweskie Carpathian Forest. Black metal z Norwegii słaby być nie powinien i nie był – przynajmniej, jeśli o same kwestie instrumentalne chodzi. Mimo swojej burzliwej historii, zespół dwa lata temu wrócił do regularnego koncertowania, i jeśli o samą grę i chemię między muzykami chodzi, to żadnych rozłamów i przerw nie było słychać. Znacznie gorzej wypadł zaś wokal, który ktoś gdzieś określił mianem „taniego Kinga Diamonda”, a jako że śpiew Duńczyka działa na mnie jak płachta na byka, to i obecne wydanie Nattefrosta nie mogło mi się spodobać. Ba, gość brzmi teraz po prostu fatalnie, zaś sceniczny show Carpathian Forest jest dość ugrzeczniony w porównaniu do tego, co Panowie potrafili zaprezentować w czasach, kiedy nagrywali jeszcze albumy.

Następny w kolejności był Primordial, który już przed rozpoczęciem Metalowej Wigilii stanowił dla mnie najsłabszy punkt całej imprezy. Twórczość Irlandczyków po prostu nie przemawia do mnie w wersji studyjnej i z takim samym efektem zakończyło się dla mnie koncertowe spotkanie z nimi. Publice ewidentnie się podobało, o czym mogą świadczyć chociażby jej żywiołowe reakcje na poszczególne utwory, jednak dla mnie czwarty z pięciu zaplanowanych na sobotni wieczór występów był na tyle mało porywający, że po dwóch, może trzech utworach postanowiłem udać się gdzieś na ubocze i porozmawiać z kilkoma znajomymi twarzami, oraz sprawdzić stoisko z merchem – niestety dosyć biedne, chyba że po prostu większość gadżetów była już wtedy wyprzedana.

Pod scenę wróciłem na zamykający wieczór islandzki Sólstafir. Panowie w tym roku obchodzili dziesięciolecie wydania albumu Köld, który z tej okazji postanowili zagrać w całości, wzbogacając na koniec setlistę o kilka innych hitów. Takich koncertów kapeli było niewiele, więc dla jej fanów sobotni wieczór był nie lada gratką i wyjątkową okazją do usłyszenia numerów, których zespół może już nigdy na żywo nie zagrać (no, chyba że za 10 lat na dwudziestolecie wydania…). Oprócz całej Köld Islandczycy zagrali również hity takie jak Ótta, Ljós i Stormi, Blafjall oraz na zakończenie sztandarową Fjarę, dla niektórych dyskusyjnie zaprezentowaną. Był to solidny i długi występ, które pozwolił na przynajmniej odrobinę wyciszenia po wcześniejszych kilku godzinach hałasu i po Primordial ponownie podniósł poziom imprezy, choć bez bicia przyznam, że pierwsza, stricte blackowa jej część przypadła mi do gustu znacznie bardziej.

W ten sposób Metalowa Wigilia 2019 dobiegła końca, a wraz z nią końca dobiegło moje ubiegłoroczne koncertowanie. Organizowane przez Massive Music wydarzenie było ciekawe i zapamiętam je pozytywnie, choć nie sądzę, aby osoby, które je ominęły miały powody do zmartwienia. Niemniej z zainteresowaniem czekam na kolejną edycję – przeszłość pozwala mi spodziewać się prawdziwie dewastującego ciosu na zakończenie przyszłego roku.

Łukasz W.
Latest posts by Łukasz W. (see all)

Tagi: , , , , , , , , .