Mono, Årabrot , Jo Quail – Warszawa (17.04.2019)

Niemałe atrakcje w środku kwietniowego tygodnia zafundowała niezmordowana ekipa Knock Out Productions, sprowadzając do warszawskiej Hydrozagadki dość ciekawy, międzynarodowy skład koncertowy pod postacią japońskiego Mono, norweskiego Årabrot  i brytyjskiej wiolonczelistki Jo Quail. O ile otwierającą event i zamykającego headlinera widziałam już na deskach scenicznych nie raz, tak tajemniczego art rockowego wykonawcy środkowego nie było mi dane szczegółowo poznać, poza randomowo sprawdzonymi dokonaniami studyjnymi, rzecz jasna. I stało się tak jak przypuszczałam – Årabrot skradli mi ten wieczór zupełnie!

Na początek półmrok, zielona poświata i drobna kobieta w towarzystwie eleganckiego fasonu wiolonczeli na środku sceny. Moja imienniczka gościła w Polsce stosunkowo niedawno, supportując Myrkur, grając w zupełnie innych warunkach i przed inną publiką. Jak dało się jednak zauważyć, dla tej artystki miejsce nie ma znaczenia. Frekwencja nie zachwycała, jednak dla tych, którzy stawili się punktualnie na występ artystki na pewno przedłożyło się to na plus. O wiele lepiej obserwować stonowany, stopniujący napięcie koncert wiolonczelistki w dość luźnym ustawieniu, aniżeli tonąć w gęstym tłumie. I w tym rzecz – publika obserwowała koncert jak zaczarowana, niemal w ciszy, wręcz niestosownie było wprowadzić jakikolwiek nieład do tej krótkiej symbiozy. Ciekawe doświadczenie, polecam sprawdzić Jo Quail, w jak prosty i piękny sposób, operując jednym instrumentem, potrafi wzbudzać zainteresowanie łączeniem muzyki klasycznej z naleciałościami różnych gatunków muzycznych. I wierzę, że wciąga w swój świat. Mi się nie udało na dłużej w nim zostać. 

Arabrot, fot. Aleksander Honc

Inny klimat, kompletnie inny, zaserwował ansambl Årabrot. Połączenie Melvins, Nicka Cave’a, może Swans ze świetnym punkowym vibe’em doskonale wprawiło mnie w osłupienie już przy pierwszym utworze Norwegów The Gospel (The Gospel, 2016). Główną rolę odgrywał wokalista i gitarzysta Kjetil Nernes, który za sceniczny look przyjął białą koszulę, szelki i kapelusz a’la kaznodzieja, wtórowała mu zaś szanowna małżonka Karin Park na klawiszach i w chórkach, plus bas i perkusja, na popisach których właściwie nie zdążyłam się odpowiednio skoncentrować. Brudne brzmienie gitary, świetne wokale i niemal namacalna energia na przykład w utworach And The Whore Is The City, Tall Man (The Gospel, 2016), czy Maldoror’s Love (Who Do You Love, 2018) skupiały uwagę w większości na niezwykłej parze muzyków. Totalnie z podrygów wyrwała publikę zaś Pani Park, odgrywając nieco zmieniony (skrócony?) utwór Pygmalion, w którym jej kobieca delikatność ciekawie kontrastowała z wcześniejszymi art rockowymi wybuchami. Zakończenie potraktowano z innego rodzaju “czułością”, dopełniając koncert fantastyczną ścianą dźwięku. Cóż tu więcej opowiadać – ja się zakochałam. 

Setlista:

The Gospel
Warning
And The Whore Is The City
Maldoror’s Love
The Dome
Tall Man
Pygmalion
The Horns of the Devil Grow
Story of a lot

Mono, fot. Aleksander Honc

I trzeba mi było chwili oddechu, a tego Mono wcale nie zamierzali zapewnić. Japończycy promują obecnie w Europie swoje najnowsze wydawnictwo pt. Nowhere Now Here (2019) i co ważniejsze – świętują 20-lecie swojej działalności. Post rock bez obecności Mono nie istnieje, tak jak oni bez pewnych ramek, którymi mimo wszystko i bez pardonu się otaczają. Już dwa pierwsze utwory z repertuaru dwóch ostatnich płyt nie pozostawiły złudzeń, że Mono wciąż są silnymi graczami na tym specyficznym polu, potrafią odpowiednio dociążyć muzykę natężeniem i głośnością dźwięku albo na jednym motywie powoli, stopniowo zbudować przepełniony emocjami klimat. I nie muszą już nic kompletnie udowadniać. Prawdziwe czary dało się odczuć szczególnie podczas spowolnień w secie, na przykład w czasie pięknego Breathe, nieco przedłużonego Dream Odyssey czy Halcyon (Beautiful Days). Ciekawym zabiegiem moim zdaniem okazało się za to zakończenie koncertu dość wiekowym utworem Com(?) (One Step More and You Die, 2002), który swoim brudem, jak na Mono, stanowił doskonałe podsumowanie całości.

Mono, fot. Aleksander Honc

 

 

Na koniec jednak pewnych kwestii nie rozstrzygnęłam, ciągle nie łatwo bowiem odróżnić nową jakość działalności Mono od tej wcześniejszej, tym bardziej w wersjach koncertowych, granice są niewyraźne. Dobrze to czy źle – pytanie pozostawiam otwarte. Nie zmienia to jednak faktu, że wielbicielom post rocka nie wypada nie znać dokonań i przede wszystkim możliwości koncertowych Japończyków. 

 

Setlista:

After You Comes the Flood
Death in Rebirth
Breathe
Nowhere, Now Here
Dream Odyssey
Sorrow
Meet Us Where The Night Ends
Halcyon (Beautiful Days)
Ashes in the Snow
Com(?)

Niezmiernie ciekawie została opracowana ta część trasy Mono. Trzy różne, trzy zjawiskowe i trzy zajmujące projekty muzyczne zapewniły nie lada emocje. Wrażenie zrobiła na mnie również organizacja koncertów. Absolutnie wszystkie sety odbyły się zgodnie z planem, żadnych przerw technicznych, żadnych problemów. Jedynie nagłośnienie, szczególnie w ostatniej części koncertu mogłoby być bardziej dopracowane. Cóż, zawsze coś w tej materii można wytknąć. W telegraficznym skrócie – kto nie był, ten trąba. 

Niniejszy wieczór bogaty w doznania i piękne wrażenia nie dobiegł jednak końca, ponieważ nieopodal w klubie Pogłos odbywał się premierowy koncert świetnego składu NVC Ścieżka w nieznane (polecam!), zatem wypadało przenieść się tam tuż po ostatniej nutce w Hydrozagadce i sprawdzić choć część jazzowych fantazji. Takiej muzycznej satysfakcji życzę każdemu koncertowemu turyście. 

Do następnego!

Zdjęcia Mono, Årabrot, Jo Quail: Aleksander Honc – Photocoder.pl

Joanna Pietrzak

Kosmos, alternatywa, pomieszanie z poplątaniem - szukam, sprawdzam, przepadam, odkładam.
Skontaktuj się ze mną: joanna@kvlt.pl
Joanna Pietrzak

Tagi: , , , , , , , .