Moonspell, Rotting Christ, Silver Dust – Gdańsk (26.11.2019)

Portugalska wataha Moonspell i Grecy z Rotting Christ należą do zespołów, których raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. Na wspólnej trasie te cieszące się niesłabnącą popularnością kapele gościły aż w trzech miastach w Polsce, dla zagorzałych słuchaczy ekip z Południa nie było więc żadnej wymówki, by nie stawić się na którymś z koncertów organizowanych przez Knock Out Productions.
Pomimo wieloletniej działalności w scenie metalowej zarówno Moonspell, jak i Rotting Christ wykazali się godną podziwu, a przede wszystkim zaraźliwą energią sceniczną, co na trasie liczącej blisko 50 koncertów jest przecież nie lada wyczynem.

Podejrzewam, że podobnie jak ja większość widowni zetknęła się z Silver Dust po raz pierwszy.
Występujący w roli supportu szwajcarski zespół zaproponował przypominający metalową operę show łączący w sobie elementy hard rocka, podniosłe, symfoniczne partie oraz gotyckie i industrialne wpływy. Całość została okraszona na wpół steampunkową, na wpół gotycką estetyką.
O ile u występujących jako gwiazda wieczoru Moonspell można zrozumieć teatralny rozmach, który często nadaje ich utworom dramatyzmu i tajemniczej, a czasami wręcz złowrogiej atmosfery, niekoniecznie można było powiedzieć to samo o Silver Dust. Choć zapewne muzykom przyświecała ta sama idea, to wymyślne stroje i dramatyczne gesty sprawiały czasem wrażenie towarzyszącego muzyce niepotrzebnego zapychacza.
Część obecnych na koncercie słuchaczy przyjęła to raczej z pobłażliwym uśmiechem, ale nie brakowało też osób, które odnalazły się w uniwersum Silver Dust i z uznaniem skandowały nazwę zespołu, domagając się więcej po zakończonym spektaklu.

2019.11.26 – Rotting Christ

Niezmordowanych Rotting Christ przywitała już liczna grupa fanów, a w momencie wejścia załogi braci Tolis na scenę w klubie rozległy się pełne entuzjazmu okrzyki.
Chociaż trasa miała promować najnowsze wydawnictwo Greków zatytułowane The Heretics, ograniczony czas nie pozwolił, by na setliście znalazły się więcej niż dwa utwory z ostatniego krążka. Zamiast tego set opierał się na utworach z Kata Ton Daimona Eaytoy – albumu, przy nagrywaniu którego zespół czerpał garściami z wierzeń i tradycji różnych kręgów kulturowych, co spowiło album aurą mistycyzmu. Taka decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę, i sądząc po reakcjach fanów, mało kto mógł narzekać na zaprezentowane przez grecką ekipę utwory: Χ Ξ Σ po mistrzowsku zbudowało rytualną atmosferę koncertu, którą tylko podkręcił tytułowy utwór albumu, z kolei Grandis Spiritus Diavolos dodatkowo rozruszało i tak już żwawą publikę. Pojawiły się również ukłony w stronę przeszłości w postaci King of a Stellar War czy znakomitego The Forest of N’Gai.
Zespół miał za sobą ponad połowę wyjątkowo długiej trasy, ale pomimo koncertowania niemal dzień w dzień artyści kolejnymi granymi utworami pokazali, że są w znakomitej formie. Zachęcali też szalejących pod sceną fanów do rzucania się w moshpit czy klaskania i skandowania. Wiele wskazywało na to, że bawią się równie dobrze, co publika – a w zasadzie nawet lepiej niż zebrany tłum, który niestety nie mógł liczyć na ochronę, jeśli chodziło o wyciąganie „pływaków” w czasie crowdsurfingu czy zażegnanie bijatyki tuż pod barierkami.

Spokojniej zrobiło się przed Moonspell, a otwierające występ Portugalczyków Em Nome Do Medo było niczym cisza przed burzą. B90 w Stoczni Gdańskiej znakomicie sprawdziło się jako tło do snutych w twórczości Moonspell opowieści, gdzie przewodnikiem, który rozświetlał mroki przeszłości Lizbony został Fernando Ribeiro trzymający latarnię w dłoni.
W przeciwieństwie do Rotting Christ, którzy z najnowszego wydawnictwa zdecydowali się na włączenie wspomnianych dwóch kawałków do setlisty, Moonspell zaprezentowali pięć kompozycji pochodzących z ich nowego albumu. Najnowsze studyjne dokonania Moonspell bez wątpienia sprawdziły się na żywo i kompozycje takie, jak tytułowe 1755 czy zagrane jako następne dramatyczne In Tremor Dei zawładnęły widownią na dobre.
Nie można było jednak zapomnieć o klasycznym repertuarze Portugalczyków i niezastąpione Opium wprost zahipnotyzowało publikę, podobnie jak pochodzące z opus Irreligious utwory Awake! czy fantastyczny, złowrogi Mephisto.
Po odegraniu Alma Mater przyszedł czas na bisy – dla wielu zbyt szybko, by żegnać się z zespołem. Znakomity singiel Todos Os Santos zachwycił publikę na ostatniej prostej przed zakończeniem koncertu, a rozświetlony laserami krzyż wniesiony przez wokalistę na scenę sprawił, że kompozycja zabrzmiała niemal niczym podniosły hymn. Full Moon Madness zakończyło występ Moonspell z niezwykłą mocą, nie pozostawiając wątpliwości, że gdańska widownia ma za sobą znakomite show.

Wieczór bez dwóch zdań trzeba zaliczyć do udanych (pomijając jedynie fakt, że zatrudniona w B90 ochrona najwyraźniej postanowiła wraz z koncertową publicznością zrobić sobie wolne), a niezastąpionym Knock Out Productions należą się podziękowania za zorganizowanie kolejnego świetnego eventu.
Otwarcie imprezy w wykonaniu Silver Dust potraktowałam jako ciekawostkę, jednak Rotting Christ i Moonspell pokazali klasę, oczarowując ponadczasową muzyką. Najnowsze studyjne dokonania zespołów wywarły równie mocne wrażenie, co grane z pasją klasyczne utwory, a po solidnej dawce klimatycznej twórczości obu legendarnych kapel ciężko było odczuwać niedosyt.

fot. Goldmoon

Tagi: , , , , , , , , , , .