Niech Cisza Milczy VII – Pyskowice-Dzierżno (18.08.2018)

Zapisująca się coraz większymi literami na festiwalowej mapie Polski impreza pod nazwą Niech Cisza Milczy obchodziła w tym roku swoje już siódme urodziny. Organizowany przez założoną za sprawą perkusisty grupy Spatial Wojciecha Muchowicza (znanego również pod pseudonimem Bocian) agencję Mork Stork Productions festiwal gościł już na swojej scenie takie gwiazdy jak Kat&Roman Kostrzewski, Hate czy Vader. Stwierdziwszy, iż coś magicznego musi być związanego z tą imprezą skoro potrafi ona przyciągnąć tak duże zespoły, uznałem, że najwyższy czas na własne oczy zobaczyć cóż to Bocian knuje tam co roku, a na dodatek kolejny raz uczestnicząc w spetaklu tworzonym przez tegorocznego headlinera NCMObscure Sphinx. 18 sierpnia wybrałem się więc do Dzierżna.

Po siedmiokilometrowym spacerze z tak zwanego centrum Pyskowic (komunikacjo miejska znowu mnie zawiodłaś) moim oczom ukazała się niewielka scena, po wyłączeniu parkingu niewielki plac pod sceną (powierzchniowo rywalizujący z przeciętnej wielkości klubem), drobna strefa z posiłkami i napojami , namiot z merchem, punkcik medyczny oraz osłonięte przed słońcem miejsca, gdzie można było spokojnie skonsumować nabyte wcześniej posiłki i napoje. Ot, taki miniaturowy festiwal, który niektórzy żartobliwie nazywali „dniem Dzierżna”. Wszyscy jednak wiedzą (a przynajmniej powinni wiedzieć), że to nie rozmiar ma znaczenie.

Organizacyjnie Niech Cisza Milczy stoi na zaskakująco wysokim poziomie. Oferta merchu jest bogata – zarówno jeśli chodzi o towary związane z występującymi na festiwalu zespołami, jak i nim samym (brawa za świetne projekty festiwalowych koszulek). Gastronomii nie można zarzucić nic ani w kwestiach jakościowych, ani w kwestiach cenowych, podobnie zresztą sprawa ma się z napojami. Po festiwalowym polu niemalże cały czas kursowała ochrona, która również spisywała się na medal niezależnie czy trzeba było zapobiec nieszczęściu, bo kogoś przerosła impreza i zasnął w niezacienionym miejscu, czy trzeba było łagodzić tarcia między jej niektórymi uczestnikami. Organizatorzy pomyśleli nawet o miskach z wodą dla zwierząt oraz o możliwości wypożyczenia słuchawek tłumiących dźwięk dla tych najmłodszych uczestników festiwalu (których wcale nie brakowało).  Co jednak zaskoczyło mnie najbardziej, to kwestia nagłośnienia – naprawdę doskonała robota w wykonaniu Przemysława Polańskiego i PER ARTE. Drobne problemy pojawiły się jedynie podczas występu headlinera, jednak oprócz tej rysy było wręcz idealnie od samego początku występów.

Właśnie – występy. Najprościej będzie podsumować je w taki sposób, że wszyscy zaproszeni artyści dali radę. Gdybym miał kogoś wyróżnić, to byłby to Mentor za niezwykle energetyczny występ, który prawdziwie porwał publiczność, oraz Scylla – tutaj z kolei pokłony dla wokalisty formacji Mario, którego kontaktu z publicznością mogliby pozazdrościć frontmani niejednego zespołu. Te wyróżnienia nie oznaczają jednak, że reszta zespołów spisała się słabo. Zarówno otwierające zabawę Hegemony, jak i Doomas czy Martyrium mogą być z siebie zadowoleni, gdyż uraczyli zgromadzoną w Dzierżnie publikę, niestety początkowo niezbyt liczną (choć podobno nawet na samym początku przebijającą frekwencją liczbę osób biorących udział w pierwszej edycji NCM) świetnymi koncertami. Wypadałoby jeszcze dodać, że były one dosyć długie, gdyż każdy z nich trwał mniej więcej godzinę. Dodatkowo prawie wszyscy artyści bisowali, co jest niezwykle miłe (ale jednocześnie odrobinę przerosło grupę Mentor, która – co dosyć zabawne –  z powodu braku wystarczającej ilości materiału musiała zagrać po raz drugi jeden ze swoich utworów).

Osobny akapit należy się oczywiście głównej gwieździe wieczoru, czyli Obscure Sphinx. Na sztukach w wykonaniu Wielebnej i spółki byłem już trzykrotnie, jednak zawsze były to koncerty klubowe. Ciekawiło mnie więc jak Warszawiacy poradzą sobie na wolnym powietrzu, i czy niepowtarzalny klimat ich występów nie okaże się czymś uchwytnym jedynie w ciemnym klubie. Na szczęście wszelkie obawy okazały się kompletnie bezzasadne, a zespół po raz kolejny zahipnotyzował swoich słuchaczy i dał znakomity koncert (i to mimo drobnych problemów technicznych, które pojawiły się na moment, ale równie szybko sobie z nimi poradzono). Większość setlisty Sfinksów stanowiły utwory z ich ostatniego albumu Epitaphs, jednak z tym zespołem jest taki „problem”, że nieważne co by zagrali, to i tak byłoby to znakomite. Grupa spotkała się oczywiście ze znakomitym przyjęciem, jednak zgromadzona pod sceną publika mimo błagań nie doczekała się żadnego bisu.

Jeśli Bocian dotrzyma złożonej przed występem Obscure Sphinx obietnicy, to w przyszłym roku festiwal Niech Cisza Milczy powróci, jednak w „nowym, lepszym miejscu”, z jeszcze lepszą organizacją niż dotychczas. Ja swoją przygodę z nim rozpocząłem dopiero teraz, jednak na pewno moja noga postanie w nowym miejscu tego wyjątkowego eventu. Urzekająco luźna atmosfera (to również za sprawą prowadzącego) jest czymś, co zdecydowanie wyróżnia organizowaną przez Mork Stork Productions imprezę na tle wszystkich festiwali organizowanych na Śląsku i nie tylko, a ponadto ciągle się on rozrasta i – według opinii doświadczonych uczestników – staje się coraz lepszy. Ekipie Bociana wypada więc pogratulować doskonałej organizacji udanej imprezy i życzyć powodzenia przy zajmowaniu się kolejną edycją, do udziału w której gorąco wszystkich namawiam. Warto.

PS. Warto również zapoznać się ze zdjęciami z tego wydarzenia – uchwycone przez Aggressive Photography momenty można obejrzeć tutaj.

 

Łukasz Walas

Łukasz Walas

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz Walas

Tagi: , , , , , , , , , , , .