Nile, Hate Eternal – Kraków (12.09.2019)

Rozpoczynająca się 10 września w warszawskiej Progresji trasa Vile Desolate Sands uformowana z zespołów takich jak Nile, Hate Eternal, Vitriol czy Omophagia to dla fanów death metalu coś na miarę gwiazdkowego prezentu dla małego dziecka. Jako że z czterech polskich przystanków tejże trasy najbliżej miałem do Krakowa, to dwa dni później kolejny raz w życiu przekroczyłem bramy tamtejszego klubu Zet Pe Te. Już tutaj nie obyło się bez drobnej wpadki, gdyż godzina otwarcia klubowych wrót różniła się o pół godziny od tej podanej przez Left Hand Sounds na Facebooku w dzień koncertu, jednak dzięki tej drobnej nieścisłości więcej osób mogło zobaczyć rozpoczynającą wieczór Omophagię.

Obstawiam, że nie żałują. Szwajcarów widziałem już na promującej krążek Atonement trasie Immolation i wdarli mi się wtedy w pamięć wyłącznie z pozytywnych względów. W czwartkowy wieczór to dobre wrażenie zostało podtrzymane. Ubrani w garnitury i koszule muzycy masakrowali dosłownie i w przenośni uszy widowni swoim death metalem (również za sprawą wątpliwej jakości nagłośnienia), a wokalista, gdy akurat nie growlował, odgrywał rękami w powietrzu wszystkie ważniejsze partie perkusyjne. Zespół kilka dni przed rozpoczęciem trasy z Nile wydał nowy album zatytułowany 646965 i oprócz zagrania kilku starszych utworów, skupił się na promowaniu tego właśnie materiału – udało się to na tyle dobrze, że uznałem, iż już wkrótce nadejdzie czas na nadrobienie ich studyjnych dokonań.

 

Death metalowe natarcie kontynuował amerykański Vitriol. Nie mająca powalającego doświadczenia, istniejąca od pięciu lat kapela, to na pewno jeden z tych zespołów, które już wkrótce mogą namieszać na śmierć metalowej scenie. Niezwykle obiecujący debiut (również wydany ledwie kilka dni przed początkiem trasy) i tak dobre koncerty świadczą o potencjale, jaki drzemie w tym kwartecie. Dźwiękowa nawałnica ze sceny wręcz prowokowała moje radosne tupanie nóżką, a wieczór z każdą minutą stawał się coraz lepszy. A główne gwiazdy miały dopiero wystąpić!

 

Hate Eternal swoim doświadczeniem mógłby obdarzyć dwie poprzednie kapele, a i tak jeszcze sporo by zostało. Niezmordowanie prowadzona przez Erika Rutana formacja od lat znajduje się wśród gatunkowej elity, i występy takie jak ten promujący zeszłoroczny krążek Upon Desolate Sands dobitnie pokazują dlaczego. Brutalność, agresja, moc, technika – te wszystkie elementy aż w nadmiarze można znaleźć zarówno na koncertach, jak i albumach zespołu. Spore w porównaniu do sytuacji na wcześniejszych występach grono fanów zebrane pod sceną na sto procent było z występu swoich idoli zadowolone, włącznie ze mną.

 

Wreszcie nadszedł czas na główne danie wieczoru – Nile. Zespół, którego przedstawiać szczególnie nie trzeba, a zarazem główny powód mojej wyprawy do Krakowa. Karl Sanders oraz jego koledzy promowali w klubie Zet Pe Te nadchodzący dziewiąty już album, zatytułowany Vile Nilotic Rites (premiera już 1 listopada), i z tej okazji zagrali z niego trzy utwory – oprócz znanego już Long Shadows of Dread można było usłyszeć na żywo również Snake Pit Mating Frenzy oraz utwór tytułowy. Na ich podstawie muszę przyznać, że nowe dzieło kapeli może być doprawdy piorunujące. Tradycyjnie kapela nie omieszkała zagrać również swoich największych hitów z Sacrifice Unto Sebek, Black Seeds of Vengeance czy The Blessed Dead na czele. Ogółem setlistę określłbym jako przekrojową – swojego reprezentanta nie znalazł jedynie chyba najmniej udany album Ityphallic. Samo obserwowanie muzyków odgrywających skomplikowane solówki było ucztą dla oczu, a słuchanie ich ucztą dla uszu, choć kilka godzin straszliwego huku w Zet Pe Te finalnie doprowadziło mnie do zmęczenia.

 

 

Setlista:
The Blessed Dead
Sacrifice Unto Sebek
Kafir!
Call to Destruction
Long Shadows of Dread
In the Name of Amun
The Fiends Who Come to Steal the Magick of the Deceased
Kheftiu Asar Butchiu
Vile Nilotic Rites
Snake Pit Mating Frenzy
The Howling of the Jinn
Sarcophagus
4th Arra of Dagon
Black Seeds of Vengeance

Uczestniczenia w tym koncercie jednak nie żałuję. Choć w uszach piszczało mi jeszcze przez kilka ładnych dni, a repertuar grających zespołów ogólnie rzecz biorąc był średnio urozmaicony (przydałaby się kapela dodatkowo w zmiennej gatunkowej), to spotkanie na jednej scenie takich legend jak Hate Eternal czy Nile to moim zdaniem na pewno wielkie wydarzenie. Teraz pozostaje mi czekać na premierę Vile Nilotic Rites i liczyć na to, że całość krążka utrzyma poziom utworów zaprezentowanych w niniejszy czwartkowy wieczór.


Autorem zdjęć jest karpiu

Łukasz W.

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz W.

Tagi: , , , , , , , , , .