Overkill – Wrocław (12.03.2019)

Są takie gatunki muzyki metalowej, które wprost wydają się stworzone do niczym nieskrępowanej zabawy pod sceną. Jednym z nich jest thrash metal – przyznam szczerze, że nie byłem jeszcze na żadnym thrashowym koncercie, na którym publika wykazywałaby się sztywniactwem. Podobnie było 12 marca 2019 roku we wrocławskim klubie A2, gdzie fani thrashu mieli swoje święto – na Dolny Śląsk zawitała trupa pod nazwą Killfest Tour 2019, a wraz z nią Overkill, Destruction, Flotsam and Jetsam oraz Chronosphere. Organizowany przez niezawodne Knock Out Productions koncert ściągnął do A2 – Centrum Koncertowego całkiem niemałe grono osób – czego jednak spodziewać się po tak doświadczonej załodze, jaka miała tego wieczoru siać zniszczenie?

Grecy z Chronosphere na scenę weszli punktualnie o godzinie 18:15 i bez zbędnych ceregieli rozpoczęli swój występ. Półgodzinny set był oparty głównie na utworach z ostatniego albumu, nie zabrakło jednak reprezentacji ich dwóch wcześniejszych krążków oraz… coveru Ace of Spades grupy Motorhead. Rzadko widzę ludzi bawiących się na pierwszym zespole danego wieczoru, Grekom udało się jednak od początku rozruszać publikę, za co należą im się gromkie brawa. Podobnie zresztą jak dźwiękowcom, którzy wykonali fantastyczną robotę – wrocławski przystanek Killfest Tour 2019 był jednym z najlepiej nagłośnionych koncertów na jakich byłem.

Before It’s Gone
Envirusment
Warriors
Picking Up My Pieces
Brutal Decay
Ace of Spades

 

Równie dobrze spisała się pierwsza z tych bardziej doświadczonych ekip – pierwszy zespół niegdyś pełniącego rolę basisty w Metallice Jasona Newsteda, Flotsam and Jetsam. Amerykanie na dobre rozpoczęli zabawę pod sceną. Trochę szkoda, że ich setlista całkowicie pominęła środkowy okres działania kapeli i zawierała jedynie utwory z ostatnich dwóch oraz pierwszych trzech albumów kapeli, nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – zespół wybrał wyłącznie koncertowe hiciory, z których największym ciosem okazał się oczywiście Hammerhead. Szkoda, że FaJ nie znajdują się wyżej w metalowej hierarchii, ich wtorkowy występ udowodnił, że gdy zespół jest w formie, to muzycznie wcale nie odstaje od thrashowych gigantów.

 

Prisoner of Time
Desecrator
Iron Maiden
Hammerhead
Demolition Man
Suffer the Masses
Dreams of Death
No Place for Disgrace

Następni w kolejce byli Niemcy z Destruction. W sumie to właśnie ich występ podobał mi się tego wieczoru najbardziej. Nie dość, że młyn pod sceną osiągnął podczas ich show pokaźne rozmiary, to jeszcze byli jedynym zespołem, który popracował nad wizualnym aspektem swojego czasu scenicznego – choć do fajerwerków zaprezentowanych przez ich rodaków z Kreator w Warszawie było daleko, to płonące czaszki (niestety zarówno czaszki, jak i płomienie były metalowe) w statywach mikrofonów muzyków oraz grafiki z wybuchającą czachą widoczną na niektórych okładkach płyt zespołu były miłą odmianą od poprzednich dwóch zespołów, które występowały w towarzystwie jedynie swoich nazw powieszonych za plecami perkusisty. Destruction było również tym zespołem, który najbardziej przypada mi do gustu pod względem muzycznym – ich agresywna gra rozruszałaby nawet umarlaka. Jeśli o mnie chodzi, te 50 minut (zbyt mało, zdecydowanie…) było highlightem wieczoru.

Curse the Gods
Release From Agony
Nailed to the Cross
Mad Butcher
Dethroned
Life Without Sense
Total Desaster
The Butcher Strikes Back
Thrash Till Death
Bestial Invasion

A przecież przede mną był jeszcze Overkill. Kapela z blisko czterdziestoletnim stażem to już legendy sceny thrashmetalowej. Wieku po nich nie widać, na scenie szaleją bardziej niż niejeden młody zespół, co udzieliło się zresztą sporej części osób, które postanowiły się wybrać na wtorkowy koncert. Niestety, nieważne jak sympatycznym człowiekiem Bobby Elsworth by nie był (a oceniając tylko na podstawie jego interakcji z publiką wydaje się niezwykle fajnym gościem), jego piskliwy wokal zawsze będzie wwiercał się w moją głowę jak wiertarka udarowa – chyba nie muszę tłumaczyć, że nie jest to dla mnie miłe doświadczenie. Maniera wokalna frontmana Overkill przez lata skutecznie odstraszała mnie od tej kapeli i wielka szkoda, bo Panowie grają naprawdę świetnie i we wtorkowy wieczór słuchałem ich z niekłamaną przyjemnością (przynajmniej dopóki nie wchodził ten nieszczęsny wokal). Choć zespół promuje w tej chwili swój niedawno wydany krążek The Wings of War, to setlista wcale nie była zdominowana przez ich dziewiętnasty krążek studyjny (zespół zagrał z niego jedynie trzy utwory) – zespół zagrał coś z każdego okresu swojej twórczości, i biorąc pod uwagę liczbę pozycji w dyskografii Amerykanów, uważam to za świetne rozwiązanie. Overkill swój występ zakończył fragmentem Fuck You grupy The Subhumans i takie pożegnanie było idealnym zobrazowaniem godnego pozazdroszczenia luzu, jaki ci faceci mają na scenie. Świetny występ!

Last Man Standing
Electric Rattlesnake
Hello From the Gutter
Elimination
Deny the Cross
Distortion
Necroshine
Under One
Bastard Nation
Mean, Green, Killing Machine
Feel the Fire
Rotten to the Core
Ironbound
Fuck You
Welcome to the Garden State

Podsumowując, fani thrash metalu, którzy wtorkowy wieczór postanowili spędzić w miejscu innym niż A2- Centrum Koncertowe mają czego żałować. Wszystkie cztery kapele zagrały po prostu świetnie. Trochę szkoda, że jedynie Destruction zaprezentowało jakąkolwiek oprawę swojego występu, jednak wizualia powinny być jedynie dodatkiem do muzyki – ta zaś we wtorek stała na bardzo wysokim poziomie. Więcej takich koncertów proszę!

 

Łukasz W.

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz W.

Tagi: , , , , , , , , , .