Pain – Gdańsk (14.04.2017)

Koncert Pain, supportowanego przez Dust In Mind w B90, który miał miejsce 14 kwietnia br, był niezłym odpoczynkiem po nieuniknionym świątecznym myciu okien i przed ośmioma porcjami sernika. Dla obu zespołów wspólna trasa koncertowa służyła promocji nowych płyt, w wypadku Pain mowa o najnowszym “Coming Home”, natomiast dla Dust In Mind jest to ”Oblivion”.

Wspomniane święta wielkanocne zdecydowanie odbiły się na wielkości widowni. Tłumów pod sceną nie było, a mała sala w B90 zapełniona była może do połowy. Sytuacja poprawiła się nieco po występie francuskiego Dust In Mind, którzy zebrali mieszane opinie wśród obecnych. Przewidywalne riffy gitarowe, powtarzalne melodie i nieskomplikowane partie perkusji, przynależące gdzieś pomiędzy industrial metalem a melodic death metalem (sam zespół określa swoją muzykę mianem nu-industrialu), po pewnym czasie zaczynały nudzić. Cały występ ożywiały jednak sceniczne popisy frontmanki wraz z jej wysokim wokalem i regularny growl gitarzysty.. Zespół został pożegnany mimo wszystko ciepło, kończąc występ pamiątkowym zdjęciem ze sceny.

Przez opóźnienie supportu Pain rozpoczął koncert kilkadziesiąt minut po zaplanowanej godzinie, jednak publika wcale nie wydawała się tym faktem przejęta, entuzjastycznie witając muzyków na scenie. Najciekawszym elementem scenicznym rzucającym się od razu w oczy był, – niezawiązany co prawda – standardowy kaftan bezpieczeństwa noszony dumnie przez wokalistę. Ten charakterystyczny dla siebie styl podkreślał szalonymi, dziwacznymi minami i pozami przez półtorej godziny grania. Dodając do tego charyzmatyczny zachrypnięty wokal i mocne teksty, skupiał na sobie całą uwagę i całkowicie skradł show. Specyfiki do zimnego, industrialowego grania również dodał headbanging przy samym brzegu sceny i całkowite wygaszanie świateł po każdej piosence.
Kiedy nadszedł czas na sztandarowe “Call Me” z nowej płyty „pojawił się” nawet Joakim Brodén z Sabatonu. Ale hola, hola, niestety nie osobiście, widowisko odbyło się z pomocą maski, która pojawia się w teledysku, wystającej ponad wystawionymi ekranami. Zapowiedział to nawet na swój sposób wokalista słowami: “He’s got mohawk, sunglasses, and can talk for hours between songs. You know who I’m talking about… he’s me…”
Szwedzi przekrojowo wybrali najlepsze momenty z dwudziestu lat grania, mieszając nowe utwory ze starymi hitami, poczynając od “End Of The Line” z drugiej płyty, a “A Wannabe” z najnowszego “Coming Home” grając już jako trzeci. Kulminacja wieczoru przypadła na “Dirty Woman”, którego wykrzyczany refren łatwo było podchwycić oraz zagrane już jako bis “Shut Your Mouth”, o które fani dopominali się już od samego początku.

Tradycyjne rzucanie kostek gitarowych i rozdanie setlist połączone z głośnymi wiwatami publiki zakończyło wieczór. Było to raczej udane, ale nie niezapomniane wydarzenie, i dobra okazja na rozruch przed świątecznym spokojem.

Autorką zdjęć jest Victoria Argent

no images were found

Urszula

Urszula

Generalnie to będę kiedyś leczyć raka i klonować ludzi, ale lubię coś napisać od czasu do czasu.
Urszula

Latest posts by Urszula (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .