Philip H.Anselmo & Illegals – Warszawa (14.07.2019)

14 lipca br. warszawska Progresja gościła jednego z najbardziej charakterystycznych wokalistów w metalu, cieszącego się wciąż sławą (czasem wątpliwą) Philipa H. Anselmo wraz z zespołem The Illegals. Jako że już dawno życie (czy też śmierć) pogrzebało nadzieje na gig Pantery w oryginalnym składzie, radość z możliwości usłyszenia wokalisty legendarnej kapeli śpiewającego jej utwory była wielka. Należy od razu zaznaczyć, że Illegals to nie Pantera i dobrze zdaję sobie z tego sprawę, lecz bliżej tych dźwięków na żywo już nigdy nie będę.

Mentor, fot. Aleksander Honc

W klubie zagęszczało się powoli, głównie dzięki metalom pierwszej i drugiej młodości z siwymi brodami i w wykopanych z głębin szaf koszulkach Pantery. Ciężka rola rozgrzewacza na ten niedzielny wieczór przypadła zespołowi Mentor. Panowie ciężko pracują i dobrze radzą sobie na rodzimej scenie, można ich spotkać na mniejszych i większych eventach w całym kraju. Doceniam upór i pracowitość, mimo że nie jestem zapalonym fanem prezentowanego black and rolla. O ile płyty Mentor są dosyć zróżnicowane, o tyle set koncertowy został zorientowany na szybkie, kopiące utwory. Brzmienie niestety nie rozpieszczało, więc kawałki czasem się zlewały, nie pozwalając na ich pełne docenienie. Podobało mi się natomiast kilka zwolnień, w których zespół wybrzmiał bardziej selektywnie, z czego na pewno mogę wyróżnić ostatni zagrany tego wieczoru numer – sabbathowy Gather by the Grave.

Po trzydziestominutowym show Mentora szybko nadszedł czas na danie główne, gdyż planowany drugi support Minetaur nie był w stanie ostatecznie wystąpić, co przy niedzieli i perspektywie pokonania sporej ilości kilometrów powrotnych z Warszawy nie było dla mnie tragedią. Zespół Anselmo miał wyjść na scenę o 20.30, ale czas im się trochę przeciągnął, wywołując delikatne zniecierpliwienie. Ostatecznie fani zaczęli robić tak zwany hałas, by przyspieszyć wyjście muzyków, którzy w końcu po krótkim intro pojawili się na scenie. Na końcu dumnie wkroczył Phil, powodując szał wśród publiki, i potęgując entuzjazm sentymentalną, krótką przemową i dedykacją dla Vinnie Paula i Dimmebaga.

Philip H. Anselmo and The Illegals, fot. Aleksander Honc

Po wstępie nadszedł czas na muzykę. Nielegalni zaczęli od Mouth For War i Becoming, rozkręcając publiczność do młyna, skakania i śpiewania. Reakcja ludzi zebranych w Progresji była na tyle silna, że Phil nie ukrywał swego rodzaju wzruszenia. Przecierał oczy i zakrywał twarz, by ostatecznie zaprosić nas do Yesterday Don’t Mean Sh** i skomentować sytuację najbardziej ukochanym tekstem każdej publiki na każdym koncercie, że oto trwa najlepszy gig europejskiej trasy. Jasne, że tak. Utwory płynęły przeplatane częstymi podziękowaniami, a wokale Phila, który był tego dnia w dobrej formie nie raz były zagłuszane śpiewem publiczności. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz i czy w ogóle miałem okazję być na koncercie, na którym byłem w stanie wykrzyczeć niemal każde słowo piosenek. Miłym akcentem i przerywnikiem koncertu było także wciągnięcie jednego z fanów na scenę, by wykonał z zespołem numer I’m Broken.

Philip H. Anselmo and The Illegals, fot. Aleksander Honc

Ostatecznie jestem w stanie stwierdzić, że potęga legendy Pantery jest niezaprzeczalna, a duch jej wielkości unosił się tego wieczoru w zatłoczonym klubie dzięki utalentowanym muzykom zespołu Anselmo.

I tu miejsce wykorzystam na chwilę refleksji. Lata temu plotki głosiły o podejściach do trasy z Zakkiem Wyldem na gitarze zamiast Dimmebaga, wymieniano wiele dużych nazwisk w temacie powrotu Pantery, ale po tym, co miałem okazję zobaczyć w Progresji, uważam, że Phil dokonał świetnego wyboru, decydując się na taki właśnie format występowania. Muzycy Illegals nie dość, że utalentowani, to kipią energią, i widać, że czują wielką radość z grania i głód muzyki, dzięki czemu biła ze sceny szczerość, utwory brzmiały naturalnie i najzwyczajniej w świecie – świetnie.

Philip H. Anselmo and The Illegals, fot. Aleksander Honc

Philip H. Anselmo and The Illegals, fot. Aleksander Honc

 

Setlista:
Mouth for War
Becoming
Yesterday Don’t Mean Shit
I’m Broken
This Love
Walk
Fucking Hostile
Hellbound
Domination / Hollow
A New Level

Philip H. Anselmo and The Illegals, fot. Aleksander Honc

Usłyszeliśmy sporo hitów, kilku też zabrakło, jednak moc tego setu będę pamiętał już zawsze. Nie wątpię, że znajdą się malkontenci, ale dla mnie i w mojej subiektywnej ocenie był to koncert wielki. Radości z zobaczenia Anselmo po raz pierwszy w życiu nie byłoby w stanie zniszczyć chyba nic.

Tagi: , , , , , .