Siena Root – Gdańsk (09.03.2017)

Cały przekrój klimatów i brzmień zagościł na koncercie Siena Root w piątek, 9 marca bieżącego roku. Zarówno supporty w odsłonie Strange Clouds i Rah Pitia, jak i główna gwiazda nieco zaskakiwali łączeniem różnych stylów. Do dymnych oparów kadzidła gdańskiej Protokultury całkiem dobrze pasowały odcienie bluesa, rocka i metalu z elementami stonera i psychodeli, nowoczesnego rocka eksperymentalnego wraz z muzyką żywcem wyjętą z lat 60. Dodatkowy smaczek stanowiły animacje i wizualizacje podczas niektórych występów.

Pierwszy zaprezentował się tzw. strange rock w wykonaniu Strange Clouds. Muzycy z Poznania rozpoczęli występ raczej spokojnie, powoli przechodząc czy nawet rozkręcając koncert do brzmień trochę cięższych. Bujającym bluesowym melodiom towarzyszyły wplecione niskie rockowe riffy. Występ był w sporej części instrumentalny, w części śpiewanej wokalistów występowało dwóch, oba głosy męskie i przyjemnie zachrypnięte. Zmiany nastroju były częste, ale nie gwałtowne, a końcom piosenek towarzyszyły instrumentalne ambientowe “hałasy”.

Gwałtownie zrobiło się dopiero podczas występu Rah Pitia, którego muzyka oscylowała na granicy metalu, mniej rytmicznie i melodyjnie. Czysty, mocny głos wokalistki utrzymany był w “ostrych” górach, zdecydowanie zrobiłby większe wrażenie, gdyby tylko jego partie były bardziej zróżnicowane i mniej monotonne. Kompozycje wieloczęściowe z wyraźnymi wahaniami w klimacie i jeszcze większą dozą psychodeli przekształcały się z czasem w stonerowe, powolne granie z ciężkim basem, rozjaśniane od czasu do czasu co ciekawszą solówką. Mogła rzucić się w oczy chęć muzyków do eksperymentowania, kiedy podczas drugiego numeru gitarzysta zaczął grać na gitarze smyczkiem.

Mimo tak wielu ciekawych elementów wieczór ożywił się zdecydowanie dopiero na Siena Root. Charyzmatyczny blues rock w klimacie wprost sprzed kilkudziesięciu lat przyniósł swoistą atmosferę luzu, która szybko podziałała na widownię. Znaleźli się nawet zafascynowani słuchacze, którzy podczas występu podchodzili do muzyków, aby zrobić sobie z nimi zdjęcie. Nie skomentuję tego typu praktyk w trakcie koncertu, jednak obleganemu klawiszowcowi wydawało się to nie przeszkadzać. Prawie wyczuwalny był w powietrzu ciepły kolor włoskiej Sieny. Dzwony, koszule w kwiaty, skórzane kamizelki i długie rozpuszczone włosy szwedzkich muzyków dodatkowo nadały smaku i pobudzały wyobraźnię. Nie bardzo złożone kompozycje były za to hojnie uzupełnione długimi i energicznymi improwizacjami na gitarach i charakterystycznymi organami Hammonda. Muzycy grali solówki na zmianę, a ich radość z grania zarażała publikę. Hippisowskie, proste i przyjemne teksty kontrastowały z melodycznością głębokiego wokalu, który mnie osobiście natychmiast urzekł.
Pierwszy występ Siena Root w Polsce, co zespół podkreślał, dziękując widowni za ciepłe przyjęcie, był jednym z pięciu koncertów na trasie promującej najnowszą płytę.

Koncert opuszczaliśmy niechętnie, jednak zdecydowanie w pozytywnym nastroju. Lekką ironią całego koncertu może być fakt, że muzyka w pewien sposób tak słoneczna przyjechała do Polski aż ze Szwecji. Chociaż widownia na oko liczyła nie więcej niż 150 osób, pod sceną przez cały koncert utrzymywała się zabawa, a atmosfera imprezy pozostała jeszcze na długo.

Urszula

Urszula

Generalnie to będę kiedyś leczyć raka i klonować ludzi, ale lubię coś napisać od czasu do czasu.
Urszula

Latest posts by Urszula (see all)

Tagi: , , , , , , , .