Taake, Bölzer, One Tail One Head, Orkan – Poznań (04.10.2018)

Od kiedy tylko Knock Out Productions zapowiedzieli koncert Taake w Poznaniu, drżałam, czy na pewno się on odbędzie. Po nieprzyjemnych wydarzeniach, które spotkały zespół przez Antifę, do końca nie było wiadomo, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem (ze smutkiem pozdrawiam Sztokholm), czy samochód Bazyla, właściciela klubu, nie zostanie zdewastowany, nie zabraknie instalacji hydraulicznej jak w przypadku Marduka, albo nagle pod klubem pojawią się hordy rozmodlonych starszych osób. Na szczęście tym razem obyło się bez „krzyżowców” pod klubem U Bazyla i koncert mógł się spokojnie odbyć.

Otwierający Orkan spisał się dobrze, choć bez rewelacji. Norwegowie szybko jednak nakreślili ton imprezy, pokazując, że tego wieczoru to black metal w najlepszej postaci zdominuje poznański klub. Mi osobiście Orkan podobał się zdecydowanie bardziej niż następujący po nich One Tail, One Head. Orkan prezentował przyjemny atmo-black, przy którym można się zrelaksować. Zresztą, jak można spodziewać się złego poziomu od zespołu, w którym gra Gjermund Fredheim z Taake? Wokalista zespołu miał co prawda mało kontaktu z publiką, jednak starał się zachować uprzejmość i kilkukrotnie podziękował za oklaski.

One Tail, One Head zebrał już zdecydowanie większy tłum pod sceną, tak, że ciężko było utrzymać swoje miejsce przy barierce. Ponieważ band z Trondheim robi wkrótce przerwę i nie wiadomo, czy powróci na scenę, ludzie cisnęli się do przodu, aby móc ich zobaczyć – możliwe, że po raz ostatni. Norwegowie dali pełny energii występ, rzucając się po scenie, skacząc i wchodząc na ampy, chociaż zespół dowodzony przez Luctusa miał miało kontaktu z publiką. Na moje chyba dosyć wprawne ucho większość ich utworów brzmiała jednak bardzo podobnie, a wizualnie One Tail, One Head przypominał szwedzki Watain, nie mogłam więc oprzeć się wrażeniu, że ktoś tu od kogoś zgapił…

 

 

 

 

 

 

 

Nad zespołem Bölzer musi natomiast krążyć jakaś klątwa. Po ich występie na Beyond the Gates w Bergen przerywanym problemami technicznymi, miałam nadzieję, że w Poznaniu uda mi się obejrzeć set bez żadnych niespodzianek. Nic z tego! I tym razem szwajcarski duet spotkał się z kłopotami z dźwiękiem, na szczęście tylko na samym początku. Utwory takie jak Entranced by the Wolfshock czy Chlorophylia przebiegły już bezproblemowo, a publika szalała. Niesamowita gra świateł w połączeniu z ekstremalnie niskimi brzmieniami i zawodzącym wokalem Okoi Thierry Jonesa była naprawdę hipnotyzująca – coś, czego nie powiedziałabym, słuchając Bölzera w domu. Na zakończenie występu wybuchła nawet bitwa o setlistę, którą podał Jones, uprzednio włożywszy ją sobie… do spodni.

Ale to najlepsze miało dopiero nadejść.

Wiedziałam, czego mogę się spodziewać od bergeńskiej mgły („taake” to w j. norw. „mgła”, przyp. aut.), odkąd zobaczyłam ich po raz pierwszy na Beyond the Gates w sierpniu, i wiedziałam, że są to same dobre rzeczy. Tym razem jednak miałam szansę usłyszeć nie tylko Nattestid (Ser Porten Vid), ale i utwory z innych płyt. Nie zawiodłam się. Ten zespół to jest już klasa sama w sobie, a Hoest to blackmetalowa legenda, która na scenie czuje się jak ryba w wodzie, popija szampana, kopie w powietrzu i częstuje publikę mikrofonem, aby powrzeszczeli razem z nim. Nawet problemy techniczne, jak sprzężenia w mikrofonie, nie zatrzymały Taake w sianiu metalowego spustoszenia. Zespół zaprezentował niezły przekrój przez większość dyskografii, jednak aż cztery utwory pochodziły z Noregs Vaapen, a z tego moje ulubione Nordbundet czy Myr, to ostatnie znane też jako „banjo”, o które domagało się część krzyczących fanów. Tego utworu doczekaliśmy się na sam koniec, gdy to Hoest wziął ode mnie specjalnie przygotowaną dla niego flagę Norwegii, odwrócił ją tak, aby krzyż przypominał krzyż św. Piotra – taki sam, jaki ma wytatuowany na swoim brzuchu. To wtedy wybuchł największy młyn pod sceną, choć już wcześniej publika zdążyła popaść w obłęd. A to była tylko godzina. Sześćdziesiąt minut, a potem ukłon, mike drop i koniec. A ja nadal tam stałam, oszołomiona tym, co zobaczyłam.

W momencie, gdy to piszę, Taake gra w Ljubljanie, a ich europejska trasa dobiega końca. A ja poważnie zastanawiam się, czy nie wsiąść w samolot i nie skoczyć jeszcze na któryś z gigów. Jeśli przegapiliście poznański koncert, a macie możliwość urwać się z pracy, to wiedzcie, że warto. Nie będziecie żałować.

Setlista Taake:

Jernhaand
Havet i huset
Fra Vadested til Vaandesmed
Nordbundet
Du ville, ville Vestland
Umenneske
Hordalands Doedskvad I
Nattestid (Ser Porten Vid) I
Myr

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , .