The Mission, The Awakening – Warszawa, Progresja (23.10.2016)

 

 

„Uwierz w magię, uwierz w wiedzę legendy i mit
I rękę, która oprowadza w wymyślnej nadziei
utkanej marzeniami”

 

Wszyscy , którzy 23 października 2016 zjawili się w Progresji uwierzyli z pewnością w legendę, tę legendę. Niektórzy z nas obecnych, z kultową  formacją Wayne Husseya, oko w oko spotkali się po ponad 20 latach… z nadzieją, nostalgią i sentymentem za latami 80, czasem młodości, czasem poznawania muzyki, czasem który już nie wróci. The Mission, jednym tchem wymieniani obok The Sisters Of Mercy, Fields Of The Nephilim, Lacrimosa czy Bauhaus są dla wielu nadal kwintesencją wielkości muzyki rockowo-gotyckiej. Wprawdzie pod sceną nie było tylu wystylizowanych fanów, co w przypadku wymienionych wyżej formacji , i to chyba wyjątek . Wayne na scenie odciął się od dawnych czasów wizerunku scenicznego i fani to najwyraźniej zaakceptowali, by nie powiedzieć wyrośli z gotyckich fatałaszków.

jus_0609_filtered

Bohaterowie wieczoru przyjechali do Polski głównie z powodu promocji ich najnowszego krążka “Another Fall From Grace”  z 30 września bieżącego roku, o której pisaliśmy na naszym portalu. Zespół wyruszył w trasę z jeszcze jednego powodu, a mianowicie swojego jubileuszu, 30 lat na scenie.

Dziesiąta w dorobku płyta jest mroczna, doskonała w swojej przemyślanej formie i dodatkowo zaskakująca z uwagi na gwiazdorską obsadę zaproszonych do współpracy gości. Można było sobie jedynie pomarzyć, aby na scenie klubu Progresja Music Zone zobaczyć  Gary’ego Numana, Martina L. Gore (Depeche Mode), Villego Valo (HIM), Julianne Regan (All About Eve) , u boku The Mission, ale wtedy najprawdopodobniej koncert musiałby odbyć się w dużej hali. Mimo wszystko szkoda, bo taka okazja może powtórzyć się dopiero przy okazji kolejnej okrągłej rocznicy

jus_0806_filtered

Prawie oryginalny, legendarny już skład z charyzmatycznym liderem, Waynem Hussey’em  na scenie, potwierdza, że gotycka estetyka w muzyce rockowej ma się doskonale. Forma muzyków, którzy mają świadomość , że oto znów nagrali jedną z najlepszych płyt w swoim dorobku, była widoczna w każdej minucie koncertu.

jus_0638_filtered

Muzycy z ogromną swobodą przemierzali przez swój bogaty dorobek , zabierając nas w czasy debiutanckiego „God’s Own Medicine” , z którego zabrzmiał „Wasteland” oraz  „Garden of Delight”, wyciszone „Love Me to Death” piękna „Severina” i „Blood Brother”. Prócz męskiego składu na scenie gościła eteryczna Evi Vine,  bardzo subtelnie wspomagająca wokalnie frontmana. Husseyowi nie można odmówić charyzmy, ale i zbędnego gwiazdorstwa, w bardzo swobodny bowiem sposób zjednał sobie publiczność. Niewymuszone zdania rzucane między utworami bardzo podobały się fanom, zwłaszcza, że przyozdabiane całkiem poprawnie wymawianymi po polsku słowami. Fotografowie przebywający przez pierwsze trzy utwory w strefie niedostępnej zgromadzonym fanom, często mogą zdemaskować kulisy znajomości języka polskiego , którymi frontman posługuje się, by nawiązać bliższy kontakt ze zgromadzonymi fanami. Kartki poprzyklejane do sceny z fonetycznym zapisem kilku podstawowych słów, to niepowtarzalny widok.

jus_0488_filtered

Na setliście nie zabrakło także „Beyond the Pale” i „Tower of Strength” z „Children” oraz „Like a Hurricane”, „Naked and Savage” i „Serpents Kiss” z najlepszych czasów. Koncert nie był szczególnie ubogacony efektami. Piękne światła będące na wyposażeniu klubu Progresja, jednorazowy wystrzał konfetti oraz rzucone w publiczność czarne i białe balony wystarczyły.
Publiczność i tak była kupiona od pierwszych dźwięków, więc gdy popłynęły akordy „Butterfly on a Wheel”, pozostało już tylko śpiewanie na całe gardło.
Finał przypadł doskonałemu „Deliverance” , świetnie zagrany, zaśpiewany i zakończony rozdawaniem czerwono-krwistych róż przez Husseya . Nie było ukłonów, członkowie zespołu zeszli ze sceny zostawiając rozgrzaną publiczność z energetycznym perkusistą, dyrygującym do ostatnich sekund publicznością śpiewającą:

„Give me, give me, give me, deliverance
Brother, sister, give me, give me
Deliverance, deliver me…”

jus_0890_filtered

Jako „rozgrzewacz” przed  koncertem wystąpiła grupa The Awakening z Johannesburga. Bardzo efektowny wizualnie zespół z przystojnym wokalistą i gitarzystą Ashtonem Nytem, przepiekną basistką Chelą Rheą Harper, mega długowłosym gitarzystą Jeremym Kohnmanem i stylowym perkusistą o pseudonimie Sevven. Brzmieniowo ocierający się nieco o stylistykę The Sisters Of Mercy i całkiem przekonywujący scenicznie, głównie za sprawą doskonałego image’u .

jus_0470_filtered
Zapraszamy również do galerii:

The Mission – Warszawa (23.10.2016)

The Awakening – Warszawa (23.10.2016)

Tekst i foto Justyna „justisza” Szadkowska

Tagi: , , , , .