The Soft Moon – Kraków (22.03.2019)

W myśl starego chińskiego przysłowia, nie samym metalem człowiek żyje. Szczególnie, gdy nadarza się okazja taka jak trasa koncertowa amerykańskiego The Soft Moon, która zahaczyła o trzy sceny w naszym kraju: w Poznaniu, Warszawie i Krakowie. Z racji bliskości geograficznej i logistycznej mój wybór padł na krakowski klub Zet Pe Te. Znając jedynie dyskografię studyjną, nie przysłuchując się nigdy nagraniom z koncertów, byłem naprawdę ciekaw, jak jednoosobowy przecież projekt The Soft Moon wypadnie na żywo. Piątkowy wieczór w galicyjskiej stolicy zapowiadał się zatem z niewielką nutką niepewności.

Nazwa The Soft Moon skrywa tożsamość multiinstrumentalisty, kompozytora, twórcy tekstów i producenta muzyki Lusia Vasqueza, który niezwykle odważnie i bezpardonowo porusza się po świecie darkwave i industrial rocka. W tym roku projekt ten obchodzi swoje dziesięciolecie, a w ciągu minionej dekady Vasquez zdążył wydać na świat cztery bardzo ciekawe albumy i jedną epkę. Choć trasę koncertową promowała grafika znana z ostatniej płyty, to pod względem setlisty udało się wyważyć proporcje pomiędzy wszystkimi pięcioma krążkami The Soft Moon. Na scenie twórca projektu występuje w towarzystwie dwóch muzyków: odpowiedzialnego za gitarę basową i dodatkową elektronikę Luigi’ego Pianezolli, a także obsługującego bębny Matteo Vallicelli’ego. Przyznam, że to była moja największa obawa, chyba nie jest łatwo znaleźć dobrych instrumentalistów do uzupełnienia koncertowej układanki, gdy jest się indywidualistą i swój muzyczny projekt spina się samodzielnie od a do zet.

Występ The Soft Moon poprzedził godzinny set DJ-ski, który był przyjemnym „zapełniaczem” przed gwiazdą wieczoru. Gdy przyszedł czas, koncert rozpoczął się z pełną mocą – bez ostrzeżenia, bez zapowiedzi, bez budowania atmosfery. Muzycy zaczęli od ciężkich dział w postaci Deeper, a Vasquez udowodnił wszystkim ile można wycisnąć z metalowego wiadra. Nie dość, że jest to rewelacyjnie napisany numer, to na żywo totalnie pozamiatał, a wszelkie moje wątpliwości dotyczące przeniesienia muzyki projektu na scenę szybko uleciały. Publiczność dała się ponieść pulsującym dźwiękom elektroniki i perkusji, które wylewały się z głośników. Tercet udowodnił, że materiał The Soft Moon idealnie nadaje się do prezentacji na żywo. Przekrój materiału pokazał przede wszystkim mocniejsze oblicze projektu, choć nie zabrakło miejsca na utwory utrzymane w bardziej atmosferycznej konwencji. Obok mrocznych dźwięków elektroniki wyróżnić warto prezencję sceniczną muzyków. W szczególności trudno było oderwać wzrok od pozostającego w artystycznym szale Vasqueza. Ten operował nie tylko na wspomnianym już metalowym wiadrze, ale obsługiwał również elektronikę, gitarę, a przede wszystkim mikrofon. Ze swoją rozpiętością wokalną w różnorodny sposób potrafił dopasować się do stylistyki danego utworu. Patrząc na zachowanie muzyków na scenie i słuchając tej mieszanki „żywych” instrumentów i elektroniki, trudno było oprzeć się wrażeniu podobieństwa do występów Nine Inch Nails, z tym że w przypadku The Soft Moon skala jest nieco mniejsza. Niemniej jednak łatwo było wpaść w trans, podbity przez świetne nagłośnienie i tym samym selektywność poszczególnych instrumentów i motywów.

Po obowiązkowym wręcz wyjściu na bis, gdy ucichły ostatnie dźwięki, a klub wypełniło przyćmione światło lamp, magia wieczoru prysła. Chciałoby się jeszcze trwać w tym transie, dawać się ponieść pulsującej sile. Wielka szkoda, że po występie na scenę nie wrócił DJ, by zgromadzeni w Zet Pe Te widzowie mogli jeszcze przez chwilę cieszyć się klimatem darkwave. Wrócę na koniec do pierwszego zdania niniejszej relacji, wyrażając pragnienie, by wszystkie koncerty metalowe miały w sobie ten trudny do odnalezienia pierwiastek, który powoduje, że publika traci kontakt z rzeczywistością i daje się ponieść chwili. Vasquez i jego pomocnicy ten pierwiastek nie tylko odkryli, ale i wykorzystują go z pełną świadomością i perfekcjonizmem. Oby więcej takich imprez!

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , , , , .