Tribulation – Sztokholm (08.12.2018)

Nie sposób było sobie odmówić przyjemności zobaczenia Tribulation w sztokholmskim Södra Teatern. W końcu nie na co dzień nadarza się okazja do posłuchania metalu w teatrze, a zespół wprost znakomicie wypada na żywo. Na tak wyjątkowy koncert została zapowiedziana specjalna setlista, a miesiąc przed wydarzeniem wyprzedały się wszystkie bilety (co w Skandynawii nie zdarza się znowu tak często).

Interesującą odmianą było przyjść na koncert metalowy do dziewiętnastowiecznego teatru i z niecierpliwością wyczekiwać na koncert w dwóch aktach. Po trzech dzwonkach zgasły światła i dźwięki Cauda Pavonis wprowadziły widownię w przygotowany przez Tribulation gotycki spektakl.

Wielką zaletą koncertu było fantastyczne nagłośnienie. Wszystko brzmiało dokładnie tak, jak powinno – żaden z instrumentów nie zagłuszał innego, wokal wybrzmiewał jak należy,  a na akustykę sali nie można było narzekać.
Artyści doskonale odnaleźli się na tak wyjątkowej scenie. Występ w teatrze wcale nie sprawił im większego problemu niż gra w klubie podczas typowego metalowego koncertu. Tribulation wiedzą, jak zająć przestrzeń na scenie, jak zdobyć sympatię publiki i przede wszystkim jak nawiązać kontakt z fanami. Johannes Andersson nie zapominał o podziękowaniu publice za przybycie, kilkakrotnie zaznaczając, ile dla zespołu znaczy ten wieczór.

Tribulation podczas swojej kariery zdecydowali się na wiele śmiałych rozwiązań w swoim materiale, zarówno muzycznych, jak i wizualnych. Przykłady można tutaj mnożyć, ale panujący w ich muzyce klimat gotyckiego horroru i dopracowana estetyka, w jakiej utrzymane są występy, na pewno należą do najbardziej zauważalnych. Występ w Södra Teatern był kolejnym, z pewnością nie ostatnim, potwierdzeniem granic przekraczanych przez zespół.

Pierwszy akt wieczoru został jasno określony: Down Below zagrane w całości. Chociaż pierwsza atrakcja wieczoru nie mogła zaskoczyć wyborem utworów, była jedynym, jak na razie, odtworzeniem najnowszego albumu na żywo od początku do końca.
The Lament po mistrzowsku rozpoczęło koncert. Jeśli jakimś cudem kogoś nie przekonała budowana od pierwszych dźwięków atmosfera dopełniona zapadającym w pamięć refrenem,  zakończenie utworu na pewno wywarło wrażenie na całej zebranej publice.

W połowie pojawiło się też oczywiście instrumentalne Purgatorio, podczas którego artyści zeszli ze sceny i wyświetlone zostały kadry z klasycznych horrorów: Les Vampires (ikony, która posłużyła za inspirację do okładki albumu The Children of the Night) oraz Nosferatu. Po pierwszych czterech utworach wieczoru Purgatorio działało jak prawdziwy muzyczny czyściec, pozwalający słuchaczom na przetworzenie tego, co właśnie widzieli i przede wszystkim na przygotowanie się na to, co jeszcze miało nadejść… kto jak kto, ale wiadomo było, że Tribulation zadbają o niezapomnianą resztę wieczoru.

Cries from the Underworld ponownie przeniosło widownię w mroczniejszy krajobraz ciężkiego dźwięku, w którym nie brakowało jednak melodii. Podobnie rzecz miała się z Lacrimosą, gdzie intensywne nagromadzenie dźwięków na początku stanowiło idealny kontrast z bardziej skomplikowanym zakończeniem utworu.

Here Be Dragons zostało po raz pierwszy zagrane na żywo. Być może był to pierwszy i ostatni raz, niestety nie na każdej setliście znajdzie się miejsce na ten złowieszczy, ponad siedmiominutowy kawałek. Nie było więc absolutnie niczym dziwnym, że widowiskowy finał Down Below doczekał się pełnego entuzjazmu aplauzu od zebranych fanów.

Po najnowszym albumie artystom pozostało zabrać się za granie starszego materiału. Zanim jednak nadszedł drugi akt, w programie wieczoru znalazła się półgodzinna przerwa. Choć nawet tak krótki czas dłużył się w oczekiwaniu na następny występ, na Tribulation zawsze warto czekać. Oklaski po intro nie zdążyły jeszcze porządnie ucichnąć, a już rozległa się niezastąpiona Melancholia. Pulsująca, mroczna energia porwała słuchaczy już od samego początku utworu, a melodyjne partie doskonale współgrały z mocniejszym uderzeniem, sprawiając, że kawałek minął niesamowicie szybko. Nie było jednak czasu na użalanie się nad tym, że Melancholia się skończyła, gdyż jako następne rozpoczęło się The Motherhood of God. Późniejsze „skradające się” riffy nie pozostawiały wątpliwości, że następnym granym kawałkiem będzie Rånda.

Tribulation kontynuowali podróż przez wcześniejszy materiał z Ultra Silvam.  Instrumentalne utwory nie kończyły się na mrocznym klasyku z The Formulas of Death i wkrótce przyszedł czas na solówki. Jedynym punktem programu, który można by zmienić, były właśnie solówki gitarzystów: odniosłam wrażenie, że zamienienie ich kolejnością wypadłoby lepiej. Kiedy scena opustoszała, na pierwszym solo Jonathan Hultén wyłonił się z mgły i skupił na sobie całą uwagę zebranej widowni, wywijając piruet za piruetem i sprawiając wrażenie, jakby chciał być we wszystkich miejscach sceny jednocześnie. Elegancki ukłon i podziękowanie widowni potwierdziły, że gitarzysta docenił entuzjastyczną reakcję publiki.
Występujący później Adam Zaars „tylko” odegrał swoją solówkę, ustawiony po prawej stronie sceny, skoncentrowany na grze. Na szczęście zarówno pierwsze, jak i drugie solo wypadły fantastycznie, jak można się zresztą spodziewać po Tribulation. Jedynie prezencje sceniczne gitarzystów były na tyle różne, że spektakularne solo Hulténa jak najbardziej mogłoby dla lepszego efektu zostać zagrane po solówce Zaarsa.

Zostawiane często na koniec Strange Gateways Beckon i tym razem pojawiło się jako jeden z ostatnich utworów. Poza znanymi, często granymi utworami Tribulation przygotowali jednak niespodziankę dla zebranej widowni: tajemnicze, miejscami doskonale niepokojące Strains of Horror. Z zespołem gościnnie wystąpiła grająca na klawiszach Sofia Rydahl.

Choć po ukłonach ze strony zespołu i owacji na stojąco, jaką otrzymali od zachwyconej widowni wydawało się, że drugi akt dobiegł końca, na całe szczęście Tribulation nie zamierzali się jeszcze rozstawać z publiką. Powolne, przepełnione melancholią pierwsze tony Suspirii były początkiem końca. Finałowy kawałek przeszedł w cięższe brzmienie wraz z pojawieniem się growlu, tworząc hipnotyzujący klimat dzięki powtarzającym się riffom.
Zgodnie z tytułem Suspirii pozostało tylko westchnąć w zachwycie nad tak doskonałym występem. Jeśli w przyszłości Tribulation ponownie zdecydują się na koncert w teatrze, wydarzenie z pewnością będzie równie wielkim albo nawet większym sukcesem. Będąc pod wrażeniem dokonań szwedzkiej grupy mogę tylko stwierdzić, że to jeden z zespołów, dla których koncertów warto przebyć każdy dystans.

 

Program
Akt I

Intro: Cauda Pavonis
The Lament
Nightbound
Lady Death
Subterranea
Purgatorio
Cries from the Underworld
Lacrimosa
The World
Here Be Dragons

Akt II
Melancholia
The Motherhood of God
Rånda
Ultra Silvam
Solo (Jonathan Hultén)
Solo (Adam Zaars)
Strange Gateways Beckon
Strains of Horror
Suspiria

Tagi: , , , , , .