Vader, Marduk + goście – Katowice (08.09.2018)

Ogłoszenie przez Massive Music wspólnej trasy Vadera oraz Marduka dla wielu było jak gwiazdka z nieba. Wizji pogruchotanych kości i zmasakrowanych bębenków w uszach (ale nie tylko tam) towarzyszyły oczywiście obawy, czy aby tym razem w jednym z klubów nie zabraknie części hydrauliki (ze smutkiem pozdrawiam Rzeszów) lub nie pojawią się inne „problemy” uniemożliwiające spokojne odbycie się któregoś z ogłoszonych koncertów.  Tym razem drobny kłopot pojawił się we Wrocławiu, lecz koncert został błyskawicznie przeniesiony do tamtejszego klubu A2. Na szczęście „krzyżowcy”  8 września nie zaatakowali katowickiego MegaClubu.

Rozpoczynający wieczór Insidius spisał się bardzo dobrze i za swój rozbudzający publikę występ dostał zasłużone morze oklasków. Prezentowany przez olsztynian death metal szybko nakreślił ton imprezy, przez co nawet średniozorientowani koncertowicze wiedzieli, że tego wrześniowego wieczora w MegaClubie nikt nie będzie brał jeńców.  Jeszcze lepiej spisała się blackmetalowa Arkona, która pod scenę ściągnęła zdecydowanie większy tłum niż poprzedzający ją Insidius. Dowodzona przez niezmordowanego Khorzona nie dość, że dała świetny muzycznie występ (czas w końcu przestać odwlekać zapoznanie się z ich studyjnymi dokonaniami), to jeszcze zrobiła na słuchaczach wrażenie zdobiącym twarze muzyków corpsepaintem.  Ich czterdziestopięciominutowy występ skończył się zdecydowanie zbyt szybko, jednak to, co nastąpiło po nim jest niemalże nie do opisania.

O dewastacyjnych zdolnościach Mortuusa i jego kolegów z Marduk przekonałem się już dwa lata temu podczas na oko tysięcznej części trasy promującej wtedy ostatni album Szwedów o jakże dźwięcznym tytule Frontschwein. Fakt, że wydana niedawno Viktoria nie jest nawet w połowie tak udana jak jej poprzedniczka nie przeszkodził zespołowi w sianiu sonicznej destrukcji (swoją drogą mimo promowania swojego ostatniego krążka Viktorię reprezentowały jedynie dwa utwory – Werwolf i Equestrian Bloodlust). Szwedzi zaprezentowali dość przekrojowy materiał, a największy (przynajmniej jeśli chodzi o liczbę uczestników) młyn pod sceną wywołały utwory Wolves, The Blond Beast oraz wspomniany już wcześniej Werwolf. Dywizja Pancerna jest obecnie w wielkiej formie i nie zobaczyć jej na żywo to ogromny błąd.  Śmiem nawet twierdzić, że mimo oszczędnych w porównaniu z główną gwiazdą wieczoru środków, to właśnie występ Marduka był zdecydowanie najlepszą częścią trasy XXXV Lat Chaosu.

Nie zrozumcie mnie źle – show Vadera był bardzo dobry. Po zespole Petera widać, że ciągłe koncertowanie jest dla niego błogosławieństwem, przez które każda kolejna trasa jest lepsza od poprzedniej. Ponadto zespół robi, co może, aby jak najbardziej urozmaicić swoje występy, chociażby poprzez wzbudzającą euforię wśród publiki pirotechnikę. Od członków grupy wręcz bije profesjonalizm, a z takim doświadczeniem scenicznym, jakie ma olsztyński kwartet ciężko jest mu cokolwiek schrzanić. Oglądanie Vadera w akcji to sama przyjemność i widać to po reakcjach publiki, która swoje uwielbienie dla Petera i jego kolegów w Katowicach okazywała chociażby poprzez śpiewanie zespołowi „sto lat”. Zespół zaprezentował niezwykle przekrojowy set, nie omijając żadnego etapu swojego istnienia – swoje kilka minut znalazły tu zarówno krążki z początków kariery grupy (oprócz The Ultimate Incantation oraz Black To The Blind, na które grupa kładzie na tej trasie szczególny nacisk znalazło się również miejsce dla Silent Empire z De Profundis), jak i nowe dokonania zespołu. Niestety mimo niezwykle solidnego występu, występ głównej gwiazdy zrobił na mnie o wiele mniejsze wrażenie niż koncert poprzedzającego go Marduka. Może dlatego, że ostatni raz Vadera widziałem w marcu tego roku i to nie oni skusili mnie, aby pojawić się w ten wieczór w MegaClubie. Tak jak wspomniałem wcześniej – koncert głównej gwiazdy był bardzo dobry, jednak fajerwerki miały miejsce zanim się on zaczął.

W momencie, w którym to czytacie, trasa pod szyldem XXXV Lat Chaosu oficjalnie dobiegła końca. Szczęśliwcom, którzy pojawili się na (przynajmniej) jednym z jej przystanków wypadałoby pogratulować, zaś pechowcom, którzy z jakiegoś powodu nie dali rady stawić się w którejkolwiek z tych dziewięciu miejscówek należy współczuć – ominęło was kilka godzin znakomitej muzyki i jeszcze lepszej zabawy. Radzę nadrobić zaległości przy najbliższej możliwej okazji.

Łukasz Walas

Łukasz Walas

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz Walas

Latest posts by Łukasz Walas (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .