Volbeat – Warszawa (10.07.2018)

Poznając Volbeat w okolicach 2007 roku czułem, że mam do czynienia z czymś świeżym. Duńczycy wydawali wówczas co prawda już drugi krążek, jednak to dopiero Rock the Rebel/Metal the Devil pozwolił grupie zagościć (wraz ze swoją specyficzna mieszanka groove metalu, rock’n’rolla i granego na modlę lat 60. rockabilly) w świadomości słuchaczy z całego świata.

Od tamtej pory śledziłem dokonania tego składu z olbrzymim zainteresowaniem – poznałem solidnie jego wcześniejszą inkarnację w postaci death metalowego Dominus, wywiadowałem z kapelą w 2009 roku na Woodstocku, widziałem ich koncerty w starej Progresji oraz ponownie w Kostrzynie w 2014 – słowem, naprawdę tych gości polubiłem. I choć z czasem muzyka Volbeat zaczęła skręcać w nie do końca odpowiadająca mi stronę (solidne metalowe struktury utworów zaczęły być coraz częściej zastępowane przez radosne, rockowo rozwodnione schematy) za swoje pierwsze 4 albumy kapela ma w moich oczach nienaruszalną sympatię. I to za jej właśnie sprawą postanowiłem po raz kolejny sprawdzić zespół Michaela Poulsena na żywo. Tym bardziej, że biorąc pod uwagę obecny jego status, występ w warunkach klubowych (szczególnie w naszym kraju) nie był w końcu czymś powszechnym.

Dobrego nastroju przed warszawskim koncertem nie były w stanie popsuć mi nawet podróżnicze przygody, które sprawiły, że zamiast wczesnego popołudnia, meldowałem się w stolicy 30 minut przed samym gigiem, do Stodoły docierając już przy akompaniamencie otwierającego set The Devil’s Bleeding Crown.

Na szczęście, mimo sporego zagęszczenia (klub wypełniony był niemal po brzegi) dało się sztukę Duńczyków oglądać w dość komfortowych warunkach (szczególnie w bliższych sceny rejonach sali, gdzie beztrosko moshoujaca grupa kilkunastu/dziesięciu osób miała całkiem sporo miejsca na swoje radosne harce).

Setlista składała się głównie z nowszych utworów (wraz z premierową kompozycją, zatytułowaną The Everlasting), choć nie zabrakło odwołań do pięknej przeszłości (I Only Want to Be with You z debiutu, Sad Man’s Tongue z Rock the Rebel/Metal the Devil , czy A Warrior’s Call z Beyond Heaven, Above Hell). Zespół zaprezentował się bardzo żywiołowo, komplementował polską publikę, Poulsenowi zdarzyło się rozdawać ze sceny gifty, podpisywać płyty, czy nawet upominać ochronę, która w pewnym momencie postanowiła gorliwie wyrzucić z klubu jednego z uczestników zabawy (ponoć mocno się awanturującego, o czym frontman Volbeat dowiedział się po fakcie na backstage’u).

Nagłośnienie w klubie nie zawiodło, brzmienie było bardzo poprawne, band zaprezentował się technicznie nienagannie (Rob Caggiano, choć studyjnie nie ma w kapeli zbyt dużo do gadania, na żywo dba o przemycanie metalowych patentów, charakterystycznie zaostrzając swoje partie solowe) a półtorej godziny set upłynął w okamgnieniu.

I chociaż byłem przygotowany na to, że zespół nie zrobi na mnie takiego wrażenia jak te 9 lat temu (nie ta zajawka, nie ta setlista) skłamałbym mówiąc, że nie bawiłem się przednio. Przy finałowym Still Counting z Guitar Gangsters & Cadillac Blood grupa przypomniała dobitnie, jak solidne pokłady energii wciąż w niej drzemią.

Pozostaje mieć nadzieję, że Duńczycy wpadną kiedyś na pomysł zorganizowania jubileuszowej trasy któregoś ze swoich starszych albumów. Dobrze byłoby znów zobaczyć setki ludzi w koncertowym amoku, lądującą na scenie damską garderobę, lejącą się whisky i drzazgi lecące z klubowego sufitu. Wtorkowy występ w Stodole (choć obiektywnie bardzo udany) co najwyżej tylko do tego nawiązywał.

Setlista:

The Devil’s Bleeding Crown
Heaven nor Hell
A Warrior’s Call
I Only Want to Be with You
Lola Montez
Sad Man’s Tongue
The Lonesome Rider
Let It Burn
Slaytan
Dead but Rising
16 Dollars
The Everlasting
For Evigt
Seal the Deal
Doc Holliday
Black Rose
The Gates of Babylon
Fallen
Still Counting

autorem zdjęć jest Tomasz Wnorowski.

Synu

Synu

Fan szeroko pojętej muzyki gitarowej. Z wszelkich możliwych szuflad i gatunkowych etykiet.
Napisz do autora: synu@kvlt.pl
Synu

Latest posts by Synu (see all)

Tagi: , , , , .