Watain, Anaal Nathrakh – Osaka (03.03.2019)

Nie było łatwo dostać się na koncert w Osace. Niestety, po raz kolejny się okazało, znajomość angielskiego wśród Japończyków nie jest najwyższych lotów i dogadanie się z człowiekiem pilnującym wejścia było nie lada wyzwaniem. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i udało nam się wejść do niewielkiego klubu Soma, mieszczącego może z trzysta osób. Całkiem miła odmiana po tak wielkich klubach w Europie jak Progresja w Warszawie czy Pumpehuset w Kopenhadze. Może i dodawało to trochę takiego swojskiego klimatu, ale miało to wszak swój urok imprezy dla najbliższej rodziny i przyjaciół. Wnętrze klubu było wykafelkowane na czarno-biało, dając trochę peerelowski feel, a scena w zasadzie znajdowała się na wysokości podłogi, odgrodzona barierkami, i oczywiście zasłonięta kurtyną.

Na scenie pierwsi pojawili się Australijczycy z Hybrid Nightmares, po raz kolejny udowadniając, jak dobrze czują się i na scenie, i w Japonii, zagadując w lokalnym języku, i ogólnie dobrze się bawiąc. Wokalista robił co mógł, aby zaktywizować publikę podczas koncertu. Pojawiły się nawet “wycieraczki”, co w sumie było dosyć zabawne, ale Japończycy podłapali to z przyjemnością! Z ich gigu najbardziej utkwił mi w pamięci ostatni utwór, Drink of the Waters, długi i miejscami progresywny, z dużym potencjałem na dobrego singla.

W czasie intermezzo oczywiście zasłonięto scenę kurtyną, a już zaledwie kwadrans później pojawiło się intro dla Ethereal Sin. Intro jest co prawda dosyć długie, ale przez chwilę wszyscy patrzyli skonsternowani, czy kurtyna na pewno zostanie odsłonięta? Na szczęście jednak techniczni obudzili się w porę i to wtedy nastąpił aplauz zniecierpliwionej publiki. Japoński atmoblackowy zespół z tradycyjnymi wstawkami dał świetny show, a Yama „Darkblaze”, w białym makijażu i tradycyjnym kimono wykonał nawet taniec z wachlarzami, co nie miało miejsca na tokijskim gigu dwa dni wcześniej. Na koniec zespół postanowił zrobić sobie zdjęcie z publicznością, ponieważ był to ich ostatni koncert na tej krótkiej trasie.

Jednak to na Anaal Nathrakh czekali wszyscy, jako że to również był ich ostatni gig w Japonii w tym roku. Zapanował ogromny ścisk, co w tak małym klubie dawało wręcz klaustrofobiczne wrażenie. Na szczęście nie było już tak dziko jak na tokijskim koncercie, gdyż panował zakaz crowdsurfingu. Nie powstrzymało to jednak kilku śmiałków, aby jednak spróbować, a jeden bohater nawet dostał się na scenę. Anaal Nathrakh wyraźnie dali z siebie wszystko na swoim ostatnim koncercie, zapowiedzieli nawet kilka utworów, których nie grali wcześniej, co wywołało ogromny entuzjazm wśród zgromadzonych. Podczas ostatniego utworu jeden z gitarzystów przeskoczył nawet barierkę i zszedł do tłumu, tam kończąc utwór. Następnie przybił sobie piątki z ludźmi, ktoś inny go przytulił czy zrobił sobie z nim zdjęcie. Nie można odmówić Brytyjczykom umiejętności zrobienia dobrego show.

W końcu jednak nadszedł czas na Watain. Ku mojemu zdziwieniu, tym razem większość ludzi nie opuściła sali jak w Tokio, a w zasadzie większość została. Rozbrzmiało chóralne intro, po czym muzycy pojawili się kolejno, każdy wyglądający jak trup wykopany z grobu. Erik Danielsson pokłonił się publiczności, a potem także świecom, które następnie zapalił. Cieszyło mnie, że przynajmniej w Osace pozwolono zespołowi na choć odrobinę ognia na scenie. Watain ruszyli jak zwykle od znakomitego Storm of the Antichrist, aby po krótkim “Arigato Japan!” przejść do Nuclear Alchemy, jednego z najlepszych utworów z ostatniego albumu Trident Wolf Eclipse. Nie zabrakło również starszych utworów, jak choćby tych ze Sworn to the Dark, ale nawet i jeszcze starszych jak Angelrape z pierwszego albumu. Erik Danielsson zapowiedział go dla “szaleńców z pierwszego rzędu” i dodał, że mimo dwudziestu lat na scenie, ten utwór nadal jest aktualny. Całe szczęście widownia dalej bawiła się dobrze, już nie tak skołowana jak ta tokijska przy okazji coveru Bathory. Gdy zabrzmiały perkusyjne rytmy do The Serpent’s Chalice, wiedziałam, że koncert dobiega końca. Pod koniec jednak wokalista wspiął się na wzmacniacz, wziął ode mnie flagę i pokazał ją tłumowi, co było niezwykle miłym gestem.

Gig zakończył się zgaszeniem świec i krótkim ukłonem w stronę publiki. Chóralne outro wybrzmiewało jeszcze dłuższą chwilę, a wszyscy czekali cierpliwie na zakończenie, aby jeszcze raz okrasić zespół oklaskami. Co tu dużo pisać, po Watain pozostają zgliszcza i opadnięta szczęka. Nie inaczej było tym razem, więc mogłam się cieszyć, że został mi jeszcze jeden koncert na japońskiej części trasy – w Tokio.

Setlista Watain:

Storm of the Antichrist
Nuclear Alchemy
The Child Must Die
Puzzles ov Flesh
Furor Diabolicus
Sacred Damnation
Underneath the Cenotaph
Malfeitor
Towards the Sanctuary
Angelrape
Sworn to the Dark
The Serpent’s Chalice

Tagi: , , , , , , , .