<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Actum Inferni - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/actum-inferni/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/actum-inferni/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Sun, 09 Aug 2026 13:58:04 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Actum Inferni - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/actum-inferni/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>ACTUM INFERNI &#8211; &#8222;Insygnia diabelskiej władzy&#8221; (2025)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/actum-inferni-insygnia-diabelskiej-wladzy-2025/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/actum-inferni-insygnia-diabelskiej-wladzy-2025/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Synu]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 09 Feb 2026 21:27:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Actum Inferni]]></category>
		<category><![CDATA[Basement Murder]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Draconis]]></category>
		<category><![CDATA[gniew]]></category>
		<category><![CDATA[Heavy Metal]]></category>
		<category><![CDATA[Insygnia diabelskiej władzy]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Taniec śmierci na siedem trąb zagłady]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=343051</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kontynuując popularną w black metalowym podziemiu tradycję wydawania płyt bez wcześniejszych zapowiedzi, pod koniec grudnia 2025 kolejnym albumem Actum Inferni zaatakował Draconis.&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/actum-inferni-insygnia-diabelskiej-wladzy-2025/">ACTUM INFERNI &#8211; &#8222;Insygnia diabelskiej władzy&#8221; (2025)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Kontynuując popularną w black metalowym podziemiu tradycję wydawania płyt bez wcześniejszych zapowiedzi, pod koniec grudnia 2025 kolejnym albumem <strong>Actum Inferni</strong> zaatakował <strong>Draconis</strong>.</p>
<p>Pozostawania wiernym dotychczasowo obranej ścieżce na tym nie koniec, bo także muzycznie warmiński artysta kroczy dobrze znaną z poprzednich wydawnictw <strong>AI</strong>/<strong>Gniew</strong> ścieżką, na której w czarującej harmonii spotykają się tradycyjny black metal drugiej fali oraz melodyjny, przebojowy, niebojący się chwytliwości i wyraźnej przystępności heavy metal.</p>
<p>Ten drugi słychać oczywiście głównie w riffach i solówkach, które wprowadzają do <em><strong>Insygniów diabelskiej władzy</strong></em> z jednej strony masę światła i powietrza, z drugiej inkorporują zauważalną podniosłość i uduchowienie. Już w połowie <em>Tańca śmierci na siedem trąb zagłady</em>, gdy galopujący riff przełamany zostaje bezceremonialnie powabną partią solową, człowiek aż ma ochotę stanąć na baczność i z dumnie wypiętą piersią spojrzeć groźnie ku północnym horyzontom.</p>
<p>Takich elementów jest oczywiście więcej (by wspomnieć choćby o solówce zamykającej <em>Na krawędzi egzystencji</em>, czy melodii budującej <em>Księżyc Łowcy</em>). <strong>Draconis</strong> potwierdza na <em><strong>Insygniach diabelskiej władzy</strong></em> swoje wyczucie i zmysł kompozycyjny, łącząc w muzyce pozornie kontrastujące ze sobą składniki, nie tracąc przy okazji właściwych proporcji i wcale nie oczywistej w tym przypadku spójności.</p>
<p>Podoba mi się ta płyta, nawet jeśli można byłoby zarzucić jej powtarzalność schematów znanych z poprzednich albumów czy produkcyjne niedociągnięcia (wydaje mi się, że wokal stracił tym razem w miksie na czytelności i klarowności). W obliczu pozytywów nie są to jednak rzeczy, które miałyby znaczący wpływ na ocenę całości.</p>
<p><em><strong>Insygnia diabelskiej władzy</strong></em> to kolejny klasowy strzał, będący oczywistym wyborem dla fanów dotychczasowych dokonań <strong>Draconisa</strong>.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/actum-inferni-insygnia-diabelskiej-wladzy-2025/">ACTUM INFERNI &#8211; &#8222;Insygnia diabelskiej władzy&#8221; (2025)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/actum-inferni-insygnia-diabelskiej-wladzy-2025/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie roku 2025 wg redakcji KVLT</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2025-wg-redakcji-kvlt/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2025-wg-redakcji-kvlt/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 06 Jan 2026 19:01:53 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[1914]]></category>
		<category><![CDATA[A Tergo Lupi]]></category>
		<category><![CDATA[Actum Inferni]]></category>
		<category><![CDATA[Amenra]]></category>
		<category><![CDATA[Amorphis]]></category>
		<category><![CDATA[Angrrsth]]></category>
		<category><![CDATA[Anna von Hausswolff]]></category>
		<category><![CDATA[armia]]></category>
		<category><![CDATA[Behemoth]]></category>
		<category><![CDATA[Black Sabbath]]></category>
		<category><![CDATA[Blud Aus Nord]]></category>
		<category><![CDATA[Blut Aus Nord]]></category>
		<category><![CDATA[Castle Rat]]></category>
		<category><![CDATA[Coroner]]></category>
		<category><![CDATA[Darvaza]]></category>
		<category><![CDATA[Deafheaven]]></category>
		<category><![CDATA[Deftones]]></category>
		<category><![CDATA[Der Weg Einer Freiheit]]></category>
		<category><![CDATA[Dormant Ordeal]]></category>
		<category><![CDATA[Gaahls Wyrd]]></category>
		<category><![CDATA[Grima]]></category>
		<category><![CDATA[Haeresis]]></category>
		<category><![CDATA[Haeresis Si Vis Pacem Para Bellvm]]></category>
		<category><![CDATA[Hållbar]]></category>
		<category><![CDATA[Hexvessel]]></category>
		<category><![CDATA[Imperial Triumphant]]></category>
		<category><![CDATA[Jad]]></category>
		<category><![CDATA[Kanonenfieber]]></category>
		<category><![CDATA[Kirk Windstein]]></category>
		<category><![CDATA[Konrad Ciesielski]]></category>
		<category><![CDATA[Medico Peste]]></category>
		<category><![CDATA[Messa]]></category>
		<category><![CDATA[MYR Helvegen]]></category>
		<category><![CDATA[Mysthicon]]></category>
		<category><![CDATA[NIHILVM]]></category>
		<category><![CDATA[O.D.R.A.]]></category>
		<category><![CDATA[Obscure Sphinx]]></category>
		<category><![CDATA[Owls Woods Graves]]></category>
		<category><![CDATA[Paradise Lost]]></category>
		<category><![CDATA[patriarkh]]></category>
		<category><![CDATA[Proghma-C]]></category>
		<category><![CDATA[Psychonaut]]></category>
		<category><![CDATA[Saor]]></category>
		<category><![CDATA[Scour]]></category>
		<category><![CDATA[Sothoris]]></category>
		<category><![CDATA[SOTHORIS Domus Omnium Mortuorum]]></category>
		<category><![CDATA[Steve Von Till]]></category>
		<category><![CDATA[Symbolical]]></category>
		<category><![CDATA[UULLIATA DIGIR]]></category>
		<category><![CDATA[Wardruna]]></category>
		<category><![CDATA[Yardburn]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=340426</guid>

					<description><![CDATA[<p>Rok 2025 za nami! Muzycznie był to czas intensywny, różnorodny, niepozbawiony niestety niespodziewanych pożegnań w świecie metalu, a także pełen wydarzeń i wydawnictw,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2025-wg-redakcji-kvlt/">Podsumowanie roku 2025 wg redakcji KVLT</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Rok 2025</strong> za nami!</p>
<p data-start="234" data-end="638">Muzycznie był to czas intensywny, różnorodny, niepozbawiony niestety niespodziewanych pożegnań w świecie metalu, a także pełen wydarzeń i wydawnictw, które jak zawsze prowokowały do dyskusji, sporów, a czasem zmian zdania. Świętowaliśmy dziesięciolecie istnienia redakcji, wspieraliśmy się nawzajem w pobocznych projektach i kibicowaliśmy kolegom na różnych platformach działalności. Niezależnie od gustów, doświadczeń i muzycznych baniek ponownie wchodzimy w role obserwatorów sceny muzycznej wagi ciężkiej (ale nie tylko) i sumujemy swoje wybory w krótkich, subiektywnych podsumowaniach. Wśród najczęściej wymienianych wydawnictw pojawiły się skrajnie różne gatunkowo, ale jednak ugruntowane w świecie ekstremy składy: <strong>Scour</strong>, <strong data-start="1050" data-end="1064">Deafheaven, 1914, Imperial Triumphant</strong> czy <strong data-start="1050" data-end="1064">Der Weg einer Freiheit</strong>. Chwaliliśmy debiuty od <strong>Uulliata Digir </strong>i <strong>Haeresis. </strong>Nie zabrakło wyraźnych akcentów kobiecych w postaci doskonałych albumów od<strong data-start="1050" data-end="1064"> Castle Rat, Eldamar </strong>albo <strong data-start="1050" data-end="1064">Anny von Hausswolff.</strong> Prawie zgodnie wybieraliśmy hipnotyczne <strong data-start="1050" data-end="1064">Blut Aus Nord, Messę,</strong> i sprzeczaliśmy się elegancko o <strong>Deftones</strong> albo <strong data-start="1050" data-end="1064">Behemoth.</strong> Miniony rok ponownie pokazał, że muzyka ciężka w najróżniejszych odcieniach pozostaje dla nas ważna, zaskakująca i ciągle zapierająca dech!</p>
<p>Zapraszamy do podsumowania roku 2025 według redakcji <strong>Kvlt</strong>!</p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Marcin &#8222;Mały&#8221; Brzeźnicki</strong></p>
<p>Przejrzałem już kilka muzycznych podsumowań roku 2025, i porównując je z moją listą, wypada, że żyję w trochę innym świecie niż reszta muziarzy. Nie szkodzi, metal zawsze był definicją wolności i indywidualizmu, wszak metal to nie tylko muzyka, to styl życia. Zdecydowanym, muzycznym highlightem 2025 był dla mnie koncert belgijskiego <strong>Arkangel</strong> w Poznaniu, warto było czekać ponad dwadzieścia lat. Co do premier muzycznych, starałem się w tym roku wyrwać z mojego algorytmu, szukałem muzy trochę szerzej, choć moja polityka zakupowa nadal koncentrowała się na klasykach i uzupełnianiu braków w klasykach.</p>
<p><strong>Scour &#8211; <em>Gold</em>.</strong> Bezapelacyjnie, bez zastanawiania i wątpliwości. Anselmo z kolegami trafił mnie bezkompromisową agresją, świetnymi aranżacjami i nienudzącą się formą kompozycji. Po prostu złoto.</p>
<p><strong>AFI &#8211; <em>Silver Bleeds the Black Sun</em>. </strong>AFI zaskoczył. Wrzuciłem jeden z promujących singli, spodziewając się totalnej emo nudy. Zaskoczenie było ogromne, gdy okazało się, że zespół skierował się w stronę mrocznego rocka w stylu The Sisters of Mercy i zrobił to wzorowo. Takie skręty w muzycznych karierach uwielbiam.</p>
<p><strong>Bleed – <em>Bleed</em></strong>. 20 Buck Spin zaczyna wspierać bardzo różnych artystów, ale trzeba przyznać, że zawsze są to wartościowe projekty. Chłopaki z Bleed zbudowali siebie na miłości do wczesnego Deftones i ogólnie bardziej psychodelicznej odmianie nu metalu. Ich debiut zdecydowanie bardziej mnie &#8222;porobił&#8221; niż zachowawczy i nudny nowy album Moreno i spółki.</p>
<p><strong>Tetramorphe Impure – <em>The Sunset of Being</em></strong>. Kolejny debiutant na liście. Projekt ten również mocno wzoruje się na muzyce lat 90., na przykład na zespołach pokroju My Dying Bride. Klimat, smutne melodie, ciężar i potężny growling to podstawy stylu i zarazem najmocniejsze strony Tetramorphe Impure.</p>
<p><strong>Chepang – <em>Jhyappa</em></strong>. Krótki, grindowy cios. Muzyka urozmaicona, bogata w groove, ale niepozbawiona prędkości i obowiązkowej gatunkowo agresji. Jeden z mocniejszych strzałów Relapse Records w tym roku.</p>
<p><strong>Malevolence &#8211; <em>Where Only The Truth Is Spoken</em></strong>. Nie słucham za wiele takiej odmiany metalcore, ale Malevolence w swej wadze idzie na mistrza. Zespół łączy brutalność, bezpośredni atak hardcore&#8217;a z melodiami i fajnymi refrenami w sposób nieprzesłodzony. Wpływów jest tu wiele, ale całość kąsa wzorowo.</p>
<p><strong>Phobocosm &#8211;<em> Gateway</em></strong>. Jedyny reprezentant gatunku death metal na mojej liście. Płyta ukazała się niedawno, ale jego grobowy gruz mnie opętał. Słychać tu dużo z Immolation, ale inspiracje te zostały przełożone na dzisiejsze trendy w sztuce ekstremy.</p>
<p><strong>Sanguisugabogg &#8211; <em>Hideous Aftermath</em></strong>. Band na nowej produkcji rozbudował swój styl i wyszedł poza ramy klasycznego <em>slamu</em>. Nie stracił jednak na brutalności. W lutym wybieram się na ich koncert i wiele sobie po nim obiecuję.</p>
<p><strong>Kirk Windstein &#8211; <em>Ethereal Waves</em></strong>. Jestem dużym fanem całej działalności Windsteina. Bardzo lubię <strong>Crowbar</strong>, <strong>Down</strong> i jak się okazało jego solowy projekt również. Kirk może nie odszedł tu jakoś diametralnie od tego co robi na co dzień, nie odkrył siebie na nowo, ale na pewno do tej pory nie pokazał się z tak Black Sabbathowej strony. Są tu riffy-buldożery, jest kilka przenikających na wskroś melodii i ciekawych pasaży klawiszowych. Rzeczy, których można się było spodziewać, ale i tak się spodobały.</p>
<p><strong>Split Chain &#8211; <em>Motionblur</em></strong>. Trzeci debiutant na liście. Split Chain, tak jak Bleed, nie ukrywa swej miłości do Deftones, ale wpuszcza znacznie więcej wpływów spoza tego stylu. Album bardziej hałaśliwy od Bleed, ale niepozbawiony dziwnych melodii i nieoczywistych rozwiązań. Dobrze się tego słucha i mam wrażenie, że jest to znacznie świeższe, ciekawsze niż płyty dużych nazw związanych z nu metalem.</p>
<p><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/kppI8ZZi4ng?si=h0bMCKFbDwFPW6rh" width="100%" height="450" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Piotr Czwarkiel</strong></p>
<p>Bałem się, że będzie ciężko uzbierać płyty do TOP10. Myliłem się i to srogo. Sporo ciekawych albumów musiałem zostawić w przysłwiowym zeszycie.</p>
<ol>
<li><strong>A Tergo Lupi &#8211; <em>Howl</em></strong> (folk). Po wielkim sukcesie Wardruny i Heilung, na rynku muzycznym pojawiło się mnóstwo folkowych entuzjastów, nierzadko wątpliwej jakości oraz poziomu oryginalności. Włoski projekt ma jednak wszelakie predyspozycje, żeby trafić do ścisłej czołówki, co świetnie udowadnia czwartym albumem w dyskografii. Piękny klimat od pierwszej do ostatniej minuty.</li>
<li><strong>Patriarkh &#8211; <em>Пророк Илия / Prorok Ilja</em></strong>. Muzyka zawarta na tym albumie to znów postęp i nowa wizja zespołu pod nowym szyldem. W pakiecie kobiecy wokal, klimatyczne chóry, zgrabna i nieprzesadzona orkiestracja, koncept wciąga w motyw przewodni historii o Proroku Ilja. Swego rodzaju kropką nad &#8222;i&#8221; było release party w Łodzi, gdzie zespół odegrał album w całości wraz z orkiestrą symfoniczną. Klasa.</li>
<li><strong>Uulliata Digir &#8211; <em>Uulliata Digir</em>.</strong> Eksperymentalny post-metal prosto z Poznania. Muzycznie inspiracji słychać tu sporo<strong>: Cult of Luna</strong>, <strong>Tool</strong>, <strong>Absent in Body, O</strong><strong>bscure Sphinx</strong>, <strong>Furia, </strong><strong>Oranssi Pazuzu</strong>. Całość wraz z tekstami mnie osobiście powala, choć słyszałem opinie, że to płyta z kategorii <em>love it or hate it</em>.</li>
<li><strong>Dormant Ordeal &#8211; <em>Tooth and Nail</em></strong>. Oj niezliczoną ilość razy przemieliłem tę płytę. W death metalu AD 2025 z takim progresywno/technicznym zacięciem nie słyszałem nic lepszego.</li>
<li><strong>Hållbar  &#8211; <em>Nemesis</em></strong>. Nie raz dzieliłem się opinią, że uwielbiam debiutantów, w muzyce których czuć dzikość i szczerość. Tutaj warszawska ekipa zgrabnie łączy melodyjne partie gitar w black/death metalowym anturażu, okraszone dzikim kobiecym wokalem z deathcore&#8217;owym vibem.</li>
<li><strong>Scour &#8211; <em>Gold</em></strong>. Poczynania black metalowej kapeli pod dowództwem Anselmo z Pantery śledziłem od pierwszej EPki, ale to, co wypluto na pełnym albumie, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Intensywność i dzikość to chyba najlepsze określenia, opisujące płytę <em>Gold</em>.</li>
<li><strong>Myr &#8211; <em>Helvegen</em></strong>. Dwóch Polaków, rezydujących w Norwegii, przesiąkniętych zagranicznym klimatem, stworzyło album, którego nie powstydziliby się ich zapewne ich idole, tuzy norweskiego bm kalibru Satyricon czy Bathory.</li>
<li><strong>Haeresis &#8211; <em>Si Vis Pacem Para Bellvm</em></strong>. Laur roku należy też do niemieckich post-black metalowych debiutantów z Hæresis.</li>
<li><strong>1914 &#8211; <em>Viribus Unitis</em></strong>. Zespół 1914 urzekł mnie swoim debiutem, potem śledziłem ich poczynania nieco po macoszemu. Ale po usłyszeniu najnowszego wydawnictwa ukraińskiego zespołu &#8211; zmiotło mnie. Bardzo polecam.</li>
<li>Ciężko było wybrać płytę zamykającą mój TOP10: <strong>Behemoth</strong> wypuścił wyjątkowo dobry album, na równie wysokim poziomie stanął <strong>Hate</strong> (choć Rugię oceniam wyżej od Bellum Regiis), <strong>Debemur Morti</strong> wydał znakomite <strong>Blut aus Nord</strong> oraz <strong>Martröd, Novembers Doom</strong> wydaje się ciekawszą propozycją wobec ostatnich dokonań PL czy MDB. Suma summarum stawiam na <strong>Mysthicon &#8211; <em>Bieśń</em></strong>.</li>
</ol>
<p>Tuż za podium: <strong>Gaahls Wyrd</strong> &#8211; <em>Braiding the Stories</em>, <strong>Sothoris</strong> &#8211; <em>D.O.M.</em>, <strong>Nasciturus</strong> &#8211; <em>Fabulae</em>, <strong>Impermanence</strong> &#8211; <em>Anicca</em>, <strong>Symbolical</strong> &#8211;<em> Hope for Aerist</em>.<br />
<iframe title="Hæresis – Si Vis Pacem, Para Bellum (Full Album 2025) | Dark, Brutal &amp; Relentless Metal" src="https://www.youtube.com/embed/VoGyh-JaNYc?list=RDVoGyh-JaNYc" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Wadim Filiks</strong></p>
<p>Nostalgiczny to był dla mnie rok, naznaczony przede wszystkim świetnym koncertem <strong>Pantery</strong> w czeskiej Ostrawie. W przerwach od celebracji każdego dźwięku zmiksowanej przez Terry’ego Date’a wersji <em>Reinventing the Steel</em> z 2020 udało mi się jednak pozostać na bieżąco z najważniejszymi nowościami płytowymi. Choć zabrakło mi solidnych pretendentów do miana albumu roku, z nieskrywaną radością podzielę się paroma wydawnictwami z roku 2025, które częściej niż raz gościły w moim odtwarzaczu. Kolejność przypadkowa (albo i nie).</p>
<ol>
<li><strong>Kanonenfieber – <em>Live in Oberhausen. </em></strong>Nie ukrywam, że mam pewien sentyment do ekipy z Bambergu i śledzę ich poczynania od debiutu z 2021 roku. Wydana w 2025 roku koncertówka była zarejestrowana rok wcześniej przed publicznością w Oberhausen. Koncertowa płyta łączy najlepsze elementy dwóch LP zespołu, a przy tym jest świetnie zmiksowana. W sam raz pod zbliżającą się trasę koncertową Kanonów.</li>
<li><strong>Coroner – </strong><em><strong>Dissonance Theory</strong>. </em>Jednym z milszych zaskoczeń minionego roku był powrót szwajcarskiego Coronera, którego sporo słuchałem za dzieciaka (<em>Masked Jackal </em>FTW). Oliwy do ognia dolał fakt, iż <em>Dissonance Theory</em> to pierwszy studyjny długograj grupy od… 1993 roku. Doświadczeni muzycy nadal dostarczają, a krążek stanowi ciekawy balans pomiędzy progresywnymi wycieczkami grupy sprzed trzech dekad z nowoczesnymi technikami produkcyjnymi. Efekt jest taki, że wprawny słuchacz od razu rozpozna autorów dźwięków, a jednocześnie dziesięć nowych numerów ma w sobie dużo świeżości.</li>
<li><strong>Blut Aus Nord – </strong><em><strong>Ethereal Horizons</strong>. </em>Z francuskim Blut Aus Nord nie ma tego problemu, co z Coronerem – to trio regularnie raczy swoich fanów nowymi kompozycjami. <em>Ethereal Horizons</em> to ich szesnasty longplay, a niespełna 52 minuty materiału słucha się jednym tchem. Zespół doprowadził swój amalgamat atmosferycznego blacku i ambientu do perfekcji, aczkolwiek można mu zarzucić pewną powtarzalność motywów na ostatnich krążkach. Mimo to najnowsze dzieło Francuzów jest niezwykle klimatyczne i zdecydowanie godne uwagi.</li>
<li><strong>Der Weg einer Freiheit – <em>Innern. </em></strong>Pamiętam, jak ogromne wrażenie wywarła na mnie wydana w 2017 roku płyta <em>Finisterre</em>. Zeszłoroczne wydawnictwo Der Weg einer Freiheit może i nie powtórzyło tego efektu, ale i tak zasługuje na co najmniej kilka odtworzeń. Nagrana już z nowym basistą płyta kładzie nacisk na warstwę rytmiczną, a perkusja niejednokrotnie zbiera całą atencję. Solidna porcja nowoczesnego black metalu.</li>
<li><strong>Scour – <em>Gold. </em></strong>Pięć lat przyszło nam czekać na pełny album amerykańskiego Scour po pozytywnie przyjętej epce <em>Black</em>. <strong>Phil Anslemo</strong> w końcu na poważnie zaczął spełniać się w blacku, który inspirował go już w drugiej połowie lat 90. Dla jednych odkrycie, dla innych rozczarowanie – album <em>Gold</em> przyciąga uwagę dzięki swojemu frontmanowi. Gdyby nie obecność Phila, czy Scour miałby szansę wybić się spośród tysięcy kapel o podobnym brzmieniu? To chyba nie ma znaczenia, bowiem całościowo płyta wypada solidnie, choć Ameryki (sic!) nie odkrywa.</li>
<li><strong>Uulliata Digir – <em>Uulliata Digir. </em></strong>Rok 2025 zacząłem od odsłuchu poznańskiej formacji Uulliata Digir, debiutującej swoim self-titled albumem. Wysokiej klasy i nie dający się tak łatwo zaszufladkować materiał w swojej <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/uulliata-digir-uulliata-digir-2025/">recenzji</a> porównywałem do twórczości <strong>Hansa Zimmera, Obscure Sphinx</strong> i<strong> Michała Lorenca</strong> – tak, poznaniacy potrafili wziąć po szczypcie różnych przypraw, tworząc swój nietypowy muzyczny kociołek.</li>
<li><strong>Pokuta – <em>Metanoia. </em></strong>Za wszelką cenę chciałem uniknąć wyróżniania jednego polskiego albumu w osobistej kategorii „debiutu roku”. To nie KFPP w Opolu. Dlatego do mojego zestawienia trafiła rzeszowska Pokuta – młode trio, które zawiązało się w 2024 roku, a na Halloween 2025 wypuściło swoją pierwszą epkę, <em>Metanoia</em>. Solidna porcja black metalowego grania inspirowana norweskimi klasykami gatunku, w której wyróżniają się echa starego Mayhem. Warto śledzić kolejne poczynania grupy.</li>
<li><strong>Patriarkh – <em>Prorok Ilja. </em></strong>Nowa nazwa, nowa jakość. Do <em>Proroka Ilji</em> początkowo nie mogłem się przekonać, nie byłem w stanie przebrnąć dalej niż do końca <em>Wierszalina II</em>, szczególnie z powodu zabijających tempo melodeklamacji. Zdanie zmieniłem po usłyszeniu materiału na żywo w zabrzańskim CK Wiatrak. Każdy kolejny odsłuch utwierdzał mnie w przekonaniu, że kierunek obrany przez Patriarkha jest słuszny, a przyświecający albumowi koncept broni się – przede wszystkim na scenie, gdzie teatralność spotyka solidną warstwę muzyczną.</li>
<li><strong>Robert Plant – </strong><em><strong>Saving Grace</strong>. </em>W przerwie od tych wszystkich metali otrzymałem też w 2025 płytę, która ma działanie kojące, a jednocześnie udowadnia, że niektórzy muzycy potrafią się starzeć z klasą. Legendarny wokalista Led Zeppelin, Robert Plant, wydał swój najnowszy krążek wraz z Suzi Dian i formacją Saving Grace. Tym razem sięgnął po nieoczywiste covery, tworząc inspirowane muzyką korzeni i americaną wersje zarówno tradycyjnych, jak i popularnych utworów, w tym <em>Everybody’s Song</em> z repertuaru dream popowego Low. <em>Chapeau bas</em>!</li>
<li><strong>Black Sabbath – </strong><em><strong>The Eternal Idol.</strong> </em>Właściwie to powinienem uhonorować w tym miejscu Ozzy’ego (R.I.P.), wyróżniając zeszłoroczną wersję <em>War Pigs</em> w wykonaniu <strong>Judas Priest</strong> i samego Księcia Ciemności. Jednakże w 2025 roku ukazało inne ważne wydawnictwo związane z Black Sabbath – co prawda bez Ozzy’ego, a z Tonym Martinem na wokalu. Zremasterowana (w końcu!) wersja <em>The Eternal Idol</em> pozwala odkryć ten nieco zapomniany album na nowo. Odkurzony <em>Ancient Warrior</em> brzmi niezwykle świeżo, a cały krążek można stawiać na równi z <em>Headless Cross.</em></li>
</ol>
<p><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/yOVu0Qcmqns?si=TtjjWBJCY2sBw3tK" width="100%" height="450" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Annika Gucwa</strong></p>
<p>Czego by nie mówić o tym roku, to muzycznie zarówno pod kątem koncertowym, jak i wydawniczym zaliczam go do udanych. Obok stuprocentowo pewnych pozycji na moim osobistym podium znalazło się również miejsce na kilka niespodzianek, których słuchałam godzinami.</p>
<p>Kolejność alfabetyczna.</p>
<p><strong>Behemoth – <em>The Shit ov God</em>. </strong>Nieco pretensjonalny tytuł nie przekłada się na szczęście na jakość płyty. Behemoth mają na swoim koncie kolejny album, który bezbłędnie łączy agresję i monumentalność. Klasa.</p>
<p><strong>Hexvessel – <em>Nocturne</em>. </strong>Występ Hexvessel na festiwalu Roadburn był dla mnie okazją do przedpremierowego wysłuchania całości<em> Nocturne</em> na żywo, a tegoroczna premiera „jedynie” przypomniała o tym fenomenalnym połączeniu rytualnego folku i black metalu podanym z wizjonerstwem głównodowodzącego Kvohsta.</p>
<p><strong>Marie Davidson – <em>City of Clowns</em>. </strong>W dużym skrócie: kawał znakomitej, nośnej elektroniki z błyskotliwym (choć niekoniecznie pozytywnym) komentarzem na temat społeczeństwa i sztuki.</p>
<p><strong>Messa –<em> Spin</em>. </strong>Bardzo udany powrót Messy. Dzięki świetnej produkcji tego zgrabnego połączenia dark ambient i gothic rocka z doom metalem słucha się jeszcze lepiej.</p>
<p><strong>Minuit Machine – <em>Queendom</em>. </strong>Choć nie należę do grona najzagorzalszych słuchaczy Minuit Machine, mam w zwyczaju śledzić nowe wydawnictwa francuskiej artystki<em>. Queendom</em> gościło w moich słuchawkach na tyle często, że miejsce w moim rankingu zapewniło sobie chwytliwą elektroniką i wysokiej jakości darkwave.</p>
<p><strong>Sextile – <em>yes, please. </em></strong>Świetna płyta zarówno w warunkach studyjnych, jak i na żywo. Wprost niesamowity groove i kipiące energią tracki są tutaj po mistrzowsku przełamywane transowym brzmieniem i chłodem synthów.</p>
<p><strong>Sierra Veins – <em>In the Name of Blood</em>. </strong>W swoim jednoosobowym projekcie Annelise Morel po raz kolejny udowadnia, z jaką łatwością odnajduje się w stylistyce synthwave. Na jej najnowszym albumie melancholia sąsiaduje z wściekłością, a podejście do muzyki jest bezkompromisowe i bardzo osobiste.</p>
<p><strong>Ultra Sunn – <em>The Beast in You</em>. </strong>Ależ mnie ucieszyła zapowiedź nowego albumu po ich zeszłorocznym wydawnictwie! W oczekiwaniu na premierę niemal zacierałam ręce, a darkwave’owych bangerów od Ultra Sunn namiętnie słuchałam całymi dniami.</p>
<p><strong>Undertheskin – <em>NEVER|RETURN. </em></strong>Na swojej kwietniowej trasie zespół zapowiadał premierę nowego krążka i stanął na wysokości zadania. Coldwave w ich wydaniu niezmiennie wypada dość minimalistycznie, a przy tym w stu procentach szczerze, bez przekombinowania czy udziwnień. Właśnie takie undertheskin jest bliskie mojemu zimnemu, gotyckiemu sercu!</p>
<p><strong>Årabrot –<em> Rite of Dionysus</em>. </strong>Kierunek wyznaczony przez Årabrot już kilka wydawnictw temu nie przestaje mnie intrygować. Chociaż nieodzowny w ich muzyce surowy, rockowy trzon wybrzmiewa z mocą, to duchowy wymiar ich twórczości nabiera tu jeszcze większego znaczenia, a odsłuch albumu (zgodnie z tytułem) naprawdę przypomina rytuał.</p>
<p><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/Tw346MDG_Ec?si=eCDTQaNlviChhQLD" width="100%" height="450" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Paweł Lach</strong></p>
<p>Spotify podsumowując mój muzyczny 2025 rok orzekło, że mam gust osoby 60+. I kryje się w tym spostrzeżeniu mądrość algorytmów, bo od kilku lat raczej nasłuchuję, co słychać w obozach moich ulubieńców i czy wielkie firmy dostarczają wciąż czegoś interesującego. A nawet jeśli nie, to lubię odkurzyć ich klasyki. Smutno mi było, że zawiodłem się niestety na paru moich idolach, ale nie zdradzę których. Na szczęście wielu weteranów wciąż trzyma się nieźle, by wspomnieć <strong>Helloween, Turbo, Testament, Sodom, Destruction</strong> czy <strong>Coroner</strong>. Choć wyżej wymienieni nie w skoczyli ostatecznie do mojego subiektywnego podsumowania, to zasłużenie znajdą się w wielu innych. Chwała Starej Gwardii! Ale w mojej – alfabetycznie ułożonej dyszce – nie każdy trąci zaprzeszłym PESEL-em.</p>
<p><strong>Armia &#8211; <em>Wojna i pokój</em></strong>– żeby nie gadali, że tylko diabeł ogonem miesza w redakcyjnych podsumowaniach. Bardzo mnie ucieszyła ta płyta, która przywołuje ten sam podniosły, poetycki, a jednak pełen pasji i energii klimat pierwszych albumów. I muzycznie, i tekstowo rzecz wciągająca i niepokojąco na czasie.</p>
<p><strong>Awakeness &#8211; <em>Low Spirits. </em></strong> Kapela z mojej małej miejscowości, ale nie promuję tylko z powodu lokalnych powinności. Poznałem chłopaków, gdy jeszcze pacholęciami byli i wypuszczali swoje debiutanckie demo, już obiecujące, ale nieco nieporadne. Każda ich kolejna produkcja to solidny krok naprzód. Debiutancki album to już pokaz siły i intrygujący miks blacku i deathcore’u.</p>
<p><strong>Blut Aus Nord &#8211; <em>Ethereal Hirozons</em></strong>. Łatwo mnie złapać na takie majestatyczne, psychodeliczne, rozbuchane hocki klocki. I tym razem Normandczykom się udało. I jakoś tu melodyjnie, bardziej chwytliwie, kusząco. A może tylko mi się wydaje?</p>
<p><strong>Castle Rat &#8211; <em>The Bestiary</em></strong>. Jak grać epickiego, brudnego doom hard rocka, to tylko w futrach i stalowych stanikach! Trzeba oczywiście uznać taką konwencję, ale ja jestem nerdem, więc łykam ją bez popitki – za hallowenowo/rekonstruktorskim anturażem stoi jednak kawał porządnego grania, to nie żaden zgryw.</p>
<p><strong>Deafheaven &#8211; <em>Lonely People With Power</em></strong>. A wiecie, że właściwie nigdy nie zagłębiałem się w ich dyskografii? Tyle mówiło się jednak o nowym albumie, że wypadało sprawdzić. No i zaskoczyło! A może skończę właśnie na „Lonely People With Power”? Ta mieszanina hałasu, atmosfery, dekadentyzmu i kalifornijskiego słońca wystarcza mi do szczęścia.</p>
<p><strong>Evoken &#8211;<em> Mendacium</em></strong><em>.</em>  Ja po prostu bardzo lubię takie granie, które przywołuje w pamięci czasy świetności starego dobrego My Dying Bride czy Anathemy. Amerykanie podążają powolnie i dostojnie krainami cieni, a ja wraz z nimi kroczę z ochotą.</p>
<p><strong>Imperial Triumphant &#8211; <em>Goldstar</em></strong>. Dekadentyzm, dark jazz, Szatan, chaos, black metal, New York i Metro Goldwyn Mayer – tak trzeba żyć, z pompą, trzymając w jednej dłoni butelkę bourbona, a w drugiej cyrograf!</p>
<p><strong>Messa &#8211; <em>The Spin</em></strong>. Przynajmniej dzięki poprzedniej płycie o Włochach zrobiło się już głośno, ale mnie kupili – całkowicie zresztą – dopiero ostatnim albumem, który uważam za kompletny, wciągający, z miejsca klasyczny, gotowy zostać ze mną na dziesięciolecia.</p>
<p><strong>Wardruna &#8211; <em>Birna</em></strong>. Wardruna jaka jest, każdy widzi. Niczym mnie nie zadziwiła, ale jakoś przyjemniej czytało się komiksy z Thorgalem, gdy Einar śpiewał.</p>
<p><strong>Yardburn &#8211; <em>Junk</em></strong>. W 2025 roku może nie śrubowałem rekordu w ilości recenzji na łamach Kvlt, ale wśród płyt, o których wyraziłem swą opinię, ta dostała najwyższą notę. A to polska rzecz, ciekawa w każdym aspekcie – od muzyki, poprzez teksty, na oprawie graficznej albumu kończąc. Chłopaki grają z jajem, energią, bawiąc się konwencjami.</p>
<p><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/piTpUBFEaQA?si=n6dKuzfxdsBCBCbg" width="100%" height="450" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Joanna Pietrzak</strong></p>
<p data-start="217" data-end="456">Fajny był ten rok, nie zapomnę go nigdy. Wśród wydawnictw, które w 2025 roku wzbudziły we mnie ludzkie odruchy &#8211; ekscytacji, tudzież chociażby zainteresowanie &#8211; królowały przede wszystkim pewniaczki, do których byłam przekonana zanim ujrzały światło dzienne. Specjalne miejsce w moim czarnym serduszku zajmuje jednak jedna płyta &#8211; Proghma-C, od której zaczęła się kiedyś moja przygoda w pięknym, wielce zabawnym gronie. Ale to zupełnie inna historia. Jak zwykle zatrzymały mnie przede wszystkim składy, których nie da się bezpiecznie sklasyfikować i to ich wykraczanie poza wszelkie umowne ramy ma paradoksalnie największy dla mnie sens.</p>
<p data-start="458" data-end="767"><strong data-start="458" data-end="471">Proghma-C &#8211; <em>Equation_Toxic: A. </em></strong>Jak mi miło w końcu powiedzieć cokolwiek o tej płycie! Trzy różne numery &#8211; dwa melancholijno-depresyjne i jeden 27-minutowy kolos. Ekstremalna forma idzie sobie pod rękę z narracją i konceptem. Całość jest wymagająca, skręca w różne rejony, zmienia tempo, czasem jest nawet niekomfortowo, a mimo wszystko udało się zachować tu kręgosłup. Perkusja szaleństwo, gitary i elektronika wariactwo, wokal we wszystkich odcieniach najlepszy pod słońcem. Album w jakiś sposób pozostał konsekwentny, spójny i ostatecznie pięknie wyprodukowany. Wspominałam, że Proghma-C nagrała ten materiał 10 lat temu? No cóż. Dwa wywiady temu z chłopakami przeżywałam tę nadchodzącą wtedy premierę równie mocno, co w tym roku. Rzecz dziwna i wspaniała. I o to w tym chodzi.</p>
<p data-start="769" data-end="1126"><strong data-start="769" data-end="792">Imperial Triumphant</strong> &#8211; <em data-start="794" data-end="804"><strong>Goldstar</strong>.</em> Amerykanie się nie patyczkują i dalej brną w swój kwadratowy metalowy chaos i jazzową dysharmonię. Być może to ekstraklasa awangardy. Być może bezczelne zadzieranie nosa. Ja to ciągle kupuję i się w tym lubuję.</p>
<p data-start="1128" data-end="1497"><strong data-start="1128" data-end="1142">Deafheaven</strong> &#8211; <em data-start="1144" data-end="1170"><strong>Lonely People With Power</strong>. </em>Największą obelgą dla niektórych jest ironiczny epitet pod postacią &#8222;sympatyczny&#8221;. Tu jednak pasuje mi jak ulał to określenie &#8211; to jest sympatyczny album z sympatycznym pomysłem na całość.</p>
<p data-start="1499" data-end="1805"><strong data-start="1568" data-end="1593">Konrad Ciesielski</strong> &#8211;<em><strong> Koniec</strong></em>. Konrad poza swoim perkusyjnym kunsztem, pokazał kolejny raz talent kompozytorski i wydał album pod swoim nazwiskiem, dostarczając muzycznego ukojenia.<em> Koniec</em> to wydawnictwo bardzo nastrojowe, z wyraźną inspiracją od Mammal Hands czy Go Go Penguin. Jest subtelnie, bez krzyków, prawie kameralnie, ale też emocjonalnie i mocno w wyrazie tam, gdzie siła przekazu powinna być uwypuklona.</p>
<p data-start="1807" data-end="2109"><strong data-start="1807" data-end="1830">Anna von Hausswolff</strong> &#8211; <em><strong>Iconoclats</strong></em>. Znalazłam tu wszystko, co Anna tworzy najlepiej &#8211; klimat, duchowość, mroczny, trudny ambient i ciemność. Piękne, niepokojące, wciągające wydawnictwo.</p>
<p data-start="2111" data-end="2423"><strong data-start="2119" data-end="2131">Deftones</strong>  &#8211; <em data-start="2133" data-end="2148"><strong>private music</strong>. </em>Nie ma dla mnie obecnie bardziej nostalgicznej grupy niż ekipa Chino Moreno. To płyta bardzo nierówna, ale dalej bardzo dobra.</p>
<p><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/jSeLOsRS9e0?si=Td8hrmHwM8Z4K91r" width="100%" height="450" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Hubert Pomykała</strong></p>
<p>Przez zdecydowaną większość 2025 roku słuchałem głównie klasyków spod znaku r’n’b, soulu i punk rocka, nurkując między innymi w przepastnych katalogach wytwórni Motown, tudzież dyskografiach Sade czy wspaniałych Circle Jerks. Żeby było zabawniej, mniej więcej w tym samym czasie narzekałem znajomym, iż nie słyszałem zbyt wielu dobrych płyt wydanych podczas ostatnich miesięcy. W końcu nie ma to jak pobyć sobie spokojnie w błogiej nieświadomości, nieprawdaż? Tak czy inaczej muziarskie zaległości zacząłem nadrabiać dopiero w okolicach października i mocno się wówczas zdziwiłem, natrafiając na kolejne znakomite wydawnictwa. Część z nich znajdziecie poniżej. Wciąż zostało mi sporo ciekawych albumów do przesłuchania, a co najmniej kilka ciekawych płyt zadebiutowało pod koniec grudnia, czyli wtedy, gdy zazwyczaj nie mam czasu na nic, oprócz ogarniania około-świątecznego chaosu, niemniej przedstawiam krótkie zestawienie, które mogę szczerze polecić już teraz.</p>
<p><strong>Vauruvã &#8211; <em>Mar da Deriva</em>. </strong>Moja wiedza o zjawisku jakim jest black metal najwyraźniej wciąż pozostaje szczątkowa, ponieważ nie spodziewałem się tak zgrabnego połączenia wpływów zaczerpniętych z muzyki brazylijskiej z gitarami łojonymi tremolo i perkusyjnymi blastami. <em>Mar da Deriva</em> przykuwa mnie niczym czar, któremu nie mogę się oprzeć. Ale też wcale nie chcę go przezwyciężać.</p>
<p><strong>Maruja &#8211; <em>Pain to Power</em>. </strong>Dla mnie to po prostu najlepszy <em>punk rockowy</em> materiał, jaki słyszałem od dawna.</p>
<p><strong>PRO8L3M &#8211; <em>Ex Umbra Ad Libertatem</em>. </strong>Wydawnictwo dzielące fanów warszawskiego duetu &#8211; dla wielu najgorsza rzecz, jaką stworzył Oskar i Steez, zaś dla mnie najlepszy album w ich wspólnej karierze (pierwszego Art Brut nie wliczam, bo to przecież mixtape). Sporo tu luzu, rapowania na specyficznej wyjebce i eksperymentowania. Również i tutaj znajdziecie całe pokłady szeroko pojmowanego <em>punk rocka</em>.</p>
<p><strong>Messa &#8211; <em>The Spin</em>. </strong>Rewelacyjna płyta, zaskakująca zarówno złożonością, jak i przystępnością, a na dodatek świetnie brzmiąca. Słuchanie tych kompozycji to czysta przyjemność.</p>
<p><strong>JAD &#8211; <em>Odwet</em>. </strong>Ubój rytualny to jeden z najlepszych numerów JAD-u i nie zapraszam do dyskusji.</p>
<p><strong>Crippling Alcoholism &#8211; <em>Camgirl</em>. </strong>Cenię sobie tę estetykę, czekam na więcej.</p>
<p><strong>Blud Aus Nord &#8211; <em>Ethereal Horizons</em>. </strong>Nie znałem tego projektu przed przesłuchaniem <em>Ethereal Horizons</em>, czyli albumu, który dosłownie powalił mnie swoimi melodiami, patentami instrumentalnymi oraz klimatem. Podobno nie jest to wcale najlepsza rzecz od BAN, jednakże nadrabianie poprzednich dokonań tego projektu dopiero przede mną.</p>
<p><strong>Steve Von Till &#8211;<em> Alone in a World of Wounds</em>. </strong>Widziałem go w czerwcu w warszawskim klubie Niebo i wówczas kompletnie mną pozamiatał (relację z koncertu przeczytacie na łamach Kvlt), grając <em>Alone in a World of Wounds</em> niemalże w całości. Ponadto nie spodziewałem się, że mężczyzna tak silnym charakterem i aż kipiący od charyzmy jest w stanie pozwolić sobie mentalnie na całkowicie bezkompromisowe uzewnętrznienie swojej głębokiej wrażliwości podczas występów na żywo. Cóż, obejrzenie Steve’a śpiewającego niskim, niejako przenikliwym głosem treść zawartą w do bólu szczerych tekstach na zawsze pozostanie w mojej pamięci.</p>
<p><strong>Deftones &#8211; <em>private music</em>. </strong>Najlepsza płyta Kalifornijczyków od czasów wspaniałego <em>Koi No Yokan</em>. Trochę za dużo tu dłużyzn, ale i tak Chino z kolegami nadal mają u mnie fory. Czekam na koncert w Łodzi, a na dodatek przestała mi przeszkadzać sceniczna nieobecność pana Stephena „Ziemia jest płaska, a szczepionki złe” Carpentera.</p>
<p><strong>Deafheaven &#8211; <em>Lonely People With Power</em>. </strong>Nie wkręciłem się w ten album jakoś totalnie, ale wciąż poświęcam mu sporo uwagi, co nie przydarzyło się innym dokonaniom Deafheaven po legendarnym Sunbatherze.</p>
<p><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/B9muwemoPBE?si=BjHHJDcNSm6LVSSV" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz Walas</strong></p>
<p>W tym roku ode mnie będzie krótko, bez zbędnego wodolejstwa na temat zaległości (te mam wciąż z roku 2024) i tym podobnych: moja ubiegłoroczna wydawnicza “topka” kształtuje się następująco:</p>
<p>PŁYTA ROKU – <strong>Medico Peste</strong> – <strong><em>Aesthetic of Hunger </em></strong>&#8211; bo to płyta po prostu bezbłędna.</p>
<p>Za to, że zostały i zostaną ze mną na dłużej, dodatkowo na miejscach 2-5 wyróżnić chciałbym:<br />
<strong>Amenra</strong> – <strong><em>De Toorn/With Fang and Claw </em></strong> &#8211; bo w przekazywaniu emocji Belgowie wciąż nie mają sobie równych.<br />
<strong>O.D.R.A &#8211; <em>Breslau Spleen </em></strong>&#8211; bo to było najprzyjemniejsze taplanie się w syfie, jakie zespół zapewnił mi w całej swojej karierze.<br />
<strong>Obscure Sphinx – <em>Emovere </em></strong>– bo ten długo wyczekiwany powrót nie dość, że dowiózł, to jeszcze ani trochę nie spuścił z tonu.<br />
<strong>Psychonaut – <em>World Maker </em></strong>&#8211; bo to kolejny niesamowity krążek podopiecznych <strong>Pelagic Records.</strong></p>
<p><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/l1XYXN8Prxs?si=twCKV9L4mySvxzUh" width="100%" height="450" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Damian &#8222;Synu&#8221; Wiśniewski</strong></p>
<p>Jak zwykle dopadło mnie pod koniec roku paskudne zakrzywienie czasoprzestrzeni i szok wynikający z bezlitosnego upływu czasu. Nie przesłuchałem szeregu albumów z 2025 roku, które miałem odnotowane i odłożone na później, a samo nadrobienie zaległości kosztować mnie będzie pewnie dobrych kilka miesięcy. Obowiązki są jednak obowiązkami i jakieś małe podsumowanie wypada mimo wszystko zrobić. Może nie najlepsze, ale takie, które przytrzymały mnie w minionym roku na dłużej &#8211; w tradycyjnym podziale na pięć albumów z Polski i pięć z zagranicy.</p>
<p><strong>Nihilvm &#8211; <em>Ancient Cosmic Emanation. </em></strong>Uduchowiony black metal z atmosferą, której &#8211; mimo prostoty użytych środków &#8211; jest tu pod dostatkiem. Znakomity album, którego w 2025 roku słuchałem z wypiekami na twarzy.</p>
<p><strong>प्रलय &#8211;<em> Beyond the Tattered Curtain of Unspeakable Madness. </em></strong>Zło w muzyce metalowej jest jednym z tradycyjnych tematów przewodnich, jednak jego prawdziwą esencję w swojej sztuce potrafią zawrzeć nieliczni. Materiał wywołujący dreszcze na plecach i psychiczny dyskomfort, kojarzący mi się przez pryzmat klimatu choćby z <strong>Death like Mass </strong>czy <strong>Lvcifyre</strong>. Lutowe i marcowe koncerty wydają się pozycją obowiązkową.</p>
<p><strong>Angrrsth &#8211;<em> Złudnia. </em></strong>Z toruńskimi podopiecznymi <strong>Godz ov War Productions</strong> przecierałem się dłuższą chwilę, jednak gdy już (dzięki <strong><em>Złudni</em></strong>) zaskoczyło, to bez wypłaty reszty. Niewątpliwie jeden z najczęściej słuchanych przeze mnie albumów końcówki 2025 roku.</p>
<p><strong>Owls Woods Graves &#8211;<em> Strix. </em></strong>Podobnie jak w przypadku <strong>Angrrsth</strong> &#8211; stosunkowo długo pozostawałem niewzruszony,<strong><em> Strix</em></strong> pozwolił mi jednak dołączyć do grona sympatyków<strong> Sów, Lasów i Grobów</strong>. Koncert w Toruniu tylko tę sympatię umocnił, czuję się więc zobowiązany, by o tym zespole i tej płycie w podsumowaniu wyraźnie wspomnieć.</p>
<p><strong>Actum Inferni &#8211;<em> Insygnia diabelskiej władzy. </em></strong><strong>Draconis </strong>zaatakował znienacka, ale podskórnie wiedziałem, że zawiedziony nie będę. Kontynuacja drogi obranej na płytach <strong>Gniewu</strong> i <em><strong>Uzurpatorze niebiańskiego tronu</strong></em> sprzed trzech lat. Wierny tradycyjnej konwencji black metal, niepozbawiony jednocześnie wyraźnie chwytliwej i bujającej melodyki. Świetna rzecz.</p>
<p>&#8211;</p>
<p><strong>Blut Aus Nord &#8211; <em>Ethereal Horizons. </em></strong>Francuski projekt jest dziś prawdziwym black metalowym kolosem, który nową płytą wyłącznie umacnia wypracowaną przez lata pozycję. Muzyka piękna, monumentalna i piekielnie wciągająca.</p>
<p><strong>Darvaza &#8211; <em>We Are Him. </em></strong>To chyba najbardziej przystępna i najłatwiej wpadająca w ucho z dotychczasowych płyt <strong>Darvazy</strong>. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż pograne jest tu przekozacko. Grupa konsekwentnie wchodzi w rolę jednego z głównych rozgrywających na współczesnej scenie black metalowej.</p>
<p><strong>Paradise Lost &#8211; </strong><em><strong>Ascension. </strong></em>Na tych rzemieślników zawsze można liczyć. Mimo upływu lat <strong>Paradise Lost</strong> wciąż wydają się witalni, pełni temperamentu i muzycznego wigoru. W niszy, do której powrócili po wielu latach, rządzą niepodzielnie.</p>
<p><strong>Castle Rat</strong> <strong>&#8211;</strong> <em><strong>The Bestiary</strong></em>. Klasyczny heavy/doom metal z potężnym riffem i wspaniałym, kobiecym wokalem? W każdych ilościach i o każdej porze. Żaden soundrack do sesji rpg w klimatach heroic fantasy nie brzmiał w 2025 lepiej.</p>
<p><strong>Amorphis &#8211; </strong><em><strong>Borderland. </strong></em>W moim podsumowaniu nie mogło zabraknąć miejsca dla metalowego mainstreamu, który również zdarzało mi się w zeszłym roku z ochotą eksplorować. Długo nie mogłem przekonać się do ostatniej płyty Finów, ale gdy wszystkie trybiki wskoczyły na swoje miejsca &#8211; przepadłem. <em>Borderland</em> to absolutna kopalnia hitów i jeden z najlepszych albumów zespołu od lat.</p>
<p>Rok 2025 będę wspominał niezwykle dobrze także przez pryzmat koncertów &#8211; od mniejszych, lokalnych sztuk, przez większe występy (pokroju <strong>Obscure Sphinx</strong> i <strong>Blindead 23</strong>, <strong>Primordial</strong>, czy <strong>Blood Incantation</strong>), aż po duże eventy z <strong>Papa Roach</strong> i <strong>Marilynem Mansonem </strong>na czele. Nie zawiodły też festiwale &#8211; wizyty na <strong>Mystic Festival</strong> i <strong>Summer Dying Loud</strong> pozwoliły naładować muzyczne baterie do granic możliwości. Pozostaje mi życzyć sobie &#8211; i wam &#8211; by nadchodzące 12 miesięcy było pod tym względem nie mniej udane.</p>
<p><iframe title="Darvaza - We Are Him (Full Album Premiere)" src="https://www.youtube.com/embed/E-oEpt0hgT4" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Maciej &#8222;Masta&#8221;</strong></p>
<p>Ciężko uwierzyć, że ostatnie muzyczne podsumowanie dla Kvlt pisałem w 2021 &#8211; w roku, w którym swój piąty studyjny album wydał niemiecki <strong>Der Weg Einer Freiheit</strong>. Z uwagi na sprawy „inne” był to także mój ostatni rok ścisłej współpracy z Kvlt .Teraz dałem się jednak złamać. Czy to ze względu na kolejny album <strong>Der Weg Einer Freiheit</strong>, który ujrzał światło dzienne ledwie kilka miesięcy temu? Czy to jest jeden wielki przypadek? Odpowiem prosto: „nie sondze”. Postanowiłem się odezwać z jednego zgoła innego zasadniczego powodu. Tak dobrego roku muzycznego nie pamiętam od bardzo, ale to bardzo dawna. Co ciekawe, kręciłem się głównie wokół mainstreamu. No i po drugie, układając sobie w głowie prywatną listę<em> top ten</em>, za diabła nie potrafiłem wyłonić numeru jeden. Wydane zostały w tym roku dwie płyty tak absolutne, że chyba tylko rzut monetą mógłby pomóc mi w wybraniu płyty roku. Co więcej, pozostałe pozycje na mojej liście także poukładane są trochę na chybił-trafił, gdyż w tym roku nie tylko dwa pierwsze miejsca są exequo. Pozostałe osiem też stawiam na równi obok siebie, bo nie da się tak genialnej muzyki zhierarchizować. Chcecie się dowiedzieć, o kim myślę? No to zapraszam do lektury.</p>
<p><strong>11. Behemoth</strong> – <strong><em>The Shit ov God</em></strong>. Moją listę pozwolę sobie otworzyć albumem, który zasadniczo w ogóle nie powinien się tu znaleźć. Będę brutalny &#8211; na tym albumie nie ma nawet jednego wybitnego numeru, jednego utworu, który chwyta za duszę, ani nawet jednego momentu, który ciska człowiekiem o trotuar. Niby wszystko pięknie dopracowane i opakowane, a w środku… średniak. Postanowiłem jednak zużyć tę jedną pozycję swojej listy, żeby wyrazić swoje niezadowolenie. „Nie o take polskie black metale walczyłem”.</p>
<p><strong>10. 1914</strong> – <strong><em>Viribus Unitis</em></strong>. Naprawdę kawał rzetelnej i dobrze skomponowanej muzyki. Lubię te wojenne klimaty, zwłaszcza kiedy nie są przypudrowane <strong>sabatonowym</strong> różem, a na koncertach dzieciaki zamiast cukierków dostają porządny wycisk. A wstawka po polsku w drugiej części utworu <strong><em>The Siege of Przemyśl</em></strong> jest po prostu rozbrajająca. Ukraińcy nie porzucili dobrze sprawdzonych przepisów na muzykę, która miażdży zarówno melodią, jak i wokalem <strong>Dymitra Kumara</strong>. Jeśli nie znacie jeszcze <strong>1914</strong> (w co nie wierzę), to posłuchajcie którejkolwiek z ich płyt, a zakochacie się na amen. Na przykład właśnie w tej.</p>
<p><strong>9. Grima</strong> – <strong><em>Nightside</em></strong>. Klimat na medal i muzyka na medal. A całość aż pachnie zimną Syberią.</p>
<p><strong>8. Patriarkh</strong> – <strong><em>Prorok Ilja</em></strong>. Po debiucie w postaci <strong><em>Litourgiyi </em></strong>projekt <strong>Bartka Krysiuka </strong>zaczął nieco zbaczać z kursu. Do tego stopnia, że ostatnie wydawnictwa zaczęły mnie wręcz nużyć. Natomiast <strong><em>Prorok Ilja</em></strong> wjechał na takiej piździe, że przez pewien czas ciężko mi było wydłubać ten krążek z odtwarzacza, a w przypływie fascynacji w ostatnią majówkę odwiedziłem prawie mityczny <strong>Wierszalin</strong>, w którym to <strong>Eliasz Klimowicz</strong> postanowił zbudować Nowe Jeruzalem. Świetny koncept, świetne melodie, genialny klimat… i tylko wydania w drewnianym pudełku brakuje.</p>
<p><strong>7. Aephanemer</strong> – <strong><em>Utopie</em></strong>. Kolejny album kolejnego z moich ulubionych zespołów. <strong>Aephanemer</strong> kocham przede wszystkim za zgrabną melodykę oraz (a może przede wszystkim) za damski growl w wykonaniu <strong>Marion Bascoul</strong>. Poprzednie dwa albumy <strong><em>Prokopton</em></strong> oraz <strong><em>A Dream of Wilderness</em></strong> stanowią mój absolutny<em> top of the top</em>. I dobrze wiem, że żadna z ostatnich płyt <strong>Aephanemer</strong> nie będzie odstawała od pozostałych. A jeśli trop francuskiego meloblack metalu z damskim wokalem i Wam przypadnie do gustu, to rzućcie łaskawym uchem na hord <strong>Houle</strong>, który to (gdyby nie fakt, że swój ostatni album <strong><em>Ciel cendre et misère noire</em></strong> wydali w roku ubiegłym) z pewnością znalazłby się także w moim tegorocznym podsumowaniu.</p>
<p><strong>6. Saor</strong> – <strong><em>Admits the Ruins</em></strong>. Czy ja wspominałem, że mijający rok był wyjątkowo obfity w wydawnictwa wręcz sztandarowe? Tu mamy kolejny tego przykład. Pana Szkota z Glasgow słucham jeszcze od czasów <strong>Arsaidh</strong>, który to projekt po krótkim czasie zamienił się w <strong>Saor</strong> właśnie, a jego debiut <strong><em>Roots</em></strong> mam w wersjach wydanych pod szyldami obu tych projektów. <strong>Andy</strong> już od 12 lat z sukcesem miesza black metal ze szkockimi i celtyckimi korzeniami. Muzyka <strong>Saor</strong> pachnie mi bezkresnymi smaganymi wiatrem szkockimi wrzosowiskami, jeziorami w górskich dolinach i szczytami pokrytymi śniegiem. A wszystko to zamknięte w harmonijnych, przemyślanych melodyjnych ramach, okraszonych wyraźnymi pierwszoplanowymi dźwiękami dud. Tak naprawdę (o czym pisałem na początku) to nie wiem, czy <strong>Saor</strong> jest w tym roku lepszy niż na przykład <strong>Grima</strong> czy <strong>Aephanemer</strong>, niemniej <strong><em>Admits the Ruins</em></strong> jest albumem wybitnym!</p>
<p><strong>5. Eldamar</strong> – <strong><em>Astral Journeys Pt. II: Dissolution</em></strong>. Jeśli miałbym wymienić jakąś muzyczną<em> guilty pleasure</em>, to zdecydowanie jest nim słuchanie projektu <strong>Eldamar</strong>. Norwegowie swoim konceptem tak daleko odeszli od black metalu, że wyłącznie miejscami da się poczuć ducha nihilizmu i destrukcji. Cała reszta to piękny aksamit, bezkresny ocean rozbijający się delikatnym pluskiem o skaliste brzegi jednego z podbiegunowych skalistych wybrzeży Norwegii . <strong><em>Astral Journeys Pt. II: Dissolution</em></strong> to druga odsłona konceptu astralnych podróży po rozgwieżdżonym skandynawskim niebie. Podobnie jak w części pierwszej, smutku i melancholii jest w tych czterdziestu minutach zamknięte tyle, że można by obdarować tymi uczuciami siedem innych kapel. A do tego piękny damski wokal, czyste gitary i smyczki. I nawet w najczarniejszych momentach albumu okraszonych growlem, przesterowanymi gitarami i perkusją, bezsilność i żal aż wyją do mnie. Genialny projekt, genialny album. Bezsprzecznie.</p>
<p><strong>4. Mysthicon</strong> – <strong><em>Bieśń</em></strong>. Na tę płytę czekałem bardzo. Odkąd sześć lat temu usłyszałem ich pierwszy utwór <strong><em>Into the Dark</em></strong> okraszony dodatkowo zapożyczonym z <strong>Lux Occulty</strong> <strong><em>Passing Away</em></strong>, stałem się wielkim fanem tego projektu. Odpowiednio skomponowana mieszanka liryki i blastu daje w sumie materiał tak przestrzenny i różnorodny, że można go słuchać bez przerwy. A zagrany na okrasę <strong><em>Creation</em></strong> jest naprawdę znacznie lepszy od oryginału. Gdyby album był jeszcze o jeden kawałek dłuższy…</p>
<p><strong>3. Myr</strong> – <strong><em>Hellvegen</em></strong>. No dobra, przy tej pozycji muszę się przyznać, że link do pierwszego singla podrzucił mi Naczelny okraszając go słowami, że wytarga mnie z butów. I faktycznie &#8211; darłem <strong>Myr,</strong> ile było prądu w sieci. <strong><em>Helvegen</em></strong> to najbardziej klasyczna odsłona oldschoolowego norweskiego black metalu a’la lata dziewięćdziesiąte. Tyle że brzmi bardziej autentycznie niż niejeden album wydany w czasach, w których człowiek listownie wymieniał się kasetami z chłopakami z Oslo lub znad Sognefjordu.</p>
<p><strong>2. Haeresis</strong> – <strong><em>Si Vis Pacem Para Bellum</em></strong>. I tu zaczynają się schody… Jak wspomniałem na początku, dwa pierwsze miejsca należą do wydawnictw, które zostaną ze mną już do końca życia. Jeszcze pisząc te słowa, dalej nie wiem, czy to nie właśnie debiutowi <strong>Haeresis</strong> należy się tytuł płyty roku. <strong><em>Si Vis Pacem Para Bellum</em></strong> to album tak idealny, tak piękny, tak nieskazitelnie czysty i jednocześnie wypełniony tak klarownym złem, brutalnością i zniszczeniem, że jego pierwsze dźwięki można porównać jedynie do fali uderzeniowej eksplozji jądrowej. <strong>Haeresis</strong> prezentuje na tym albumie najczystszą formę post black metalu, najpiękniejszą formę muzyki w ogóle i pozostawia po sobie najbardziej oszałamiające odczucie, jakie może pozostawić obcowanie z dźwiękiem. I pomyśleć tylko, że na wokalu prezentuje się płeć zwana przez niektórych słabą. A gdyby uzmysłowić sobie sprawę, że to dopiero debiut <strong>Haeresis</strong>, ich pierwsza pełnowymiarowa płyta od momentu ich powstania dekadę temu, to już w ogóle oczy wychodzą z orbit. Wszystko tu jest piękne.</p>
<p><strong>1. Der Weg Einer Freiheit</strong> – <strong><em>Innern</em></strong>. Tu niespodzianki akurat nie ma. To, że orzeknę <strong>Der Weg Einer Freiheit</strong> jako kapelę absolutną, to wiedzą wszyscy, którzy mnie znają. Tego, że <strong>Nikita</strong> ma stały kontakt z absolutem jestem pewien jak faktu, że siedzę teraz przed komputerem. I choć przy każdej recenzji kolejnego albumu <strong>Der Weg Einer Freiheit</strong> powtarzam, że jest to ich najlepsze dzieło i lepiej się nie da, to przy każdym nowym albumie stwierdzam, że jednak cholera się dało. Za każdym razem słuchając ciepłego jeszcze wydawnictwa, ogarnia mnie delikatny smutek, że oto zakończył się chwalebny marsz Niemców z Wurzburga, bo przecież nie istnieje muzyka lepsza i bardziej genialna. Może i <strong><em>Innern</em></strong> nie zaskoczył mnie tak, jak zrobił to <strong><em>Si Vis Pacem Para Bellum</em></strong>, to przecież ta płyta jest tak piękna i tak fundamentalna, że nie sposób nie pokłonić się po raz kolejny geniuszowi <strong><em>Nikity</em></strong>. I choćby za to należy im się tytuł płyty roku.</p>
<p><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/4A0gz_NBUE4?si=O-RgLyelZ5CDCoWG" width="100%" height="450" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2025-wg-redakcji-kvlt/">Podsumowanie roku 2025 wg redakcji KVLT</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2025-wg-redakcji-kvlt/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie roku 2024 wg redakcji KVLT</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2024-wg-redakcji-kvlt/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2024-wg-redakcji-kvlt/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 06 Jan 2025 19:31:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[1000mods]]></category>
		<category><![CDATA[Actum Inferni]]></category>
		<category><![CDATA[Akhlys]]></category>
		<category><![CDATA[Alcest]]></category>
		<category><![CDATA[Amyl and The Sniffers]]></category>
		<category><![CDATA[Axioma]]></category>
		<category><![CDATA[Blindead 23]]></category>
		<category><![CDATA[Blood Incantation]]></category>
		<category><![CDATA[Bruce Dickinson]]></category>
		<category><![CDATA[Burning Sky]]></category>
		<category><![CDATA[Chat Pile]]></category>
		<category><![CDATA[Chelsea Wolfe]]></category>
		<category><![CDATA[David Gilmour]]></category>
		<category><![CDATA[death like mass]]></category>
		<category><![CDATA[Deivos]]></category>
		<category><![CDATA[Deus Mortem]]></category>
		<category><![CDATA[Dom Zły]]></category>
		<category><![CDATA[Dool]]></category>
		<category><![CDATA[Ductape]]></category>
		<category><![CDATA[Gesaffelstein]]></category>
		<category><![CDATA[Halny]]></category>
		<category><![CDATA[Hippotraktor]]></category>
		<category><![CDATA[Horned Almighty]]></category>
		<category><![CDATA[Hulder]]></category>
		<category><![CDATA[Interrupted]]></category>
		<category><![CDATA[Iotunn]]></category>
		<category><![CDATA[Jerry Cantrell]]></category>
		<category><![CDATA[Justice]]></category>
		<category><![CDATA[Kalt Vindur]]></category>
		<category><![CDATA[Kanonenfieber]]></category>
		<category><![CDATA[khold]]></category>
		<category><![CDATA[Larmo]]></category>
		<category><![CDATA[Marilyn Manson]]></category>
		<category><![CDATA[mgła]]></category>
		<category><![CDATA[Nimbifer]]></category>
		<category><![CDATA[Nonexister]]></category>
		<category><![CDATA[Odium Humani Generis]]></category>
		<category><![CDATA[opeth]]></category>
		<category><![CDATA[P.O.D.]]></category>
		<category><![CDATA[Panzerfaust]]></category>
		<category><![CDATA[Paysage d'Hiver]]></category>
		<category><![CDATA[Poroniec]]></category>
		<category><![CDATA[Psychonaut 4]]></category>
		<category><![CDATA[Pure Reason Revolution]]></category>
		<category><![CDATA[Slope]]></category>
		<category><![CDATA[Spectral Voice]]></category>
		<category><![CDATA[Spectral Wound]]></category>
		<category><![CDATA[starless void]]></category>
		<category><![CDATA[SVAR]]></category>
		<category><![CDATA[thaw]]></category>
		<category><![CDATA[the cure]]></category>
		<category><![CDATA[Thou]]></category>
		<category><![CDATA[toń]]></category>
		<category><![CDATA[TWIN NOIR]]></category>
		<category><![CDATA[twin tribes]]></category>
		<category><![CDATA[Ulcerate]]></category>
		<category><![CDATA[Ultra Sunn]]></category>
		<category><![CDATA[Vemod]]></category>
		<category><![CDATA[Vitriol]]></category>
		<category><![CDATA[Wandal]]></category>
		<category><![CDATA[William Bleak]]></category>
		<category><![CDATA[Witch Club Satan]]></category>
		<category><![CDATA[World]]></category>
		<category><![CDATA[WORMS OF SENSES]]></category>
		<category><![CDATA[Wormwitch]]></category>
		<category><![CDATA[Zeal&Ardor]]></category>
		<category><![CDATA[Zørza]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=315474</guid>

					<description><![CDATA[<p>2024 za nami! Och i ach, co to był za rok &#8211; pomyślał każdy, gdy nadchodzi kolejny, dwunastomiesięczny okres. Dla nas, w&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2024-wg-redakcji-kvlt/">Podsumowanie roku 2024 wg redakcji KVLT</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>2024</strong> za nami!</p>
<p>Och i ach, co to był za rok &#8211; pomyślał każdy, gdy nadchodzi kolejny, dwunastomiesięczny okres. Dla nas, w kwestii najbardziej istotnej, nadeszła pora, aby przystąpić do kronikarskiego obowiązku i przeanalizować, czy mieliśmy czego słuchać. Czy pojawiły się zjawiskowe wydawnictwa? Oczywiście. Czy wstrzymywaliśmy oddech, a serce się łamało? Być może. Ostatecznie łączyły nas pewne podobne spostrzeżenia, a dzieliły inne, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ten rok obfitował w mniej sensacji i dysonansów, za to dzielnie wykazaliśmy więcej zbliżonych muzycznych typowań niż zwykle. Tym razem, wśród kilkudziesięciu wskazanych premier, najczęściej przywoływaliśmy wielce udane albumy <strong>The Cure, Jerry&#8217;ego Cantrella, Blood Incantation</strong>, <strong>Marylin Manson</strong> czy &#8222;muzycznie niebezpiecznych&#8221; <strong>Akhlys</strong>. Nie zabrakło pochwał dla elektroniki spod znaku nowinki <strong>Ultra Sunn</strong> czy wyjadaczy od <strong>Trentemoller</strong>,  odkopanych z odmętów <strong>Pure Reason Revolution </strong>albo weteranów z <strong>Opeth. </strong>Wśród rodzimych wykonawców prym wiedli między innymi <strong>Deus Mortem, Death Like Mass, Thaw, Halny</strong> czy <strong>Blindead 23</strong>.</p>
<p>Były emocje!</p>
<p>Zapraszamy do podsumowania roku 2024 według redakcji KVLT!</p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Marcin &#8222;Mały&#8221; Brzeźnicki</strong></p>
<p>Stworzenie muzycznego podsumowania z roku na rok staje się dla mnie coraz trudniejsze. Brak albumów, które zbliżają się swoją wyjątkowością względem ukochanych klasyków to jeden problem, ale tym drugim, paradoksalnie jest ilość i jakość muzyki ze streamingu. Zdarza się, że nawet jak trafię na album zapowiadający się na coś mocnego, to ginie on w całej masie innych odsłuchów i z czasem o nim zapominam. Teraz siedzę przed klawiaturą i pamiętam muzykę, a nazw nie. Coś tam odkopałem, czegoś się nie udało&#8230;<br />
Jak się okazało, tytułów, jakie zakwalifikowały się do wyróżnienia nie było tak wiele, ledwie kilkanaście. Rok miniony przyniósł sporo średnich albumów dużych kapel, bardziej podobały mi się nowości undergroundu. Smuci także niesłabnący trend na pompowanie średniaków dużych nazw &#8211; byle jakie albumy były nazywane zajebistymi tylko dlatego, że nagrał je zespół A lub B, a znacznie ciekawsze płyty mniej przyklepanych przez ogół składów były klasycznie olewane. Szkoda, bywa. Moje podsumowanie wygląda następująco.</p>
<ol>
<li><strong>Burning Sky</strong> &#8211; &#8222;<strong>Despair of the Damned”</strong> &#8211; nowy album death/hardcore&#8217;owców ze Śląska zmiótł wszystkie pionki z planszy. Ich ciężarny, bolt throwerowy death metal tym razem został silnie wzmocniony brutalnym, zmetalizowanym HC, dając krążek ciężki, mroczny i trafiający każdym dźwiękiem w mój gust.</li>
<li><strong>Marilyn Manson &#8211; &#8222;One Assassination Under God – Chapter 1”</strong> &#8211; smutny urok tego albumu, jego ładunek emocjonalny i nawiązanie muzyczne do klasyków dyskografii artysty dało album najmocniejszy od wielu lat, godny najlepszych czasów MM.</li>
<li><strong>Khold</strong> <strong>&#8211; &#8222;Du dømmes til Død”</strong> &#8211; zawsze lubiłem styl tego zespołu, nazwałbym go wręcz przebojowym. Utwory kipią energią, dynamiką i obowiązkowym jadem. Wracam do niego częściej niż początkowo bym się spodziewał, bardzo dobra pozycja w płytotece zespołu i warta swego miejsca na regale.</li>
<li><strong>Slope</strong> &#8211; &#8222;<strong>Freak Dreams”</strong> &#8211; hardcore&#8217;owa załoga z Niemiec od początku istnienia mocno się inspiruje rapującymi załogami lat 90. Nowa płyta przyniosła swoisty mezalians ciężaru HC, funkowego groove i gęstych, głównie rapowanych wokali. Coś dla fanów<strong> Infectious Groove</strong> czy pierwszego <strong>H-Blockx</strong>.</li>
<li><strong>Bruce Dickinson</strong> &#8211; <strong>&#8222;The Mandrake Project”</strong> &#8211; tu nie ma co wiele się rozwodzić. Świetny powrót do solowego grania, mocna kondycja, dobre piosenki, zapamiętywalne melodie i potężne brzmienie.</li>
<li><strong>Sebastian Bach</strong> &#8211; <strong>&#8222;Child Within The Man”</strong> &#8211; takiego hard rocka mógłbym słuchać cały czas. Bacha lubiłem w <strong>Skid Row</strong> i lubię solo. Zdarzały mu się gorsze płyty, ale ostatnia do nich nie należy. Jest przebojowo, ale z ciężarem. Płyta, do której na pewno będę wracał już zawsze.</li>
<li><strong>Pure Reason Revolution</strong> &#8211; <strong>&#8222;Coming Up To Consciousness”</strong> &#8211; znam ten zespół od dawna, ale nigdy nie udało mu się nagrać płyty, która by mnie uwiodła w stu procentach. „Nówka” to w końcu zmieniła. Piękne melodie, piękny duet wokalny i rock progresywny, jaki zaliczyłbym do gatunku tych bardziej rozmarzonych, klimatycznych.</li>
<li><strong>Jerry Cantrell</strong> &#8211; <strong>&#8222;I Want Blood”</strong> &#8211; za każdym razem, gdy słucham tej płyty, zastanawiam się dlaczego nie ukazał się z logiem <strong>Alice in Chains</strong>. Chyba do tej pory żaden solowy album Cantrella nie nawiązywał aż tak do klimatu Alicji i aż tak bardzo mi się nie podobał. Płyta, która zdecydowanie zasługuje na sprawdzenie i zapamiętanie.</li>
<li><strong>Nonexister &#8211;</strong> <strong>&#8222;Demons”</strong> &#8211; szwajcarski projekt zaczął swą karierę na wysokim poziomie. Łatwo mnie złapać na dobry industrial, ale ten album jak dla mnie wykracza poza przeciętność. Słyszalne nawiązania do Nine Inch Nails absolutnie nie przeszkodziły muzykom w stworzeniu własnego stylu i brzmienia. Jestem bardzo ciekawy dalszego rozwoju zespołu.</li>
<li><strong>P.O.D.</strong> &#8211; <strong>&#8222;Veritas”</strong> &#8211; płyta, którą włączyłem z nudów, z nastawieniem prawie zerowym. Wciągnąłem się. Nadal nie widzę tego rozdmuchiwanego, wielkiego powrotu nu metalu w jakości nagrywanych albumów, ale ten krążek jest jednym z niewielu wyjątków. W ich dyskografii poza &#8222;Satellite&#8221; nie było niczego, co dałbym radę słuchać. Nowa płyta jest chyba najcięższym dziełem zespołu, poza obowiązkowymi, przebojowymi kawałkami, trafiło tu parę naprawdę ciężkich partii, a całość wydaje się szczera. Band chyba chciał coś sobie udowodnić i wrócić w mocnym stylu, co na moje się udało. Kto nie lubi takiego komercyjnego grania, to w porządku , niech nadal trzyma się od nich z dala, nie zmieni zdania.</li>
</ol>
<p><iframe title="Bruce Dickinson - The Mandarake Project (Full album 2024)" src="https://www.youtube.com/embed/IA60_8nVXhs" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"><span style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" data-mce-type="bookmark" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Piotr Czwarkiel</strong></p>
<p>Przymierzając się do tegorocznego podsumowania roku, bałem się ile przegapiłem. Proza życia wyłączyła mnie ze śledzenia nowości muzycznych w takim stopniu jak w ubiegłych latach. Jednak robiąc przegląd premier roku 2024, okazało się, że jednak sporo dobrych nowości zagościło u mnie na dłużej. Poniżej moje muzyczne podsumowanie roku 2024 wraz z krótkim komentarzem.</p>
<p><strong>Kalt Vindur &#8211; &#8222;Magna Mater”</strong> &#8211; bardzo mi się podoba rozwój tej dukielskiej hordy. Z płyty na płytę pokazują nieco inne oblicze, lecz nadal w ich muzyce czuć ten wyjątkowy pierwiastek indywidualności. Nowa płyta jest wspaniała od pierwszej do ostatniej sekundy.</p>
<p><strong>Witch Club Satan</strong> &#8211; <strong>&#8222;Witch Club Satan”</strong> &#8211; to black metal serwowany przez roznegliżowane Norweżki. Muzycznie jest to klasyczne granie, ale całościowo wyczuwam w tym sporą dozę szczerości, jak i dzikiej muzycznej agresji. Feministyczny black metal \m/</p>
<p><strong>Halny</strong> &#8211; <strong>&#8222;Zawrat”</strong> &#8211; kiedy masz ochotę posłuchać nowej Mgły (a ona wydaje jakąś koncertówkę), a dwie ostatnie płyty Furii omijasz szerokim łukiem, wtedy warto zanurzyć się w muzycznej otchłani opolskiej kapeli Halny i pójść na Zawrat. Mistrzostwo!</p>
<p><strong>Thaw</strong> &#8211; <strong>&#8222;Fading Backwards”</strong> &#8211; oj długo czekałem na nowy album Sosnowiczan, a teraz pieję z zachwytu i generuje scrobble na last.fm w ilościach hurtowych.</p>
<p><strong>Akhlys</strong> &#8211; <strong>&#8222;House of the Black Geminus”</strong> &#8211; po raz kolejny Amerykanie dowożą. Tutaj wszystko się zgadza, diabelskie ambienty powciskane między szaloną ścianę black metalowych dźwięków.</p>
<p><strong>Wandal</strong> &#8211; <strong>&#8222;Ryk przodków”</strong> &#8211; jak to mawiają – nie samym metalem człowiek żyje. No i dobrze, bo gdybym przespał tę muzykę, to bym wiele stracił. Polsko-norweski folkowy projekt pokazuje, że można grać fajną muzykę, nie kopiując na siłę Wardruny czy też Heilung. Wielkie propsy.</p>
<p><strong>Axioma</strong> &#8211; <strong>&#8222;Live Totality”</strong> &#8211; uwielbiam odkrywanie muzyki za pośrednictwem algorytmu Youtube’a. Pewnego dnia wyskakuje mi jak Filip z konopi, nieznana dotychczas grupa Axioma i robi takie wrażenie, że próbuję się pozbierać. Kompozycja została napisana specjalnie na potrzeby występu i nagrana w trakcie pełnego zaćmienia Słońca na przyczepie nad jeziorem. Sludge / post-metal z elementami blacku i do tego pełna paleta emocji.</p>
<p><strong>Horned Almighty &#8211; </strong>&#8222;<strong>Contagion Zero”</strong> &#8211; zgubiłem ze swoich muzycznych radarów duński Horned Almighty, ale jak tylko w moje ręce wpadła nowa płyta, to nie omieszkałem jej sprawdzić. Nie zawiodłem się, bo „Contagion Zero” to wulkan niesamowitych melodii. Polecam bardzo.</p>
<p><strong>Hulder</strong> &#8211; <strong>&#8222;Verses in Oath”</strong> &#8211; czyli po raz kolejny znakomity black metal.</p>
<p><strong>Iotunn</strong> &#8211; <strong>&#8222;Kinship”</strong> &#8211; płyta z mocnym vibem norweskiego <strong>In the Woods&#8230;</strong>. Piękne wokale okraszone prog metalem.</p>
<p>Na koniec wyróżnienia kieruję dla płyt: <strong>SERPENTS OATH</strong> „Revelation”, <strong>FIVE THE HIEROPHANT</strong> „Apeiron” oraz <strong>KIR</strong> „L&#8217;appel du vide”.</p>
<p><iframe title="Kalt Vindur - Magna Mater (Full Album Premiere)" src="https://www.youtube.com/embed/0vSpPU3mdjM" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"><span style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" data-mce-type="bookmark" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Wadim Filiks</strong></p>
<p>Inżynier Mamoń w „Rejsie” mówił, że podobają mu się melodie, które już raz słyszał. Mam podobnie. Choć staram się być na bieżąco z nowościami wydawniczymi, to często potrzebuję więcej czasu, żeby przekonać się do tej czy innej płyty. A im więcej lat na karku, tym coraz trudniej przychodzi mi zakochanie od pierwszego odsłuchu. Mimo to, w 2024 roku znalazło się kilka albumów, które częściej gościły w moim odtwarzaczu.</p>
<ol>
<li><strong>Panzerfaust &#8211; &#8222;The Suns of Perdition &#8211; Chapter IV: To Shadow Zion”</strong><strong> &#8211; </strong>mój tegoroczny niekwestionowany numer jeden. Rewelacyjny album, który polecam z całego serca. Świetnie zwieńczenie serii czterech albumów, zapoczątkowanej krążkiem z 2019 roku. <em>Opus magnum</em> Panzerfausta? Myślę, że ekipa z Kanady wciąż nie powiedziała ostatniego słowa.</li>
<li><strong>Akhlys &#8211; &#8222;House of the Black Geminus”</strong><strong> &#8211; </strong>jak obiecał, tak zrobił. Naas Alcameth przekonywał w licznych wywiadach, że nie wyda na świat bliźniaczej kopii świetnej „Melinoë”. Do najnowszego placka Akhlys podchodziłem nieco z rezerwą, ale po kilku spinach oniryczny black metal sprawił, że stałem się porwany obłędem 😉</li>
<li><strong>Paysage d&#8217;Hiver &#8211; &#8222;Die Berge” &#8211; </strong>ależ powrót zaserwował nam w tym roku Wintherr! Jego one man band o nazwie Paysage d&#8217;Hiver to prawdziwy klasyk helweckiego black metalu, w którym wszystko się zgadza, jak w szwajcarskim zegarku. „Die Berge” perfekcyjnie kontynuuje obrany na poprzednich krążkach kierunek.</li>
<li><strong>Kanonenfieber &#8211; &#8222;Die Urkatastrophe”</strong><strong> &#8211; </strong>choć nie dorównuje debiutanckiej „Menschenmühle”, to i tak „Die Urkatastrophe” świetnie się słucha. Opowieści z frontów Wielkiej Wojny okraszone melodyjnym black i death metalem to popisowy element Kanonenfieber – jednego z najważniejszych niemieckich fenomenów ostatnich lat.</li>
<li><strong>Wormwitch &#8211; &#8222;Wormwitch”</strong><strong> &#8211; </strong>bardzo pozytywne zaskoczenie, które może przekonać niedowiarków powątpiewających w umiejętności kanadyjskiej kapeli Wormwitch. W tym roku ekipa uraczyła nas self-titled albumem, który prezentuje bardziej zaciekłe, bezkompromisowe i mocniejsze spojrzenie na melodyjny black metal.</li>
<li><strong>Nimbifer &#8211; &#8222;Der b​ö​se Geist” &#8211; </strong>na liście TOP10 nie mogło też zabraknąć debiutanckiego wydawnictwa, a wybór był spory, bowiem rok 2024 obfitował w nowe kapele na rynku metalowym. Jeśli mam kogoś wyróżnić, to mój wybór pada na niemiecki Nimbifer. „Der b​ö​se Geist” to hołd oddany norweskim klasykom blacku, pełen surowości i ziarna.</li>
<li><strong>Thou &#8211; &#8222;Umbilical” &#8211; </strong>Thou to ansambl, który na swoim koncie ma już ponad 50 wydawnictw, w tym głównie epki, splity i kompilacje, ale też sześć długograjów. Najnowsze LP o nazwie „Umbilical” to kolejny dowód na to, że zespół nie zbacza z wytyczonej ścieżki, ale wciąż nie boi się eksperymentować z nowymi elementami.</li>
<li><strong>Svar &#8211; &#8222;In the Land Called Night” &#8211; </strong>na polskim rynku pojawił się w tym roku debiutancki album krakowskiego Svar, czyli solowego projektu Kamila Bolesty. Placek pełen znanych i lubianych inspiracji drugą falą BM, który po raz wtóry udowadnia, że Polska metalem stoi. Bardzo przyjemna płyta – warto po nią sięgnąć.</li>
<li><strong>Psychonaut 4 &#8211;  &#8222;&#8230;of Mourning”</strong><strong> &#8211; </strong>przyznam bez bicia, że nie byłem nigdy wielkim fanem gruzińskiego Psychonaut 4, choć doceniałem ich ambitne podejście do DSBM. Ich najnowszy krążek wywarł jednak na mnie zaskakująco dobre wrażenie. Na „&#8230;of Mourning” depresyjne zawodzenie ustępuje dobrze skonstruowanym melodiom, odkrywając odświeżone oblicze zespołu.</li>
<li><strong>Mgła &#8211; &#8222;Torn Aether &#8211; Live Recordings 2013-2022”</strong><strong> &#8211; </strong>miało być nowe KSM, miała być nowa Mgła, no i po części jest. Z tym że dostaliśmy kompilację występów na żywo, stanowiącą ciekawy przegląd katalogu płyt M. i Darkside’a. Dwie godziny materiału live to wciąż tylko namiastka energii, jaką wyzwala Mgła na koncertach. Niemniej jednak jest to cenne wydawnictwo, które trzeba znać.</li>
</ol>
<p><iframe title="KANONENFIEBER - Die Urkatastrophe (FULL ALBUM STREAM)" src="https://www.youtube.com/embed/lwKE1vWgFlE" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"><span style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" data-mce-type="bookmark" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Annika Gucwa</strong></p>
<p>Tegoroczne podsumowanie wypadło u mnie mocno elektronicznie i gotycko. Nie samym metalem człowiek żyje, a muzyka może być przecież ciężka również dzięki ładunkowi emocjonalnemu czy konkretnemu, trzepiącemu po kościach beatowi.</p>
<p>Kolejność artystów alfabetyczna.</p>
<p><strong>Chelsea Wolfe &#8211; &#8222;She Reaches Out to She Reaches Out to She&#8221; &#8211; </strong>to, że Chelsea Wolfe nie ma na swoim koncie złych albumów, jest dla mnie oczywiste. Swoim najnowszym wydawnictwem jedynie ugruntowała swoją pozycję wśród moich faworytów 2024, a charakterystyczne dla artystki gitarowe granie w połączeniu z elektroniką stało się dla mnie ścieżką dźwiękową na całkiem sporo zimowych wieczorów.</p>
<p><strong>Dom Zły &#8211; “Ku Pogrzebaniu Serc” &#8211; </strong>black metalowa surowość i atmosferyczne partie w wykonaniu Domu Złego są po prostu bezbłędne. Przy odtwórczym charakterze wielu nowości wydawniczych w metalu jeszcze bardziej doceniam bezpośredniość i szczerość zespołu, podobnie jak ich talent do pisania ciężkich utworów niepozbawionych melodii.</p>
<p><strong>Ductape &#8211; “Echodrama” &#8211; </strong>wszystkich, którym z tureckim gotykiem kojarzy się jedynie <strong>She Past Away</strong>, od razu odsyłam do fenomenalnych Ductape. Głęboki damski wokal, chwytliwe partie gitary i hipnotyczne syntezatory na długo zatrzymały mnie przy tej płycie.</p>
<p><strong>Gesaffelstein &#8211; &#8222;Gamma” &#8211;</strong> jedyny minus tego albumu to metraż. Niecałe pół godziny to zdecydowanie za mało, żeby zasłuchać się w mrocznym techno najwyższej próby &#8211; choć i na to można przymknąć oko, słuchając utworów tak genialnych, jak <em>Mania</em> czy <em>Hysteria</em>.</p>
<p><strong>Justice &#8211; “Hyperdrama” &#8211;</strong> nie zliczę, ile razy wracałam do tego wydawnictwa. Po ośmiu latach studyjnej przerwy <strong>Justice</strong> wrócili z albumem, w którym zatraciłam się całkowicie, i który prezentowany na żywo doprowadza do zachwytu absolutnego, wylewu łez i tańca do upadłego. To się nazywa <em>love I can’t fake.</em></p>
<p><strong>Larmo &#8211; “Alarm” &#8211;</strong> od kiedy zobaczyłam występ Mirka na żywo w roli supportu przed <strong>Zamilską</strong>, regularnie wracam do tej płyty. Ciężki, industrialny beat, noise i techno – jest tutaj wszystko, czego potrzeba, by rozkręcić elektroniczny set na żywo, a przy tym na dobre pozostać w pamięci słuchaczy.</p>
<p><strong>Twin Noir &#8211; “2 Punks and a Tape Machine – Chapter 2” &#8211; </strong>po doświadczeniu ich koncertu na żywo pozostaję zachwycona ciężką pracą <strong>Twin Noir</strong> zarówno jeśli chodzi o występy, jak i tempo wydawania nowego materiału. Jasne, że ilość nie zawsze idzie w parze z jakością, jednak u <strong>Twin Noir</strong> oba niezmiennie pozostają na wysokim poziomie, a ich post-punkowy repertuar to klasa sama w sobie.</p>
<p><strong>Twin Tribes &#8211; “Pendulum” &#8211; </strong>chyba najlepszy jak dotąd album teksańskiego duetu. „Pendulum” łączy melancholię gotyku z post-punkową chwytliwością, a „piosenkowa” przystępność sąsiaduje tu obok dłuższych, świetnie przemyślanych utworów.</p>
<p><strong>Ultra Sunn &#8211; “US” &#8211; </strong>mało który zespół nagrywa darkwave tak idealnie nadający się do tańca, co <strong>Ultra Sunn</strong>. Belgijski band pisanie świetnych utworów ma chyba we krwi, podobnie jak dawanie doskonałych występów na żywo.</p>
<p><strong>Zeal&amp;Ardor &#8211; “Greif” &#8211; </strong>l<em>ast but not least</em>, świetne wydawnictwo od Zeal&amp;Ardor. Znajdziemy tu dźwiękowy i emocjonalny ciężar, kakofonię ekstremalnych odmian metalu wraz z czystym wokalem i obowiązkowymi chórami, w końcu luźne nawiązania do okultyzmu – czego chcieć więcej? <em>Stay weird.</em></p>
<p>Trzy wyróżnienia wśród EP na koniec:<br />
<strong>World, Interrupted &#8211; &#8222;When You See Me, Run” &#8211;</strong> polski nurt dark independent ma się świetnie, a World, Interrupted są na to kolejnym dowodem. Fantastyczny w wydaniu studyjnym i koncertowym duet nie zwalnia tempa, a ich najnowszą EPkę polecam fanom gatunku z całego serca.</p>
<p><strong>William Bleak &#8211; “Traumazone” &#8211; </strong>ależ tego świetnie się słucha! Genialny w swojej prostocie post-punk, którego doświadczenie w warunkach koncertowych zostanie chyba jednym z moich postanowień na 2025.</p>
<p><strong>Starless Void &#8211; &#8222;Starless Void” &#8211; </strong>doom metal najwyższej jakości. Materiał jest zaaranżowany w sposób pozbawiony dłużyzn i monotonii, a całości stanowi doskonały odsłuch.</p>
<p><iframe title="Zeal and Ardor - GREIF (Full album 2024)" src="https://www.youtube.com/embed/_XWRzbg8lU4" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"><span style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" data-mce-type="bookmark" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Paweł Lach</strong></p>
<p>Korzystam garściami z podobnych zestawień i weryfikuję listę rzeczy niesłusznie i przez nieuwagę pominiętych – przeczesywanie worka z nowościami to praca syzyfowa. Mam też zawsze wrażenie, że o czymś zapomniałem, a przecież w lutym katowałem w mroczne wieczory! Za łatwo muzyka do nas przychodzi, więc i łatwo ulatuje. I tym razem proszę potraktować moje typy, jako bardzo prywatne The Best Off 2024 (żadne tam silące się na obiektywizm próby wyłuskania <em>creme de la creme</em> muzyki hałasującej i dziwnej). Te płyty zapamiętałem, do nich będę jeszcze wracał po sylwestrowych balach i – oby! – przez kolejne lata. Zresztą czas to jedyna ich słuszna weryfikacja i rzadko kiedy podobne zestawienie przechodzi tę próbę.</p>
<p>Tradycyjnie podaję swe propozycje w kolejności alfabetycznej, zerkając jednocześnie, co tam koleżanki i koledzy proponują i co jeszcze wypada sprawdzić.</p>
<p><strong>Akhlys &#8211; &#8222;House of the Black Geminus&#8221;</strong> – szerzej omawiałem ten album w kvltowej recenzji i przyznałem 9/10 (a była to najwyższa nota, na jaką się pokusiłem w tym roku). Najnowszym krążkiem kapela potwierdza pozycję jednego z liderów podziemnej sceny, a jednocześnie dochodzi do piekielnych granic. Gęsta ściana dźwięku, patos, mrok, błądzenie w labiryncie koszmarów – tym razem także z industrialnymi wpływami. Szczęśliwie w 2024 zobaczyłem i usłyszałem <strong>Akhlys</strong> na żywo, więc ten rok kojarzy mi się z &#8222;House of the Black Geminus&#8221; przede wszystkim.</p>
<p><strong>Amyl and The Sniffers &#8211; &#8222;Cartoon Darkness&#8221;</strong> – poprzednim krążkiem Australijczycy wysoko zawiesili poprzeczkę i w 2024 znowu ją pokonali kangurzym skokiem. Z przytupem i do przodu – filozofii wielkiej tu nie ma. Krótkie piosenki bez wywijasów. Zadziorne punkowe granie, ale i przebojowe, z odpowiednio prowokującymi tekstami i teledyskami. A Amy Taylor dołączyła już do grona wybitnych rockowych frontmanek. Więcej takich pewnych siebie kobiet w mainstreamie, a ludzie znowu zaczną słuchać gitarowej muzyki!</p>
<p><strong>Blood Incantation &#8211; &#8222;Absolute Elsewhere&#8221;</strong> – o tej płycie sporo się mówiło, zbierała niemalże wyłącznie entuzjastyczne recenzje. Zapewne też pojawi się w wielu podsumowaniach. Ta mieszanka technicznego, pełnokrwistego death metalu z różnymi progrockowymi i krautrockowymi cytatami przemawia do mnie niemal bez zastrzeżeń. Wiem, że są malkontenci, którzy narzekają na pewne gatunkowe połączenia i rozwiązania na &#8222;Absolute Elsewhere&#8221;. Jednak chłopaki z <strong>Blood Incantation</strong> prywatnie słuchają tak różnej muzyki – polecam ich płytowe polecanki dla yutubowego kanału Amoeba – że mają z czego czerpać i niechaj robią to coraz śmielej.</p>
<p><strong>Chat Pile &#8211; &#8222;Cool World&#8221;</strong> – kto wie, czy nie najlepszy zespół w calutkim Ohio (US). A przynajmniej mój ulubiony zespół z Ohio. Ile znam jeszcze kapel stamtąd? Może i żadnej, ale <strong>Chat Pile</strong> mi wystarczy do szczęścia! Po znakomitym debiucie muzycy potwierdzili, że wiedzą jak grać brzydki, ale i kuszący zarazem sludge/noise rock z elementami awangardy i różnych styli, choć podany w chwytliwy (na ile to możliwe) sposób. W dodatku z zaangażowanymi tekstami pozbawionymi taniej dydaktyki.</p>
<p><strong>Opeth &#8211; &#8222;The Last Will and Testament</strong>&#8221; – lubię Opeth. Nawet więcej – cenię i akceptuję w różnych wydaniach, i jak dla mnie nigdy nie nagrali płyty poniżej pewnego (wysokiego) poziomu. Mimo – ponownie – częściowo growlowanych wokali,<strong> Mikael Akerlefdt</strong> raczej kontynuuje wątki typowe dla ostatniego okresu twórczości, niźli udaje, że następuje powrót do korzeni. Do tego dochodzą nietuzinkowi goście i ciekawy koncept lityczny. Choć zdążyłem się Szwedami nieco znudzić przez ostatnue lata, to jednak nieśmiało, bo nieśmiało powracam na łono Mikaela. Czy jednak wrzucę tę płytę do ulubionych krążków Opeth? Jak mawiał klasyk: &#8222;Czas pokaże, czas pokaże&#8230;&#8221;</p>
<p><strong>Spectral Voice &#8211; &#8222;Sparagmos&#8221;</strong> – bardzo klimatyczne, wciągające granie od Amerykanów z Denver. Od death/doom metalu (który w najwolniejszych fragmentach można opatrzyć śmiało przedrostkiem funeral) po blasty i intensywne uderzenie. Momentów wolnych tu więcej, ale <strong>Spectral Voice</strong> dba o niuansowanie swej propozycji. Niby to już było, niby znamy, ale przygniata ciężarem zmurszałego nagrobka, zmusza do żałobnej refleksji.</p>
<p><strong>Thaw</strong> &#8211; <strong>&#8222;Fading Backwards”</strong> – Thaw bawi, tumani, przestrasza! Doskonała płyta, kompozycyjnie, wykonawczo, produkcyjnie, konceptualnie. Udało się stworzyć magmę przykuwających i niepokojących zarazem dźwięków, w dodatku nieoczywistych i trudnych do jednoznacznych klasyfikacji. Się chłonie przez osmozę, nie analizuje, nie rozbiera na cząsteczki, raczej uczestnicząc w pewnym rodzaju muzycznym rytuale.</p>
<p><strong>Vemod &#8211; &#8222;The Deeping&#8221;</strong> – snujące się, jesienne, atmosferyczne granie na rubieżach black metalu. Bardziej romantyczna i nostalgiczna, jednak w żadnym momencie nie słodka pieśń norweskiej ziemi. Dłuuugo kazali czekać na kolejny album, ale nie rozczarowali rezultatem, a myślę, że wielu zachwycili.</p>
<p><strong>Vitriol &#8211; &#8222;Suffer &amp; Become&#8221;</strong> – Vitriol gra death metal w sposób nieszablonowy, techniczny, brutalny, dziki, niebezpieczny, ognisty. W dodatku Amerykanie sporo kombinują, wrzucają elementy z pozoru niepasujące – co jednych odstrasza, innych przyciąga. I o to chodzi.</p>
<p><strong>Worms Of Senses &#8211; &#8222;Give Up!&#8221;</strong> – szerzej omawiałem ten album w recenzji na łamach Kvlt, do której odsyłam zainteresowanych muzyką niebanalną, eklektyczną, inteligentnie skomponowaną, hałasującą na różne sposoby, ale nie przeładowaną pomysłami. Polak potrafi!</p>
<p><iframe title="Spectral Voice - Sparagmos (Full Album - Dark Descent Records 2024)" src="https://www.youtube.com/embed/njtEEyNtqpk" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"><span style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" data-mce-type="bookmark" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Joanna Pietrzak</strong></p>
<p>Fajny to był rok, pełen dobrych nowości. Może nie było dla mnie wielce spektakularnych, ale na pewno kilka albumów wartych zaznaczenia w podsumowaniach rocznych znajdzie swoje miejsce na stałe w moim czarnym sercu. Poniżej ledwie garstka, wierzchołek góry, i w moim uznaniu tyle wystarczy.</p>
<p><strong>Frank Carter &amp; The Rattlesnakes &#8211; &#8222;Dark Rainbow&#8221;</strong> &#8211; po beznadziejnie nijakim <em>Sticky</em> powrót Franka na rockowo-popowe tory bardzo mnie w minionym roku uszczęśliwił. Wydaje się, że Rudy pewnego pułapu popularności nie osiągnie w naszym pięknym kraju, ale zupełnie mi to nie przeszkadza.</p>
<p><strong>Blood Incantation &#8211; &#8222;Absolute Elsewhere&#8221; </strong>&#8211; ależ się uśmiechałam pod nosem, czytając spory w internetach, czy to wybitny album, czy jednak przesada i tak się nie godzi. Jak dla mnie to przesada, żeby nagrać tak wybitny album. Wspaniała, wstrętna, baaardzo progowa pozycja.</p>
<p><strong>Pure Reason Revolution</strong> &#8211; <strong>&#8222;Coming Up To Consciousness” </strong>&#8211; gdyby nie pewna audycja radiowa późnym wieczorem, zapomniałabym o istnieniu tego zespołu. Zdziwiła mnie ta nowość, jak i fakt, że wcale nie przepadli sto lat temu. Bardzo ładna, fajnie skrojona płyta, pozbawiona nie wiadomo jakich dłużyzn, charakterystycznych dla poprzednich średnio zjadliwych wydawnictw. Miłe wytchnienie.</p>
<p><strong>Amyl and The Sniffers &#8211; &#8222;Cartoon Darkness&#8221; </strong>&#8211; krótko, treściwie, z przytupem, a nawet chluśnięciem z liścia. Takiej dynamiki i energii tu oczekiwałam, a w bonusie świetne, przebojowe, wręcz hiciarskie melodyjki.</p>
<p><strong>Sivert Hoyem &#8211; &#8222;On an island&#8221;</strong> &#8211; piękny, melancholijny, momentami wyjątkowo delikatny i jednak smutny album wokalisty Madrugady przeszedł prawie bez echa, a szkoda. Niski głos Siverta koi serce i duszę, tym bardziej w wydaniu tak piosenkowym. Nie mylić z pościelówami, to zupełnie inny level.</p>
<p><strong>The Cure &#8211; &#8222;Songs of a Lost World&#8221; </strong>&#8211; zawsze lubiłam The Cure, ale że uda im się (z całym szacunkiem) w tym wieku zrobić coś tak wspaniałego, to nie przypuszczałam.</p>
<p><strong>Klone &#8211; &#8222;Unseen&#8221; </strong>&#8211; nadal lubię ładne piosenki z bardzo dobrą produkcją, oraz tak czyściutkie wokale. Klone nie zawsze dowozi, ale tym razem udało się w pełni.</p>
<p><strong>Ulcerate &#8211; &#8222;Cutting the Throat of God&#8221; </strong>&#8211; jest w tym albumie jakaś nieopisana patetyczność i całkowicie ją kupuję, choć wydawało mi się na początku, że dość, było, już nie popłynę w taką stronę. Ajendak, a jednak.</p>
<p><strong>Trentemoller &#8211; &#8222;Dreamweaver&#8221;</strong> &#8211; pewniaczek, jak zawsze. Świetna forma, doskonałe, przemyślane, oniryczne kompozycje.</p>
<p>Osobne wyróżnienia dla powracających na scenę<strong> Blindead23 &#8222;Vanishing&#8221; </strong>oraz<strong> Thaw &#8211; &#8222;Fading Backwards”</strong>, którzy dla mnie są utwierdzeniem w przekonaniu, że Polska pracowitym, pomysłowym metalem stoi i proszę mi tu nie marudzić, że tak nie jest. Duma!</p>
<p><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/bw3BKOZ8TZw?si=TJcR1CZcUhriVo43" width="560" height="315" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Hubert Pomykała</strong></p>
<p>Przyznaję, 2024 dostarczył sporo muzyki trafiającej w moje osobiste preferencje. Pisząc podobne słowa do poprzednich edycji naszego cyklicznego podsumowania, musiałem zazwyczaj sporo się nagłowić, ale tym razem obyło się bez większych trudności. Z nieskrywaną przyjemnością stwierdzam, że odpowiednie uporządkowanie kolejności 10 wybranych przeze mnie albumów z tego roku tym razem nie stanowiło większego problemu.</p>
<ol>
<li><strong>The Cure &#8211; &#8222;Songs of a Lost World&#8221;</strong> &#8211; lubię, kiedy zespoły wielkiego formatu wracają z nowym krążkiem w sposób, mimo wszystko dosyć niespodziewany, a jeszcze bardziej cieszą mnie premiery długo wyczekiwanych wydawnictw, które nagle okazują się jednymi z najlepszych w całej karierze danej grupy. I taką właśnie płytę 1 listopada 2024 dostarczyło nam The Cure. Moim zdaniem <em>Songs of a Lost World</em> to kolejny evergreen Brytyjczyków, a także rzecz godna statusu klasyka już od dnia premiery.</li>
<li><strong>Jerry Cantrell &#8211; &#8222;I Want Blood&#8221; </strong>&#8211; tak jak w 2024 The Cure, doskonały powrót po latach zaliczyło niegdyś <strong>Alice in Chains</strong>, prezentując światu 15 lat temu doskonałe, przepełnione emocjami <em>Black Gives Way to Blue</em>. Kilka lat później solową karierę wznowił również główny kompozytor AiC, gitarzysta oraz wokalista Jerry Cantrell. Zaznaczę, że blondwłosy Jurek nie wydał wcześniej żadnego kiepskiego krążka, ale uważam, że tegoroczne <em>I Want Blood</em> to jego najlepsze dzieło, a także pozycja obowiązkowa dla wszystkich wielbiących legendarny kwartet z Seattle. Dorzucę, że mimo wszystko nie zgadzam się z obiegową opinią, iż numery z IWB można byłoby z powodzeniem wydać na kolejnej płycie Alicji.</li>
<li><strong>TOŃ – &#8222;Korzenie&#8221;</strong> &#8211; dawno nie byłem świadkiem tak ekscytującego debiutu na rodzimym poletku. Okazuje się, że możliwe jest godne pożenienie patentów rodem z mainstreamowego popu, post-rocka, doom metalu oraz stonera. O <em>Korzeniach</em> napiszę więc krótko: to po prostu przepiękna, chwytająca za serce płyta. Idźcie i przesłuchajcie ją wszyscy. Zróbcie sobie tę przyjemność, chociaż niewykluczone, że zdarzy się także uronić niejedną łzę.</li>
<li><strong>Halny – &#8222;Zawrat&#8221;</strong> &#8211; bodaj największą siłą Halnego jest umiejętność do upiększania wysmakowanymi wstawkami instrumentalnymi typowo black metalowej kanwy. To między innymi dlatego <em>Zawrat</em> jest płytą niezwykle melodyjną, skomponowaną z pewnym wyczuciem i wrażliwością. Jak dla mnie wszystkie te składowe mogą stanowić przepis na sukces. Życzę go zresztą owej ekipie z Opola, gdyż miałem okazję oglądać jej koncert całkiem niedawno, a konkretniej w drugiej połowie grudnia 2024. Uświadomiono mi wówczas, że Halny potrafi dawać dobre występy (i nie przeszkodziła mu w tym nawet „awaria” bębna basowego), a nowe kompozycje kontynuują wątki z <em>Zawratu</em>. I bardzo dobrze!</li>
<li><strong>Deus Mortem – &#8222;Thanatos&#8221;</strong> &#8211; tylko oni w tym kraju potrafią tak grać. Necrosodom i jego kompani zaserwowali nam jedną z najlepszych płyt w swojej karierze, a zainspirowane stylistyką retro brzmienie absolutnie nie odejmuje poszczególnym utworom. Jest wręcz odwrotnie, gdyż owa nadana w studiu stylistyka nakreśla pewien szczególny, natychmiast rozpoznawalny sznyt. Nie wierzę, że ktoś jest w stanie przejść obok tego albumu obojętnie.</li>
<li><strong>David Gilmour &#8211; &#8222;Luck and Strange&#8221;</strong> &#8211; nie przepadam zbytnio za niektórymi płytami<strong> Pink Floyd</strong>, ale solowa twórczość Gilmoura zawsze pozostawała bliska memu sercu. To zadziwiające, że ten facet w takim wieku (w marcu skończy 79 lat!) nadal się nie poddał, a na dodatek dostarczył nam TAKI album.</li>
<li><strong>Death Like Mass &#8211; &#8222;The Lord of Flies&#8221;</strong> &#8211; krążek, którym nie sposób się znudzić. Rewelacyjne riffy, pomysłowo zrealizowana, niemalże garażowo brzmiąca perkusja i górujące nad nią wokale przykuwają uwagę już od pierwszych dźwięków. Od <em>The Lord of Flies</em> nie mogłem się od oderwać już po pierwszym odsłuchu, a niniejszy album został ze mną na wiele kolejnych sesji. Co więcej, jego zawartość towarzyszyła mi również w trakcie prac nad niniejszą listą.</li>
<li><strong>Alcest &#8211; &#8222;Les Chants de l&#8217;Aurore&#8221; </strong>&#8211; można by rzec: ot, kolejna, niczym niezaskakująca, ale jednak równa płyta Francuzów. Być może nie jest ona aż tak znakomita, jak większość wcześniejszych dokonań Alcest, ale to wciąż świetna rzecz. Jej zawartość niewątpliwie broni się także na żywo, co potwierdzi zapewne zdecydowana większość osób, która tak jak i ja miała przyjemność oglądać Neige’a oraz kolegów w listopadzie 2024 w Proximie.</li>
<li><strong>Deivos – &#8222;Apophenia&#8221;</strong> &#8211; Lublin metalem stoi. Kapitalnie brzmiąca zawartość <em>Apophenii</em> chwyta za bebechy i nie odpuszcza do ostatniego dźwięku. Death metal najwyższej próby, świetnie zagrany, a także doskonale zaaranżowany. Zero dłużyzn i miejsca na monotonię.</li>
<li><strong>Blindead 23 – &#8222;Vanishing&#8221;</strong> &#8211; mimo że pierwsze wydawnictwo <strong>Blindead 23</strong> nie jest pozbawione niedoskonałości,<em> Vanishing</em> zarówno jako całość, jak i singlowo, wciąż broni się całkiem nieźle. Przy czym nadal nie jestem w stanie traktować owych trzech, premierowych kompozycji inaczej niż wyłącznie w charakterze preludium pełnoprawnego albumu zrewitalizowanego (a może zredefiniowanego) zespołu. Tylko czy longplay spełni pompowane z miesiąca na miesiąc oczekiwania?</li>
</ol>
<p><iframe title="TOŃ - Korzenie (full album)" src="https://www.youtube.com/embed/_74kFBEaMUY" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"><span style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" data-mce-type="bookmark" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz Walas</strong></p>
<p>Jaki był mój muzyczny rok 2024? Klasycznie – znalazłby się niemały stosik płyt, których odsłuchanie przed spisaniem podsumowania uważałem za niezbędne, a z którymi jednak zapoznać się nie zdążyłem. Tym co udało mi się usłyszeć, jestem usatysfakcjonowany. Łapcie więc listę dziesięciu wydanych w ubiegłym roku płyt, które wywarły na mnie największe wrażenie.</p>
<p>(kolejność mniej lub bardziej przypadkowa)</p>
<p><strong>The Cure – &#8222;Songs of a Lost World”</strong> &#8211; swoje wrażenia opisałem już w recenzji tej płyty, tutaj więc podsumuję krótko – powiedzieć, że strasznie długo wyczekiwany powrót zespołu Roberta Smitha sprostał oczekiwaniom, to jak nie powiedzieć nic. Po blisko 50 latach kariery wydać jedną ze swoich najlepszych płyt, to trzeba umieć.</p>
<p><strong>Hippotraktor – &#8222;Stasis”  </strong>&#8211; do premiery płyty Cure uważałem <em>Stasis</em> za najlepszą płytę 2024 roku. Post/sludge’owa załoga z Belgii po raz kolejny dowiozła i dostarczyła płytę pełną powalających na łopatki i rozgniatających słuchacza jak robaka petarda.</p>
<p><strong>Marilyn Manson – &#8222;One Assassination Under God – Chapter I”</strong> &#8211; kariera tego pana wydawała się już skończona, on jednak nie tylko wrócił, ale zrobił to we wspaniałym stylu. Nowa płyta Marilyn Manson nawiązuje do początkowych lat kariery muzyka i jego zespołu – zarówno muzycznie, jak i poziomem.</p>
<p><strong>Halny – &#8222;Zawrat”</strong> &#8211; debiut roku w naszym kraju w kategorii „black metal” i chyba najjaśniej świecąca perła w katalogu Via Nocturna. Klimatyczny, wciągający i świetnie zagrany strzał właściwie znikąd – takie niespodzianki lubię najbardziej.</p>
<p><strong>Zorza – &#8222;Hellven” &#8211;</strong> no to jeszcze jedna pozycja z rodzimej sceny, również black metalowa i również debiut, tyle że w tym przypadku pełnowymiarowy. <strong>Zorza</strong> na swoim pierwszym pełniaku pokazała, ile piękna może kryć się w black metalu, jeśli tylko odpowiednio ubarwić go melodiami.</p>
<p><strong>Deus Mortem – &#8222;Thanatos”</strong> &#8211; w roku, w którym Deus Mortem wydaje nowy materiał, jedna pozycja do podsumowania jest zawsze pewniakiem. <em>Thanatos</em> to nieco łagodniejsze oblicze zespołu, podlane heavy metalowymi oraz wręcz rockowymi melodiami. Zatwardziali kvce mogą kręcić nosem, ja nie mam nic przeciwko, a wręcz przeciwnie – podoba mi się to, i to bardzo.</p>
<p><strong>Alcest – &#8222;Les chants de l’aurore”</strong> &#8211; Alcest nagrał kolejną płytę na poziomie Alcest – tym, którzy zespół Neige’a znają, to powinno wystarczyć za rekomendację.</p>
<p><strong>1000mods – &#8222;Cheat Death”</strong> &#8211; nowa płyta zespołu musiała trochę dojrzeć w mojej głowie, koniec końców kupuję ją jednak w całej okazałości. Są tu charakterystyczne dla nich piaszczyste brzmienia, są też te tak zwane „bangery”, które na koncercie urwały mi łeb. Kolejna świetna pozycja w niewielkiej dyskografii Greków.</p>
<p><strong>Jerry Cantrell – &#8222;I Want Blood”</strong> &#8211; legenda grunge’u swoją nową płytę zapowiedziała dość niespodziewanie, spodziewać można się było za to bardzo mocnej pozycji. Tak też się stało – prawdę powiedziawszy, z całej solowej działalności Cantrella to chyba jego najnowsze dziecko „siedzi” mi najbardziej.</p>
<p><strong>Dom Zły – &#8222;Ku pogrzebaniu serc”</strong> &#8211; znakomity, pełen emocji krążek, który jeszcze bardziej zyskuje w warunkach koncertowych. Dla fanów post-metalu pozycja obowiązkowa.</p>
<p><iframe title="JERRY CANTRELL - I WANT BLOOD (2024) (FULL ALBUM)" src="https://www.youtube.com/embed/Jmkt-U00lkw" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"><span style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" data-mce-type="bookmark" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Damian &#8222;Synu&#8221; Wiśniewski</strong></p>
<p>Tworzenie podsumowania płytowego to jak zwykle mocno problematyczne i mało wdzięczne zadanie. Nie dość, że człowiek uświadamia sobie, jak nieubłaganie mija czas i jak wielu rzeczy nie udało się przesłuchać na bieżąco, to jeszcze zmuszony jest do wyboru tych najciekawszych/najbardziej zajmujących/najczęściej słuchanych rzeczy. Kluczem w doborze mojej 10-tki był chyba głównie ten ostatni czynnik. Nie chcąc więc przesądzać o wyższości jednych płyt nad drugimi, podrzucam mój top albumów, którym poświęciłem w 2024 najwięcej uwagi.</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p><strong>Deus Mortem – &#8222;Thanatos&#8221;</strong> – najbardziej przystępny i rockowy album w dorobku Necrosodoma, nie oznacza to jednak, że jakościowo mniej udany. Wręcz przeciwnie, <em>Thanatos</em> to odważny i stanowczy manifest artystyczny, będący perełką wśród tegorocznych premier polskiego black metalu.</p>
<p><strong>Actum Inferni / Gniew &#8211; &#8222;Antidotum Na Życie&#8221;</strong> – bo nie samymi longplayami człowiek żyje. Dwa premierowe numery Draconisa zrobiły mi w tym roku bardziej, niż niejedna duża płyta z gatunku czarnego metalu. Niby tylko 20 minut materiału, a tyle dobra.</p>
<p><strong>Death Like Mass &#8211; &#8222;The Lord of Flies&#8221;</strong> – krok za Deus Mortem, jednak z podobnie wyraźnym (a nawet wyraźniejszym) piętnem Diabła wypalonym w muzyce. Mark of the Devil jest prawdziwym posłańcem Belzebuba, dysponującym kluczami do wrót piekła. Na <em>The Lord of Flies</em> otwiera je wraz z T. Kaosem i Menthorem na oścież.</p>
<p><strong>Odium Humani Generis – &#8222;Międzyczas&#8221;</strong> – może nie od razu, ale z czasem polubiłem się z atmosferyczną podróżą do lasu, którą przy akompaniamencie klasycznych norweskich riffów zaserwowali w tym roku muzycy <strong>Odium Humani Generis</strong>. Międzyczas kojarzy mi się też mocno ze starą Furią, a że na powrót do tych klimatów w oryginale nie ma raczej szans, przyjmuje tak gustowne nawiązania z otwartymi ramionami.</p>
<p><strong>Poroniec – &#8222;W Połogu&#8221;</strong> – każdemu z nowopowstałych (a przecież jest ich bez liku) zespołów black metalowych w PL można by życzyć takiego debiutu. Równa, przemyślana i bardzo wciągająca płyta, z ciekawą i nieoczywistą dla gatunku oprawą graficzną.</p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p><strong>Spectral Wound &#8211; &#8222;Songs Of Blood And Mire&#8221;</strong> – można mieć wrażenie, że Kanadyjczycy po raz kolejny nagrywają ten sam album, jednak zupełnie nie przeszkadza mi w tym przypadku doskonalenie pieczołowicie wypracowanego stylu. Łączenie klasycznych black metalowych wzorców z diabelną przebojowością i melodyjnością wciąż wychodzi <strong>Spectral Wound</strong> znakomicie. Z niecierpliwością czekam na zbliżające się koncerty w Polsce.</p>
<p><strong>Dool &#8211; &#8222;The Shape Of Fluidity&#8221;</strong> – jedna z najbardziej intrygujących i czarujących rockowych premier minionego roku. Znakomita kompozycyjnie, broniąca się zarówno studyjnie, jak i scenicznie (sprawdzone podczas koncertu u boku Hangsman’s Chair w Poznaniu). Zasłużony rozgłos i niecierpliwe oczekiwanie na ciąg dalszy.</p>
<p><strong>Marilyn Manson &#8211; &#8222;One Assassination Under God – Chapter 1&#8221;</strong> – powracający z muzycznej i obyczajowej banicji Brian Warner zaserwował fanom swój najlepszy album od czasu <em>The Pale Emperor</em>. Każdy numer na <em>One Assassination..</em> to hicior, dowodzący, że naczelny niegdyś skandalista światowej sceny rockowej wciąż ma dużo do zaoferowania.</p>
<p><strong>Ulcerate &#8211; &#8222;Cutting the Throat of God&#8221;</strong> – w death metalowym garnuszku nie przewinęło się u mnie w tym roku zbyt wiele pozycji, jednak między ostatnim <strong>Nile</strong>, <strong>Blood Incantation</strong> i <strong>Black Curse</strong>, swoim blaskiem zabłysnął też ostatni album <strong>Ulcerate</strong>. Nowozelandzcy wizjonerzy gustownie połączyli pełen duszności i dysonansów death metal z przestrzenią, klimatem i majestatyczną doniosłością, spajając wszystkie elementy w idealnej harmonii.</p>
<p><strong>Jerry Cantrell – &#8222;I Want Blood&#8221;</strong> – lider <strong>Alice In Chains</strong> jest dla mnie jednym z rockowych bohaterów, który mimo upływu lat, ani myśli schodzić z muzycznego piedestału. Czwarty solowy album artysty to potwierdzenie jego błyskotliwości i wielkiego talentu. 9 wspaniałych, chwytających za serducho kompozycji. Koncert na Mystic Festival jest jednym z moich tegorocznych must see.</p>
<p><iframe title="DEUS MORTEM Thanatos (Full Album)" src="https://www.youtube.com/embed/OhbnrSKZOhg" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"><span style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" data-mce-type="bookmark" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<hr />
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2024-wg-redakcji-kvlt/">Podsumowanie roku 2024 wg redakcji KVLT</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2024-wg-redakcji-kvlt/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>ACTUM INFERNI / GNIEW &#8211; &#8222;Antidotum na życie&#8221; (2024)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/actum-inferni-gniew-antidotum-na-zycie-2024/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/actum-inferni-gniew-antidotum-na-zycie-2024/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Synu]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 29 Oct 2024 20:11:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Actum Inferni]]></category>
		<category><![CDATA[Antidotum na życie]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Draconis]]></category>
		<category><![CDATA[gniew]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=311249</guid>

					<description><![CDATA[<p>Już przy okazji recenzji Uzurpatora niebiańskiego tronu zaznaczałem, że zupełnie nie przeszkadza mi fakt prowadzenia przez Draconisa „poplagowej” działalności w formie dwóch&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/actum-inferni-gniew-antidotum-na-zycie-2024/">ACTUM INFERNI / GNIEW &#8211; &#8222;Antidotum na życie&#8221; (2024)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Już przy okazji recenzji <em><strong>Uzurpatora niebiańskiego tronu</strong></em> zaznaczałem, że zupełnie nie przeszkadza mi fakt prowadzenia przez <strong>Draconisa</strong> „<em>poplagowej</em>” działalności w formie dwóch bliźniaczych, równoległych zespołów – <strong>Actum Inferni</strong> i <strong>Gniew</strong>. Nie inaczej jest też z najnowszym wydawnictwem olsztynianina, które przybrało formę splitu obu wspomnianych projektów.</p>
<p>Chyba tylko sam autor zna klucz rozróżniający prezentowane wcielenia, gdyż utwory zamieszczone na<em><strong> Antidotum na życie</strong> </em>różnią się jedynie niuansami, przez co w ślepym teście trudno byłoby przyporządkować poszczególne kawałki do jednego, bądź drugiego wcielenia black metalowca z Warmii.</p>
<p>Ważniejsze jest dla mnie jednak to, że oba numery ze splitu utrzymują poziom <em><strong>Uzurpatora niebiańskiego tronu</strong> </em>i <em><strong>Konsylium oprawców</strong></em>, zawierając dokładnie to, czym <strong>Draconis</strong> zaskarbił sobie moją sympatię jeszcze w czasach <strong>Plagi</strong>. Z jednej strony muzyk czerpie garściami z klasycznego, leśno/piwnicznego black metalu drugiej fali, z drugiej dowozi hojnie turbo chwytliwymi, płynącymi bardzo naturalnie i siadającymi od strzału melodiami (takie solo i wyciszająca końcówka w pierwszym numerze to przecież czystej próby złoto).</p>
<p>Dodając do tego urokliwe, polskie teksty (warto zwrócić uwagę na szczególną dbałość o rytmiczną harmonię liryków i muzyki) i stylową oprawę graficzną, po raz kolejny dostajemy materiał, którego słucha się po prostu znakomicie.</p>
<p>Oceny nie wystawiam tylko ze względu na metraż wydawnictwa (zasady ponad wszystko!), nie ulega jednak wątpliwości, że ta byłaby wysoka. Mocna polecanka i murowany kandydat na roczną listę podsumowującą.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/actum-inferni-gniew-antidotum-na-zycie-2024/">ACTUM INFERNI / GNIEW &#8211; &#8222;Antidotum na życie&#8221; (2024)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/actum-inferni-gniew-antidotum-na-zycie-2024/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>ACTUM INFERNI &#8211; &#8222;Uzurpator niebiańskiego tronu&#8221; (2023)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/actum-inferni-uzurpator-niebianskiego-tronu-2023/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/actum-inferni-uzurpator-niebianskiego-tronu-2023/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Synu]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 10 Jan 2024 22:08:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Actum Inferni]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Draconis]]></category>
		<category><![CDATA[gniew]]></category>
		<category><![CDATA[Plaga]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Societas Oculorum Arcanorum]]></category>
		<category><![CDATA[Uzurpator niebiańskiego tronu]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=294760</guid>

					<description><![CDATA[<p>Początek nowego roku to zwykle czas nadrabiania zaległości płytowych. Jedną z nich jest w moim przypadku album Uzurpator niebiańskiego tronu, który światło&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/actum-inferni-uzurpator-niebianskiego-tronu-2023/">ACTUM INFERNI &#8211; &#8222;Uzurpator niebiańskiego tronu&#8221; (2023)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;">Początek nowego roku to zwykle czas nadrabiania zaległości płytowych. Jedną z nich jest w moim przypadku album <em><strong>Uzurpator niebiańskiego tronu</strong></em>, który światło dzienne ujrzał we wrześniu 2023. Cieszę się niezmiernie, że płyta ta nie umknęła mi w gąszczu tytułów nieprzesłuchanych, bo to kawał naprawdę fantastycznego grania.</p>
<p><strong>Actum Inferni</strong> to macierzysty (powstały jeszcze w 2003 roku) projekt <strong>Draconisa</strong>, znanego m.in. z <strong>Plagi</strong> i <strong>Gniewu</strong>, a to już samo w sobie powinno być dla sympatyków polskiego black metalu wystarczającą rekomendacją. I nawet odrobinę nie przeszkadza mi fakt, że niezależnie od szyldu, muzyka warmińskiego artysty utrzymana jest w niemal identycznej konwencji, sam bowiem odnajduję się w niej doskonale, za każdym razem odnotowując zbliżony poziom satysfakcji.</p>
<p><em><strong>Uzurpatora niebiańskiego tronu</strong></em> charakteryzuje rozpoznawalne dla <strong>Draconisa</strong> podejście do klasycznej czarnej sztuki, gdzie jadowite i chłoszczące z siłą i precyzją pokutnego bicza (o którym traktuje zresztą jednej z utworów) kompozycje odznaczają się niebywałą melodyjnością (ba, zdarzają się w nich wręcz <em>maidenowe</em> solówki), chwytliwością i przyswajalnością. Płyta zagnieżdża się w głowie niemal od pierwszego przesłuchania, z każdym kolejnym coraz wygodniej się tam urządzając. Uroku całości niezmiennie dodają polskie teksty, miejscami czarująco naiwne i wsobne, niepozbawione jednak specyficznej, pełnej miłości do lat 90-tych aury, dzięki której w tej stylistyce sprawdzają się znakomicie.</p>
<p>Warto też zauważyć, że przy całym tradycjonalizmie gatunkowym, druga płyta <strong>Actum Inferni</strong> odznacza się zaskakująco wysokim poziomem technicznym i wykonawczym. Zarówno praca gitary (<em>vide</em> solówka w pierwszym kawałku, początek trzeciej kompozycji, czy instrumentalny utwór tytułowy), jak i perkusja obsadzona przez utalentowanego <strong>Krzysztofa Klingbeina </strong>&#8211; podobnie jak produkcja albumu &#8211; zasługują z całą pewnością na osobną wzmiankę.</p>
<p>Kapitalna płyta, którą z czysty sumieniem zamieściłbym w suplemencie do przygotowanego ostatnio podsumowania roku 2023. Jeśli, podobnie jak ja, dotychczas nie sięgaliście po ten album, zachęcam do natychmiastowego postanowienia poprawy.</p>
<p><iframe title="Actum Inferni - Uzurpator Niebiańskiego Tronu (Full Album Premiere)" src="https://www.youtube.com/embed/ea56-JWh-Oc" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"><span style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" data-mce-type="bookmark" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/actum-inferni-uzurpator-niebianskiego-tronu-2023/">ACTUM INFERNI &#8211; &#8222;Uzurpator niebiańskiego tronu&#8221; (2023)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/actum-inferni-uzurpator-niebianskiego-tronu-2023/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Gniew &#8211; debiutancki materiał muzyków z formacji Plaga, Actum Inferni, Leichengott</title>
		<link>https://kvlt.pl/newsy/underground/gniew-debiutancki-material-muzykow-z-formacji-plaga-actum-inferni-leichengott/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/newsy/underground/gniew-debiutancki-material-muzykow-z-formacji-plaga-actum-inferni-leichengott/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 03 Apr 2022 19:04:44 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Underground]]></category>
		<category><![CDATA[Actum Inferni]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[gniew]]></category>
		<category><![CDATA[Konsylium oprawców]]></category>
		<category><![CDATA[Leichengott]]></category>
		<category><![CDATA[odsłuch]]></category>
		<category><![CDATA[Plaga]]></category>
		<category><![CDATA[polska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=246427</guid>

					<description><![CDATA[<p>Olsztyńska horda Gniew, za którą stoją muzycy z takich formacji jak Plaga, Actum Inferni, Leichengott czy Leichengott wydali swój debiutancki materiał. EPka&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/newsy/underground/gniew-debiutancki-material-muzykow-z-formacji-plaga-actum-inferni-leichengott/">Gniew &#8211; debiutancki materiał muzyków z formacji Plaga, Actum Inferni, Leichengott</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Olsztyńska horda <strong>Gniew</strong>, za którą stoją muzycy z takich formacji jak <strong>Plaga</strong>, <strong>Actum Inferni</strong>, <strong>Leichengott</strong> czy <strong>Leichengott</strong> wydali swój debiutancki materiał. EPka <em><strong>Konsylium oprawców </strong></em>jest utrzymana w stylistyce surowego black metalu znanego między innymi z poprzednich projektów. Album ukazał się 25 marca własnym nakładem i jest dostępny w formie digipacka na oficjalnym <a href="https://gniewblackmetal.bandcamp.com/"><em>bandcamp</em> </a>zespołu.</p>
<p><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/_XfwwdsTg2I" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Tracklista:<br />
01. Prowadzony na szafot<br />
02. Tormentum Aeternum<br />
03. Konsylium oprawców</p>
<p><img decoding="async" class="alignnone wp-image-246429 size-full" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2022/04/Gniew-Cover.jpg" alt="" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2022/04/Gniew-Cover.jpg 1082w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2022/04/Gniew-Cover-300x270.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2022/04/Gniew-Cover-800x720.jpg 800w" sizes="(max-width: 1082px) 100vw, 1082px" /></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/newsy/underground/gniew-debiutancki-material-muzykow-z-formacji-plaga-actum-inferni-leichengott/">Gniew &#8211; debiutancki materiał muzyków z formacji Plaga, Actum Inferni, Leichengott</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/newsy/underground/gniew-debiutancki-material-muzykow-z-formacji-plaga-actum-inferni-leichengott/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
