<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>album review - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/album-review/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/album-review/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Wed, 12 Aug 2026 08:30:07 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>album review - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/album-review/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>ABAZUS &#8211; &#8222;Subcarpathia&#8221; (2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/abazus-subcarpathia-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/abazus-subcarpathia-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maciek Masta]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 15 May 2026 12:40:35 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Abazus Subcarpathia]]></category>
		<category><![CDATA[AI]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Leszek Konklewsk]]></category>
		<category><![CDATA[music created by AI]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja płyty]]></category>
		<category><![CDATA[Symphonic Black Metal]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=349037</guid>

					<description><![CDATA[<p>Muzyka to taka forma sztuki, w której tylko utwory idealne zapadają w pamięć i lądują na półkach opisanych jako „dzieło wiekopomne&#8221;. Bo&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/abazus-subcarpathia-2026/">ABAZUS &#8211; &#8222;Subcarpathia&#8221; (2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Muzyka to taka forma sztuki, w której tylko utwory idealne zapadają w pamięć i lądują na półkach opisanych jako „dzieło wiekopomne&#8221;. Bo w utworach muzycznych wystarczy jedna fałszywa nuta, jeden źle postawiony krok lub jedno niedociągnięcie, żeby dysonans tego potknięcia zabił całe piękno i strącił je w bezmiar nicości. Chyba żadna inna dziedzina sztuki nie eksponuje pomyłek twórczych artysty w sposób tak brutalny. I dlatego tak muzykę kocham.</p>
<p><strong>Abazus </strong>(co do zasady jednoosobowy projekt niejakiego<strong> Leszka Konklewskiego</strong>) pojawił się w moim życiu znikąd. Nagle algorytm podsunął mi jeden kawałek, a wraz z nim strumień pomyj i sarkastycznych komentarzy. Wszystkie na temat stosowania sztucznej inteligencji do tworzenia nie tylko teledysków, ale i samej muzyki. Zastrzygłem więc uszami i wziąłem się za odrabianie zaległości. Bo nic tak mnie nie bawi, jak włożenie kija w mrowisko i wyartykułowanie opozycyjnej opinii, gdy tylko jest taka możliwość. Jednocześnie postanowiłem się dowiedzieć co nieco o samym twórcy. Pogrzebałem w Internecie i znalazłem takie oto stwierdzenia autorstwa samego <strong>Abazusa</strong>: że ludzie są zacofani, że nagrywanie w rzeczywistości jest droższe i że miks i mastering jest możliwy w AI, więc trzeba z tego skorzystać, oraz że takie właśnie działania to forpoczta nowych trendów, niczym symfoniczny black metal w latach dziewięćdziesiątych. A także że (źródło: FB, wpis z 16 lutego, pisownia oryginalna) „<em>ten projekt powstał iż promować muzykę oraz piękne tereny podkarpacia</em>&#8222;&#8230; No „iż” właśnie&#8230;</p>
<p>Przygodę swoją z <strong>Abazusem</strong> rozpocząłem od kawałka <strong>Gravefire</strong>. I faktycznie klimat tego utworu, choć mocno lukrowany, zarówno w warstwie melodyjnej, jak i wizualnej od pierwszych sekund wpadł w moją głowę niczym <strong>Moon in the Scorpio</strong> równe 30 lat temu. Naprawdę przeżyłem szok. Wszystko jest w nim po prostu idealnie. Wszystko, gdyby nie kilka niezbyt drobnych niestety detali.</p>
<p>To, że perkusja miejscami wydaje się być bardziej błędem systemu niż dziełem człowieka, pozwolę sobie przemilczeć. O sławetnych „pierdach&#8221; naczytacie się w necie wystarczająco. Niemniej nie tylko takie „odgłosy&#8221; niszczą klimat <strong>Gravefire</strong> niewybaczalnie. Przede wszystkim (choć nie w <strong>Gravefire</strong> najbardziej) muzykę <strong>Abazusa</strong> zniszczył on sam, wybierając miksowanie i mastering w wykonaniu algorytmów realizujących to pewnie gdzieś na indyjskiej prowincji. A mógł chłop wziąć człowieka z krwi i kości, żyjącego muzyką i wkładającego w swoją pracę (poza sporą dozą wiedzy technicznej) serce, duszę i zaangażowanie. Za garść srebrników sprzedał <strong>Leszek</strong> pomysł tak wybitny, że spokojnie umieściłbym go w tegorocznym podsumowaniu muzycznym. Nie wierzycie? „Posłuchajcie&#8221; (cudzysłów, bo słuchać to się tego nie da) chociażby <strong>Frozen</strong>, <strong>Icefall</strong> albo <strong>Cold</strong>. Te utwory stały się asłuchalną miałką papką – choć same pomysły są świetne, linie melodyczne spójne, a lukrowana nieco estetyka kupi wszystkich miłośników symfoniki. Sztuczna inteligencja wzięła wszystkie instrumenty wraz z wokalem, zmieliła je okrutnie, przemieszała i wrzuciła do jednego garnka tak, że takie na przykład gitary zniknęły w tej dźwiękowej brei zupełnie. Selektywności zarówno w tych, jak i w pozostałych kawałkach jest tyle, co w słynnym bieszczadzkim błocie, które okleja koła rowerów i buty piechurów jak żadne inne na świecie. Nie wspomnę już o różnej głośności poszczególnych kawałków. A może to nie głośność, tylko jakość nagrania powoduje, że jedne utwory słyszę, a innych nie bardzo.</p>
<p>Z drugiej strony mamy jednak naprawdę genialne, brudne, wściekłe i podszyte autentyczną złością wokale. Tuż obok plasują się piękne, czyste kobiece chórki, niewinne i krystaliczne niczym krople porannej rosy. Słuchając tego tandemu balansujemy pomiędzy najczarniejszym piekłem a świetlistym rajem. Partie gitar (oczywiście tam, gdzie je słychać) zaaranżowane są nietuzinkowo i z klarownym pomysłem. Aż szkoda, że Pan „ej ej” nie zdecydował się ich wyeksponować. Posłuchajcie chociażby <strong>A Sky that Never Answers </strong>(zdecydowanie numer jeden na płycie), <strong>Silent Night</strong>,<strong> Wolves</strong> czy sztandarowego chyba <strong>Gravefire</strong>. Tworzące ten cały klimat klawisze dają radę, a linia perkusji czasem jest naprawdę dobra (<strong>Ashen Moon</strong>), czasem jest nijaka, a czasem zrobiono z niej coś, lecz nie wiadomo jeszcze co. Szkoda, bo sekcja rytmiczna to fundament dobrego utworu, a tu mamy posadowienie na jakiejś bliżej nieokreślonej kupie gruzu.</p>
<p>Teledyski są jedną wielką szmirą. Autor nie kryje jednak tego konceptu, więc rogi wyrastają ludziom z głów, a ręce płoną niczym suche gałązki. O braku synchronizacji ruchu ust czy riffów gitar z muzyką nie wspomnę. Czegóż jednak oczekiwać w czasach, gdzie cały Instagram czy Tiktok to przerysowana i oklepana kiczowata tandeta, w której kocha się cały świat. A biorąc pod uwagę fakt, że klipy z <strong>Subcarpathii</strong> wyświetlane będą wyłącznie w sieci, należy stwierdzić, że w tym zakresie <strong>Abazus</strong> wpasował się trendami w punkt.</p>
<p>Najciężej jednak debiut <strong>Abazusa</strong> podsumować. Z jednej strony mamy do czynienia z genialnym konceptem muzycznym, może nieco wyświechtanym, ale wciąż wybitnym. Każdy z jedenastu kawałków to świetny, wewnętrznie spójny, energiczny i pełen pięknie odmalowanych huraganów sprzecznych uczuć. W każdym z numerów znajdziemy pierwiastek absolutu, świeżość i pomysłowość autora. Z tego opisu wyłania się płyta roku z ogromnym potencjałem na dalsze sukcesy. Takie 10/10 bez większej przesady. Niestety z drugiej strony tej superprodukcji mamy produkcję po prostu denną. Melodyka i instrumenty spłaszczone zostały brutalnie i nieodwracalnie, a kilku kawałków wręcz ciężko jest słuchać. Naprawdę musiałem się zmuszać, żeby w przypływie uczucia beznadziei nie wyłączyć tej płyty. Uczucia, które wyceniłbym na jakieś 3/10.</p>
<p>Mam więc do Pana propozycję, Panie <strong>Konklewski</strong>. Zamiast zbierania hajsu na bliżej nieokreśloną składankę, weź Pan <strong>Subcarpathię</strong> pod pachę i udaj się z nią do jakiegoś producenta lub realizatora dźwięku z prawdziwego zdarzenia. Wtedy piękno Podkarpacia wypromuje się już samo, w dodatku w należnej mu postaci. I przede wszystkim zostanie ono na tej płycie w sposób właściwy zauważone.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/abazus-subcarpathia-2026/">ABAZUS &#8211; &#8222;Subcarpathia&#8221; (2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/abazus-subcarpathia-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>SAOR &#8211; &#8222;Amidst The Ruins&#8221; (2025)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/saor-amidst-the-ruins-2025/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/saor-amidst-the-ruins-2025/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Adam Pilachowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 13 Feb 2025 18:54:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2025]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[Amidst The Ruins]]></category>
		<category><![CDATA[atmoshperic black metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Saor]]></category>
		<category><![CDATA[Season Of Mist]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=318642</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nie trzeba być w Szkocji, żeby poczuć Szkocję. Wystarczy posłuchać nowej płyty Saor Amidst The Ruins. Nawiedzony, rześki klimat. Szkocki klimat, historia&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/saor-amidst-the-ruins-2025/">SAOR &#8211; &#8222;Amidst The Ruins&#8221; (2025)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Nie trzeba być w Szkocji, żeby poczuć Szkocję. Wystarczy posłuchać nowej płyty <b>Saor </b><i><b>Amidst The Ruins</b></i>. Nawiedzony, rześki klimat. Szkocki klimat, historia i natura aż wibrują w każdym utworze. Utworów jest tutaj tylko pięć, ale za to muzyki prawie 59 minut. <b>Andy Marshall </b>po raz kolejny podniósł poprzeczkę.<i><b> Amidst The Ruins </b></i>to melodyjne oblicze black metalu okraszone folkowymi wstawkami. I o ile nie jestem zwolennikiem folku, o tyle urok szkockiej muzyki mi tutaj w ogóle nie przeszkadza. Ba, nawet dodaje kolorytu do agresywnej muzyki i wykrzyczanych wściekle wokali.</p>
<p><i><b>Amidst The Ruins </b></i> wręcz kąpie się w smaczkach rodem z wiadomego filmu Mela Gibsona i ma to swój specyficzny urok. Jest jednak cała masa znakomitych, black metalowych pomysłów, które swoim urokiem przypominają mi <b>Borknagar </b>z czasów <i><b>Empricism </b></i> czy<i><b> The Olden Domain</b></i>. Czuję tu atmosferę <b>Wolves In The Throne Room </b>i <b>Moonsorrow </b>z okresu <i><b>Kivenkantaja</b></i>. Te wpływy słychać niemal na całej płycie, a w szczególności w <i><b>Glen Of Sorrow </b></i> czy zamykającym album <i><b>Rebirth</b></i>.</p>
<p>Szósta płyta Szkota to po raz kolejny długie, treściwe utwory, ale o dziwo wcale nie nużące. Dzieje się w nich tak wiele, że o monotonii nie ma mowy. Będąc pod głębokim wpływem tradycji i krajobrazu swojej rodzinnej Szkocji, <b>Marshall </b>stworzył obraz oddający niesamowicie klimat i nastrój dzikiej, brytyjskiej przyrody. Nastrój celtyckiej zadumy połączonej z black metalową furią to niezła kompozycja. Szkocja jest niezbędna dla idei <b>Saor</b>. Dzika przyroda, ludzie, zwyczaje i kultura tego kraju są zakorzenione we wszystkim, co <b>Andy Marshall</b> wkłada w muzykę podczas tworzenia dla tego projektu i zawsze tak było. Nawet pośród zawirowań współczesnego świata wyraźnie czerpie inspirację ze spokojnego krajobrazu oddalonych od cywilizacji miejsc, takich jak Isle of Skye.</p>
<p><b><i>Amidst The Ruins</i></b> znacznie mocniej podkreśla klimatyczne i folkowe elementy swojej marki black metalu, w przeciwieństwie do wpływów starej szkoły i NWOBHM, które można znaleźć na poprzedniej płycie, <b><i>Origins</i></b><b><i>.</i></b><i> </i>Album otwiera absolutnie epicki utwór tytułowy, który doskonale oddaje to, co jak sądzę można by nazwać klasycznym brzmieniem <b>Saor</b>. Później jest już tyko lepiej. Bardziej rozbudowane utwory, które tylko pogłębiają fascynację nowymi trendami w black metalu. Tutaj tak dużo się dzieje, że opisywanie każdej nuty, każdego rytmu nie ma po prostu żadnego sensu. Tego trzeba posłuchać i wyrobić sobie samemu zdanie. Moje subiektywne odczucia wobec tej płyty są jednak więcej niż pozytywne.</p>
<p>Nowy album <b>Saor </b>to niewątpliwie must have/must listen dla tych z Was, którzy poszukują nowej jakości w black metalu.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/saor-amidst-the-ruins-2025/">SAOR &#8211; &#8222;Amidst The Ruins&#8221; (2025)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/saor-amidst-the-ruins-2025/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>STORMHUNTER &#8211; &#8222;Strangle With Care&#8221; (2022)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/stormhunter-strangle-with-care-2022/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/stormhunter-strangle-with-care-2022/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[nmtr]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 12 Jun 2023 19:15:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[Heavy Metal]]></category>
		<category><![CDATA[power metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Stormhunter]]></category>
		<category><![CDATA[strangle with care]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=281535</guid>

					<description><![CDATA[<p>Niemiecki power metal – w zasadzie na tym moglibyśmy zakończyć, ale nie, pomęczmy się dalej, cóż można robić innego w ten piękny,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/stormhunter-strangle-with-care-2022/">STORMHUNTER &#8211; &#8222;Strangle With Care&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Niemiecki power metal – w zasadzie na tym moglibyśmy zakończyć, ale nie, pomęczmy się dalej, cóż można robić innego w ten piękny, wiosenny wieczór?</strong></p>
<p>Nie no, dobra, odpuśćmy sobie już sarkazm, bo nie do końca jest tu potrzebny. <i><b>Strangle With Care</b></i> to zeszłoroczna epka niewielkiego niemieckiego zespoliku, złożonego z gości w średnim wieku wnioskuję po zdjęciach – wiecie, przerzedzone włosy, sprane koszulki z wilkiem wyjącym do księżyca, tego typu sprawy. Do tego kiepska oprawa graficzna, nazwa z generatora (na Spotify pośród polecanych zespołów podobnych do <b>Stormhunter</b> wyświetlają się jeszcze takie nazwy jak m.in. <b>Dragonhammer</b>, <b>Lonewolf</b>, <b>Stormhammer</b>, <b>Dreamborn</b>, <b>Shadowquest</b>, więc sami widzicie, do jakiego <i>lore</i> zawitaliśmy). <b>Stormhunter </b>mają zatem wszystko, żeby móc na dzień dobry stwierdzić, że jest to niemiecki power metal do piwa i kiełbasy z katalogu takich samych niemieckich power metali do piwa i kiełbasy. Problem w tym, że <i><b>Strangle With Care </b></i>jest&#8230; słuchalna?</p>
<p>Sam jestem trochę zdziwiony. Wiadomo, niemiecki power metal ma swoje perełki i dał metalowi bardzo dużo, ale w 2023 roku kategoria „niemiecki power metal”, która nie dotyczy tuzów gatunku, raczej nie kojarzy się dobrze. No i owszem, <i><b>Strangle With Care </b></i>z jednej strony wpisuje się w tę niezbyt pochlebną definicję przeciętnego metalu, który zatrzymał się w latach 80 i pokryła go w międzyczasie naprawdę gruba warstwa sera, ale jednocześnie jakimś cudem unika cringe&#8217;u. Jeśli obrać ten album z całej otoczki, posłuchać go tak na serio, to wyjdzie, że mamy tu całkiem porządny heavy metal. Tylko tyle i aż tyle. Nie ma tu udawania, że się jest drugim <b>Iron</b> <b>Maiden</b> albo <b>Accept.</b> Jest za to parę fajnych riffów i solówek, parę fajnie rozwiązanych melodii i klasycznych perkusyjnych galopów. Słowem: kilka klasycznie heavy metalowych piosenek dla fanów gatunku. Nie ma tutaj też zbędnego prężenia muskułów, które zawsze jest śmieszne.</p>
<p>Pięć numerów na <i><b>Strangle With Care </b></i>dostało satysfakcjonujące brzmienie, które samo w sobie jest już dużym plusikiem. <i><b>Mind Odyssey </b></i>bardzo fajnie buja melodyjnym motywem przewodnim i triumfalną partią wokalną i klasycznym refrenem do wspólnego wycia do księżyca. W <i><b>Headbanger&#8217;s Ball </b></i>bardzo efektownie wypada otwierający melodyjny riff rodem niemalże ze Szwecji i po raz kolejny partie wokalne, do których chce się dołączyć. Mniej cenię sobie <i><b>Paralyzed</b></i>, ale znów nie mogę nie docenić, jak przemyślany i efektywny jest to numer. Na epce mamy jeszcze dość przeciętny <i><b>Remnants of Society</b></i>, który chyba najbardziej z całego zestawu próbuje udawać coś, czym nie jest i przynosi największą porcję kiełbasy z grilla, ale też nie taką, żeby wytykać go palcami. Całość zamyka <i><b>Balles Masquees</b></i>, chyba najsłabszy w zestawieniu, najbardziej nawiązujący do zgranych do bólu wzorców, najgorzej zaśpiewany i nie mający w sobie nic pociągającego.</p>
<p>Choć wbrew przysłowiu im dalej w las tym mniej na <i><b>Strangle With Care </b></i>grzybów, to cała epka broni się i to bez problemu. Nie jest to muzyka, dla której recenzenci z całego świata stracą głowę, nie spodziewajcie się zobaczyć nazwy <b>Stormhunter </b>wielkimi literami na posterach festiwalowych w przyszłym sezonie, ale zapewniam, że fanom klasycznego heavy metalu ten materiał może się spodobać. Ma swój charakter, jest porządnie zrobiony, posypany szczyptą talentu i pomysłowości. Wystarczy, żeby nie narobić sobie wstydu i iść wyprostowanym pośród tych, co na kolanach.</p>
<p>Sprawdź też: <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/holy-death-abraxas-1994-2022/">Holy Death</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/icestorm-the-northern-crusades-2023/">Icestorm</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/invocator-excursion-demise-1991-2003/">Invocator</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/alcoholica-f-e-a-r-2023/">Alcoholica</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/wolf-spider-vi-2023/">Wolf Spider</a></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/stormhunter-strangle-with-care-2022/">STORMHUNTER &#8211; &#8222;Strangle With Care&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/stormhunter-strangle-with-care-2022/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>METALLICA &#8211; &#8222;72 Seasons&#8221; (2023)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/metallica-72-seasons-2023/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/metallica-72-seasons-2023/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 21 Apr 2023 15:55:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[72 Seasons]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[Blackened Recordings]]></category>
		<category><![CDATA[Heavy Metal]]></category>
		<category><![CDATA[Metallica]]></category>
		<category><![CDATA[metallica review]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[thrash metal]]></category>
		<category><![CDATA[Universal Music Polska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=277997</guid>

					<description><![CDATA[<p>Uwielbiam emocje towarzyszące oczekiwaniu na premierę nowej muzyki lubianych przeze mnie kapel, niezależnie od tego, czy są to młode zespoły, czy prawdziwi&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/metallica-72-seasons-2023/">METALLICA &#8211; &#8222;72 Seasons&#8221; (2023)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Uwielbiam emocje towarzyszące oczekiwaniu na premierę nowej muzyki lubianych przeze mnie kapel, niezależnie od tego, czy są to młode zespoły, czy prawdziwi weterani. Do tej drugiej kategorii niewątpliwie należy mająca lata świetności dawno za sobą <strong>Metallica</strong>, będąca zdecydowanie największą (nie mylić z najlepszą) marką w metalowym półświatku. Wydaje mi się jednak, że nowość od thrashowych legend nie budzi już w nikim szczególnego rozgorączkowania, bo po prostu mało kto na ich wydawnictwa naprawdę czeka. I ja średnio ekscytowałem się premierą <strong><em>72 Seasons</em></strong>, uznając sprawdzenie jedenastego pełniaka <strong>Jamesa</strong> <strong>Hetfielda </strong>i spółki bardziej za obowiązek niż przyjemność, podchodząc do niego bez specjalnych oczekiwań.</p>
<p>Kwartet na starcie tej długiej batalii bardzo miło mnie zaskoczył, umiejscawiając na samym początku krążka zdecydowanie najlepszy kawałek z całej płyty. Tytułowy <strong><em>72 Seasons </em></strong>okazał się dobrym, rasowym thrasherem, będącym kontynuacją najlepszych pozycji z <strong><em>Hardwired&#8230; to Self-Destruct</em></strong><em>. </em>Może nie na poziomie świetnego <strong><em>Spit out the Bone </em></strong>z poprzedniczki, jednak po tym numerze widać jak na dłoni, że panowie, jeśli chcą, to jeszcze potrafią. Widzę tutaj pewniaka na najbliższej trasie koncertowej, o ile <strong>Lars Ulrich</strong> da radę zagrać go na żywo tyle razy z rzędu. Do gustu przypadł mi również bodajże najbardziej przebojowy <strong><em>Shadows Follow </em></strong>ze świetnym refrenem. Na tle całości całkiem nieźle wypadają także singlowe <strong><em>Screaming Suicide</em></strong> i odpowiednik <strong><em>Hardwired</em></strong>, czyli pędzący <strong><em>Lux Aeterna</em></strong> (choć sześćdziesięcioletni <strong>Hetfield</strong> świeżo po kolejnym odwyku krzyczący: „Full speed or nothing!” bawi). Dobre wrażenie na sam koniec odsłuchu pozostawia po sobie aż jedenastominutowa <strong><em>Inamorata</em></strong>, choć skrócenie końcówki wielkiej krzywdy nikomu by nie wyrządziło. Przyczepić nie mogę się też do wokalu <strong>Hetfielda</strong>, który, mimo moich obaw wywołanych wspomnianym powrotem muzyka na odwyk, wciąż daje radę i dostarcza solidne ścieżki.</p>
<p>Cała reszta krążka może i jest poprawna, ale często wypada dość nijako, jak gdyby skomponował ją generator utworów, a nie żyjący ludzie. Dodatkowo cierpi ona na syndrom <strong>Metalliki </strong>po 1991 – trwa zwyczajnie za długo. <strong><em>72 Seasons</em> </strong>to kolejna płyta wyładowana po brzegi muzyką, tyle że nie każda z 77 minut potrzebnych na jednokrotną sesję z albumem się broni. Nawet te kawałki, które mają tak zwane „momenty” (<strong><em>If Darkness Had a Son</em></strong>, <strong><em>Sleepwalk My Life Away</em></strong>, <strong><em>Room of Mirrors</em></strong>), w pewnej chwili zaczynają po prostu się dłużyć. Wzorem <strong><em>Hardwired&#8230; to Self Destruct </em></strong>nie zabraknie na nowej propozycji Amerykanów niczym niewyróżniających się, w pewnym stopniu podobnych do siebie, zapatrzonych w <strong>NWOBHM</strong> utworów, bez których płyta wyszłaby lepsza. Gdyby zespół zdecydował się nie wydać kompozycji takich jak <strong><em>Crown of Barbed Wire</em></strong>, <strong><em>Chasing Light</em></strong>, <strong><em>Too Far Gone?</em></strong> i <strong><em>You Must Burn! </em></strong>(choć w dwóch ostatnich sytuację odrobinę ratują przyjemne refreny), nie uroniłbym ani jednej łzy. Zamiast tego bardziej wysilić mógł się <strong>Kirk Hammett </strong>– jego solówki są wyjątkowo mało porywające.</p>
<p>Wrażenia mam więc dosyć mieszane i choć daleko mi do nazywania nowego krążka <strong>Metalliki </strong>chłamem, uznaję go za jedną ze słabszych pozycji w dyskografii amerykańskich gigantów. Gdyby pozostawić jedynie najbardziej udane 45-50 minut muzyki, mówiłbym o <strong><em>72 Seasons </em></strong>całkiem inaczej. Niestety niezdolność kwartetu do odpowiedniej selekcji w studio nagraniowym sprawiła, że mamy, co mamy: zbyt długi, zbyt jednowymiarowy, jedynie poprawny album z kilkoma momentami wybijającymi się ponad przeciętność. Z jednej strony w przypadku zespołu o takim statusie „poprawny” to dla mnie trochę mało, z drugiej strony jestem świadomy, że mogło być o wiele gorzej. Z trzeciej – mowa o <strong>Metallice</strong>, oni już swoje dla metalu zrobili. Teraz wszystko im wolno, niczego nie muszą.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/metallica-72-seasons-2023/">METALLICA &#8211; &#8222;72 Seasons&#8221; (2023)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/metallica-72-seasons-2023/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>FORMIS &#8211; &#8222;Pogromca&#8221; (2022)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/formis-pogromca-2022/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/formis-pogromca-2022/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[nmtr]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 11 Apr 2023 18:51:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[Death]]></category>
		<category><![CDATA[Formis]]></category>
		<category><![CDATA[FORMIS Pogromca]]></category>
		<category><![CDATA[Pogromca]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[thrash]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=276820</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zaraz po seksie i pizzy najbardziej lubię, jak nie mam żadnych oczekiwań, a potem z podniesioną brwią stwierdzam „eeeee, fajneee too”. Mam&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/formis-pogromca-2022/">FORMIS &#8211; &#8222;Pogromca&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Zaraz po seksie i pizzy najbardziej lubię, jak nie mam żadnych oczekiwań, a potem z podniesioną brwią stwierdzam „eeeee, fajneee too”.</p>
<p>Mam świadomość, że <i><b>Pogromca </b></i>załogi <b>Formis </b>trochę nie trafia w swoje czasy. Tego typu rzeczy biły rekordy popularności gdzieś w pierwszej dekadzie tego tysiąclecia, kiedy dużym krojem pisma na festiwalowych posterach pisano nazwy wszystkich groove metalowych kapel i tych wszystkich, które zaadaptowały do siebie nieco nowszych (wtedy) brzmień. <strong>Formis</strong> pasowałby tam idealnie. Po Polsce jeździły zresztą wtedy z mniejszym lub większym powodzeniem np. <b>Totem,</b> <b>Lostbone </b>(do tych nazw jeszcze wrócimy), czy <b>Virgin</b> <b>Snatch</b>. Ja i pewnie wielu innych trzydziestoparoletnich miłośników metalu z rozrzewnieniem wspominam te czasy, kiedy jeszcze plecy nie bolały pod sceną. I do tej publiczności <b>Formis </b>powinien z najnowszym wydawnictwem trafić bez problemu. Ale nie chodzi tu jedynie o nutkę sentymentu do lat młodości i czasów minionych. <i><b>Pogromca </b></i>to po prostu fajna, dobra metalowa płyta.</p>
<p>Nie znam poprzednich albumów <b>Formis</b>, więc nie wiem jak rozwijał się zespół by dojść do stylistyki i formy, którą prezentują na <i><b>Pogromcy</b></i>. W każdym razie na swoim zeszłorocznym albumie ansambl serwuje bardzo skuteczny, agresywny i głośny współczesny metal, z naciskiem na groove, death i thrash. I na dobrą sprawę patrząc na listę twórców nie powinienem być zaskoczony, że to dobra płyta. <b>Formis </b>obecnie tworzą gitarzysta <b>Hubert Nowak</b> będący w zespole od początku, do tego znani doskonale z <b>Frontside Daron </b>i <b>Nowak </b>(ten drugi również m.in. <b>Totem</b>) odpowiednio<b> </b>na drugiej gitce i basie, ponadto perkusista <b>Marcin</b> <b>Zdeb</b> (m.in. ex<b>-Vane</b>) i wokalista <b>Barton</b> (m.in. <b>Lostbone)</b>. Ta grupa weteranów krzesa na <i><b>Pogromcy </b></i>mnóstwo iskier. Album jest bardzo intensywny w dobrym znaczeniu tego słowa i wszyscy mają mnóstwo roboty. Do tego jest to jedna wielka rifforama. W gitarach mamy niemal pełną paletę tego, co zwykło się robić w tej stylistyce – od groovików, przez klasyczne thrashowe, cięte riffy, po ultraciężkie i wybuchowe walce, do tego gdzieniegdzie trochę zaczepnych melodyjek i całkiem sporo solówek. Generalnie popisówka, ale zarówno efektowna, jak i efektywna. I do tego poziomu dostosowuje się cała reszta. Bębny, choć mam wątpliwości, czy nie pomogło to mocno MIDI, trzymają te zróżnicowane aranżacje w kupie, a nad wszystkim fruwa sobie <b>Barton.</b> I to jest moje kolejne zaskoczenie – choć lubiłem <b>Lostbone,</b> to akurat do wokalisty miałem stosunek ambiwalentny. Ale w barwach <b>Formis</b> i w języku polskim <b>Barton</b> błyszczy. Jest agresywny, jego partie są zróżnicowane, po prostu czuć, że facet ma duże możliwości i w końcu poczuł luz i zaczął pozwalać sobie na więcej.</p>
<p><i><b>Pogromca </b></i>to album do headbangingu, bez dwóch zdań. Może i ktoś powie, że na tej muzyce leży trochę sera – nie interesuje mnie to. Bardzo dobrze się bawię przy nowym <b>Formis</b>, choć nikt nie wymyśla na tym albumie koła. Na dodatek nie ma tutaj zapychaczy. <i><b>Pogromca </b></i>nie powiela schematu zbyt wielu płyt, które zaczynają się z wysokiego C, a potem jest tylko gorzej. <b>Formis </b>trzyma formę od początku do końca, dlatego nie potrafię wskazać jakiegoś konkretnego utworu, który byłby dla mnie highlightem albumu: zarówno <i><b>Gargulec </b></i>umieszczony na początku, jak i trącący frontsajdowym <b><i>Zapalnikiem</i></b> intensywny <i><b>Przeklęty </b></i>na samym końcu albumu robią mi tak samo dobrze. Podobnie zresztą w środku: czy to <b><i>Antysymbiot </i></b>czy utwór tytułowy – ciśnienie cały czas wysokie, kolejne patenty, groovy i okazjonalne blasty latają w tym bardzo głośnym miksie i cieszą. Duża ekscytacja, dużo adrenaliny.</p>
<p>Reasumując – wszystkim tym, którzy kiedyś jarali się np. <b>Chimairą</b> czy starym <b>DevilDriver</b>, ale tez tym, którzy dzisiaj jarają się choćby <b>Decapitated,</b> <b>Machine</b> <b>Head,</b> <b>Sylosis</b>, innymi słowy tym, którzy gustują w tak zwanym współczesnym metalu, <i><b>Pogromcę </b></i>z całego serca polecam. A i innym też – płyta może i brzmi na wskroś współcześnie, ale <b>Formis </b>wpakował tam tyle rzeczy, że wielu bywalców wychwyci bez problemu coś dla siebie.</p>
<p>Sprawdź też: <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/vane-the-nightmare-2020/">Vane</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/perpetual-backlash-2022/">Perpetual</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/eye-for-an-eye-glos-2014-2022/">Eye For An Eye</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/trauma-neurotic-mass-2007-2022/">Trauma</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/in-flames-foregone-2023/">In Flames</a></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/formis-pogromca-2022/">FORMIS &#8211; &#8222;Pogromca&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/formis-pogromca-2022/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>UKĆ &#8211; &#8222;Coming Out&#8221; (2023)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/ukc-coming-out-2023/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/ukc-coming-out-2023/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[nmtr]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 03 Apr 2023 20:08:30 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[Atmospheric Black Metal]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[emotional black metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[ukć]]></category>
		<category><![CDATA[ukć coming out]]></category>
		<category><![CDATA[ukć recenzja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=276407</guid>

					<description><![CDATA[<p>Z czym ja się tu w ogóle borykam? Jak to ugryźć, od czego tu zacząć? Nie wiem jak to poukładać, więc z&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/ukc-coming-out-2023/">UKĆ &#8211; &#8222;Coming Out&#8221; (2023)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Z czym ja się tu w ogóle borykam? Jak to ugryźć, od czego tu zacząć? Nie wiem jak to poukładać, więc z góry upraszam o wybaczenie za to, że poniższy wywód może być nieskładny. Ale jest tu trochę wątków, które trzeba połatać, a z tym mam problem.</strong></p>
<p>Okej, zacznijmy od tego, z czym w ogóle mamy do czynienia. <b>UKĆ</b> to jednoosobowy projekt <b>Łukasza „Icanraza” Sarnackiego</b>, znanego w polskim metalu jako perkusista, który grał w tych zespołach, w których nie grali <b>Daray</b> i <b>Pawulon,</b> a czasami i w tych, w których grali również. Innymi słowy <b>Icanraz</b> kontynuuje dobrą, świecką tradycję bycia perkusistą rozchwytywanym. W swoim muzycznym Curriculum Vitae ma między innymi takie firmy jak <b>Abused</b> <b>Majesty,</b> <b>Christ</b> <b>Agony,</b> <b>Corruption,</b> <b>Voidfire,</b> <b>Devilish</b> <b>Impressions,</b> <b>Hermh,</b> <b>Darzamat,</b> <b>Zorormr</b> czy <b>Naumachia,</b> czyli dałoby się obdzielić tym kilku chłopa, a to i tak nie wszystko przecież. Jeśli sama postać <b>Łukasza</b> jest ci czytelniku nieznana, to po liście projektów, w które był zaangażowany, możesz wnioskować, że facet raczej zna się na swojej robocie.</p>
<p>Coś jednak <b>Icanraza</b> od grupy kolegów po fachu różni – będąc zaangażowanym w dziesiątki projektów postanowił też powołać do życia kolejny, być może po to, żeby zaspokoić „kompleks perkusisty”, a być może po prostu sprawdzić siebie w roli steru, żagla i okrętu. Tak powstał <b>UKĆ,</b> projekt o nazwie będącej absolutnie nierynkową.</p>
<p>W <b>UKĆ</b> <b>Łukasz</b> wszystko robi sam. Cyfrowa wersja albumu <i><b>Coming Out</b></i>, którą mi dostarczono, opatrzona jest dopiskiem „PL version”, co sugeruje, że będzie też jakaś „nie-PL version”. Na mojej „PL version” znalazło się sześć numerów w języku polskim wraz z kilkoma podstawowymi informacjami, z których wiem, że <b>Icanraz</b> wszystko napisał i na wszystkim zagrał sam, miksem i masteringiem zajął się natomiast <b>Piotr Polak</b>, a całość ma oficjalnie ukazać się 17 kwietnia.</p>
<p>Tyle wprowadzenia. Moje pierwsze myśli, za każdym razem kiedy odpalam <i><b>Coming Out </b></i>w tej wersji i rozpoczyna się <i><b>Królu Dnia&#8230;</b></i> to „jak dużo tu rzeczy, które będą mnie wkurzać”. Na dzień dobry dostaję bardzo dziwny mastering, który w zasadzie odciąga moją uwagę od muzyki. Nie wiem, czy wersja finalna również będzie tak brzmieć, składam to raczej na karb przedpremierowego odsłuchu, być może jeszcze w nie do końca wyrównanej wersji, więc nie będę się na ten temat rozwodził. Ale wraz z tym w otwierającym album numerze <i><b>Królu Dnia&#8230; </b></i>przychodzi melodeklamacja zamiast rasowych blackowych wokali i już wiem, że to będzie problem.</p>
<p>I wiecie co? Nie jest. Nie wiem czemu, nie potrafię tego sobie wyjaśnić, ale po chwili wszystko nabiera sensu. Nie dość, że nie przeszkadza mi brzmienie, nie dość, że nie przeszkadzają mi te deklamacje, to nawet zaczynam sądzić, że bez nich ten album popadałby w przeciętność. A tak nie jest. <i><b>Coming Out </b></i>to nie jest wasz black metal dnia powszedniego. <b>Icanraz</b> udowadnia jak wielką wyobraźnią muzyczną się posługuje i jak bardzo gardzi ramami. Jego album pełen jest nieoczywistych rozwiązań – od tych post-metalowych krzyków, przez czyste, melodyjne wokale i wokalizy, do rozwiązań melodycznych i aranżacyjnych. Wszystko to tworzy album rozedrgany, bijący frustracją i rezygnacją. Mój odsłuch oznaczony jest m.in. tagami „emotional black metal” i „atmospheric black metal” i są to określenia, które pasują jak ulał. Ostatni raz taki ciężar emocjonalny w polskim black metalu znajdowałem chyba w <i><b>Esperalem tkane </b></i><b>Odrazy</b>,<i> </i>aczkolwiek nie szukajcie między tymi dwoma albumami podobieństw muzycznych. <b>UKĆ</b> proponuje nam zupełnie innego rodzaju ochłap, zupełnie inny koloryt, nie wspominając już o samej muzyce, swoje emocje kieruje do zewnątrz. Nie jest to kolejna przeintelektualizowana płyta ludzi, którzy pozują na bycie kimś więcej niż są. Nie, to album naturalny.</p>
<p>Ale wciąż <i><b>Coming Out</b></i> jest albumem ciężkim pod każdym względem. Mamy tu grube warstwy zwalistych gitar pełniących raczej funkcję filarów, wokół których kręci się reszta instrumentów. Łukasz kombinuje i znajduje rozwiązania, które mają znaczenie i są nie tylko budulcem, ale i nośnikiem treści. Dzięki temu przez poszczególne momenty tego albumu prowadzi nas chwilę coś innego – czasami, jak w <i><b>W Przepaść </b></i>to rozbudowana, popisowa jak na świetnego perkusistę przystało partia bębnów, czasami groove pod rękę z tymi sfrustrowanymi krzykami (<i><b>Uchodząc</b></i>), a czasami splątane melodie uciekające w inne skale i indiańskie zaśpiewy (<i><b>Głuche Oczy</b></i>).</p>
<p>Wszystko to sprawia, że <i><b>Coming Out</b></i> będzie trudnym kąskiem dla polskiego metalucha. Za dużo tu emocjonalnego striptizu, żeby prosty człowiek łyknął to bez popitki. Trzeba tu otwartych głów i otwartych rąk. Nie łatwo jest skleić tak dobry album, na dodatek korzystając z elementów, które w każdym innym anturażu byłyby wkurwiające. A jednak <b>Icanrazowi</b>, pomimo moich obaw, udało się to i muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem, bo obstawiałem, że będzie to raczej granie bezpieczne, zrobione tylko po to, żeby zdyskontować jakąś tam sceniczną pozycję. Sypię głowę popiołem. <b>UKĆ</b> podszedł do sprawy jak przystało na Artystę, odrzucając konwenanse i najprostsze ścieżki, wiele ryzykując. W moich oczach <b>Icanraz</b> dokonał dzięki temu albumowi prawdziwego coming outu, pokazując, jakim twórcą jest naprawdę. To już nie jest porządny perkusista-wyrobnik, którego można ściągnąć do kapeli. <b>UKĆ</b> to już ktoś lub coś więcej.</p>
<p>Sprawdź też: <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dargor-ascend-to-infinity-2022/">Dargor</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/three-eyes-of-the-void-the-moment-of-storm-2017-2022/">Three Eyes of the Void</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/zorormr-the-monolith-2023/">Zorormr</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/voidfire-w-cienie-2022/">Voidfire</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/piolun-rzeki-goryczy-2022/">Piołun</a></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/ukc-coming-out-2023/">UKĆ &#8211; &#8222;Coming Out&#8221; (2023)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/ukc-coming-out-2023/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>DARGOR &#8211; &#8222;Ascend to Infinity&#8221; (2022)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dargor-ascend-to-infinity-2022/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dargor-ascend-to-infinity-2022/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[nmtr]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 22 Feb 2023 20:39:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[dargor]]></category>
		<category><![CDATA[DARGOR Ascend To Infinity]]></category>
		<category><![CDATA[melodic black metal]]></category>
		<category><![CDATA[polish metal band]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=273287</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nie było mi wcześniej dane zetknąć się z krośnieńskim Dargorem, ale też widzę, że wielu okazji ku temu raczej nie przegapiłem –&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dargor-ascend-to-infinity-2022/">DARGOR &#8211; &#8222;Ascend to Infinity&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Nie było mi wcześniej dane zetknąć się z krośnieńskim <strong>Dargorem,</strong> ale też widzę, że wielu okazji ku temu raczej nie przegapiłem – przed zeszłoroczną premierą albumu <em><strong>Ascend to Infinity</strong></em> grupa wydała dwie epki, nie ma w składzie muzyków z innych zespołów, których poczynania bym śledził, rezydujemy w zupełnie przeciwnych krańcach kraju. Ot, nie było nam po drodze. Tymczasem zespół na swoim pierwszym długograju zaprezentował naprawdę solidną muzykę, może jeszcze nie przekonującą mnie na 100%, ale na pewno nikt tu nie ma powodów do wstydu.</p>
<p><strong>Dargor</strong> para się bardzo melodyjnym black metalem, okraszonym sporą ilością klawiszy, które – co rzadkie – nie przydają mu śmieszności, a rzeczywiście się przydają, w wielu momentach pełniąc zresztą rolę wiodącą, prowadząc słuchacza przez kolejne meandry albumu. Ale też black metal black metalowi nie równy. <strong>Dargorowi</strong> bliżej do tych bardziej przystępniejszych rejonów tejże szufladki. Na <em><strong>Ascend to Infinity</strong></em> nie znajdziecie ekstremy – żadnego gonienia w nieludzkich tempach, żadnej przesadnej plugawości czy też dzikości. Ot, jest to porządnie zrobiony metal osadzony raczej w klasycznych zimnych klimatach, czerpiący też ze współczesnej sceny – jeśli bardzo chcecie, znajdziecie tutaj jakieś podobieństwa choćby do <strong>Mgły</strong> (np. w <em><strong>Waste What Was Given</strong></em> czy <em><strong>Afterlife</strong></em>)<em><strong>,</strong></em> z poszanowaniem proporcji oczywiście, bo liga nie ta. Jest to jednakże album na tyle dobry, że nie będziecie zgrzytali zębami przy jego lekturze a, jak sądzę, wielu z was doceni także bardzo melodyjny charakter tej muzyki.</p>
<p>No i właśnie, skupmy się przez moment na tym aspekcie, bo to <strong>Dargorowi</strong> trzeba oddać – gdzie się tylko da, gitary i klawisze robią swoją robotę. Z jednej strony odbiera to muzyce trochę brutalności, z drugiej jednak, ta potrzeba plecenia melodii posunięta jest tak daleko, że <em><strong>Ascend to Infinity</strong></em> brzmi jak black metal przeciśnięty przez praskę <strong>Children of Bodom</strong>. I nie jest to bynajmniej zarzut, wręcz przeciwnie – kwintet odważnie stawia na stworzenie własnego stylu, którym w naszym kraju para się niewielu. W ten sposób dodają trochę przyjemnej temperatury do zimnej skądinąd muzyki.</p>
<p>I jest to faktycznie element, który może <strong>Dargor</strong> wynieść na wysoki poziom, jeśli dodać mu trochę więcej odwagi. Bo choć te wszystkie chwytliwe pasaże na klawiszach i w gitarach dodają tej muzyce bardzo wyczuwalnego, tryumfalnego charakteru, to nie idzie za nimi odwaga kompozycyjna. Zespół trzyma się bezpiecznych, temp i w niewielu momentach wychodzi poza utarte ścieżki. Choć – przyznaję – przytrafiają się i takie fragmenty, niech wspomnę choćby <em><strong>Morals Redifined</strong></em>, chyba najfajniejszy moim zdaniem utwór na albumie, mocno nawiązujący do klasycznego heavy metalu. Niewykorzystany potencjał tkwi także w podwójnych wokalach – na <em><strong>Ascend to Infinity</strong></em> panowie po prostu wymieniają się miejscami, nie wykorzystując możliwości posiadania w swoich szrankach dwóch wokalistów o zupełnie odmiennych stylach.</p>
<p>A jednak <em><strong>Ascend to Infinity</strong></em> pozostawia po sobie bardzo przyjemne wrażenie. Jest to black metal raczej dla tych spod znaku płaszcza i szpady, niż tych spod znaku odwróconego krzyża i rozkopanego grobu, ale wszystko się w nim zgadza. Może i coś powinno dłużej poleżeć w piekarniku i troszeczkę się dopiec, ale nie ma zagrożenia niestrawnością czy zatruciem. <strong>Dargor</strong> trafia tym samym na moją listę kapel, które zamierzam śledzić, bo są bliskie popełnienia materiału, który może nie zmieni świata, ale do którego będę z chęcią wracał. Ba, kto wie, czy pomimo niewykorzystanego potencjału nie będę co jakiś czas zaglądał także do <em><strong>Ascend to Infinity</strong></em>, choćby po to, żeby przypomnieć sobie te obłędne melodie z<em><strong> Inner Distant Universes</strong></em> czy <em><strong>Afterlife.</strong></em> Czemu nie.</p>
<p>Sprawdź też: <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/three-eyes-of-the-void-the-moment-of-storm-2017-2022/">Three Eyes of the Void</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/bohemyst-cern-a-smrt-2021/">Bohemyst</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kampfar-til-klovers-takt-2022/">Kampfar</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/ashes-gloom-ash-and-emptiness-to-the-horizon-2022/">Ashes</a>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/piolun-rzeki-goryczy-2022/">Piołun</a></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dargor-ascend-to-infinity-2022/">DARGOR &#8211; &#8222;Ascend to Infinity&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dargor-ascend-to-infinity-2022/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>PEURBLEUE &#8211; &#8222;La Cigue&#8221; (2022)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/peurbleue-la-cigue-2022/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/peurbleue-la-cigue-2022/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 10 Dec 2022 10:01:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2022]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[Atmospheric Black Metal]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[deppresive black metal]]></category>
		<category><![CDATA[french band]]></category>
		<category><![CDATA[french black metal]]></category>
		<category><![CDATA[french blck mea]]></category>
		<category><![CDATA[la cigue]]></category>
		<category><![CDATA[Les Acteurs de I’Ombre Productions]]></category>
		<category><![CDATA[peurbleue]]></category>
		<category><![CDATA[PEURBLEUE La Cigue]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=267491</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wyczytałem kiedyś  na jednym z blogów, że w metalowej niszy funkcjonuje sporo ponad dwieście podgatunków. No cóż, każdemu według potrzeb, zwłaszcza zwolennikom&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/peurbleue-la-cigue-2022/">PEURBLEUE &#8211; &#8222;La Cigue&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Wyczytałem kiedyś  na jednym z blogów, że w metalowej niszy funkcjonuje sporo ponad dwieście podgatunków. No cóż, każdemu według potrzeb, zwłaszcza zwolennikom wąskich etykiet. Muzyka francuskiego <strong>Peurbleue</strong>, o którym nie wiadomo totalnie nic, określana jest mianem haunted black metalu. Pojęcie dość, wbrew pozorom, szerokie, ale wydaje się dobrym tropem na drodze do scharakteryzowania nowego albumu grupy <strong><em>La Cigue</em></strong>.</p>
<p>Nie zdziwię się, jeśli ktoś będzie miał problem z uznaniem tej muzyki za black metal. Najnowszy materiał francuskiej grupy płyty raczej nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, do czego przyzwyczaiła nas tamtejsza scena – żadnych blastów, szybkich partii, tremoli, czy opętanych wokali. Słowem nic, co mieściłoby się w tradycyjnym blacku. Niemniej konwencja ta okazuje się na tyle pojemna, że przyjmie nawet nawiedzone, mocno rozedrgane dźwięki gitar, którym bliżej do odhumanizowanych industriali i drone’ ów, niż do tradycyjnego metalu. Rzadko kiedy układają się one w jakąś melodię, są raczej zapisem sennych koszmarów, swoistym strumieniem świadomości przerażonego człowieka. Przerażonego nocą, ponurym klimatem miasta, innym człowiekiem. Tu piekłem jest ciemna ulica, pełna różnych niebezpieczeństw, gdzie każdy krok może spowodować różne niewesołe konsekwencje. Atmosfery dodają zasnute mgłą partie oparte wyłącznie na delikatnym klawiszu, przez które niełatwo się przebić. Osobną sprawą są wokalizy, koronujące ten dźwiękowy koszmar &#8211; wcale nie trzeba znać francuskiego, żeby odnieść wrażenie, że są suchą, pozbawioną emocjonalnego nacechowania relacją z bardzo nieprzyjemnych zdarzeń.</p>
<p>Gdyby się uprzeć przy szukaniu podobnych muzycznych tropów, należałoby w pierwszej kolejności przywołać portugalski <strong>Defuntos</strong>, choć <strong>Peurbleue</strong> zamienia cmentarne krypty na miejskie zaułki. Industrialny klimat i wszechobecne zgrzyty trochę kojarzą się z kosmicznym klimatem <strong>Mysticum</strong>, ale to jedyne podobieństwo.</p>
<p>Niecodzienny album, na pewno nie dla wszystkich. Początkujący prawdopodobnie nie dotrwają do trzeciego numeru, fani tradycyjnego podejścia do gatunku również nie mają tu czego szukać, chyba że są zainteresowani takimi eksperymentami. A czy jest to płyta udana? Jako zjawisko wypada całkiem ciekawie, ale nie sądzę, abym często do niej wracał.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/peurbleue-la-cigue-2022/">PEURBLEUE &#8211; &#8222;La Cigue&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/peurbleue-la-cigue-2022/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>VOIDFIRE &#8211; &#8222;W Cienie&#8221; (2022)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/voidfire-w-cienie-2022/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/voidfire-w-cienie-2022/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 08 Dec 2022 15:54:34 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2022]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[melodic black metal]]></category>
		<category><![CDATA[polish black metal]]></category>
		<category><![CDATA[polski black metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Szataniec]]></category>
		<category><![CDATA[Voidfire]]></category>
		<category><![CDATA[VOIDFIRE W Cienie]]></category>
		<category><![CDATA[W Cienie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=267372</guid>

					<description><![CDATA[<p>Gdyby poprosić fanów black metalu z dowolnego miejsca na świecie o wymienienie dobrych polskich kapel, każdy bez problemu przytoczy nawet kilkanaście nazw.&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/voidfire-w-cienie-2022/">VOIDFIRE &#8211; &#8222;W Cienie&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Gdyby poprosić fanów black metalu z dowolnego miejsca na świecie o wymienienie dobrych polskich kapel, każdy bez problemu przytoczy nawet kilkanaście nazw. Czy będzie wśród nich <strong>Voidfire</strong>? Nie będzie. Nie dlatego, że to kiepska kapela. Nie będzie ich, bo panowie stoją w opozycji do czołówki sceny. Nie ukrywają się za kapturami, nie tworzą aury anonimowości wokół siebie, nie wpisują się w żadne wiodące nurty i nie próbują wchodzić w zaklęte kręgi wzajemnych powiązań między najważniejszymi osobami na scenie. Tym samym nie mieli dotychczas szans na uszczknięcie choćby procenta popularności, jaką cieszą się największe zespoły. I choć wątpię, że chłopakom z <strong>Voidfire</strong> na tym zależy, to wszystkie znaki na niebie i ziemi zwiastują zmianę tej sytuacji.</p>
<p>Dwa lata temu zespół zaznaczył swoją obecność dobrze przyjętym debiutem. Teraz wypuszcza drugi album, który kontynuuje obraną drogę i stanowi wyraz poszukiwań autorskiej ścieżki w black metalu. Muzykę tę dookreśla kategoria „melodic”, co na wiele osób może działać jak płachta na byka, ale bądźmy szczerzy – czasy, kiedy „prawdziwki” wyśmiewały ekstremalną muzykę z melodyjnymi konotacjami, dawno minęły. <strong>Voidfire</strong> w żadnym razie nie wstydzi się swojego charakteru. W ich przypadku wywodzi się on z post rockowych tradycji i opiera się na rozbudowanych pasażach oraz melancholijnych dźwiękach snujących się motywów gitary. Nie znajdziemy tu zbyt wielu opętanych blastów (choć początek <strong><em>Odchodząc w</em></strong>… może postawić sierść na karku niejednemu maniakowi agresji) czy tradycyjnych riffów. Zespół nie ucieka od akustycznych momentów na modłę <strong>Agalloch</strong>, nierzadko również pojawiają się brzmienia bliższe klasyce death metalu, także fragmenty których nie powstydziłby się <strong>Bathory</strong> z późniejszego okresu. Do tego czytelny (!) wrzask frontmana poprzeplatany melodeklamacjami lub czystą recytacją. Wokal jest istotną składową obecnego tu bardzo melancholijnego klimatu. Niewątpliwy wpływ na niego ma też warstwa liryczna. Tekściarz grupy <strong>Jakub Lisicki </strong>raczy nas po prostu wierszami, które są inspirowane m.in. poezją romantyzmu, realizmem magicznym, a nawet nihilizmem i znakomicie wpisują się w rozbudowane kompozycje.</p>
<p>Pierwsza płyta <strong>Voidfire</strong> wprowadzała w świat black metalowego nadrealizmu o melodyjnej, post blackowej naturze ogarniętego głęboką melancholią. Drugą płytą zespół potwierdza obrany kierunek, udowadniając przy tym, że ma sporo do powiedzenia i jest równorzędnym w stosunku do tuzów członkiem muzycznego świata. Jeśli tylko nie zatrzyma się w rozwoju &#8211;  będzie ustanawiał prawa.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/voidfire-w-cienie-2022/">VOIDFIRE &#8211; &#8222;W Cienie&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/voidfire-w-cienie-2022/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>MIASMES &#8211; &#8222;Vermines&#8221; (2022)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/miasmes-vermines-2022/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/miasmes-vermines-2022/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 23 Nov 2022 10:11:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2022]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[french band]]></category>
		<category><![CDATA[french black metal]]></category>
		<category><![CDATA[french metal band]]></category>
		<category><![CDATA[Les Acteurs de I’Ombre Productions]]></category>
		<category><![CDATA[Les Acteurs De L’Ombre]]></category>
		<category><![CDATA[miasmes]]></category>
		<category><![CDATA[MIASMES Vermines]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[vermines]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=266045</guid>

					<description><![CDATA[<p>Les Acteurs De L’Ombre to marka, która nie zawodzi. Francuski label ma nosa do wynajdowania eksperymentalnych black metalowych perełek, ale czasem też&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/miasmes-vermines-2022/">MIASMES &#8211; &#8222;Vermines&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Les Acteurs De L’Ombre</strong> to marka, która nie zawodzi. Francuski label ma nosa do wynajdowania eksperymentalnych black metalowych perełek, ale czasem też da światu coś tradycyjnego, co nie znaczy, że wtórnego i dalekiego od oryginalności. <strong>Miasmes </strong>wpisuje się w tę drugą opcję. Francuskie trio, które tworzą goście przewijający się przez kilkanaście innych zespołów debiutuje krótką, 23-minutową EPką, która jest jednym wielkim hołdem dla drugiej fali black metalu. Hołdem przemyślanym, ugruntowanym w tradycji, oddającym cesarzowi co jego, jednak dalekim od ślepej czołobitności i małpiej powtarzalności najbardziej cenionych wzorców gatunku.</p>
<p>Nie znaczy to, że <strong>Miasmes </strong>próbuje wymyślić coś z niczego. Panowie mają pełną świadomość, że próba wyważenia dawno otwartych drzwi to jedna z większych głupot jakie można zrobić i wiedzą, że nie da się napisać historii na nowo. Kluczem do sukcesu jest dobra inspiracja, daleka od bezmyślnego kopiowania. Panowie poszli na żywioł, nagrywając płytę właściwie na setkę, bez żadnej studyjnej obróbki (z wyjątkiem delikatnego grzebania przy nielicznych solówkach), potęgując atmosferę surowości i dźwiękowego niebezpieczeństwa. Punktem wyjścia jest norweski riff, który zawsze będzie w cenie, natomiast nadbudowa nie jest już taka oczywista, a przynajmniej nie przywołująca forpoczty spod znaku<strong><em> true norwegian black metal</em></strong>. Słychać tu trochę zasyfionego punka, który od czasu do czasu bujnie między blastami, słychać nowoczesne podejście do kompozycji, słychać w tym po prostu szczerość. Panowie wyraźnie czują miętę do bezkompromisowości <strong>Gorgoroth</strong>, ale balansują ją kompozycyjnym wyważeniem spod znaku <strong>Craft</strong>, co już daje kilka punktów więcej do oryginalności (oczywiście w ramach gatunku). Czuć w tej muzyce ducha odnowy gatunku – może nie tak wyraźnego jaki był udziałem nieodżałowanego <strong>Orcustus</strong>, bo i skala rozpoznawalności zespołu jest inna. Duże zadowolenie powinni odczuwać też fani <strong>Antaeus</strong>, a nawet <strong>Katharsis</strong>, choć ci ostatni mają świadomość (słuszną), że nikt nigdy nie podrobi charakterystycznego brzmienia i feelingu Niemców.</p>
<p>Znakomity debiut – krótki, intensywny, czerpiący z tradycji, nowoczesny w podejściu do tematu. Mądrze zainspirowany, świetnie skomponowany, jeszcze lepiej zagrany. Każdy, komu bliska jest druga fala blacku powinien wziąć na radar <strong>Miasmes,</strong> bo potencjał mają panowie ogromny. Nie mogę doczekać się więcej!</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/miasmes-vermines-2022/">MIASMES &#8211; &#8222;Vermines&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/miasmes-vermines-2022/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
