<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Black Widdow Recrods - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/black-widdow-recrods/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/black-widdow-recrods/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Mon, 07 May 2018 09:21:33 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Black Widdow Recrods - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/black-widdow-recrods/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>BLUE DAWN &#8211; &#8222;Edge of Chaos&#8221; (2017)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/blue-dawn-edge-of-chaos-2017/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/blue-dawn-edge-of-chaos-2017/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Paweł Lach]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 07 May 2018 08:42:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[album]]></category>
		<category><![CDATA[Black Widdow Recrods]]></category>
		<category><![CDATA[Blue Dawn]]></category>
		<category><![CDATA[doom metal]]></category>
		<category><![CDATA[Edge of Chaos]]></category>
		<category><![CDATA[gothic rock]]></category>
		<category><![CDATA[Hard Rock]]></category>
		<category><![CDATA[metal]]></category>
		<category><![CDATA[Progressive Metal]]></category>
		<category><![CDATA[progressive rock]]></category>
		<category><![CDATA[płyta]]></category>
		<category><![CDATA[rock gotycki]]></category>
		<category><![CDATA[rock progresywny]]></category>
		<category><![CDATA[włoski rock]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=133821</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jak już kiedyś pisałem, włoska wytwórnia Black Widow Records specjalizuje się w muzyce klimatycznej, balansującej gdzieś na granicy stylistyk rocka gotyckiego, progresywnego&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/blue-dawn-edge-of-chaos-2017/">BLUE DAWN &#8211; &#8222;Edge of Chaos&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Jak już kiedyś pisałem, włoska wytwórnia <strong>Black Widow Records</strong> specjalizuje się w muzyce klimatycznej, balansującej gdzieś na granicy stylistyk rocka gotyckiego, progresywnego grania i doom metalu. Zwykle udaje się w tej konwencji (choć zespoły z tej „stajni” korzystają z różnych proporcji wymienionych składników) stworzyć coś intrygującego. Kapela <strong>Blue Dawn</strong>, czerpiąc z wymienionych muzycznych styli, przywołuje je zazwyczaj w najbardziej pretensjonalnej formie. Niestety, jednak aby zajmować się nieco bardziej rozbudowanymi, prog rockowymi formami, należałoby trzymać pewnie w garści trochę muzycznych, mocnych argumentów. A tutaj ich brak. Jakby ktoś porwał się z motyką na słońce.</p>
<p>Obojętnie, czy płyta komuś przypadnie do gustu – a zdaje się, że w rodzimym kraju zespół ma trochę zwolenników – paru zarzutów nie da się zbić. Po pierwsze, nie warto śpiewać po angielsku, jeśli ma się tak fatalny akcent. Owszem, w przypadku gotycko/doomowej estetyki można czasem specjalnie pobawić się w hrabiego Nosferatu i trochę pokaleczyć język Byrona i Szekspira, ale w tym wypadku nie chodziło o żadną stylizację – słaby angielski wypada po prostu fatalnie. Wydaje się, że rozsądniej byłoby pozostać przy ojczystej mowie, włoski mógłby zabrzmieć romantycznie i tajemniczo w tej konwencji. Tyle że…</p>
<p>Niestety wokalnie też nie jest zbyt ciekawie, i to drugi poważny zarzut. Gdyby głos udzielających się tu śpiewaków brzmiał jak dzwon, to może dałoby się „przymknąć ucho” na ten tragiczny angielski. Jednak<strong> Monica Sato</strong> śpiewa czasem nazbyt dramatycznie – by nie powiedzieć, że „zawodzi” – nawet w ramach obranej, para-teatralnej, demonicznej konwencji. A <strong>Enrico Lanciaprima</strong> ze swoim skandowaniem i dość niewyraźną manierą bywa jeszcze słabszy. W balladowej piosence <em><strong>Dancing On the Edge</strong></em>, która zaczyna się nawet miłym, klimatycznym wstępem, wokal niweczy wszelkie plany zbudowania nastroju: brzmi to jakby kolorowy futrzak z Ulicy Sezamkowej śpiewał smętną arię w kierunku Wielkiego Ptaka. Naprawdę zastanawiałem się za każdym odsłuchem, czy to nie jakiś żart, którego nie skumałem. Jeśli tak, to wybaczcie – głupi ja! Niestety w pozostałych kawałkach nie jest lepiej.</p>
<p>Po trzecie, mam wrażenie, że muzykom trochę brakuje umiejętności na bardziej skomplikowane, progresywne kompozycje. Czasem brzmią jak zespół, który niedawno wyszedł z sali prób w lokalnym domu kultury. Po czwarte (i to może nieco tłumaczyć słabe brzmienie <strong>Blue Dawn</strong>, ale ich bynajmniej nie rozgrzesza), z pewnością odbiorowi całości nie pomaga fatalna produkcja i mastering. Tego typu muzyka powinna wciągać nas słuchacza w świat mistycznych uniesień, a na rzeczonym albumie hard rockowe i doomowe riffy nie mają ciężaru, progresywnym momentom brak oddechu, gotyckim naleciałościom klimatu. Brzmi to sucho, niewyraźnie, jakby zrobiono wszystko <em>ad hoc</em>.</p>
<p>A zatem płyta została wykastrowana z jej ewentualnych atutów. Muzyczne pączki się zawiązały, ale produkcyjny i wykonawczy przymrozek przegonił marzenia o owocowym dobrobycie w sadzie progresywno/hard rockowych dźwięków. Pewne składniki bywają źle dobrane, zestawione razem zwyczajnie męczą, czasem wywołują uśmiech (i to nie zamierzony) przez co nie potrafiłem tej płyty za żadnym razem wysłuchać w całości. Jeśli brać muzyczną zawartość krążka jako wierną realizację hasła zawartego w tytule płyty, to udało się nawet nieźle. Tylko dlaczego słuchacz ma się czuć zmęczony taką konwencją? No dobrze, ja się zmęczyłem, bo nie odbieram komuś prawa do czerpania przyjemności z kontemplowania tych dźwięków.</p>
<p>To nie jest tak, że album <em><strong>Edge of Chaos</strong></em> pozbawiony jest jakiś atutów. Zespół na przykład bardzo dobrze wypada w ambientowej formule. To, co miało być niewinnym preludium (<em><strong>The Presence</strong></em>) i instrumentalnym przerywnikiem (<em><strong>Wandering Mist</strong></em>) jest najmocniejszym punktem płyty. Czyżby dlatego, że zespół za bardzo nie kombinował, a czasem w prostocie siła? Cóż, z ciekawością wysłuchałbym ambientowej płyty w wykonaniu <strong>Blue Dawn</strong>. Od czasu do czasu pojawia się na płycie ciekawy hard rockowy riff o mrocznych, doomowych inklinacjach (<em><strong>The Perfect Me</strong></em>, <em><strong>Serpent&#8217;s Tongue</strong></em>), a ciekawa, lekko złowieszcza zagrywka gitary otwiera nam <em><strong>Black Trees</strong></em>. Pod koniec płyty, gdy zespół nieco upraszcza formę utworów, pojawia się więcej klimatu. Całkiem zgrabnie wypada kower <strong>Celtic Frost</strong> (<em><strong>Sorrows of the Moon</strong></em>), w dużej mierze dlatego, że gościnnie wystąpił w tym kawałku inny wokalista. Fajnie to nawet zagrane, z pewną wiernością oryginałowi. Tylko czy mam brawa bić Włochom, czy raczej legendarnym Szwajcarom?</p>
<p><strong>Blue Dawn</strong> sam niweczy swoje starania manieryzmem, źle dobranymi środkami, zbyt daleko idącym dramatyzmem, brakiem warsztatu i słabiutką produkcją, o czym była już mowa. No i przecież nie wypada kogoś chwalić, że ma jakiś potencjał, ale go nie wykorzystał. Zespół ma wąskie grono fanów, które zdaje się być zachwyciło zawartością albumu <em><strong>Edge of Chaos</strong></em>. Pozwolę sobie nie wejść do tego kółka wzajemnej, gotycko/doom/progresywnej adoracji w złym guście.</p>
<p>Oficjalna strona zespołu na <a href="https://www.facebook.com/BlueDawnItaly/" target="_blank" rel="noopener"><strong>Facebooku</strong></a></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/1YLMg2JaOic" allowfullscreen="allowfullscreen" width="100%" height="420" frameborder="0" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/blue-dawn-edge-of-chaos-2017/">BLUE DAWN &#8211; &#8222;Edge of Chaos&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/blue-dawn-edge-of-chaos-2017/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
