<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Cortege Vandari DEATH METAL - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/cortege-vandari-death-metal/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/cortege-vandari-death-metal/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Thu, 09 Mar 2023 09:13:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Cortege Vandari DEATH METAL - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/cortege-vandari-death-metal/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Podsumowanie roku 2022 wg redakcji KVLT</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2022-wg-redakcji-kvlt-pl/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2022-wg-redakcji-kvlt-pl/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 06 Jan 2023 18:06:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Absent In Body]]></category>
		<category><![CDATA[Baalzagoth Morbid Persecutions]]></category>
		<category><![CDATA[Baśnia In Parts Messed Up]]></category>
		<category><![CDATA[Behemoth Opvs Contra Natvram]]></category>
		<category><![CDATA[Cortege Vandari DEATH METAL]]></category>
		<category><![CDATA[Darkher The buried Storm]]></category>
		<category><![CDATA[Decapitated Cancer Culture]]></category>
		<category><![CDATA[Evergrey A Heartless Portrait (The Orphean Testament)]]></category>
		<category><![CDATA[Fear Factory Recoded]]></category>
		<category><![CDATA[Frayle Skin & Sorrow]]></category>
		<category><![CDATA[Gaerea]]></category>
		<category><![CDATA[GGGOLDD This Shame Should Not Be Mine]]></category>
		<category><![CDATA[ghost Impera]]></category>
		<category><![CDATA[Hangman' Chair A loner]]></category>
		<category><![CDATA[HEILUNG Drif]]></category>
		<category><![CDATA[Hostia Nailed]]></category>
		<category><![CDATA[In Twilight's Embrace Lifeblood]]></category>
		<category><![CDATA[Konvent Call Down the Sun]]></category>
		<category><![CDATA[LUNA Nocne Zmory]]></category>
		<category><![CDATA[Misþyrming]]></category>
		<category><![CDATA[music summary of 2022 year by KVLT.pl]]></category>
		<category><![CDATA[Owls Woods Graves Secret Spies of the Horned Patrician]]></category>
		<category><![CDATA[Piołun Rzeki Goryczy]]></category>
		<category><![CDATA[Podsumowanie roku 2022 wg redakcji KVLT]]></category>
		<category><![CDATA[portal KVLT.pl podsumowuje 2022 rok]]></category>
		<category><![CDATA[Psychonaut Violate Consensus Reality]]></category>
		<category><![CDATA[Rammstein Zeit]]></category>
		<category><![CDATA[SCEPTIC Nailed To Ignorance]]></category>
		<category><![CDATA[Slipknot The End So Far]]></category>
		<category><![CDATA[Sothoris Wpiekłowstąpienie]]></category>
		<category><![CDATA[Stillborn Cultura de la Muerte]]></category>
		<category><![CDATA[The Hellacopters Eyes of Oblivion]]></category>
		<category><![CDATA[Tiszina Uwod]]></category>
		<category><![CDATA[Trentemoller Memoria]]></category>
		<category><![CDATA[Vorga Striving Toward Oblivion]]></category>
		<category><![CDATA[Watain]]></category>
		<category><![CDATA[Wormrot Hiss]]></category>
		<category><![CDATA[Zeal&Ardor]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=269259</guid>

					<description><![CDATA[<p>2022 zostawiamy za sobą! W minionym roku cieszyliśmy się mniej lub bardziej udanymi powrotami dużych graczy spod znaku Slipknot, Rammstein, Machine Head,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2022-wg-redakcji-kvlt-pl/">Podsumowanie roku 2022 wg redakcji KVLT</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>2022</strong> zostawiamy za sobą!</p>
<p>W minionym roku cieszyliśmy się mniej lub bardziej udanymi powrotami dużych graczy spod znaku <strong>Slipknot, Rammstein, Machine Head, Megadeth</strong> czy rodzimego <strong>Behemoth</strong>, i dyskutowaliśmy przy tym lub marudziliśmy na wszystkie strony. Nierzadko kibicowaliśmy mniej eksploatowanym artystom, jak <strong>Psychonaut</strong>, <strong>Hangman&#8217;s Chair</strong>, <strong>Absent in Body</strong> czy<strong> Gaerea</strong>. Z polskiego podwórka obowiązkowo wspominaliśmy <strong>Decapitated</strong>, <strong>In Twilight’s Embrace, JAD </strong>czy<strong> MAG</strong>. Wyróżnialiśmy też <strong>Brutus, Frayle</strong>, czy łagodniejsze, ale niemniej mocne <strong>GGGOLDDD</strong> i <strong>Darkher</strong> z silnym dowództwem kobiecym. W zestawieniach nie zabrakło wyborów nieoczywistych, popowych i elektronicznych wrzutek, albo nostalgicznych ukłonów w stronę płytowych wznowień. Muzycznie darzyło się bardzo dobrze i bogato!</p>
<p>Zapraszamy do podsumowania roku 2022 według redakcji KVLT!</p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Marcin &#8222;Mały&#8221; Brzeźnicki</strong></p>
<p>Kolejny ciężki rok za nami. Wszystko jest odwrócone do góry nogami i wychodzi na to, że dobrze to już było. Jednakże trzeba się trzymać pozytywów i przeć naprzód. Mój muzyczny rok, jak kilka ostatnich, opierał się głównie na klasykach, które kupowałem w celach kompletowania kolekcji. Wpadło sporo wznowień, jakimi bombardowały nas wytwórnie, głównie ze strony BMG, która najmocniej we mnie trafiła boxem winylowym<em><strong> Danse Macabre</strong></em> dla <strong>Celtic Frost</strong>. Bardzo cieszą wznowienia <em><strong>Land of Death</strong></em> zespołu <strong>Golgotha</strong> i <em><strong>The Lost of Mercy</strong></em> <strong>Ghost </strong>(PL) – oba albumy są dla mnie klasykami polskiego death metalu i możliwość ich zakupienia bardzo mnie ucieszyła. Z nowości wybory są różne, góruje muzyka żywa, dająca energię i groove. Mniej w tym roku było ekstremy, niewiele premier mnie zachwyciło, czekam natomiast na nowe <strong>Obituary</strong> i <strong>Deicide,</strong> spodziewając się mocnych powrotów w 2023. Ok, no to lecimy z listą.</p>
<ol>
<li><strong>Tiszina &#8211; <em>Uwod</em></strong> &#8211; z miejscem pierwszym miałem problem, ale ostatecznie postawiłem na doomowe klimaty. Debiut <strong>Tisziny</strong> zaskoczył mnie kompletnie pięknem melodii stylizowanej na starym, dobrym metalu klimatycznym spod znaku choćby <strong>My Dying Bride</strong>. Płyta, do której będę już wracał zawsze.</li>
<li><strong>Wormrot &#8211; <em>Hiss</em></strong> &#8211; szybkość, agresja, szaleństwo, ale i dobry aranż, świetne brzmienie i nietuzinkowe pomysły. Cios prosto z Singapuru zdeklasował stanowczo inne produkcje gatunku noise/grindcore. Szkoda, że kosztowało to band wymianę wokalisty, ale myślę, że to ich nie zatrzyma, bo to istny huragan.</li>
<li><strong>Malevolence &#8211; <em>Malicious Intent </em></strong>&#8211; w ogólnym rozrachunku jestem zmęczony metalcorem, tym bardziej takim, gdzie sztampowo pcha się naprzód śpiewający gitarzysta i krzyczący frontman. Mało brakowało, a bym przeszedł obok nowego <strong>Malevolence,</strong> olewając go z odległości, ale coś mnie pchnęło, by sprawdzić wideo do <em><strong>Higher Place</strong></em> i zagryzło. Lekko crowbarowe, smutne wokale, prowadzące ten song, są wręcz wzruszające, i po tym utworze musiałem sprawdzić całość. Zagryzło i słuchałem płyty niemal każdego dnia przez dobre dwa miesiące.</li>
<li><strong>Alexisonfire &#8211; <em>Otherness</em></strong> &#8211; jest to płyta udowadniająca, że można wyjść godnie ze słabego nurtu emo. Moda przeterminowała się szybko jak jogurt i praktycznie nic z niej nie zostało. Natrafiłem na informację o nowym albumie <strong>Alexisonfire</strong> i stwierdziłem, że zaryzykuję. Nie żałuję. <em><strong>Otherness</strong> </em>jest albumem na wskroś amerykańskim, zahaczającym o przykurzony klimat southeronowy, ale i melancholijnym, pięknym. Rozwój muzyczny tego zespołu zasługuje na pochwałę i mam nadzieję, że płyta nie przejdzie niezauważona.</li>
<li><strong>Fear Factory &#8211; <em>Recoded</em></strong> &#8211; zespół, który dla mnie od czasów <em><strong>Archetype</strong></em> nie nagrał niczego, czego chciałbym słuchać. Po obróbce ostatniej płyty przez kilku DJów, w tym Rhysa Fulbera, nagle okazało się, że mogę jej słuchać. Elektroniczne remiksy są przebojowe, rozbudowane i nośne. Podszedłem do <em><strong>Recoded</strong></em> z dystansem, ale mogę bez ogródek napisać, że jest to najlepszy album FF od lat.</li>
<li><strong>Tove Lo &#8211; <em>Dirt Femme</em></strong> &#8211; zawsze wplatam jakiś dobry pop do swego podsumowania, a rok &#8217;22 broni <strong>Tove Lo</strong> i jej nowe dzieło. Jest to artystka, którą obserwuję od dawna, bardzo odważna, poruszająca trudne tematy i nie bojąca się szokować. Na <strong><em>Dirt Femme</em></strong> odnalazłem wiele nietuzinkowych hitów ubranych w dobre, staromodne brzmienie.</li>
<li><strong>Brutus &#8211; <em>Unison Life</em></strong> &#8211; nie znałem wcześniej tego zespołu. Krótko przed premierą nowej płyty YouTube zaproponował mi obejrzenie ich koncertu i tak też uczyniłem. Śpiewająca perkusistka zrobiła na mnie wielkie wrażenie, a przestrzenna muzyka nie pozostała w tyle. <em><strong>Unison Life</strong></em> słucham często i czekam na poznański koncert w przyszłym roku.</li>
<li><strong>Epitome &#8211; <em>ROTend</em></strong> &#8211; Polski w moim zestawieniu bronią wyjadacze z <strong>Epitome</strong>. Ich album wjechał bezkompromisowo, łamiąc wszystkie kości. Bardzo klasyczny, ale i świeży w swej budowie niszczy ciężarem. Tęsknię do takiego death/grindu jakiego było kiedyś u nas sporo. Gdyby mnie ktoś zapytał, to bym zamienił te wszystkie modne, polsko-nazwane black metale na kilka konkretnych strzałów w stylu Epitome.</li>
<li><strong>Rammstein &#8211; <em>Zeit</em></strong> &#8211; sam jestem zaskoczony, że tak mi przypadł do gustu <strong>Rammstein</strong>. Poprzedni krążek do dziś uważam za niewypał i wtedy już całkowicie Niemców pogrzebałem. <em><strong>Zeit</strong></em> sprawdziłem, bo „wypadało” i okazał się krążkiem godnym, z ciężarem, charakterystycznym humorem, w stylu zespołu, ale nie sztampowym i wymęczonym. Nie jestem przesadnym fanem Ramm, ale <em><strong>Zeit</strong></em> jest albumem bardzo dobrym.</li>
<li><strong>Celtic Frost</strong> &#8211; <strong><em>Danse Macabre </em></strong>&#8211; tak wiem, to nie materiał premierowy&#8230;ale premierowe wydawnictwo. Takim małym oszustwem wpycham wznowienia moich bogów monumentalnego metalu w zestawienie. Winyle były, są i będą męczone po mój grób. Piękne wydawnictwo i hołd dla legendy.</li>
</ol>
<p><iframe title="Тишина - Увод... (2022) [Full Album]" src="https://www.youtube.com/embed/0wCix90BwMM" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Piotr Czwarkiel</strong></p>
<p>2022 rok już za nami. Muzycznie pokazał, że pomimo tego, iż nie raz mówi się i pisze w recenzjach, że ten czy tamten band nie wymyśla koła na nowo, to jednak nadal pojawiają się zaskoczenia. Moje podium zostało osadzone dość szybko. Już po odsłuchu nowej płyty<strong> <em>Wpiekłowstąpienie</em></strong> podpoznańskiego <strong>Sothoris</strong> wiedziałem, że trudno będzie, aby coś przebiło ten materiał. Kapitalne melodie, agresyjne gitary, bezbłędne bicie perkmana, no i fenomenalnie zaśpiewane polskie teksty.</p>
<p>Nie raz w podsumowaniach roku doceniałem debiutantów, a w tym roku <strong>Vorga</strong> jest tego kolejnym przykładem. To międzynarodowy kwartet stacjonujący w Niemczech. Jeśli jesteś fanem melodyjnego black metalu i w jakiś sposób przegapiłeś <strong><em>Striving Toward Oblivion</em></strong>, to czym prędzej łap za słuchawki!</p>
<p>Podium zamyka <strong>Decapitated</strong>. Wiele różnorakich opinii można było usłyszeć/przeczytać zewsząd przy okazji premiery ósmego pełniaka ekipy dowodzonej przez Vogga, jednak ja jestem pod wrażeniem produkcji <strong><em>Cancer Culture</em></strong>. To jak to wszystko współgra, jak brzmią gitary. Czy to kwestia Prusiewicz Studio, czy zasługa duetu David Castillo (mix) &amp; Ted Jensen (mastering), nie wiem. A może wszystko razem?</p>
<p>Teraz klasycznie zaczynają się schody. No bo jak upchać inne ciekawe albumy do zaledwie TOP10?</p>
<p>Na pewno docenić muszę <strong>Absent in Body</strong> za niesamowity ciężar i czasami wręcz grobowy klimat. Jak tylko sobie przypominam <strong><em>Plague God</em></strong> to mam ciarki. Dość długo czekałem na następcę fenomenalnego <strong><em>Unfold The God Man</em></strong> belgijskich post-metalowców z <strong>Psychonaut</strong>. Ale jak już zaprezentowali <strong><em>Violate Consensus Reality</em></strong> to nie było czego zbierać. Kapcie spadły, a szczęki do dzisiaj szukam. Twórczość <strong>Heilung</strong> łykam od początku ich działalności. Tak jak miałem obawy, że ich pomysły na granie viking/shamanic folku mogą się szybko skończyć, tudzież popaść w monotonię, tak nowa płyta <strong><em>Drif</em></strong> pokazuje jak niepotrzebnie się o to bałem. Dwa lata temu oczarowany debiutem <strong>Frayle</strong> umieściłem ich w podsumowaniu roku, a po odsłuchu <strong><em>Skin &amp; Sorrow</em></strong> muszę uczynić to samo po raz kolejny. Ach ten niesamowicie hipnotyzujący wokal <strong>Gwyn</strong>!</p>
<p>W black metalu tak obrodziło, że cholernie ciężko wskazać tę jedną jedyną pozycję więc wymienię tylko 3 bez wdawania się w szczegóły: <strong>WATAIN </strong>„<strong><em>The Agony &amp; Ecstasy of Watain</em></strong>”, <strong>MISÞYRMING</strong> „<em><strong>Með Hamri</strong></em>” oraz <strong>GAEREA</strong> „<em><strong>Mirage</strong></em>&#8222;.</p>
<p>Jak od kilku lat z moich radarów spadły <strong>Megadeth</strong> czy <strong>Machine Head</strong>, tak w 2022 roku obydwa zespoły pokazały, że po gorszych chwilach w karierze potrafią się podnieść i zaserwować fanom świetną muzykę &#8211; zarówno <em><strong>The Sick, the Dying&#8230; and the Dead! </strong></em>Rudego, jak i  <em><strong>Of Kingdom and Crowns</strong></em> MH są bardzo dobre. Z prog metalu bez dwóch zdań należy wskazać <strong>Evergrey</strong> &#8211; <em><strong>A Heartless Portrait (The Orphean Testament)</strong></em>.</p>
<p>Na koniec polska scena &#8211; neofolkowa <strong>OLS</strong> zaprezentowała inne oblicze na płycie <strong><em>Pustkowia</em></strong>, którego nie można pominąć. <strong>Czarny Bez</strong> w fajny sposób połączył melodykę i agresję muzyki metalowej z folkiem i industrialem, trzeba mieć na ich oku. <strong>Cortege</strong> na płycie <strong><em>Vandari</em></strong> pokazuje jak lata 90. były ważne dla rozwoju death metalu; kawałek „<strong><em>To Die, To Sleep, No More</em></strong>” to majstertszyk. No i szkoda, że norweski wydawca położył klasyczną lagę i o tej płycie mało kto wie. Również lubuski <strong>BAALZAGOTH</strong> pokazał, że ma swój pomysł na granie death metalu w naszym kraju. <strong><em>Morbid Persecutions</em></strong> to mocny debiut z kilkunastoletnim pałkerem w składzie.</p>
<p>Z niemetalu polecam polską artystkę <a href="https://open.spotify.com/artist/0AZgkXW6n0zfyOhVAnIopA"><strong>LUNA</strong></a> i jej płytę <strong><em>Nocne Zmory</em></strong>.</p>
<p><iframe title="VORGA (Germany) - Comet OFFICIAL VIDEO (Black Metal) Transcending Obscurity Records #blackmetal" src="https://www.youtube.com/embed/bpwPWWaIVJY" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Annika Gucwa</strong></p>
<p>2022 pod wieloma względami był strasznym rokiem pełnym napięć, niepewności i pytań bez odpowiedzi. Świadomość tego, co dzieje się na świecie rzucała cień na powracające koncerty, a coraz gorsze wiadomości pojawiały się na przemian z anonsami o premierach nowych albumów.<br />
Bardzo słodko-gorzki rok, w którym aż roiło się od nieoczywistych gatunkowych połączeń i artystów umacniających swoje pozycje na scenie alternatywnej poprzez albumy definiujące brzmienie zespołów.</p>
<ol>
<li><strong>Zeal&amp;Ardor</strong> – <em><strong>Zeal&amp;Ardor</strong></em>. Chociaż z mniejszym lub większym zapałem śledziłam poczynania <strong>Zeal &amp; Ardor</strong> od czasów debiutanckiego <em><strong>Devil is Fine</strong></em>, to przyznaję, że zupełnie nie byłam przygotowana na tak rewelacyjny nowy album. Znowu pojawiają się tutaj gospelowe chóry, wpływy bluesa i akustyczne pasaże, jednak całość ma dużo mroczniejszy wydźwięk i nabrała ciężaru. Od noise’owego mroku oraz elektronicznych partii, poprzez inspiracje blackiem (a nawet przemycony w to szalone połączenie jazzowy element!), <strong>Zeal &amp; Ardor</strong> zasługują na miano jednego z ciekawszych zjawisk w metalu.</li>
<li><strong>Konvent</strong> – <strong>Call Down the Sun</strong>. Lepszego powrotu <strong>Konvent</strong> chyba nie mogłam sobie wymarzyć. Zniewalająco ciężkie granie w ich wydaniu po prostu miażdży, a walcowate, doom metalowe brzmienie okazuje się hipnotyzujące. Nie brakuje tam również niepokojących zwolnień i poczucia pełnego napięcia. Duńskiemu zespołowi jakimś cudem udało się tam upakować jeszcze więcej bezlitosnego deathu i monumentalności doomu. Jak ja lubię takie połączenia!</li>
<li><strong>GGGOLDD</strong> –<em><strong> This Shame Should Not Be Mine</strong></em>. Jeden z albumów, które po prostu nie nadają się do słuchania na co dzień. Motywy przewodnie albumu – napaść seksualna, drastyczne przeżycia, tytułowy wstyd i wreszcie przepracowywanie traumy &#8211; naprawdę nie składają się na łatwy w odsłuchu materiał. Dodajcie do tego minimalistyczną, dosyć upiorną elektronikę, genialne w swojej prostocie brzmienie gitar oraz oszczędność środków wyrazu, a przekonacie się, że nowy album <strong>GGGOLDD</strong> to istny emocjonalny niszczyciel.</li>
<li><strong>Sylvaine</strong> – <em><strong>Nova</strong></em>. Twórczość norwesko-amerykańskiej artystki <strong>Kathrine Shepard</strong> jest zwykle opatrzona etykietą atmospheric black metalu, jednak pod szyldem Sylvaine otrzymujemy znacznie więcej – i chwała jej za to. Wokalizy na jej nowym albumie potrafią zależnie od utworu przyprawić o ciarki albo wprawić w kompletny zachwyt, dźwięk balansuje gdzieś pomiędzy agresją wspomnianego blacku a onirycznym klimatem, a całość intryguje i wciąga na dobre.</li>
<li><strong>Baśnia</strong> – <em><strong>In Parts Messed Up</strong></em>. Rzadko kiedy trafiają się albumy, których brzmienie tak po prostu można określić jako piękne. W tę konwencję idealnie wpisuje się wydawnictwo projektu <strong>Baśnia</strong>, na którym wśród dream popowych i post-punkowych pejzaży dźwięku otrzymujemy fantastyczne wokale, klimatyczne zmiany tempa i doskonały groove. Świetna sprawa i jednocześnie znakomita premiera na polskiej scenie alternatywnej.</li>
<li><strong>Witch Fever</strong> – <strong><em>Congregation</em></strong>. Wszystkich, którzy nie wyobrażają sobie połączenia doom metalowego ciężaru z punkową dzikością, odsyłam do <strong>Witch Fever</strong>. Gwarantuję, że nie pożałujecie tak nieokiełznanej, niemal pierwotnej energii, a przy tym zapadających w pamięć riffów i ekspresyjnego wokalu.</li>
<li><strong>Behemoth</strong> – <em><strong>Opvs Contra Natvram</strong></em>. <strong>Behemoth</strong> nie zawodzi zarówno jako znakomita maszyna koncertowa, jak i marka polskiego black/death metalu najwyższej próby. <em><strong>Opvs Contra Natvram</strong> </em>jest na to kolejnym dowodem – obok monumentalnego, epickiego brzmienia otrzymujemy wybuchy dźwiękowej agresji oraz iście blackową wściekłość. „Opus” nie jest hasłem użytym na wyrost, a najnowsze wydawnictwo <strong>Behemotha</strong> jest na swój sposób prawdziwym dziełem – nawet, jeśli ekipa <strong>Nergala</strong> ma w swoim dorobku lepsze albumy.</li>
<li><strong>Gaerea</strong> – <em><strong>Mirage</strong></em>. Portugalczycy z<strong> Gaerea</strong> wrócili z kolejnym black metalowym ciosem o intrygującym brzmieniu. Choć <em><strong>Mirage</strong></em> w pewnym sensie brzmi znajomo (wręcz „mgliście”), to klimatyczne zwolnienia, udręczone wokale i mroczna a zarazem podniosła atmosfera wprowadzają do ich twórczości pewną pociągającą iskrę szaleństwa.</li>
<li><strong>Frayle</strong> – <em><strong>Skin and Sorrow</strong></em>. Ciężka atmosfera oraz fenomenalne wokale stanowią mocne punkty najnowszego albumu spod szyldu <strong>Frayle</strong>. Pomimo oczywistych skojarzeń z królową amerykańskiego gotyku <strong>Chelsea Wolfe</strong>,<strong> Frayle</strong> podążają własną ścieżką i komponują znakomite, wciągające doomowe hymny.</li>
<li><strong>Karin Park</strong> – <em><strong>Private Collection</strong></em>. Można się wykłócać, czy to już album z prawdziwego zdarzenia, czy zbiór nagranych na nowo utworów artystki. Mimo wszystko nowe aranżacje utworów liczących sobie czasami dwadzieścia lat utwierdziły mnie w przekonaniu, że niezrównana <strong>Karin Park</strong> powróciła w wielkim stylu i przede wszystkim pomysłem na siebie, zapewniając doskonały muzyczny trip w rejony mrocznej, przepełnionej emocjami elektroniki.</li>
</ol>
<p><iframe title="Zeal &amp; Ardor - Church Burns" src="https://www.youtube.com/embed/5pcBeNq00c4" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Paweł Lach</strong></p>
<p> W 2022 roku muzyka metalowa nie zawsze była moim pierwszym wyborem. Kiedy na prywatne potrzeby zacząłem zastanawiać się nad ulubionymi albumami, to lista poszła ścieżką melancholijno/mrocznej alternatywy. W tej kategorii często gościły na mojej playliście albumy takich artystów jak <strong>Daniel Spaleniak, Just Mustard, Fontaines D.C., Black Midi, Kiev Office, Zeal &amp; Ardor, King Dude,</strong> czy <strong>Trupa Trupa</strong>, które szczerze polecam. Ale w muzyce metalowej (szeroko rozumianej) też działo się sporo. I chyba wciąż można spoglądać w przyszłość z optymizmem. Cieszy wysoka forma niektórych weteranów. Budzą nadzieję interesujące płyty od młodych zespołów. W kategoriach różnych odmian kontrolowanego hałasu moja prywatna „dyszka” prezentuje się następująco (kolejność przypadkowa):</p>
<p><strong>Autopsy &#8211; <em>Morbidity Triumphant</em></strong><br />
<strong>Immolation &#8211; <em>Acts Of God</em></strong><br />
<strong>Mag &#8211; <em>Mag II: Pod krwawym księżycem</em></strong><br />
<strong>Hostia &#8211; <em>Nailed</em></strong><br />
<strong>Lamashtu  &#8211; <em>Plaque des Enfers</em></strong><br />
<strong>Sceptic &#8211; <em>Nailed To Ignorance</em></strong><br />
<strong>JAD &#8211; <em>Ból</em></strong><br />
<strong>Absent In Body &#8211; <em>Plague God</em></strong><br />
<strong>Machine Head &#8211; <em>Of Kingdom and Crown</em></strong><br />
<strong>Blut Aus Nord &#8211; <em>Disharmonium – Undreamable Abysses</em></strong></p>
<p><iframe title="Stab the Brain" src="https://www.youtube.com/embed/DKddSI4PLUI?list=PLwjsn2sdxbsDhRwxn0bvLbEv63Gd_iryt" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Joanna Pietrzak</strong></p>
<p>Moja ubiegłoroczna lista muzycznych wyróżnień to oczywiście groch z kapustą, kwaśne ze słodkim i zimne z gorącym. Szukałam rzeczy pod spodem, mniej oficjalnie promowanych i skrajnie oddziałujących nastrojowo. Pominęłam dość sporo z dużych nazw, które nadrobię stopniowo, ale też zdałam sobie sprawę, że o niektórych wydawnictwach zupełnie zapomniałam. Cóż, taki to rok albo skręcam w inne rejony z premedytacją. W kontekście muzycznym nie narzekam.</p>
<ol>
<li dir="auto"><strong>Darkher &#8211; <em>The Buried Storm</em></strong>. Nigdy bym nie przypuszczała, że kiedykolwiek moim wydawnictwem roku zostanie płyta tak spokojna, a jednak niepokojąca, z pięknymi damskimi wokalami, gdzieś dociążająca, innym razem zimna i subtelna. Do superlatyw dołączam cały wachlarz produkcyjny, graficzny i koncepcyjny. Kocham.</li>
<li dir="auto"><strong>Brutus &#8211; <em>Unison Life</em></strong>. Kobita na perkusji, śpiewająca tak, że kapcie spadają, plus konkretne prostolinijne teksty idealnie wplecione w uszyte na miarę wściekłe rockowe/post hc utwory. Bez przekombinowania i zbędnych ozdobników. Da się? I to jak!</li>
<li dir="auto"><strong>Author&amp;Punisher &#8211; <em>Kruller</em></strong>. Poprzedni album Tristana Shone&#8217;a wywołał we mnie emocje tak zwane żadne, a tym razem nie mogłam się uwolnić od opowieści w industrialno-metalowym anturażu.</li>
<li dir="auto"><strong>Hangman&#8217;s Chair &#8211; <em>A Loner</em></strong>. Najlepszy metalowy album roku 2022, wymykający się standardowym etykietkom.</li>
<li dir="auto"><strong>Trentemoller &#8211; <em>Memoria. </em></strong>Najlepszy elektroniczny album roku 2022, ze świetnym vibem inspirowanym gdzieś pomiędzy Joy Division (serio) a Slowdive, plus wyjątkowo udane aranże w całości. To najbardziej poskładane dzieło Trentemollera od czasów <em><strong>Fixion</strong></em> (2016)</li>
<li dir="auto"><strong>Madrugada &#8211; <em>Chimes at Midnight. </em></strong>Ja się po prostu kocham w tych melancholijno-depresyjnych wokalach <strong>Siverta Høyema</strong> i tyle.</li>
<li dir="auto"><strong>Billy Howerdel &#8211; <em>What Normal Was. </em></strong>Gdyby to był album nagrany z <strong>Maynardem Keenanem</strong> i jeszcze pod szyldem <strong>A Perfect Circle</strong>, pewnie byłoby o nim głośniej. Tymczasem depeszowe i zimnofalowe wariacje <strong>Howerdela</strong> przeszły bez echa. A mnie się cholernie wpiął w żyły ten album.</li>
<li dir="auto"><strong>The Hellacopters &#8211; <em>Eyes of Oblivion. </em></strong>Do tańca i nie-różańca, kto nie zna, ten trąba.</li>
<li dir="auto"><strong>Voivod &#8211; <em>Synchro Anarchy. </em></strong>Zawsze sprawdzam co tam, jak tam u <strong>Voivod</strong>, i zawsze w to wchodzę.</li>
<li dir="auto"><strong>40 Watt Sun &#8211; <em>Perfect light</em></strong>. Marudom i mrukom mówię tak, szczególnie w tak minimalistycznym wydaniu.</li>
</ol>
<div dir="auto">+ dwie mordowane przeze mnie EPki i na koniec moja prawdziwa płyta roku:</div>
<ul>
<li dir="auto"><strong>Crosses &#8211; <em>permanent.radiant </em></strong>&#8211; bo <strong>Chino Moreno</strong> jest jedyny i umie w piosenki;</li>
<li dir="auto"><strong>Jesu &#8211; <em>pity/piety</em></strong> &#8211; bo jestem fanką <strong>Justina Broadricka</strong> od czasów niepamiętnych;</li>
<li dir="auto"><strong>Failure &#8211; <em>Wild type droid (2021) </em></strong>&#8211; bo wiążę się z nimi najlepsza przygoda mojego ubiegłorocznego żywota.</li>
</ul>
<p><iframe title="Darkher - Where the Devil Waits [Official Music Video]" src="https://www.youtube.com/embed/8o_M8LOmA3s" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Hubert Pomykała</strong></p>
<p>Na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy przesłuchałem kilkadziesiąt albumów. W zdecydowanej większości były to dokonania co najmniej dobre, jednakże bez potencjału na umieszczenie ich w mojej prywatnej TOPce podsumowującej muzycznie Anno Domini 2022. Niemniej skrojenie takowej było znacznie łatwiejsze w porównaniu do prac nad analogiczną listą sprzed roku.</p>
<ol start="10">
<li><strong>Crowbar – </strong><em><strong>Zero and Below</strong>. </em><strong>Kirk Windstein</strong> nadal potrafi sukcesywnie przekonywać mnie, że jest absolutnym mistrzem w pisaniu chwytliwych riffów, a kolejny album jego macierzystej formacji jedynie utwierdza mnie w tym przekonaniu. Co więcej, robi to bez trudu.</li>
</ol>
<ol start="9">
<li><strong>In Twilight’s Embrace – <em>Lifeblood. </em></strong>Mam wrażenie, że o tym krążku napisano już wszystko. Od siebie dodam, że nie trzeba wymyślać koła na nowo, jeżeli robi się coś co najmniej bardzo dobrze – a tak właśnie ITE radzi sobie z graniem „konwencjonalnego” black metalu. Na plus względnie nietypowa, chaotyczna produkcja całości, którą moim zdaniem słuchacze w pełni docenią dopiero po latach.</li>
</ol>
<ol start="8">
<li><strong>Viagra Boys &#8211; <em>Cave World. </em></strong>Nie zawiodłem się, ale też nie oczekiwałem od VG niczego przełomowego. To zestaw całkiem udanych piosenek, a konwencja, którą bawi się zespół, jeszcze nie zdążyła mi się znudzić. Pytanie brzmi, kiedy to nastąpi?</li>
</ol>
<ol start="7">
<li><strong>Piołun – <em>Rzeki Goryczy. </em></strong>Album równy, przemyślany, sprawnie zagrany, klimatyczny i bez wątpienia udany. Lubię w nim to, że dobrze się go słucha od deski do deski, a więc bez pomijania jakiegokolwiek z numerów. Główny motyw gitarowy z <em>W Stronę Światła</em> zasługuje na black metalowy Laur Konsumenta 2022.</li>
</ol>
<ol start="6">
<li><strong>1988 – </strong><em><strong>Ruleta</strong>. </em>Nie wszyscy goście ukrywającego się pod pseudonimem 1988 Przemka poradzili sobie z udźwignięciem potencjału jego bitów, ale nieco słabsze zwrotki czy nietrafione wersy są tu tak nieliczne, że z <em>Ruletą </em>obcować powinno się w całej jej okazałości, wybaczając liryczne niedociągnięcia zaproszonych i z równoczesną świadomością mierzenia się z jednym z najważniejszych albumów producenckich ostatnich lat.</li>
</ol>
<ol start="5">
<li><strong>Gaerea – </strong><em><strong>Mirage</strong>. </em>Kupuję zarówno kierunek wizualny Portugalczyków, jak i każdą z melodii zarejestrowanych na <em>Mirage</em>. Warto sprawdzić, chociażby ze względu na trudny do sprecyzowania, suwerenny dla grupy rodzaj wrażliwości muzyczny, który z powodzeniem tu uchwycono.</li>
</ol>
<ol start="4">
<li><strong>Jad – <em>Ból. </em></strong>Mocny cios w gębę. Zdarza się, że go potrzebujemy. Doskonale orzeźwia i przypomina, by nie opuszczać gardy.</li>
</ol>
<ol start="3">
<li><strong>Brutus &#8211; <em>Unison Life. </em></strong>Jak to jest grać w tak znakomitym zespole? Cytując klasyka: <em>nie wiem, ale się domyślam</em>. Z zaciekawieniem obserwuję falę wznoszącą na której dryfują Belgowie. Oby wyniosła ich ona możliwie jak najdalej.</li>
</ol>
<ol start="2">
<li><strong>Owls Woods Graves &#8211; <em>Secret Spies of the Horned Patrician</em></strong>. Pomimo upływu miesięcy wracam do tego krążka bardzo regularnie. To rzecz pełna rewelacyjnych bangerów. Numery takie jak <em>Idzie Diabeł</em>, <em>Return of Satan</em> czy <em>Antichristian Hooligan</em> to gwarancja znakomitej zabawy. A o to chyba właśnie chodzi, gdy łączy się black metal z punk rockiem, prawda?</li>
</ol>
<ol>
<li><strong>Hangman’s Chair </strong><em><strong>– A Loner</strong>. </em>Każdy z utworów jest tu co najmniej bardzo dobry (single są fenomenalne!), a jako całość <strong><em>A Loner</em></strong> to dzieło niesamowicie spójne, piękne, szczere, chwytające za serce i do bólu ujmujące. Tak jak i jego twórcy, wielokrotnie zadawałem sobie pytanie <em>Who Wants To Die Old?</em> i tak samo jak podmiot liryczny tej kompozycji nie rozumiem świata, w którym przyszło nam żyć. Jeżeli macie podobnie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że i Wam równie łatwo będzie się utożsamiać z najnowszym dokonaniem Hangman’s Chair. Kocham ten album tak mocno, że trudno mi napisać o nim coś więcej niż to, co zawarłem w kilku powyższych linijkach.</li>
</ol>
<p><iframe title="HANGMAN'S CHAIR - Who Wants To Die Old (OFFICIAL MUSIC VIDEO)" src="https://www.youtube.com/embed/aE-RXxJXSgw" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz Walas</strong></p>
<p>Wyróżnienia in plus:</p>
<p><strong>Psychonaut – <em>Violate Consensus Reality. </em></strong>Czekałem na ten album z ogromną ekscytacją, ale również zaniepokojony tym, czy Belgom uda się zaspokoić moje naprawdę OGROMNE oczekiwania. Udało się, a ich drugi pełny album to post-metalowe arcydzieło pozbawione jakichkolwiek wad. W tym przypadku nie mam kompletnie żadnych wątpliwości – dla mnie bezsprzecznie jest to album roku.</p>
<p><strong>Absent in Body </strong>– <strong><em>Plague God. </em></strong>Tak mocnego zamknięcia pierwszego kwartału ’22 się nie spodziewałem. Moja wina, w końcu album nagrany przez duet z <strong>Amenry</strong>, <strong>Scotta Kelly’ego </strong>i <strong>Iggora Cavalerę </strong>słaby być nie mógł. Arcyciężkie granie, wylewający się z głośników przytłaczający klimat, zdehumanizowany wokal&#8230; to wszystko (i jeszcze trochę) złożyło się na jedną z najcięższych pozycji w tym roku. Potworna szkoda, że w obliczu ekscesów <strong>Kelly’ego </strong>przyszłość tego składu stanęła pod wielkim znakiem zapytania.</p>
<p><strong>Ghost </strong>– <strong><em>Impera. </em></strong>O tym, że <strong>Tobias Forge </strong>potrafi napisać utwory podbijające całe areny wiadomo było nie od wczoraj. <strong><em>Impera </em></strong>pokazuje za to, że dla Szweda napisanie całego albumu w takim stylu również nie stanowi problemu. Dla wielu osób jest to najsłabszy, za bardzo radiowy album <strong>Ghost. </strong>Ja tę przebojowość, chwytliwość <strong>Ghost </strong>po prostu wielbię, a ze wszystkich ubiegłorocznych wydawnictw to właśnie piąty LP tego zespołu kręcił się w moich odtwarzaczach najczęściej.</p>
<p><strong>Immolation </strong>­– <strong><em>Acts of God. </em></strong>Przed wydaniem <strong><em>Acts of God </em></strong>Amerykanie nie mieli na koncie albumu słabego ani nawet przeciętnego, a rzeczony krążek nie tylko podtrzymuje tę tradycję, ale na dodatek zalicza się do grona „tych lepszych” pozycji z ich bogatego katalogu. Ta płyta to absolutna perła wśród zeszłorocznych death metalowych premier i coś, co miłośnicy gatunku po prostu muszą mieć na swoich półkach.</p>
<p><strong>Königreichssaal – <em>Loewen. </em></strong>Bez znajomości, bez wielkich kampanii promocyjnych i jakichkolwiek tras koncertowych, bez nadmiernego medialnego klepania po pleckach przez „wielkie osobistości” z branży – trio z Lewina Brzeskiego względnie po cichu zrobiło swoje i wypuściło na rynek najlepszą black metalową EPkę minionego roku. Krążek ten jest mocny w przekazie i rozpaczliwie piękny w muzyce. Lewin może być z tych Panów dumny – pytanie tylko, czy w obliczu treści tekstów tych trzech utworów ma to dla nich jakąś wartość?</p>
<p><strong>Machine Head </strong>­– <strong><em>Of Kingdom And Crown. </em></strong>Nie jest to album idealny i generalnie nie dorasta on do pięt najlepszym albumom w dyskografii formacji <strong>Robba Flynna</strong>. Wyróżniam go jednak za to, że stanowi zadowalający i mimo wszystko chyba trochę niespodziewany powrót do niezłej formy po fatalnej <strong><em>Cathrasis</em></strong>. Dodatkowo bardzo miły jest fakt polskiego akcentu (hail <strong>Vogg</strong>) w tym powrocie z martwych.</p>
<p><strong>Sceptic </strong>– <strong><em>Nailed to Ignorance. </em></strong>Bardzo cieszy również to, że w końcu doczekaliśmy się kolejnego wydawnictwa śląskiej tech-death metalowej legendy, jaką niewątpliwie jest <strong>Sceptic</strong>. I to powrotu nie byle jakiego, bo triumfalnego – <strong><em>Nailed to Ignorance </em></strong>to świetna kontynuacja drogi obranej przed laty, tym razem jeszcze mocniej stawiająca na świetne melodie kosztem technicznych popisów. Dla mnie – bomba!</p>
<p>Wyróżnienia in minus:</p>
<p><strong>Slipknot </strong>– <strong><em>The End, So Far. </em></strong>Większej kaszany w ubiegłym roku nie słyszałem. <strong>Slipknot </strong>jest tutaj rozdarty pomiędzy odgrzewaniem kotleta, nędznymi próbami zapełniania luki po <strong>Stone Sour</strong> a próbami stworzenia czegoś ambitniejszego. Efektem jest potworek, którego dobre momenty można policzyć na palcach jednej ręki. Miejsce całej reszty powinno za to być w koszu, a nie na oficjalnym wydawnictwie. Oby było to jednorazowe wywalenie się na mordę. Czy tam na 9 mord.</p>
<p><strong>Behemoth – <em>Opvs Contra Natvram. </em></strong>W swojej recenzji tego krążka pisałem o tym, że jest on dobry, ale rozczarowuje jeśli zestawiać go z poprzednimi dokonaniami zespołu <strong>Nergala</strong>. Od publikacji tamtego tekstu upłynęło sporo wody w rzece, nowe dziecko Pomorskiej Bestii zostało przeze mnie przesłuchane niezliczoną ilość razy, kilka nowych kompozycji usłyszałem na żywo i podtrzymuję swoją opinię – to dobre wydawnictwo, słucham go z przyjemnością, wstydu <strong>Darskiemu </strong>i jego kompanom na pewno nie przynosi. Nie wytrzymuje ono jednak zestawienia nawet z <strong><em>I Loved You At Your Darkest</em></strong>, o poprzednich albumach nie wspominając.</p>
<p><strong>Kreator </strong>– <strong><em>Hate Uber Alles. </em></strong>Niemieccy thrash metalowi giganci niestety zaczynają powoli popadać w przeciętność. O ile <strong><em>Gods of Violence </em></strong>jeszcze miał tak zwane momenty, tak piętnasty krążek thrasherów z Essen wpada jednym uchem, a wypada drugim. Nie zostaje po nim nic, oprócz delikatnego poczucia zmarnowanego czasu. Nie tak to miało wyglądać.</p>
<p><strong>Amon Amarth </strong> &#8211; <strong><em>The Great Heathen Army. </em></strong>Dokładnie to samo można powiedzieć o szwedzkich Wikingach z <strong>Amon Amarth</strong>, których każda kolejna odsłona twórczości po <strong><em>Deceiver of the Gods </em></strong>prezentuje się coraz słabiej. Co z tego, że ich dwunasty album jest dobrze zagrany, skoro wieje z niego nudą?</p>
<p><strong>Foals </strong>­– <strong><em>Life is Yours. </em></strong>Po serii trzech albumów, którym udało się przekonać mnie do Anglików, wypuszczają oni TO. Rock został na <strong><em>Life is Yours </em></strong>porzucony na rzecz bardziej tanecznych rytmów i nie miałbym z tym problemu, gdyby efektem był udany krążek. Niestety udanym nazwać go nie można. Panowie, zawróćcie z tej drogi, proszę.</p>
<p><iframe title="PSYCHONAUT - Violate Consensus Reality (Official Video)" src="https://www.youtube.com/embed/sgcLhQ0QVDU" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><strong>Damian &#8222;Synu&#8221; Wiśniewski</strong></p>
<p>Co roku powtarzam, że grudzień bierze mnie znienacka i co roku odczuwam to tylko mocniej. Nie ma jednak co narzekać, trzeba podsumowywać. Tradycyjnie luźna dycha, niekoniecznie najlepszych, ale takich, przy których spędziłem bodaj najwięcej czasu.</p>
<p><strong>Decapitated &#8211; <em>Cancer Culture</em></strong> – od lat jestem <strong>#teamVogg</strong> i od lat kibicuję chłopakowi jak zły. Dużo było wokół tej płyty narzekania, ale to dobrze, bo to znaczy, że wzbudziła emocje. Mnie wytargała za uszy od pierwszej rundy i z perspektywy czasu nic się nie zmieniło.</p>
<p><strong>Machine Head &#8211; <em>Of Kingdom and Crown</em></strong> – wspomniany wyżej spowodował też przychylność dla tego krążka. Choć w sumie nawet bez <strong>Vogga</strong> polubiłbym się z nowym <strong>Machine Head</strong>, bo to płyta, która stanowi udany powrót do okresu, w jakim bardzo sobie ten zespół ceniłem. Swoiste catharsis po <em><strong>Catharsis</strong></em>. Dobre płyciwo.</p>
<p><strong>Nightrage &#8211; <em>Abyss Rising</em></strong> – mocno w tym roku liczyłem na <strong>Halo Effect</strong> (obietnice nie znalazły niestety pokrycia w rzeczywistości), na szczęście honor melodic death metalu uratowali w tym roku goście z <strong>Nightrage</strong>. Co to jest za album – dla sympatyków <em>gothenburg sound</em> rzecz absolutnie obowiązkowa.</p>
<p><strong>Psychonaut &#8211; <em>Violate Consensus Reality</em></strong> – jak tu ładnie zostało pożenione. Progresywny metal i piękne piosenki. W tym roku nikt w tej kategorii tak nie zagrał. Belgowie mają dar pisania świetnych songów i robią z niego stuprocentowy pożytek. Cudowny album.</p>
<p><strong>Hydra – <em>Beyond Life and Death</em></strong> – <strong>Hydra</strong> to jest król vintage’owego stonerka, jak szczupak jest król wód i drugą płytą panowie z Pleszewa znów zgarnęli pełną pulę. Zabawa, taniec, śpiew i pan Diabeł. Nie da się lepiej.</p>
<p><strong>Origin of Escape &#8211; <em>Shapes</em> </strong>– czysty przypadek zrządził, że trafiłem na koncert <strong>OoE</strong> grany w ramach festiwalu muzyki progresywnej w Toruniu. Potem chwyciłem za płytę.. i przepadłem. Nowoczesny progressive rock/metal, zagrany bez kompleksów i na światowym poziomie. I mean it.</p>
<p><strong>Stillborn &#8211; <em>Cultura de la Muerte</em></strong> – żeby nie było tylko miło i sympatycznie. W bluźnierczym, sczerniałym death metalu korona króla przypadła w tym roku <strong>Stillborn</strong>. Krew, pogruchotane kości i zdeptane krucyfiksy. Piękna płyta.</p>
<p><strong>In Twilight’s Embrace &#8211; <em>Lifeblood</em> </strong> – tym razem Poznaniacy postawili na ten bardziej klasyczny black metal. Nie wyszło tak okazale, jak z Lawą, ale Lifeblood to i tak kawał soczystego mięcha. Było słuchane.</p>
<p><strong>Piołun &#8211; <em>Rzeki Goryczy</em></strong> – drugi album, który w tym roku solidnie zamieszał w black metalowym kotle. Świetny od początku do końca, po polsku, no i z Bergmanem (oraz tą biblijną Siódmą Pieczęcią) w tle. Trafili w mój gust bez pudła.</p>
<p><strong>Confession &#8211; <em>Coloured by the Red Flames of Fire</em></strong> – do kompletu trzeci album z krajowego bm, który z miejsca mnie urzekł. Mały zespół, limitowany do 300 kopii debiut, a jaką kryje muzykę. Czuć swąd spalenizny i diabelski pazur. Gorąca polecanka.</p>
<p>Tytułem post scriptum wspomnę też o splicie <strong>Angrrsth/Czort &#8211; <em>W czeluść</em></strong>. A raczej o jego pierwszej połowie, bo przy tym co zagrali muzycy z Torunia, koledzy ze Śląska wypadli dość blado. <em>Pętlę</em> i <em>Przerwaną</em> uważam za jedne z najlepszych tegorocznych kawałków black metalowych i mocno trzymam kciuki, żeby zespół utrzymał poziom na kolejnych wydawnictwach. Potencjał jest nieograniczony.</p>
<p><iframe title="Last Supper" src="https://www.youtube.com/embed/n9G_fOTsOmM" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2022-wg-redakcji-kvlt-pl/">Podsumowanie roku 2022 wg redakcji KVLT</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2022-wg-redakcji-kvlt-pl/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
