<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Cultes Des Ghoules - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/cultes-des-ghoules/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/cultes-des-ghoules/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Thu, 27 Aug 2026 07:42:11 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Cultes Des Ghoules - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/cultes-des-ghoules/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>LVCIFYRE &#8211; &#8222;Sacrament&#8221; (2019)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lvcifyre-sacrament-2019/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lvcifyre-sacrament-2019/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[vlad]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 12 Jun 2019 20:29:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2019]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[blackened death metal]]></category>
		<category><![CDATA[Cultes Des Ghoules]]></category>
		<category><![CDATA[cvltvs]]></category>
		<category><![CDATA[death metal]]></category>
		<category><![CDATA[Lvcifyre]]></category>
		<category><![CDATA[mark of the devil]]></category>
		<category><![CDATA[menthor]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Sacrament]]></category>
		<category><![CDATA[t. kaos]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=166574</guid>

					<description><![CDATA[<p>Pomimo dość skromnej dyskografii, Lvcifyre zdążyło odcisnąć swoje piętno na scenie black i death metalu. Po pięcioletniej przerwie od wydania potężnego pełnowymiarowego&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lvcifyre-sacrament-2019/">LVCIFYRE &#8211; &#8222;Sacrament&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Pomimo dość skromnej dyskografii, <strong>Lvcifyre</strong> zdążyło odcisnąć swoje piętno na scenie black i death metalu. Po pięcioletniej przerwie od wydania potężnego pełnowymiarowego albumu studyjnego <strong><em>Svn Eater</em></strong>, ekipa powraca z małym formatem, serwując fanom dwudziestotrzyminutową podróż wśród piekielnych ogni. Oto epka <strong><em>Sacrament</em></strong>.</p>
<p>Przyznam, że ucieszyła mnie wieść, dotycząca premiery nowego wydawnictwa <strong>Lvcifyre</strong>. Ich poprzedni album uważam za wyjątkowe dzieło śmierć i czarnego metalu, do którego chętnie wracam. Podobny stosunek mam do wszystkich projektów muzycznych, w które zaangażowany jest <strong>Mark of the Devil</strong> – czy to poprzez granie pierwszych skrzypiec w <strong>Cultes des Ghoules</strong> i <strong>Death Like Mass</strong>, albo dzięki gościnnym występom w <strong>Medico Peste</strong>, <strong>Bestial Raids</strong> i <strong>Ritual Death</strong>. Jego wstawki wokalne zawsze elektryzują, dodając okultystycznego klimatu do utworów, w których stoi za mikrofonem. W duecie z ciężkimi growlami <strong>T. Kaosa</strong> wypada to niezwykle udanie, co Panowie udowodnili już na <strong><em>Svn Eater</em></strong>. Najnowsze dziecko międzynarodowej kooperacji to stabilna kontynuacja wypracowanego stylu.</p>
<p>Nowe rozdanie otwiera siedmiominutowy kolos w postaci <strong><em>The Greater Cause</em></strong>. Dziewięćdziesiąt sekund ambientowych dźwięków usypia czujność słuchacza, po czym spod mrocznego tła, niczym lawina, wyrywa się moc gitarowych riffów i szybkiej, przecinającej powietrze rytmiki. Motywy, które tam się pojawiają aż proszą się o interwencję egzorcystów. Diabelskie wokalizy, potężna dawka death metalowej artylerii, wspieranej z flanki przez blackowe budowanie bluźnierczego nastroju. To jest właśnie najlepsze, co <strong>Lvcifyre</strong> może nam zaoferować. Wspaniale działają tu załamania rytmu i zmiany tempa, a jeden z takich momentów bardzo mocno przypomina kompozycje z <strong><em>Coven… </em></strong>w wykonaniu <strong>Cultes des Ghoules</strong>. Przeklęte wątki, plugawe teksty i wszechobecna diabelska moc wygasza się pod koniec utworu, płynnie przechodząc do kolejnego numeru, w którym ogromną rolę odgrywa świetne brzmienie basu <strong>Cvltvsa</strong> i bardzo udane wstawki na tym właśnie instrumencie. <strong><em>Deaths Head in Crown</em></strong> mógłby stanowić ścieżkę dźwiękową dobrego horroru. A co tu się wyprawia na sześciu strunach! <strong>T. Kaos</strong>, oprócz świetnych riffów, wrzuca na ruszt także ciekawe krótkie solówki, dodające kompozycji większej dzikości. Po ciężkiej dozie metalu przychodzi czas na chwilę wytchnienia – <strong><em>Shadowy Wing</em></strong> to przerywnik, który znów przywodzi na myśl dokonania <strong>Ghouli </strong>(szczególnie te bębny <strong>Menthora</strong>). Ostatnim oryginalnym ciosem od <strong>Lvcifyre</strong> jest tytułowy <strong><em>Sacrament</em></strong>. Ten z kolei utrzymany jest już w wypracowanym przez zespół stylu, nie da się go pomylić z niczym innym. Na koniec grupa serwuje własną aranżację klasyka legendarnego <strong>KATa</strong>. Coverowanie tej grupy to nic nowego na rodzimym rynku, choć tym razem wybór kawałka jest dość nieoczywisty, bo padło na <strong><em>Mordercę</em></strong>. <strong>Lvcifyre</strong> zafundowało wszystkim podróż sentymentalną do lat osiemdziesiątych, na swój sposób dorzucając oliwy do ognia, i wyzwalając więcej diabelskiej mocy w tym aranżu.</p>
<p>No, no, warto było czekać aż pięć lat na nową porcję mięcha, sygnowanego logiem <strong>Lvcifyre</strong>. Dostaliśmy bowiem godnego następcę <strong><em>Svn Eater</em></strong>, chłopaki ostro przygrzali i bez dwóch zdań rozpalili apetyt słuchaczy na więcej. Ja sam chętnie posłuchałbym jeszcze paru nowych numerów, ale z drugiej strony rozsądek podpowiada mi, że znów przyjdzie mi czekać długie miesiące na kolejny materiał tej świetnej kapeli. Obym się jednak mylił.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lvcifyre-sacrament-2019/">LVCIFYRE &#8211; &#8222;Sacrament&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lvcifyre-sacrament-2019/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie roku 2018 wg redakcji KVLT</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2018-wg-redakcji-kvlt/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2018-wg-redakcji-kvlt/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 06 Jan 2019 19:49:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[1914]]></category>
		<category><![CDATA[30 Seconds to Mars]]></category>
		<category><![CDATA[A Perfect Circle]]></category>
		<category><![CDATA[Aborted]]></category>
		<category><![CDATA[Acherontas]]></category>
		<category><![CDATA[Adam "Nergal" Darski]]></category>
		<category><![CDATA[Agnieszka Chylińska]]></category>
		<category><![CDATA[alice in chains]]></category>
		<category><![CDATA[Amenra]]></category>
		<category><![CDATA[Ancestors]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Calvi]]></category>
		<category><![CDATA[Anna von Hausswolff]]></category>
		<category><![CDATA[Anthrax]]></category>
		<category><![CDATA[Antlers]]></category>
		<category><![CDATA[At The Gates]]></category>
		<category><![CDATA[Automb]]></category>
		<category><![CDATA[Behemoth]]></category>
		<category><![CDATA[Belzebong]]></category>
		<category><![CDATA[Bishop Briggs]]></category>
		<category><![CDATA[Black Label Society]]></category>
		<category><![CDATA[Black Oath]]></category>
		<category><![CDATA[Blindead]]></category>
		<category><![CDATA[Boss Keloid]]></category>
		<category><![CDATA[By The Spirits]]></category>
		<category><![CDATA[Cane Hill]]></category>
		<category><![CDATA[Carnation]]></category>
		<category><![CDATA[Cerber]]></category>
		<category><![CDATA[Clutch]]></category>
		<category><![CDATA[Conan]]></category>
		<category><![CDATA[Craft]]></category>
		<category><![CDATA[Cultes Des Ghoules]]></category>
		<category><![CDATA[Cunabula]]></category>
		<category><![CDATA[Czar of Crickets]]></category>
		<category><![CDATA[dance with the dead]]></category>
		<category><![CDATA[David Byrne]]></category>
		<category><![CDATA[Dead Can Dance]]></category>
		<category><![CDATA[Deceitome]]></category>
		<category><![CDATA[Deep River Acolytes]]></category>
		<category><![CDATA[Depravity]]></category>
		<category><![CDATA[Dimmu Borgir]]></category>
		<category><![CDATA[Diplegia]]></category>
		<category><![CDATA[Drown My Day]]></category>
		<category><![CDATA[Eis]]></category>
		<category><![CDATA[Embrional]]></category>
		<category><![CDATA[Eminem]]></category>
		<category><![CDATA[Entropia]]></category>
		<category><![CDATA[Eskhaton]]></category>
		<category><![CDATA[Essenz]]></category>
		<category><![CDATA[Eternal Rot]]></category>
		<category><![CDATA[Eyes Of The Sun]]></category>
		<category><![CDATA[Funeral Mist]]></category>
		<category><![CDATA[Gaerea]]></category>
		<category><![CDATA[ghost]]></category>
		<category><![CDATA[Godsmack]]></category>
		<category><![CDATA[Gojira]]></category>
		<category><![CDATA[GosT]]></category>
		<category><![CDATA[Gozu]]></category>
		<category><![CDATA[Grave Pleasures]]></category>
		<category><![CDATA[Grin]]></category>
		<category><![CDATA[gruesome]]></category>
		<category><![CDATA[Harm's Way]]></category>
		<category><![CDATA[Hate Eternal]]></category>
		<category><![CDATA[Hegemone]]></category>
		<category><![CDATA[High On Fire]]></category>
		<category><![CDATA[hollywood burns]]></category>
		<category><![CDATA[Hostia]]></category>
		<category><![CDATA[Human Cull]]></category>
		<category><![CDATA[idles]]></category>
		<category><![CDATA[Immortal]]></category>
		<category><![CDATA[In Twilight's Embrace]]></category>
		<category><![CDATA[judas priest]]></category>
		<category><![CDATA[Kilkim Žaibu Festival]]></category>
		<category><![CDATA[Kobong]]></category>
		<category><![CDATA[Koniec Pola]]></category>
		<category><![CDATA[Kriegsmaschine]]></category>
		<category><![CDATA[Kzohh]]></category>
		<category><![CDATA[Kły]]></category>
		<category><![CDATA[LaNinia]]></category>
		<category><![CDATA[LIK]]></category>
		<category><![CDATA[Lisa Gerrard]]></category>
		<category><![CDATA[Lonker See]]></category>
		<category><![CDATA[Machine Head]]></category>
		<category><![CDATA[Mantar]]></category>
		<category><![CDATA[marduk]]></category>
		<category><![CDATA[Mating Ritual]]></category>
		<category><![CDATA[Mentor]]></category>
		<category><![CDATA[Meshuggah]]></category>
		<category><![CDATA[Midnight Odyssey]]></category>
		<category><![CDATA[Misanthropic Rage]]></category>
		<category><![CDATA[Moloch]]></category>
		<category><![CDATA[Moloch Letalis]]></category>
		<category><![CDATA[Mordor]]></category>
		<category><![CDATA[Muse]]></category>
		<category><![CDATA[Mylingar]]></category>
		<category><![CDATA[myrkur]]></category>
		<category><![CDATA[Nahash]]></category>
		<category><![CDATA[Nekkralai]]></category>
		<category><![CDATA[Nergal]]></category>
		<category><![CDATA[Newbreed]]></category>
		<category><![CDATA[Niklas Kvarforth]]></category>
		<category><![CDATA[Obliteration]]></category>
		<category><![CDATA[Ocean of Slumber]]></category>
		<category><![CDATA[Ols]]></category>
		<category><![CDATA[One Day In Fukushima]]></category>
		<category><![CDATA[Orange Goblin]]></category>
		<category><![CDATA[Panopticon]]></category>
		<category><![CDATA[Pestilence]]></category>
		<category><![CDATA[PHILIP H. ANSELMO and ILLEGALS]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie 2018 roku]]></category>
		<category><![CDATA[Portal]]></category>
		<category><![CDATA[Preoccupations]]></category>
		<category><![CDATA[Primodrial]]></category>
		<category><![CDATA[Psyclon Nine]]></category>
		<category><![CDATA[redakcja KVLT]]></category>
		<category><![CDATA[Reifection]]></category>
		<category><![CDATA[Riverside]]></category>
		<category><![CDATA[RUR]]></category>
		<category><![CDATA[Sen Svaja]]></category>
		<category><![CDATA[Shining]]></category>
		<category><![CDATA[Silence Lies Fear]]></category>
		<category><![CDATA[Sinsaenum]]></category>
		<category><![CDATA[slipknot]]></category>
		<category><![CDATA[Soulfly]]></category>
		<category><![CDATA[Spectrum Mortis]]></category>
		<category><![CDATA[Sunnata]]></category>
		<category><![CDATA[Suspiria]]></category>
		<category><![CDATA[Sylvaine]]></category>
		<category><![CDATA[Symbolical]]></category>
		<category><![CDATA[Tesseract]]></category>
		<category><![CDATA[The Dark Red Seed]]></category>
		<category><![CDATA[The Heavy Clouds]]></category>
		<category><![CDATA[The Lowest]]></category>
		<category><![CDATA[The Mystery of the Bulgarian Voices]]></category>
		<category><![CDATA[The Picturebooks]]></category>
		<category><![CDATA[The Prodigy]]></category>
		<category><![CDATA[The Soft Moon]]></category>
		<category><![CDATA[therapy?]]></category>
		<category><![CDATA[Thom Yorke]]></category>
		<category><![CDATA[Tides From Nebula]]></category>
		<category><![CDATA[Totenmesse]]></category>
		<category><![CDATA[Tribulation]]></category>
		<category><![CDATA[tsima]]></category>
		<category><![CDATA[Twitching Tongues]]></category>
		<category><![CDATA[Uada]]></category>
		<category><![CDATA[Untervoid]]></category>
		<category><![CDATA[Vane]]></category>
		<category><![CDATA[Varmia]]></category>
		<category><![CDATA[Vein]]></category>
		<category><![CDATA[Virgin Snatch]]></category>
		<category><![CDATA[Visigoth]]></category>
		<category><![CDATA[Voidhanger]]></category>
		<category><![CDATA[vreid]]></category>
		<category><![CDATA[Wallachia]]></category>
		<category><![CDATA[Watain]]></category>
		<category><![CDATA[Weedpecker]]></category>
		<category><![CDATA[Whitin Destruction]]></category>
		<category><![CDATA[Wiegedood]]></category>
		<category><![CDATA[Yob]]></category>
		<category><![CDATA[Zapruder]]></category>
		<category><![CDATA[Zeal and Ardor]]></category>
		<category><![CDATA[[::] (4Dots)]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=153740</guid>

					<description><![CDATA[<p>Podsumowania ubiegłego roku Redakcji Kvlt czas wypuścić na światło dzienne! Nie było łatwo zebrać wszystkich w jednym miejscu, nie wszyscy postanowili dzielić&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2018-wg-redakcji-kvlt/">Podsumowanie roku 2018 wg redakcji KVLT</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Podsumowania ubiegłego roku <strong>Redakcji Kvlt</strong> czas wypuścić na światło dzienne! Nie było łatwo zebrać wszystkich w jednym miejscu, nie wszyscy postanowili dzielić się swoimi rocznymi statystykami, tym bardziej uporządkowanie większości zestawień jak zwykle nie należało do najprostszych. Jak co roku postawiliśmy więc na dowolność wypowiedzi &#8211; długie i soczyste epopeje, albo krótkie i konkretne listy. Miniony rok pożegnaliśmy bez żalu, czekają nas nowe wyzwania i jeszcze więcej pracy, zatem zapraszamy na ostatni <em>one fine look</em> na muzyczne zachwyty i rozczarowania <strong>AD 2018</strong>! Bezdyskusyjnie zarówno w jednej, jak i drugiej kategorii królował <strong>Behemoth</strong>, z polskich pozycji doceniliśmy <strong>Riverside, Entropię, Kły</strong> czy <strong>Sunnatę</strong>, a z światowych wydawnictw najczęściej wyróżnialiśmy&nbsp;<strong>Alice in Chains, Judas Priest, Shining</strong> albo&nbsp;<strong>Craft</strong>. Narzekaliśmy na <strong>Machine Head</strong>, cieszyliśmy z reedycji płyt&nbsp;<strong>Kobong</strong> i zastanawialiśmy się, ile <strong>Dead Can Dance</strong> zostało w <strong>Dead Can Dance</strong>. Kto jeszcze znalazł się na naszych listach? Sporo tu i ówdzie docenionego undergroundu, nie mniej wielkich graczy największych scen, ale nie zabrakło totalnie niszowych acz rewelacyjnych nowo odkrytych perełek z różnych zakątków świata. Sprawdźcie!</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Adam Abramowicz</strong></p>
<p>Ten rok był bardzo obfity muzycznie, więc nie czuję wstydu, pisząc, że przesłuchałem jedynie mały odsetek płytowych nowości. Niewiele albumów mnie rozczarowało, a do gustu przypadło naprawdę dużo i selekcjonowanie ich zajęłoby zbyt dużo czasu. Do TOP10 wybrałem jedynie te, które jestem w stanie wymienić bez zająknięcia:</p>
<ol>
<li><strong>Behemoth <em>I Love You At Your Darkest</em></strong> – płyta, na którą czekałem długo i niecierpliwie. Choć zdania są podzielone, mnie Panowie z Trójmiasta nie zawiedli. Album dopieszczony pod każdym względem, wizualny i muzyczny majstersztyk dla duszy i ciała – niczego innego się nie spodziewałem. Zdecydowany faworyt tego rankingu.</li>
<li><strong>Voidhanger <em>Dark Days Of The Soul</em></strong>&nbsp;– kawał dobrej i ciężkiej muzy. Podoba mi się tutaj każdy szczegół, i co ważniejsze &#8211; nie znudził mnie po roku od odsłuchu, a faktem jest, że słuchałem go bardzo często i pewnie przesłucham jeszcze nie raz.</li>
<li><strong>Nekkralai <em>G.R.P </em></strong>– tegoroczne odkrycie z Litwy. Lubię, szanuję i często wracam, bo Panowie grają naprawdę zacnie i właśnie takich diabłów w ekstremie nam potrzeba.</li>
<li><strong>By The Spirits <em>We Are Falling</em></strong> – ambitne i bardzo uduchowione granie. Dawno nie słyszałem tak wzniosłych dźwięków!</li>
<li><strong>Myrkur <em>Juniper</em></strong> – wiem, że jest to tylko EPka, ale nie mogłem jej pominąć. Głosem tej Pani jestem zafascynowany od czasu debiutu i wytrwale czekam na każde nowe dźwięki od niej, czujac, że nie będę rozczarowany. Tak było też tym razem.</li>
<li><strong>Mantar <em>The aModern Art Of Setting Ablaze</em></strong> – na tej płycie znalazłem wszystko, co w metalu lubię, czyli moc, surowość i przede wszystkim szczerość. Słucham z przyjemnością od deski do deski i często do tych nagrań wracam.</li>
<li><strong>Vane <em>Black Vengeance </em></strong>– o pirackich podbojach lubiłem czytać odkąd tylko pamiętam. Dzięki temu albumowi mogę o nich również posłuchać, a odkąd mam tę płytę na swojej półce, robię to bardzo chętnie.</li>
<li><strong>LaNinia <em>Loneliness</em></strong><em> –</em> totalne zaskoczenie. Kiedy brałem ten debiut po raz pierwszy w ręce, nie spodziewałem się tak wysokiego poziomu. Jeżeli tak brzmieć będą kolejne albumy tych Panów, wróżę im ciekawą i bogatą karierę.</li>
<li><strong>Untervoid <em>Untervoid</em> </strong>– do tego albumu mam lekki sentyment, bo to pierwszy materiał, który recenzowałem dla Kvlt. Bardzo dobra płyta, która równie dobrze brzmi na żywo, o czym mogłem się przekonać podczas niedawnego <strong>Merry Christless 2018</strong>.</li>
<li><strong>Agnieszka Chylińska <em>Pink Punk </em></strong>– tej Pani nie mogło zabraknąć w zestawieniu. Pomimo ogromu hejtu, który wylał się na nią i przy okazji rykoszetem na naszą redakcję za publikację recenzji tej płyty, nie będę ukrywał, że cholernie mi się ona podoba i mam w poważaniu, co myślą o tej pozycji inni. Dla mnie jest to bardzo dobry album, który bywa jednocześnie odskocznią od ponurych i agresywnych metalowych dźwięków.</li>
</ol>
<p>Mam nadzieję, że rok 2019 będzie równie bogaty w doznania muzyczne, bo zapowiadane premiery wyglądają bardzo zachęcająco i pewnikiem jest, że dużo miłych niespodzianek jeszcze przed nami.<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/Dhfy9TPga-c" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Marcin &#8222;Mały&#8221; Brzeźnicki</strong></p>
<p>Rok 2018 zaliczam do bardziej intensywnych lat w temacie poznawania nowych zespołów i odsłuchu nowości. Był to mój pierwszy rok stałej współpracy z Kvlt i ogrom materiałów muzycznych, które magazyn otrzymuje niewątpliwie mnie przytłoczył. Dla osoby, która uważała się za zorientowaną w muzyce współczesnej był to spory cios między nogi, ale z pokorą przyjąłem wyzwanie. W przyszłym roku życzyłbym sobie i polskiej scenie metalowej mniej zawiści i trollingu, bo lepszych zespołów życzyć nie muszę, mamy ich od groma. Ludziom plującym jadem na kapele i piszących o muzyce życzę dystansu, a może i próby stworzenia czegoś na własną rękę, by mogli się przekonać, ile kosztuje pielęgnowanie hobby zwanego <em>metalem</em>. Bardzo też chciałbym, by plotki o odejściu wytwórni od klasycznych nośników muzycznych okazały się nieprawdziwe, gdyż kupowanie i posiadanie muzyki w fizycznej postaci jest zwyczajnie tak naturalne i wyjątkowe, że to nie może się znudzić.</p>
<ol>
<li><strong>Carnation</strong> <strong><em>Chapel of Abhorrence</em></strong>. Lekko obciachowy image, niby old schoolowy szwedzki death metal, ale zarazem aranżacyjnie i brzmieniowo ewidentnie nowoczesny, głęboki i wyraźny wokal, hit za hitem. Nie jestem w stanie słuchać tego albumu bez gibania się, ruszania głową, dlatego numero uno.</li>
<li><strong>Depravity <em>Evil Upheaval</em></strong>. Mega zaskoczenie i chyba mój zagraniczny debiut roku. Brutalny, pełen szaleństwa, perfekcyjnie zagrany death metal we florydzkim stylu. Zarazem pierwszy kontakt z <strong>Transcending Obscurity Records</strong>.</li>
<li><strong>Newbreed <em>Law</em></strong>. Świetna płyta prog metalowców z Bielska Białej. Połączenie pięknych melodii wokalnych z agresją <strong>Gojira</strong> i <strong>Kobong</strong>. Niebanalna płyta i mój numer jeden 2018 w Polsce.</li>
<li><strong>Lik <em>Carnage</em></strong>. Obrzydliwy, a zarazem świetny szwedzki dm. Bezlitośnie i cały czas do przodu.</li>
<li><strong>Gaerea <em>Unsettling Whispers</em></strong>. Klimat tej płyty wgniótł mnie momentalnie, brzydota i piękno w idealnej symbiozie. Dowód na to, że jedno bez drugiego nie ma prawa istnieć.</li>
<li><strong>Pestilence <em>Hadeon</em></strong>. Bardzo dobry powrót Holendrów. Płyta klasyczna w swojej budowie, można powiedzieć, że nawet bezpieczna, ale zrobiona w taki sposób, iż zachwyca i kopie.</li>
<li><strong>Gruesome <em>Twisted Prayers</em></strong>. <strong>Schuldiner</strong> nie żyje, niech żyje <strong>Schuldiner</strong>! <strong>Gruesome</strong> od powstania udaje się tworzyć w stylu <strong>Death</strong>, jednocześnie robiąc to w taki sposób, że nie ma mowy o tanim kopiowaniu. Nawet jeżeli motywy brzmią niemal identycznie do partii z albumów <strong>Death,</strong> to i tak nie mam nic przeciwko. Bardzo „przebojowo” i nostalgicznie zarazem.</li>
<li><strong>Judas Priest <em>Firepower</em></strong>. Nie jestem maniakiem <strong>Judas</strong>, ale ta płyta w moim mniemaniu jest świetna. Mam wrażenie, że dołączy do klasyków i będzie również uważana za takowy.</li>
<li><strong>Zapruder <em>Zapruder</em></strong>. Miłe zaskoczenie od <strong>Apathia Records</strong>. W momencie, gdy <strong>The Dillinger Escape Plan</strong> zakończył działalność, <strong>Zapruder</strong> jest dobrą alternatywą. Szaleństwo i umiejętności muzyczne sprawiły, że ten album zaskakuje i nie męczy.</li>
<li><strong>Grin <em>Gnosis</em></strong>. Rzutem na taśmę sopocki skład wbił się na mą listę. Wydany w końcówce roku album daje nową jakość na polskiej scenie i pokazuje, że można u nas zagrać coś więcej z polotem niż tylko black czy death metal.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/rPD6X506Qzs" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Piotr Czwarkiel</strong></p>
<p>Przyznać muszę, że w porównaniu do kilku poprzednich lat nie miałem większego problemu z wytypowaniem najciekawszych wydawnictw, które mną wstrząsnęły. Nie żebym twierdził, że w ubiegłym roku mało się działo, ale tego urodzaju było jakby mniej.<br />
Niemalże jestem pewien, że większość wytypuje <strong>Watain</strong>, który po <strong><em>The Wild Hunt</em> </strong>powrócił z wielkim hukiem w postaci krążka <em><strong>Trident Wolf Eclipse</strong></em>. Również nowa, przede wszystkim inna i bardzo zróżnicowana płyta <em><strong>I Loved You at Your Darkest</strong></em> grupy<strong> Behemoth</strong> należy do ścisłej czołówki. <strong>Frontside</strong> zmartwychwstał w świetnym stylu. Staruszkowie z <strong>Judas Priest</strong> pokazali jak się gra heavy metal. <em><strong>Down Below</strong></em> zespołu<strong> Tribulation</strong> trzyma bardzo wysoki poziom, a nowa płyta <strong>Alice in Chains</strong> długo pozostawała w moich słuchawkach. Tak jak nie bardzo rozumiałem fenomen <strong>Sunnaty</strong> z płytą <em><strong>Zorya</strong></em>, tak <em><strong>Outlands</strong></em> kocham w pełni! Miałem obawy, co bez <strong>Abbatha</strong> stworzy<strong> Immortal</strong>, ale <em><strong>Northern Chaos Gods</strong> </em>to jest black metal najlepszego sortu. Co prawda <b>Nosowska</b>&nbsp;mnie nieco zaskoczyła z tym tłustym brzmieniem, ale<em><strong> Basta</strong></em> to bardzo dobra płyta, do której wracam całkiem często.</p>
<p>Ale poprzedni rok chciałem pokazać w trochę inny sposób. Chciałbym zwrócić uwagę na albumy, które nie lądują na pierwszych stronach muzycznych gazet.</p>
<ol>
<li><strong>Ols <em>Mszarna</em></strong>. Tak pięknej muzyki nie słyszałem dawno &#8211; pełnej emocji i delikatności, zaśpiewanej wielogłosem, który nadaje całości niesamowitego klimatu. Mam nadzieję, że wcześniej niż później w 2019 roku ukaże się nowa płyta tego neofolkowego projektu.</li>
<li><strong>Spectrum Mortis <em>קדוש/Kadosh</em></strong>.&nbsp;Uwielbiam takie niespodzianki, mroczny klimat, rytualne zaśpiewy wzięte z (opuszczonego przez Boga) klasztoru. Muzycznie jest to bardzo niebezpieczna mieszanka death i doom metalu, niesamowicie intensywna i wciągająca.</li>
<li><strong>Moloch <em>The Other Side</em></strong><em>.</em>&nbsp;To, co wyróżnia <strong>Molocha</strong> spośród innych projektów w Polsce &#8211; ma swój styl. Tutaj mamy do czynienia z mrocznym spojrzeniem na elektroniczną muzykę. Polecam i czekam na pełny album w 2019 roku.</li>
<li><strong>Bishop Briggs</strong> <em><strong>C</strong><strong><em>h</em>urch of Scars</strong></em>. Indie-popowa artystka zachwyciła chyba nie tylko mnie, bo o debiutanckim albumie jest całkiem jednak głośno i to raczej nie jest przypadek.</li>
<li><strong>Diplegia <em>Abject Failure</em></strong>. Bandcamp to ósmy cud świata, bo to dzięki niemu wpadłem na ten amerykański zespół. Przerażający wokal oraz nieśpieszna i depresyjna muzyka z pogranicza black i doom metalu. To jest cios!</li>
<li><strong>Funeral Mist<em> Hekatomb</em></strong>. <strong>Arioch</strong> we współpracy z <strong>Larsem</strong> pokazali jak nagrać album lepszy od całego <strong>Marduka</strong> 😉 Nawałnica blastów, agresywne i szybkie riffy to motyw przewodni tego znakomitego wydawnictwa.</li>
<li><strong>Antlers <em>beneath.below.behold</em></strong>. To najlepszy atmosferyczny black metal, jaki dane mi było usłyszeć w 2018 roku. Pamiętam moment, kiedy to recenzowałem ów album. Więcej argumentów znajdziecie <strong><a href="https://kvlt.pl/recenzje/antlers-beneath-below-behold-2018/">tutaj</a></strong>.</li>
<li><strong>Tsima <em>Koniec</em></strong>. <strong><em>Koniec</em> </strong>to niestety koniec zespołu <strong>Tsima</strong>, a szkoda i to bardzo. Przez trzy kolejne wydawnictwa ten band pokazał swoją muzyczną ewolucję: od post-rocka, przez post-metal po &#8211; ku mojemu zdziwieniu &#8211; romans z post-black metalem z niespodziewanymi partiami wokalnymi. Po niejednokrotnym przesłuchaniu tego materiału dochodziłem do jednego wniosku – gdyby grali dalej, widziałbym ich u boku zespołu <strong>Entropia</strong>.</li>
<li><strong>Master Boot Record</strong>&nbsp;<em><strong>Direct Memory Access</strong></em>. Dla mnie jest to swego rodzaju ewenement. No bo kto by wymyślił jak tu sprytnie i umiejętnie połączyć elektronikę z metalem? Ale takiemu jednemu Włochowi się udało. A, że <strong>Blood Music</strong>&nbsp;to dostrzegł i docenił jego kunszt &#8211; mówi samo przez się. Dla mnie bomba!</li>
<li><strong>Automb <em>Esoterica</em></strong>. Ta pozycja wdarła się do mojego zestawienia niemal w ostatniej chwili. To, co stworzyli muzycy <strong>Morbid Angel</strong> i <strong>Necrophagia</strong> wraz z debiutującą na amerykańskiej scenie wokalistką <strong>Danielle</strong> zasługuje na rozgłos. Miejscami przebojowy a innym razem niesamowicie klimatyczny, przypominający mi <strong>Nagflar</strong> i <strong>Watain</strong>. Coś pięknego!</li>
</ol>
<p>Ponadto w szczególny sposób chciałbym wymienić kilka zespołów z podziałem na kategorie:</p>
<p>Debiut roku w Polsce: <strong>Hostia <em>Hostia.</em></strong><br />
Wydarzenie roku: reedycja płyt zespołu<strong> Kobong.</strong><br />
Koncertowe odkrycie: <strong>Sen Svaja, Cunabula, Nahash</strong> i <strong>Deceitome</strong> na <strong>Kilkim Zaibu Festival</strong>.<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/I_kjtBKyHB8" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Dominik Dwornicki</strong></p>
<p>Nie jestem specjalnie zwolennikiem podsumowań, gdyż mają z góry narzucone ramy, są płynne i trudno trzymać się wytypowanej listy dłużej. Także pewnie za tydzień, miesiąc, to podsumowanie byłoby zupełnie inne. Ale na ten czas&#8230;</p>
<p>Specjalnie nie oddzieliłem płyt metalowych od nie-metalowych, dawno już przestałem patrzeć na albumy pod tym kątem. Muzyka jest muzyką.</p>
<ol>
<li><strong>The Mystery of the Bulgarian Voices feat. Lisa Gerrard</strong>&nbsp;<strong><em>BooCheeMish</em></strong>. Jak na razie nie usłyszałem nic lepszego w tym roku. Muzykę tej kooperacji, szczególnie niektóre jej fragmenty, uważam za najlepsze kompozycje w historii tego typu muzyki. <strong>Lisa Gerrard</strong>&nbsp;nie skupiała się specjalnie w tym roku na albumie <strong>DCD</strong>. Może jednym z powodów była, nie oszukujmy się, niechęć przyćmienia <em><strong>BooCheeMish</strong></em>? <em><strong>Dionysus</strong></em> nic takiego podobnego w sobie nie zawiera, ale o tym&#8230; Niżej.</li>
<li><strong>Pestilence <em>Hadeon</em></strong>. Jako ich wierny fan, od samego początku przewidywałem, że ten album będzie na wysokim miejscu w tegorocznych podsumowaniach. Deliberowanie nad tym, dlaczego tak uważam, mija się z celem, to po prostu &#8211; killer! Pójdę więc na łatwiznę &#8211; recenzja<strong><a href="https://kvlt.pl/recenzje/pestilence-hadeon-2018/"> tu,</a></strong>&nbsp;możecie zobaczyć, co myśli o tym specjalista w tej dziedzinie, a ja się z nim w 100% zgadzam.</li>
<li><strong>David Byrne <em>American Utopia</em></strong>. Nie jest to może najlepsze dzieło <strong>Davida</strong>, ale facet ma 66 lat i nagrał cholernie dobrą płytę, czym nie mogą się pochwalić niektórzy w jego wieku, oczywiście nie będę tu wytykać palcami. Dawno już&nbsp; nie słyszałem tak szczerej/dziwnej muzyki. Kompozycje w większości taneczne, w warstwie lirycznej zaskakują głębokimi, poważnymi i jajcarskimi przemyśleniami autora. Znajdziecie tu świetne przesłania, a zakończę ten wywód jednym z nich:<em>The Pope Don&#8217;t Mean Shit To A Dog</em>.<strong> American Utopia</strong> to obowiązkowa pozycja dla poszukiwaczy w świecie muzyki.</li>
<li><strong>Mating Ritual <em>Light Myself On Fire</em></strong>. To niesamowicie taneczna płyta! To połączenie synth i indie popu z domieszką post punka, do tego stylistycznie brzmi, jakby była nagrywana w latach 80. Czego chcieć więcej?! Te dźwięki oczarowały mnie od samego początku.</li>
<li><strong>Shining</strong> <em><strong>X-Varg Utan Flock</strong></em>. To wysoce agresywny i jednocześnie cholernie emocjonalnie intensywny album. <strong>Niklas</strong> nie zawiódł, kolejny raz pokazał wielkość swoich umiejętności twórczych.&nbsp;</li>
<li><strong>Dead Can Dance <em>Dionysus</em></strong>. To największe zaskoczenie tego roku, gdyż z wypuszczeniem tej płyty wiązały się wyjątkowo duże oczekiwania. Jednakże jestem pewien, żaden z czcicieli ich muzyki nie nazwie tego krążka złym. A co można mu zarzucić? Cóż, <em><strong>Dionysus</strong></em> oczywiście posiada w sobie jakieś ewidentne muzyczne zapożyczenia, ale na tym etapie ich twórczości to raczej nic dziwnego. No i druga sprawa &#8211; brak wyeksponowania głosu <strong>Lisy Gerrard</strong> w kompozycjach. To na pewno, zdziwiło nie jednego z Was, w tym również mnie. By nie przedłużać, dodam jeszcze swoje osobiste odczucie co do tego albumu &#8211; posiada w sobie coś złowieszczego.</li>
<li><strong>The Dark Red Seed <em>Becomes Awake</em></strong>. Psychodeliczne i folkowe klimaty tego krążka niecodziennie mieszają się z innymi gatunkami, by stworzyć unikatowe brzmienia. Obszernie wypowiedziałem się już o <em><strong>Becomes Awake</strong></em> w recenzji z 3 grudnia 2018 na łamach tego magazynu. Dodam tylko jedno, dla mnie &#8211; debiut roku.</li>
<li><strong>Silence Lies Fear <em>Shadows Of The Wasteland</em></strong>. Tu najbardziej urzekły mnie klawisze. <em><strong>Shadows Of The Wasteland&nbsp;</strong> </em>to agresja, technika, masa emocji w każdym dźwięku. Panowie z Azerbejdżanu zdecydowanie zasługują na uwagę.&nbsp;&nbsp;</li>
<li><strong>Panopticon <em>The Scars Of Man On The Once Nameless Wilderness I And II</em></strong>. Ten prawie dwugodzinny/dwupłytowy kolos to najbardziej wyraziste dzieło tego roku z pogranicza black metalu i amerykańskiego folku. Podzielony w części pierwszej na surowy i atmosferyczny black metal wysokich lotów, a w części drugiej oddany od początku do końca dźwiękom prerii dzikiego zachodu w klimatach country/bluegrass. Po trzech latach, po świetnym <em><strong>Autumn Eternal</strong></em><strong>&nbsp;Lunn</strong> powraca i szczerze trzeba mu przyznać &#8211; ambicji to mu nie brakuje.</li>
<li><strong>Philip H. Anselmo &amp; the Illegals <em>Choosing Mental Illness as a Virtue</em></strong>. Ten album to nieposkromiona bestia, niszcząca wszystko na swojej drodze. Niesamowicie ucieszyłem się, że znów mam zaszczyt słuchać dobrej muzy ze stajni <strong>Anselmo</strong>. <em><strong>Mental Illness</strong></em> to najbardziej schizolski krążek, jaki w tym roku słyszałem.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/jRkp-1W6-co" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Wadim „Vladymir” Filiks&nbsp;</strong></p>
<p>Rok 2018 do spektakularnych (jeśli chodzi o dokonania muzyczne) nie należał. Kilkukrotnie zmieniałem koncepcję spisania mojej tegorocznej „topki”, aż w końcu doszło do mnie, że nie jestem w stanie wymienić dziesięciu świetnych albumów. Przedstawiam Wam zatem pięć krążków, do których najczęściej i najchętniej wracałem, w kolejności nieprzypadkowej. A dodatkowo dorzucam pięć płyt, na które również warto zwrócić uwagę. Lecimy.</p>
<ol>
<li><strong>Kriegsmaschine <em>Apocalypticists</em>.&nbsp;</strong>Moja płyta roku pojawiła się w sieci niespodziewanie pewnego niedzielnego popołudnia i od razu zawładnęła moim odtwarzaczem.&nbsp;<strong>Darkside</strong>&nbsp;stworzył tu najlepszy w swojej karierze popis za zestawem perkusyjnym, zaś&nbsp;<strong>M.</strong>&nbsp;jak zwykle nie brał jeńców przy komponowaniu gitar i pisaniu tekstów. Od pierwszej do ostatniej sekundy, album ten jest dziełem kompletnym. Wracam do niego regularnie, a mój (i nie tylko mój) apetyt przed przyszłoroczną nową płytą&nbsp;<strong>Mgły</strong>&nbsp;i trasą tej formacji wyostrzył się znacząco.</li>
<li><strong> Judas Priest <em>Firepower</em>.&nbsp;</strong>Bezsprzecznie mój ulubiony powrót roku, klasycznie brzmiący materiał nie chcących się zestarzeć dinozaurów heavy metalu.&nbsp;<strong>Rob Halford</strong>&nbsp;i spółka tym razem postawili na klasykę i powrót do korzeni, więc numery z tego krążka przypominają nieco stylistykę albumów&nbsp;<strong><em>Screaming for Vengeance</em></strong>&nbsp;i&nbsp;<strong><em>Painkiller</em></strong>. Niemniej jednak całość wciąż brzmi świeżo i z polotem, a takiej werwy i energii na scenie (co kapela udowodniła podczas tegorocznego koncertu w Spodku) wypada chyba życzyć wszystkim muzykom.</li>
<li><strong> Lonker See <em>One Eye Sees Red</em>.&nbsp;</strong>O! To jeden z nielicznych albumów 2018 roku, który naprawdę wgniótł mnie w fotel. Perfekcyjny balans pomiędzy poszczególnymi instrumentami, jak zwykle rewelacyjny saksofon, piękne budowanie dźwiękowej przestrzeni i tajemniczy wokal.&nbsp;<strong>Lonker</strong> <strong>See</strong>&nbsp;to bez dwóch zdań awangarda polskiej muzyki alternatywnej.</li>
<li><strong>Cultes des Ghoules <em>Sinister, or Treading the Darker Paths</em>.&nbsp;</strong>Nadal chętnie wracam do poprzedniego krążka grupy,&nbsp;<strong><em>Coven, or Evil Ways Instead of Love</em></strong>, który zauroczył mnie swoją szekspirowską stylistyką tekstów.&nbsp;<strong><em>Sinister…</em></strong> to z kolei powrót do świetnej atmosfery z&nbsp;<strong><em>Häxan</em></strong>&nbsp;i najbardziej uznanego&nbsp;<strong><em>Henbane</em></strong>. Dawna surowość grupy łączy się z symfonicznymi wstawkami, a proste i powtarzalne motywy budują na płycie aurę tajemniczości i mroku. Za produkcję po raz kolejny odpowiadał&nbsp;<strong>M.</strong>, więc strona techniczna jak zwykle stoi na wysokim poziomie. Album kupił mnie totalnie otwierającym kawałkiem&nbsp;<strong><em>Children of the Moon</em></strong>. Dawać mi to na żywo! No i elo.</li>
<li><strong>Anthrax <em>Kings Among Scotland (Live)</em>.&nbsp;</strong>Poczynania nowojorczyków śledzę od dawna. <strong>Anthrax</strong> to jedna z kapel, które kształtowały mnie muzycznie jako szczyla i zawsze chętnie wracam do ich osiągnięć płytowych. W 2017 roku dali świetny koncert w Warszawie, a w tym roku energicznie rozgrzali publikę przed <strong>Slayer</strong>em w Łodzi. Zapis ubiegłorocznego koncertu z Glasgow to świetna okazja, by trochę scenicznego szaleństwa grupy zabrać do domu. DVD zawiera też materiały dodatkowe, na które warto zwrócić uwagę. Generalnie jest to po prostu dobry album koncertowy. <em>Waaaardaaaance!</em></li>
</ol>
<p>Poniżej pięć płyt, które powinny zagościć w Waszych odtwarzaczach z różnych powodów. Jeśli jakimś cudem przegapiliście te propozycje, to bezzwłocznie radzę się zaopatrzyć lub chociaż odpalić w wersji cyfrowej. Nie pożałujecie.</p>
<ol>
<li><strong> UADA <em>Cult of a Dying Sun</em>.&nbsp;</strong>Amerykańskiej grupie należy się nagroda w kategorii “zaskoczenie roku”. Wydawało się, że wszyscy na ich muzyce postawili krzyżyk, oskarżając zespół o bycie kopią naszej rodzimej&nbsp;<strong>Mgły</strong>, a tymczasem zamaskowani metalowcy zerwali z tymi alegacjami i kajdanami, wreszcie tworząc coś innego. I choć album ten nie jest jeszcze wyżynami możliwości kapeli, to należy z nadzieją patrzeć w przyszłość grupy i czekać na kolejne ciosy z obozu&nbsp;<strong>UADA</strong>.</li>
<li><strong> Kły <em>Szczerzenie</em>.&nbsp;</strong>Debiutancki album grupy, która wcale nowicjuszem nie jest, to jeden z lepszych polskich krążków pierwszej połowy roku. Black metal w ciekawym mariażu z wpływami zimnej fali składa się na ciekawy i ambitny projekt, którego producentem został&nbsp;<strong>Nihil</strong>. Udane teksty, w całości po polsku, to kolejny plus tej płyty. Materiał ten dowodzi po raz kolejny, że polska scena black metalowa ma się dobrze i wciąż jeszcze się nie wysyciła.</li>
<li><strong> Mordor <em>Darkness&#8230;</em>.&nbsp;</strong>1993, 1997 i 2018. Trzy pełne albumy częstochowskiego&nbsp;<strong>Mordoru</strong>&nbsp;i trzy różne oblicza zespołu. Ponad dwie dekady przyszło fanom tej legendarnej formacji czekać na nowy materiał, ale zdecydowanie opłaciło się. Agresja death metalu spotyka tu głębię doom metalu i razem składają się na potężny cios, po którym trudno się pozbierać. Znów w zestawieniu pojawia się&nbsp;<strong>M.</strong>&nbsp;w roli producenta, co pozwala mi sądzić, że dzięki niemu starzy wyjadacze zabrzmieli tak świeżo i oryginalnie, pomimo upływu lat.</li>
<li><strong> Deep River Acolytes <em>The Hour of Trial</em>.&nbsp;</strong>Fińską kapelę odkryłem kiedyś przez przypadek i od tamtej pory śledzę ich poczynania. Najnowszy materiał grupy był jednym z moich ulubionych w pierwszych tygodniach tego roku. Powolne i posępne kompozycje dobrze wpisywały się w zimową i smutną aurę pogodową. W pamięć zapadła mi szczególnie kompozycja&nbsp;<strong><em>The Unknown Grandeur</em></strong>, która czerpie trochę z southern metalu, dzięki czemu jest najbardziej chwytliwym utworem na płycie. I choć nie wracam często do tego albumu, to jestem ciekaw, co jeszcze&nbsp;<strong>Akolici</strong>&nbsp;mają do zaoferowania.</li>
<li><strong> Thom Yorke <em>Suspiria (Music for the Luca Guadagnino Film)</em>.&nbsp;</strong>Reboot klasycznego włoskiego horroru to jedno z ważniejszych dla mnie kinematograficznych przeżyć tego roku. Nie chciałem iść na ten film, bo uznałem, że nowe podejście do starego tematu nie może przeskoczyć oryginału. Dałem się jednak namówić i nie żałuję, bo artystycznie ten film jest przepięknie nakręcony, z dużą dozą inspiracji twórczością mojego ulubionego <strong>Stanley’a Kubricka</strong>. A muzyka <strong>Thoma Yorke’a</strong> (tak, tego z <strong>Radiohead</strong>) to czysta poezja. Numerów <strong><em>Volk</em></strong>, <strong><em>Open Again</em></strong> czy wreszcie <strong><em>Has Ended</em></strong> mogę słuchać bez końca. Pozycja obowiązkowa, zarówno film, jak i ścieżka dźwiękowa.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/Nv7KDuzs2JY" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Michał &#8222;Kapitan Bajeczny&#8221; Kondzior</strong></p>
<p>Na przekór swoim dotychczasowym podsumowaniom, tegoroczną listę Best of Extreme postanowiłem zrobić spontanicznie i bez uprzednich przygotowań, tak by znajdowały się na niej albumy, które w tym roku odcisnęły na mnie największe piętno i zapadły mi w pamięć najbardziej, a tym samym te, które najszybciej sobie przypomnę. Oto TOP11 (akurat tyle mi do głowy wpadło) albumów, które właśnie ułożyłem według alfabetu:</p>
<ol>
<li><strong>Aborted <em>TerrorVision </em></strong><em>&#8211;</em>&nbsp;bo gdy w mainstreamowe zespoły już w zasadzie całkowicie przestałem wierzyć, ta ekipa po dłuższej serii nietrafionych wydawnictw stworzyła oryginalną i wściekłą bestię.</li>
<li><strong>Cerber <em>Śmiara</em></strong> &#8211; bo to jedna z najlepszych polskich płyt tego roku, a mimo to zupełnie się o niej nie mówi (a przynajmniej ja tego nie słyszę).</li>
<li><strong>Eskhaton <em>Omegalitheos</em></strong> &#8211; bo to zło i obłęd w stężeniu trudnym do opisania słowami.</li>
<li><strong>Funeral Mist <em>Hekatomb</em></strong> &#8211; bo wyrwało mnie z butów i od czerwca nie mogę ich znaleźć.</li>
<li><strong>Human Cull <em>Revenant</em>&nbsp;</strong>&#8211;&nbsp;bo fenomenalnie ilustruje, jak powinno się grać grindcore.</li>
<li><strong>Koniec Pola</strong> <em><strong>Cy</strong></em> &#8211; bo często wracam i jeszcze się nie mogę nasłuchać.</li>
<li><strong>Kriegsmaschine <em>Apocalypticists</em></strong> &#8211; bo łupnęło z mocą (i zaskoczeniem) Boeinga 767, a praca perkusji śni mi się po nocach.</li>
<li><strong>Mylingar <em>Döda Drömmar</em></strong> &#8211; bo brud i zgnilizna zawarte na tej płycie, sprawiają, że ogromna większość death i black metalu jawi się słodka i kolorowa niczym odpustowy lizak.</li>
<li><strong>One Day in Fukushima <em>Ozymandias</em></strong> &#8211; bo to mój ulubiony debiut tego roku, a i świetna, grindcore&#8217;owa artyleria.</li>
<li><strong>Portal <em>Ion</em></strong> &#8211; bo nawet nie wiem, od czego trzeba by zacząć, żeby odpowiednio opisać ich muzykę. Jako domorosły grajek, czuję się przy nich jakbym patrzył na szalonego i wszechpotężnego boga. Wiem tylko, że podziwiam.</li>
<li><strong>Within Destruction <em>D E A T H W I S H</em></strong> &#8211; bo buja, gniecie i dobrze się przy tym bawi. A w ogóle to HWDP Slam Policji.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/JzgSeeLbFls" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Paweł Lach</strong></p>
<p>Kolejność niekoniecznie taka, ale &#8222;dycha sztosów&#8221; prezentuje się za 2018 rok mniej więcej tak (przynajmniej jeśli brać pod uwagę metal z przyległościami i alternatywę):</p>
<ol>
<li><strong>Anna von Hausswolff <em>Dead Magic</em></strong>&nbsp;– mroczne, melancholijne, ale wciągające granie, rozpostarte między ambientem, rockową poetyckością w duchu<strong> Nicka Cave&#8217;a</strong>, baśniowością <strong>Kate Bush</strong>, a post rockowym eksperymentem. Nic na tej płycie nie jest do końca oczywiste. Anna na prawach czarnej magii łączy ze sobą żywioły i światy.</li>
<li><strong>Essenz <em>Manes Impetus</em></strong>&nbsp;– kompletnie undergroundowa kapela z Niemiec, łącząca w bardzo sugestywną, intensywną i klimatyczną całość black, death i doom metal. Niby nic nowego, a jednak brzmi złowieszczo i diabolicznie, niby surowo, miejscami prymitywnie, a jednak z rozmachem, jakąś mocą, diabelską siłą.</li>
<li><strong>Dead Can Dance <em>Dionysus</em></strong>&nbsp;– mam słabość do <strong>Dead Can Dance</strong>, ich płyty pozwoliły mi podróżować do mistycznych światów bez wydawania kasy na dragi i alkohol oraz bez efektu odstawienia i kaca. Może to nie najlepszy album, może wałkują znów stare tematy, ale i tak lubię.</li>
<li><strong>Judas Priest <em>Firepowe</em>r&nbsp;</strong>– kawał rzetelnie zagranego, wciąż porywającego heavy metalu. Na koncercie w katowickim <strong>Spodku</strong>, na którym miałem przyjemność być, nowe kawałki nie zabrzmiały gorzej od klasyków, co jest najlepszą rekomendacją.</li>
<li><strong>Preoccupations <em>New Material</em></strong>&nbsp;– alternatywny rock, przesiąknięty duchem cold wave. Melancholijne, ale z nerwem.</li>
<li><strong>Conan <em>Existential Void Guardian</em></strong>&nbsp;– ponownie miażdżą czaszkę brudnymi doomowymi riffami (jak na nich to nawet żwawymi) z siłą pewnego Cymeryjczyka, który odzianą w sandał stopę deptał królestwa ery hiperborejskiej.</li>
<li><strong>Soulfly <em>Ritual</em></strong>&nbsp;– rzecz w starym stylu, kłaniają się lata 90. Spora dawka energii, z domieszką rytualnej egzotyki rodem z czasów <em><strong>Roots</strong></em>&nbsp;<strong>Sepultury</strong>. Mnie takie wydanie ich twórczości najzwyczajniej &#8222;bierze&#8221;.</li>
<li><strong>Marduk <em>Viktoria</em></strong>&nbsp;– ani nie jestem ich wielkim fanem, ani ta płyta może mnie nie zmiażdżyła, ale słucha się jej przyjemnie. Postanowiłem wyróżnić także z tego powodu, że koncert <strong>Marduk</strong> w <strong>Mega Clubie</strong>&nbsp;był obok występu <strong>Asphyx</strong> na <strong>Metalmanii 2018</strong>&nbsp;najlepszym metalowym występem, jaki w tym roku widziałem.</li>
<li><strong>The Soft Moon <em>Criminal</em></strong>&nbsp;– chłodne wertertyczne klimaty, na styku new wave, indsutrialu i alternatywy. Na swój sposób kuszące i przebojowe, ale oczywiście pod warunkiem, że lubimy takie metaliczne, surowe pejzaże.</li>
<li><strong>The Prodigy <em>No Tourists</em></strong>&nbsp;– mam wrażenie, że to bardzo przyjemny powrót do klimatów, którymi parali się w latach 90. Jest tu energia i miłe pier&#8230;, wbrew obowiązującemu kiedyś hasłu: &#8222;od techno można z nudów zdechnąć&#8221;.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/Nre0hcDz5TI" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Jakub Milszewski</strong></p>
<p class="Standard">Jestem trochę zaskoczony tym, jak bardzo generyczna wyszła mi w tym roku szczególnie rodzima część zestawienia. Do rzeczy:</p>
<p class="Standard"><b>Polska:</b></p>
<p class="Standard">Zacznijmy od wyróżnień, czyli kapel, którym udało się przykuć moją uwagę, ale z powodów obiektywnych nie miałem okazji zapoznać się z nimi na tyle, na ile bym chciał: <b>Belzebong</b> <b><i>Light the Dankness</i></b>, <b>Drown My Day&nbsp;<i>The Ghost Tales</i></b>, <b>Varmia <i>W ciele nie</i>.</b></p>
<p class="Standard">I dalej, sklecona na kolanie pierwsza dyszka:</p>
<ol>
<li class="Standard"><b>Riverside </b><b><i>Wasteland.&nbsp;</i></b>Nie spodziewałem się, że w moim, było nie było, metalowym serduszku najbardziej rozsiądzie się w tym roku <b>Riverside,</b> ale oddajmy cesarzowi co cesarskie: <b>Mariusz</b> i ferajna zrobili płytę świetną, otworzyli się na kilka nowych rejonów, które dodały ich muzyce nowego smaku, osnuli wszystko w czytelne emocje. Tak się to powinno robić zawsze.</li>
<li class="Standard"><b>Entropia <i>Vacuum.&nbsp;</i></b>Długo nie mogłem wskoczyć na hype train <b><i>Vacuum</i></b>, ale kiedy już wszedłem, to nie mogę zejść. Transowa, momentami zaskakująco taneczna płyta, będąca kwintesencją tego, co uwielbiam – muzycznej niezależności i podejmowania ryzyka.</li>
<li class="Standard"><b>Sunnata&nbsp;<i>Outlands.&nbsp;</i></b>Cenię sobie artystów, którzy nie idą na łatwiznę i nieustannie grzebią głębiej. <b><i>Zorya</i></b> była skokiem w nicość, ale wraz z premierą <b><i>Outlands </i></b>okazało się, że <b>Sunnata </b>potrafi nas zabrać jeszcze dalej w głąb nas samych.</li>
<li class="Standard"><b>Behemoth&nbsp;<i>I Loved You At Your Darkest.&nbsp;</i></b>W moim osobistym rankingu <b><i>The</i></b> <b><i>Satanist</i></b> pozostał niepobity, ale <b><i>ILYAYD </i></b>znów otworzył trochę nowych drzwi i wpuścił trochę świeżego powietrza. <b>Negral </b>po raz kolejny zagrał wszystkim na nosie i nie zadowolił ani tych, którzy namawiali go do większej komercji, ani tych, którzy domagali się powrotu do podziemia.</li>
<li class="Standard"><b>Mentor <i>Cults, Crypts and Corpses.&nbsp;</i></b>A kiedy robi się zbyt poważnie wjeżdża supergrupa <b>Mentor</b> i robi swoje. Kolejna porcja hołdu dla wszelkich metalowych staroci od <b>Sabbath </b>przez <b>Venom </b>po <b>Maiden </b>została poskładana nie po to, żeby zmieniać świat, a po to, żeby dać sierściuchom trochę radości. Metal to w końcu muzyka rozrywkowa.</li>
<li class="Standard"><b>Kriegsmachine&nbsp;<i>Apocalypticists.&nbsp;</i></b>Kiedy już rodzima ekstrema zaczęła mi się zlewać w jedno, nadeszło <b>Kriegsmachine.</b> <b><i>Apocalypticists </i></b>nie jest albumem odchodzącym od wypracowanych w ostatnich latach kanonów współczesnego rodzimego blacku (nie może być inaczej biorąc pod uwagę skład osobowy <b>KSM</b>), ale za to zbierającym wszystko, co w nim najlepsze. A partie <b>Darkside&#8217;a </b>– palce lizać.</li>
<li class="Standard"><b>The Heavy Clouds&nbsp;<i>Mind</i> <i>Pollution&nbsp;</i></b>Nieco grunge, nieco pustyni, nieco lat 90-tych, nieco alternatywy – <b>The Heavy Clouds </b>przyszli znikąd i wydaje się, że poszli dalej niezauważeni, podczas gdy <b><i>Mind Pollution </i></b>serwuje bardzo dużo fajnych odjazdów. Mnóstwo znanych i lubianych wpływów zmiksowanych w nieprzesadzonych proporcjach we frapującego rocka.</li>
<li class="Standard"><b>The Lowest&nbsp;<i>Doomed.&nbsp;</i></b>Szczególnie w drugiej części 2018 roku mocniej przemówiły do mnie wszelkie rejony hardcore. W rodzimym hc działo się sporo i było z czego wybierać, ale <b><i>Doomed</i></b> przemówił do mnie najbardziej. Jest to granie dopalone wkurwem, ale jednocześnie jakby zdające sobie sprawę z nieuniknionej przegranej.</li>
<li class="Standard"><b>Weedpecker&nbsp;&nbsp;<i>III.&nbsp;</i></b>Doomowo-stonerowo-psychodeliczna scena w Polsce jest nie do przecenienia. <b>Weedpecker </b>to jej godny reprezentant, a trzeci longplej zespołu oddaje to, w czym jest on najlepszy – całą masę rozmytych, relaksujących kolorowych podróży.</li>
<li class="Standard"><b>Virgin Snatch <i>Vote Is a Bullet.&nbsp;</i></b>Zawsze miałem słabość do tej ekipy, a jej kolejne płyty uznawałem za równe i dobre. Nie inaczej jest z <b><i>Vote Is a Bullet</i></b>. Może nie jest to dla mnie najlepsza płyta VS, ale wciąż dostarcza dużo frajdy.<b></b></li>
</ol>
<p class="Standard"><b>Świat:</b></p>
<p class="Standard">Wyróżnienia: <b>Bleeding Through&nbsp;<i>Love Will Kill All,</i></b><i> </i><b>The Agony Scene</b><i>&nbsp;<b>Tormentor</b></i><b>, The Crown <i>Cobra Speed Venom</i>, Amorphis <i>Queen of Time</i>, Bloodbath <i>The Arrow of Satan is Drawn</i>, Orange Goblin&nbsp;<i>The Wolf Bites Back</i>, Black Tusk <i>TCBT,</i> Hespera <i>In Absence</i>, YOB <i>Our Raw Heart</i>, King Goat <i>Debt of Aeons</i>, Psycroptic <i>As the Kingdom Drowns</i>, Aborted <i>TerrorVision</i>, Death Ray Vision <i>Negative Mental Attitude</i>, Ghost Ship Octavius <i>Delirium,</i> Turnstile <i>Time &amp; Space</i>, The Skull <i>The Endless Road Turns Dark</i>, Stoned Jesus <i>Pilgrims,</i> Yamantaka // Sonic Titan <i>Dirt,</i> Khemmis <i>Desolation</i></b></p>
<ol>
<li class="Standard"><b>Twitching Tongues&nbsp;<i>Gaining Purpose Through Passionate Hatred.&nbsp;</i></b>O ile płyty na poprzednich miejscach dodawałem i usuwałem, zamieniałem miejscami w tę i z powrotem, to <b><i>Gaining Purpose Through Passionate Hatred </i></b>cały czas było niezagrożone na czele mojego rankingu. Ten album zawładnął mną na cały rok i nie schodził z mojej plejlisty od momentu premiery. I znów – punktem wyjścia jest hardcore, znajdziecie go tu w różnych odmianach całe mnóstwo, ale jest tu sporo groove i sporo&#8230; doomu. Gitarzysta <b>Taylor Young </b>(będący także perkusistą w <b>Nails)</b> wypluwa kapitalne riffy jeden za drugim, jego brat <b>Colin </b>puentuje to wszystko świetnymi, zróżnicowanymi wokalami i tekstami, które raz dają w dupę politykom, a raz rozprawiają się z prywatnymi demonami. Jest tu też znakomita sekcja, która groovi nieludzko i buja tak, że nie sposób się znudzić, oraz doświadczony zawodnik w postaci <b>Seana Martina </b>(ex<b>-Hatebreed)</b>, który bawi się riffami i solówkami. <b>Twitching Tongues </b>już wcześniej byli dobrzy i nagrywali świetne albumy, ale <b><i>Gaining Purpose Through Passionate Hatred</i> </b>to opus, któremu warto poświęcić dużo czasu i uwagi. Odpłaci się od pierwszych sekund.</li>
<li class="Standard"><b>At the Gates <i>To Drink From the Night Itself.&nbsp;</i></b>Poprzedni krążek Szwedów <b><i>At War With Reality </i></b>nie wciągnął mnie tak, jakbym sobie tego życzył. Myślałem przeto, że moja miłość do weteranów melodeath nieco oziębła, ale nie. Wystarczyło im rzucić nieco łaskawszym okiem na własne korzenie i dodać posępnego, brudaśnego brzmienia, żeby wysmażyć kolejnego klasyka gatunku.</li>
<li class="Standard"><b>Oceans of Slumber&nbsp;<i>The Banished Heart.&nbsp;</i></b>Po niezaprzeczalnie poruszającej płycie <b><i>Winter</i></b> nie mogłem się doczekać kolejnego wstrząsu, jaki zaserwują mi<b> Oceans of Slumber</b><i>. <b>The Banished Heart </b></i>jest płytą tak smutną, tak emocjonalną, tak ekspresyjną, że nie byłem w stanie jej nawet często słuchać. Majstersztyk. <b>Cammie Gilbert </b>wciąż czaruje głosem, ale zamiast erotyki tym razem w jej śpiewie czuć rozpacz. Ja z kolei ze smutkiem przyjąłem informację o dość poważnych zmianach składu, jakie ostatnio stały się udziałem <b>OoS</b>.</li>
<li class="Standard"><b>Alice In Chains&nbsp;<i>Rainier</i> <i>Fog.&nbsp;</i></b><b>Jerry Cantrell</b> jest absolutnie wielkim muzykiem, a <b><i>Rainier Fog </i></b>tylko potwierdza jego status. Facet potrafi w konkretny riff, w solówkę, w melodię, w piosenkę. Z <b>Jerrym Cantrellem</b> nie boję się niczego.</li>
<li class="Standard"><b>Gozu&nbsp;<i>Equilibrium.&nbsp;</i></b>Recepta jest prosta – bierzesz dobrych muzyków i wskazujesz im kilka w sumie prostych do skopiowania inspiracji, jak stoner, grunge i klasyczny heavy metal. A oni oddają ci <b><i>Equilibrium</i></b> z takimi hitami jak <b><i>Ricky „The Dragon” Steamboat </i></b>albo <b><i>The People vs. Mr. T. </i></b>O dziwo miałem z tą płytą znacznie więcej radochy niż z tegorocznym <b>Clutch</b>.</li>
<li class="Standard"><b>Harms Way&nbsp;<i>Posthuman.&nbsp;</i></b><b><i>Posthuman </i></b>to potwór. Znów potężne metalowe, stalowe, betonowe hardcore, ale przemielone w betoniarce z industrialową elektroniką. Absolutnie przeciężkie, przemiażdżące, ostateczne granie. Plus James Pligge jako jeden z najbrutalniejszych wokalistów na scenie.</li>
<li class="Standard"><b>Black Label Society&nbsp;<i>Grimmest Hits.&nbsp;</i></b>Na początku ze znudzeniem stwierdziłem, że to kolejna podobna płyta Zakka, a potem z entuzjazmem uznałem, że to kolejna podobna płyta Zakka. Facet dalej eksploruje klasykę hardrocka, tę wychodzącą od bluesa i ballad granych na akustyku na werandzie, co nie oznacza, że na <b><i>Grimmest Hits </i></b>miałoby zabraknąć miejsca na kilka (naście? Dziesiąt?) sążnistych riffów.</li>
<li class="Standard"><b>Boss Keloid<i>&nbsp;Melted on the Inch.&nbsp;</i></b>Progresja, doom, stoner, sporo techniki, dużo fajnych melodii i zaskakujących patentów, a mimo to album nie jest przeładowany i męczący. Tak jakby <b>Boss Keloid </b>w ogóle nie zdawali sobie sprawy, jacy są dobrzy.</li>
<li class="Standard">Ex aequo <b>Vein&nbsp;<i>Errorzone </i></b>oraz <b>Cane Hill <i>Too</i> <i>Far Gone.&nbsp;</i></b>Pomieszanie z poplątaniem na poziomie mniej więcej takim, jakie pod koniec lat 90-tych dostarczył <b>Slipknot. </b>Wydaje się, że <b>Vein </b>startują od technicznego hardcore, ale idą sobie śmiało przez wszystkie możliwe wpływy, robiąc totalną demolkę, a finiszują w okolicy industrialu i nu-metalu. <b>Cane Hill</b> również pędzą w stronę nu-metalowych wpływów, ale jeśli taki ma być nu-metal przyszłości to ja się na to piszę. W momencie, kiedy <b>Slipknot </b>stał się przewidywalny, a tacy na przykład <b>Mudvayne</b> zeszli ze sceny, <b>Vein </b>i <b>Cane Hill </b>dostarczają nową dawkę totalnego pojebaństwa.</li>
<li class="Standard"><b>Craft <i>White Noise and Black Metal.&nbsp;</i></b>Weź prawdziwy skandynawski black metal najwyższej jakości i o wysokim stężeniu niebezpieczeństwa, ale dodaj trochę eksploracji i sporą dozę myślenia <i>out of the box.</i></li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/ZS1crIkpnwc" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Mikołaj Kobielski</strong></p>
<ol>
<li><strong>IDLES</strong> <strong><em>Joy as an Act of Resistance</em></strong>. Nie spodziewałem się, że w okołopunkowej stylistyce można nagrać coś tak świeżego i szczerego zarazem. Tak jak rok temu niepodzielnie rządził u mnie <strong>Converge</strong>, tak teraz nie mogę oderwać się od <strong>IDLES</strong>.</li>
<li><strong>Anna von Hausswolff </strong><em><strong>Dead Magic</strong></em>. Doskonale słuchało mi się nowego <strong>Dead Can Dance</strong>. Ale potem wróciłem do <em><strong>Dead Magic</strong></em> i zrozumiałem, że uczeń przerósł mistrza. Choć być może wcale nawet nie próbował, bo <strong>Von Hausswolff</strong> zaczyna dzielnie kroczyć własną muzyczną ścieżką.</li>
<li><strong>Zeal &amp; Ardor</strong> <em><strong>Stranger Fruit</strong></em>. Metal, blues i gospel teoretycznie nie powinny chyba tak dobrze ze sobą współgrać, ale <strong>Manuel Gagneux</strong> najwyraźniej o tym nie wiedział, powołując do życia <strong>Zeal &amp; Ardor</strong>. Tu gdzie nowe <strong>Deafheaven</strong> usypia mnie pretensjonalnością, <em><strong>Stranger Fruit</strong></em>&nbsp;pali żywym ogniem i naprawdę mocno porusza.</li>
<li><strong>GosT </strong><em><strong>Possessor</strong></em>. Dużo lepiej w darksynthowej estetyce tworzyć już się chyba nie da. Trudno będzie ten album komukolwiek przebić, nawet samemu <strong>GosT</strong>owi.</li>
<li><strong>Kriegsmaschine</strong> <em><strong>Apocalypticists</strong></em>. Brudne, brzydkie, złe i totalnie obłąkane. Czyli krótko mówiąc &#8211; najlepszy black metal tego roku. Oraz prawdopodobnie ostatnich kilku lat.</li>
<li><strong>Black Moth</strong> <em><strong>Anatomical Venus</strong></em>. Prosty stoner rock o budowie cepa. Tyle, że wkręcający się od pierwszego przesłuchania i przez pół roku twardo trzymający mnie w uścisku. Nieprzyzwoicie melodyjny i udowadniający, że czasem jednak proste środki są najlepsze.</li>
<li><strong>Ghost</strong> <em><strong>Prequelle</strong></em>. Byłem przekonany, że wesołe, glam rockowe przeboje <strong>Tobiasa Forge’a</strong> nie przetrwają próby czasu. Myliłem się straszliwie i <em><strong>Prequelle</strong></em>&nbsp;to obecnie jedne z moich ulubionych „guilty pleasures”.</li>
<li><strong>Anna Calvi</strong> <em><strong>Hunter</strong></em>. Gdzieś pomiędzy <strong>Patti Smith</strong> a <strong>PJ Harvey</strong>, subtelnym indie a zimną falą. Świetnie wyważony i imponujący dojrzałością materiał bez słabych momentów.</li>
<li><strong>Hollywood Burns</strong> <em><strong>Invaders</strong></em>. <strong>Carpenter Brut</strong> w wersji sci-fi, czyli wszystko, co najlepsze we francuskiej elektronice. Jeśli płaczecie za starym, synthwave’owym <strong>Perturbator</strong>em, to tutaj poczujecie się jak w domu.</li>
<li><strong>Therapy?</strong> <em><strong>CLEAVE</strong></em>. Wiecznie wkurzeni Irlandczycy w stanie chronicznej depresji znowu atakują. I tak jak zwykle: są smutni, są źli i strasznie hałasują. Oby nigdy się to nie zmieniło.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/VODKZxsRa_E?list=PL1h1aQTAqESvkXWD8Sjt9zaeVflDbwPd5" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz &#8222;Młody&#8221; Młodawski</strong></p>
<div>Nie lubię robić takich podsumowań, ale jak trzeba to trzeba. Moja subiektywna TOP10 2018, kolejność przypadkowa:</div>
<ol>
<li><strong>Entropia <em>Vacuum</em></strong></li>
<li><strong>Symbolical <em>Allegory of Death</em></strong></li>
<li><strong>Moloch Letalis <em>Krwawy Sztorm</em></strong></li>
<li><strong>Eternal Rot <em>Cadaverine</em></strong></li>
<li><strong>Embrional <em>Cusp of Evil</em></strong></li>
<li><strong>Black Oath <em>Behold The Abyss</em></strong></li>
<li><strong>1914 <em>The Blind Leading the Blind</em></strong></li>
<li><strong>Reifection <em>Breeding Hate</em></strong></li>
<li><strong>MISANTHROPIC Rage <em>Igne Natura Renovatur Integra</em></strong></li>
<li><strong>Virgin Snatch <em>Vote is a Bullet</em></strong></li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/k_8G_6kyzy4" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Joanna Pietrzak</strong></p>
<p>Żeby wykrzesać z siebie godne podsumowanie płytowe 2018 roku, najpierw musiałam dokładnie przewertować wydawnictwa, które pochodzą rzeczywiście z ubiegłego roku. Tak jak zwykle w moich zestawieniach gościły nisze i piękne, surowe undergroundy, tak w 2018 z podium nie schodziły mainstreamy i uznaję to jednak za niemałe zdziwienie sobą samą. I tak, na &#8222;topkę&#8221; klaruje się jedynie parę płyt:</p>
<ol>
<li><strong>Tesseract <em>Sonder</em></strong>. <strong>Daniel Tompkins</strong> genialnym artystą jest. Bez dwóch zdań. Wokale tegoż przyprawiały mnie o ciary, koncept<em><strong> Sonder</strong></em> absolutnie kupuję, oprawę, wydawnictwo i wszystkie towarzyszące wydaniu smaczki chwytam i nie oddaję. I produkcja od <strong>Kscope</strong> &#8211; rewelacja! Od kwietnia najczęściej słuchany przeze mnie album (recenzja <a href="https://kvlt.pl/recenzje/tesseract-sonder-2018/"><strong>tu</strong></a>).</li>
<li><strong>A Perfect Circle <em>Eat the Elephant</em></strong>. <strong>Maynard James Keenan</strong> i spółka udowodnili, że potrafią stworzyć album z tyloma warstwami aranżacyjnymi, podpartymi pięknymi emocjami i świetnymi lirykami, jak żaden inny nowoczesny progowy super skład. Światowa klasa, mnóstwo życia i kolorów (recenzja <a href="https://kvlt.pl/recenzje/a-perfect-circle-eat-the-elephant-2018/"><strong>tu</strong></a>).</li>
<li><strong>Alice In Chains<em> Rainier Fog</em></strong>. <strong>Jerry Cantrell</strong> jest jednym z tych twórców, którym się po prostu ufa. A ja weszłam w nowy <strong>AiC</strong> jak nóż w masło i tkwiłam w tej pozycji dobry miesiąc! (recenzja <a href="https://kvlt.pl/recenzje/alice-in-chains-rainier-fog-2018/"><strong>tu</strong></a>)</li>
<li><strong>Riverside <em>Wasteland</em></strong>. Oczywiście, że<strong> Mariusz Duda</strong> wyczarował kolejny świetny materiał. Chyba nie ma bardziej płodnego polskiego artysty, któremu tak zwyczajnie po ludzku wierzę (recenzja <a href="https://kvlt.pl/recenzje/riverside-wasteland-2018/"><strong>tu</strong></a>).&nbsp;</li>
<li><strong>Sunnata <em>Outlands</em></strong>. To się porobiło &#8211; z małego, undergroundowego składu wyrasta świetna, dojrzała kapela, której życzę podbojów europejskich scen. Genialny album (recenzja <a href="https://kvlt.pl/recenzje/sunnata-outlands-2018/"><strong>tu</strong></a>).</li>
<li><strong>Entropia <em>Vacuum</em></strong>. Transy, bounsy, moc jak jasna cholera. Wystarczył jeden koncert supportujący <strong>Blindead</strong> &#8211; dziękuję, do widzenia, proszę zapakować mi tę płytę i nie zadawać pytań.</li>
<li><strong>Ancestors&nbsp;<em>Suspended in Reflections</em></strong>. Nic nie poradzę, ale lubię szlamowate, doomowato-post-rockowe powolne dźwięki w pięknych aranżach z dziwaczną elektroniką i vocoderami, gdzie&nbsp;<strong>Pink Floyd</strong> spotyka&nbsp;<strong>YOB</strong>. Klimatycznie, zimno, z opadającymi, ciężkimi riffami tak jak trzeba. I ta perkusja! Amerykanie umieją w psycho-melancholię.&nbsp;</li>
<li><strong>Lonker See <em>One Eye Sees Red.&nbsp;</em></strong>O tym trójmiejskim składzie pisałam wielokrotnie i biłam peany o ich unikatowości, więc tym razem pokrótce: świetny saksofon, piękne, enigmatyczne wokale, przedziwne melodie, uporządkowany chaos, którego nie sposób ocenić w połowie. Cudowni jak zawsze!</li>
</ol>
<p>Tak się sprawy poukładały, że w większości 2018 roku recenzowałam płyty z roku 2017 i tu na wyróżnienie zasługują stajnie&nbsp;<strong>Czar of Crickets</strong> lub <strong>Pelagic Records,</strong> spod skrzydeł których wychodzą praktycznie same dobre pozycje. Sprawdźcie koniecznie! Strasznie natomiast żałuję mniej pozytywnych zaskoczeń tzw. pewniakami, na które ukradkiem liczyłam, a ostatecznie mocno pożałowałam tych nadziei. I tu mam na myśli<strong> Machine Head <em>Catharsis</em></strong> (plus cały PR zrujnowany przez <strong>Robba Flynna</strong>) &#8211; nie wiem co tu się stało, co nie zadziałało, po co ten pompowany kiczowaty blichtr, którego zwyczajnie nie mogę do tej pory przetrawić; <strong>Shining (NOR) <em>Animal</em></strong> &#8211; brak saksofonu, brak awangardy, wszechobecny duch <strong>Muse</strong> i wywindowane niekoniecznie potrzebnie melodyjne wokale &#8211; ok, niech będzie, ale gdzie się podział blackjazz? GDZIE?!; <strong>30 Seconds to Mars <em>America</em></strong> &#8211; tak, słuchałam, tak, wiem jak to brzmi, nie, nie przejdą mi przez palce słowa, jak bardzo nie lubię cukierkowych popowych kompozycji, a jak chciałam usłyszeć jakiś numer w stylu pierwszego albumu. Za <strong>Muse</strong> nie zabrałam się już w ogóle. Natomiast za wisienkę na torcie 2018 uznaję wznowienie albumów <strong>Kobong</strong> i przypomnienie mi tym samym lat młodzieńczych w poszukiwaniach swojego ulubionego gatunku muzycznego (którego nie znalazłam do tej pory).</p>
<p>Na koniec wyróżnienia dla najlepszych moim zdaniem koncertów, które dane mi było zobaczyć: <strong>Amenra</strong> w lutym, <strong>Meshuggah</strong> w czerwcu,&nbsp;<strong>Tides From Nebula</strong> na <strong>Pol&#8217;and&#8217;Rock</strong> w sierpniu i w listopadzie na urodzinach <strong>Progresji</strong>,&nbsp;<strong>Gojira</strong> w sierpniu, <strong>Behemoth</strong> we wrześniu,&nbsp;<strong>4dots,</strong>&nbsp;<strong>Blindead</strong>&nbsp;i <strong>Rosetta</strong> w listopadzie, odkrycie koncertowe roku w postaci&nbsp;<strong>The Picturebooks</strong> z grudnia, i jako zwieńczenie &#8211; koncert 2018 roku to&nbsp;<strong>A Perfect Circle</strong> z grudnia. Było gęsto, a 2019 już szykuje się spektakularnie!<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/nwW1d_KtkJw" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Marta &#8222;Kometa&#8221; Stock&nbsp;</strong></p>
<p>Dumałam i dumałam, wybierając tegoroczne TOP 10. I chyba w tym roku byłam/jestem wyjątkowo wybredna, bo nie było aż tylu wydawnictw, które pozostały w mojej głowie na dłużej i zapełniły całe dziesięć miejsc poniższej listy. A dokładanie dwóch albumów na siłę byłoby wbrew mojemu sumieniu, stąd okrojone zestawienie ode mnie. Jak zawsze kolejność nie ma znaczenia i jest wyłącznie alfabetyczna.&nbsp;</p>
<ol>
<li><strong>Eyes of the Sun <em>Chapter I</em></strong>&nbsp;&#8211; odkryty przypadkiem debiut, który skradł totalnie moje bębenki uszne (i serce). Świetne połączenie doomu z melodyjnymi pasażami.</li>
<li><strong>Hegemone <em>We Disappear</em></strong>&nbsp;&#8211; słuchanie drugiego studyjnego krążka <strong>Hegemone</strong> wielokrotnie przenosiło mnie w zupełnie inny wymiar. Bogate i ciekawe aranżacje przyprawiały mnie nie jeden, nie dwa razy o dreszczyk zachwytu.</li>
<li><strong>Primordial <em>Exile Among the Ruins</em></strong>&nbsp;&#8211; jak ja doceniam brzmienie wokalu <strong>A.A. Nemtheangi</strong>. Barwa na pograniczu delikatnego odstępstwa od normy, ale z niesamowitą mocą sprawia, że płyty Irlandczyków pochłaniam bez żadnego wybrzydzania. Wielokrotnie. Nieco podniosły, ale też nostalgiczny nastrój kompozycji działa na mnie bardzo uspokajająco.</li>
<li><strong>Psyclon Nine <em>Icon of the Adversary</em></strong>&nbsp;&#8211; z płyty na płytę muzycy stawiają większy akcent na industrialne, marszowe brzmienie gitar. Nie inaczej jest w przypadku tegorocznego wydawnictwa. Świetne połączenie surowego brzmienia elektroniki z ciężarem riffów niezaprzeczalnie sprawia mi satysfakcję podczas słuchania.</li>
<li><strong>Shining <em>X-Varg Utan Flock</em></strong>&nbsp;&#8211; być może to naiwne, ale choć cała płyta zrobiła na mnie duże wrażenie, to w mojej głowie najbardziej wryły się kończące album covery, które nadały tym kompozycjom nowego, niepowtarzalnego klimatu. A mowa o <strong><em>In the Cold Light of Morning</em> (Placebo)</strong> oraz <strong><em>Cry Little Sister</em> (Gerard McMahon)</strong>.</li>
<li><strong>Sinsaenum <em>Repulsion for Humanity</em>&nbsp;</strong>&#8211; zdecydowanie bardziej uporządkowany i na szczęście krótszy niż debiut. To wszystko składa się na wysoką przyswajalność zawartych na płycie dźwięków.</li>
<li><strong>Tribulation <em>Down Below</em></strong>&nbsp;&#8211; jest w tym krążku coś hipnotyzującego i wciągającego. Oldschoolowe brzmienie i powiew gotyckiej tajemniczości sprawiły, że te kawałki często gościły w tym roku w moim odtwarzaczu.</li>
<li><strong>Wiegedood <em>De Doden Hebben Het Goed III</em></strong>&nbsp;&#8211; uwielbiam na swój sposób surowe brzmienie tego krążka. Powiew Norwegii z lat 90. Odczuwam przyjemny niepokój, słuchając zawartych na tej płycie kompozycji.</li>
</ol>
<p>Na koniec jedno poza-płytowe wyróżnienie dla filmu biograficzno-muzycznego z tego roku &#8211; <em><strong>„Bohemian Rhapsody”</strong></em>. Już dawno żaden kinowy obraz tak bardzo mnie nie ujął i nie dostarczył tylu pozytywnych wrażeń. Pomimo że za ogromną fankę<strong> Queen&nbsp;</strong>w żadnym przypadku się nie uważam, to jednak wybór tego seansu był jedną z lepszych moich tegorocznych decyzji.<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/8rU5hh0N2Vg" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Marcel Szczepanik</strong></p>
<ol>
<li><strong>YOB <em>Our Raw Heart</em></strong>. Tutaj nie mogło być inaczej – <strong>Mike Scheidt</strong>&nbsp;powraca w perfekcyjnym stylu. Bezdyskusyjny numer jeden na mojej liście od pierwszego dnia, gdy usłyszałem tę płytę. Gdy uderza katartyczny moment w <strong><em>Ablaze</em></strong>, gdzieś na świecie trzęsie się ziemia.</li>
<li><strong>Shining </strong><strong><em>X-Varg utan flock</em></strong>. Dziesiąty album szwedzkiej depressive black metalowej maszyny dowodzonej przez <strong>Niklasa Kvarfortha</strong> to jedna z najlepszych płyt, jakie udało mu się nagrać. <strong><em>Varg utan flock</em></strong> to bardzo spójne dzieło, które jakością nawiązuje do legendarnego <strong><em>V-Halmstad</em></strong>. Nie ma tu co prawda tak uciążliwej atmosfery, ale są genialnej jakości riffy. No i są utwory <strong><em>Gyllene portarnas bro </em></strong>i <strong><em>Han som lurar inom</em></strong>…</li>
<li><strong>Judas Priest </strong><strong><em>Firepower</em></strong>. Co tu dużo mówić, po paru mniej udanych albumach Brytyjczycy powrócili w fantastycznym stylu. Ten trwający niespełna godzinę krążek to najlepsze dokonanie zespołu od monumentalnego <strong><em>Painkillera</em></strong>. <strong>Judas Priest</strong> zrobili fanom niesamowitą niespodziankę. Co więcej, refren singlowego <strong><em>Spectre</em></strong> działa jak narkotyk, który opanowuje organizm.</li>
<li><strong>Visigoth </strong><strong><em>Conqueror’s Oath</em></strong>. Amerykański kwintet po trzech latach nagrał następcę genialnego debiutu <strong><em>The Revenant King</em></strong>. <strong><em>Conqueror’s Oath</em></strong> umacnia pozycję <strong>Visigoth</strong> na heavy metalowej scenie. Tak się robi metal o średniowiecznych wojownikach, smokach i nienawistnej zemście.</li>
<li><strong>Obliteration <em>Cenotaph Obscure</em></strong>. Wielce wyczekiwany przeze mnie nowy album tych death metalowych żołnierzy nie jest co prawda tak miażdżącą pozycją, jak jego dwaj poprzednicy, ale czwarta płyta norweskiej ekipy wciąż trzyma bardzo wysoki poziom. Norwegowie nie są z tych, którzy eksperymentują na siłę, i chwała im za to. Bardzo mocny punkt współczesnej sceny death metalowej.</li>
<li><strong>Primordial </strong><strong><em>Exile Amongst the Ruins</em></strong>. Irlandczycy nigdy nie byli pełnoprawną black metalową ekipą. Każdy tu znajdzie coś dla siebie – od kapitalnego, wypełnionego „po brzegi” świetnymi riffami <strong><em>Nail Their Tongues</em></strong> po prawdziwie wzruszającą i, jak przystało na Irlandczyków, patetyczną balladę <strong><em>Stolen Years</em></strong>. <strong>Primordial</strong>’s glory lives on and on…</li>
<li><strong>Orange Goblin </strong><strong><em>The Wolf Bites Back</em></strong>. Panowie z <strong>Orange Goblin</strong> nie mają w swoich słownikach słowa “niepowodzenie”. Dziewiąty album amerykańskiej grupy to kolejny świetny dodatek ich spójnej dyskografii. <strong><em>The Wolf Bites Back </em></strong>oferuje szereg bardzo ciekawych rozwiązań, dzięki czemu ta płyta się po prostu nie nudzi.</li>
<li><strong>High on Fire <em>Electric Messiah</em></strong>. <strong>Matt Pike </strong>to istny demiurg, którego kreatywność wydaje się nie mieć końca. Ten Pan wydał w tym roku dwa albumy swoich dwóch ukochanych zespołów i już snuje plany na przyszłość. <strong><em>Electric Messiah </em></strong>momentami zaskakuje, ale po paru odsłuchach od razu wiadomo, że to wciąż jest stary dobry <strong>High on Fire</strong>. Kolejny pewniak, którego po prostu nie mogło tutaj zabraknąć.</li>
<li><strong>Tribulation <em>Down Below</em></strong>. Czwarta płyta pomysłowych Szwedów to kolejna odsłona ich nietuzinkowych możliwości. <strong><em>Down Below</em></strong> jest jak dotąd &#8222;najlżejszym&#8221; i najbardziej przystępnym albumem ekipy. <strong>Tribulation </strong>wciąż jednak zachowuje swoje unikalne brzmienie, którego w żaden sposób nie da się nie rozpoznać. <strong><em>Down Below</em></strong> to „black album” szwedzkiej grupy. Płyta zyskała szacunek nowych fanów, a jednocześnie wzbudziła niesmak wśród wielbicieli wcześniejszych, bardziej agresywnych dokonań zespołu.</li>
<li><strong>Clutch </strong><strong><em>Book of Bad Decisions</em></strong>. Najgoręcej oczekiwana przeze mnie dwunasta już płyta Amerykanów z Maryland jest pozycją, którą ciężko jest mi jednoznacznie ocenić. Z jednej strony darzę ją wielką sympatią, ale z drugiej strony wiem, że moich faworytów stać na znacznie więcej. <strong><em>Book of Bad Decisions </em></strong>jest jednym z gorszych dokonań Panów z <strong>Clutch</strong>, co wcale nie oznacza, że jest to płyta słaba. Znaleźć tu można utwór <strong><em>How to Shake Hands</em></strong>, który jest dla mnie najważniejszą kompozycją minionego roku.</li>
</ol>
<p>Na koniec garstka albumów, które innego dnia miałyby szansę zająć miejsce w ww. top 10. Trochę mi wstyd, że tak wspaniałe albumy znalazły się poza listą!&nbsp;<strong>Amorphis <em>Queen of Time,&nbsp;</em></strong><strong>Sleep <em>The Sciences,&nbsp;</em></strong><strong><a href="https://rateyourmusic.com/artist/svartidaudi">Svartidauði</a> <em>Revelations of the Red Sword,&nbsp;</em></strong><strong>Funeral Mist </strong><strong><em>Hekatomb,&nbsp;</em></strong><strong>Obscura </strong><strong><em>Diluvium,&nbsp;</em></strong><strong>Alkaloid <em>Liquid Anatomy,&nbsp;</em></strong><strong>Wytch Hazel <em>II: Sojourn,&nbsp;</em></strong><strong>Wayfarer <em>World’s Blood.</em></strong></p>
<p>Miano rozczarowania roku trafia do pobratymców z <strong>Behemoth</strong>. <strong><em>I Loved You at Your Darkest</em></strong> miało być płytą, która wstrząśnie każdym. Tak się jednak nie stało, nie ze mną, i jest to doskonały przykład na to, że medialny szum i hype wcale nie muszą iść w parze z jakością.<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/ei9PR87zDk8" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz Walas</strong></p>
<p>Przyznaję od razu, nie wgryzłem się jakoś szczególnie solidnie w miniony rok, przez co zapewne wiele pozycji mogłem pominąć. Dodam również, że kolejność wybranych przeze mnie albumów jest w dużej mierze przypadkowa.</p>
<ol>
<li><strong>Ghost <em>Prequelle</em></strong>. Jedyna pozycja, co do której umiejscowienia na tej liście jestem pewien. Choć „upopowiony”,&nbsp;<strong><em>Prequelle </em></strong>jest dla mnie najlepszym albumem zespołu <strong>Tobiasa Forge’a</strong> i zdecydowanie najlepszym krążkiem, jakiego dane mi było posłuchać w 2018 roku. Miłość absolutna.</li>
<li><strong>Immortal <em>Northern Chaos Gods</em></strong>. Takie powroty po latach lubię! Z <strong>Abbath</strong>em czy bez niego, <strong>Immortal</strong> to marka sama w sobie i tym albumem Norwegowie tylko to udowadniają. Jeden z najlepszych blackowych krążków w minionym roku.</li>
<li><strong>Watain <em>Trident Wolf Eclipse</em></strong>. Po raczej średnio przyjętym (a uwielbianym przeze mnie) odrobinę eksperymentalnym <em><strong>The Wild Hunt</strong></em>&nbsp;<strong>Erik Danielsson</strong> ponownie zebrał swoją watahę i wypuścił na rynek prawdziwy cios prosto w ryja. Pół godziny z tym albumem po prostu dewastuje, i nawet jeśli są to raczej odgrzewane patenty, to wykonane są one niczym najwykwintniejsze danie.</li>
<li><strong>Behemoth <em>I Loved You At Your Darkest</em></strong>. Oczywista sprawa – <strong>Nergala</strong> i spółki w tym zestawieniu po prostu nie mogło zabraknąć. Długo wyczekiwana, zaskakująco przebojowa kontynuacja <em><strong>The Satanist</strong></em>&nbsp;nie zawiodła. Chociaż nadal sądzę, że za czyste wokale Pan <strong>Darski</strong> brać się nie powinien.</li>
<li><strong>Godsmack <em>When Legends Rise</em></strong>. Miażdżony tak przez krytyków, jak i fanów kapeli ostatni album <strong>Godsmack</strong> jest idealnym podkładem do tych dni, kiedy nie mam ochoty na słuchanie blastów poganianych przez blasty. Owszem, jest bardziej radiowo, ale czy to rzeczywiście źle? Odważni mogą spróbować wtórować <strong>Sully&#8217;emu</strong>&nbsp;<strong>Ernie</strong>&nbsp;przy jego świetnych wokalizach – przy tak chwytliwych refrenach może być ciężko się powstrzymać.</li>
<li><strong>Alice in Chains <em>Rainier Fog</em></strong>. Alicji również nie mogło tu zabraknąć. Legendy grunge’u słabego albumu jeszcze nie nagrały, a ich najnowsze dzieło zdecydowanie wpisuje się w ten trend. Ciężki jak za „najlepszych” czasów kapeli i przebojowy kiedy trzeba – grunge is not dead.</li>
<li><strong>Craft <em>White Noise and Black Metal</em></strong>. Jako fan klimatycznego black metalu odnalazłem w długo wyczekiwanym albumie <strong>Craft</strong> blackowe wydawnictwo roku. Ciężka atmosfera wręcz wypełnia pomieszczenie, w którym nowy krążek <strong>Craft</strong> się kręci.</li>
<li><strong>Judas Priest <em>Firepower</em></strong>. Z <strong>Judasami</strong>&nbsp;nie zawsze było mi po drodze, jednak ten album mnie porwał bez reszty.</li>
<li><strong>Funeral Mist <em>Hekatomb</em></strong>. Wydany praktycznie bez zapowiedzi album <strong>Funeral Mist</strong> z marszu mógłby zawładnąć prawie całą blackową sceną AD 2018. Furia, siarka i inne diabelstwa – to wszystko tutaj słychać i czuć. Szkoda, że <strong>Arioch/Mortuus</strong> nie popisał się tak przy albumie, o którym mowa będzie trochę później.</li>
<li><strong>Sylvaine <em>Atoms Aligned, Coming Undone</em></strong>. Choć nie słyszałem zbyt wielu pozostałych, to myślę, że nazwanie nowego albumu <strong>Sylvaine</strong> jednym z najlepszych post-metalowych wydawnictw roku pańskiego 2018 nie będzie przesadą. Piękne wokale, śliczne melodie – komplementy można tylko mnożyć.</li>
</ol>
<p>Parę pozycji zasługuje na rozczarowania roku 2018.&nbsp;<strong>Machine Head <em>Catharsis</em></strong> &#8211; byłbym w stanie zrozumieć zjazd formy <strong>Robba Flynna</strong> i jego kolegów, bo ostatnie kilka albumów <strong>MH</strong> prezentowało zadowalający poziom. Nie jestem jednak w stanie zrozumieć, co musiało stać się w głowach członków zespołu, że pozwolili sobie na wydanie TAKIEGO ASŁUCHALNEGO SZROTU.&nbsp;<strong>Marduk <em>Viktoria</em></strong> &#8211; odpalałem z wypiekami na twarzy, bo singlowy <em><strong>Werwolf</strong> </em>rozpalił moje wyobrażenia o szalonej sieczc,e jakiej na tym albumie doświadczę, a w skrócie &#8211;&nbsp;nie jest zły album, po prostu do bólu przeciętny i napisany jakby na kolanie.&nbsp;<strong>Eminem <em>Kamikaze</em></strong> &#8211; to miał być <strong>Eminem</strong> przypominający wszystkim, że znajduje się w czołówce światowego rapu. Zamiast tego fani otrzymali dwa dobre utwory oraz dziewięć nudnych zapychaczy. Wszystko to pod okładką zerżniętą (bo nazwanie tego inspiracją to zbyt mało) od<strong> Beastie Boys</strong>. Trochę szkoda, że niegdyś ceniony artysta rozmienia się na drobne. <strong>30&nbsp;Seconds to Mars <em>America</em></strong> &#8211; chyba jestem skończonym durniem, bo nadal łudzę się, że “The Jared Leto Band” wróci kiedyś do takiego grania, jakie zaprezentowali na lubianym przeze mnie <em><strong>A Beautiful Lie</strong></em>. Za każdym razem przeżywam jednak ogromne rozczarowanie, tym razem dodatkowo spotęgowane faktem, że pierwszy singiel z tego albumu naprawdę mi się podobał. Ten zespół to już tylko pop dla nastolatek mających mokre majtki na sam widok zdjęcia Jareda.&nbsp;<strong>Behemoth <em>Messe Noire</em></strong> &#8211; wydanie oczywiście piękne, szkoda tylko że zawartość uboga. Dwa prawie takie same koncerty, a płyta CD będąca dla mnie najważniejszym punktem tego wydawnictwa kończy się po odegraniu całego <em><strong>The Satanist,&nbsp;</strong></em>pomijając kilka utworów zagranych później – w tym fenomenalny na żywo <em><strong>Pure Evil and Hate</strong></em>. Do tego wszystkiego przekombinowane moim zdaniem teledyski do utworów z Satanisty. Dobrze, że zespół jak zwykle spisuje się znakomicie.<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/NL6OJOvBy5o" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Damian &#8222;Synu&#8221; Wiśniewski</strong></p>
<p>Się człowiek dobrze nie obejrzał, a już zaskoczyła go końcówka roku i kolejne jego podsumowanie. W mijających 12 miesiącach o tyle łatwiejsze, że starałem się w miarę regularnie odsłuchiwać pojawiające się nowości i trzymać rękę na pulsie polskiego i zagranicznego rynku. Fury pozycji nie udało się rzecz jasna poznać (lub poznać na tyle, by wyrobić sobie o nich konkretne zdanie), z dyszką wartych odnotowania płyt nie miałem jednak większego kłopotu. Daleki jestem przy tym od wyrokowania, że to 10 moich najulubieńszych krążków, bo sporo ciekawych tytułów pozostało poza zestawieniem, ale to przecież rzecz całkowicie naturalna.&nbsp;</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<ol>
<li><strong>In Twilight&#8217;s Embrace <em>Lawa</em></strong> &#8211; obrodziło w tym roku na polskim poletku bm wyjątkowo okazale, ale ten album przyciągnął mnie do siebie najmocniej. <strong>ITE</strong> po raz kolejny zmieniło oblicze, udając się tym razem w rejony surowego bleciora. Dodając do tego romantyczny sznyt, zabarwiony rozważaniami nad marnością ludzkiego trwania i rozprawianiem się z naszą (często daremną) narodową gwałtownością, Poznaniacy zapewnili sobie miejsce w ścisłym top 2018.</li>
<li><strong>Behemoth <em>I Loved You at Your Darkest</em></strong> – najbardziej piosenkowa i przystępna pozycja w tym zestawieniu. <strong>Behemoth</strong>&nbsp;poszedł na <em><strong>ILYAYD</strong></em> w stronę rozwijania pomysłów z <em><strong>The Satatnist</strong></em>, wzbogacając je o niespotykane na tę skalę w dotychczasowej twórczości grupy pokłady przebojowości i rock’n’rollowego vibe’u. Na żywca płyta brzmi jeszcze lepiej niż studyjnie, co pewnikiem sprawi, że <strong>Behemoth</strong> zdobędzie na świecie jeszcze większą liczbę zwolenników. Należy im się.&nbsp;</li>
<li><strong>Kły <em>Szczerzenie</em></strong> – bardzo intrygująca i klimatyczna płyta. Pełna awangardowych nawiązań i teatralnych aranżacji. W dodatku całkowicie po polsku, co wzmacnia jej wyrazistość i siłę przekazu. Znalazło się na<em><strong> Szczerzeniu</strong></em> miejsce zarówno dla black metalowych galopad, jak i nowofalowych wycieczek po nieprzyjaznych zmarzlinach. Nie sposób o niej w zestawieniu nie wspomnieć.&nbsp;</li>
<li><strong>Totenmesse <em>To</em></strong> – piszą i mówią, że to <strong>Odraza</strong> na bis, ale to tylko powierzchowna opinia. Tak samo jak ta, że <em><strong>To</strong></em>&nbsp;stanowi wyłącznie kolejną black metalową płytę z małopolskiego towarzystwa związanego z kolektywem LTWB. <strong>Totenmesse</strong> w rzeczywistości zaprasza do tańca z nocnym miastem, które oferuje zarówno nęcący klimat, jak i betonową surowość. Świetny album.</li>
<li><strong>Entropia <em>Vacuum</em> </strong>– najbardziej podoba mi się w <strong>Vaccum</strong> pulsująca energia i wyczuwalne pod skórą tętno, napędzające nową muzykę <strong>Entropii</strong>. Nieszablonowa i pozbawiona chęci wpasowania się w jakiekolwiek ramy gatunkowe płyta, dowodzi, że kapela gra już wyłącznie w swojej lidze. Niewątpliwie jedna z najważniejszych premier mijającego roku.&nbsp;</li>
</ol>
<p><strong>Świat:&nbsp;</strong></p>
<ol>
<li><strong>Acherontas <em>Faustian Ethos</em></strong> – urwał mi ten album głowę na wysokości odcinka lędźwiowego. Grecy zawarli na swoim albumie wszystkie elementy, które w bm uwielbiam – klimat, duchowość, mistycyzm, niebanalną melodykę i naturalną chwytliwość. Od początku do końca, skąpane w dymie rytualnych świec, piękne, czarne złoto.&nbsp;</li>
<li><strong>Craft <em>White Noise and Black Metal</em> </strong>– to przede wszystkim kopalnia kapitalnych riffów. Norwegowie odpłynęli na nowej płycie reszcie stawki o kilka długości, pokazując przy okazji jak brzmiałby <strong>Satyricon</strong>, gdyby <strong>Satyr</strong> i <strong>Frost</strong> potrafili wykrzesać z siebie dziś więcej niż niezbędny standard. Miód i orzeszki.</li>
<li><strong>Funeral Mist <em>Hekatomb</em> </strong>– <strong>Arioch</strong> postanowił uderzyć z nowym krążkiem równolegle do premiery <em><strong>Viktorii</strong> </em><strong>Marduka</strong>, jednak przepaść jakościowa (na korzyść <strong>FM</strong>) jest między tymi albumami ogromna. Może już nie tak rozrywająca flaki, jak debiut i opętańcza jak <strong>Maranatha</strong>, ale ma wciąż pokłady miodności, której w tym roku może <strong>Rostenowi</strong> zazdrościć reszta tegorocznych black metalowych muzyków, prezentujących swoje nowe wyziewy. Absolutny mus.</li>
<li><strong>Alice in Chains <em>Rainier Fog</em></strong> – <strong>Cantrell</strong> jest dla mnie mistrzem i kropka. Trzeci album po reaktywacji <strong>AiC</strong> dowodzi, że Alicja żyje i nie ma zamiaru składać broni. Rewelacyjna płyta, pełna przebojowych kawałków, świetnych aranżacji i chwytliwych riffów. Jestem wyznawcą.</li>
<li><strong>Hate Eternal <em>Upon Desolate Sands</em></strong> – wielu death metalowych albumów w tym roku co prawda nie słyszałem, jednak nie przeszkadza mi to w docenieniu kunsztu <strong>Rutana</strong>. Podczas gdy death metalowe tuzy od lat duszą się w próbach nawiązania do swoich klasycznych dokonań (<strong>Morbid Angel, Deicide, Obituary, Suffocation</strong>), <strong>Hate Eternal</strong> wychodzi na ring i rozstawia konkurentów po kątach. Osadzony mocno w death metalowej tradycji, jednocześnie bardzo witalny i pełen świeżości krążek. Cios!</li>
</ol>
<p>Koncerty roku? &#8211; <strong>Iron Maiden</strong>? <strong>Judas Priest</strong>? Nic z tych rzeczy &#8211; majowy <strong>Dance With The Dead</strong> w <strong>Progresji</strong> i lipcowy <strong>Grave Pleasures</strong> w Pogłosie to sztuki, które w tym roku pogniotły mnie najprzyjemniej. 2019 – spróbuj to przebić 🙂<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/SfDcqTO7bvw" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Maciej &#8222;Masta&#8221; Żuchowicz</strong></p>
<p>Miałem w tym roku nie pisać podsumowania. Z jednej strony wygrzebywać dziesięć najlepszych płyt roku to straszny wysiłek (z prostego powodu – świetnych płyt jest znacznie więcej, a do tego niektóre z nich wcale nie zostały wydane w roku bieżącym). Z drugiej zaś strony dopadła mnie szara rzeczywistość, a doba się skurczyła. Jednak kiedy&nbsp;zacząłem czytać różne chaotyczne podsumowania, w których najgorszą płytą roku zostaje ostatni album <strong>Behemoth</strong>, jak widzę memy o <strong>Myrkur</strong>, która jest licha, bo nie ma cycków, a na koniec odgrzebuję informację, że <strong><em>Litourgiya</em></strong> była złym albumem, bo <strong>Bartek</strong> nie popłacił ludziom faktur, to zaczyna zalewać mnie krew. Tak po ludzku.&nbsp;</p>
<p>Każdy ma prawo do swojego zdania. Nawet jeśli jest ono niezrozumiałe dla ogółu, to przy odpowiedniej argumentacji każdy ma prawo napisać dobrze lub źle o płycie. Zwłaszcza w świecie szeroko pojętego black metalu, gdzie rozpiętość stylów i podgatunków jest tak wielka, jak w żadnym innym nurcie muzycznym.</p>
<p>Myślałem, że fani wiadomego gatunku (zwłaszcza ci starsi) nauczyli się odseparowywać utwory muzyczne od jej twórców. Naiwność. Dlatego moje zestawienie zrobię niejako na przekór, bo świetne płyty można nagrywać nie mając tyłka jak Kardaszianka, występując w telewizyjnych show, i sprzedając proszki do prania (niekoniecznie do koloru czarnego) na internetowej stronie swojego zespołu, lub bezczelnie kopiując muzyków, którymi się fascynuje. I nie będę oceniał płyty po tym, z kim spał były basista kapeli, albo jak grał w swoim poprzednim zespole. I czy lider ma popłacone rachunki za ścieki, czy rata za leasing za nową furę wpłynęła o czasie. Niezależnie jakie to jest auto. Niezależnie. Skupmy się na muzyce wyłącznie.</p>
<ol>
<li><strong>Behemoth <em>I Loved You at Your Darkest</em></strong> – powiem wprost: w dupie mam to, co sprzedaje po godzinach lider tej kapeli, i czy ma to związek z muzyką, czy nie. Dwa, jak już krytykujecie sto rodzajów koszulek, kawę i psie chrupki, to rozumiem, że wszyscy znacie doskonale te produkty? Bo to, że <strong>Behemoth</strong> tworzy muzykę na najwyższym poziome, to zauważyła połowa świata. I na podobnym poziomie ma ciuchy (które trzymają fason nawet po stu praniach), a kawa jest wyśmienita, choć faktycznie nieco droga. A tak w ogóle to warto byłoby rzucić okiem na temat setki wypracowań o&nbsp;<strong><em>ILYAYD</em></strong>. Przecież mówimy o muzyce, a nie o materiałach dla baristy czy pana Ptaka (tego od mody pod Łodzią). Ile frustracji, ile trve obelg. A tak się składa, że ostatnie dzieło <strong>Nergala</strong>, choć po <strong><em>Sataniście</em></strong> wydawało mi się to niemożliwe, jest najlepszą płytą <strong>Behemotha</strong> i przy okazji jedną z najlepszych blackmetalowych płyt nie tylko tego roku, co docenili słuchacze i krytycy z całego świata, i o czym świadczą chociażby wyprzedane koncerty. Mało tego, kawałki takie jak <strong><em>Wolves ov Siberia</em></strong>, <strong><em>God = Dog</em></strong>, <strong><em>Bartzabel</em></strong>, <strong><em>Ecclesia Diabolica Catholica</em></strong> czy <strong><em>Coagula</em></strong> to utwory na miarę narodowych epopei. To taki <strong>Pan Tadeusz</strong>, tyle że rozpisany na kilka gitar i perkusję.</li>
<li><strong>Kzohh <em>26</em></strong> – ponieważ to kapela z Ukrainy, to już jest jakiś minus. Zwłaszcza dla naszego rodzimego podziemia kresowego. Poza tym ich muzyka tak naprawdę muzyką jest co najwyżej w połowie. Druga połowa to klimat. Ale za to jaki! Oba kawałki na płycie są tak genialne, że sam nie wiem, czy bardziej podoba mi się powszechnie znana tragiczna historia Czarnobyla, czy znacznie mniej sławna i tajemnicza historia dziewięciu studentów i tragicznego zakończenia ich wyprawy na przełęczy Diatłowa na Uralu (opisana również przez zespół <strong>Kauan</strong> i <strong>Ellorsith</strong>). Płyty można słuchać bez przerwy w każdych warunkach. Absolutny geniusz tworzenia nie tylko muzyki, ale i całego muzycznego dzieła!</li>
<li><strong>Uada <em>Cult of the Dying Sun</em></strong> – tak, wiem, kopia <strong>Mgły</strong>, jak można tak bezcześcić nasze dobra narodowe, kto śmie w ogóle <strong>Mgłę</strong> podrabiać bez pytania i bez zgody naszego rodzimego Kuc Klux Klanu! A ja się pytam co w tym złego? Owszem, <strong>Mgła</strong> to kapela genialna, co nie oznacza, że nie można tworzyć muzyki na tę samą modłę. Jak rodzime kapele czerpią chochlami z <strong>Emperora</strong>, <strong>Mayhema</strong>, <strong>Bathorego</strong>, <strong>Satyricona</strong> czy <strong>Marduka</strong> to jest dobrze. A <strong><em>Cult of the Dying Sun</em></strong> to świetny, ostry, utrzymany w jednym tonie, harmonijny i wpadający w ucho album, któremu nie mam absolutnie nic do zarzucenia. I słucham go namiętnie na zmianę z <strong><em>Exercises In Futility</em></strong>, <strong><em>With Hearts Toward None</em></strong> i kompilacją <strong><em>Mdłości + Further Down the Nest</em></strong>.</li>
<li><strong>Vreid <em>Lifehunger</em></strong> – tu bezdyskusyjnie. <strong><em>Lifehunger</em></strong> spodobał mi się tak bardzo, że zamówiłem dwie płyty tylko po to, żeby jedna z nich doszła szybciej. Dyskografię <strong>Vreida</strong> mam, że tak powiem, od czasu <strong>Windira</strong>. Ale nie pamiętam, żeby płyty <strong>Vreida</strong> były lepsze od tych z czasów <strong>Valfara</strong>. A <strong><em>Lifehunger</em></strong> to sztos, jakich mało. Może i bez brutalizacyjnej spiny, ale ja na szczęście nie muszę się już spinać.</li>
<li><strong>RUR <em>RUR</em></strong> – niby młody jednoosobowy norweski projekt, jego twórca nie z &#8222;towarzystwa&#8221;, a tu bach. Taka klimatyczna płyta. Piękna bezdyskusyjnie. No i nie uświadczysz z logiem <strong>RUR</strong> ani jednej podkoszulki, czapeczki czy choćby smyczy dla kota. Naszym purystom powinno się spodobać. Podziemie jak ch…</li>
<li><strong>Wallachia <em>Monumental Heresy</em></strong> – przede wszystkim bardzo dobra dawka symfonicznego black metalu pokroju niemal&nbsp;<strong>Dimmu Borgir</strong>&nbsp;pomieszanego z folkową kapelą&nbsp;<strong>Percival Schuttenbach</strong>. Warto jednak zauważyć, że w zespole udziela się <strong>Anna Oklejewicz</strong>, która to gra również w nowym projekcie <strong>Roba Darkena</strong>. A to dla naszych rodzimych hejterów już punkt zaczepny. Czekam więc na wiadro pomyj. Poleje się pewnie nawet bez przesłuchania płyty.</li>
<li><strong>Midnight Odyssey <em>Silhouettes of Stars</em></strong> – w zasadzie każde ich wydawnictwo to ciekawa pozycja i „must have” w mojej płytotece. Od czasów <strong><em>Funerals from the Astral Sphere</em></strong> nie nagrali nic złego. Ta kompilacja trwająca całe wieki (bo ponad dwie godziny) to orgiastyczna wycieczka w kosmos i z powrotem. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nie black, bo więcej tu symfoniki i elektroniki, ale ja mam to w nosie. Dlatego właśnie tak kocham ten gatunek, że mieści się w nim wszystko od magicznego ambient po chaotyczne deathowe nawalanki.</li>
<li><strong>Eis <em>Stillstand und Heimkehr</em></strong> – tu akurat do niczego przyczepić się nie da. Niemiecki porządny black, surowy, ale nie chaotyczny. I może dlatego mało kto go w internetach zauważył. A ja lubię ich właśnie za to, że pomimo ostrej połajanki, znaleźli sporo przestrzeni na linie melodyczne i klimat, który przypomina mi stare czasy norweskiej fali. Szkoda tylko, że zaledwie dwa kawałki i 21 minut.</li>
<li><strong>Dimmu Borgir <em>Eonian</em></strong> – kolejny jeszcze bardziej komercyjny gniot, który stoi w sprzeczności z ideą black metalu, dotyczącą nagrywania płyt w garażu na Kasprzaku dla trzech kumpli z osiedla i jednego z Warszawy, tak? Z tym że dla tego ostatniego to na wszelki wypadek, jakby ten ostatni znalazł kiedyś pracę w dużej wytwórni muzycznej. Czasy się jednak trochę zmieniły, w domach mamy sprzęt muzyczny za grube tysiące, a w dolby surround lepiej się słucha płyt nagranych w profesjonalnym studiu i przy pomocy orkiestry symfonicznej zamiast syntezatora za półtorej stówki. A dokładnie to wszystko jest na <strong><em>Eonian</em></strong>. Ciekawe pomysły, kupa dobrych aranży, orkiestra, chóry anielskie i bóg jeden raczy wiedzieć, co jeszcze. A, i serca muzyków. Ja słyszę ich bicie w co najmniej połowie utworów z płyty. A to rzadka sprawa!</li>
<li><strong>Myrkur <em>Juniper</em></strong> – faktycznie jest to wydawnictwo nader krótkie nawet jak na EPkę, ale to jedyne, co mogę temu krążkowi zarzucić. Może i muzycznie nie jest to dzieło najbardziej na świecie zaawansowane, ale patrząc w takich kategoriach,&nbsp;<strong><em>Nevermind the Bollocks</em></strong> nie powinna opuścić garażu czy piwnicy, w którym była tworzona. A jeśli ktoś zarzuca <strong>Amelii</strong> obok braku obycia z gitarą także brak kobiecych atrybutów, to zapraszam na koncerty <strong>Dody</strong>. Ona ma wszystko na miejscu. Mnie natomiast czaruje głos i pomysły <strong>Myrkur,</strong> i dla mnie jest ona morską syreną, której należy się jak święconej wody wystrzegać. Bo jak się raz usłyszy…</li>
</ol>
<p>W roku 2018 wyjątkowo zmęczyły mnie tyrady dwulicowego trve podziemia, co jest naprawdę dobre, a czego nie wolno słuchać pod groźbą wyśmiania w towarzystwie wzajemnej kucowatej adoracji. Przekujcie te krzyki na własne czyny i nie kupujcie kawy u <strong>Nergala</strong>, podkoszulków u <strong>Krysiuka</strong> i płyt wszystkich powyższych kapel. Oni bez Was przeżyją. A ich świetna muzyka już została zauważona i kolejne krzyki wokół tych albumów nie są już nikomu do szczęścia potrzebne.&nbsp;<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/i4FRirBO3bQ" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2018-wg-redakcji-kvlt/">Podsumowanie roku 2018 wg redakcji KVLT</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2018-wg-redakcji-kvlt/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Bestial Raids, Lvcifyre, Mgła &#8211; Katowice (03.05.2017)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/bestial-raids-lvcifyre-mgla-katowice-03-05-2017/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/bestial-raids-lvcifyre-mgla-katowice-03-05-2017/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[vlad]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 09 May 2017 21:34:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Bestial Raids]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[blackened death metal]]></category>
		<category><![CDATA[concert]]></category>
		<category><![CDATA[Cultes Des Ghoules]]></category>
		<category><![CDATA[death like mass]]></category>
		<category><![CDATA[death metal]]></category>
		<category><![CDATA[katowice]]></category>
		<category><![CDATA[Left Hand Sounds]]></category>
		<category><![CDATA[left hand trip]]></category>
		<category><![CDATA[live]]></category>
		<category><![CDATA[Lvcifyre]]></category>
		<category><![CDATA[mark of the devil]]></category>
		<category><![CDATA[mega club]]></category>
		<category><![CDATA[mgła]]></category>
		<category><![CDATA[No Solace]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=93711</guid>

					<description><![CDATA[<p>6 miast. 6 dni. 6 koncertów. Pierwsza ogólnopolska trasa koncertowa Mgły w towarzystwie Bestial Raids i Lvcifyre swój finał miała w katowickim&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/bestial-raids-lvcifyre-mgla-katowice-03-05-2017/">Bestial Raids, Lvcifyre, Mgła &#8211; Katowice (03.05.2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>6 miast. 6 dni. 6 koncertów. Pierwsza ogólnopolska trasa koncertowa <strong>Mgły </strong>w towarzystwie <strong>Bestial Raids</strong> i <strong>Lvcifyre</strong> swój finał miała w katowickim <strong>Mega Clubie</strong>. I gdyby powiedzieć, że sztuka wypadła na szóstkę z plusem, byłoby to małe niedomówienie. Rzeczy, które miały miejsce 3 maja w Katowicach były le-gen-dar-ne.</p>
<p>Przyznam, że nie należałem do fanów <strong>Mgły</strong>. Jakimś magicznym sposobem ominął mnie fenomen tej hordy. Podczas gdy na ulicy widuję coraz mniej ludzi ubranych w koszulki z logami zespołów, to wśród tych, którzy takie t-shirty zakładają, od jakiegoś czasu górują właśnie motywy związane z wyjątkowym kuriozum polskiej sceny black metalowej. Po katowickim koncercie widzę to następująco: nagrania studyjne grupy nie oddają w stu procentach potencjału, jaki drzemie w facetach w czarnych ramoneskach z pończochami na twarzy.</p>
<p>Ale po kolei. Wieczorną czarną mszę rozpoczął zespół <strong>Bestial Raids</strong>. Trzyosobowa grupa z Kielc rozjechała publiczność swoim potężnym, ciężkozbrojnym metalem, opierającym się w głównej mierze na połączeniu mrocznego, black metalowego brzmienia z szybkością death metalu. Czterdziestominutowy pokaz umiejętności kieleckiego trio oglądało stosunkowo mało ludzi, ale sytuacja ta miała się diametralnie zmienić w ciągu najbliższych godzin. <strong>Bestiale</strong> bez przerw przechodzili od utworu do utworu. Nie było tu mowy o przystankach i pomyłkach. Grupa zaprezentowała się perfekcyjnie, odważnie rozgrzewając publikę przed wejściem kolejnej kapeli.</p>
<p>Podskórnie czułem, że <strong>Lvcifyre</strong> zmiażdży mi czachę. Ich ostatni krążek, <strong><em>Sun Eater</em></strong>, wywarł na mnie ogromne wrażenie. Płyta pod sceną zagęściła się, a banda rozpoczęła swoje przedstawienie. Ciężaru, jaki wytoczyli na scenę muzycy <strong>Lvcifyre</strong>, nie da się porównać z innym zespołem. Jeszcze większym ciosem był gościnny udział w koncercie genialnego gardłowego, znanego z <strong>Cultes des Ghoules</strong>, gdzie ukrywa się pod pseudonimem <strong>Mark of the Devil</strong>. Wraz z członkami <strong>Lvcifyre</strong> tworzy on projekt <strong>Death like Mass</strong>, gdzie z kolei działa pod aliasem<strong> Left Hand Trip</strong>. Wspólny występ muzyków okazał się strzałem w dziesiątkę. Ciekawym motywem było schodzenie muzyków na tył sceny po każdym odegranym utworze, zrobienie miejsca dla ambientowych dźwięków, które miały za zadanie podtrzymać atmosferę niepewności, po czym <strong>Lvcifyre</strong> znów sięgało po mocne i łamiące kości riffy. Pokrętne, diabelskie granie wprowadziło mnie w trans, lecz gdy na chwilę się z niego wyrwałem, ujrzałem przerzedzone rzędy pod sceną. Widocznie nie każdy ma na tyle jaj, by przetrwać tak konkretny wpierdziel. Ten występ totalnie zaspokoił moje oczekiwania względem black metalowego wieczoru. Zastanawiałem się, czy gwiazda wieczoru dorówna swoim poprzednikom.</p>
<p><strong>Mgła</strong> opanowała <strong>Mega Club</strong>, nie biorąc jeńców. Występ zespołu kompletnie zmienił moje nastawienie do fenomenu, który powstał wokół tej nazwy. Do tej pory mgła kojarzyła mi się z winowajcą pewnej katastrofy lotniczej. Teraz to ja obwiniam ją za rozjebany mózg. Każda sekunda pobytu muzyków <strong>Mgły</strong> na katowickiej scenie przynosiła ukojenie i spełnienie. Tak wygląda awangarda polskiego black metalu. Kompozycje <strong><em>Exercises in Futility</em></strong> i <strong><em>With Hearts Toward None </em></strong>wybrzmiały tak, że chciało się krzyczeć „więcej, więcej!”. Pięćdziesiąt minut tak dobrego gigu to zdecydowanie za mało.</p>
<p>Na scenie rozpierdol. A pod nią? W nie za dużym klubie zrobiło się ciasno. Przekrój publiczności był bardziej różnorodny w porównaniu do odbiorców <strong>Bestial Raids</strong> i <strong>Lvcifyre</strong>. Pojawiły się dość ciekawe osoby, z wyglądu nijak nieprzypominające fanów black metalu. Pośród mroku rozpoczął się minifestiwal hipsteriady. Jeśli dobrze się orientuję, nie był to pierwszy koncert <strong>Mgły</strong>, podczas którego miały miejsce dziwne pląsy. Rozumiem, że muzykę można odbierać na różne sposoby, ale pewne elementy układanki nie pasowały do siebie. Sezonowcy? Pewnie można tak nazwać niektóre osoby, zgromadzone w katowickim <strong>Mega Clubie</strong>. Czyżby udział zespołu w <strong>OFF Festivalu</strong> spowodował popularyzację <strong>Mgły</strong> wśród osób niesłuchających na co dzień takiej muzyki? Jeśli tak ma wyglądać słynne przebicie się black metalu do mainstreamu, to chyba wolałem, gdy ukrywał się on w podziemiu.</p>
<p>Koniec końców katowickie balety przejdą do historii. Próbkę swoich możliwości przedstawiły trzy genialne ekipy, każda z nich inna, a jednocześnie wpisująca się w ten sam schemat: wchodzimy, siejemy zniszczenie, spadamy. Oby więcej takich ciosów.<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/Hwlir9wUW_o?ecver=1" allowfullscreen="allowfullscreen" width="100%" height="400" frameborder="0" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/bestial-raids-lvcifyre-mgla-katowice-03-05-2017/">Bestial Raids, Lvcifyre, Mgła &#8211; Katowice (03.05.2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/bestial-raids-lvcifyre-mgla-katowice-03-05-2017/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>CULTES DES GHOULES &#8211; &#8222;Coven, or Evil Ways Instead of Love&#8221; (2016)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/cultes-des-ghoules-coven-or-evil-ways-instead-of-love-2016/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/cultes-des-ghoules-coven-or-evil-ways-instead-of-love-2016/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 04 Jan 2017 12:51:04 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Aleksandra Sędłakowska]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Coven or Evil Ways Instead of Love]]></category>
		<category><![CDATA[Cultes Des Ghoules]]></category>
		<category><![CDATA[Hells Headbangers Records]]></category>
		<category><![CDATA[Of Crawling Shadows Records]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Under the Sign of Garazel Productions]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=70122</guid>

					<description><![CDATA[<p>30 października 2016 roku na jedynym koncercie w Polsce można było usłyszeć Angelcorpse. Był to cios dla fanów grobowego brzmienia, ale tak&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/cultes-des-ghoules-coven-or-evil-ways-instead-of-love-2016/">CULTES DES GHOULES &#8211; &#8222;Coven, or Evil Ways Instead of Love&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;">30 października 2016 roku na jedynym koncercie w Polsce można było usłyszeć <strong>Angelcorpse</strong>. Był to cios dla fanów grobowego brzmienia, ale tak naprawdę idealnym uzupełnieniem tego szarego, bo jesiennego miesiąca, miało być nowe wydawnictwo <strong>Cultes des Ghoules</strong>. W Noc Halloween, za pośrednictwem <strong>Under the Sign of Garazel Productions</strong> ukazało się <strong>&#8222;Coven, or Evil Ways Instead of Love&#8221;</strong>, które do teraz wzbudza kontrowersje, i jest stosunkowo często zarzucanym tematem, kiedy skończy się gadka przy piwie.<br />
Niektórym może nie spodobać się powolność utworów, wprowadzająca doomowy klimat już od pierwszego &#8222;aktu&#8221;. Drugi utwór <strong>&#8222;Mischief, Mischief, the Devilry Is at Toil&#8230;&#8221;</strong> i zawarte w nim wyraziste partie gitarowe przyśpieszają tempo. W końcu!&nbsp; Tylko szkoda, bo później to całkiem przyjemne zaskoczenie drugiego kawałka wspomina się z łezką.&nbsp; Przy trzecim i czwartym (<strong>&#8222;Strange Day, See the Clash of Heart and Reason&#8230;&#8221;</strong>,<strong> &#8222;Storm Is Coming, Come the Blessed Madness&#8230;&#8221;</strong>) można zanudzić się na śmierć. A chyba nie to było zamierzeniem. W końcowym efekcie to prawie półtora godziny grania, które jest jakieś takie rozlazłe, miałkie, z kilkoma ciekawymi zrywami, jak aktor umierający na deskach teatru. Słowem: pod koniec materiału słucha się jak za karę i nie jest się ciekawym zakończenia tej sztuki.&nbsp; Nawiedzone wokale, klimatyczne momenty podebrane z klasyków, dla uzupełnienia całej formuły, echo starego łomotu &#8211; na nic to, skoro więcej na krążku wyimaginowanego performance&#8217;u niż prawdziwego zła. Utwór zamykający (<strong>&#8222;Satan, Father, Savior, Hear My Prayer&#8230;&#8221;</strong>) to najmilsze zaskoczenie, ale za mało, żeby zrekompensować czas oczekiwania.<br />
Do plusów albumu można zaliczyć nowe oblicze Diabła, odmienne od wiele bardziej nieokrzesanych <strong>Häxan</strong> czy <strong>Henbane</strong>. Również w odróżnieniu od niektórych popularnych ostatnio metalowych wydawnictw, <strong>&#8222;Coven&#8230;&#8221;</strong> nie musi wymachiwać odwróconymi krzyżami, żeby zostało odebrane jak rytuał. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że fanom zgniłego blacku niektóre dość awangardowe rozwiązania mogą się nie spodobać. Tak jest, że wszystko ma swoje zalety, ale także wady. Fakt jest taki, że zwłaszcza oddanym fanom CDG, stylistyka nowego albumu, nie przypadnie do gustu. Czy to dowodzi, że materiał jest nietrafiony? Wstawki, będące konsekwencją wybrania takiej a nie innej formy, przywodzą na myśl koncepcyjne albumy pewnego Króla, którego główną domeną jest zabawa w spektakle z duchami i czarami w tle. Osobiście, nic nie mam do teatralnych wstawek, ale kiedy zaczynają nużyć, wyłączam<strong> &#8222;Coven&#8230;&#8221;</strong> i wracam do ulubionej piwnicy, znanej z poprzednich wydawnictw CDG albo do <strong>Celtic Frost</strong>, gdzie faktycznie uświadczę mięsa, w które będzie można się wgryźć.<br />
&nbsp;Faktycznie poczułam, że oglądam spektakl, ale nie ten, na który zakupiłam bilet. Dla mnie <strong>&#8222;Coven, or Evil Ways Instead of Love&#8221;</strong> okazało się sporym zawodem. To kwestia tego, czy kupi się nowe oblicze<strong> Cultes des Ghoules</strong>, z nowym logiem, artystyczną okładką i zupełnie inną perspektywą na wiedźmy, kotły i lasy.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/zTGw5xbhvyI" allowfullscreen="allowfullscreen" width="100%" height="400" frameborder="0" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Autorką jest <strong>Aleksandra Sędłakowska</strong>.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/cultes-des-ghoules-coven-or-evil-ways-instead-of-love-2016/">CULTES DES GHOULES &#8211; &#8222;Coven, or Evil Ways Instead of Love&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/cultes-des-ghoules-coven-or-evil-ways-instead-of-love-2016/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>9</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie 2016 roku wg muzyków</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-muzykow/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-muzykow/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 02 Jan 2017 13:20:51 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[40 Watt Sun]]></category>
		<category><![CDATA[Acid Drinkers]]></category>
		<category><![CDATA[Afterload]]></category>
		<category><![CDATA[Alcest]]></category>
		<category><![CDATA[Almanac]]></category>
		<category><![CDATA[Ampacity]]></category>
		<category><![CDATA[Anaal Nathrakh]]></category>
		<category><![CDATA[Anal Trump]]></category>
		<category><![CDATA[Analkholic]]></category>
		<category><![CDATA[Anderson Paak]]></category>
		<category><![CDATA[Aneta Vertherry]]></category>
		<category><![CDATA[Animals As Leaders]]></category>
		<category><![CDATA[Anthrax]]></category>
		<category><![CDATA[Arkona]]></category>
		<category><![CDATA[ARRM]]></category>
		<category><![CDATA[Artur "Paluch" Grassman]]></category>
		<category><![CDATA[Asphyx]]></category>
		<category><![CDATA[Avantasia]]></category>
		<category><![CDATA[Avenged Sevenfold]]></category>
		<category><![CDATA[Azusa]]></category>
		<category><![CDATA[Behexen]]></category>
		<category><![CDATA[best of 2016]]></category>
		<category><![CDATA[Black Altar]]></category>
		<category><![CDATA[Black From The Pit]]></category>
		<category><![CDATA[Blindead]]></category>
		<category><![CDATA[Blood Ceremony]]></category>
		<category><![CDATA[Bölzer]]></category>
		<category><![CDATA[Bon Iver]]></category>
		<category><![CDATA[Borknagar]]></category>
		<category><![CDATA[Brodka]]></category>
		<category><![CDATA[Brujeria]]></category>
		<category><![CDATA[butterfly trajectory]]></category>
		<category><![CDATA[Car Bomb]]></category>
		<category><![CDATA[christ agony]]></category>
		<category><![CDATA[civil war]]></category>
		<category><![CDATA[Cobalt]]></category>
		<category><![CDATA[ColdWorld]]></category>
		<category><![CDATA[Corruption]]></category>
		<category><![CDATA[crowbar]]></category>
		<category><![CDATA[Cryptic Void]]></category>
		<category><![CDATA[Cult of Luna & Julie Christmas]]></category>
		<category><![CDATA[Cultes Des Ghoules]]></category>
		<category><![CDATA[Dariusz „Daron” Kupis]]></category>
		<category><![CDATA[Dark Funeral]]></category>
		<category><![CDATA[David Bowie]]></category>
		<category><![CDATA[Dead Congregations]]></category>
		<category><![CDATA[Dead Infection]]></category>
		<category><![CDATA[Deathspell Omega]]></category>
		<category><![CDATA[Deftones]]></category>
		<category><![CDATA[Devilish Impressions]]></category>
		<category><![CDATA[Devin Townsend Project]]></category>
		<category><![CDATA[Dillinger Escape Plan]]></category>
		<category><![CDATA[Discharge]]></category>
		<category><![CDATA[Dormant Ordeal]]></category>
		<category><![CDATA[Drown My Day]]></category>
		<category><![CDATA[El Huervo]]></category>
		<category><![CDATA[Eteritus]]></category>
		<category><![CDATA[Evil]]></category>
		<category><![CDATA[Exumer]]></category>
		<category><![CDATA[F.A.M.]]></category>
		<category><![CDATA[Fallujah]]></category>
		<category><![CDATA[Fertile Hump]]></category>
		<category><![CDATA[Fetor]]></category>
		<category><![CDATA[Flotsam And Jetsam]]></category>
		<category><![CDATA[frontside]]></category>
		<category><![CDATA[furia]]></category>
		<category><![CDATA[Gadget]]></category>
		<category><![CDATA[Gallileous]]></category>
		<category><![CDATA[ghost]]></category>
		<category><![CDATA[Gojira]]></category>
		<category><![CDATA[Gorguts]]></category>
		<category><![CDATA[Hail Spirit Noir]]></category>
		<category><![CDATA[Heresy Denied]]></category>
		<category><![CDATA[Horroscope]]></category>
		<category><![CDATA[Iggy Pop]]></category>
		<category><![CDATA[Inquisition]]></category>
		<category><![CDATA[J. D. Overdrive]]></category>
		<category><![CDATA[Jacek Hiro]]></category>
		<category><![CDATA[Jachna/ Mazurkiewicz/ Buhl]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Domański]]></category>
		<category><![CDATA[Jinjer]]></category>
		<category><![CDATA[John Frum]]></category>
		<category><![CDATA[Kat & Roman Kostrzewski]]></category>
		<category><![CDATA[Katatonia]]></category>
		<category><![CDATA[Khemmis]]></category>
		<category><![CDATA[Koios]]></category>
		<category><![CDATA[Konrad Ciesielski]]></category>
		<category><![CDATA[Koronal]]></category>
		<category><![CDATA[Krzysztof "Zalef" Zalewski]]></category>
		<category><![CDATA[Kuba Brewczyński]]></category>
		<category><![CDATA[Lech „Blackpitfather” Śmiechowicz]]></category>
		<category><![CDATA[Leonard Cohen]]></category>
		<category><![CDATA[Liam Wilson]]></category>
		<category><![CDATA[Lonely The Brave]]></category>
		<category><![CDATA[Lonker See]]></category>
		<category><![CDATA[Lotto]]></category>
		<category><![CDATA[M83]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Karbowski]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Proficz]]></category>
		<category><![CDATA[Malignant Tumor]]></category>
		<category><![CDATA[Megadeth]]></category>
		<category><![CDATA[Mentor]]></category>
		<category><![CDATA[Meshuggah]]></category>
		<category><![CDATA[Metal Church]]></category>
		<category><![CDATA[Michał „Stempel” Stemplowski]]></category>
		<category><![CDATA[Moanaa]]></category>
		<category><![CDATA[Moderat]]></category>
		<category><![CDATA[Moose The Tramp]]></category>
		<category><![CDATA[MoshMachine]]></category>
		<category><![CDATA[Mr. Oizo]]></category>
		<category><![CDATA[Nails]]></category>
		<category><![CDATA[Neurosis]]></category>
		<category><![CDATA[Niechęć]]></category>
		<category><![CDATA[Nightrun87]]></category>
		<category><![CDATA[Obscure Sphinx]]></category>
		<category><![CDATA[Octopussy]]></category>
		<category><![CDATA[One Shot Eye]]></category>
		<category><![CDATA[opeth]]></category>
		<category><![CDATA[Oranssi Pazuzu]]></category>
		<category><![CDATA[Organek]]></category>
		<category><![CDATA[Patryk Zwoliński]]></category>
		<category><![CDATA[perturbator]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Chmielecki]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Gibner]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Pieza]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Żurawski]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr „Dreadrock” Wiśniewski]]></category>
		<category><![CDATA[Planet Hell]]></category>
		<category><![CDATA[Plebeain Grandstand]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie 2016 roku]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie roku]]></category>
		<category><![CDATA[Proghma-C]]></category>
		<category><![CDATA[Radiohead]]></category>
		<category><![CDATA[Red Fang]]></category>
		<category><![CDATA[Red Hot Chilli Peppers]]></category>
		<category><![CDATA[Rival Sons]]></category>
		<category><![CDATA[Riverside]]></category>
		<category><![CDATA[Robert „Rob” Ruszczyk]]></category>
		<category><![CDATA[Rotten Sound]]></category>
		<category><![CDATA[Rotting Christ]]></category>
		<category><![CDATA[Russian Circles]]></category>
		<category><![CDATA[sauron]]></category>
		<category><![CDATA[Sceptic]]></category>
		<category><![CDATA[Scooter]]></category>
		<category><![CDATA[Shadow]]></category>
		<category><![CDATA[Sick Of It All]]></category>
		<category><![CDATA[Snarky Puppy]]></category>
		<category><![CDATA[Sorry Boys]]></category>
		<category><![CDATA[Spirits Way]]></category>
		<category><![CDATA[Squash Bowels]]></category>
		<category><![CDATA[Straight Hate]]></category>
		<category><![CDATA[Sturgill Simpson]]></category>
		<category><![CDATA[SubRosa]]></category>
		<category><![CDATA[Suicidal Tendencies]]></category>
		<category><![CDATA[Sumac]]></category>
		<category><![CDATA[Sunnata]]></category>
		<category><![CDATA[Superjoint]]></category>
		<category><![CDATA[Testament]]></category>
		<category><![CDATA[The Body]]></category>
		<category><![CDATA[The Dead Goats]]></category>
		<category><![CDATA[The Dillinger Escape Plan]]></category>
		<category><![CDATA[The John Doe's Burial]]></category>
		<category><![CDATA[The Sixpounder]]></category>
		<category><![CDATA[Thrice]]></category>
		<category><![CDATA[Thy Worshiper]]></category>
		<category><![CDATA[Tides From Nebula]]></category>
		<category><![CDATA[Titanium]]></category>
		<category><![CDATA[Tonbruket]]></category>
		<category><![CDATA[top płyt]]></category>
		<category><![CDATA[Topielica]]></category>
		<category><![CDATA[Tranquilizer]]></category>
		<category><![CDATA[Trap Them]]></category>
		<category><![CDATA[Triagonal]]></category>
		<category><![CDATA[Tribulation]]></category>
		<category><![CDATA[True Widow]]></category>
		<category><![CDATA[Trylion]]></category>
		<category><![CDATA[Twelve Foot Ninja]]></category>
		<category><![CDATA[Ulcer]]></category>
		<category><![CDATA[Ulcer Uterus]]></category>
		<category><![CDATA[Urfaust]]></category>
		<category><![CDATA[Urgehal]]></category>
		<category><![CDATA[Vader]]></category>
		<category><![CDATA[Vektor]]></category>
		<category><![CDATA[Vicious Rumors]]></category>
		<category><![CDATA[Virgin Snatch]]></category>
		<category><![CDATA[Void Meditation Cult]]></category>
		<category><![CDATA[Voodoo Gods]]></category>
		<category><![CDATA[Wardruna]]></category>
		<category><![CDATA[Wędrowcy tułacze zbiegi]]></category>
		<category><![CDATA[Wędrujący Wiatr]]></category>
		<category><![CDATA[Wormrot]]></category>
		<category><![CDATA[Yello]]></category>
		<category><![CDATA[Yussef Kamal]]></category>
		<category><![CDATA[Zakk Wylde]]></category>
		<category><![CDATA[Łukasz "Icanraz" Sarnacki]]></category>
		<category><![CDATA[Łukasz „Zielony” Zieliński]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=68795</guid>

					<description><![CDATA[<p>Tym razem poprosiliśmy muzyków,&#160;aby podzielili się wydawniczymi wrażeniami z 2016 roku. Postawiliśmy na dowolność wyboru interpretacji,&#160;a więc typowanie z numeracją lub bez,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-muzykow/">Podsumowanie 2016 roku wg muzyków</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Tym razem poprosiliśmy muzyków,&nbsp;aby podzielili się wydawniczymi wrażeniami z 2016 roku. Postawiliśmy na dowolność wyboru interpretacji,&nbsp;a więc typowanie z numeracją lub bez, rzeczowe lub z polotem referaty czy&nbsp;najkrótsze z możliwych uzasadnienia. W podsumowaniach najczęściej królowali&nbsp;<strong>Gojiria, Metallica, Wardruna, Opeth</strong>, <strong>Nick Cave</strong>&nbsp;i nieodżałowany <strong>Bowie,</strong> a na rodzimym podwórku <strong>Furia, Riverside, Arkona</strong>&nbsp;czy <strong>ARRM</strong>. Nie zabrakło wydawnictw niszowych i bardzo nie-metalowych, jak np. <strong>Bon Iver</strong>,&nbsp;<strong>Mr. Oizo</strong> czy&nbsp;<strong>Scooter</strong>&#8230; Zapraszamy!</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Kuba Brewczyński &#8211; wokalista Straight Hate</strong></p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p>1. <strong>Wormrot<em> &#8222;Voices&#8221;</em></strong></p>
<p>2. <strong>Coldworld <em>&#8222;Autumn&#8221;</em></strong></p>
<p>3. <strong>Rotten Sound <em>&#8222;Abuse to Suffer&#8221;</em></strong></p>
<p>4. <strong>Nails <em>&#8222;You Will Never Be One of Us&#8221;</em></strong></p>
<p>5. <strong>Cryptic Void &#8222;<em>Psychomanteum&#8221;</em></strong></p>
<p>plus:</p>
<p>6. <strong>Dead Congregations <em>&#8222;Sombre Doom EP&#8221;</em></strong></p>
<p>7. <strong>Trap Them <em>&#8222;Crown Feral&#8221;</em></strong></p>
<p>8. <strong>Gadget <em>&#8222;The Great Destroyer&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p>1. <strong>Ulcer <em>&#8222;Heading Below&#8221;</em></strong></p>
<p>2. <strong>Wędrujący Wiatr <em>&#8222;O&nbsp;Turniach, Jeziorach i Nocnych Szlakach&#8221;</em></strong></p>
<p>3. <strong>Arkona &#8222;<em>Lunaris&#8221;</em></strong></p>
<p>4.<strong> The Dead Goats <em>&#8222;All Of Them Witches&#8221;</em></strong></p>
<p>5. <strong>Fetor &#8222;<em>Abandoned Hope&#8217;</em></strong></p>
<p>plus:</p>
<p>6. <strong>Moanaa &#8222;<em>Passage&#8221;</em></strong></p>
<p>7. <strong>Eteritus <em>&#8222;Following the Ancient Path&#8221;</em></strong></p>
<p>8. <strong>Mentor <em>&#8222;Guts, Graves and Blasphemy&#8221;</em></strong></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/ZvIrsh3uCZc" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Konrad Ciesielski &#8211; perkusista Blindead, Octopussy, Tranquilizer</strong></p>
<p>Na wstępie muszę zaznaczyć, że w 2016 roku z powodu pracy nad trzema materiałami (<strong>Blindead, Tranquilizer</strong> oraz <strong>Octopussy</strong>) większość płyt, jakich słuchałem, było z 2015 roku. Dlatego nie będzie tego wiele i lecimy od początku:</p>
<p>1.<strong> David Bowie <em>&#8222;Blackstar&#8221;.</em></strong>&nbsp;Oczywiście pierw usłyszałem wielo-strukturowy utwór <em><strong>Black star</strong></em> i tutaj muszę przyznać, że to jest Opus Magnum. Takiego potwora, tak świetnie zagranego i zaaranżowanego to nie słyszałem od dawna, zainspirowało mnie to bardzo.</p>
<p>2.<strong> Gojira <em>&#8222;Magma&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Jedyna płyta metalowa, której słuchałem w tym roku. Uwielbiam ich, i co by nie robili, jest to najwyższa półka. Ten album jest o tyle wyjątkowy, że posiada więcej ładunku emocjonalnego niż poprzednie, więcej melodii oraz śpiewu, coś dla mnie J</p>
<p>3.<strong> Nightrun87 <em>&#8222;Starships&#8221;</em>. </strong>Projekt mojego dobrego znajomego <strong>Williama Malcolma</strong>, który między innymi współtworzy kolektyw <strong>Tranquilizer</strong>. Obecnie <strong>Nightrun87</strong> zajął się tak zwanymi 80’s. Synthwave naładowany pozytywną energią, ale również między wierszami melancholią harmoniczną.</p>
<p>4.<strong> Nick Cave And The Bad Seeds <em>&#8222;Skeleton Tree&#8221;</em>. </strong>Ta płyta zaś pomagała mi powiększyć doła, którego dostałem na wiosnę. Bez dwóch zdań, co zrobią razem, i co zrobi osobno<strong> Nick Cave</strong>, łykam bez zastanowienia.</p>
<p>5.<strong> ARRM&nbsp;<em>&#8222;ARRM&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Ależ to jest piękne, w oparach dymu „zatopion i ujebion” i zapętlić i od nowa.</p>
<p>6.<strong> Wardruna <em>&#8222;Runaljod – Ragnarok&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Muzyka etniczna zawsze była mi bliska, ale od kiedy ten zespół zdobył popularność, ludzie odkryli, że nie musi być przaśna. Wiele oczywiście jest zespołów, które pokazały tę ciemną stronę, ale mówimy o roku 2016.</p>
<p>No koniec jednak muszę dodać, że płyta która zrobiła u mnie największe spustoszenie, została wydana w <strong>2015 roku</strong>, ale słucham jej przez cały 2016 rok, i tak długo jeszcze nigdy żadna płyta u mnie nie wytrzymała. Dla mnie najważniejszą płytą tego roku jest:<br />
<strong>Puscifer <em>&#8222;Money Shot&#8221;</em>.</strong></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/ykDNwyrbTu8" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Piotr Chmielecki &#8211; gitarzysta Koronal</strong></p>
<p>Podsumowanie roku i od razu problem, wręcz panika&#8230; Nie jestem nałogowym słuchaczem nowości, nie kolekcjonuję też specjalnie muzyki. Jak coś mnie zaintryguje, to staram się zgłębić temat, a jak już go zgłębię, to na długo w nim tkwię. Poza konkretnymi/stałymi pozycjami traktuję czasem muzykę jako przelotną inspirację. Poszperałem w zwojach i oto są. Moje propozycje:</p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p><strong>Meshuggah <em>&#8222;The Violent Sleep of Reason&#8221;</em></strong>. Giganci i tym razem nie zawiedli, chociaż głosy są podzielone. Nagle okazało się, że da się grać jak Meszu, używając lampowych wzmacniaczy, i nagrywając materiał na „setkę”. Świat stanął na głowie. Płyta inna od dotychczasowych, ale Szwedzi jak widać nie boją się ryzyka i kombinują.</p>
<p><strong>Car Bomb <em>&#8222;Meta&#8221;</em></strong>. Wcześniej nie znałem kapeli, ale polecał ją pewien redaktor, więc spróbowałem. Weszło bardzo dobrze. Świeże, połamane granie. Nie ma miękkiej gry. Tempo, nagłe zwroty akcji, groove. Bardzo dobre!</p>
<p><strong>Snarky Puppy <em>&#8222;Culcha Vulcha&#8221;</em></strong>. Nie. To nie metal. Znalezione przypadkowo i z miejsca wchłonięte. Jazz, zabawa, luz, groove, matematyka. Jak widać nie trzeba kowbojek i kapeluszy, będąc jednocześnie kapelą z Teksasu. Jest tu wszystko: sekcja dęta, klawisz, bas, gitary. Wirtuozeria i radość z gry. Bardzo smaczne granie!</p>
<p><strong>Mr. Oizo <em>&#8222;All Wet&#8221;</em>.</strong> Elektronika. Lubię, jeśli jest intrygująca i groowiąca. Płyta z 2016 roku może nie jest najlepszą w dyskografii Francuza, ale patrzę przez pryzmat całej twórczości. Lubię.</p>
<p><strong>Jinjer <em>&#8222;King of Everything&#8221;</em></strong>. Ukraińska, dobrze już znana kapela, przed którą mieliśmy przyjemność zagrać razem z <strong>Koronal</strong>. Z reguły nie trawię damskich wokali, ale Tatiana robi to nad wyraz dobrze. Świetna muzyka i krzyk kobiety tutaj się nie wykluczają 🙂</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p>Hmm&#8230; Tutaj mam większy problem. Nie śledzę dokładnie metalowej sceny, a i w pozostałych gatunkach ciężko mi przypomnieć sobie, co fajnego mnie spotkało w tym roku. Jest jednak kilka kapel/muzyków, o których chciałbym wspomnieć:</p>
<p><strong>The John Doe&#8217;s Burial <em>&#8222;No Gods No Masters&#8221;</em></strong>. Solidna dawka death core/death metal. Zawodowy wokalista 🙂</p>
<p><strong>Heresy Denied <em>&#8222;Innerception&#8221;</em></strong>. Stylistyka jak wyżej. Młode chłopaki z Poznania. Zajebiście dają radę!</p>
<p><strong>Trylion <em>&#8222;Indigo&#8221;, &#8222;Poliphrenos&#8221;</em></strong>. Też Poznań, ale granie bliżej tego, co robi <strong>Meshuggah</strong> plus odrobina djentu. Chłopaki co prawda dopiero szykują LP, ale dotychczasowe EP są bardzo dobre. Polecam!</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/WEfDf--1UMo" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Jan Domański &#8211; basista Koios</strong></p>
<p>Przeszukawszy pamięć i historię w odtwarzaczach z 2016 mamy: jestem bucem, zagranico, passerati itp. Wyszło mi, że z Polski w tym roku nic mnie nie urzekło, więc będzie rozszerzony „Świat”.</p>
<p>1. <strong>Fallujah &#8222;Dreamless&#8221;</strong>. Jestem fanboyem mocno tego zespołu, więc łykam wszystko, jak młody pelikan. Dużo spokojniej niż na doskonałym w mojej opinii <em><strong>&#8222;Flesh Prevails&#8221;</strong></em>, ale równie ciekawie. Dużo więcej przestrzeni, trochę eksperymentów z elektroniką, (o zgrozo :)), damski feat.w singlu. Smaczne acz, uwaga, trzeba się wgryźć – pierwsze przesłuchanie nie powaliło. Mój tegoroczny numer 1.</p>
<p>2. <strong>El Huervo &#8222;Vandereer&#8221;</strong>. Tegoroczny album malarza/producenta <strong>Niklasa Akerblada</strong>. Jak zwykle instrumentalny chillout i relaks, trochę pustynia, trochę zatłoczone miasto, bardzo polecam na momenty, kiedy ma się dość metalu (chyba że się nie ma, to nie polecam). Warto było czekać 3 lata.</p>
<p>3. <strong>Cult of Luna &amp; Julie Christmas &#8222;Mariner&#8221;</strong>. Płyta, do której nie mogłem się długo przekonać, właśnie przez wokal <strong>Julie Christmas,</strong> ale w końcu, przez sentyment do <strong>CoL</strong>, zagościła na dłużej w odtwarzaczu. I weszła. I to mocno. Może nie arcydzieło, ale zdecydowanie album wart uwagi.</p>
<p>4. <strong>Neurosis <em>&#8222;Fires Within Fires&#8221;</em></strong>. O takie Neurosis &#8230; Część osób fuka, lecz mi się bardzo podoba.</p>
<p>5. <strong>Gorguts <em>&#8222;Pleiades&#8217; Dust&#8221;</em></strong>. Gorguts dowozi ponownie. EPka to jeden masywny numer, ale za to jaki. Ile razy bym tego nie puszczał, zawsze znajduję coś nowego, w innym miejscu.</p>
<p>6. <strong>Sumac <em>&#8222;What One Becomes&#8221;</em></strong>. Drugi LP składu Aarona Turnera. Ciężka wędrówka przez częściowo improwizowane sludge/noise, ale wędrówka bardzo, bardzo satysfakcjonująca.</p>
<p>7. <strong>The Dillinger Escape Plan <em>&#8222;Dissociation&#8221;</em></strong>. Pożegnalny DEP. Właściwie wszystko czego można się po DEP spodziewać i troszkę więcej. Aha, bardziej <em><strong>One Of Us Is The Killer</strong></em>&nbsp;niż <strong><em>Calculating Infinity</em></strong>.</p>
<p>8. <strong>Meshuggah <em>&#8222;The Violent Sleep of Reason&#8221;</em></strong>. Nowe meszugi po trochę nieudanym Kolosie powrót do formy.</p>
<p>9. <strong>Crowbar <em>&#8222;The Serpent Only Lies&#8221;</em></strong>. Męskie łzy, co miałem to oddałem/zjadłem, Crowbara przedstawiać nie trzeba. Jest ciężko, jest grubaśnie. &nbsp;<strong>Crowbar</strong> jak wino.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/U_HnRFv85QE" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Evil &#8211; basista i gitarzysta Sauron</strong></p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p>1. <strong>Wardruna &#8222;Runaljod &#8211; Ragnarok&#8221;</strong>. Magiczna płyta. Dla mnie jest właściwie pierwszym, tak dogłębnym zanurzeniem się w świat dźwięków oferowany przez <strong>Einara</strong> i <strong>Lindy-Fay</strong>. Płyta zapewniła mi dużo emocji i ma chyba u mnie najwyższy licznik odtworzeń pośród tegorocznych nowości. Super będzie przeżyć te historie na żywo (lokalny koncert mam już w styczniu).</p>
<p>2. <strong>Hail Spirit Noir <em>&#8222;Mayhem in Blue&#8221;</em></strong>. Tę płytę&nbsp;odkryłem przypadkowo i była dla mnie sporym zaskoczeniem. Bardzo ciekawe połączenie (post) blackmetalu z psychodelą&nbsp;lat 70. W momencie pierwszego zauroczenia gotów byłem niemal wynieść ich na ołtarze, ale jednak szybko się&nbsp;tym nagraniem zmęczyłem. Niemniej będę do niego wracał i już cieszę&nbsp;się&nbsp;na ich występ podczas przyszłorocznego festiwalu <strong>Inferno</strong>.</p>
<p>3. <strong>Blood Ceremony <em>&#8222;Lord of Misrule&#8221;</em></strong>. Psychodeliczny rock w najlepszym wydaniu. Kocham za brzmienie, wokale <strong>Alii O&#8217;Brien</strong> i jej cudowne zagrywki na flecie poprzecznym. Serwowany przez <strong>Blood Ceremony</strong> mroczny klimat przywodzi mi na myśl wczesne filmy Polańskiego, czy trylogię <em><strong>Omen</strong></em>. Zdecydowanie moja herbatka!</p>
<p>4. <strong>Anaal Nathrakh <em>&#8222;The Whole of the Law&#8221;</em></strong>. Żeby nie było, że skupiam się wyłącznie na retro-brzmieniach i przestrzeniach &#8211; tym razem trochę wpierdolu. Ależ&nbsp;na tej płycie jest zniszczenie! Słuchając jej, czuję&nbsp;jak zaczynam się&nbsp;samowolnie pienić i czernieje mi podniebienie! Uwielbiam! Działa niezawodnie zawsze, gdy potrzebuję&nbsp;kopa na przebudzenie. Cover Ironów również wyśmienity!</p>
<p>5. <strong>Khemmis <em>&#8222;Hunted&#8221;</em></strong>. Bardzo fajny, oldskulowy doom z wyśmienitym brzmieniem, chwytliwymi melodiami oraz pełnym smutku i nostalgii wokalami. Nie znałem poprzednich płyt, ale moją uwagę&nbsp;zwróciła wyśmienita okładka<strong> Sama Turnera</strong>. Super pozycja do puszczenia <em>w tle</em>.</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p>1. <strong>Furia <em>&#8222;Księżyc Milczy Luty”</em>.</strong>&nbsp;&#8222;…W końcu jeden z czartów wpadł na pomysł, by postawić zwierciadło przed aniołami albo i samym Bogiem. Zabrały je zatem i poleciały w kierunku nieba. Jednakże, gdy były już bardzo blisko aniołów i Boga, lustro wypadło im z łap i spadło na ziemię, rozbijając się na miliardy maleńkich okruszków. Co to było za nieszczęście! Bo każdy okruszek, tak, jak normalnej wielkości lustro, odbijał świat, czyniąc go wstrętnym i strasznym. Najgorsze jednak było to, że wiele z tych odłamków wpadło do ludzkich oczu &#8211; wtedy taka osoba zaczynała widzieć wszystko już tylko na opak, odbite w diabelskim lustrze, krzywe, złe i brzydkie. Niektórym kawałki wpadały do serca, które zamieniało się w kawałek WĘGLA &#8211; taka osoba nie czuła już nic. Jeśli wcześniej kogoś kochała, teraz nie pamiętała nawet jego imienia; jeśli jej na czymś zależało, teraz było jej to całkowicie obojętnie!…&#8221;</p>
<p>2. <strong>Thy Worshiper <em>&#8222;Klechdy&#8221;</em></strong>. Ta płyta jest wybitna i wyjątkowa na tylu płaszczyznach, że aż niemożliwym jest uzasadnić ten wybór w kilku zwięzłych zdaniach. Może wystarczy, jeżeli napiszę, że kupiłem już kilka egzemplarzy i rozdałem je kolegom z nieukrywaną dumą, dzieląc się zajebistością tego albumu.</p>
<p>3.<strong> Wędrowcy, tułacze, zbiegi</strong> <em><strong>&#8222;Światu jest wszystko jedno&#8221;</strong></em>. Polska scena roku 2016 ocieka wręcz awangardą. Ukazało się&nbsp;bardzo dużo bardzo mocnych strzałów, które zdecydowanie plasują się&nbsp;w światowej czołówce i przede wszystkim – oferują własny przekaz, który w wielu przypadkach może istotnie wpłynąć na dalszy rozwój całego nurtu. WTZ to idealny przykład twórczości pełnej własnej interpretacji i osobistego przekazu. I chociaż stylistycznie zdawałoby się&nbsp;operują w trochę innych obszarach – dla mnie to właśnie jest najczystszy black metal, muzyka, która w założeniu jest ciągłym poszukiwaniem nowego, przełamywaniem stereotypów i zapisem kolejnych etapów na ścieżce samorozwoju. BDB+!</p>
<p>4. <strong>ARRM <em>&#8222;ARRM&#8221;</em></strong>. Mój imiennik zdecydowanie nabiera wiatru w żagle, a obserwacja jego kunsztu nawigacji wśród oceanów dźwięku jest czystą&nbsp;przyjemnością. <strong>ARRM</strong> to kolejny projekt, w którym <strong>Artur Rumiński</strong> udowadnia jak wiele można wygrać, będąc muzykiem i kompozytorem otwartym na muzykę &#8211; bez sztucznych ograniczeń gatunkowych czy ideologicznych, które często sami sobie narzucamy, pozbawiając się&nbsp;tym samym wielu wspaniałych wrażeń i doświadczeń. Delektując się&nbsp;brzmieniami wykreowanymi przez niego w tym roku, już usycham z ciekawości, czym zaskoczy nas w następnym 🙂</p>
<p>5. <strong>Sauron <em>&#8222;Wara!&#8221;</em></strong>. Uwzględnianie w tego rodzaju rankingach własnej twórczości może być poczytane za objaw arogancji ocierającej się&nbsp;wręcz o lizanie się po jajach, ale oddając sprawiedliwość faktom – jest to polski album, któremu poświęciłem w tym roku zdecydowanie najwięcej uwagi. I chociaż nie ma szans, żebym choć przez chwilę&nbsp;mógł ocenić&nbsp;go inaczej niż subiektywnie – uważam że wyszedł nie najgorzej i bez kompleksu może się&nbsp;tu znaleźć.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/qggJptoKYlU" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Piotr Gibner &#8211; wokalista Moose The Tramp</strong></p>
<p class="Standard" style="text-align: left;">Anno Domini 2016 to najlepszy muzycznie rok dekady&#8230; wiem to z przekazów prasowych i od znajomych. Pod koniec roku ubiegłego <strong>Michał</strong>&nbsp;(<strong>Zielone Ludki</strong>) stwierdził, że kiedy komponuje, nie słucha nowej muzyki, by zmaksymalizować swój pierwiastek w procesie twórczym i tym samym inspiracje możliwie zmniejszyć do minimum. Jako że rok bieżący spędziłem wraz z kolegami na kończeniu płyty <strong>Moose The Tramp</strong>, to tę ideę wziąłem sobie do serca i pierwszy raz w życiu – pomimo że rok tłusty i wiele delikatesów kusiło – starałem się konsumować jak najmniej świeżych wyrobów kultury muzycznej. Było bardzo ciężko. Po drodze zdarzyło się nie wytrzymać i błysnęła do mnie pożegnalna <strong>„Czarna Gwiazda” Davida Bowiego</strong>, popluskałem się w basenie <strong>Radiogłowych</strong> i oślepiła mnie troszku <strong>Kasia Nosowska</strong> z nowym <strong>Hey</strong>em, ale zasadniczo starałem się być czysty. Teraz, chociaż detoks zakończony już, to nie zdążyłem skosztować jeszcze nowych <strong>Meshuggah</strong>, <strong>Massive Attack</strong> czy <strong>The&nbsp;Dillinger Escape Plan</strong>, także na wstępie wypada odnotować, że nie jestem wielkim erudytą muzycznym jeśli chodzi o rok 2016, i dlatego też skupię się na dwóch zasadniczo świeżych płytach.</p>
<p class="Standard"><strong>Krzysztof &#8222;Zalef&#8221; Zalewski <em>&#8222;Złoto&#8221;.</em></strong>&nbsp;Artysta nagrał drugą z rzędu już płytę życia, czyste „<em><strong>Złoto”</strong></em>. Że pan <strong>Krzysztof</strong> wielkim artystą jest, przekonywać trzeba tylko tych, co nie przesłuchali <em><strong>„Zeliga”</strong></em>, ale nawet jeśli już znajdzie się ktoś (teoretyzuję teraz), kogo ów krążek nie przekonał, to <em><strong>„Złoto”</strong></em> już na pewno połknie każdy. Taka tautologia. O warstwie muzycznej może nie będę tu prawił, bo jak mawiał barokowy kompozytor <strong>Francesco Zappa</strong>, pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze, ale muszę choć kruszek o tekstach nadmienić&#8230; Zawsze dziwiło mnie porzekadło hinduskie, że spotkać człowieka, co nie ma duchowego mistrza, jest gorsze od skrzyżowania dróg z tygrysem. Może nie jestem tytułowym bohaterem ostatniego krążka naszego towaru eksportowego <strong>Behemoth</strong>, ale idea ścieżki lewej dłoni i kwestionowanie autorytetów są mi bliskie. Nigdy nie lubiłem, jak ktoś mi śpiewa &#8222;jak żyć&#8221;, już lepiej w mej opinii kupić audiobook z jakimś poradnikiem lajfstajlowym. I tu mi pan <strong>Zalewski</strong> zaimponował, że pomimo niekwestionowanej mądrości, co z liryków bije, tak dużo tu mamy skromności. Płyta pokazuje, że można jednak w nie tani sposób odnosić się do tematów z pierwszych stron pismaków, jak w piosence <em><strong>Uchodźca</strong></em>, a jednocześnie ani nie powtarzać po raz kolejny zasłyszanych frazesów, ani nie prowokować dla prowokacyj samych, jak to ma <strong>Peszek</strong> czynić i wielu innych wykonawców. Zazdroszczę wrażliwości.</p>
<p class="Standard"><strong>Bon Iver&nbsp;</strong><em><strong>„22, A Million”</strong></em>. Globalną perspektywę przyjmując, dla mnie to najważniejsza płyta tego roku. Przyznam się, że miałem bardzo wyśrubowane oczekiwania po kolejnej płycie&#8230;ich (jego?) poprzednik to chyba najważniejsza płyta dla mnie ever. To po tej płycie (i ich koncercie na niegdysiejszym Heinekenie w Gdyni) do-powiedziałem sobie, że jestem w takim miejscu emocjonalnie, że nie chce grać za bardzo metalu. To ta płyta od pięciu lat regularnie biła z moich głośników częściej niż jakakolwiek nowość. Myślę, że gdyby nie poprzedni album z 2011 roku, nie obejrzałbym się nawet za <em><strong>&#8222;</strong><strong>22, A Million&#8221;</strong></em>. To bardzo ciężki twór, przynajmniej jeśli porównywać go z poprzedniczką. Owszem, łatwo znaleźć można podobnie piękne melodie, ale o ile taki hymn jak<em><strong>&nbsp;Holocene</strong></em>&nbsp;rywalizował o bodaj najbardziej prestiżową nagrodę muzyczną na świecie, tj.&nbsp;<strong>Record of the Year</strong> w ramach <strong>54.</strong> gali <strong>Grammy</strong>, a połowa piosenek z płyty jest tak zwiewna, że mogłaby służyć za muzak w windzie jakiegoś biurowca, tak <em><strong>&#8222;22, A Million&#8221;</strong>&nbsp;</em>wzbudza poczucie niepokoju i wymaga bardzo dużego wysiłku, atencji. Na początku sceptycznie, po kilku przesłuchaniach miałem łzy w oczach, przy 666, rzecz idzie&nbsp;o potrzebie modlitwy, a przecież niewierzący jestem, miałem ciarki od rowka aż po kark, kiedy <strong>Paulo Nuttini</strong> z sampla dośpiewuje &#8222;<em>we find god and religion&#8221;</em>&nbsp;w <em><strong>33 „God”</strong></em>. &nbsp;Dla mnie to płyta o poszukiwaniu duchowości, jakiejś kosmicznej mądrości. Tak osobisty proces, musiał mieć tak sprywatyzowaną, duszną i lekko klaustrofobiczną formę. Miód&#8230; ale miód z octem.&nbsp;</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/HNy7VtSsmu8?list=PLN61gg9VNXPomdZu0UY_wwoDkjSdAB_uE" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Artur &#8222;Paluch&#8221; Grassman &#8211; basista/wokalista Squash Bowels</strong></p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p>1. <strong>The Dead Goats &#8222;<em>All Of Them Witches&#8221;.</em>&nbsp;</strong>Podoba mi się droga, jaką zespół obrał. Nie jest to oryginalne granie, ale tak grać trzeba umieć i czuć to. Niebagatelny zespół na rynku polskim..</p>
<p>2. <strong>Christ Agony &#8222;<em>Legacy&#8221;.</em>&nbsp;</strong>Znam ten zespól praktycznie od początku samego istnienia. Kiedy mieszkałem w Polsce, w&nbsp;Białymstoku, chodziłem na ich koncerty, dopingowałem&#8230; Ale to nie sentyment z mojej strony umiejscowił ich na tym miejscu w moim rankingu. Cezar nagrał po prostu świetnie brzmiącą płytę, dużo na niej emocji. Rozumiem też czemu Daray nagrał gary&#8230;</p>
<p>3. <strong>Tides From Nebula &#8222;<em>Safehaven&#8221;.&nbsp;</em></strong>Ten zespół wkurzył mnie trochę swoimi akcjami na FB&#8230; ale zrehabilitowali się tą&nbsp;płytą,&nbsp;powiedzmy wrócili do moich łask.</p>
<p>4. <strong>Blindead <em>&#8222;Ascension&#8221;.</em>&nbsp;</strong>Bardzo ciekawa grupa na naszym podwórku. Szukają czegoś co ich zadowoli, nie chcą powielać, poruszają się po miękkim gruncie, ale na razie wiedzą, jak mają po nim stąpać.</p>
<p>5.<strong> Straight Hate <em>&#8222;Every Scum is a Straight Arrow&#8221;.&nbsp;</em></strong>Bardzo dobra płyta. Nie jest co prawda nowatorska, jak i brzmienie, ale tak nikt tu jeszcze nie grał. Piąte miejsce w moim rankingu tylko ze względu na wokale, które według mnie można było zrobić dużo lepiej.</p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p>1. <strong>Wromrot &#8222;<em>Voices&#8221;.&nbsp;</em></strong>Ten zespół to potężna petarda, jak nagrają, tak brzmią na koncertach, nie ma większego jebnięcia!!!</p>
<p>2. <strong>Asphyx &#8222;<em>Incoming Death&#8221;.&nbsp;</em></strong>Naprawdę nie spodziewałem się aż tak dobrze nagranego albumu od tych wariatów, ale po pierwszych dźwiękach nogi rwą same do tańca!</p>
<p>3. <strong>Malignant Tumor &#8222;<em>The Metalist&#8221;.&nbsp;</em></strong>No lubię! No bardzo lubię! Taki rock and roll jest potrzebny w każdym domu! Ten zespół jest tak uniwersalny, że każda płyta zajmuje wysokie miejsca, oni wiedzą&#8230; oni po prostu wiedzą, co ma być i jak!</p>
<p>4. <strong>Urfaust &#8222;<em>Empty Space Meditation&#8221;. </em></strong>Klimat, klimat, klimat &#8230; uwielbiam, uwielbiam takie granie, nie jest to taki sam wpierdol, jak grindcore, ale za każdym razem, jak słucham kolejnej płyty <strong>Urfaust,</strong> to wciąga mnie ich klimat&#8230;</p>
<p>5. <strong>Inquisition &#8222;<em>Bloodshed Across The Empyrean Altar Beyond The Celestial Zenith&#8221;.&nbsp;</em></strong>Nie mogłem się spodziewać słabej płyty od tego duetu, idą czołgiem i nie biorą jeńców. Trochę mi jednak brakuje transowych riffów, które zapętlały się i tłukły po bani aż do momentu, jak nastała cisza&#8230;</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/1IPSTb84JoI?list=PL6_qhP3eWX5Ok6k2UcWr2OG8_GIxh_GnM" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;" align="justify"><strong>Jacek Hiro &#8211; gitarzysta Sceptic, KAT &amp; Roman Kostrzewski, Voodoo Gods</strong></p>
<p align="left">Szczerze powiedziawszy, miałem obawy, czy uda mi się pozbierać wystarczającą ilość płyt, które w tym roku zrobiły mi dobrze :). Oczywiście kilka od razu się nasunęło, ale było to zdecydowanie za mało. O ile z polskimi wydawnictwami nie było kłopotu (wiadomo, że u nas najlepiej), to skompletowanie zagraniczniaków stanowiło już wyzwanie. Może jestem zbyt wybredny, a może po prostu się nie znam, ale od dłuższego czasu ani stare bandy, ani nowe wytwory rynku muzycznego nie są w stanie zaspokoić moich oczekiwań&#8230; W tym roku przynajmniej staruszki stanęły na wysokości zadania.</p>
<p align="left"><strong>Świat:</strong></p>
<p align="left"><b>1. Megadeth <em>&#8222;Dystopia&#8221;</em>.&nbsp;</b>Jak dla mnie rewelacja!!!</p>
<p align="left"><b>2. Gojira <em>&#8222;Magma&#8221;</em>.&nbsp;</b>Nie spodziewałem się po nich czegoś tak fajnego. Stara <strong>Gojira</strong> mi „nie robi”.</p>
<p align="left"><b>3. Testament <em>&#8222;Brotherhood of the Snake&#8221;</em>.&nbsp;</b>Zdarzały się im lepsze płyty, ale Testament zawsze na plus&#8230;</p>
<p align="left"><b>4. Metallica <em>&#8222;Hardwired&#8230; To Self-Destruct&#8221;</em>.&nbsp;</b>Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale uważam, że choć stać ich na więcej, to w końcu krok w dobrym kierunku.</p>
<p align="left"><strong>Polska:</strong></p>
<p align="left"><b>1. Vader <em>&#8222;The Empire&#8221;.</em>&nbsp;</b>Jak zwykle dostałem wpierdol!!!</p>
<p align="left"><b>2. The Sixpounder <em>&#8222;True To Yourself&#8221;</em>.&nbsp;</b>Są bandą patałachów 🙂 ale płyta super. Trochę zbyt grzeczna, jak na mój gust, ale i tak mnie kupili&#8230; po raz kolejny zresztą.</p>
<p align="left"><b>3. Blindead <em>&#8222;Ascension&#8221;</em>.&nbsp;</b>Urocze. Mimo że Patryk zdezerterował i trochę mi go brakuje, to jednak coraz bardziej przyzwyczajam się do Piotrka i jest dobrze.</p>
<p align="left"><b>4. Topielica <em>&#8222;Uroczysko&#8221;</em>.&nbsp;</b>Cezarze! Tego się po Tobie nie spodziewałem. Śliczne 🙂</p>
<p align="left"><b>5. Triagonal <em>&#8222;Dichotomy of Mind&#8221;</em>.&nbsp;</b>Remo i spółka&#8230; Lubię, kiedy starzy przyjaciele przypominają sobie, że napierdalanie metalu to fajna sprawa. Powodzenia!!!</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/8NlKB09BUwE?list=PLZ31xkfdHxmDB7CyHmrOmmzA4WdGIKmL4" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;" align="left"><strong>Maciej Karbowski &#8211; gitarzysta Tides From Nebula</strong></p>
<p>No to tak, wymienię po prostu kilka ulubionych albumów wydanych w tym roku:</p>
<p><strong>Radiohead&nbsp;<em>&#8222;A Moon Shaped Pool&#8221;</em></strong>. <strong>Radiohead</strong> nie zawodzi, nie jest to ich najlepszy album, ale ciężko znaleźć zespół, który choć trochę zbliży się do ich poziomu. Widać, że kapela myśli kompletnie niekomercyjnie, z takim statusem mogą sobie na to pozwolić.</p>
<p><strong>Deftones <em>&#8222;Gore&#8221;</em></strong>. Album zdecydowanie bardziej melodyjny, chyba <strong>Chino</strong> miał więcej na nim do powiedzenia muzycznie. Ciekawe jest to, że z całej tzw. sceny &#8222;nu-metalowej&#8221; pozostało kilka naprawdę wartościowych niedobitków, jak <strong>Incubus</strong> czy <strong>Deftones</strong> właśnie. A co to właściwie był ten &#8222;nu-metal&#8221;?</p>
<p><strong>M83 <em>&#8222;Junk&#8221;</em></strong>. Hit na hicie, super produkcja, zero zasad. Słychać dobrą zabawę i wybitny zmysł do melodii.</p>
<p><strong>HEY <em>&#8222;Błysk&#8221;</em>.</strong> Począwszy od płyty <em><strong>(sic!)</strong></em>, każda kolejna produkcja rodzimego <strong>Hey</strong>a, to dla mnie wydarzenie. Ostatni album nie jest może moim ulubionym, ale jest na nim kilka perełek. To ciekawe, jak bardzo na przestrzeni lat ten zespół ewoluował.</p>
<p><strong>Lonely The Brave<em>&nbsp;&#8222;Things Will Matter&#8221;</em></strong>. <strong>Lonely The Brave</strong> aż poraża autentycznością, pierwszy od wielu lat nowy zespół rock&amp;roll&#8217;owy, któremu całkowicie wierzę. Szczerość, szczerość i jeszcze raz szczerość.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/TTAU7lLDZYU?list=PLPy9EgpSI-411GhcaTb1-WXxojxAuRY5D" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;" align="left"><strong>Dariusz „Daron” Kupis &#8211; gitarzysta Frontside, One Shot Eye</strong></p>
<p align="left">Jestem fanem muzyki odkąd pamiętam, uwielbiam dźwięk, jaki wydobywa się z głośników w każdej postaci (no, prawie każdej:)). Szczególnie bliska jest mi muzyka metalowa. Rok 2016 pokazał, że ten nurt muzyczny ma się świetnie i nie zamierza składać broni. Choć żniwo kostuchy jest bezlitosne, i co jakiś czas dopada nas wiadomość o śmierci muzyka, musimy się z tym zmierzyć i wierzyć, że nasi idole będą żyli długo i szczęśliwie. Dzięki muzyce pamięć o nich będzie wieczna i niech tak zostanie.</p>
<p align="left">Moich pięć płyt zagranicznych postanowiłem nie numerować, gdyż każda z nich jest dla mnie wyjątkowa. To produkcje dojrzałe i pełne muzycznych smaczków. Każda z tych kapel nie musi już nikomu nic udowadniać, robią swoje i robią to znakomicie. Brzmieniowo to klasa sama w sobie i doskonała robota w studio. Jeśli takie owoce będzie płodzić metalowe drzewo, to jestem spokojny o dominację nad światem.</p>
<p align="left"><b>Świat:</b></p>
<p align="left"><b>Megadeth <em>&#8222;Dystopia&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>Testament <em>&#8222;Brotherhood of the Snake&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>Metallica <em>&#8222;Hardwired&#8230; to Self-Destruct&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>Avenged Sevenfold <em>&#8222;The Stage&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>Gojira <em>&#8222;Magma&#8221;</em></b></p>
<p align="left">W Polsce też się działo, weterani nie zawodzą, a młodzież depcze im po piętach. Na uwagę zasługuje na pewno materiał <strong>MoshMachine</strong>, który agresją i pełnej pasji przekazem wbił mnie w fotel, zostałem przejechany przez moshową maszynę bez litości. Świetnie się czuję, wiedząc, że my, Polacy, tworzymy takie dobre rzeczy, odpalam te płyty i wiem, że dostaję jakość, która – choć w niektórych przypadkach się dopiero kształtuje – napawa optymizmem, że kolejne produkcje będą jeszcze lepsze i pełnoprawnie zapiszą się w historii naszej rodzimej sceny. Gratuluję!</p>
<p align="left"><b>Polska:</b></p>
<p align="left"><b>Vader <em>&#8222;The Empire&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>MoshMachine <em>&#8222;Tożsamość&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>Afterload <em>&#8222;Rise Above&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>Spirits Way <em>&#8222;Devoid of Morality&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>Drown My Day<em> &#8222;Nightmare Become Reality&#8221;</em>.</b></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/sfoGSgzeyRE" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Piotr Pieza &#8211; wokalista Blindead</strong></p>
<p><strong>Świat:&nbsp;</strong></p>
<p>1.<strong> Dawid Bowie <em>&#8222;Black Star&#8221;.&nbsp;</em></strong>Przyznam, że nigdy nie należałem do oddanych słuchaczy twórczości <strong>Bowiego</strong>. Rzecz jasna zawsze poważałem jego wizjonerstwo i wkład w rozwój muzyki, jednak nigdy dotąd nie przyswajałem jego dokonań w stu procentach. <em><strong>Black Star</strong></em> jednakże pochłonął mnie bez reszty. Od początku do końca. Odbiór całości potęguje świadomość tego, że artysta, nagrywając ten album wiedział, że żegna się nim z światem żywych. Trzymając się astronomicznej nomenklatury, <strong>Bowie</strong> odszedł tak, jak masywne gwiazdy. W rozbłysku supernowej. Wybaczcie zamierzoną patetyczność.</p>
<p>2. <strong>Nick Cave &amp; Bad Seeds <em>&#8222;Skeleton Tree&#8221;.&nbsp;</em></strong>Kolejny album ze śmiercią w tle. Dla niektórych&nbsp; będzie zbyt ubogi aranżacyjnie, zwłaszcza po doskonałym <strong><em>Push The Sky Away</em></strong>. Inni zarzucą mu próbę monetyzowania osobistej tragedii. Dla mnie to przejmujące studium cierpienia człowieka. Cały ten minimalizm w kompozycjach, ten nie do końca obecny i zdystansowany <strong>Cave</strong>, ta cała wyzierająca pustką przestrzeń w aranżacjach jest tożsama z pustką po stracie bliskiej osoby. Mnie żałoba imć <strong>Cave&#8217;a</strong> ujęła.</p>
<p>3. <strong>Bolzer <em>&#8222;Hero&#8221;.&nbsp;</em></strong>Duet z Zurychu i tym razem udowadnia, że są sprawnym, dobrze działającym mechanizmem i jednym z najciekawszych zespołów metalowych w ogóle. Szwajcarska precyzja.</p>
<p>4. <strong>Gojira <em>&#8222;Magma&#8221;.&nbsp;</em></strong>Odważny, bezkompromisowy album. Zespół pokazał dobitnie, że nie zamierza kisić się w kajdanach konwencji i ograniczeń stylowych. I co, że czyste wokale, i że czasami lżej. <em><strong>Magma</strong></em> to dzieło kompletne i ostatecznie gruntujące pozycje Francuzów w panteonie największych grup metalowych na świecie. Jakże ostatnimi czasy modne i jak nigdy na miejscu: chapeu bas!</p>
<p>5. <strong>Iggy Pop <em>&#8222;Post Pop Depression&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Patrząc na muzyków, którzy ten album tworzyli, nie miał on teoretycznie prawa się nie udać. QOTSA&#8217;owe gitary <strong>Homme&#8217;a</strong> i coraz bardziej starczy, przypominający wręcz późnego <strong>Cage&#8217;a</strong> wokal <strong>Iggy&#8217;ego</strong>, okazują się znakomicie komplementarne. Esencja amerykańskiego grania.</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p>1.<strong> Furia <em>&#8222;Księżyc Milczy Luty&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Nie będę ukrywał, że ze wszystkich &#8222;odnóg&#8221; muzyki metalowej najdalej mi do tej z przedrostkiem &#8222;black&#8221;. Owszem, są pojedyncze utwory i albumy, które lubię/poważam/szanuję, ale generalnie nie jest to bliska mi stylistyka. Być może właśnie to, co dla fanów klasycznego podejścia do tego typu grania będzie stanowić o wadach tego wydawnictwa, dla mnie jest jego najmocniejszą stroną. <strong>Furia</strong> w swoich rozbudowanych kompozycjach śmiało przekracza granice stylowe, dając nam w efekcie dzieło tak zaskakujące, jak i porywające swoim odświeżającym podejściem do gatunku.</p>
<p>2. <strong>Sunnata <em>&#8222;Zorya&#8221;</em>.</strong> Mógłbym o tym albumie długo, ale napiszę krótko: Kopie! I to strasznie. Mnie kupili totalnie. Gorąco polecam!</p>
<p>3. <strong>ARRM <em>&#8222;ARRM&#8221;</em></strong>. Zdarza się, że pojawia się album, który przyjmujemy bezkrytycznie, w całości, na którym nie zamienilibyśmy ani jednego dźwięku. Mam tak z tym wydawnictwem. Niby nic odkrywczego, niby wszystko już gdzieś było, ale tu jest to podane to tak, że nie sposób wyobrazić sobie, że można byłoby to zrobić inaczej. Doskonałe słuchadło!</p>
<p>4. <strong>Lonker See <em>&#8222;Split Image&#8221;</em></strong>. Ktoś mógłby mi w tym miejscu zarzucić kumoterstwo. Nie jest tak, bynajmniej! Fakt, że się znamy to tylko wartość dodana, bowiem mogę osobiście pogratulować im albumu, do którego wciąż wracam i wracać będę. Ta szamańska, transowa fuzja jazzu i rocka sprawdza się zwłaszcza na koncertach. Zajżyjcie koniecznie, jeśli będą grać gdzieś u was w okolicy.</p>
<p>Z racji tego, że ilość tekstu jest ograniczona, a ilość dobrych, polskich wydawnictw w tym roku była powalająca, piątą pozycję rezerwuję zbiorczo na honorowe wyróżnienia.<strong> <b>The Pineapple Thief <em>&#8222;</em><i>Your Wilderness&#8221;,&nbsp;</i></b>Riverside <em>&#8222;Eye Of The Soundscape&#8221;</em></strong>, <strong>Lotto <em>&#8222;Elite Feline&#8221;</em>, Tides From Nebula <em>&#8222;Safehaven&#8221;</em>, Ampacity <em>&#8222;Sum Of All Flaws&#8221;</em>, Obscure Sphinx <em>&#8222;Epitaphs&#8221;</em>, Moanaa <em>&#8222;Passage&#8221;</em></strong>, wymieniając tylko kilka. Wszystkie te pozycje są godne uwagi i dowodzą, że polska scena ma się doskonale. Z tym większą niecierpliwością oczekuję muzyki, którą przyniesie nam rok 2017.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/p8M-wvZJm0c" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;">&nbsp;<strong>Maciej Proficz &#8211; wokalista Dormant Ordeal</strong></p>
<p>1. <strong>David Bowie <em>&#8222;Blackstar&#8221;</em></strong>. Ukazała się na samym początku roku i od tamtego momentu byłem pewien, że nic jej nie pobije, i tak też się stało. To jest istny muzyczny, ale też obrazowy (teledyski!!!) majstersztyk. Przepadłem w tym albumie totalnie od samej premiery, a kilka dni później, kiedy <strong>David</strong> umarł, <em><strong>Blackstar</strong></em> zyskał dodatkowe, drugie dno i całkowicie zmienił mój sposób patrzenia na niego. Płyta doskonała od początku do końca, mroczna, smutna i jakże dosłowna. Bo jak inaczej postrzegać fakt, że artysta, komponując płytę i nagrywając ją, żegna się ze światem, a umiera dwa dni później? No i do tego zdecydowanie najlepsza piosenka roku 2016 &#8211; tj. utwór tytułowy.</p>
<p>2. <strong>Nick Cave and The Bad Seeds <em>&#8222;Skeleton Tree&#8221;</em></strong>. Kolejna, posępna pozycja naznaczona piętnem śmierci, tym razem osoby niezwiązanej bezpośrednio z samym albumem. <strong>Nick Cave</strong> zaczął komponować album, kiedy wszystko w jego życiu było &#8222;normalne&#8221;, a skończył po śmiertelnym wypadku swojego syna. Smutek, rozpacz, to uczucia, które zdominowały <em><strong>Skeleton Tree</strong></em>, a całość od początku do końca absolutnie hipnotyzuje i nie pozwala oderwać się na moment od głośników. Wspaniały album, pomimo tragicznych okoliczności, w których powstawał.</p>
<p>3. <strong>Cult of Luna &amp; Julie Christmas <em>&#8222;Mariner&#8221;</em></strong>. Obraziłem się na <strong>CoL</strong> po słabym <em><strong>Vertikalu</strong></em>, a jeszcze bardziej po &#8211; moim zdaniem &#8211; bezpłciowym koncercie w Krakowie ponad 2 lata temu. Na szczęście powrócili z dziełem fenomenalnym, poziomem dorównującym swoim najlepszym dokonaniom jak <em><strong>Somewhere along the highway</strong></em>, czy <em><strong>Salvation</strong></em>. Wokale <strong>Julie Christmas</strong> tchnęły w zespół mnóstwo świeżości i pomimo braku jakiejś kompozycyjno-brzmieniowej rewolucji, płyty słucha się wybornie i fascynująco. Chyba najczęściej słuchana przeze mnie metalowa płyta w mijającym roku.</p>
<p>4. <strong>Leonard Cohen<em> &#8222;You want it darker&#8221;</em></strong>. Zaczęliśmy mrokiem i śmiercią, i dalej się tego trzymamy. To zdecydowanie najciemniejsza ze wszystkich płyt Cohena, którą &#8211; tak jak <strong>David Bowie</strong> na początku roku &#8211; pożegnał się z tym światem. I pozostawił na sam koniec kawał pięknej muzyki, przejmującej i wciągającej. O ile w <em><strong>Blackstar</strong></em> dominuje w dźwiękach raczej pewien strach przed nadchodzącą śmiercią, o tyle w przypadku albumu <strong>Cohena</strong> jest to raczej spokojne poddanie się nieuchronnemu. Prawie cały listopad jej słuchałem i nadal często do niej wracam.</p>
<p>5. <strong>Sturgill Simpson <em>&#8222;A Sailor&#8217;s guide to Earth&#8221;</em></strong>. <strong>Sturgill</strong> pomimo dość młodego wieku i wciąż niewielkiego dorobku płytowego, już w pewnych kręgach uznawany jest za kultową postać muzyki country. Przede wszystkim jest kontynuatorem słynnego nurtu outlaw i artystycznym spadkobiercą takich postaci, jak <strong>Waylon Jenings</strong>, <strong>Johnny Cash</strong> czy <strong>Merle Haggard</strong>. Ale co najważniejsze wprowadza do tego nurtu całkowicie nową jakość, ciekawe pomysły i odważnie żegluje po oceanie muzycznych inspiracji. Potwierdza to na swojej kolejnej, świetnej płycie, tym razem dedykowanej nowo narodzonemu synowi muzyka, co znajduje swoje odzwierciedlenie w tekstach i muzyce.</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p>1. <strong>Niechęć <em>&#8222;Niechęć&#8221;</em></strong>. Naczekałem się aż cztery lata na następcę genialnego &#8222;<em><strong>Śmierć w miękkim futerku</strong></em>&#8221; i warto było. Mroczny, psychodeliczny, pokręcony jazz, czasem wyrywający się gdzieś w rejony szeroko pojętego rocka, który był obecny już na debiucie zespołu, tym razem sięga jeszcze głębszych regionów podświadomości słuchacza. Płyta wciągająca od pierwszej do ostatniej sekundy. Co tu dużo pisać, trzeba posłuchać. Zdecydowanie najlepsza pozycja wśród polskich premier roku 2016.</p>
<p>2. <strong>Sorry Boys <em>&#8222;Roma&#8221;</em></strong>. Zahaczam w pewien sposób o mainstream, bo album pojawia się regularnie w rozgłośniach radiowych, ale zdecydowanie zasłużenie, bo słuchanie go to czysta przyjemność. Rewelacyjne partie wokalne <strong>Izabeli Komoszyńskiej</strong>, ciekawe, oparte mocno o muzykę ludową aranżacje, świetne brzmienie, bardzo dobre teksty&#8230; <strong>Sorry Boys</strong> po raz trzeci udowadnia, że są zespołem na polskiej scenie niebanalnym i wartym śledzenia, a ich muzyka konsekwentne wyrywa się ze sztywnych określeń typu: alternatywny rock/pop. Płyta kręci się bardzo często w moim odtwarzaczu, polecam gorąco sięgnięcie po nią.</p>
<p>3. <strong>Furia <em>&#8222;Księżyc Milczy Luty&#8221;</em></strong><em>.</em> Nie śledziłem dokładnie zapowiedzi wydawniczych i byłem przekonany, że <strong>Furia</strong> planuje wydanie jedynie mini-albumu <em><strong>Guido</strong></em> w tym roku (swoją drogą wyjątkowo udanego), aż tu nagle pojawił się ten longplej. <strong>Nihil</strong> i spółka po raz kolejny zagrali na nosie zarówno fanom, jak i przeciwnikom swojego zespołu. <em><strong>&#8222;Księżyc&#8230;&#8221;</strong></em> to chyba najbardziej kontrowersyjny album mijającego roku, i bardzo dobrze. Znów nie boją się przekraczać granic gatunku, znów tworzą nową jakość, a przede wszystkim wciąż wiadomo, że to <strong>Furia</strong>.</p>
<p>4. <strong>Jachna/ Mazurkiewicz/ Buhl <em>&#8222;Dźwięki ukryte&#8221;</em>.</strong> Wspaniałe, hipnotyczne improwizacje, nagrane w murach bydgoskiej synagogi, gdzie jazz spotyka się z elektroniką, chaos i szaleństwo z spokojem i wyciszeniem. Wspaniały album, wymagający jednak stu procent zaangażowania słuchacza. Najlepiej wieczorem, w wygodnym fotelu z dobrymi słuchawkami lub zestawem stereo. Warto chłonąć każdy dźwięk.</p>
<p>5. <strong>Ulcer Uterus <em>&#8222;Cursed Saints&#8221;</em></strong>. Płyta zdecydowanie niedoceniona w roku 2016, bo zasługuje na większy rozgłos po premierze. Pewnie na jego brak miał wpływ długi czas oczekiwania na premierę, wszak jest to pierwszy album zespołu po ośmiu latach od nagrania debiutu, dodatkowo materiał sporo przeleżał na półce po nagraniach, zanim oficjalnie ujrzał światło dzienne. Death metal wysokich lotów, bardzo dobre riffy, ciekawe aranżacje, wszystko brutalne, napakowane energią, szkoda tylko, że brzmienie całości pozostawia wiele do życzenia, bo słuchałoby się tego znacznie lepiej. Niemniej jednak, album bardzo dobry i wśród metalowych zdecydowana, polska czołówka.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/7F_vumsaYv8" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Robert „Rob” Ruszczyk &#8211; perkusista Sunnata</strong></p>
<p style="text-align: left;">Bez numeracji, kolejność alfabetyczna:</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Polska:</strong></p>
<p style="text-align: left;"><strong>ARRM <em>&#8222;ARRM&#8221;</em></strong>. Ascetyczne, atmosferyczne granie, którego bardzo mi brakowało. Pachnie Ziemią. Świetny debiut.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Fertile Hump <em>&#8222;Dead Heart&#8221;</em></strong>. Papierosy na śniadanie i lekko zachrypnięte, wrzynające się w pamięć refreny. Dobre piosenki na wiele okazji, także tych niedobrych.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Furia <em>&#8222;Księżyc Milczy Luty&#8221;</em></strong>. Soundtrack do bezcelowego włóczenia się po hałdach. Tym albumem oraz <em><strong>&#8222;Guido&#8221;</strong> </em><strong>Furia</strong> pokazała, że można tworzyć black metal, nie grając black metalu.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Lotto <em>&#8222;Elite Feline&#8221;</em>.</strong> Prawdopodobnie najdłuższe intro nagrane w tym roku. Czekam na pełnoprawny album. Intro 10/10.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Mentor <em>&#8222;Guts, Graves, Blasphemy&#8221;</em></strong>. W roku, w którym wiele rodzimych zespołów eksperymentowało w różnych kierunkach, pojawił się <strong>Mentor</strong>. Nic nie powiedział. Zrobił swoje i poszedł. Bardzo dobry debiut, udanie wtórny i świetnie przyswajalny.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Świat:</strong></p>
<p style="text-align: left;"><strong>SubRosa<em> &#8222;For This We Fought The Battle Of Ages&#8221;</em></strong><em>.</em> Cudowny album. Bardzo liryczny, muzycznie oszczędny w treści, choć bogaty w formie. No i te wokale&#8230; To bez dwóch zdań najlepszy album <strong>SubRosa</strong>. Zrobił na mnie ogromne wrażenie.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Oranssi Pazuzu<em> &#8222;Värähtelijä&#8221;</em></strong>. Fińska opowieść o tym, że zło w muzyce to nie tylko corpse paint i ćwieki. To także narkotyczne urojenia i leśne zjawy. Materiał na żywo powala.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>The Body <em>&#8222;No One Deserves Happiness&#8221;</em>.</strong> Pop graniczny. Plugawy z jednej strony. Świeży i pomysłowy. Człowiek kurczak na wokalu jak zwykle jedyny w swoim rodzaju.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>True Widow <em>&#8222;Avvolgere&#8221;</em></strong><em>.</em> To nie jest najciekawszy album <strong>True Widow</strong>. <em><strong>&#8222;Avvolgere&#8221;</strong></em> jest materiałem posuniętym do granic wytrzymałości, boleśnie powtarzalnym, monotonnym do cna. Zarazem nikt tak nie potrafi nudzić jak oni. W tym roku udowodnili to po raz kolejny, dominując mój odtwarzacz podczas długich, jesiennych spacerów.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Urfaust <em>&#8222;Empty Space Meditations&#8221;</em></strong>. Napisałem o tej płycie niedawno, że to taka wycieczka, w którą zawsze chciałem się wybrać, ale bałem się przyznać na głos. Pochłaniający, melancholijny, silny materiał.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/tPM_PexLplw" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz &#8222;Icanraz&#8221; Sarnacki &#8211; perkusista&nbsp;Devilish Impressions,&nbsp;Corruption</strong></p>
<p>2016 &#8211; większość mojego czasu spędzanego z muzyką w tym roku poświęciłem na nadrabianie zaległości z ostatnich paru lat oraz na grzebaniu, odświeżaniu i poznawaniu na nowo klasycznych albumów <strong>Black Sabbath, Rainbow, Deep Purple, Crowbar, Down, Mayhem, Watain, Anathema, Bathory, Iron Maiden, Emperor, Pink Floyd, Alice In Chains</strong> i wielu innych artystów, których szanuję do tego stopnia, że sprawdzam swoje reakcje na ich muzykę po jakimś tam czasie od ostatniego przesłuchania. Niestety, bądź -stety, ten rok był dla mnie też bardzo pracowity. Dużo czasu spędziłem w trasie z <strong>Corruption</strong>, myśli moje, plany i działania pochłaniał nowy album <strong>Devilish Impressions</strong>, długotrwałe i niełatwe rozstanie z <strong>Pigface Beauty</strong>, poza tym klasyczna proza życia, która czasami nie pozwala na całkowite oddanie się słuchanej muzyce w 100%.</p>
<p>W tym zestawieniu nie ma wielu albumów, które pewnie by się w nim znalazły, gdybym je poznał w tym roku. Mam na myśli albumy <strong>Anthrax, Metallica, Megadeth, Gojira, Dark Funeral, Darkthrone, Bolzer, Evergrey, Testament, Abbath</strong>&#8230; W związku z tym, to takie moje bardzo osobiste zestawienie 5 płyt z 2016 roku, które narobiły mi w głowie i odtwarzaczu trochę rumoru (kolejność przypadkowa):</p>
<p>1. <strong>Opeth <em>&#8222;Sorceress&#8221;</em>.</strong> Od momentu wydania <em><strong>&#8222;</strong><strong>Heritage&#8221;</strong></em>&nbsp;ten zespół stał się jednym z moich ulubionych. <strong>Opeth</strong> wykazuje się niezwykłą lekkością poruszania się w przeróżnych stylistykach około-rockowych i metalowych, i okrasza to wytrawnym prog-rockowym sosem. Smaczne!</p>
<p>2. <strong>Zakk Wylde <em>&#8222;Book Of Shadows II&#8221;</em></strong>. Magia, magia, magia! Jeśli ktoś zabiera się za ten album i liczy na festiwal wyciskanych flażoletów, jak na klasycznych albumach <strong>BLS</strong> lub <strong>Ozzy&#8217;ego</strong>, to się grubo zawiedzie. Wyjątkowa, sentymentalna, muzyczna podróż.</p>
<p>3. <strong>Borknagar <em>&#8222;Winter Thrice&#8221;</em></strong>. Po pierwsze &#8211; <strong>Baard Kolstad</strong> &#8211; niebywale uzdolniony bębniarz, który swoim stylem potrafi przenieść nawet najbardziej niepozorny i banalny temat muzyczny na wyżyny. Po drugie &#8211; <strong>Vortex</strong> &#8211; którego wokale od zawsze bardzo lubię. Po trzecie &#8211; <strong>Oystein</strong> &#8211; człowiek odpowiedzialny za większość tych dźwięków, które tak mnie zaczarowały. <strong>Borknagar</strong> w szczytowej formie!</p>
<p>4. <strong>Brodka <em>&#8222;Clashes&#8221;</em></strong>. Od czasu, gdy wyszła płyta <strong><em>&#8222;Granda&#8221;</em></strong>, ta artystka ma u mnie w sercu szczególne miejsce. Zaskakująco dojrzała, ambitna i odważna płyta. Polscy ignoranci będą ją zawsze kojarzyć z piosenkami do kotleta, ale&#8230; pozwolę sobie tego nie skomentować.</p>
<p>5. <strong>Crowbar <em>&#8222;The Serpent Only Lies&#8221;</em></strong>. <strong>Crowbar</strong> &#8211; nadal cięższy niż jakikolwiek inny band na tej planecie! Niezwykle inspirujący krążek. W tym zestawieniu chyba najważniejszy, bo sprawił, że po 12 latach znów sięgnąłem po gitarę i zacząłem pisać własne numery.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/L6Wd8ymD1G8" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Shadow &#8211; basista i wokalista Black Altar</strong></p>
<p style="text-align: left;">1. <strong>Behexen <em>&#8222;Poisonous Path&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">2. <strong>Arkona <em>&#8222;Lunaris&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">3. <strong>Bolzer <em>&#8222;Hero&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">4. <strong>Rotting Christ <em>&#8222;Rituals&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">5. <strong>Inqusition <em>&#8222;Bloodshed Across the Empyrean Altar Beyond the Celestial Zenith&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">6. <strong>Cultes des Ghoules <em>&#8222;Coven, or Evil Ways Instead of Love&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">7. <strong>Void Meditation Cult <em>&#8222;Utter the Tongue of the Dead&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">8. <strong>Urgehal <em>&#8222;Aeons in Sodom&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">9. <strong>Urfaust <em>&#8222;Empty Space Meditation&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">10. <strong>Deathspell Omega <em>&#8222;The Synarchy of Molten Bones&#8221;</em></strong></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/vDAJde97N4I" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Michał „Stempel” Stemplowski &#8211; gitarzysta J.D. Overdrive</strong></p>
<p>Kolejność przypadkowa:</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p><strong>Furia <em>&#8222;Księżyc Milczy Luty&#8221;</em></strong>. Jeżeli ktoś szuka black metalu z klimatem i przestrzenią, to ta płyta pochłonie go w całości. Dla mnie to zdecydowanie najlepsza polska płyta 2016 roku; całkowicie miażdżąca i wciągająca.</p>
<p><strong>Obscure Sphinx <em>&#8222;Epitaphs&#8221;</em></strong>. O ile post-metal generalnie mnie nie przekonuje, tak <strong>Obscure Sphinx</strong> od pierwszych dźwięków &#8222;<em><strong>Epitaphs&#8221;</strong></em>&nbsp;obala tę postawę. Świetny, kobiecy wokal <strong>Wielebnej</strong> doskonale komponuje się z niskim strojeniem instrumentów, dając totalny, soniczny odjazd.</p>
<p><strong>Mentor <em>&#8222;Guts, Graves &amp; Blasphemy&#8221;</em></strong>. Nie spodziewałem się, że można nagrać płytę tak świeżą, dynamiczną i porywającą na podstawie progresji akordów, które zostały już nagrane milion razy przez milion kapel. Tutaj wszystko się zgadza; jest bezkompromisowo, brutalnie i rock’n’rollowo. Do tego <strong>Suseł</strong> na wokalu w odsłonie, z jakiej go nie znałem (a umówmy się – blisko od dekady słucham jego darcia). Szacunek.</p>
<p><strong>Riverside <em>&#8222;Eye of the Soundscape&#8221;</em></strong>. Jeśli dobrze znasz poprzednie albumy tej ekipy, to przygotuj się na szok. Dla mnie to jedno z największych, muzycznych zaskoczeń w tym roku z kategorii „na plus”. Zupełnie inne podejście do muzyki, cała masa elektroniki i niesamowita atmosfera.</p>
<p><strong>Sunnata <em>&#8222;Zorya&#8221;</em></strong><em>.</em> <strong>Sunnata</strong> już poprzednim albumem udowodniła, że potrafi w sludge, doom i stoner. &#8222;<em><strong>Zorya&#8221;</strong></em>&nbsp;to potwierdzenie wysokiej formy zespołu i kapitalna wycieczka w uniwersum ciężkich, długich i brutalnych dźwięków.</p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p><strong>Ghost <em>&#8222;Popestar&#8221;</em></strong>. Co prawda to jedynie EPka, ale zdecydowanie podtrzymuje klimat, znany z wcześniejszej, rewelacyjnej &#8222;<em><strong>Meliory&#8221;</strong></em>. Jest melodyjnie, piosenkowo, z odpowiednim dla tego składu „kościelnym” patosem. Krótki czas trwania nakręca jedynie apetyt na odtworzenie tego albumu ponownie.</p>
<p><strong>Red Fang <em>&#8222;Only Ghosts&#8221;</em></strong>. Do tego składu mam słabość, gdyż w mojej opinii jest to ekipa, która najlepiej oddaje ducha stoner rocka. Gruz i wszechobecne fuzzy, połączone z rockowym zacięciem powodują samoczynne tupanie nóżką. Jak ich za to nie kochać?</p>
<p><strong>Rival Sons<em> &#8222;Hollow Bones&#8221;</em></strong>. Ok, być może ten zespół jest nieco pretensjonalny, ale Jezusie Nazarejski, jak oni grają!?! Cała płyta, z wyjątkiem ostatniego kawałka, utrzymana jest w tak rockowej dynamice, że aż się wąsy na hipstera wykręcają. Do tego to genialne, niezwykle organiczne i żywe brzmienie. Jest moc.</p>
<p><strong>Joe Bonamassa <em>&#8222;Blues of Desperation&#8221;</em></strong>. Do tego Pana mam niezwykłą słabość, gdyż dla mnie to gitarowy top wszechczasów. Na <em>&#8222;<strong>Blues of Desperation&#8221;</strong></em>&nbsp;jest wszystko, za co kocham jego grę – doskonałe brzmienie, rewelacyjna artykulacja i genialne blues-rockowe kawałki. Weźmy chociażby <em><strong>Mountain Climbing</strong></em>&nbsp;czy <em><strong>Distant Lonesome Train</strong></em>&nbsp;– tutaj wszystko się zgadza.</p>
<p><strong>Russian Circles <em>&#8222;Guidance&#8221;</em></strong>. Ten zespół to dla mnie odkrycie tego roku. Trafiłem na nich przypadkiem, przeglądając propozycje Spotify i od razu taki cios. Jest ciężko, mrocznie i metalowo, bez zbędnych wokali w tle.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/-mj5Wg6Q5aM" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz Szostak &#8211; wokalista&nbsp;zespołów&nbsp;Wilczy Pająk, Hateseed&nbsp;</strong></p>
<p><strong>Avantasia <em>&#8222;Ghostlights&#8221;</em></strong>. Fanem twórczości <strong>Tobiasa Sammeta</strong> jestem od pierwszego albumu <strong>Metalowej Opery</strong>, a więc już 15 lat, ale tak dobrego albumu po prostu się nie spodziewałem. Jak zwykle mamy tu całą plejadę gościnnych wokalistów – występujący na <strong>Avantasii</strong> po raz pierwszy<strong> Geoff Tate</strong> wypada doskonale w mrocznym, orientalnym <em><strong>Seduction of Decay</strong></em>, <strong>Jorn Lande</strong> zdziera głosem asfalt w podniosłym <em><strong>Let the Storm Descend Upon You</strong></em>, a <strong>Herbie Langhans</strong> czaruje barwą w przebojowym <em><strong>Draconian Love</strong></em>. Tak właśnie smakuje melodyjny metal podany na świeżo, a nie – jak to niestety często bywa w tym gatunku – jako odgrzewany kotlet.</p>
<p><strong>Civil War <em>&#8222;Last Full Measure&#8221;</em></strong>. Doskonałe zwieńczenie trylogii o amerykańskiej wojnie domowej. Niezwykle przejmujące kompozycje, doskonałe wokale <strong>Nilsa Patrika Johanssona</strong> (czy mi się wydaje, czy z płyty na płytę brzmi coraz mniej jak <strong>Dio</strong>?), a w warstwie tekstowej jak zwykle przyczynek do sięgnięcia po książki o historii Nowego Świata. Niestety parę dni temu świat obiegła wieść o odejściu <strong>Johanssona</strong>&#8230; Szwedom będzie trudno znaleźć za niego odpowiednie zastępstwo, ale trzymam kciuki. Nota bene we wrześniu gramy razem na <strong>City of Power</strong> w Zgierzu!</p>
<p><strong>Metallica <em>&#8222;Hardwired&#8230; to Self-Desctruct&#8221;</em></strong>. Album długo wyczekiwany&#8230; Już za sam <em><strong>Spit Out the Bone</strong></em>&nbsp;należy się mu miejsce w pierwszej piątce. Jakby napisali ten numer w <strong>88&#8242;</strong>, pewnie trafiłby na <strong>AJFA</strong> zamiast <em><strong>Dyer&#8217;s Eve</strong></em>. Cała płytka trzyma poziom i mimo nieporozumienia w postaci <em><strong>Murder One</strong></em>&nbsp;chce się jej słuchać w kółko. Wiele osób zarzuca <strong><em>&#8222;Hardwired&#8230;&#8221;&nbsp;</em></strong>zbyt wiele nawiązań do <em><strong>Reload</strong></em>, ale to od zawsze mój ulubiony album <strong>Metalliki</strong>, więc ta stylistyka bardzo mi odpowiada.</p>
<p><strong>Almanac <em>&#8222;Tsar&#8221;</em></strong>. <strong>Victor Smolski</strong> po odejściu z <strong>Rage</strong> nagrał album, który nie pozostawia złudzeń – to właśnie białoruski wirtuoz gitary stanowił o zajebistości ostatnich albumów kapeli <strong>Wagnera</strong>! Nagrany z dwoma wokalistami i wokalistką bardzo symfoniczny <strong><em>&#8222;Tsar&#8221;</em></strong> to album koncepcyjny, opowiadający historię <strong>Iwana IV Groźnego</strong>. Muzyka na nim zawarta przyprawia o ciarki niemal w każdym utworze. Najlepszy przykład to singlowy <em><strong>Self-blinded Eyes</strong></em>. Trzeba tego po prostu posłuchać!</p>
<p><strong>Megadeth <em>&#8222;Dystopia&#8221;</em></strong>. Przed każdą nową płytą Megaśmierci w necie pojawiają się pogłoski o możliwym powrocie do składu <strong>Marty&#8217;ego Friedmana</strong>. Zawsze podnoszą mi one tętno, bowiem to dla mnie najlepszy gitarzysta metalowy wszechczasów, a do <strong>Megadeth</strong> jego styl gry pasuje idealnie. Mimo że znów informacje te okazały się plotkami, nie ma mowy o rozczarowaniu, bo Rudy wybrał innego mistrza – gitarzystę uwielbianej przeze mnie <strong>Angry</strong>, Brazylijczyka <strong>Kiko Loureiro</strong>. Na <em><strong>&#8222;Dystopii&#8221;</strong></em>&nbsp;jego solówki siedzą idealnie, a punktem kulminacyjnym jest pod tym względem instrumentalny <em><strong>Conquer and Die</strong></em>. Stylistycznie cała płytka bardzo mi pasuje – nawiązuje do bardziej thrashowego, technicznego oblicza zespołu. Pełen wypas.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/GH3kyXAEJHo" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Lech „Blackpitfather” Śmiechowicz &#8211; gitarzysta Horroscope, Black From The Pit</strong></p>
<p>Postaram się podać 10 najważniejszych pozycji, 5 krajowych i 5 zagranicznych, a wyliczankę potraktowałem bez konkursowego oceniania kto jest lepszy, lecz najzwyczajniej są to pozycje, które w mijającym roku zwróciły szczególnie moją uwagę, lub takie, na które czekałem od jakiegoś już czasu. To bardzo trudne ograniczyć się jedynie do 5 pozycji, ale cóż, zgodnie z życzeniem spróbuję.</p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p>1. <strong>Testament <em>&#8222;Brotherhood of the Snake&#8221;</em></strong>. Świetna płyta, moim zdaniem lepsza niż dwie poprzednie. Długo wyczekiwana. Mocny atak, energia i potencjał, jaki wykrzesać mogą tylko tytani thrash metalu. Wszystko śmiga jak należy, oni są wciąż nasyceni takimi możliwościami, że kolejne pokolenia będą miały bazę do swoich inspiracji. Wielki szacunek.</p>
<p>2. <strong>Megadeth <em>&#8222;Dystopia&#8221;</em></strong>. Czekałem na ten album z dość sceptycznym nastawieniem, jednak płyta, jak i koncert w Łodzi udowodniły, że <strong>Rudy</strong> daje radę i zostawił daleko w tyle kolegów z zespołu, w którym zaczynał. Wielkie słowa uznania za spory kawał doskonałej muzyki. Płytę obracam w odtwarzaczu cały czas.</p>
<p>3. <strong>Metal Church <em>&#8222;XI&#8221;.</em></strong> Nie tylko dla mnie kultowa kapela i powrót najlepszego wokalisty<strong> Mike&#8217;a Howe&#8217;a</strong> w szeregi metalowej świątyni. Jestem absolutnym fanem, słuchałem tej płyty już dziesiątki razy, czyli coś w tym jest.</p>
<p>4. <strong>Vicious Rumors<em> &#8222;Concusion Protocol&#8221;</em></strong>. Klasyczny, kultowy dla wielu zespół, z kolejnym równym albumem na wyśmienitym poziomie. Nowy wokalista sprawdza się, nawiązując do tego, co wypracował już <strong>Geoff Thorpe</strong>. Szacun dla oldschoolowców.</p>
<p>5. <strong>Exumer <em>&#8222;The Raging Tides&#8221;</em></strong>. Klasyczne uderzenie oldschoolowej kapeli w nowym wydaniu. Co tu dużo gadać, jest wpierdol od początku do końca. Brawo!</p>
<p>Dwie pozycje są poza listą, ale nie umiem o nich nie wspomnieć:</p>
<p>6. <strong>Vektor <em>&#8222;Terminal Redux&#8221;</em>.</strong> Nie sposób było nie zwrócić na ten band uwagi w 2016 roku.</p>
<p>7. <strong>Flotsam And Jetsam <em>&#8222;Flotsam and Jetsam&#8221;</em></strong>. Po prostu świetny album!</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p>1. <strong>Vader <em>&#8222;Empire&#8221;.</em></strong> Jeden z nielicznych albumów, który dla mnie, zadeklarowanego thrashersa, pasuje do oczekiwań. Ta płyta, choć świeżutka, wiele&nbsp;razy gościła w moim playerze. Ciekawe solówki, wiele dobrych pomysłów, na dodatek słyszę w niej dużo thrash metalowych wpływów i naleciałości. W końcu słucham <strong>Vadera</strong> jak reszta świata – z zaciekawieniem i w pełni zasłużonym respektem.</p>
<p>2. <strong>Planet Hell <em>&#8222;Mission One&#8221;</em></strong><em>.</em> Nowe wcielenie gitarzysty z <strong>The No-Mads</strong>, ciekawy klimat, <strong>Stanisław Lem</strong> w muzycznej ilustracji na ostro. Z zainteresowaniem oglądałem&nbsp;ich pierwszy koncert i czekam na kolejne poczynania. Masa kombinacji, siedmiostrunowe niskie tonacje gitar i progresywny klimat. Ciekawe.</p>
<p>3. <strong>Titanium <em>&#8222;Atomic Number 22&#8221;</em></strong>. Nie wiem do końca, czy to jest debiut, czy też nie, gdyż dostałem od gitarzysty kiedyś płytę pod innym tytułem, ale już wtedy zrobił na mnie dobre wrażenie. Chłopaki nie boją się grać power metalu i nie są wcale mniej ostrzy od niejednego death metalowca z kozią czachą przyczepioną do statywu mikrofonu, wszystko zapierdala jak trzeba!</p>
<p>4. <strong>Acid Drinkers<em> &#8222;PEEP Show&#8221;</em></strong>. Mam do tej kapeli dość dziwny, osobisty, nieco ironiczny stosunek. Nigdy nie trafili w mój gust tak do końca, ale zawsze z zainteresowaniem obserwuję ich koncerty i kolejne płyty. Brzmienie świetne, masa sprawdzonych thrashowych patentów na płycie, która rwie do przodu jak traktor, który bez trudu wyjeżdża z błotnistego podłoża. Fajny album.</p>
<p>5. <strong>Gallileous <em>&#8222;Stereotrip&#8221;.</em></strong> Stoner rock jak należy! Udało się w końcu osiągnąć taki klimat, który wciąga od początku do końca. Płyty słucha się równo, jest odpowiedni puls i klimat kosmicznego sterowca, który powolutku dryfuje po galaktyce. Nowa wokalistka wniosła element, którego wcześniej brakowało w dokonaniach spowalniaczy z<strong> Gallileous.</strong> Ciężko, wolno, brudno, czasem szybciej, zawsze z drivem. Płyta ma rzeczywiście charakter i sound, jakby nagrana była przynajmniej 20 lat temu i to jest w tym wypadku zdecydowana zaleta tego brzmienia.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/uyq7og1Jnzs" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Liam Wilson &#8211; &nbsp;basista Dillinger Escape Plan, John Frum, Azusa</strong></p>
<p><strong>David Bowie <em>&#8222;Black Star&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Plebeian Grandstand <em>&#8222;False Highs, True Lows&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Deathspell Omega <em>&#8222;Bones&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Yussef Kamal <em>&#8222;Black Focus&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Tribulation <em>&#8222;Melancholia EP&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Sturgill Simpson <em>&#8222;A Sailor&#8217;s Guide To Earth&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Nick Cave and The Bad Seeds&nbsp;<em>&#8222;Skeleton Tree&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Anderson Paak <em>&#8222;Malibu&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Radiohead <em>&#8222;A Moon Shaped Pool&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Leonard Cohen <em>&#8222;You Want It Darker&#8221;</em></strong></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/kszLwBaC4Sw" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Piotr „Dreadrock” Wiśniewski – basista/wokalista Unborn Suffer</strong></p>
<p>1. &nbsp;<strong>Superjoint &#8222;<em>Caught Up in the Gears of Application&#8221;.&nbsp;</em></strong>To był kiedyś jeden z moich ulubionych zespołów, dlatego ich powrót zza grobu po 13 latach niezmiernie cieszy moją gębę. Mimo że nowa płyta jest zdecydowanie słabsza od swoich poprzedniczek, to i tak sprawiła mi dużo radości.</p>
<p>2. <strong>Red Hot Chilli Peppers &#8222;<em>The Gateway&#8221;.&nbsp;</em></strong>Nigdy w życiu bym nie sądził, że w jakimkolwiek zestawieniu będę tak wysoko stawiał jakąś płytę „papryczek”. Lubię, szanuję, ale nigdy fanem nie byłem. „The Gateway” początkowo nie wywoływała we mnie żadnych emocji, ale miała w sobie punkty, melodie, które zapadały mi w pamięć i w efekcie do tej płyty wracałem coraz częściej. Stąd jej wysoka lokata.</p>
<p>3. <strong>Scooter &#8222;<em>Ace&#8221;</em></strong>. Moje największe „guilty pleasure”. Płyta ta, a szczególnie trzy otwierające utwory, dostarczyła mi potężniejszego, pozytywnego i bardziej energetycznego kopa niż jakakolwiek inna, muzyczna pozycja z tego roku. Przykro mi metaluchy. To także najlepsza płyta Scootera od ponad dekady.</p>
<p>4. <strong>Sick of It All &#8222;<em>When the Smoke Clears&#8221;.</em></strong>&nbsp;Ta kultowa kapela ma już 30 lat, a nadal potrafi wymierzyć potężnego kopa w ryj, bo właśnie dokładnie tym jest dla mnie ta EPka. Tylko tym i aż tym – proste, dość klasyczne ale bardzo pobudzające i mięsiste granie.</p>
<p>5. <strong>Brujeria &#8222;<em>Pochto Aztlan&#8221;.</em></strong> Kolejny wielki powrót – tym razem aż po 16 latach, bo tyle minęło od ostatniego studyjnego albumu Emburyego i spółki. I trzeba przyznać, że nadal mają „to coś”. Nowa płyta zaczyna się może trochę niemrawo, ale w okolicach środka robi się naprawdę chwytliwie, wręcz przebojowo (jak na tą konwencję). Właśnie to sobie cenię – gdy po przesłuchaniu coś zapada mi w pamięć i riffy pobrzmiewają same w głowie.</p>
<p>6. <strong>KoRn &#8222;<em>The Serenity of Suffering&#8221;.</em></strong> Początkowo byłem sceptycznie nastawiony do całego szumu wokół tej płyty (że to „najcięższy Korn w historii” itp.), ale ostatecznie okazało się, że muzycznie ten album po prostu się broni. Na minus zaliczam natomiast irytującego mnie już Davisa, który mimo 45 lat na karku(!) nadal śpiewa&nbsp; tylko o tym, jak mu źle, że cierpli nieznośny ból, ciężko mu żyć itp. Mam wierzyć w szczerość kolesia z siedmiocyfrową sumą na koncie, który użala się nad sobą jak prześladowany w szkole nastolatek?</p>
<p>7. <strong>Crowbar &#8222;<em>The Serpent Only Lies&#8221;</em></strong>. Ekipa Kirka nie zawodzi – nadal są otyli, grają ciężko i brzmią tłusto. Nowy album jest właściwie kontynuacją tego, co zaprezentowano nam na dwóch poprzednich. Różnica jest tylko taka, że broda Kirka urosła, a do składu wrócił dawny basista – Sexy T. &nbsp;Ponadto biję ukłony za świetny koncert w warszawskiej Progresji.</p>
<p>8. <strong>Anal Trump &#8222;<em>That Makes Me Smart!&#8221;</em></strong>. &nbsp;Jeśli ktoś lubi <strong>Anal Cunt</strong> i robienie sobie kompletnego żartu z muzyki i tekstów, to będzie płyta dla niego. Wbrew pozorom można tutaj jednak znaleźć niebanalne (jak na tą konwencję) riffy i pomysły kompozycyjne. Trzeba jednak uważać i wykazać się refleksem, bo 30 utworów, które znajdziemy na płycie, trwają w sumie 3 minuty.</p>
<p>9. <strong>Suicidal Tendencies &#8222;<em>World Gone Mad&#8221;. &nbsp;</em></strong>W moim odczuciu to był bardzo dobry, wręcz przełomowy rok dla tej kapeli. Dużo koncertowali, zaliczyli udaną trasę ze <strong>Slipknotem</strong> (w tym świetny występ w Gdańsku), zwerbowali legendarnego perkusistę, zwieńczając wszystko niebanalną, wpadającą w ucho płytą. Już zacieram ręce przed ich styczniowym koncertem w stolicy.</p>
<p>10. <strong>Acid Drinkers <em>&#8222;Peep Show&#8221;</em>. &nbsp;</strong>Abstrahując od tego, jak bardzo ten zespół jest już komercyjny i na ile nadal funkcjonuje dla pieniędzy, a na ile z pasji, to na nowym wydawnictwie nadal można zawiesić ucho. Owszem, robi się to już wtórne i być może ten album nie znalazł by się w moim top 10, gdyby nie brak mocniejszych konkurentów (zarówno na rynku polskim, jak i zagranicznym).</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/_Pm6g1a3R0s" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Aneta Vertherry &#8211; basistka Dead Infection</strong></p>
<p style="text-align: left;"><strong>Polska:</strong></p>
<p style="text-align: left;">1. <strong>Furia <em>&#8222;Księżyc milczy luty&#8221;</em></strong>. Interesująca, różnorodna, niebanalna, przestrzenna, klimatyczna, w moich kategoriach &#8222;domowa&#8221; płyta, albowiem na koncercie za dużo rozpraszaczy towarzyszy i nie mam jedynie na myśli chyba nieodłącznego rytuału palenia nielegalnego tworzywa. Relax po strudzonym dniu przy tej płycie idealny.</p>
<p style="text-align: left;">2. <strong>Arkona <em>&#8222;Lunaris&#8221;</em></strong>. Bardzo dobre dzieło. Cóż tu więcej pisać. Doskonałe.</p>
<p style="text-align: left;">3. <strong>Fetor <em>&#8222;Abandoned Hope&#8221;</em></strong>. Nowy, mocny wymiar na rynku rodzimym, godne polecenia granie dla tych ze specyficznym, wysublimowanym gustem muzycznym 🙂 Znakomicie zrobiona płyta, wszystkie instrumenty doskonale słyszalne, a sama muzyka miażdży i przewala po ziemi, zwłaszcza na koncertach.</p>
<p style="text-align: left;">4. <strong>Straight Hate <em>&#8222;Every Scum Is a Straight Arrow&#8221;</em></strong>. Dobre, ciekawe granie, mega żywioł na koncertach, to widać, a na płycie, która jest dopieszczona &#8211; słychać. Mi się ich dokonanie bardzo podoba, ma potencjał i kupuję w ciemno następne wydania 🙂</p>
<p style="text-align: left;">5.&nbsp;<strong>F.A.M. <em>&#8222;Human Cargo&#8221;</em></strong>. Solidne granie z pewnością zasługujące na uwagę. Powaga, moc, ciężar, dobry kawał roboty.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Świat:</strong></p>
<p style="text-align: left;">1.<strong> Wormrot <em>&#8222;Voices&#8221;.</em></strong> Mięsistość gitar mnie wbiła, zajebisty sound i ciekawe kompozycje. Wszystko według mnie perfekcyjnie siedzi na swoim miejscu. Można słuchać z przyjemnością i w pętli. Szczególnie do gustu mi podszedł <em><strong>Buried the Sun </strong>&#8211;</em>&nbsp;proste, z werwą, a mnie aż nosi i volume na full. Zajebiste i tyle.</p>
<p style="text-align: left;">2. <strong>Red Fang <em>&#8222;Only Ghosts&#8221;</em></strong>. Mam słabość do ich dokonań. Co tam się dzieje&#8230; Grają na tyle niebanalnie, że mnie to przyciąga, zaczepia i zatrzymuje. Znakomita płyta. Świetne patenty i smaczki. Uwielbiam bez dwóch zdań. Więcej nie piszę, bo mi referat wyjdzie.</p>
<p style="text-align: left;">3. <strong>Wormed <em>&#8222;Krighsu&#8221;</em>.</strong> Piękny wpierdol, aż miło 🙂 Brzmienie solidne, świetnie zrobiona płyta z nienachalnym werblem i trochę niepokojącym basem. Normalnie miód na uszy na ciężkim kacu!</p>
<p style="text-align: left;">4. <strong>Wardruna <em>&#8222;Runaljod&nbsp;&#8211; Ragnarok&#8221;</em></strong>. Płyta wybitnie kojąca i przestrzenna. Klimat mnie niezwykle przywołuje, zwłaszcza <em><strong>MannaR Liv</strong></em>, który szczerze uwielbiam. I tak&#8230; Trzeba być wszechstronnym. Raz grind, raz brutal death metal, raz rock progressive, raz black metal, a raz o to to&#8230; 🙂</p>
<p style="text-align: left;">5. <strong>Analkholic <em>&#8222;Strictly Drunk&#8221;</em></strong>. W to miejsce wyboru mogłam wrzucić kilka innych zacnych dokonań, jak np. <strong>Bolesno Grinje</strong>, które mi się podoba, ale&#8230; Musiałam jednak ten brud, syf, distortion rozkręcony na maxa, &#8222;sodoma&#8221;, &#8222;gomora&#8221; i rzeź wokalna z pitch shifterem od niebanalnych Panów z wysepki na Pacyfiku; jest na dobrym poziomie w tej niezwykle specyficznej odnóżce muzycznej. I przypomnieli mi o Shakaron Makaron plus&nbsp;wstawki porno, przypały i muzyczne bajery (mnie śmieszy).</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/-1BhYk9QSEQ" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz „Zielony” Zieliński &#8211; wokalista Virgin Snatch</strong></p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p><b>VADER <em>&#8222;Empire&#8221;</em>.&nbsp;</b>Konsekwencja i trwanie, bez kompromisów. Koniec kropka!</p>
<p><b>Organek <em>&#8222;Czarna Madonna&#8221;</em>.&nbsp;</b>Za <em><strong>Missisipi w ogniu,</strong></em>&nbsp;czyli najlepszy polski numer tego roku!</p>
<p><b>Riverside &#8222;<em>Eye Of The Soundscape</em>&#8222;.&nbsp;</b>Jestem fanem muzyki filmowej, a to jest swoista muzyka filmowa z mnóstwem klasycznych naleciałości z całej historii szeroko pojętego rocka. Brawo!</p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p><b>David Bowie <em>&#8222;Blackstar&#8221;.</em>&nbsp;</b>Ostatnia płyta mistrza. Bez kontrowersji, za to z jakże niesamowitym, śmiertelnym ładunkiem emocjonalnym&#8230; Piękne, bardzo świadome, przez co cholernie przytłaczające dźwięki. R.I.P…</p>
<p><b>Anthrax <em>&#8222;For All Kings&#8221;</em>.&nbsp;</b>Świetne riffy, <strong>Belladona</strong> w doskonałej formie (także aranżacyjnej!), ale przed wszystkim nieskrępowana radość z grania. <strong>Anthrax</strong> wciąż uczciwie, po swojemu i z pięknymi, niebanalnymi melodiami!</p>
<p><b>Metallica <em>&#8222;Hardwired… To Self-Destruct&#8221;</em>.&nbsp;</b>To nie jest najlepsza płyta Mety, ale na pewno najlepsza od czasów &#8222;<em><strong>Load&#8221;</strong></em>, więc i tak warto. Owszem, za długa i rozwleczona, ale to i tak muzyczne wydarzenie. Sprzedaje się znakomicie i wcale się nie dziwię, bo to <strong>Metallica</strong>, a poza tym takiej promocji&nbsp;nie miał nawet <strong>Michael Jackson</strong> w swoich najlepszych czasach!</p>
<p><b>Gojira <em>&#8222;Magma&#8221;</em>.&nbsp;</b>Sekcja + rytm + „szerokość” = NIE DO PODJEBANIA!!!</p>
<p><b>Iggy Pop <em>&#8222;Post Pop Depression&#8221;.&nbsp;</em></b>Niezmordowany <strong>Iggy</strong> w znakomitym towarzystwie <strong>Josha Homme</strong>! Dla mnie najlepszy materiał po <em><strong>Lust for Life</strong></em>&nbsp;i hołd dla twórczości <strong>Bowiego</strong>.</p>
<p>Nie mogę nie wspomnieć również o bardzo dobrych płytach <b>Suicidal Tendencies<em> &#8222;World Gone Mad&#8221;</em></b>&nbsp;(nie tylko dlatego, że <strong>Lombardo</strong>!), <b>Voivod <em>&#8222;Post Society&#8221;</em> – </b>EPka to też płyta, tym bardziej że dużo lepsza od poprzedniego długograja Kanadyjczyków, i <b>Testament <em>&#8222;Brotherhoof of the Snake&#8221;</em></b>&nbsp;(wciąż potrafi kruszyć skały).</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/weibxsk9Oec" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Patryk Zwoliński &#8211; wokalista Proghma-C</strong></p>
<p>W moim podsumowaniu 2016 znajdą się przede wszystkim albumy, których słucham ostatnio. Nie są to może najlepsze z najlepszych tego roku, ale na pewno warte uwagi. Nie mogłem zdecydować, które płyty są najlepsze. Po prostu nie potrafię.&nbsp;</p>
<div>
<p><strong>Opeth &#8211;<a href="https://www.youtube.com/watch?v=LhqijfqecvA"> Sorceress</a>&nbsp;</strong></p>
<p><strong>Discharge &#8211; <a href="https://www.youtube.com/watch?v=5xsmRbDJ920">End of Days</a>&nbsp;</strong></p>
<p><strong>Perturbator &#8211; <a href="https://www.youtube.com/watch?v=oTN6cGmH2yM">The Uncanny Valley</a>&nbsp;</strong></p>
<p><strong>Moderat &#8211; <a href="https://www.youtube.com/watch?v=cJwsNUoazUg">III</a>&nbsp;</strong></p>
<p><strong>Cobalt &#8211; <a href="https://www.youtube.com/watch?v=0CbeJydbYu0">Slow Forever</a>&nbsp;</strong></p>
<p><strong>40 Watt Sun &#8211; <a href="https://www.youtube.com/watch?v=5ekZk_xhwuI">Wider than the Sky</a>&nbsp;</strong></p>
<p><strong>Tonbruket &#8211; <a href="https://www.youtube.com/watch?v=iS2RYudqXqM">Forevergreens</a>&nbsp;</strong></p>
<p><strong>Yello &#8211; <a href="https://www.youtube.com/watch?v=pO9kN44U4Aw">Toy</a></strong></p>
<hr>
<p style="text-align: center;" align="left">&nbsp;<strong>Piotr Żurawski &#8211; Butterfly Trajectory</strong></p>
<p><b>Katatonia<em> &#8222;The Fall of Hearts&#8221;</em>.&nbsp;</b>Zdecydowanie mój ulubiony album z 2016 roku, który bez reszty rozwiał wątpliwości związane ze sporymi zmianami personalnymi w zespole. Niebanalne melodie, dużo typowej dla <strong>Katatonii</strong> melancholii, mniej gainu i jeszcze bardziej organiczne brzmienie. Szwedzi pokazali, jak pięknie może starzeć się metalowy band.</p>
<p><b>Thrice <em>&#8222;To Be Everywhere Is To Be Nowhere&#8221;</em>.&nbsp;</b>Statusiałe HC/emo w doskonałym wydaniu. Płyta jest pełna typowych dla wyżej wymienionych gatunków emocji, głównie za sprawą rewelacyjnego wokalu <strong>Dustina Kensrue.</strong> Gniew i złość ubrane we wpadające w ucho melodie, a także naturalne, ciepłe, ale mocne brzmienie, to duże atuty tej płyty.</p>
<p><b>Car Bomb <em>&#8222;Meta&#8221;</em>.&nbsp;</b>Ten album to dowód na to, że matematyczny metal nie musi opierać się tylko na przysłowiowych zero-jedynkach i przesadnie skompresowanym brzmieniu. &#8222;<em><strong>Meta&#8221;</strong></em>&nbsp;to płyta, na której dzieje się o wiele więcej, niż mogłaby mówić o niej gatunkowa łatka. Materiał do wielomiesięcznego trawienia.</p>
<p><b>Cult of Luna &amp; Julie Christmas <em>&#8222;Mariner&#8221;</em>.&nbsp;</b>W warstwie instrumentalnej &#8222;<em><strong>Mariner&#8221;</strong> </em>nie prezentuje niczego odmiennego od &#8222;<em><strong>Vertikal&#8221;</strong>&nbsp;</em>czy &#8222;<em><strong>Eternal Kingdom&#8221;</strong></em>; te same patenty, te same brzmienia, jednak gościnny udział księżniczki post-metalu wnosi tyle świeżości do muzyki mrocznych hipsterów, ile<strong> Skrillex</strong> swego czasu wniósł do <strong>KoRna</strong>. Kontrast powstający podczas dialogów śpiewającej <strong>Julie</strong> i krzyczącego <strong>Johannesa</strong> = ciary na plecach.</p>
<p><b>Devin Townsend Project <em>&#8222;Transcendence&#8221;</em>.&nbsp;</b>Syntetycznie brzmiące gitary wymieszane z partiami ociekającymi efektami przestrzennymi, chóralne zaśpiewy i tona patosu, składające się na wielką metalową maskaradę, odbywającą się na jednym z jowiszowych księżyców.</p>
<p><b>Dark Funeral <em>&#8222;Where Shadows Forever Reign&#8221;</em>.&nbsp;</b>Ostatni album DF, który namiętnie katowałem jeszcze w szkole średniej, to&nbsp;&#8222;<em><strong>Diabolis Interium&#8221;</strong></em>.&nbsp;Następnie przyszedł czas rozbratu z black metalem, a gdy po latach zobaczyłem, że Ciemny Pogrzeb wypuszcza kolejny krążek, postanowiłem sprawdzić jak się sprawy mają. Okazało się, że chłopcy wciąż korzystają ze sprawdzonych patentów, tzn. naiwnie patetycznych melodii w gitarach i niemiłosiernych blastów, czyli tego, za co uwielbiałem &#8222;<em><strong>Diabolis Interium&#8221;</strong></em>. Co wyróżnia nowe wydawnictwo Szwedów, to zaskakująco naturalne brzmienie (DAT werbel!), które zastąpiło ostrą i twardą produkcję z poprzednich płyt.</p>
<p><b>Animals as Leaders <em>&#8222;The Madness of Many&#8221;</em>.&nbsp;</b>Amerykańskie trio coraz rzadziej sięga po djentowe rozwiązania, które ustępują miejsca czemuś, co chyba można określić jako fusion dwudziestego pierwszego wieku. Jest to kierunek, który zdecydowanie mi odpowiada. Nadludzka wręcz technika i kreatywność <strong>Tosina</strong> popycha kolejnych gitarzystów do wyrzucania swoich gitar przez okna, podczas gdy gdzieś indziej płoną zestawy perkusyjne bębniarzy, którzy już wiedzą, że nigdy nie osiągną poziomu <strong>Matta Garstki</strong>.</p>
<p><b>Ampacity <em>&#8222;The Sum of All Flaws&#8221;</em>.&nbsp;</b>Album, który brzmi jak połączenie ścieżek dźwiękowych ze starego Bonda, <strong>Pulp Fiction</strong> i Pana Kleksa.<b> </b>Trójmiejski skład nie zważa na muzyczne trendy czy kolegów z podwórka, konsekwentnie idąc swoją własną ścieżką. Chwała im za to.</p>
<p><b>Twelve Foot Ninja <em>&#8222;Outlier&#8221;</em>.&nbsp;</b>Australijczycy wracają z kolejnym albumem pełnym gatunkowych mariaży, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się co najmniej niespójne (np. bossa nova i metal), a w wydaniu TFN brzmią tak, że hej. Nie jest to może najlepszy album w dorobku zespołu, ani nie jest to szczególnie odmienne wydawnictwo od ich poprzedniego długograja, ale przy tak nowatorskim graniu dwie podobne płyty to nie przesyt.</p>
<p><b>Alcest <em>&#8222;Kodama&#8221;</em>.&nbsp;</b>Melancholijne melodie, przestrzenne brzmienie. Płyta łatwa i przyjemna w odbiorze. Niby typowy post-rock, ale jednak jakiś taki inny. I wcale nie tylko ze względu na dziwaczne blackmetalowe wokale tu i ówdzie.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/oS0RnwP9-as" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
</div>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-muzykow/">Podsumowanie 2016 roku wg muzyków</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-muzykow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
