<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Deadlife - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/deadlife/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/deadlife/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Tue, 13 Sep 2016 10:35:00 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Deadlife - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/deadlife/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>DEADLIFE &#8211; &#8222;Porphyria&#8221; (2016)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-porphyria-2016/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-porphyria-2016/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Kapitan Bajeczny]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 11 Sep 2016 13:41:06 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2016]]></category>
		<category><![CDATA[Deadlife]]></category>
		<category><![CDATA[depressive black metal]]></category>
		<category><![CDATA[kapitan bajeczny]]></category>
		<category><![CDATA[Porphyria]]></category>
		<category><![CDATA[Rafn]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Wolfspell Records]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=47896</guid>

					<description><![CDATA[<p>Porfiria to bardzo rzadka choroba. Charakteryzuje się sporą ilością objawów wśród których znajdziemy między innymi ustawiczne wymioty, neuropatię, bezsenność, halucynacje, wrażliwość na&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-porphyria-2016/">DEADLIFE &#8211; &#8222;Porphyria&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Porfiria to bardzo rzadka choroba. Charakteryzuje się sporą ilością objawów wśród których znajdziemy między innymi ustawiczne wymioty, neuropatię, bezsenność, halucynacje, wrażliwość na światło oraz objawy depresyjne i paranoidalne. Do tego te świństwo nie jest ani śmiertelne ani wyleczalne. Przyznacie, że to idealny temat przewodni na płytę z gatunku depressive black metalu. Gatunku, który stojący za <strong>Deadlife Rafn</strong> ma w małym paluszku, o czym pisałem<span style="color: #ffff00;"><strong> <a style="color: #ffff00;" href="https://kvlt.pl/recenzje/deadlife-from-tears-to-ashes-2015/">tutaj</a></strong></span>.</p>
<p><em><strong>Porphyria</strong> </em>jest najnowszym długograjem <strong>Deadlife</strong>. Zawiera dziewięć nowych kompozycji trwających razem pełną godzinę. Wydaniem wersji fizycznej zajął się <strong>Wolfspell Records</strong>.</p>
<p><strong>Deadlife</strong> jest jednym z najbardziej cenionych przeze mnie projektów na scenie depresyjnej. Bardzo silnie do mnie przemawia. Bierze się to głównie z pewnego odczucia: podczas gdy ogromna większość DSBM-ów brzmi jak ostatnie podrygi przeciw depresji, jak walka o poczytalność i szczęście, <strong>Rafn</strong> poszedł o krok dalej. On się poddał, pogrzebał nadzieję i zaakceptował porażkę, zyskując tym samym śmiertelny, nomen omen, spokój. Na <em><strong>Porphyrii</strong> </em>nie znajdziecie fragmentów żwawszych i energicznych. Tu królują tempa średnie. Razem z lodowatym, surowym brzmieniem kreują przejmującą atmosferę beznadziei i apatii. Melancholia towarzyszy przez całą długość odsłuchu a chłodne dźwięki brzmią jak ostatnia kołysanka. Pełno tu pięknych, choć minimalistycznych melodii. Ładne <em><strong>Blue Lifeless Skin</strong></em>, uspokajające <em><strong>The Day I Died</strong></em>, kojące spokojem wiolonczelowe nuty na <em><strong>All Hope Is Lost</strong></em> czy wyjątkowo dołujący <em><strong>The Mask Of Sanity</strong></em>, wszędzie znajdziecie to specyficzny, grobowy urok. Płyta jest pod tym względem bardzo równa i wyrównana, poza wstępem do <em><strong>Deprived</strong> </em>(jest troszkę dzikszy niż reszta <em><strong>Porphyrii</strong></em>) nie ma elementów odstających od reszty. <strong>Deadlife</strong> po raz kolejny wycisza serce i umysł słuchacza. Jest bardzo antyuczuciowa, co nie znaczy, że jest pusta. Albo inaczej: jest pusta, ale celowo. To po prostu ostatnie stadium walki z przeciwnościami: akceptacja porażki. Próba odnalezienia się w lodowatym, samotnym świecie, całkowicie bez nadziei ani nawet powodu by w ogóle kontynuować tą przykrą farsę. <strong>Rafn</strong> obrazuje dźwiękiem skończoną martwicę duszy, i wychodzi mu to po raz kolejny genialnie. A jednak, pomimo wszystkiego, co dotychczas napisałem, można <em><strong>Porphyrię</strong> </em>uznać również za płytę w pewien sposób ciepłą. Jak obietnicę, że na końcu już nie będzie źle, że udręka kiedyś się skończy. To wielki plus tego krążka.</p>
<p>Jeżeli zaczniesz <strong>Deadlife</strong> rozkładać na czynniki pierwsze i zastanawiać się nad każdym dźwiękiem, otrzymasz proste, dość wtórne i powtarzalne partie, stworzone w ten sposób, by nawet gimnazjalista mógł je nagrać. Do tego podane w bardzo niedopieszczony sposób. Pominiesz tym samym najważniejszą cechę płyty. Pominiesz ten dołujący feeling, który pozwala godzinnej <em><strong>Porphyrii</strong> </em>minąć szybciej niż grindcore&#8217;owa EPka, który wprowadza słuchacza w bezmyślny, apatyczny trans. Dla mnie do tego właśnie dobry DSBM służy. A <strong>Deadlife</strong> jest bardzo dobrym DSBMem. Świetna rzecz dla każdego fana brzmień depresyjnych.</p>
<p><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 439px;" data-kvlt-bc-src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=2478278198/size=large/bgcol=333333/linkcol=ffffff/artwork=small/transparent=true/" width="300" height="150" seamless=""><a href="http://officialdeadlife.bandcamp.com/album/porphyria">Porphyria by Deadlife</a></iframe><noscript><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 439px;" src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=2478278198/size=large/bgcol=333333/linkcol=ffffff/artwork=small/transparent=true/" width="300" height="150" seamless="" loading="lazy"><a href="http://officialdeadlife.bandcamp.com/album/porphyria">Porphyria by Deadlife</a></iframe></noscript></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-porphyria-2016/">DEADLIFE &#8211; &#8222;Porphyria&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-porphyria-2016/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>DEADLIFE &#8211; &#8222;From Tears to Ashes&#8221; (2015)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-from-tears-to-ashes-2015/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-from-tears-to-ashes-2015/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Kapitan Bajeczny]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 03 Nov 2015 21:16:35 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2015]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[compilation]]></category>
		<category><![CDATA[Deadlife]]></category>
		<category><![CDATA[depressive black metal]]></category>
		<category><![CDATA[From Tears To Ashes]]></category>
		<category><![CDATA[kapitan bajeczny]]></category>
		<category><![CDATA[kompilacja]]></category>
		<category><![CDATA[No Help Is Coming]]></category>
		<category><![CDATA[Rafn]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Slutskedet]]></category>
		<category><![CDATA[Vardelos]]></category>
		<category><![CDATA[Wolfspell Records]]></category>
		<category><![CDATA[Worthless Existence]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=6655</guid>

					<description><![CDATA[<p>Przyszedł listopad, razem z nim przyszła jesienna chandra. Jak co roku nasza martwa, polska jesień swoim szaro-błotnym klimatem wprowadza w apatię. Dziś&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-from-tears-to-ashes-2015/">DEADLIFE &#8211; &#8222;From Tears to Ashes&#8221; (2015)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Przyszedł listopad, razem z nim przyszła jesienna chandra. Jak co roku nasza martwa, polska jesień swoim szaro-błotnym klimatem wprowadza w apatię. Dziś na celowniku coś pasującego jak ulał do tych klimatów. Projekt przybijający już samą swoją nazwą. <strong>Deadlife</strong> &#8211; szwedzki, zimny, depresyjny black metal.</p>
<p><em><strong>From Tears to Ashes</strong></em> przygarnąłem co prawda troszkę na wyrost, ale chętnie. Wcześniej miałem przyjemność obcować z ichnią z płytą <em><strong>Värdelös</strong> </em>i wspominałem ją dobrze, więc zdecydowałem się sprawdzić nowe wydawnictwo, zresztą, dzięki <strong>Wolfspell Records</strong>, pierwsze ukazujące się w formie fizycznej. Dopiero gdy CeDek do mnie dojechał i gdy zorientowałem się, że tracklista jest coś zbyt bogata, wklepałem <em><strong>FToA</strong></em> na Metal Archives. Okazało się, że to nie są stricte nowe kompozycje, a kompilacja trzech wcześniejszych pełniaków, w tym <em><strong>Värdelösa</strong></em>, i jednej EP-ki, czyli bodajże wszystkiego wydanego w latach &#8217;13-&#8217;14. Suma sumarum otrzymujemy ponad dwie i pół godziny depresyjnego grania zawartego na dwóch płytach. Nieźle, bardzo nieźle.</p>
<p>Tak więc gdy tylko słońce zaszło i zrobiło się jeszcze nieprzyjemniej i chłodniej, odpaliłem <em><strong>From Tears&#8230;</strong></em>, pierwszy krążek. Powitało mnie brzmienie ostre, lodowate i surowe niczym grawitacja. To znaczy, najwcześniejsza płyta, <em><strong>Slutskedet</strong></em>. Surowizną trąci na skalę norweskich lat osiemdziesiątych, choć wszystko w duchu DSBM. I trzeba przyznać, że mimo wszechobecnej siermięgi nawet ta część potrafi być ładna. Melodie są zimne niczym serce mojej byłej i podobnie jak ona pozbawiają wszelkiej nadziei na radość, jednocześnie będąc po prostu ładnymi. Co prawda gitary brzmią jak wkurzony rój os, perkusja jest przytłumiona a wokal raz siedzi głęboko w podszewce a raz wyskakuje na pierwszy plan niczym Borat w zielonych szelkogaciach, ale tak naprawdę to nie przeszkadza. Przeciwnie, tworzy nawet specyficzny klimat jeszcze większego osamotnienia i beznadziei. Z tej części szczególnie propsuję utwór <em><strong>För evigt förtvivlad</strong></em>. Naprawdę klimatyczny, i przygnębiający, czyli taki, jaki powinien być suicidal.</p>
<p>Natychmiast po odegraniu <strong><em>Slutskedet</em></strong> nachodzi nas drugi w kolejce <strong><em>Värdelös</em></strong>. Z poprawioną produkcją (choć kwestia wokalu dalej nie jest do końca rozwiązana), z dłuższym materiałem, z bardziej rozbudowaną melodyką i dodatkowymi środkami, jak na przykład chórek w kawałku <em><strong>I Hate Life</strong></em>. Nie jest to nic nowego, fakt, ale swoją funkcję spełnia naprawdę zacnie. Poza tym, mamy tu rozwinięcie pierwszej płyty. Muzyka dalej jest nieśpieszna, przybijająca, chłodna, po prostu depresyjna. Jeśli miałbym wymienić najlepszy utwór tej części, byłby to chyba wspomniany już <em><strong>I Hate Life</strong></em>, choć materiał stoi na równym, wysokim poziomie. Natomiast na zakończenie CD1 dostajemy kompozycję premierową, wyróżniający się głównie brzmieniem <em><strong>Silent Years</strong></em>.</p>
<p>A to dopiero połowa zabawy, czeka jeszcze przecież <strong>&#8230;to Ashes</strong>. I tu zaczyna się najlepsza zabawa. <strong>Rafn</strong> (czytaj: autor całej twórczości i jedyny muzyk <strong>Deadlife</strong>) pokazuje, że nieobce mu słowo &#8222;progres&#8221;. <em><strong>No Help Is Coming</strong></em>, trzeci pełniak to jest już światowa liga depressive black metalu. Brzmienie wręcz idealne do tego typu muzyki, rozwój w kwestii kompozycyjnej czy też wokalnej, wszystko to formuje się na drugą najlepszą płytkę z tej półki, jaką w tym roku przesłuchałem (pierwsi są nowi Psychonauci). Bardzo łatwo, i bardzo chętnie, można się w tym zatracić. To po prostu soundtrack smutnych dni. Takich, które najlepiej spędzić w ciemnym pokoju, w towarzystwie myśli, butelki wódki i paczki papierosów. Płyta bardzo równa, bardzo spokojna, bardzo dobijająca. Kwintesencja suicidalu. Po niej pojawia się jeszcze 20-sto minutowy utwór <em><strong>Worthless Existence</strong></em>, pochodzący z EP-ki pod tym samym tytułem, i kolejny, premierowy numer nazwany <em><strong>The Last Sign of Life</strong></em>. Pasują do klimatu i, choć nie są już tak świetne jak <strong>NHIC</strong>, to bardzo dobrze pełnią rolę wyciszenia płyty i jej outra.</p>
<p>Podsumowując: kozak wydawnictwo. Mimo długiego czasu grania płyta nie nudzi i nie denerwuje. Za to bardzo uspokaja i wywołuje zimny trans. Kapitalna pozycja na nadchodzącą zimę i jedno z lepszych DSBMowych wydawnictw tego roku. W najbliższym czasie zamierzam też się zapoznać z resztą twórczości <strong>Rafna</strong>. Mam przeczucie, że nie będę zawiedziony. A fanom grania depresyjnego naprawdę polecam zajrzeć na <strong><a href="https://officialdeadlife.bandcamp.com/" target="_blank">bandcamp Deadlife</a></strong>. Cholernie warto.</p>
<p><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 406px;" data-kvlt-bc-src="http://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=1826939061/size=large/bgcol=ffffff/linkcol=0687f5/artwork=small/transparent=true/" width="300" height="150" seamless=""><a href="http://officialdeadlife.bandcamp.com/album/no-help-is-coming">No help is coming by Deadlife</a></iframe><noscript><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 406px;" src="http://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=1826939061/size=large/bgcol=ffffff/linkcol=0687f5/artwork=small/transparent=true/" width="300" height="150" seamless="" loading="lazy"><a href="http://officialdeadlife.bandcamp.com/album/no-help-is-coming">No help is coming by Deadlife</a></iframe></noscript></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-from-tears-to-ashes-2015/">DEADLIFE &#8211; &#8222;From Tears to Ashes&#8221; (2015)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-from-tears-to-ashes-2015/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
