<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>endtime productions - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/endtime-productions/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/endtime-productions/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Mon, 31 Aug 2026 12:12:31 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>endtime productions - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/endtime-productions/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>DROTTNAR &#8211; &#8222;Monolith&#8221; (2019)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/drottnar-monolith-2019/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/drottnar-monolith-2019/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 13 Feb 2020 19:15:51 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2019]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Drottnar]]></category>
		<category><![CDATA[endtime productions]]></category>
		<category><![CDATA[Monolith]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Technical Black Metal]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=200963</guid>

					<description><![CDATA[<p>Pomieszanie z poplątaniem – tak w telegraficznym skrócie opisałbym poprzedni album norweskiego Drottnar, który niegdyś przyszło mi recenzować. Techniczne podejście do blacku&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/drottnar-monolith-2019/">DROTTNAR &#8211; &#8222;Monolith&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Pomieszanie z poplątaniem – tak w telegraficznym skrócie opisałbym poprzedni album norweskiego <strong>Drottnar</strong>, który niegdyś przyszło mi recenzować. Techniczne podejście do blacku zaproponowane przez kwintet wiązało się z chaosem i szaleństwem, w którym jednak tkwiła jakaś metoda. Od wydania <strong><em>Stratum </em></strong>minęło kilka lat, skład personalny kapeli uległ skurczeniu (teraz to trio), a w końcu światło dzienne ujrzało trzecie dziecko zespołu – <strong><em>Monolith</em></strong>, składający się z trzech wydanych wcześniej minialbumów zatytułowanych <strong><em>Monolith I, II </em></strong>oraz <strong><em>III, </em></strong>wzbogaconych o jeden dodatkowy utwór oraz instrumentalne intro i przerywnik mniej więcej w połowie krążka. Ciekawy zabieg, chociaż trudno mi wskazać jego cel.</p>
<p>Spełniło się moje marzenie o posłuchaniu Norwegów w ciut bardziej „poukładanej” wersji. Tak, ubiegłoroczny album <strong>Drottnar </strong>przez większą część swoich pięćdziesięciu minut nie przypomina już muzycznego odpowiednika scen finałowych bitew z filmów Marvela. Oczywiście zespół nie pozbył się całkowicie tych chaotycznych momentów, jednak teraz stanowią one jedynie niewielką część całości. Taka zmiana, choć odjęła zespołowi odrobinę oryginalności, poskutkowała zdecydowanie większą zapamiętywalnością poszczególnych wałków. Nie można byłoby jednak o niej mówić, gdyby nie kompozytorski talent muzyków, którzy dali nam chociażby takie ciosy jak singlowy <strong><em>Funeral of Funerals</em></strong>, chyba najlepszy na płycie <strong><em>Subterranean Sun</em></strong>, równie znakomity <strong><em>Nihilords </em></strong>czy <strong><em>Pestleid</em></strong>. Między innymi za sprawą tych kawałków do <strong><em>Monolith </em></strong>naprawdę chce się wracać, co w przypadku poprzedniego albumu <strong>Drottnar </strong>wcale nie było tak oczywistą sprawą. Na szczególną pochwałę zasługują bębny, za którymi zasiadł <strong>Glenn-David Lind – </strong>nagrane przez niego ścieżki są prawdziwą ozdobą tego albumu.</p>
<p>Oczywiście techniczne podejście do grania wymaga odpowiedniej jakości produkcji i również pod tym względem za bardzo nie można się do niczego przyczepić, choć wydaje mi się, że brzmienie poprzedniczki było mocarniejsze i teraz tej mocy jest jakby troszeczkę mniej. <strong><em>Monolith </em></strong>na pewno nie spodoba się black metalowym purystom, dla których ta muzyka jest równoznaczna z określoną ilością brudu w brzmieniu. Tutaj wszystko jest dopieszczone i wyraźne, przez co w pełni można docenić niemałe umiejętności Norwegów.</p>
<p>Trzeci album <strong>Drottnar </strong>moim zdaniem jest dla zespołu krokiem w dobrą stronę. Zdecydowanie bardziej wolę takie oblicze kapeli, bardziej klasyczne, pozbawione chaosu, który na <strong><em>Stratum </em></strong>momentami bywał przeraźliwie męczący. Mam nadzieję, że będą kontynuować swoją karierę właśnie w ten sposób, gdyż nagrali kawał bardzo dobrej muzyki, momentami z niesamowitym koncertowym potencjałem. Czekam na krążek numer cztery!</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/drottnar-monolith-2019/">DROTTNAR &#8211; &#8222;Monolith&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/drottnar-monolith-2019/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>DROTTNAR &#8211; &#8222;Stratum&#8221; (2013)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/drottnar-stratum2013/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/drottnar-stratum2013/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 22 Jul 2019 13:03:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2013]]></category>
		<category><![CDATA[Drottnar]]></category>
		<category><![CDATA[endtime productions]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Stratum]]></category>
		<category><![CDATA[Technical Black Metal]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=169400</guid>

					<description><![CDATA[<p>Skandynawia to bezsprzecznie królestwo black metalu. Mroźny rejon nieustannie wydaje na świat mnóstwo blackowych kapel, z których część słusznie, a część niesłusznie&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/drottnar-stratum2013/">DROTTNAR &#8211; &#8222;Stratum&#8221; (2013)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Skandynawia to bezsprzecznie królestwo black metalu. Mroźny rejon nieustannie wydaje na świat mnóstwo blackowych kapel, z których część słusznie, a część niesłusznie nigdy nie znajdzie się na radarach tak zwanej „szerszej publiczności”. Do grupy tych „mało znanych” z pewnością możemy zaliczyć <strong>Drottnar </strong>&#8211; pochodzący z Norwegii zespół, który wielką sławą cieszyć się nie może. Niedawna premiera ich trzeciego długograja skłoniła mnie do pochylenia się nad ich poprzednim wydawnictwem – wypuszczonym w 2013 roku krążkiem <strong><em>Stratum</em></strong><em>. </em></p>
<p>Wydawać się może, że na tym albumie panuje straszliwy chaos. Podczas rozpoczynającego go <strong><em>We March </em></strong>momentami może się wręcz zdawać, że w studio nagraniowym znalazło się pięć przypadkowych osób, które indywidualnie grały to, na co miały ochotę – sekwencje „naparzane” są co rusz z nagła przerywane momentami absolutnej ciszy, ta zaś równie niespodziewanie przechodzi w kolejny wybuch furiackiej jatki, zmiana tempa goni zmianę tempa, a riffy wymieniają się jak zawodnicy u Pepa Guardioli – często wiąże się to z pokazem nienagannej techniki, jaką Norwedzy dysponują. No i pozwala docenić perfekcyjnie wyszlifowane brzmienie albumu – <strong><em>Stratum </em></strong>brzmi potężnie, podwójna stopa mogłaby tłuc szklanki znajdujące się w innych pomieszczeniach zajmowanego przeze mnie mieszkania. Bardzo szybko okazuje się też, że w tym szaleństwie tkwi metoda, bo poszczególne numery wchodzą właściwie bez popitki.</p>
<p><strong>Drottnar</strong> potrafi zaprezentować się również z odrobinę bardziej poukładanej strony – tę po raz pierwszy dostrzec można w najdłuższym na płycie <strong><em>Soul Suburbia</em></strong><em>. </em>Siedmiominutowy wałek również naznaczony jest opisanym przeze mnie wyżej chaosem – stopień szaleństwa jest w nim jednak mniejszy. To bardziej typowy przykład technicznego podejścia do black metalu – przykład, którego niejedna kapela próbująca grać w ten sposób mogłaby Norwegom zazdrościć. Z nóg zwala jawna ilość złości wlanej w poszczególne numery – pod tym względem zdają się przodować kolejny w kolejce <strong><em>Seven Suns Shining </em></strong>oraz świetny <strong><em>Ersatz</em></strong>. Nad każdym utworem „czuwa” wokalnie <strong>Sven-Erik Lind</strong> – jego wściekły skrzek można by wręcz nazwać wykonanym podręcznikowo, a na dodatek doskonale współgra z instrumentalną częścią kapeli.</p>
<p>Jakieś zarzuty? W zasadzie tylko jeden: wspomniane szaleńcze, często rwane tempo utworów, obecne w każdej kompozycji – w jednym bardziej, w innym mniej, jednak zawsze wyróżniające się w ich budowie. Owszem, tak jak wspomniałem wcześniej, na początku taki zabieg działa doskonale, jednak kiedy słyszy się to w szóstym czy siódmym utworze z rzędu to zaczyna najzwyczajniej w świecie męczyć.</p>
<p><strong>Drottnar </strong>w 2013 roku wypuścił na rynek naprawdę świetny kawał black metalu. Zespół zamiast na black metalową pierwotność postanowił postawić na techniczną grę, i moim zdaniem Panowie wyszli z tej próby obronną ręką. <strong><em>Stratum </em></strong>to krążek, którym (jeśli jeszcze nie mieliście okazji) warto się zainteresować – ja już wkrótce zamierzam sprawdzić, które oblicze zespół postanowił zaprezentować na wydanym w lutym bieżącego roku <strong>­<em>Monolith</em></strong>.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/drottnar-stratum2013/">DROTTNAR &#8211; &#8222;Stratum&#8221; (2013)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/drottnar-stratum2013/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>DALIT &#8211; &#8222;Descent&#8221; (2015)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dalit-descent-2015/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dalit-descent-2015/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 30 Apr 2019 16:00:03 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2015]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[atmosferyczny doom metal]]></category>
		<category><![CDATA[dalit]]></category>
		<category><![CDATA[death/doom metal]]></category>
		<category><![CDATA[descent]]></category>
		<category><![CDATA[endtime productions]]></category>
		<category><![CDATA[norweski metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=163687</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dalit, czyli niedotykalny, wykluczony, znajdujący się poza systemem kastowym. To określenie ludzi należących do najniższych kast w Indiach, Sri Lance czy Bangladeszu.&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dalit-descent-2015/">DALIT &#8211; &#8222;Descent&#8221; (2015)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Dalit, czyli niedotykalny, wykluczony, znajdujący się poza systemem kastowym. To określenie ludzi należących do najniższych kast w Indiach, Sri Lance czy Bangladeszu. To także nazwa norweskiej grupy parającej się dość melodyjną mieszanką doom i death metalu, która w swym przesłaniu jest raczej pro niż antychrześcijańska, co jak na Norwegię już samo w sobie jest ewenementem. <strong><em>Descent</em></strong> to ich drugi, pełny album, początkowo wydany cztery lata temu i przynajmniej raz wznawiany (ze względu na niejasne i sprzeczne informacje w sieci, zatrzymajmy się na roku 2015).</p>
<p><strong><em>Descent</em></strong> to płyta bardzo „nie-norweska” w swym wydźwięku. Sporo tu melancholii i brytyjskiego podejścia z początku lat 90. Pierwsze skojarzenia to takie zespoły jak <strong>My Dying Bride</strong>, <strong>Anathema</strong> czy wczesne <strong>Paradise Lost</strong> ożenione z doomową walcowatością, podlane deszczową atmosferą <strong>Amorphis</strong>. Panowie mają też sporo szacunku do wczesnego <strong>Opeth</strong> oraz starej klasyki z <strong>Black Sabbath</strong> na czele. Wolne i smutne pasaże gitarowe są ozdobione delikatnymi, nienachlanymi klawiszowymi ozdobnikami, sporą dawką wyspiarskich melodii i dość czytelnym growlem. Trochę szkoda, że wokal to właściwie jedyny, typowo death metalowy element w muzyce Norwegów. Co prawda pojawiają się pachnące śmiercią riffy, ale właściwie każdy cięższy fragment jest równoważony przez czyściutką solówkę przewijającą się w tle. Każdy z tych sześciu numerów ma typową konstrukcję – delikatny początek, powolne rozwinięcie, jednostajne tempo (z małymi wyjątkami), wyciszenie z wokalnymi melodeklamacjami i solówki, które z czasem zaczynają po prostu męczyć.</p>
<p>Kompozycyjnie ten album nie wyróżnia się absolutnie niczym, bo jest napisany od szablonu. Każdy utwór jest w zasadzie taki sam, nie ma tu żadnej niespodzianki, żadnej nieoczywistej zagrywki, żadnego elementu zaskoczenia, który przełamałby skostniałe struktury. <strong><em>Descent</em></strong> jest do bólu przeciętny z pozycji tu-i-teraz, a gdyby był wydany w Wielkiej Brytanii w 1994 roku, bo tam należy szukać jego muzycznej przynależności, to został by po prostu zdeptany przez wyżej wymienionych. Zwykła nuda na zmianę z przeciętnością i przewidywalnością. Jeden, dowolny utwór z tej płyty wystarczy, aby mieć jej całościowy ogląd. Podejrzewam, że nawet najbardziej zagorzali fani takiego grania będą mieć problem z przebrnięciem przez <strong><em>Descent</em></strong> bez ziewnięcia.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dalit-descent-2015/">DALIT &#8211; &#8222;Descent&#8221; (2015)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dalit-descent-2015/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
