<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>enemy of god - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/enemy-of-god/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/enemy-of-god/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Mon, 30 Jan 2017 14:12:57 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>enemy of god - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/enemy-of-god/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>KREATOR &#8211; &#8222;Gods of Violence&#8221; (2017)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kreator-gods-of-violence-2017/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kreator-gods-of-violence-2017/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Synu]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 30 Jan 2017 14:04:34 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Cause For Conflict]]></category>
		<category><![CDATA[Endorama]]></category>
		<category><![CDATA[enemy of god]]></category>
		<category><![CDATA[Gods Of Violence]]></category>
		<category><![CDATA[Hordes of Chaos]]></category>
		<category><![CDATA[Kreator]]></category>
		<category><![CDATA[Mille Petrozza]]></category>
		<category><![CDATA[Nuclear Blast]]></category>
		<category><![CDATA[Phantom Antichrist]]></category>
		<category><![CDATA[Pleasure to Kill]]></category>
		<category><![CDATA[thrash metal]]></category>
		<category><![CDATA[vegan thrash metal]]></category>
		<category><![CDATA[Violent Revolution]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=73352</guid>

					<description><![CDATA[<p>Redakcja Kvlt składa się z recenzentów prezentujących często skrajne opinie &#8211; tym razem ofiarą &#8222;różnic światopoglądowych&#8221; stał się nowy krążek zespołu Kreator.&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kreator-gods-of-violence-2017/">KREATOR &#8211; &#8222;Gods of Violence&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Redakcja <strong>Kvlt</strong> składa się z recenzentów prezentujących często skrajne opinie &#8211; tym razem ofiarą &#8222;różnic światopoglądowych&#8221; stał się nowy krążek zespołu <strong>Kreator</strong>. Poniżej dwa odmienne spojrzenia na najnowszy album flagowego przedstawiciela niemieckiego thrash metalu.</p>
<hr />
<p style="text-align: left;"><strong>Red. Vladymir</strong><i><b>:</b></i></p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Najpierw <b>Sodom</b>, później <b>Destruction</b>, a na koniec <b>Kreator</b>. Ostatnie pół roku to czas najnowszych wydawnictw legendarnej wielkiej czwórki niemieckiego thrash metalu (czekamy jeszcze na powrót do studia piwoszy z <b>Tankard</b>). O ile <i><b>Decision Day</b></i> tych pierwszych był całkiem znośnym, poprawnym albumem, a <i><b>Under Attack </b></i>tych drugich dawką starej dobrej szkoły thrash metalu, o tyle <i><b>Gods of Violence</b></i> w wykonaniu bohaterów niniejszej recenzji pozostawia bardzo wiele do życzenia.</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Bez żalu i nie owijając w bawełnę powiem, że dawno już się tak nie wynudziłem słuchając thrash metalu. Album <i><b>Gods of Violence</b></i> zapowiadał się solidnie pierwszym opublikowanym singlem, który jest jednocześnie numerem tytułowym. Dwa miesiące temu, gdy utwór ujrzał światło dzienne, wydawało się, że nowy <b>Kreator</b> będzie po prostu brzmiał jak <b>Kreator</b>. Kawałek ten odzwierciedlał charakterystyczny, wypracowany przez lata styl niemieckiej grupy. Kolejny singiel promujący najnowszy krążek kapeli, zatytułowany <i><b>Satan is Real</b></i>, wyhamował nieco moje oczekiwania odnośnie równego i mocnego albumu, choć nie był pozbawiony klasycznego brzmienia, do jakiego przyzwyczaił nas <b>Kreator</b> przez trzydzieści pięć lat gry. Opublikowany w dzień premiery teledysk do <i><b>Totalitarian Terror</b></i>, warstwa brzmieniowa tego numeru i jego miękki, pozbawiony jaj klimat przepełniły czarę goryczy.</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Do rzeczy. Na <i><b>Gods of Violence</b></i> znajdziemy jedenaście kompozycji. Każdą cechują szybkie, agresywne riffy, potężna perkusja i pełen gniewu wokal. Tego nie można Niemcom odmówić. Jako całość najnowszy album <b>Kreatora</b> jest jeszcze jako tako znośny. Natomiast brakuje na nim chociażby jednego utworu, który zapadałby w pamięć. Próżno tu szukać następcy rewelacyjnego <i><b>Pleasure to Kill</b></i>, który jest zdecydowanie najlepszym numerem w karierze kapeli (a i cały album to czysta poezja). To wszystko najzwyczajniej już było! Czy posłuchasz nowego krążka, czy odpalisz sobie <i><b>Violent Revolution</b></i>, <i><b>Enemy of God</b></i>, albo nawet <i><b>Hordes of Chaos</b></i> otrzymasz dokładnie to samo. <i><b>Gods of Violence</b></i> jest jak parówka sojowa przeżuta przez wegańskiego frontmana kapeli – pozbawiona smaku i wartości odżywczych. Pewnie, jak na gości po pięćdziesiątce, to muzycy wciąż grają mocno i równo. Nie mogę się z tym nie zgodzić. Problem polega jednak na zestarzeniu się – nie ludzi – ale muzyki przez nich granej. Nawet nie chodzi o to, że od lat <b>Kreator</b> nie wnosi nic twórczego i odkrywczego do muzyki metalowej. Raczej wydaje się, że grupa wyznaczyła sobie bardzo wąski szlak, z którego boi się zejść, bo gdy na chwilę zboczą z obranej drogi, to powstają gnioty na miarę <i><b>Cause For Conflict </b></i>lub <i><b>Endorama</b></i>.</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Lata mijają, a <b>Kreator </b>dalej gra swoją muzykę. Grupa <b>Mille Petrozzy</b> na zawsze pozostanie wielkim graczem sceny thrash metalowej, choć prawdopodobnie nigdy nie stworzy już nic lepszego, niż albumy, które spłodziła przed rokiem 1990. <i><b>Gods of Violence</b></i> rozczarowuje, ale biorąc pod uwagę fakt, że to jednak <b>Kreator</b>, a nie jakieś kindermetale, albumu tego należy przesłuchać, doświadczyć go osobiście. Albo odbije się czkawką, albo okaże się po prostu przyjemnym w odbiorze krążkiem. Ja niestety wciąż czkam.</p>
<p align="RIGHT">Ocena: <strong>4,5/10</strong></p>
<hr />
<p><strong>Red. Synu</strong>:</p>
<p>5 lat – tyle <strong>Mille Petrozza</strong> i spółka kazali czekać swoim fanom na następcę płyty <em><strong>Phantom Antichrist</strong></em>. I choć to najdłuższa przerwa wydawnicza w historii tego giganta teutońskiej sceny thrash metalu, po lekturze <em><strong>Gods of Violence</strong></em> wspomnianego upływu czasu w ogóle nie czuć. Płyta cechuje się bowiem kompletem flagowych elementów stylu jaki <strong>Kreator</strong> prezentuje od 2001 (od płyty <em><strong>Violent Revolution</strong></em>), brzmiąc w zasadzie jak bezpośrednia kontynuacja poprzednich krążków.</p>
<p>Fakt ten poczytywać można jednocześnie za największą zaletę i wadę nowego wydawnictwa – cechę sprawiającą, że obozy sympatyków i przeciwników aktualnego stylu grupy wyłącznie się umocnią, a argumenty za i przeciw zależeć będą jedynie od optyki indywidualnych odbiorców.</p>
<p>Nie będę ukrywać, że osobiście należę do grupy zwolenników nowoczesnego, przepełnionego melodią i chwytliwością stylu zespołu, dlatego odbiór nowego krążka nie mógł być inny jak skrajnie pozytywny. <strong>Kreator</strong> gospodaruje wypracowanym przez siebie stylem ze 100% wydajnością, wciąż umiejętnie łącząc thrashową motorykę, podszytą charakterystycznymi, agresywnymi wokalami z przebojowym, heavy metalowym w kontekście melodyjności, pięknie wyprodukowanym, „idącym z duchem czasu” graniem.</p>
<p>Nie jest tajemnicą, że ma on niewiele wspólnego z dokonaniami grupy datowanymi na lata 80-90, co do dziś stanowi jedną z największych bolączek części fanów „Stwórcy”. Nigdy nie miałem jednak problemu z właściwym docenieniem obu epok w twórczości zespołu, nie zwykłem również bezpośrednio ich porównywać, uważając takie zabiegi za bezcelowe.</p>
<p>Co więc dokładnie znajdziemy na 14. albumie <strong>Kreatora</strong>? Kolejną w karierze grupy kompilację apokaliptycznych protest songów, krytycznie odnoszących się do aktualnej kondycji świata i nacechowanej dążeniem do samounicestwienia cywilizacji. Mając na uwadze słuszny wiek <strong>Millego Petrozzy</strong>, nieustanne nawoływaniu do rewolucji i przeciwstawienia się aktualnemu porządkowi może wydawać się nieco karykaturalne, biorąc jednak poprawkę na konwencję, trzeba przyznać, że tematyka wciąż dość dobrze się broni i ma to swój urok.</p>
<p>Muzycznie jest już natomiast bezapelacyjnie doskonale. W zasadzie każda kompozycja zgromadzona na <em><strong>Gods of Violence</strong></em> to skrajnie przebojowy, napakowany kapitalnymi riffami, żrący od pierwszego przesłuchania hit.</p>
<p>Podniosłe intro w postaci <em><strong>Apocalypticon</strong> </em>przechodzi natychmiast w szybką, thrashową kanonadę riffów z nienawistnie wykrzyczanym w refrenie tytułem <em><strong>World War Now</strong></em>! Kompozycja złamana wyłącznie na chwile spokojniejszą melodią, poprzedzającą cudowne solówki daje dobry przedsmak tego, z czym obcować będziemy przez kolejne kilkadziesiąt minut. <strong><em>Satan is Real</em> </strong>prowadzi groovowy riff, przechodzący w quasi balladowy refren. <em><strong>Totalitarian Terror</strong></em> i <em><strong>Gods of Violence</strong></em> to kolejne thrashowe torpedy, w <em><strong>Army of Storms</strong> </em>heavy metalowe melodie ładnie kontrastują z soczyście wyeksponowaną podwójną stopą. <em><strong>Hail to the Hordes</strong> </em>to typowy koncertowy hymn, nagrany z myślą o wznoszącej okrzyki publice<em><strong>, Lion With Eagle Wings</strong></em> brzmi jak <strong>Iron Maiden</strong> na thrashowych sterydach, <em><strong>Fallen Brothe</strong></em>r charakteryzuje się z kolei tekstem częściowo odśpiewanym (i wyrecytowanym) w języku niemieckim (dość interesujący zabieg). <em><strong>Side by Side</strong> </em>po raz kolejny stoi na świetnych partiach solowych, zamykającemu płytę, najdłuższemu i stosunkowo najspokojniejszemu<em><strong> Death Becomes My Light</strong></em> bliżej natomiast do nowoczesnej heavy metalowej ballady niż tradycyjnego thrashu (choć nie brak mu również szybszych momentów). Bardzo udane zakończenie.</p>
<p>Na osobną pochwałę zasługują gitarowe dialogi duetu <strong>Petrozza</strong> –<strong> Yli-Sirniö</strong> – popisy solowe muzyków stanowią wartość samą w sobie, jednoznacznie wzbogacającą ten album. Produkcja, jak przystało na flagowe wydawnictwo niemieckiego <strong>Nuclear Blast</strong> jest wręcz porcelanowa. Brzmienie jest selektywne, precyzyjne i klarownie czyste.</p>
<p>Oceniając najnowszą płytę <strong>Kreatora</strong> w kategorii „czystej rozrywki”, biorąc pod uwagę fakt, iż w gruncie rzeczy jest ona oparta o proste melodie, schematy odegrane już kilkukrotnie w znanym z poprzednich płyt klimacie, z radością przyznaję, że „Stwórca”, sobie tylko znanym sposobem potrafił się obronić i gamą pozornie wyświechtanych środków ponownie urzec.</p>
<p>Niemcy dokonali tą płytą tęgiego rozdania na inaugurację nowego roku. Z niecierpliwością czekam na podobne strzały w kolejnych miesiącach 2017.</p>
<p style="text-align: right;">Ocena: <strong>9/10</strong></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kreator-gods-of-violence-2017/">KREATOR &#8211; &#8222;Gods of Violence&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kreator-gods-of-violence-2017/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
