<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Hell Is Here Production - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/hell-is-here-production/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/hell-is-here-production/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Fri, 15 Feb 2019 13:54:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Hell Is Here Production - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/hell-is-here-production/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>OTCHŁAŃ &#8211; &#8222;W Otchłań Szaleństwa&#8221; (2018)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/otchlan-w-otchlan-szalenstwa-2018/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/otchlan-w-otchlan-szalenstwa-2018/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 15 Feb 2019 13:54:26 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2018]]></category>
		<category><![CDATA[Hell Is Here Production]]></category>
		<category><![CDATA[otchłań]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[w otchłań szaleństwa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=157390</guid>

					<description><![CDATA[<p>„Jeśli zbyt długo patrzysz w otchłań, otchłań zaczyna patrzeć ciebie”. To jeden ze sławniejszych cytatów Fryderyka Nietzschego, aforyzm wyjątkowo często wykorzystywany w&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/otchlan-w-otchlan-szalenstwa-2018/">OTCHŁAŃ &#8211; &#8222;W Otchłań Szaleństwa&#8221; (2018)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>„Jeśli zbyt długo patrzysz w otchłań, otchłań zaczyna patrzeć ciebie”. To jeden ze sławniejszych cytatów Fryderyka Nietzschego, aforyzm wyjątkowo często wykorzystywany w black metalu. Czasami przychodzi na myśl niemal bezwiednie, zwłaszcza po zetknięciu z takimi płytami jak <strong><em>W Otchłań Szaleństwa</em></strong>. To debiutancki krążek projektu, o którym wiadomo tylko tyle, że tworzy go dwóch anonimowych osobników, i że grają black metal. &nbsp;</p>
<p>Wiadomo, że Polska czarnym metalem stoi, ale raczej nie ma wiele zespołów, które wplatałyby doń nieco symfoniki i szczyptę ambientu. <strong>Otchłań</strong> łączy oba elementy z dość tradycyjnie pojmowaną gitarową jazdą, i udaje im się wyjść z tego zabiegu obronną ręką. Jest na tej płycie dużo klimatu i sporo negatywnych uczuć, w które wprowadza demoniczne, niemal obłąkane intro. Pierwsze, delikatne nuty <strong><em>Skatowanej Jaźni</em></strong> natychmiast skojarzyły mi się z kilkoma szalonymi, szwedzkimi projektami, ale gitarowy atak, podparty dudniącymi odgłosami, brzmiącymi jak echo studni, szybko skierowały odczucia na inne tory. Czuć w tym przygnębiający ascetyzm, który powoli zamienia się w nihilizm. Może to duże słowa, jak na album nikomu nieznanych debiutantów, ale to tylko dowód, że nikt nie ma wyłączności na targanie emocjami słuchacza przy pomocy diabelskich dźwięków. <strong>Otchłań</strong> powoli wciąga w muzyczną przepaść serwowaną dość oszczędnie, ale skutecznie. <strong><em>Usłyszcie Mój Krzyk</em></strong> jedzie na tradycyjnym, motorycznym patencie, ale zwolnienia w zwrotkach i nierytmiczny podział w refrenie nie pozwalają, żeby numer zlał się z pozostałymi. Im dalej, tym bardziej do głosu dochodzi ascetyczna, piekielna symfonika – serwowana głośno, acz w oszczędnej brzmieniowo formie. Nie znajdziecie tu rozbudowanych orkiestracji, które w tym przypadku wprowadzałyby tylko niepotrzebne zamieszanie. To raczej pojedyncze plamy, które dodają klimatu, podnoszą nieco poziom patosu i przy tym nie brzmią prostacko.</p>
<p>Ambientowych wpływów co prawda nie ma zbyt wielu, ale jeśli uznać za takie szum spod gitary w drugiej części <strong><em>Czyśćca Obłąkanych</em></strong>, czy intro do najbardziej pokręconego <strong><em>Władcy Wymrocza</em> </strong>to wszystko w jak najlepszym porządku. Osobnym przypadkiem jest wieńczący dzieło <strong><em>Embrion Szaleństwa</em></strong>, który jest jednym wielkim, dźwiękowym zgiełkiem i postawieniem kropki nad „i”. To jest już ten moment, w którym otchłań patrzy w ciebie.</p>
<p>Osobną sprawą jest kwestia podejścia do tego albumu. Jeden raz nie powie nic, wręcz zwiedzie pozorną prostotą, niewymagającą melodyką, czy klawiszami, które albo przykrywają gitarowe niedoskonałości, albo starają się maskować kompozytorskie braki. Nic bardziej mylnego. Wystarczy się dobrze wsłuchać, żeby wychwycić całą dekadencję black metalu. Płyta oczywiście nie zrobi rewolucji i nie przewróci gatunku do góry nogami. Wersja CD to limit pięciuset sztuk, zatem do przypadkowych słuchaczy nie trafi, co też może być &nbsp;wartością dodaną. Kto ma docenić, ten doceni.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;<br />
<iframe width="100%" height="400" src="https://www.youtube.com/embed/6go-PqnUFHY" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/otchlan-w-otchlan-szalenstwa-2018/">OTCHŁAŃ &#8211; &#8222;W Otchłań Szaleństwa&#8221; (2018)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/otchlan-w-otchlan-szalenstwa-2018/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>RAROG’G &#8211; &#8222;Rarog’g&#8221; (2016)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/rarogg-rarogg-2016/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/rarogg-rarogg-2016/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maciek Masta]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 29 Nov 2016 22:29:10 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[daray]]></category>
		<category><![CDATA[Dariusz Brzozowski]]></category>
		<category><![CDATA[Hell Is Here Production]]></category>
		<category><![CDATA[Nowy Targ]]></category>
		<category><![CDATA[Rarog'g]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=63854</guid>

					<description><![CDATA[<p>Lubimy rodzime zespoły. Nawet nie dlatego, że ostatnimi czasy krajowy black metal przeżywa jakiś rodzaj zmartwychwstania, i to co się dzieje na&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/rarogg-rarogg-2016/">RAROG’G &#8211; &#8222;Rarog’g&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Lubimy rodzime zespoły. Nawet nie dlatego, że ostatnimi czasy krajowy black metal przeżywa jakiś rodzaj zmartwychwstania, i to co się dzieje na polskiej scenie&nbsp; muzycznej, nawet zatwardzialców jest w stanie przyprawić o zawrót głowy. Polskie kapele lubię po prostu przez czysty lokalny sentymentalny patriotyzm. No a jak formacja jest jeszcze z Nowego Targu, w którym spędziłem dobrą część swojego życia, to już w ogóle…</p>
<p style="text-align: justify;">Ponieważ masło jest maślane, to <strong><em>Rarog’g</em></strong> jest płytą kapeli <strong>Rarog’g</strong>. I to drugą, wydaną tym razem przez <strong>Hell is Here Productions</strong>. Pierwsze światło dzienne ujrzała 7 lat temu nakładem własnym i pewnie z tego powodu nie miałem okazji jej posłuchać. W związku z powyższym <strong><em>Rarog’g</em></strong> jest moim pierwszym tete-a-tete z góralskim kwartetem neofolklorystycznym.</p>
<p style="text-align: justify;">Płytę buduje siedem utworów o łącznej długości prawie trzech kwadransów. Kawałki utrzymane w surowej konwencji dość pierwotnego black metalu brzmią składnie i przez cały czas trwania płyty słychać, że Panowie, nagrywając <strong><em>Rarog’ga,</em></strong> mieli swoją wizję i nie zgubili jej gdzieś między jednym kawałkiem a drugim. Tyle, że choć linie melodyczne brzmią ciekawie, brakuje im nieco tak zwanego pazura i uderzenia orzeźwiającego mrozu w twarz. Jedyne, co trochę nie pasuje mi do konwencji, to brzmienie partii wokalnych. Markus (wyłączając niektóre partie wokalne na <strong><em>Interregnum</em></strong>) bardziej pasuje mi do dokonań <strong>Sepultury</strong> czy <strong>Testametu</strong> niż do <strong>Mayhem</strong> czy <strong>Burzum</strong>. Ale może właśnie to przykuło moją większą uwagę do tego srebrnego krążka.</p>
<p style="text-align: justify;">Partie instrumentalne są równe i pozbawione jakichś kwiatków do kożucha. No, może poza ambientowym zakończeniem <strong><em>The Great Red Sphere</em></strong>. Zresztą ten utwór, obok <strong><em>And the Silance Will Speak</em></strong>, <strong><em>Interregnum</em></strong> (za partie wokalne właśnie) i otwierającego <strong><em>Wolf Litter</em></strong>, to najciekawsze propozycje górali spod somiuśkich Totyr.</p>
<p style="text-align: justify;">Dodatkową uwagę zwraca partia perkusji, która została nagrana przez samego <strong>Darka Brozowskiego</strong>.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak na dwanaście lat działalności, dwie płyty i EPka to trochę mało dla tak składnie grającej kapeli. Mam więc nadzieję, że <strong><em>Rarog’g</em></strong> szybko znajdzie swojego następcę, i że muzycy spuszczą srogi łomot kolegom i koleżankom z branży.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/VgEMeWhdpms" allowfullscreen="allowfullscreen" width="100%" height="400" frameborder="0" loading="lazy"></iframe></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/rarogg-rarogg-2016/">RAROG’G &#8211; &#8222;Rarog’g&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/rarogg-rarogg-2016/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>HELLWAFFE &#8211; &#8222;Worship of Anxiety&#8221; (2015)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hellwaffe-worship-of-anxiety-2015/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hellwaffe-worship-of-anxiety-2015/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maciek Masta]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 12 Jun 2016 22:19:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Adhuk]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Blackhorned Saga]]></category>
		<category><![CDATA[Hell Is Here Production]]></category>
		<category><![CDATA[Hellwaffe]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Worship of Anxiety]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=35379</guid>

					<description><![CDATA[<p>Hellwaffe to młoda amerykańska kapela rodem z &#8222;Cikago&#8221;, która ledwie trzy lata temu pojawiła się na bitewnej arenie. Uprzedzę jednak na początku,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hellwaffe-worship-of-anxiety-2015/">HELLWAFFE &#8211; &#8222;Worship of Anxiety&#8221; (2015)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Hellwaffe</strong> to młoda amerykańska kapela rodem z &#8222;Cikago&#8221;, która ledwie trzy lata temu pojawiła się na bitewnej arenie. Uprzedzę jednak na początku, że słowo &#8222;amerykański&#8221; może być niejakim nadużyciem, gdyż cała trójka (jak na mieszkańców &#8222;Cikago&#8221; przystało) wywodzi się z południowej Polski. Z końcem zeszłego roku postanowiła wytoczyć do boju w imię czarniejszego piekła swoje pierwsze działo. A że <strong><em>Worship of Anxiety</em> </strong>ukazał się w okresie przedświątecznym, kąśliwe i jadowite wyziewy tria emigrantów okazały się tym dotkliwsze i trafiły nawet do państwa płynącego (znów) miodem i mlekiem. Bogu dzięki nasz Naczelny jako wytrawny łowca złapał w swe sidła nieco z tych piekielnych odgłosów. Przejąłem więc od niego skromny pakunek i postanowiłem przyjrzeć się bardziej temu, co chcą nam zaoferować blackmetalowcy z kraju hamburgera i Coli.</p>
<p style="text-align: justify;">Już pierwsze dźwięki dają nam do zrozumienia, że dzieło amerykanów nie jest zwyczajnym makzestawem. I choć ich pełnowymiarowy krążek trwa zaledwie 28 minut, to materiał ani chwilowo, ani w całości nie należy do lekkostrawnych. Co jest również ciekawe to fakt, że dwa ostatnie kawałki na płycie stanowią utwory z dema wydanego rok wcześniej. Także jeśli chodzi o płodność, to Panowie przedstawiają poziom raczej mierny. Ale wróćmy do muzyki, w końcu zamiast iść na ilość, można iść przecież na jakość. Już od pierwszych sekund ciężkie riffy, ciężka deathowa perkusja i klasycznie brzmiący growl szybkim uderzeniem obucha przyzwyczajają nas do tego, co ma przynieść płyta. Konstrukcja każdego z siedmiu przedstawionych na płycie kawałków jest dość podobna i prosta w przekazie. Przeładować, przełączyć na ogień ciągły i walić aż do wyczerpania magazynka. Perkusję słychać tu mocno i brzmi ona bardzo głęboko. Gitara jest trochę dodatkiem, ale słyszalnym i wnoszącym sporo do każdego z kawałków (na przykład solo (!!!) w <strong><em>Ov Plagues</em></strong>). Zadziwiająco dobrze słychać linię basu i dobrze, gdyż stanowi on zgrany duet z sekcją rytmiczną. Oczywiście pierwsze skrzypce gra frontman, którego niski i bardzo chropowaty growl wylewa się z głośników nie dając się pominąć.</p>
<p style="text-align: justify;">Na szczególną uwagę zasługuje wspomniany wcześniej utwór <strong><em>Ov Plagues </em></strong>(za różnorodność i klimat), <strong><em>Waffen Infernum</em></strong> i <strong><em>Your God Has Betrayed You</em></strong>. Ale tak naprawdę mocne i solidne są wszystkie utwory. Szkoda tylko, że solidne i kropka. A gdzie płomień i pożoga, którą miała wzniecić ta amerykańska wunderwaffe? I czy liczba 666 kopii płyty coś tu zmienia?</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/C4rkR2ZIpvc" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hellwaffe-worship-of-anxiety-2015/">HELLWAFFE &#8211; &#8222;Worship of Anxiety&#8221; (2015)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hellwaffe-worship-of-anxiety-2015/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
