<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Iceland - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/iceland/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/iceland/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Mon, 31 Aug 2026 12:35:58 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Iceland - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/iceland/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>HATARI &#8211; &#8222;Neyslutrans&#8221; (2020)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hatari-neyslutrans-2020/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hatari-neyslutrans-2020/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[vlad]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 23 Sep 2020 06:57:57 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[aggrotech]]></category>
		<category><![CDATA[Combichrist]]></category>
		<category><![CDATA[die form]]></category>
		<category><![CDATA[electro]]></category>
		<category><![CDATA[eurovision]]></category>
		<category><![CDATA[Front Line Assembly]]></category>
		<category><![CDATA[harsh punk]]></category>
		<category><![CDATA[hatari]]></category>
		<category><![CDATA[Hocico]]></category>
		<category><![CDATA[Iceland]]></category>
		<category><![CDATA[industrial]]></category>
		<category><![CDATA[Ministry]]></category>
		<category><![CDATA[punk]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=217501</guid>

					<description><![CDATA[<p>Tym razem, w myśl prastarego chińskiego przysłowia, głoszącego, że nie samym metalem człowiek żyje, opowiem Wam o moim guilty pleasure. Od 2006&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hatari-neyslutrans-2020/">HATARI &#8211; &#8222;Neyslutrans&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Tym razem, w myśl prastarego chińskiego przysłowia, głoszącego, że nie samym metalem człowiek żyje, opowiem Wam o moim <em>guilty pleasure</em>. Od 2006 roku i sławetnego występu pewnej fińskiej grupy hard rockowej, corocznie zażywam prawdziwą <em>oczu kąpiel</em>, oglądając zmagania artystów podczas finałów Konkursu Piosenki Eurowizji. Ta niekończąca się karuzela śmiechu i rozczarowania to masochistyczne zajęcie, które przynosi jednak czasem trochę satysfakcji. Wśród mieszaniny radiowych z zachodniej Europy, płaczliwych ballad i folkowych piosenek z Polski, zrozumiałych chyba tylko przez reprezentatywną grupę naszych rodaków, raz na jakiś czas znaleźć można jakiś wyjątkowy albo przynajmniej ciekawy występ, który nie wpisuje się w ramy kiczu i rozwiniętej do granic dobrego smaku poprawności politycznej. Tak było między innymi ze wspomnianą przeze mnie kapelą <strong>Lordi</strong>. Podobnie całkiem interesująco zrobiło się w 2019 roku, gdy Islandię reprezentowała grupa <strong>Hatari</strong>. W bieżącym roku ukazał się ich pierwszy longplay, <strong><em>Neyslutrans</em></strong>, więc warto wspomnieć o wydarzeniu, dzięki któremu ten industrialno-synthpopowy projekt dał się poznać publiczności poza granicami małego wyspiarskiego kraju, z którego pochodzi.</p>
<p>Projekt <strong>Hatari</strong> powstał w 2015 roku, a na koniec roku 2017 ukazał się ich debiutancki materiał w postaci EP. Szersze grono poznało zespół na początku 2019 roku, gdy muzycy w ramach żartu zgłosili się do krajowych eliminacji przed Eurowizją, podczas których zdeklasowali konkurencję i stali się kolejnym nieszablonowym pretendentem podczas festiwalu kiczu i piosenek o miłości. Piosenka pod tytułem <strong><em>Hatrið mun sigra</em></strong> (isl. <em>Nienawiść przetrwa</em>) zajęła ostatecznie dopiero dziesiąte miejsce, ale widok tancerzy w strojach, nawiązujących do praktyk BDSM, mocna muzyka elektroniczna i agresywne, krzykliwe wokale sprawiły, że finał Eurowizji 2019 był jednym z barwniejszych. Kompozycja, dzięki której Islandczycy są dziś znani poza granicami swojego kraju, znalazła się również na ich tegorocznej płycie.</p>
<p>W sumie na albumie <strong><em>Neyslutrans</em></strong> znaleźć można trzynaście utworów, które stylistycznie zderzają ze sobą dwa kontrastujące światy muzyki elektronicznej. Z jednej strony dominują tu wpływy aggrotechu, dark electro, industrialu, zaś w opozycji do nich stoi lżejszy synthpop czy electroclash. Z pewnością fani całej twórczości zespołu <strong>Ministry</strong> będą usatysfakcjonowani takim połączeniem. Mocniejsza strona <strong>Hatari</strong> nawiązuje również do takich kapel, jak <strong>Combichrist</strong> czy <strong>Hocico</strong>. Również sympatycy <strong>Front Line Assembly</strong> i <strong>Die Form</strong> nie powinni przejść obok <strong><em>Neyslutrans</em></strong> obojętnie.</p>
<p>Wspomniany już singiel <strong><em>Hatrið mun sigra</em></strong>, ale również otwierający płytę <strong><em>Engin Miskunn</em></strong> stanowią zapowiedź tego, co usłyszeć można na krążku. Muzyka <strong>Hatari</strong> charakteryzuje się przede wszystkim złożonością agresywnych bitów i prostych melodii, których zwieńczenie stanowi ostra melorecytacja <strong>Matthíasa Haraldssona</strong>, połączona z dream popowym śpiewem <strong>Klemensa Hannigana</strong>. Deklamacje, poruszające antykapitalistyczne i negatywistyczne tematy, wykrzykiwane w stylu harsh electro, stanowią znak rozpoznawczy grupy. Najlepiej wypada to w numerach <strong><em>Spillingardans</em></strong> czy <strong><em>14 Ár</em></strong>. Ciekawie prezentuje się kompozycja <strong><em>Klefi</em> <em>/</em> صامد</strong>, w której stery za mikrofonem przejmuje palestyński piosenkarz <strong>Bashar Murad</strong>, otwarcie występujący przeciw opresji Izraela wobec swoich rodaków. Swoją drogą, podczas finałów Eurowizji (odbywających się, o zgrozo, w Tel Awiwie) grupa <strong>Hatari</strong> występowała z flagą Palestyny, za co została ukarana grzywną. Podczas nagrywania płyty, muzycy zaprosili też kilku islandzkich artystów, reprezentujących scenę popową, ale i hip hopową.<strong><em> Neyslutrans </em></strong>stała się zatem przestrzenią twórczą do realizacji zapadającego w pamięć międzygatunkowego projektu, gdzie znajdzie się miejsce dla industrialu, synthpopu, punku i innych styli.</p>
<p>Prawdopodobnie nie usłyszałbym nigdy o <strong>Hatari</strong>, gdyby nie ich udział w Konkursie Piosenki Eurowizji. Dekadę temu zdarzyło mi się potupać nogami do <strong>Combichrist </strong>i <strong>Ministry</strong>, ale to było dawno temu i nieprawda. <strong>Hatari</strong> traktuję jako odskocznię od muzyki, która na co dzień króluje w moim odtwarzaczu. W przypadku tej kapeli mamy do czynienia z bardzo dobrą produkcją, świetną jakością i pomysłowością, która dla wielu może być zbyt kontrowersyjna. Jest to na tyle interesujący projekt, że w końcu zdecydowałem się podzielić z Wami moimi przemyśleniami na temat islandzkiego techno-punka ze skórami, pejczami i kolcami w roli głównej. Oby więcej takich nietypowych występów na jałowej Eurowizji!</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hatari-neyslutrans-2020/">HATARI &#8211; &#8222;Neyslutrans&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hatari-neyslutrans-2020/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>HELFRÓ &#8211; &#8222;Helfró&#8221; (2020)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/helfro-helfro-2020/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/helfro-helfro-2020/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[vlad]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 21 Sep 2020 19:36:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2020]]></category>
		<category><![CDATA[album]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[death metal]]></category>
		<category><![CDATA[debut]]></category>
		<category><![CDATA[Helfró]]></category>
		<category><![CDATA[Iceland]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Season Of Mist]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=217467</guid>

					<description><![CDATA[<p>Przemierzając listy nowości wydawniczych z bieżącego roku, skierowałem swoją uwagę w stronę Islandii. Czekając na nowy krążek Auðn, który ma się ukazać&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/helfro-helfro-2020/">HELFRÓ &#8211; &#8222;Helfró&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Przemierzając listy nowości wydawniczych z bieżącego roku, skierowałem swoją uwagę w stronę Islandii. Czekając na nowy krążek <strong>Auðn</strong>, który ma się ukazać w październiku, miałem okazję zapoznać się ze świetnym debiutem <strong>Nyrst</strong>, a idąc dalej, moje poszukiwania doprowadziły mnie do pierwszej i jedynej (póki co) płyty duetu <strong>Helfró</strong> o tym samym tytule. Wydany własny sumptem album ujrzał światło dzienne w 2018 roku, zaś w kwietniu 2020 zadania wypuszczenia płyty na szerokie wody podjęła się francuska wytwórnia <strong>Season of Mist</strong>.</p>
<p>Muzycy stojący za projektem <strong>Helfró</strong> do nowicjuszy nie należą. Obaj Panowie znają się z death metalowego <strong>Ophidian I</strong>, gdzie <strong>Símon Þórólfsson </strong>odpowiedzialny jest za gitary, zaś <strong>Ragnar Sverrisson</strong> zajmuje miejsce za zestawem perkusyjnym. Doświadczenie wyniesione ze wspomnianej grupy wpływa na stylistykę, którą znajdziemy wśród ośmiu kompozycji na <strong><em>Helfró</em></strong>. Bezkompromisowy, solidny black metal, przyprawiony rozpędzonymi i dzikimi inspiracjami death metalem – tak pokrótce można opisać zawartość albumu Islandczyków.</p>
<p>Materiał rozpoczyna się świetnym <strong><em>Afeitrun</em></strong>, zbudowanym na klimatycznym, narastającym gitarowym wstępie, po którym na scenę wjeżdża artyleria w postaci powykręcanych motywów gitarowych i absorbujących riffów. Zniszczenie sieje tu potężna perkusja, z której wypluwane są szybkie i agresywne blasty. Uwielbiam moment przełamania stylu w połowie utworu, gdzie pojawia się głęboki growl, opatrzony chwytliwym riffem. Na plus wypada też połączenie dwóch kolejnych kompozycji. Przejście pomiędzy nimi nie daje ani chwili wytchnienia. Ta z kolei znajduje swoje miejsce w następnym kawałku, <strong><em>Þrátt fyrir brennandi vilja</em></strong>, gdzie mamy do czynienia z nieco wolniejszym tempem, choć gitary i perkusja nadal oparte są o bezlitosne i mocne uderzenia. Tak już jest do samego końca. Duet z Islandii nie bierze jeńców, ani na chwilę nie składa broni i serwuje swoim odbiorcom przyzwoity mariaż black i death metalu.</p>
<p><strong><em>Helfró</em></strong> to kawał porządnej muzyki dla fanów klasycznego, nieprzekombinowanego blacku. Duet z Islandii być może nie odkrywa gatunku na nowo, ale dokłada swoją cegiełkę w składaniu hołdu prekursorom gatunku. Ten album to sentymentalna podróż. Pozbawiona zaskakujących momentów, ale pełna znanych i lubianych miejsc. Warto w nią wyruszyć.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/helfro-helfro-2020/">HELFRÓ &#8211; &#8222;Helfró&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/helfro-helfro-2020/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>NYRST &#8211; &#8222;Orsök&#8221; (2020)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/nyrst-orsok-2020/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/nyrst-orsok-2020/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[vlad]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 21 Sep 2020 19:30:07 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2020]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[debut]]></category>
		<category><![CDATA[Iceland]]></category>
		<category><![CDATA[Nyrst]]></category>
		<category><![CDATA[Orsök]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=217453</guid>

					<description><![CDATA[<p>Natknąłem się niedawno w sieci na komentarz, którego autor przekonywał, że pierwsza dekada XXI wieku należała do kapel black metalowych z Francji,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/nyrst-orsok-2020/">NYRST &#8211; &#8222;Orsök&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Natknąłem się niedawno w sieci na komentarz, którego autor przekonywał, że pierwsza dekada XXI wieku należała do kapel black metalowych z Francji, kolejne dziesięciolecie do zespołów z Polski, zaś lata 20. mają upłynąć pod przewodnictwem islandzkiego blacku. To dość odważna, a jednocześnie ciekawa hipoteza. Zakładając, że zgadzamy się z tym twierdzeniem, nie pozostaje nam nic innego, jak bacznie przyglądać się poczynaniom zarówno doświadczonych, jak i nowopowstających grup metalowych z odległej i zimnej wulkanicznej wyspy na Atlantyku. Dziś nasz wzrok i słuch kierujemy w stronę kapeli <strong>Nyrst</strong>.</p>
<p>Wydana pod szyldem <strong>Dark Essence Records</strong> płyta <strong><em>Orsök</em></strong> to debiutancki longplay kwintetu z Islandii. Muzycy wydali do tej pory demo, prezentując światu dwie obiecujące kompozycje, które pozostawiły po sobie pewien niedosyt. Dobrze zapowiadający się wtedy materiał aż się prosił o rozwinięcie w postaci pełnego albumu studyjnego. Po czterech latach w końcu ukazał się trwający nieco ponad czterdzieści minut materiał <strong>Nyrst</strong>. Zapnijcie pasy, bo może to być jeden z ważniejszych debiutów tego roku.</p>
<p>Islandzka grupa pewnym krokiem stąpa po wytyczonych przez Norwegów w latach 90. ścieżkach, prezentując black metal w jego surowej, zimnej i pozbawionej zbędnych komplikacji wersji. Oprócz oczywistych inspiracji <strong>Mayhem</strong> czy <strong>Darkthrone</strong>, kwintet z Rejkiawiku zajmuje swoje miejsce gdzieś pomiędzy krajanami z <strong>Misþyrming </strong>i <strong>Auðn</strong>. Z jednej strony spada na nas grad ciężkich riffów i blastów, z drugiej zaś pojawiają się bardziej atmosferyczne przejścia i zwolnienia tempa. Otwierający płytę utwór <strong><em>Æðri verur</em></strong> przypomina prawdziwie mroźny zimowy pejzaż – piękny i uśpiony, a jednocześnie pełen niepokoju i czyhającego zła. Surowy i zimny klimat towarzyszy nam aż do końca albumu. Nie ma tu miejsca na symfoniczne wstawki, nowoczesne efekty i kombinacje. Warstwa instrumentalna może i jest nieco przewidywalna, momentami wręcz wtórna i dobrze znana sympatykom czarnego metalu. Nie można za to powiedzieć, że krążek <strong><em>Orsök </em></strong>jest oklepany czy nudny. Partie wokalne świetnie dopełniają mroczny styl, w którym lubują się muzycy, a krótki przerywnik w postaci <strong><em>Athöfn</em></strong>, otwierającego stronę B płyty w stylu klimatycznego ambientu, buduje nastrój przed kolejnymi dwoma utworami. Otrzymujemy wspaniale zaaranżowane zwieńczenie albumu, którego słuchanie to czysta przyjemność. <strong>Nyrst</strong>, jak sama nazwa wskazuje, faktycznie wysuwa się „najbardziej na północ”, w stronę nieprzebytych lodowych krain, skąd czerpać można nieskończenie wiele inspiracji przy tworzeniu agresywnego i srogiego black metalu.</p>
<p>Niewielki wyspiarski kraj, położony z dala od kontynentu, gdzie mieszka ledwie około trzystu pięćdziesięciu tysięcy ludzi wciąż zaskakuje. Wyrastające ostatnio jak grzyby po deszczu kapele black metalowe są najlepszym dowodem na to, że Islandczycy są niezwykle ambitnym i twórczym narodem. Mając za sobą kilka odsłuchów <strong>Nyrst</strong>, ale i innych zespołów, które niedawno zadebiutowały na lokalnej scenie, trudno się nie zgodzić ze wspomnianym przeze mnie wcześniej komentarzem. Najbliższe lata należeć będą do black metalu z lodowej wyspy.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/nyrst-orsok-2020/">NYRST &#8211; &#8222;Orsök&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/nyrst-orsok-2020/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>RAGNAR ÓLAFSSON &#8211; &#8222;M.I.S.S.&#8221; (2020)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/ragnar-olafsson-m-i-s-s-2020/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/ragnar-olafsson-m-i-s-s-2020/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Paweł Lach]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 17 Sep 2020 09:55:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2020]]></category>
		<category><![CDATA[album]]></category>
		<category><![CDATA[Arstidir]]></category>
		<category><![CDATA[Borówka Music]]></category>
		<category><![CDATA[folk]]></category>
		<category><![CDATA[Iceland]]></category>
		<category><![CDATA[independent music]]></category>
		<category><![CDATA[Islandia]]></category>
		<category><![CDATA[m.i.s.s.]]></category>
		<category><![CDATA[Music]]></category>
		<category><![CDATA[pop]]></category>
		<category><![CDATA[premiera]]></category>
		<category><![CDATA[Ragnar Ólafsson]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Sólstafir]]></category>
		<category><![CDATA[Storyteller]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=216007</guid>

					<description><![CDATA[<p>Płyta m.i.s.s. to podróż w dół wielkiej rzeki i w głąb siebie. Sterem i kapitanem jest tutaj Ragnar Ólafsson – islandzki songwriter,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/ragnar-olafsson-m-i-s-s-2020/">RAGNAR ÓLAFSSON &#8211; &#8222;M.I.S.S.&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Płyta<em><strong> m.i.s.s.</strong></em> to podróż w dół wielkiej rzeki i w głąb siebie. Sterem i kapitanem jest tutaj <strong>Ragnar Ólafsson</strong> – islandzki songwriter, znany z grupy <strong>Árstíðir</strong>, a ostatnio wspomagający także pobratymców z <strong>Sólstafir</strong> – okrętem zaś łódź <strong>Southern Nights</strong>, należąca do <strong>Johna Holdsona</strong>. W 2017 roku <strong>John</strong>, przyjaciel <strong>Ragnara</strong>, zaprosił muzyka w podróż nurtem Missisipi. Z inspiracji rejsem powstał drugi w solowym dorobku artysty album. Nietrudno domyślić się, że zawarta na <em><strong>m.i.s.s.</strong></em> muzyka – by pozostać w kręgu metafor wodnych – łączy dwa brzegi. Po jednej stronie rzeki znalazła się przestrzeń dla tradycji amerykańskiego folku. Po drugiej widnieje islandzka zaduma i czar.</p>
<p>I muszę przyznać, że połączenie to niezwykle udane. Decyduje o tym ciepły, melodyjny, ale też oddający różne emocje głos artysty – <strong>Ólafsson</strong> nie jest wokalnie jednowymiarowy i używa różnych środków, od niskiej melorecytacji po falset. Niemniej istotna jest tu też naturalna zdolność do komponowania wpadających w ucho, ale nie banalnych muzycznych tematów.</p>
<p>Ale nie udałoby się to wszystko tak dobrze, gdyby nie detale. Trzeba przyznać, że każdy z licznych gości wniósł na płytę szczyptę czegoś wyjątkowego. Choć zdarzają się tu bardzo kameralne, minimalistyczne utwory (<em><strong>Walls,</strong></em> ambientowy <em><strong>Seamless</strong></em>), to jednak w większości przebija się bogate instrumentarium, wykorzystane jednak z głową, bez popisywania się. Skrzypce, altówka, wiolonczela, gitara akustyczna i elektryczna, ukulele, pianino Rhodesa, organy Hammonda, syntezator, w końcu eteryczne kobiece wokale (<strong>Sólveig Ásgeirsdótti</strong> i <strong>Ida Langthejm Christensen</strong>) – wszystko zostało zaaranżowane ze smakiem i z wyczuciem. Album ten ma wielu drugoplanowych bohaterów, a sporą zabawę dla słuchacza może stanowić wyłowienie tych wdzięcznych drobnostek. <strong>Ragnar</strong> i jego goście nie atakują słuchacza nawałnicą dźwięków (nawet jeśli kompozycja zmierza do rozbudowanych, chóralnych finałów jak w <em><strong>Southern Nights</strong> </em>czy <em><strong>Photograph</strong></em>), ale skuteczność przedkładają nad efektowność.</p>
<p>Płyta <em><strong>m.i.s.s.</strong> </em>przynosi oczywiście moc amerykańskich inspiracji, jednak nie są one dosłowne. Może jedynie rdzenny <em><strong>Muddy Waters</strong></em>, hołd dla wielkiego bluesmana z Delty, albo lekko soulowo-gospelowy, chóralny finał <em><strong>Southern Nights</strong></em>, mocniej umocowują się w tradycji Południa. To dobrze, <strong>Ólafsson</strong> jest w końcu wikingiem. Fałszywie byłoby udawać kogoś innego. Jak zatem przystało na skalda z wyspy gejzerów, muzyczne i liryczne inspiracje widokiem bezkresu wielkiej rzeki <strong>Ragnar</strong> przekłada na intymny, ale zrozumiały dla każdego język, w którego zaśpiewie wybrzmiewa radość, zachwyt chwilą, nostalgię, przestrzeń&#8230; Ktoś powie, że to tylko popowe piosenki. Sądzę, że kryje się za nimi jednak pewna szlachetność i urok. Polecam zatem tym, którzy szukają wyciszenia, a nie godzą się na balladową nudę.</p>
<p>Warto dodać, że <strong>Ragnar Ólafsson</strong> odwiedza nasz kraj z godną podziwu regularnością, a dzięki swojemu polskiemu wydawcy, <strong>Borówka Music</strong>, wizyty te okraszone są dość intensywnymi trasami. I niekoniecznie składają się na nie wizyty w największych z polskich miast. Sprawdzajcie zatem, możecie doczekać się <strong>Ragnara</strong> i na waszym, lokalnym podwórku.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/ragnar-olafsson-m-i-s-s-2020/">RAGNAR ÓLAFSSON &#8211; &#8222;M.I.S.S.&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/ragnar-olafsson-m-i-s-s-2020/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>LUCY IN BLUE &#8211; &#8222;In Flight&#8221; (2019)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucy-in-blue-in-flight-2019/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucy-in-blue-in-flight-2019/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Paweł Lach]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 17 Apr 2019 09:23:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2019]]></category>
		<category><![CDATA[70's]]></category>
		<category><![CDATA[album]]></category>
		<category><![CDATA[art rock]]></category>
		<category><![CDATA[cd]]></category>
		<category><![CDATA[Iceland]]></category>
		<category><![CDATA[In Flight]]></category>
		<category><![CDATA[Islandia]]></category>
		<category><![CDATA[Karisma Records]]></category>
		<category><![CDATA[kvlt]]></category>
		<category><![CDATA[Lucy In Blue]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka alternatywna]]></category>
		<category><![CDATA[młode zespoły]]></category>
		<category><![CDATA[nowa płyta]]></category>
		<category><![CDATA[pemiera]]></category>
		<category><![CDATA[prog rock]]></category>
		<category><![CDATA[psychodelic rock]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[record]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[rock progresywny]]></category>
		<category><![CDATA[Soulfood]]></category>
		<category><![CDATA[vintage rock]]></category>
		<category><![CDATA[zaspoły z Islandii]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=162086</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zespół Lucy In Blue pochodzi z Islandii, gdzie niezwykle tłoczno robi się od interesujących artystów. Jakakolwiek byłaby geneza niebywałego rozkwitu tamtejszej sceny,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucy-in-blue-in-flight-2019/">LUCY IN BLUE &#8211; &#8222;In Flight&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Zespół <strong>Lucy In Blue</strong> pochodzi z Islandii, gdzie niezwykle tłoczno robi się od interesujących artystów. Jakakolwiek byłaby geneza niebywałego rozkwitu tamtejszej sceny, warto podkreślić jej różnorodność. Metal, post rock, muzyka elektroniczna, new wave – zdaje się, że czego by się na wyspie gejzerów nie tknęli – wychodzi złoto. W tym zaś przypadku – podobnie jak za sprawą rockandrollowców z <strong>The Vintage Caravan</strong> – mamy do czynienia z ciekawą reinterpretacją tego, co działo się w muzyce rockowej w latach 60. i 70. O ile jednak wspomniani koledzy po fachu (z którymi <strong>Lucy In Blue</strong> grała wspólne koncerty) wolą dziarskiego, przybrudzonego hard rocka, o tyle <strong>Steinþór Bjarni Gíslason</strong> (gitara i wokal), <strong>Arnaldur Ingi Jónsson</strong> (klawisze i wokal), <strong>Kolbeinn Þórsson</strong> (perkusja) i <strong>Matthías Hlífar Mogensen</strong> (bas), częstują nas jasnymi nawiązaniami do progresywnej i psychodelicznej sceny tamtych dekad.</p>
<p>Już debiut kwartetu, zatytułowany po prostu <em><strong>Lucy In Blue</strong></em>, zdradzał spore umiejętności i wrażliwość muzyków zasłuchanych w <strong>Pink Floyd</strong> przede wszystkim, ale nie tylko, bo muzycznych tropów można było znaleźć w ich nagraniach całkiem sporo. Być może poprzednia płyta była bardziej efektowna niż <em><strong>In Flight</strong></em>, pozornie bogatsza w pomysły, mocniejsza pod względem zastosowanych środków, jednak niektóre z zawartych na niej nawiązań mogły nieco razić zbytnią dosłownością – jakby zespół nieco cynicznie kopiował pewne patenty (inna sprawa, że momentami w sposób mistrzowski). Tym razem mamy do czynienia z większą subtelnością działań.</p>
<p>Owszem, wciąż rozpoznamy w twórczości <strong>Lucy In Blue </strong>floydowskie klimaty – już wstęp do pierwszej części otwierającej płytę kompozycji <em><strong>Alight, Pt. I</strong></em> bliski jest kołyszącym, sennym dźwiękom <em><strong>Breath (In the Air)</strong></em> z <em><strong>Dark Side Of The Moon</strong></em>, a praca sekcji rytmicznej w pewnym fragmencie tytułowego <em><strong>In Flight</strong></em> mogłaby być wzięta z albumu <em><strong>Wish You Were Here</strong></em>. Znajdziemy tu też pewną baśniową zwiewność propozycji <strong>Camel</strong> albo <strong>Genesis</strong>, słyszalną przede wszystkim w analogowych, klawiszowych plamach, które przenoszą nas myślami do innych wymiarów. Z kolei gitara <strong>Gíslasona</strong> pod koniec znakomitego<em><strong> Respire</strong> </em>zabrzmi bardzo &#8222;frippowsko&#8221; (duch <strong>King Crimson</strong> także jest obecny na tym albumie, zwłaszcza w melodyce). Niemniej poprowadzone to wszystko z taką finezją, wyczuciem, lekkością, jakąś mistyczną, podskórną tajemnicą, że zwyczajnie<em><strong> In Flight</strong></em> przykuwa uwagę i czaruje słuchacza, a pewne słyszalne inspiracje nie zabierają przyjemności obcowania z propozycją Islandczyków.</p>
<p>Zespół stawia na prostotę środków, podaną jednak w formalnie rozbudowanych kompozycjach. Można odnaleźć w nich sporo klimatu i raczej nastrojowych pejzaży, ale muzycy potrafią też pobawić się rytmiką, nieco bardziej poszaleć, ciut odpłynąć, może nawet zaniepokoić, albo po prostu podać dźwięki z większym nerwem (jak w <em><strong>Matricide</strong></em> albo w <em><strong>Tempest</strong></em>). <em><strong>In Flight</strong></em> to jednak płyta bardzo oniryczna (ale nie usypiająca), pełna melodii, snująca się z pozoru leniwie, ale jednocześnie zanurzająca słuchacza w oceanie intensywnych, lekko psychodelicznych doznań, które zmuszają do uwagi. Potrafią na tym wydawnictwie zachwycić detale – a to prosta melodia (motyw przewodni z początku <em><strong>Respire</strong></em> czy tytułowego <em><strong>In Flight</strong></em>), a to interesujące harmonie wokali (<em><strong>Alight, Pt. II</strong></em>), albo rozedrgana gitara akustyczna (początek<em><strong> Núverandi</strong></em>), czy w końcu bogactwo klawiszowych rozwiązań (od dźwięków fortepianu, poprzez hammondowe zagrywki, po niemal meletronowe ściany dźwięku) serwowanych przez <strong>Jónssona</strong>.</p>
<p>Jedno jest pewne – płyta <em><strong>In Flight</strong> </em>to album, który miłośnicy art rocka i wintydżowych, lekko psychodelicznych klimatów muszą sprawdzić. Wierzę też, że muzyka <strong>Lucy In Blue</strong> może przypaść do gustu nie tylko fanom prog rockowych gigantów sprzed dekad, ale też tym, którzy zasłuchują się w nowszych dokonaniach <strong>Opeth</strong> – w końcu także spadkobiercach tamtej tradycji – czy miłośnikom retro klimatów przywoływanych przez <strong>Jacco Gardnera</strong> albo <strong>The Coral</strong> (zwłaszcza z okresu jednego z moich ulubionych albumów, <em><strong>The Curse Of Love</strong></em>).</p>
<p>Ktoś powie – no dobrze, wszystko się tu zgadza, tyle tylko, że szlaki wytyczali giganci, a młodzi muzycy poszli ich tropem. Może. Natomiast wiem na pewno, że będę do nagrań chłopaków powracał i z niecierpliwością wyczekiwał kolejnych albumów. Intuicja podpowiada mi, że <strong>Lucy In Blue</strong> stać na jeszcze więcej, a przebłyski genialności, które niewątpliwie słychać na <em><strong>In Flight</strong></em> można rozwinąć w coś, co pozwoli – zwłaszcza przy zwiększonej dawce oryginalności – zajść naprawdę daleko. Na razie nie padłem na kolana, ale przyklęknąłem przed nimi. Czy ocena jest zawyżona? Może ciut. No i nieładnie rozpieszczać tak młody zespół zbyt dużą ilością pochwał. Z drugiej strony warto odnotować pojawienie się płyty niosącej ze sobą całkiem sporą dawkę dźwiękowej magii.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucy-in-blue-in-flight-2019/">LUCY IN BLUE &#8211; &#8222;In Flight&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucy-in-blue-in-flight-2019/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>KATLA &#8211; &#8222;Móðurástin&#8221; (2017)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/katla-modurastin-2017/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/katla-modurastin-2017/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[vlad]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 13 Dec 2017 14:03:24 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[atmospheric]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[gummi]]></category>
		<category><![CDATA[Iceland]]></category>
		<category><![CDATA[Katla]]></category>
		<category><![CDATA[modurastin]]></category>
		<category><![CDATA[post-black metal]]></category>
		<category><![CDATA[post-metal]]></category>
		<category><![CDATA[post-rock]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Sólstafir]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=122359</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kiedy już myślałem, że będę miał spory problem ze wskazaniem dziesięciu najlepszych albumów 2017 roku, niespodziewanie listonoszka dostarczyła mi paczkę z Niemiec,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/katla-modurastin-2017/">KATLA &#8211; &#8222;Móðurástin&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedy już myślałem, że będę miał spory problem ze wskazaniem dziesięciu najlepszych albumów 2017 roku, niespodziewanie listonoszka dostarczyła mi paczkę z Niemiec, w której znajdowała się jedna jedyna płyta &#8211; pięknie wydany digipack projektu <strong>Katla</strong> zatytułowany <strong><em>Móðurástin</em></strong>. Islandia znów zaskakuje, a jej bohaterowie tworzą nadzwyczaj interesujące dzieło. Ale po kolei.</p>
<p><strong>Katla</strong> to duet. Bębni w nim i odpowiedzialny za stronę wizualną jest <strong>Guðmundur Óli Pálmason</strong>, znany po prostu jako <strong>„Gummi”</strong>, były perkman post-metalowego <strong>Sólstafir</strong>, o którego niespodziewanym rozstaniu z tym znanym zespołem było dość głośno w mediach. Za warstwę wokalną i pozostałe instrumentarium odpowiedzialny jest <strong>Einar &#8222;Eldur&#8221; Thorberg. </strong>Na pewno nie są Wam obce black metaowe kapele <strong>Curse </strong>oraz <strong>Fortíð</strong>, w których się udziela. Zderzenie dwóch różnych muzycznych światów jest na płycie <strong><em>Móðurástin </em></strong>wyraźnie odczuwalne, co powoduje, że osiem kompozycji, zawartych na tym krążku, otwiera nowe drzwi fanom post-rockowego i atmosferycznego grania.</p>
<p>Całość rozpoczyna rewelacyjny instrumentalny numer <strong><em>Aska</em></strong>, który zarysowuje tło dla kolejnych utworów. Nie obraziłbym się, gdyby ktoś mi sprzedał longpleja utrzymanego w całości w takim klimacie. Trzy kolejne kompozycje mijają szybko, przenosząc słuchacza na rozległe krajobrazy post-rocka i post-metalu. <strong>„Gummi”</strong> tradycyjnie daje popis wzorowego grania na garach. Jego absencja na ostatniej płycie <strong>Sólstafir </strong>jest bardzo boleśnie odczuwalna, chłop robi bowiem świetną robotę za zestawem perkusyjnym, co powoduje, że każdy kawałek z jego udziałem to uczta dla uszu.</p>
<p>Piąty z kolei <strong><em>Hreggur</em></strong> ma w sobie &#8222;to coś&#8221;. Atmosferyczny wokal, wysublimowane gitarowe granie, a do tego potężna, typowo black metalowa rytmika powodują, że ten centralny punkt programu jest genialną kulminacją całego albumu. Numer <strong><em>Kul</em></strong> ciągnie dalej ten ciężki wózek, tym razem przy wsparciu damskiego wokalu i bardziej depresyjnych krzyków, które występują obok bardziej tradycyjnego śpiewu. Bardzo pokręcony i dziwaczny utwór, który w pewien sposób odznacza się na tle reszty materiału.</p>
<p>Po potężnych ciosach przychodzi czas na wyciszenie w postaci tytułowej kompozycji <strong><em>Móðurástin</em></strong>, gdzie próżno szukać ciężkich riffów, twardego rytmu i agresji. Niemniej jednak nie jest to pościelówa, tylko piękna, poetycka opowieść muzyczna o matczynej miłości, od której, zdaniem twórców, nie ma na świecie niczego silniejszego. Dość nietypowe oświadczenie, jak na twardych metalowców, prawda?</p>
<p>Zwieńczeniem tego <em>post-wszystko</em> pomnika jest spokojna i mroczna kompozycja <strong><em>Dulsmál</em></strong>, która swą emocjonalnością i dość rozbudowanymi zmianami motywów daje obraz niezwykłego islandzkiego pejzażu, który przewija się przez cały album – z jednej strony surowe pustkowia, a pośród nich koegzystencja ognia i lodu. A pośrodku tego landszaftu monumentalny wulkan <strong>Katla</strong>…</p>
<p><strong><em>Móðurástin </em></strong>nie jest krążkiem dla każdego. Zatwardziali zwolennicy tradycyjnej, starej szkoły black metalu powinni omijać ten materiał szerokim łukiem. Co z fanami post-rockowego budowania szerokich muzycznych krajobrazów? Trudno wskazać właściwą odpowiedź. Jestem jednak pewien, że współczesne eksperymenty międzygatunkowe idą w dobrym kierunku, a projekt <strong>Katla</strong> jest najlepszym tego przykładem. Nieważne jaką metkę przyczepicie islandzkiemu duetowi, ich najnowsze dzieło jest czymś wyjątkowym, świeżym i zaskakującym. Trzeba tylko oddać się temu klimatowi w pełni.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/r93pkX7qz8I" allowfullscreen="allowfullscreen" width="100%" height="400" frameborder="0" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/katla-modurastin-2017/">KATLA &#8211; &#8222;Móðurástin&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/katla-modurastin-2017/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>AUÐN &#8211; &#8222;Farvegir Fyrndar&#8221; (2017)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/audn-farvegir-fyrndar-2017/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/audn-farvegir-fyrndar-2017/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magdalena Dalmata]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 02 Nov 2017 13:14:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2017]]></category>
		<category><![CDATA[Auðn]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Farvegir Fyrndar]]></category>
		<category><![CDATA[Hjalti Sveinsson]]></category>
		<category><![CDATA[Iceland]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=119709</guid>

					<description><![CDATA[<p>Po bardzo dobrym debiucie zrobili to po raz kolejny. Pochodzącym z Islandii muzykom z zespołu Auðn znów udało się oddać na swojej&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/audn-farvegir-fyrndar-2017/">AUÐN &#8211; &#8222;Farvegir Fyrndar&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Po  bardzo dobrym debiucie zrobili to po raz kolejny. Pochodzącym z Islandii muzykom z zespołu  <strong>Auðn</strong> znów udało się oddać na swojej płycie przejmująco piękny i surowy klimat. Drugi album formacji <strong><em>Farvegir Fyrndar</em></strong> (premiera 10 listopada br.) wydana nakładem <strong>Season of Mist</strong>. Dziewięć harmonijnych kompozycji udowadnia, ze przez trzy lata <strong>Auðn</strong> nie osiedli na laurach, szlifując zarówno swoje umiejętności, jak i kreatywność.</p>
<p>Już otwierający numer <strong><em>Verold Hulin</em></strong> zwiastuje typowe dla <strong>Auðn</strong> konstrukcje &#8211; przeplatane subtelnymi melodiami z werwą raw black metalu. Bez zmian pozostała również kwestia wokalna, z którą dzielnie mierzy się <strong>Hjalti Sveinsson</strong>, zawodząc w języku islandzkim, i tym samym bezwzględnie pozbawiając mnie szans na zrozumienie choćby jednego słowa. Kolejny na płycie utwór to <strong><em>Lífvana Jörð</em></strong>, niesie ze sobą potężny ładunek energetyczny, jak skok na głęboką wodę. Nie brakuje monumentalnych fragmentów,  pojawia się krótka solówka, a jednym z charakterystycznych momentów jest  „rozedrgany” riff: podobny motyw wykorzystany jest również w dwóch kolejnych <strong><em>Haldreipi hugans</em></strong> oraz <strong><em>Prisund</em></strong>.  Za nastrojową balladę można uznać <strong><em>Ljósaslæður</em></strong>, a na pewno jej początek, złożony z głębokich, czystych dźwięków. W opozycji do wolnej gitarowej melodii, równolegle  wyrywa się z uścisku żwawa perkusja. Zdecydowanie mocnym, kolejnym kawałkiem na płycie jest <strong><em>Blóðrauð Sól</em></strong>, uwagę zwraca  niższy, groźniej brzmiący skrzek, który jednak nie utrzymuje się długo. Całość kompozycji jest zróżnicowana i intrygująca, prezentująca posępniejsze i bardziej ponure oblicze. Znacznie łagodniejsze <strong>Skuggar</strong> z idyllicznym intrem łatwo zapada w pamięci, w skrajnych przypadkach może być powodem bezsenności.  Odnoszę wrażenie, że  muzyka we wcześniejszych utworach jest przesiąknięta chłodem, tu natomiast miękkie i czyste melodie wydają się cieplejsze. Do końcowego utworu <strong><em>I Halmstraid Held</em></strong> <strong>Auðn</strong> tchnęli burzumowego ducha z okresu <strong><em>Fallen</em></strong>, podkręcając tempo i tworząc bardziej zwartą, homogeniczną ścianę dźwięków. </p>
<p>Ile zespołów, tyle różnych twarzy black metalu. Dla <strong>Auðn</strong> kanwą są drugofalowe zespoły, jak <strong>Burzum</strong> czy <strong>Mortuary Drape</strong>, jednak ich dokonania potrafią przełożyć na własny styl. Składowymi Auðn pozostają szorstki wokal Hjaltiego, melodyjność oraz niepowtarzalny nastrój. Oczekiwania do nowej płyty zespołu były spore i tym razem nie mogę mówic o rozczarowaniu. Farvegir Fyrndar zdaje egzamin.</p>
<p>Ocena: <strong>9/10</strong></p>
<p><iframe width="100%" height="480" src="https://www.youtube.com/embed/RkOgY8P4NUY" frameborder="0" gesture="media" allowfullscreen loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/audn-farvegir-fyrndar-2017/">AUÐN &#8211; &#8222;Farvegir Fyrndar&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/audn-farvegir-fyrndar-2017/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>SÓLSTAFIR &#8211; &#8222;Berdreyminn&#8221; (2017)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/solstafir-berdreyminn-2017/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/solstafir-berdreyminn-2017/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[vlad]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 12 May 2017 21:06:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Berdreyminn]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Iceland]]></category>
		<category><![CDATA[post-black metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Sólstafir]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=94164</guid>

					<description><![CDATA[<p>Są takie utwory, które mogą pochwalić się rewelacyjnym pozycjonowaniem w sieci. Gdy wybierzesz się w podróż po proponowanych piosenkach w serwisie YouTube,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/solstafir-berdreyminn-2017/">SÓLSTAFIR &#8211; &#8222;Berdreyminn&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Są takie utwory, które mogą pochwalić się rewelacyjnym pozycjonowaniem w sieci. Gdy wybierzesz się w podróż po proponowanych piosenkach w serwisie YouTube, prędzej czy później trafisz na hipnotyzujące wideo grupy <strong>Sólstafir </strong>do kompozycji <strong><em>Fjara</em></strong>. Dwa i pół miliona wyświetleń wciąż jeszcze nie dość znanej kapeli mówią same za siebie. Z drugiej strony nic dziwnego, gdyż jest to jeden z najlepiej zapadających w pamięć numerów utrzymanych w post-black metalowej stylistyce, inspirowanej tradycyjną muzyką islandzką. Rok 2017 ma być przełomowy w karierze muzyków, bowiem niedawno ogłosili trasę koncertową po Europie, a zobaczyć ich będzie można też na kilku największych europejskich festiwalach. Wszystko w celu promowania najnowszego albumu, zatytułowanego <strong><em>Berdreyminn</em></strong>.</p>
<p>Od wydania ostatniego krążka <strong>Sólstafir</strong> minęły trzy lata. <strong><em>Ótta </em></strong>była zwrotem ku bardziej delikatnemu brzmieniu i większej różnorodności kompozycji. Nie wywoływała jednak takiego zaskoczenia jak poprzednie albumy grupy. Islandzcy kowboje chyba na dobre zamienili black metal na post-rock, bowiem <strong><em>Berdreyminn</em></strong> bardziej wpisuje się w format stonowanego i melodyjnego krążka, niż konkretnego uderzenia, jak w przypadku albumu <strong><em>Köld</em></strong>. Warto odnotować, że zespół w 2015 roku rozstał się ze swoim bębniarzem <strong>Gummim</strong>, którego bicie w gary stanowiło poniekąd trzon <strong>Sólstafir</strong>. Mówi się, że kapela jest tak dobra, jak jej perkusista. Czy Islandczycy stracili zatem na tej zmianie?</p>
<p>Najnowsze wydawnictwo grupy otwiera solidny cios w postaci <strong><em>Silfur-Refur</em></strong>, W kwestii albumowych otwieraczy <strong>Sólstafir </strong>nigdy nie zawodził. Nie inaczej jest i tym razem. Utwór jest przemyślany, łączy w sobie mocne metalowe brzmienie z czystymi motywami gitarowymi. Dalej idzie <strong><em>Ísafold</em></strong>, który został wybrany pierwszym singlem promującym całe LP. Utwór ten spowodował, że w mediach społecznościowych na zespół wylano wiadro pomyj, wytykając im masę błędów, a nawet oskarżając o plagiat, gdyż pewne partie gitarowe do złudzenia przypominają <strong><em>Psychonaut</em></strong> grupy <strong>Fields of the Nephilim</strong>. W moim odczuciu <strong><em>Ísafold</em></strong> jest typową piosenką radiową, która stylistycznie odbiega najdalej od dotychczasowych dokonań zespołu. Czy oznacza to, że jest zła? Nie powiedziałbym. Jeśli nie porównywać jej do <strong><em>Fjara</em></strong>, to z pewnością większość hejterów nie pisnęłaby ani słowem.</p>
<p>Kolejnych sześć kompozycji, zawartych na <strong><em>Berdreyminn</em></strong>, to siedmio- i ośmiominutowe opusy. <strong><em>Hula</em></strong> zaskakuje wykorzystaniem smyczków, które przewodzą całej kompozycji. W <strong><em>Nárós </em></strong>instrumenty przyspieszają, ale nie na długo, gdyż <strong><em>Hvít sæng</em></strong> rozpoczyna się od kolejnego spokojnego momentu na płycie, zaś przejście ku szybszemu i mocniejszemu uderzeniu nie spełnia oczekiwań. <strong><em>Dýrafjörður </em></strong>brzmi jak wyśrubowana na siłę ballada, która łączy w sobie elementy rocka progresywnego i muzyki elektronicznej, podsyconej znów smyczkami i pianinem. Przedostatnia kompozycja to <strong><em>Ambátt</em></strong>, która spokojnie mogłaby znaleźć się na płycie zespołu <strong>Muse</strong>. Klawisze w tym numerze brzmią jakby były oderwane od reszty, trudno znaleźć tu ład i skład. Cała nadzieja w zamykającym całość utworze <strong><em>Bláfjall</em></strong>. Przynajmniej ta kompozycja jest daleka od rozczarowania. Są tu elementy rocka gotyckiego, przejawiające się przez brzmienie organów, a także rocka progresywnego, dzięki swojej złożoności.</p>
<p>Gdyby nie słuchać tej płyty w kontekście twórczości <strong>Sólstafir</strong>, to może końcowa ocena byłaby wyższa. To zrozumiałe, że grupa ewoluuje i wciąż poszukuje nowych ścieżek, ale tym razem niestety zabrnęła w ślepą uliczkę. Choć podoba mi się ta swoista klamra kompozycyjna, jaką stanowią najpotężniejsze uderzenia w postaci otwierającego i zamykającego album utworu, to jednak pozostała zawartość znacząco odbiega od szlaków wytyczonych do tej pory przez kapelę. Cholernie brakuje mi mocnego uderzenia, jakie serwował <strong>Gummi</strong>. Na pochwałę w moim odczuciu zasługuje warstwa liryczna wyłącznie w języku islandzkim. Cudowna jest też okładka <strong><em>Berdreyminn</em></strong>. Szkoda tylko, że to, co kryje się pod nią i zostało zapisane na płycie, w ostatecznym rozrachunku pozostawia wiele do życzenia. Z drugiej strony przynajmniej nie jest to synthpop dawnych black metalowców z <strong>Ulver</strong>. Na razie.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/L3o5RcU5Ds0?ecver=1" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/solstafir-berdreyminn-2017/">SÓLSTAFIR &#8211; &#8222;Berdreyminn&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/solstafir-berdreyminn-2017/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>LOGN &#8211; &#8222;Í sporum annarra&#8221; (2015)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/logn-i-sporum-annarra-2015/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/logn-i-sporum-annarra-2015/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 05 Sep 2015 18:45:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Adrian]]></category>
		<category><![CDATA[crust]]></category>
		<category><![CDATA[grindcore]]></category>
		<category><![CDATA[hardcore]]></category>
		<category><![CDATA[Í sporum annarra]]></category>
		<category><![CDATA[Iceland]]></category>
		<category><![CDATA[Logn]]></category>
		<category><![CDATA[Naird]]></category>
		<category><![CDATA[name your price]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=1710</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nie interesuję się islandzką metalową sceną muzyczną nawet w najmniejszym stopniu i na ten album trafiłem przypadkiem. Logn był jedynie kolejnym nieznanym&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/logn-i-sporum-annarra-2015/">LOGN &#8211; &#8222;Í sporum annarra&#8221; (2015)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;">Nie interesuję się islandzką metalową sceną muzyczną nawet w najmniejszym stopniu i na ten album trafiłem przypadkiem. <strong>Logn</strong> był jedynie kolejnym nieznanym zespołem z opcją „name your price” na bandcampie – a kto miałby czas, żeby posłuchać tego wszystkiego? Tym co wyróżnia <em><strong>Í sporum annarra</strong></em> jest świetnie zaprojektowana okładka, która dla mnie stanowiła główny powód dla którego w ogóle sięgnąłem po tę płytę. Praca <strong>Fritza Hendrika Berndsena IV</strong>, wzbudzająca luźne skojarzenia z performance <em><strong>Lewitacja</strong></em> <strong>Zbigniewa Warpechowskiego</strong>, przyciąga wzrok i stanowi ciekawą alternatywę dla innych zespołów spod znaku grindcore’a. Niepokojąca, niestabilna kompozycja, silna wymowa i szeroki wachlarz dostępnych interpretacji naprawdę zachęcają do zapoznania się<br />
z muzyczną treścią albumu. A poza tym – kiedy ostatnio spotkaliście cielisty kolor w oprawie jakiejkolwiek płyty metalowej?</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Logn</strong> to islandzki zespół wykonujący mieszankę takich gatunków jak grindcore, hardcore czy crust. <em><strong>Í sporum annarra</strong></em> jest ich drugim albumem i zarazem jedynym, który udało mi się dotychczas posłuchać.</p>
<p style="text-align: left;">Niepokój okładki znajduje duże odzwierciedlenie już w pierwszym utworze płyty. <em><strong>Þitt rétta eðli</strong></em> rozpoczyna się natchnioną inkantacją, która po chwili przeistacza się w sunącego powoli molocha popędzanego dysonansowym riffem. Z bólem stwierdzam, że wspomniany niepokój niestety rozmywa się w kolejnych utworach i daje się ponownie odczuć dopiero pod koniec odsłuchu całości.</p>
<p style="text-align: left;">I taka niestety jest ta płyta – ma kilka ciekawych elementów, które sprawiają, że album jest wart przesłuchania, ale ma też mnóstwo wewnętrznych sprzeczności i zmarnowanego potencjału.</p>
<p style="text-align: left;">Duża w tym niestety wina wokalu, który stanowi najsłabszy element zespołu. I nie przeszkadzają mi nawet kompletnie niezrozumiałe dla mnie liryki wykonywane po islandzku, a niezwykle silne poczucie, że wokalista nie zawsze do końca wie co robi. Niewątpliwie za plus trzeba tutaj zaliczyć jego umiłowanie do eksperymentu – szkoda tylko, że jest to zazwyczaj eksperyment nieudany. Wystarczy posłuchać kilku utworów, aby zauważyć, że wokalista często zdaje się też nie lubić z rytmem i energią reszty instrumentów &#8211; jak w utworze <em><strong>Happdrætti sorgarinnar</strong></em>, czy kawałku tytułowym, który od mniej więcej drugiej połowy jest niemalże niszczony przez zastosowane rozwiązania wokalne. No i mamy też to płaskie, nijakie brzmienie, które przy porównaniu z brzmieniem <strong>Łukasza Myszkowskiego</strong> na <em><strong>The Insolent</strong></em> <strong>Antigamy</strong> wypada bardzo słabo. To powinno brzmieć jakby gość darł Ci się do ucha, a nie podsłuchane kłótnie na ulicy.</p>
<p style="text-align: left;">Co gorsza płyta jest zmiksowana w sposób uwydatniający ten wokal tak bardzo, że zagłusza on niekiedy resztę instrumentów, które to dają sobie radę całkiem nieźle. I jasne, mamy tutaj kilka niezrozumiałych zabiegów kompozycyjnych jak zdecydowanie zbyt długa pauza w <em><strong>Í sporum annarra</strong></em>, czy płynne przejścia pomiędzy utworami, które w tym wypadku niestety sprawiają, że niektóre partie płyty zbyt zlewają się ze sobą i nużą słuchacza. Kilka motywów jest też niezrozumiale zmarnowanych – jak przypominający wczesnego <strong>Mastodon</strong> początek <em><strong>Fórnarlömb</strong></em>, czy niepokojące dysonansowe motywy z <em><strong>Í sporum annarra</strong></em> zmiecione przez kilka niezwykle sztampowych riffów.<br />
Z drugiej strony mamy te wszystkie momenty, gdzie zespół odrzuca wpływy grindcore’a, aby pójść w stronę wolniejszych i bardziej emocjonalnych kawałków – jak w utworach otwierających i zamykających płytę, które przywodzą na myśl partie <strong>Liturgy</strong> czy wspomnianego wcześniej <strong>Mastodona</strong>. Dopiero w tych chwilach mogę iść za poleceniem głosu na początku płyty, aby zamknąć oczy i poczuć wyjątkowość jaką ma do zaproponowania <strong>Logn</strong>. Niezwykle żałuję, że tak naprawdę udało im się to osiągnąć wyłącznie w tych dwóch utworach.</p>
<p style="text-align: left;">Pomimo tych wszystkich zarzutów i faktu, że tylko kilka utworów zagości na dłużej w moim odtwarzaczu, to polecam przesłuchać tę płytę. Ma swoje braki, ale zarazem proponuje też kilka ciekawych rozwiązań, które są niespotykane u konkurencji. Tylko niech w końcu zrozumieją, że czysty grindcore nie wychodzi im zbyt dobrze.</p>
<p><iframe style="border: 0; width: 680px; height: 340px;" data-kvlt-bc-src="http://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=878845154/size=large/bgcol=ffffff/linkcol=0687f5/artwork=small/transparent=true/" seamless="" width="300" height="150"><a href="http://logn.bandcamp.com/album/sporum-annarra">Í sporum annarra by Logn</a></iframe><noscript><iframe style="border: 0; width: 680px; height: 340px;" src="http://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=878845154/size=large/bgcol=ffffff/linkcol=0687f5/artwork=small/transparent=true/" seamless="" width="300" height="150" loading="lazy"><a href="http://logn.bandcamp.com/album/sporum-annarra">Í sporum annarra by Logn</a></iframe></noscript></p>
<p>Autorem jest <strong>Naird</strong> (Adrian).</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/logn-i-sporum-annarra-2015/">LOGN &#8211; &#8222;Í sporum annarra&#8221; (2015)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/logn-i-sporum-annarra-2015/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
