<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Jack Saint - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/jack-saint/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/jack-saint/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Mon, 02 Nov 2026 12:28:33 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Jack Saint - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/jack-saint/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>PENTHOUSE – &#8222;Somewhere A New Moon&#8221; (2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/penthouse-somewhere-a-new-moon-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/penthouse-somewhere-a-new-moon-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Paweł Lach]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 02 Nov 2026 12:28:33 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2026]]></category>
		<category><![CDATA[album]]></category>
		<category><![CDATA[cd]]></category>
		<category><![CDATA[dream pop]]></category>
		<category><![CDATA[gothic]]></category>
		<category><![CDATA[Jack Saint]]></category>
		<category><![CDATA[Music]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka alternatywna]]></category>
		<category><![CDATA[Penthouse]]></category>
		<category><![CDATA[premiera]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[retro rock]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[rock'n'roll]]></category>
		<category><![CDATA[Somewhere A New Moon]]></category>
		<category><![CDATA[soul]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=368472</guid>

					<description><![CDATA[<p>Penthouse ma bardzo interesujący pomysł na siebie, który muzycy wyciskają na albumie Somewhere A New Moon niczym limonkę na gimleta. Raczył się&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/penthouse-somewhere-a-new-moon-2026/">PENTHOUSE – &#8222;Somewhere A New Moon&#8221; (2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Penthouse</strong> ma bardzo interesujący pomysł na siebie, który muzycy wyciskają na albumie <em><strong>Somewhere A New Moon</strong></em> niczym limonkę na gimleta. Raczył się tym drinkiem <strong>Philip Marlowe</strong> w <strong><em>Bardzo długim pożegnaniu</em> Raymonda Chandlera</strong> – i myślę, że niektóre momenty na płycie Puławian doskonale pasowałyby właśnie jako oprawa muzyczna dla noir kryminalnej epopei rozgrywającej się w rozgrzanych w zaułkach LA.</p>
<p>Soulowa głębia wyrazu, funkowa pulsacja, rock&#8217;n&#8217;rollowa zadziorność, ciut tajemnicy (czasem wręcz gotyckiej), bluesowy smutek i amerykańska dusza, wręcz w lekko groteskowej postaci – te elementy, w różnych proporcjach, mieszają się w piosenkach septetu. Jeśli zdjęcie z okładki przypomina w wyrazie obrazy Edwarda Hoppera, ukazując chowającą się za pozornym spokojem samotność i jej tragiczne konsekwencje, to muzyka <strong>Penthouse</strong> i lekko psychodeliczne teksty wiodą nas w podobne rejony. Niby jesteśmy po stronie światła, a jednak mrok czai się na każdym rogu (a może w nas?). Jakbyśmy podążali Sunset Boulevard w piękny, słoneczny dzień, oglądając się jednak za siebie, czy ktoś nas jednak nie śledzi. Wchodzimy do małego baru, gdzie podają nam whiskey na lodzie, ale z odrobiną meskaliny. I może dlatego w kącie sobowtór Jima Morrisona tańczy z dwugłową karlicą do starych piosenek z grającej szafy?</p>
<p>Pewnie nazbyt popuściłem wodze fantazji, ale odczytuję muzykę od Penthouse jako naprawdę interesujące zjawisko na granicy jawy i (amerykańskiego) snu. Zjawisko kuszące, melodyjne, przebojowe, ale z dawką podskórnego niepokoju. Jakby ktoś zmieszał różne muzyczne inspiracje od lat 60. do 80. z odrobiną poetyki filmów Davida Lyncha, a jednocześnie przy alternatywnym podejściu zachował popową, piosenkową formę. Formuła wokalna 2+1 – nie mylić z popularną przed dziewięcioleciami grupą – sprawdza się tutaj znakomicie. Niski, zmysłowy, pozornie monotonny wokal <strong>Jacka Sainta</strong>/<strong>Michała Strażewskiego</strong> (trochę w manierze <strong>Jarvisa Cockera</strong>, trochę <strong>Nicka Cave&#8217;a</strong>) interesująco przegryza się z głosami <strong>Magdy Gąsiorowskiej</strong> i <strong>Zosi Gąsiorowskiej</strong>, tworząc muzyczny trójkąt pełen sensualności. Sekcja w postaci <strong>Tomka Szewczyka</strong> i <strong>Dawida Ryskiego</strong> gra oszczędnie, ale precyzyjnie, z nerwem pulsując i bujając. Gitara <strong>Tomasza Sierajewskiego</strong> jednocześnie jest delikatna i drapieżna. Klawisze <strong>Rafała Świsłockiego</strong> dodają całości sznytu, odrobiny psychodelii i ciepłego zabarwienia wziętego z lat 70. No i dęciaki! Partie na saksofonie <strong>Janusza Gąsiorowskiego</strong> i trąbce <strong>Łukasza Zakrzewskiego</strong> doskonale wpisują się w klimat albumu i podbijają jeszcze wysoką jakość aranżacji – ja bym z septetu zrobił nonet! Pięknie się to wszystko przegryza, jak w dobrym drinku – słodkim, cierpkim, kwaśnym zarazem, pobudzającym zmysły i łagodzącym bolączki świata.</p>
<p>Zespół czerpie z retro estetyki i poprzednich dekad, ale na tyle ciekawie, że buduje różnorodną całość, która na albumie <em><strong>Somewhere A New Moon</strong></em> wypada stylowo i intrygująco. Te zabiegi udawały się już na ciekawym debiucie, ale teraz zostały podniesione do kwadratu. Zwłaszcza, że z muzyką i tekstami idzie też w parze oprawa graficzna albumu, sceniczna prezencja i ogólny anturaż. A że z naszej ziemi zrodziły się takie piosenki? Może to oczywiście budzić wątpliwości – czy właśnie nie nazbyt to wszystko wykoncypowane? Czy aby nie koniunkturalne? Nawet gdyby w takich zarzutach tkwiło jakieś ziarno uzasadnionej obawy, to wynik artystycznych poszukiwań przegania wątpliwości. Muzycy <strong>Penthouse</strong> zresztą z Księżyca nie spadli, a ich artystyczne CV świadczy o tym, że tak im w duszy gra i w takie tony chcieli świadomie uderzyć.</p>
<p><em><strong>Somewhere A New Moon</strong> </em>to znakomita płyta i alternatywne granie w retro stylu podane w dark rock-popowej konwencji. Może nad Wisłą w końcu docenią? A może <strong>Penthouse</strong> wypłynie na światowe wody? Niech różowy Cadillac prowadzi ich przez szerokie pasy zaginionej autostrady!</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/penthouse-somewhere-a-new-moon-2026/">PENTHOUSE – &#8222;Somewhere A New Moon&#8221; (2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/penthouse-somewhere-a-new-moon-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
