<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Jérôme &quot;Rome&quot; Reuter - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/jerome-rome-reuter/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/jerome-rome-reuter/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Mon, 24 Aug 2026 10:23:00 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Jérôme &quot;Rome&quot; Reuter - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/jerome-rome-reuter/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>ME AND THAT MAN &#8211; &#8222;New Man, New Songs, Same Shit Vol. 1&#8221; (2020)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/me-and-that-man-new-man-new-songs-same-shit-vol-1-2020/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/me-and-that-man-new-man-new-songs-same-shit-vol-1-2020/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 15 Apr 2020 10:44:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Adam "Nergal" Darski]]></category>
		<category><![CDATA[Anders Landelius]]></category>
		<category><![CDATA[Behemoth]]></category>
		<category><![CDATA[blues]]></category>
		<category><![CDATA[Corey Taylor]]></category>
		<category><![CDATA[country]]></category>
		<category><![CDATA[dark folk]]></category>
		<category><![CDATA[folk]]></category>
		<category><![CDATA[Haldor Grunberg]]></category>
		<category><![CDATA[Ihsahn]]></category>
		<category><![CDATA[Jérôme "Rome" Reuter]]></category>
		<category><![CDATA[johanna sadonis]]></category>
		<category><![CDATA[Jørgen Munkeby]]></category>
		<category><![CDATA[Mat McNerney]]></category>
		<category><![CDATA[MATM]]></category>
		<category><![CDATA[Matt Heafy]]></category>
		<category><![CDATA[Matteo Bassoli]]></category>
		<category><![CDATA[Me and That Man]]></category>
		<category><![CDATA[Mystic Production]]></category>
		<category><![CDATA[Napalm Records]]></category>
		<category><![CDATA[Nergal]]></category>
		<category><![CDATA[Niklas Kvarforth]]></category>
		<category><![CDATA[Sasha Boole]]></category>
		<category><![CDATA[Sivert Hoyen]]></category>
		<category><![CDATA[Łukasz Kumański]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=207072</guid>

					<description><![CDATA[<p>Strasznie lubię hybrydy, kocham się w nieoczywistych rozwiązaniach i ponad wszystko cenię w artystach dystans i wyznaczanie nowych granic. Dlatego na drugą&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/me-and-that-man-new-man-new-songs-same-shit-vol-1-2020/">ME AND THAT MAN &#8211; &#8222;New Man, New Songs, Same Shit Vol. 1&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Strasznie lubię hybrydy, kocham się w nieoczywistych rozwiązaniach i ponad wszystko cenię w artystach dystans i wyznaczanie nowych granic. Dlatego na drugą odsłonę projektu<strong> Me and That Man</strong> nie czekałam z zapartym tchem a ze spokojem. Pierwszy album <strong>MATM</strong> <em><strong>Songs of Love and Death</strong> (2017</em>) pod batutą lidera <strong>Behemoth</strong> <strong>Adama Nergala Darskiego</strong> był fajną gratką, zdecydowanie bardziej koncertową, energetyczną bombą, aniżeli zapadającym w pamięć dziełem wiekopomnym przełamującym jakieś fale. Jasne, połączenie folku, bluesa i nowoczesnego country może być przyjemne, szczególnie podane w przemyślany sposób, choć często niekoniecznie zaskakujący. Świetna produkcja, rozhukana promocja, koncept &#8211; może trochę nazbyt poważny, uznani kolaborujący muzycy, na czele z <strong>Johnem Porterem</strong>, i ogólnie sam pomysł składu zespołu zasługują na uniesienie brwi, miano ciekawostki, wzmianki, ale jeszcze nie podium dla eklektycznych supergrup. Gdy przyszła kolej na drugą odsłonę odskoczni <strong>Nergala</strong> od ciężkich dźwięków na rzecz melodyjnych, przystępnych zwykłym śmiertelnikom numerów, zaczął się inny, nowy rozdział <strong>MATM</strong>, który na polskim, wąskim poletku przechodzi właśnie do historii, a na świecie jest co najmniej ciekawostką, bynajmniej nie wzmianką. Czy wskoczy na podium na przykład w rocznych podsumowaniach muzycznych? Może, choć nie musi, to świetna, niezobowiązująca przejażdżka po możliwościach i śmiałym wykorzystaniu pomysłów.</p>
<p><strong>Przede wszystkim dystans.</strong> Pomysłodawcę przedsięwzięcia <strong>MATM</strong> można kochać lub wręcz przeciwnie, doceniać lub szukać wad, ale nikt nie odmówi mu pracowitości, umiejętnego dążenia do celu i cholernej charyzmy, którą mógłby sprzedawać na pęczki. Mówi się, że prawdziwy artysta nie ma ograniczeń, a marzenia są po to, by je spełniać. To do dzieła. A jeśli na jednej, folkowej płycie zmieścić kilkunastu takich, którzy tak jak <strong>Nergal</strong> mają już swoje ugruntowane pozycje w konkretnych ramach a zgodzili się zrobić skok w bok? Czemu nie! Życie jest jedno, a możliwości wiele. <strong>Darski</strong> tym razem zaprosił do swojej fantazji/wariacji na temat &#8222;cave&#8217;owych&#8221; i &#8222;waitsowych&#8221; aranży kolegów po fachu z najwyższej półki. A więc gościnnie pojawili się przedstawiciele mocniejszych, metalem szytych dźwięków &#8211; <strong>Corey Taylor, Ihsahn, Matt Heafy</strong> czy <strong>Jorgen Munkeby</strong>, jak i muzycy świetnie odnajdujący się w rockowo-folkowej stylistyce z <strong>Sivertem Hoyenem (Madrugada)</strong> na czele, <strong>Matem McNerneyem (Grave Pleasures, Hexvessel)</strong> i <strong>Jérôme Reuterem (Rome)</strong>. Fundamentem zespołu oprócz <strong>Adama</strong> pozostali <strong>Łukasz Kumański</strong> na perkusji, <strong>Matteo Bassoli</strong> na basie i klawiszach, oraz <strong>Sasha Boole</strong> na gitarze, klawiszach i banjo. Dodatkowo w utworze<em><strong> How Come? </strong></em>z <strong>Coreyem Taylorem</strong> partie gitar zagrali <strong>Rob Caggiano (Volbeat)</strong> i<strong> Brent Hinds</strong> <strong>(Mastodon)</strong>. Dużo nazwisk, dużo różnych osobowości, dużo znaków zapytania, czy aby na pewno taka formuła nie będzie przerostem formy nad treścią, niepotrzebne skreślić. Wszystko się ze sobą zgodziło.</p>
<p>Album jest utrzymany w jednej konwencji, choć ma różne twarze (dosłownie) &#8211; i melancholijną, stonowaną w treści, i bardziej dosłowną, do tupania i podrygiwania, bez specjalnego owijania w bawełnę. W każdym numerze czuć jednak podobny ton, dystans liryczny i podtrzymanie jednego wydźwięku. Cały zamysł uważam za spójny, momentami z fajnym dysonansem jak natura każdego z nas &#8211; albo potrafimy mówić dosadnie, albo próbujemy zostawić miejsce na niedopowiedzenia. Muzycy kolejno puszczają oko w stronę odbiorcy, a to w aranżacji, a to w inspiracji, albo w tekstach, i to działa. Jeśli mam wybierać, absolutnie ukochałam dwa numery, najbardziej chwytliwe i wokalnie poruszające &#8211; <em><strong>By the River</strong></em> z multiinstrumentalistą <strong>Ihsahnem (Emperor),</strong> i <em><strong>Surrender</strong></em> ze szwedzkim bluesmanem <strong>Andersem Landelisem (Dead Soul)</strong>, przy czym warto tu napomknąć o gitarowej solówce <strong>Caggiano</strong>. Skoczny, energetyczny <em><strong>Run with the Devil</strong></em> z <strong>Jørgenem Munkeby (Shining, NOR)</strong> i bujający <em><strong>Burning Churches</strong></em> z <strong>Matem McNerneyem</strong> zaliczam zaś do grupy bardziej lekkiego oblicza albumu, z wisienką na torcie w postaci numeru<em><strong> You Will Be Mine</strong></em> w wykonaniu<strong> Matta Heafy&#8217;ego (Trivium)</strong> (i te niebanalne, urocze chórki, miód!). Paradoksalnie najmniej zaskoczył mnie numer zamykający album <em><strong>Confession</strong> </em>w wykonaniu <strong>Niklasa Kvarfortha (Shining, SWE). </strong>Już tłumaczę dlaczego &#8211; po całej przygodzie z albumem ten wariat najzwyczajniej w świecie pasuje jak ulał do niniejszego projektu i całej koncepcji <em><strong>New Man&#8230;</strong></em>,  już nawet epilog z ukłonem w black metal (znów oczko do słuchacza), nijak niełączący się z resztą, ostatecznie złożył mi się na konkretny puzzel w tej układance. Należy też wspomnieć o samym sprawcy tego szaleństwa, który skromnie zaprezentował się wokalnie tylko w jednym numerze z tekstem autorstwa <strong>Piotra Gibnera (Mùlk)</strong> pt. <em><strong>Męstwo</strong></em>. <strong>Nergal</strong> wybitnym wokalistą nie jest, o czym sam doskonale wie (zapraszam do singlowego <em><strong>Run with the Devil</strong></em> i zakończenia teledysku), przeszkadza trochę manieryczność, niemniej piosenka wypada zgrabnie, w moim uznaniu o niebo lepiej niż najbardziej stylowo country numer z <strong>Johanną Sadonis (Lucifer)</strong> <em><strong>Deep Down South</strong> </em>&#8211; tu granice mojej tolerancji zostały nieco naciągnięte. O każdej piosence można właściwie napisać mini-esej, roztaczając tu i ówdzie aurę onirycznych uniesień nad produkcją, bo tu też należy się osobny akapit, przy czym również każdą można zamknąć w dwóch słowach &#8211; jest fajnie.</p>
<p>No dobrze, zatrzymajmy się chwilę przy samej osnowie i gangu <strong>Me and That Man</strong>. Nic by z tego nie było, gdyby nie dobry vibe w podejściu do tematu drugiej płyty i wynikający z tego zwyczajny luz. Nie ma zadęcia, nie ma sztucznie pompowanego marketingowego balonu, z którego nic nie wynika, nie ma kreowania twórczości na nie wiadomo jak wzniosły projekt. Łamanie konwenansów i naginanie gatunkowych granic to nie tutaj. I twórcy mają tego świadomość. To dobre piosenki, dobre pomysły i bardzo dobra jakość wykonania w gwiazdorskiej obsadzie. Czego więcej potrzeba! Na koniec jeszcze jeden, warty odnotowania detal. Każdy aspekt drugiego albumu <strong>MATM</strong>, od grafiki, szczegółów promocji i stopniowania informacji, po zdjęcia, merch i piękne wydanie, jest perfekcyjnie dopracowany i przygotowany. <strong>Adam Nergal Darski</strong> słynie z dopieszczania swoich wydawnictw i tu również trzeba się pochylić nad poszczególnymi elementami tworzącymi całość. Czapki z głów. Tak to się robi.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/me-and-that-man-new-man-new-songs-same-shit-vol-1-2020/">ME AND THAT MAN &#8211; &#8222;New Man, New Songs, Same Shit Vol. 1&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/me-and-that-man-new-man-new-songs-same-shit-vol-1-2020/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
