<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kriegsmaschine - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/kriegsmaschine/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/kriegsmaschine/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Wed, 26 Aug 2026 08:21:12 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Kriegsmaschine - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/kriegsmaschine/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>HAUNTOLOGIST &#8211; &#8222;Hollow&#8221; (2024)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hauntologist-hollow-2024/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hauntologist-hollow-2024/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Hubert Pomykała]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 07 Feb 2024 12:13:33 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2024]]></category>
		<category><![CDATA[Atmospheric/Post Black Metal]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Darkside]]></category>
		<category><![CDATA[Hauntologist]]></category>
		<category><![CDATA[Hollow]]></category>
		<category><![CDATA[kapele z Krakowa]]></category>
		<category><![CDATA[kraków]]></category>
		<category><![CDATA[Kriegsmaschine]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Kowalski]]></category>
		<category><![CDATA[mgła]]></category>
		<category><![CDATA[Michał "Neithan" Kiełbasa]]></category>
		<category><![CDATA[Michał Stępień]]></category>
		<category><![CDATA[Neithan]]></category>
		<category><![CDATA[No Solace]]></category>
		<category><![CDATA[polski post metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[The Fall]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=296414</guid>

					<description><![CDATA[<p>Niniejszy debiut to jedna z najgłośniejszych polskich, około black metalowych premier pierwszego kwartału 2024 roku. Dlaczego? Z powodu osób współtworzących formację Hauntologist.&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hauntologist-hollow-2024/">HAUNTOLOGIST &#8211; &#8222;Hollow&#8221; (2024)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p dir="ltr" style="line-height: 1.38; text-align: justify; margin-top: 0pt; margin-bottom: 0pt;"><span style="font-size: 11pt; font-family: Arial,sans-serif; color: #000000; background-color: transparent; font-weight: 400; font-style: normal; font-variant: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;">Niniejszy debiut to jedna z najgłośniejszych polskich, około black metalowych premier pierwszego kwartału 2024 roku. Dlaczego? Z powodu osób współtworzących formację <strong>Hauntologist</strong>. Są nimi <strong>The Fall</strong> (<a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/owls-woods-graves-secret-spies-of-the-horned-patrician-2022/"><strong>Owls Woods Graves</strong></a>, <strong>Ashes</strong>, <strong>Over the Voids…</strong>, <strong>Eschatology</strong>, <a href="https://youtu.be/FZvVqwrs5po?list=OLAK5uy_l9jVSp5iHpTsKi4XbCx2QDYNnYkURkdQY"><strong>Alembik</strong></a>, a także basista koncertowy <strong>Mgły</strong>) oraz <strong>Darkside</strong> (bębniarz <strong>Mgły</strong>, <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kriegsmaschine-apocalypticists-2018/"><strong>Kriegsmaschine</strong></a>). Dodajmy, że ten pierwszy na <em><strong>Hollow</strong></em> odpowiada za wokale, teksty, gitary, klawisze i bas, zaś drugi nagrał partie perkusji. W studiu obu muzyków wspierał gościnnie <strong>Neithan</strong>, który zarejestrował pozostałe instrumenty i “dodatkowy hałas”*.</span></p>
<p dir="ltr">
<p dir="ltr" style="line-height: 1.38; text-align: justify; margin-top: 0pt; margin-bottom: 0pt;"><span style="font-size: 11pt; font-family: Arial,sans-serif; color: #000000; background-color: transparent; font-weight: 400; font-style: normal; font-variant: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;">Jak scharakteryzować brzmienie <em><strong>Hollow</strong></em>? Mimo że nie brak tu perkusyjnych blastów, bez wątpienia nie jest to czarny metal sensu stricto. Pośród progresywnie brzmiących zagrywek gitar co rusz natrafiamy na kojące, </span><span style="font-size: 11pt; font-family: Arial,sans-serif; color: #000000; background-color: transparent; font-weight: 400; font-style: italic; font-variant: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;">postowe</span><span style="font-size: 11pt; font-family: Arial,sans-serif; color: #000000; background-color: transparent; font-weight: 400; font-style: normal; font-variant: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;"> melodie. Mnogość blackowych krzyków przeplatają czyste, stonowane wokale, ale też… melodeklamacje. Pełne metafor teksty kipią od metafizyki. Wykorzystano ją tutaj celowo; <strong>Hauntologist</strong> informuje bowiem na swoim Bandcampie, że poszukuje dźwięków wśród <em>“nieprzespanych nocy i surrealistycznych, wywołujących niepokój halucynacji”</em>.** Podlano je zresztą odpowiednią dozą oniryzmu i melancholii. Zaznaczę, że z zawartością krążka świetnie koresponduje jego okładka. Zdjęcie, które ją zdobi, wykonał </span><span style="font-size: 11pt; font-family: Arial,sans-serif; color: #000000; background-color: #ffffff; font-weight: 400; font-style: normal; font-variant: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;"><strong>Petr Beranék</strong>.</span></p>
<p dir="ltr">
<p dir="ltr" style="line-height: 1.38; text-align: justify; margin-top: 0pt; margin-bottom: 0pt;"><span style="font-size: 11pt; font-family: Arial,sans-serif; color: #000000; background-color: transparent; font-weight: 400; font-style: normal; font-variant: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;">Dwa utwory rozpoczynające płytę pełne są patentów zarezerwowanych przede wszystkim dla black metalu. Z czasem album nieco łagodnieje. Co ważne, zawartość wydawnictwa potrafi zaskoczyć, wielokrotnie obierając inny kierunek, niż można byłoby się tego spodziewać. Trzecie w kolejności <em><strong>Waves of Concrete </strong></em>rozmywa się gdzieś w ambientowej panoramie. Druga połowa <em><strong>Deathdreamer</strong></em> zdaje się cytować <strong>Placebo</strong> z okresu <em><strong>Sleeping with Ghosts</strong></em>. Trwające prawie osiem minut tytułowe <em><strong>Hollow</strong> </em>oparto o gitary akustyczne przywodzące na myśl późne nagrania nieodżałowanego <strong>Blindead</strong>. W <em><strong>Autonomy</strong></em> ponownie króluje black metal, zaś intro do <em><strong>Gardermoen</strong></em> zdradza zamiłowanie grupy do post punku i zimnej fali. Całość zamyka <em><strong>Car Kruków</strong></em> &#8211; utwór, którego charakteru celowo w tym miejscu nie zdradzę.</span></p>
<p dir="ltr">
<p dir="ltr" style="line-height: 1.38; text-align: justify; margin-top: 0pt; margin-bottom: 0pt;"><span style="font-size: 11pt; font-family: Arial,sans-serif; color: #000000; background-color: transparent; font-weight: 400; font-style: normal; font-variant: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;">Nie mam wątpliwości, że osiem numerów współtworzących debiut <strong>Hauntologist</strong> nie trafi do części fanów <strong>Mgły.</strong> Nie taki zresztą ich cel. Łatwo odnieść wrażenie, że <strong>Widmologa</strong> powołano przede wszystkim po to, by artyści mogli swobodnie eksperymentować i bawić się formą. Myślę, że niniejszy projekt miał za zadanie zapewnić <strong>The Fallowi</strong> i <strong>Darkside’owi</strong> przestrzeń do rejestracji kompozycji nacechowanych inną wrażliwością niż ta, którą kojarzyć można m.in. z nihilizmem czy wisielczym poczuciem humoru znanym z macierzystej formacji obu panów. Co ważne, słychać tu wyraźne echa <strong>Mgły</strong> i <strong>Kriegsmaschine</strong>, aczkolwiek skojarzenia z twórczością tych grup wynikają przede wszystkim ze stylów gry, aranżacji i komponowania muzyków. Firmowanych przez <strong>Darkside’a</strong> przebiegów po blachach perkusyjnych jest na <em><strong>Hollow</strong></em> całkiem sporo, a sposób frazowania wokali <strong>The Falla</strong> nie odbiega od wielu wydawnictw jego innych projektów. Naleciałości z wyżej wymienionych zespołów definiują i spajają zawartość recenzowanej tu płyty. To, co dla jednych może być zaletą, innych ma prawo zniechęcać. Ze mną stało się to drugie. Uważam, że nieco zabrakło, by mówić o muzycznej suwerenności <strong>Widmologa</strong>. W trakcie każdego kolejnego odsłuchu krążka nie potrafiłem oprzeć się wrażeniu, że podobne kompozycje słyszałem już wcześniej. I to nieraz. Mimo że składowe na debiucie nowo utworzonego duetu wymieszano w innych proporcjach, niż na płytach <strong>Mgły</strong>, nie wpłynęło to na moje postrzeganie pierwszego dokonania <strong>Hauntologist</strong>.</span></p>
<p dir="ltr">
<p dir="ltr" style="line-height: 1.38; text-align: justify; margin-top: 0pt; margin-bottom: 0pt;"><span style="font-size: 11pt; font-family: Arial,sans-serif; color: #000000; background-color: transparent; font-weight: 400; font-style: normal; font-variant: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;">Jakie wnioski płyną z odsłuchu tego albumu? To bez wątpienia ciekawe wydawnictwo i solidna płyta raczkującego projektu, do pewnego stopnia zyskująca z każdym kolejnym przesłuchaniem. Niemniej, daleki jestem od piania peanów na jej temat. Mam szczerą nadzieję, że <strong>Hauntologist</strong> nie przestanie poszukiwać i zarejestruje niebawem kolejne kompozycje, gdyż <em><strong>Hollow</strong></em> traktuję przede wszystkim w charakterze preludium do czegoś przełomowego. Pozostaje mi zatem zachęcić muzyków do dalszego eksperymentowania. Im więcej surrealizmu i niepokoju, tym lepiej dla <strong>Widmologa</strong>.</span></p>
<p dir="ltr">
<p dir="ltr" style="line-height: 1.38; margin-top: 0pt; margin-bottom: 0pt; text-align: left;"><span style="font-size: 11pt; font-family: Arial,sans-serif; color: #000000; background-color: transparent; font-weight: 400; font-style: normal; font-variant: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;">*Tako rzecze opis z Bandcampa albumu. | </span><span style="font-size: 11pt; font-family: Arial,sans-serif; color: #000000; background-color: transparent; font-weight: 400; font-style: normal; font-variant: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;">**Tłumaczenie z j. angielskiego.</span></p>
<p dir="ltr">
<p dir="ltr" style="line-height: 1.38; margin-top: 0pt; margin-bottom: 0pt; text-align: left;"><strong><a href="https://www.facebook.com/hauntologist"><span style="font-size: 11pt; font-family: Arial, sans-serif; color: #000000; background-color: transparent; font-style: normal; font-variant: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;">Hauntologist na Facebooku.</span></a></strong></p>
<p><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 406px;" data-kvlt-bc-src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=2125027989/size=large/bgcol=333333/linkcol=ffffff/artwork=small/transparent=true/" seamless=""><a href="https://hauntologist.bandcamp.com/album/hollow">Hol<span data-mce-type="bookmark" style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" class="mce_SELRES_start">﻿</span>low by Hauntologist</a></iframe><noscript><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 406px;" src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=2125027989/size=large/bgcol=333333/linkcol=ffffff/artwork=small/transparent=true/" seamless="" loading="lazy"><a href="https://hauntologist.bandcamp.com/album/hollow">Hol<span data-mce-type="bookmark" style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" class="mce_SELRES_start">﻿</span>low by Hauntologist</a></iframe></noscript></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hauntologist-hollow-2024/">HAUNTOLOGIST &#8211; &#8222;Hollow&#8221; (2024)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hauntologist-hollow-2024/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>MGŁA &#8211; &#8222;Age of Excuse&#8221; (2019)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/mgla-age-of-excuse-2019/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/mgla-age-of-excuse-2019/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[vlad]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 04 Sep 2019 13:55:53 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2019]]></category>
		<category><![CDATA[Age Of Excuse]]></category>
		<category><![CDATA[Apocalypticists]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Darkside]]></category>
		<category><![CDATA[Exercises in Futility]]></category>
		<category><![CDATA[Kriegsmaschine]]></category>
		<category><![CDATA[m]]></category>
		<category><![CDATA[mgła]]></category>
		<category><![CDATA[No Solace]]></category>
		<category><![CDATA[Poland]]></category>
		<category><![CDATA[polish black metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[with heart toward none]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=172333</guid>

					<description><![CDATA[<p>Po raz kolejny (podobnie jak w przypadku ostatniego albumu Kriegsmaschine) nagle, bez wcześniejszych zapowiedzi (poza singlowym Age of Excuse II) i wyznaczonych dat&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/mgla-age-of-excuse-2019/">MGŁA &#8211; &#8222;Age of Excuse&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><em>Po raz kolejny (podobnie jak w przypadku ostatniego albumu <strong>Kriegsmaschine</strong>) nagle, bez wcześniejszych zapowiedzi (poza singlowym <strong>Age of Excuse II</strong>) i wyznaczonych dat &#8211; spadła na słuchaczy nowa <strong>Mgła</strong>. O tym, że to jedna z najważniejszych premier 2019 roku nikogo przekonywać nie trzeba &#8211; z tego też względu postanowiliśmy przygotować na jej temat podwójną recenzję. </em></p>
<p><em>Pierwszy o <strong>Age of Excuse</strong> wypowiedział się <strong>red. Vladymir</strong>:</em></p>
<p>Na nowy materiał <strong>Mgły</strong> czekałem z wypiekami na twarzy od dnia nieoczekiwanej premiery <strong><em>Apocalypticists</em></strong>, sygnowanego nazwą <strong>Kriegsmaschine</strong>, czyli drugiego projektu <strong>M. </strong>i <strong>Darkside</strong>. Kiedy w sierpniu w sieci ukazała się zapowiedź następcy <strong><em>Exercises in Futility</em></strong>, starałem się omijać tę kompozycję szerokim łukiem, by znów dać się zaskoczyć, gdy <strong><em>Age of Excuse</em></strong> pojawi się w całości. Drugiego dnia września, kiedy po serii upalnych dni w końcu nastąpiło skrajne załamanie pogody, rozlały się jesienne deszcze, a temperatura spadła o kilkanaście stopni, kraj zasnuła nowa <strong>Mgła</strong>.</p>
<p>Na okładce grafika autorstwa utalentowanego <strong>Zbigniewa M. Bielaka</strong>, a w środku sześć świeżych kompozycji, czterdzieści dwie minuty black metalu z najwyżej półki. <strong>Mgła</strong> pewnie kroczy po wytyczonej przez siebie ścieżce, opierając się na solidnie wypracowanym i charakterystycznym brzmieniu, którego nie sposób pomylić z żadnym innym projektem muzycznym. O ile w przypadku poprzedniego dzieła duetu, czyli wspomnianej płyty <strong><em>Apocalypticists</em></strong>, <strong>Darkside </strong>i <strong>M</strong>. pozwolili sobie na więcej eksperymentalnych rozwiązań, sięgając po motywy, które urozmaicały poniekąd wypracowaną przez lata stylistykę, w twórczości <strong>Mgły</strong> nie ma miejsca na sentymenty i krzyżowanie inspiracji czy gatunków – tutaj mamy do czynienia z monolitycznym dziełem, które perfekcyjnie wpisuje się w dźwięki znane z <strong><em>With Hearts Toward None</em></strong> i <strong><em>Exercises in Futility</em></strong>.</p>
<p>Intensywna dawka mglistego blacku wypływa z głośników od pierwszej do ostatniej sekundy <strong><em>Age of Excuse</em></strong>. Krążek rozpoczyna się od wywołującego ciarki zgrzytania zębami – i to dosłownie. Gościnny występ <strong>E.V.T.</strong>, który odpowiedzialny jest za drugą gitarę podczas koncertowych występów <strong>Mgły</strong> to ciekawy i niepokojący zarazem motyw. Na albumie pojawia się również <strong>The Fall</strong>, znany z gry na basie i gardłowego wsparcia na koncertach, który na <strong><em>Age of Excuse</em></strong> położył swoje dodatkowe wokalizy. Krążek powstał zatem przy udziale całego kwartetu, który kojarzymy z czarną pończochą, kapturem i skórzaną kurtką. Uczucie niepokoju, wywołane przeszywającym zgrzytaniem zębów, towarzyszy mi aż do końca pierwszego monumentalnego utworu, który nie pozostawia cienia wątpliwości, z kim mamy do czynienia. Elita rodzimego czarnego metalu składa ofiarę w postaci hipnotycznych riffów i szaleńczych ride’ów, splashy i crashy. <strong>Darkside</strong> – profesor niszczycielskich perkusyjnych kawalkad, po raz kolejny udowadnia, że z bębnów i talerzy można wycisnąć o wiele więcej, niż wydaje się zwykłym śmiertelnikom. Z rytmiką idealnie współgrają pokrętne, złożone gitary. Zarówno riffy, jak i motywy solowe rewelacyjnie korespondują z perkusją. Ponad ścianę dźwięków unosi się mocniejszy niż zwykle głos <strong>M.</strong>, który po raz kolejny przechodzi sam siebie, dostarczając ciekawe liryki. Peany można składać w nieskończoność, a tyczą się one całego krążka, gdyż <strong><em>Age of Excuse</em></strong> to bardzo równe dzieło, w którym próżno szukać słabych momentów. Nie ma tu „zapychaczy”, nie ma „erzaców”, o których <strong>M. </strong>śpiewa w <strong><em>III</em></strong>.</p>
<p>Gdybym zaś miał wyróżnić któreś kompozycje, to z sześciu utworów wybrałbym trzy, oznaczone numerami <strong><em>I</em></strong>, <strong><em>III</em></strong> i <strong><em>VI</em></strong>. Pierwszą z nich cenię szczególnie za wspomniane hipnotyczne riffy, ale też wpadają w ucho motywy. <strong>M. </strong>i <strong>Darkside</strong> potrafią rewelacyjnie otwierać swoje albumy, co tyczy się zarówno <strong>Mgły</strong>, jak i <strong>KSM</strong>. W przypadku trzeciego utworu wyjątkowo odpowiada mi współpraca gitar i perki, zaś w ostatniej kompozycji muzycy wypracowują brzmienie, którego do tej pory nie było – oparte na klasycznej <strong>Mgle</strong>, lecz z nowym pazurem, czym duet udowadnia, że wciąż ma parę asów w rękawie.</p>
<p><strong><em>Age of Excuse</em></strong> jest albumem kompletnym, mrocznym, melancholijnym i zimnym. Atmosfera, którą za każdym razem udaje się stworzyć duetowi <strong>Darkisde</strong> i <strong>M.</strong> przenika słuchacza do szpiku kości, bezkompromisowo siejąc zniszczenie na swojej drodze. Rok temu myślałem, że nie da się przebić <strong><em>Exercises in Futility</em></strong> – album <strong><em>Apocalypticists</em></strong> udowodnił, że się mylę. Tym razem oczekiwałem albumu przynajmniej na równi z poprzednim, a dostałem potężny cios, od którego trudno będzie się pozbierać przez najbliższe dni, gdy <strong><em>Age of Excuse</em></strong> nie będzie opuszczać moich odtwarzaczy. Chylę czoła i składam pokłon przed wszechmocnymi twórcami z <strong>Mgły</strong>. Dziękuję za Waszą twórczość.</p>
<hr />
<p><em>Nieco inaczej do odsłuchu <strong>Age of Excuse</strong> podszedł <strong>red. Synu</strong>:</em></p>
<p>Mógłbym w recenzowaniu nowej <strong>Mgły</strong> pójść na łatwiznę. Dołączyć do grona wyrażających entuzjazm graniczący z fascynacją, których doświadczyć można w nadmiarze od momentu publikacji <em><strong>Age of Excuse</strong></em> w sieci. Napisać, że to kolejna doskonała płyta <strong>M</strong>. i <strong>D</strong>., na której krakowski duet wznosi swój charakterystycznie melodyjny black metal na wyżyny niedostępne dla wielu zawodników, wylewających swe siódme poty w tej niełatwej dyscyplinie sportu. Wznieść ręce w geście zachwytu, grając jedną melodię ze znaczną grupą odbiorców, którzy o <em><strong>Age of Excuse</strong></em> zdążyli już swoje zdanie wyrazić.</p>
<p>Brakuje mi jednak w tym powszechnym uniesieniu nuty zdrowej rezerwy i podejścia pozbawionego żarliwej ekscytacji. Oceny nastawionej na wypunktowanie słabości, których &#8211; mimo bezdyskusyjnie wysokiego poziomu nowej płyty &#8211; <strong>Mgła</strong> się nie wystrzegła.</p>
<p>Bo choć <em><strong>Age of Excuse</strong></em> oczywiście słucha się – pod względem czysto muzycznym – znakomicie, <strong>Mgła</strong> nagrała jednocześnie album bardzo bezpieczny, płytę, która zastale kroczy ścieżką wydeptaną przez swoją poprzedniczkę. Rację będą mieli ci, którzy powiedzą, że konsekwencja to synonim <strong>Mgły</strong>, a cała jej dotychczasowa twórczość opierała się na rozwoju dość hermetycznej stylistyki, nie sposób oprzeć się jednak wrażeniu, że między poprzednimi krążkami wspomniany postęp był bardziej wyczuwalny.</p>
<p>No i tu dochodzimy do sedna moich mgielnych rozważań. Jeżeli nie da się w nieskończoność dopracowywać czegoś, w czym osiągnęło się już perfekcję (której wyrazem niewątpliwie była wydana 4 lata temu <em><strong>Exercises In Futility</strong></em>), chętnie usłyszałbym jak <strong>Mgła</strong> radzi sobie z uwieraniem, wynikającym z dojścia do swej twórczej ściany. Biorąc pod uwagę podejście <strong>M.</strong> do prowadzenia zespołu, jestem przekonany, że przeszkody w tej kwestii nie stanowiłyby oczekiwania fanów i ogromna popularność, jakiej (wbrew wszelkim marketingowym i rynkowym prawidłowościom) grupa się doczekała.</p>
<p>P.s. jeden aspekt na <em><strong>Age of Excuse</strong></em> wymyka się powyższym zastrzeżeniom. To gra <strong>Darkside’a</strong>. Ten gość (i jego udział) stanowi dziś niewątpliwie najważniejszy element jakościowy <strong>Mgły</strong>. Rytmiczne niuanse, przejścia i akcenty, które pozornie tylko giną w gąszczu blastów, finezja i gracja, jaka charakteryzuje jego partie, to temat na osobny elaborat.</p>
<p>I to głównie z jego powodu <em><strong>Age of Excuse</strong></em> zagości w moich głośnikach na dłużej.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/mgla-age-of-excuse-2019/">MGŁA &#8211; &#8222;Age of Excuse&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/mgla-age-of-excuse-2019/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie roku 2018 wg redakcji KVLT</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2018-wg-redakcji-kvlt/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2018-wg-redakcji-kvlt/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 06 Jan 2019 19:49:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[1914]]></category>
		<category><![CDATA[30 Seconds to Mars]]></category>
		<category><![CDATA[A Perfect Circle]]></category>
		<category><![CDATA[Aborted]]></category>
		<category><![CDATA[Acherontas]]></category>
		<category><![CDATA[Adam "Nergal" Darski]]></category>
		<category><![CDATA[Agnieszka Chylińska]]></category>
		<category><![CDATA[alice in chains]]></category>
		<category><![CDATA[Amenra]]></category>
		<category><![CDATA[Ancestors]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Calvi]]></category>
		<category><![CDATA[Anna von Hausswolff]]></category>
		<category><![CDATA[Anthrax]]></category>
		<category><![CDATA[Antlers]]></category>
		<category><![CDATA[At The Gates]]></category>
		<category><![CDATA[Automb]]></category>
		<category><![CDATA[Behemoth]]></category>
		<category><![CDATA[Belzebong]]></category>
		<category><![CDATA[Bishop Briggs]]></category>
		<category><![CDATA[Black Label Society]]></category>
		<category><![CDATA[Black Oath]]></category>
		<category><![CDATA[Blindead]]></category>
		<category><![CDATA[Boss Keloid]]></category>
		<category><![CDATA[By The Spirits]]></category>
		<category><![CDATA[Cane Hill]]></category>
		<category><![CDATA[Carnation]]></category>
		<category><![CDATA[Cerber]]></category>
		<category><![CDATA[Clutch]]></category>
		<category><![CDATA[Conan]]></category>
		<category><![CDATA[Craft]]></category>
		<category><![CDATA[Cultes Des Ghoules]]></category>
		<category><![CDATA[Cunabula]]></category>
		<category><![CDATA[Czar of Crickets]]></category>
		<category><![CDATA[dance with the dead]]></category>
		<category><![CDATA[David Byrne]]></category>
		<category><![CDATA[Dead Can Dance]]></category>
		<category><![CDATA[Deceitome]]></category>
		<category><![CDATA[Deep River Acolytes]]></category>
		<category><![CDATA[Depravity]]></category>
		<category><![CDATA[Dimmu Borgir]]></category>
		<category><![CDATA[Diplegia]]></category>
		<category><![CDATA[Drown My Day]]></category>
		<category><![CDATA[Eis]]></category>
		<category><![CDATA[Embrional]]></category>
		<category><![CDATA[Eminem]]></category>
		<category><![CDATA[Entropia]]></category>
		<category><![CDATA[Eskhaton]]></category>
		<category><![CDATA[Essenz]]></category>
		<category><![CDATA[Eternal Rot]]></category>
		<category><![CDATA[Eyes Of The Sun]]></category>
		<category><![CDATA[Funeral Mist]]></category>
		<category><![CDATA[Gaerea]]></category>
		<category><![CDATA[ghost]]></category>
		<category><![CDATA[Godsmack]]></category>
		<category><![CDATA[Gojira]]></category>
		<category><![CDATA[GosT]]></category>
		<category><![CDATA[Gozu]]></category>
		<category><![CDATA[Grave Pleasures]]></category>
		<category><![CDATA[Grin]]></category>
		<category><![CDATA[gruesome]]></category>
		<category><![CDATA[Harm's Way]]></category>
		<category><![CDATA[Hate Eternal]]></category>
		<category><![CDATA[Hegemone]]></category>
		<category><![CDATA[High On Fire]]></category>
		<category><![CDATA[hollywood burns]]></category>
		<category><![CDATA[Hostia]]></category>
		<category><![CDATA[Human Cull]]></category>
		<category><![CDATA[idles]]></category>
		<category><![CDATA[Immortal]]></category>
		<category><![CDATA[In Twilight's Embrace]]></category>
		<category><![CDATA[judas priest]]></category>
		<category><![CDATA[Kilkim Žaibu Festival]]></category>
		<category><![CDATA[Kobong]]></category>
		<category><![CDATA[Koniec Pola]]></category>
		<category><![CDATA[Kriegsmaschine]]></category>
		<category><![CDATA[Kzohh]]></category>
		<category><![CDATA[Kły]]></category>
		<category><![CDATA[LaNinia]]></category>
		<category><![CDATA[LIK]]></category>
		<category><![CDATA[Lisa Gerrard]]></category>
		<category><![CDATA[Lonker See]]></category>
		<category><![CDATA[Machine Head]]></category>
		<category><![CDATA[Mantar]]></category>
		<category><![CDATA[marduk]]></category>
		<category><![CDATA[Mating Ritual]]></category>
		<category><![CDATA[Mentor]]></category>
		<category><![CDATA[Meshuggah]]></category>
		<category><![CDATA[Midnight Odyssey]]></category>
		<category><![CDATA[Misanthropic Rage]]></category>
		<category><![CDATA[Moloch]]></category>
		<category><![CDATA[Moloch Letalis]]></category>
		<category><![CDATA[Mordor]]></category>
		<category><![CDATA[Muse]]></category>
		<category><![CDATA[Mylingar]]></category>
		<category><![CDATA[myrkur]]></category>
		<category><![CDATA[Nahash]]></category>
		<category><![CDATA[Nekkralai]]></category>
		<category><![CDATA[Nergal]]></category>
		<category><![CDATA[Newbreed]]></category>
		<category><![CDATA[Niklas Kvarforth]]></category>
		<category><![CDATA[Obliteration]]></category>
		<category><![CDATA[Ocean of Slumber]]></category>
		<category><![CDATA[Ols]]></category>
		<category><![CDATA[One Day In Fukushima]]></category>
		<category><![CDATA[Orange Goblin]]></category>
		<category><![CDATA[Panopticon]]></category>
		<category><![CDATA[Pestilence]]></category>
		<category><![CDATA[PHILIP H. ANSELMO and ILLEGALS]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie 2018 roku]]></category>
		<category><![CDATA[Portal]]></category>
		<category><![CDATA[Preoccupations]]></category>
		<category><![CDATA[Primodrial]]></category>
		<category><![CDATA[Psyclon Nine]]></category>
		<category><![CDATA[redakcja KVLT]]></category>
		<category><![CDATA[Reifection]]></category>
		<category><![CDATA[Riverside]]></category>
		<category><![CDATA[RUR]]></category>
		<category><![CDATA[Sen Svaja]]></category>
		<category><![CDATA[Shining]]></category>
		<category><![CDATA[Silence Lies Fear]]></category>
		<category><![CDATA[Sinsaenum]]></category>
		<category><![CDATA[slipknot]]></category>
		<category><![CDATA[Soulfly]]></category>
		<category><![CDATA[Spectrum Mortis]]></category>
		<category><![CDATA[Sunnata]]></category>
		<category><![CDATA[Suspiria]]></category>
		<category><![CDATA[Sylvaine]]></category>
		<category><![CDATA[Symbolical]]></category>
		<category><![CDATA[Tesseract]]></category>
		<category><![CDATA[The Dark Red Seed]]></category>
		<category><![CDATA[The Heavy Clouds]]></category>
		<category><![CDATA[The Lowest]]></category>
		<category><![CDATA[The Mystery of the Bulgarian Voices]]></category>
		<category><![CDATA[The Picturebooks]]></category>
		<category><![CDATA[The Prodigy]]></category>
		<category><![CDATA[The Soft Moon]]></category>
		<category><![CDATA[therapy?]]></category>
		<category><![CDATA[Thom Yorke]]></category>
		<category><![CDATA[Tides From Nebula]]></category>
		<category><![CDATA[Totenmesse]]></category>
		<category><![CDATA[Tribulation]]></category>
		<category><![CDATA[tsima]]></category>
		<category><![CDATA[Twitching Tongues]]></category>
		<category><![CDATA[Uada]]></category>
		<category><![CDATA[Untervoid]]></category>
		<category><![CDATA[Vane]]></category>
		<category><![CDATA[Varmia]]></category>
		<category><![CDATA[Vein]]></category>
		<category><![CDATA[Virgin Snatch]]></category>
		<category><![CDATA[Visigoth]]></category>
		<category><![CDATA[Voidhanger]]></category>
		<category><![CDATA[vreid]]></category>
		<category><![CDATA[Wallachia]]></category>
		<category><![CDATA[Watain]]></category>
		<category><![CDATA[Weedpecker]]></category>
		<category><![CDATA[Whitin Destruction]]></category>
		<category><![CDATA[Wiegedood]]></category>
		<category><![CDATA[Yob]]></category>
		<category><![CDATA[Zapruder]]></category>
		<category><![CDATA[Zeal and Ardor]]></category>
		<category><![CDATA[[::] (4Dots)]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=153740</guid>

					<description><![CDATA[<p>Podsumowania ubiegłego roku Redakcji Kvlt czas wypuścić na światło dzienne! Nie było łatwo zebrać wszystkich w jednym miejscu, nie wszyscy postanowili dzielić&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2018-wg-redakcji-kvlt/">Podsumowanie roku 2018 wg redakcji KVLT</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Podsumowania ubiegłego roku <strong>Redakcji Kvlt</strong> czas wypuścić na światło dzienne! Nie było łatwo zebrać wszystkich w jednym miejscu, nie wszyscy postanowili dzielić się swoimi rocznymi statystykami, tym bardziej uporządkowanie większości zestawień jak zwykle nie należało do najprostszych. Jak co roku postawiliśmy więc na dowolność wypowiedzi &#8211; długie i soczyste epopeje, albo krótkie i konkretne listy. Miniony rok pożegnaliśmy bez żalu, czekają nas nowe wyzwania i jeszcze więcej pracy, zatem zapraszamy na ostatni <em>one fine look</em> na muzyczne zachwyty i rozczarowania <strong>AD 2018</strong>! Bezdyskusyjnie zarówno w jednej, jak i drugiej kategorii królował <strong>Behemoth</strong>, z polskich pozycji doceniliśmy <strong>Riverside, Entropię, Kły</strong> czy <strong>Sunnatę</strong>, a z światowych wydawnictw najczęściej wyróżnialiśmy&nbsp;<strong>Alice in Chains, Judas Priest, Shining</strong> albo&nbsp;<strong>Craft</strong>. Narzekaliśmy na <strong>Machine Head</strong>, cieszyliśmy z reedycji płyt&nbsp;<strong>Kobong</strong> i zastanawialiśmy się, ile <strong>Dead Can Dance</strong> zostało w <strong>Dead Can Dance</strong>. Kto jeszcze znalazł się na naszych listach? Sporo tu i ówdzie docenionego undergroundu, nie mniej wielkich graczy największych scen, ale nie zabrakło totalnie niszowych acz rewelacyjnych nowo odkrytych perełek z różnych zakątków świata. Sprawdźcie!</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Adam Abramowicz</strong></p>
<p>Ten rok był bardzo obfity muzycznie, więc nie czuję wstydu, pisząc, że przesłuchałem jedynie mały odsetek płytowych nowości. Niewiele albumów mnie rozczarowało, a do gustu przypadło naprawdę dużo i selekcjonowanie ich zajęłoby zbyt dużo czasu. Do TOP10 wybrałem jedynie te, które jestem w stanie wymienić bez zająknięcia:</p>
<ol>
<li><strong>Behemoth <em>I Love You At Your Darkest</em></strong> – płyta, na którą czekałem długo i niecierpliwie. Choć zdania są podzielone, mnie Panowie z Trójmiasta nie zawiedli. Album dopieszczony pod każdym względem, wizualny i muzyczny majstersztyk dla duszy i ciała – niczego innego się nie spodziewałem. Zdecydowany faworyt tego rankingu.</li>
<li><strong>Voidhanger <em>Dark Days Of The Soul</em></strong>&nbsp;– kawał dobrej i ciężkiej muzy. Podoba mi się tutaj każdy szczegół, i co ważniejsze &#8211; nie znudził mnie po roku od odsłuchu, a faktem jest, że słuchałem go bardzo często i pewnie przesłucham jeszcze nie raz.</li>
<li><strong>Nekkralai <em>G.R.P </em></strong>– tegoroczne odkrycie z Litwy. Lubię, szanuję i często wracam, bo Panowie grają naprawdę zacnie i właśnie takich diabłów w ekstremie nam potrzeba.</li>
<li><strong>By The Spirits <em>We Are Falling</em></strong> – ambitne i bardzo uduchowione granie. Dawno nie słyszałem tak wzniosłych dźwięków!</li>
<li><strong>Myrkur <em>Juniper</em></strong> – wiem, że jest to tylko EPka, ale nie mogłem jej pominąć. Głosem tej Pani jestem zafascynowany od czasu debiutu i wytrwale czekam na każde nowe dźwięki od niej, czujac, że nie będę rozczarowany. Tak było też tym razem.</li>
<li><strong>Mantar <em>The aModern Art Of Setting Ablaze</em></strong> – na tej płycie znalazłem wszystko, co w metalu lubię, czyli moc, surowość i przede wszystkim szczerość. Słucham z przyjemnością od deski do deski i często do tych nagrań wracam.</li>
<li><strong>Vane <em>Black Vengeance </em></strong>– o pirackich podbojach lubiłem czytać odkąd tylko pamiętam. Dzięki temu albumowi mogę o nich również posłuchać, a odkąd mam tę płytę na swojej półce, robię to bardzo chętnie.</li>
<li><strong>LaNinia <em>Loneliness</em></strong><em> –</em> totalne zaskoczenie. Kiedy brałem ten debiut po raz pierwszy w ręce, nie spodziewałem się tak wysokiego poziomu. Jeżeli tak brzmieć będą kolejne albumy tych Panów, wróżę im ciekawą i bogatą karierę.</li>
<li><strong>Untervoid <em>Untervoid</em> </strong>– do tego albumu mam lekki sentyment, bo to pierwszy materiał, który recenzowałem dla Kvlt. Bardzo dobra płyta, która równie dobrze brzmi na żywo, o czym mogłem się przekonać podczas niedawnego <strong>Merry Christless 2018</strong>.</li>
<li><strong>Agnieszka Chylińska <em>Pink Punk </em></strong>– tej Pani nie mogło zabraknąć w zestawieniu. Pomimo ogromu hejtu, który wylał się na nią i przy okazji rykoszetem na naszą redakcję za publikację recenzji tej płyty, nie będę ukrywał, że cholernie mi się ona podoba i mam w poważaniu, co myślą o tej pozycji inni. Dla mnie jest to bardzo dobry album, który bywa jednocześnie odskocznią od ponurych i agresywnych metalowych dźwięków.</li>
</ol>
<p>Mam nadzieję, że rok 2019 będzie równie bogaty w doznania muzyczne, bo zapowiadane premiery wyglądają bardzo zachęcająco i pewnikiem jest, że dużo miłych niespodzianek jeszcze przed nami.<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/Dhfy9TPga-c" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Marcin &#8222;Mały&#8221; Brzeźnicki</strong></p>
<p>Rok 2018 zaliczam do bardziej intensywnych lat w temacie poznawania nowych zespołów i odsłuchu nowości. Był to mój pierwszy rok stałej współpracy z Kvlt i ogrom materiałów muzycznych, które magazyn otrzymuje niewątpliwie mnie przytłoczył. Dla osoby, która uważała się za zorientowaną w muzyce współczesnej był to spory cios między nogi, ale z pokorą przyjąłem wyzwanie. W przyszłym roku życzyłbym sobie i polskiej scenie metalowej mniej zawiści i trollingu, bo lepszych zespołów życzyć nie muszę, mamy ich od groma. Ludziom plującym jadem na kapele i piszących o muzyce życzę dystansu, a może i próby stworzenia czegoś na własną rękę, by mogli się przekonać, ile kosztuje pielęgnowanie hobby zwanego <em>metalem</em>. Bardzo też chciałbym, by plotki o odejściu wytwórni od klasycznych nośników muzycznych okazały się nieprawdziwe, gdyż kupowanie i posiadanie muzyki w fizycznej postaci jest zwyczajnie tak naturalne i wyjątkowe, że to nie może się znudzić.</p>
<ol>
<li><strong>Carnation</strong> <strong><em>Chapel of Abhorrence</em></strong>. Lekko obciachowy image, niby old schoolowy szwedzki death metal, ale zarazem aranżacyjnie i brzmieniowo ewidentnie nowoczesny, głęboki i wyraźny wokal, hit za hitem. Nie jestem w stanie słuchać tego albumu bez gibania się, ruszania głową, dlatego numero uno.</li>
<li><strong>Depravity <em>Evil Upheaval</em></strong>. Mega zaskoczenie i chyba mój zagraniczny debiut roku. Brutalny, pełen szaleństwa, perfekcyjnie zagrany death metal we florydzkim stylu. Zarazem pierwszy kontakt z <strong>Transcending Obscurity Records</strong>.</li>
<li><strong>Newbreed <em>Law</em></strong>. Świetna płyta prog metalowców z Bielska Białej. Połączenie pięknych melodii wokalnych z agresją <strong>Gojira</strong> i <strong>Kobong</strong>. Niebanalna płyta i mój numer jeden 2018 w Polsce.</li>
<li><strong>Lik <em>Carnage</em></strong>. Obrzydliwy, a zarazem świetny szwedzki dm. Bezlitośnie i cały czas do przodu.</li>
<li><strong>Gaerea <em>Unsettling Whispers</em></strong>. Klimat tej płyty wgniótł mnie momentalnie, brzydota i piękno w idealnej symbiozie. Dowód na to, że jedno bez drugiego nie ma prawa istnieć.</li>
<li><strong>Pestilence <em>Hadeon</em></strong>. Bardzo dobry powrót Holendrów. Płyta klasyczna w swojej budowie, można powiedzieć, że nawet bezpieczna, ale zrobiona w taki sposób, iż zachwyca i kopie.</li>
<li><strong>Gruesome <em>Twisted Prayers</em></strong>. <strong>Schuldiner</strong> nie żyje, niech żyje <strong>Schuldiner</strong>! <strong>Gruesome</strong> od powstania udaje się tworzyć w stylu <strong>Death</strong>, jednocześnie robiąc to w taki sposób, że nie ma mowy o tanim kopiowaniu. Nawet jeżeli motywy brzmią niemal identycznie do partii z albumów <strong>Death,</strong> to i tak nie mam nic przeciwko. Bardzo „przebojowo” i nostalgicznie zarazem.</li>
<li><strong>Judas Priest <em>Firepower</em></strong>. Nie jestem maniakiem <strong>Judas</strong>, ale ta płyta w moim mniemaniu jest świetna. Mam wrażenie, że dołączy do klasyków i będzie również uważana za takowy.</li>
<li><strong>Zapruder <em>Zapruder</em></strong>. Miłe zaskoczenie od <strong>Apathia Records</strong>. W momencie, gdy <strong>The Dillinger Escape Plan</strong> zakończył działalność, <strong>Zapruder</strong> jest dobrą alternatywą. Szaleństwo i umiejętności muzyczne sprawiły, że ten album zaskakuje i nie męczy.</li>
<li><strong>Grin <em>Gnosis</em></strong>. Rzutem na taśmę sopocki skład wbił się na mą listę. Wydany w końcówce roku album daje nową jakość na polskiej scenie i pokazuje, że można u nas zagrać coś więcej z polotem niż tylko black czy death metal.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/rPD6X506Qzs" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Piotr Czwarkiel</strong></p>
<p>Przyznać muszę, że w porównaniu do kilku poprzednich lat nie miałem większego problemu z wytypowaniem najciekawszych wydawnictw, które mną wstrząsnęły. Nie żebym twierdził, że w ubiegłym roku mało się działo, ale tego urodzaju było jakby mniej.<br />
Niemalże jestem pewien, że większość wytypuje <strong>Watain</strong>, który po <strong><em>The Wild Hunt</em> </strong>powrócił z wielkim hukiem w postaci krążka <em><strong>Trident Wolf Eclipse</strong></em>. Również nowa, przede wszystkim inna i bardzo zróżnicowana płyta <em><strong>I Loved You at Your Darkest</strong></em> grupy<strong> Behemoth</strong> należy do ścisłej czołówki. <strong>Frontside</strong> zmartwychwstał w świetnym stylu. Staruszkowie z <strong>Judas Priest</strong> pokazali jak się gra heavy metal. <em><strong>Down Below</strong></em> zespołu<strong> Tribulation</strong> trzyma bardzo wysoki poziom, a nowa płyta <strong>Alice in Chains</strong> długo pozostawała w moich słuchawkach. Tak jak nie bardzo rozumiałem fenomen <strong>Sunnaty</strong> z płytą <em><strong>Zorya</strong></em>, tak <em><strong>Outlands</strong></em> kocham w pełni! Miałem obawy, co bez <strong>Abbatha</strong> stworzy<strong> Immortal</strong>, ale <em><strong>Northern Chaos Gods</strong> </em>to jest black metal najlepszego sortu. Co prawda <b>Nosowska</b>&nbsp;mnie nieco zaskoczyła z tym tłustym brzmieniem, ale<em><strong> Basta</strong></em> to bardzo dobra płyta, do której wracam całkiem często.</p>
<p>Ale poprzedni rok chciałem pokazać w trochę inny sposób. Chciałbym zwrócić uwagę na albumy, które nie lądują na pierwszych stronach muzycznych gazet.</p>
<ol>
<li><strong>Ols <em>Mszarna</em></strong>. Tak pięknej muzyki nie słyszałem dawno &#8211; pełnej emocji i delikatności, zaśpiewanej wielogłosem, który nadaje całości niesamowitego klimatu. Mam nadzieję, że wcześniej niż później w 2019 roku ukaże się nowa płyta tego neofolkowego projektu.</li>
<li><strong>Spectrum Mortis <em>קדוש/Kadosh</em></strong>.&nbsp;Uwielbiam takie niespodzianki, mroczny klimat, rytualne zaśpiewy wzięte z (opuszczonego przez Boga) klasztoru. Muzycznie jest to bardzo niebezpieczna mieszanka death i doom metalu, niesamowicie intensywna i wciągająca.</li>
<li><strong>Moloch <em>The Other Side</em></strong><em>.</em>&nbsp;To, co wyróżnia <strong>Molocha</strong> spośród innych projektów w Polsce &#8211; ma swój styl. Tutaj mamy do czynienia z mrocznym spojrzeniem na elektroniczną muzykę. Polecam i czekam na pełny album w 2019 roku.</li>
<li><strong>Bishop Briggs</strong> <em><strong>C</strong><strong><em>h</em>urch of Scars</strong></em>. Indie-popowa artystka zachwyciła chyba nie tylko mnie, bo o debiutanckim albumie jest całkiem jednak głośno i to raczej nie jest przypadek.</li>
<li><strong>Diplegia <em>Abject Failure</em></strong>. Bandcamp to ósmy cud świata, bo to dzięki niemu wpadłem na ten amerykański zespół. Przerażający wokal oraz nieśpieszna i depresyjna muzyka z pogranicza black i doom metalu. To jest cios!</li>
<li><strong>Funeral Mist<em> Hekatomb</em></strong>. <strong>Arioch</strong> we współpracy z <strong>Larsem</strong> pokazali jak nagrać album lepszy od całego <strong>Marduka</strong> 😉 Nawałnica blastów, agresywne i szybkie riffy to motyw przewodni tego znakomitego wydawnictwa.</li>
<li><strong>Antlers <em>beneath.below.behold</em></strong>. To najlepszy atmosferyczny black metal, jaki dane mi było usłyszeć w 2018 roku. Pamiętam moment, kiedy to recenzowałem ów album. Więcej argumentów znajdziecie <strong><a href="https://kvlt.pl/recenzje/antlers-beneath-below-behold-2018/">tutaj</a></strong>.</li>
<li><strong>Tsima <em>Koniec</em></strong>. <strong><em>Koniec</em> </strong>to niestety koniec zespołu <strong>Tsima</strong>, a szkoda i to bardzo. Przez trzy kolejne wydawnictwa ten band pokazał swoją muzyczną ewolucję: od post-rocka, przez post-metal po &#8211; ku mojemu zdziwieniu &#8211; romans z post-black metalem z niespodziewanymi partiami wokalnymi. Po niejednokrotnym przesłuchaniu tego materiału dochodziłem do jednego wniosku – gdyby grali dalej, widziałbym ich u boku zespołu <strong>Entropia</strong>.</li>
<li><strong>Master Boot Record</strong>&nbsp;<em><strong>Direct Memory Access</strong></em>. Dla mnie jest to swego rodzaju ewenement. No bo kto by wymyślił jak tu sprytnie i umiejętnie połączyć elektronikę z metalem? Ale takiemu jednemu Włochowi się udało. A, że <strong>Blood Music</strong>&nbsp;to dostrzegł i docenił jego kunszt &#8211; mówi samo przez się. Dla mnie bomba!</li>
<li><strong>Automb <em>Esoterica</em></strong>. Ta pozycja wdarła się do mojego zestawienia niemal w ostatniej chwili. To, co stworzyli muzycy <strong>Morbid Angel</strong> i <strong>Necrophagia</strong> wraz z debiutującą na amerykańskiej scenie wokalistką <strong>Danielle</strong> zasługuje na rozgłos. Miejscami przebojowy a innym razem niesamowicie klimatyczny, przypominający mi <strong>Nagflar</strong> i <strong>Watain</strong>. Coś pięknego!</li>
</ol>
<p>Ponadto w szczególny sposób chciałbym wymienić kilka zespołów z podziałem na kategorie:</p>
<p>Debiut roku w Polsce: <strong>Hostia <em>Hostia.</em></strong><br />
Wydarzenie roku: reedycja płyt zespołu<strong> Kobong.</strong><br />
Koncertowe odkrycie: <strong>Sen Svaja, Cunabula, Nahash</strong> i <strong>Deceitome</strong> na <strong>Kilkim Zaibu Festival</strong>.<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/I_kjtBKyHB8" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Dominik Dwornicki</strong></p>
<p>Nie jestem specjalnie zwolennikiem podsumowań, gdyż mają z góry narzucone ramy, są płynne i trudno trzymać się wytypowanej listy dłużej. Także pewnie za tydzień, miesiąc, to podsumowanie byłoby zupełnie inne. Ale na ten czas&#8230;</p>
<p>Specjalnie nie oddzieliłem płyt metalowych od nie-metalowych, dawno już przestałem patrzeć na albumy pod tym kątem. Muzyka jest muzyką.</p>
<ol>
<li><strong>The Mystery of the Bulgarian Voices feat. Lisa Gerrard</strong>&nbsp;<strong><em>BooCheeMish</em></strong>. Jak na razie nie usłyszałem nic lepszego w tym roku. Muzykę tej kooperacji, szczególnie niektóre jej fragmenty, uważam za najlepsze kompozycje w historii tego typu muzyki. <strong>Lisa Gerrard</strong>&nbsp;nie skupiała się specjalnie w tym roku na albumie <strong>DCD</strong>. Może jednym z powodów była, nie oszukujmy się, niechęć przyćmienia <em><strong>BooCheeMish</strong></em>? <em><strong>Dionysus</strong></em> nic takiego podobnego w sobie nie zawiera, ale o tym&#8230; Niżej.</li>
<li><strong>Pestilence <em>Hadeon</em></strong>. Jako ich wierny fan, od samego początku przewidywałem, że ten album będzie na wysokim miejscu w tegorocznych podsumowaniach. Deliberowanie nad tym, dlaczego tak uważam, mija się z celem, to po prostu &#8211; killer! Pójdę więc na łatwiznę &#8211; recenzja<strong><a href="https://kvlt.pl/recenzje/pestilence-hadeon-2018/"> tu,</a></strong>&nbsp;możecie zobaczyć, co myśli o tym specjalista w tej dziedzinie, a ja się z nim w 100% zgadzam.</li>
<li><strong>David Byrne <em>American Utopia</em></strong>. Nie jest to może najlepsze dzieło <strong>Davida</strong>, ale facet ma 66 lat i nagrał cholernie dobrą płytę, czym nie mogą się pochwalić niektórzy w jego wieku, oczywiście nie będę tu wytykać palcami. Dawno już&nbsp; nie słyszałem tak szczerej/dziwnej muzyki. Kompozycje w większości taneczne, w warstwie lirycznej zaskakują głębokimi, poważnymi i jajcarskimi przemyśleniami autora. Znajdziecie tu świetne przesłania, a zakończę ten wywód jednym z nich:<em>The Pope Don&#8217;t Mean Shit To A Dog</em>.<strong> American Utopia</strong> to obowiązkowa pozycja dla poszukiwaczy w świecie muzyki.</li>
<li><strong>Mating Ritual <em>Light Myself On Fire</em></strong>. To niesamowicie taneczna płyta! To połączenie synth i indie popu z domieszką post punka, do tego stylistycznie brzmi, jakby była nagrywana w latach 80. Czego chcieć więcej?! Te dźwięki oczarowały mnie od samego początku.</li>
<li><strong>Shining</strong> <em><strong>X-Varg Utan Flock</strong></em>. To wysoce agresywny i jednocześnie cholernie emocjonalnie intensywny album. <strong>Niklas</strong> nie zawiódł, kolejny raz pokazał wielkość swoich umiejętności twórczych.&nbsp;</li>
<li><strong>Dead Can Dance <em>Dionysus</em></strong>. To największe zaskoczenie tego roku, gdyż z wypuszczeniem tej płyty wiązały się wyjątkowo duże oczekiwania. Jednakże jestem pewien, żaden z czcicieli ich muzyki nie nazwie tego krążka złym. A co można mu zarzucić? Cóż, <em><strong>Dionysus</strong></em> oczywiście posiada w sobie jakieś ewidentne muzyczne zapożyczenia, ale na tym etapie ich twórczości to raczej nic dziwnego. No i druga sprawa &#8211; brak wyeksponowania głosu <strong>Lisy Gerrard</strong> w kompozycjach. To na pewno, zdziwiło nie jednego z Was, w tym również mnie. By nie przedłużać, dodam jeszcze swoje osobiste odczucie co do tego albumu &#8211; posiada w sobie coś złowieszczego.</li>
<li><strong>The Dark Red Seed <em>Becomes Awake</em></strong>. Psychodeliczne i folkowe klimaty tego krążka niecodziennie mieszają się z innymi gatunkami, by stworzyć unikatowe brzmienia. Obszernie wypowiedziałem się już o <em><strong>Becomes Awake</strong></em> w recenzji z 3 grudnia 2018 na łamach tego magazynu. Dodam tylko jedno, dla mnie &#8211; debiut roku.</li>
<li><strong>Silence Lies Fear <em>Shadows Of The Wasteland</em></strong>. Tu najbardziej urzekły mnie klawisze. <em><strong>Shadows Of The Wasteland&nbsp;</strong> </em>to agresja, technika, masa emocji w każdym dźwięku. Panowie z Azerbejdżanu zdecydowanie zasługują na uwagę.&nbsp;&nbsp;</li>
<li><strong>Panopticon <em>The Scars Of Man On The Once Nameless Wilderness I And II</em></strong>. Ten prawie dwugodzinny/dwupłytowy kolos to najbardziej wyraziste dzieło tego roku z pogranicza black metalu i amerykańskiego folku. Podzielony w części pierwszej na surowy i atmosferyczny black metal wysokich lotów, a w części drugiej oddany od początku do końca dźwiękom prerii dzikiego zachodu w klimatach country/bluegrass. Po trzech latach, po świetnym <em><strong>Autumn Eternal</strong></em><strong>&nbsp;Lunn</strong> powraca i szczerze trzeba mu przyznać &#8211; ambicji to mu nie brakuje.</li>
<li><strong>Philip H. Anselmo &amp; the Illegals <em>Choosing Mental Illness as a Virtue</em></strong>. Ten album to nieposkromiona bestia, niszcząca wszystko na swojej drodze. Niesamowicie ucieszyłem się, że znów mam zaszczyt słuchać dobrej muzy ze stajni <strong>Anselmo</strong>. <em><strong>Mental Illness</strong></em> to najbardziej schizolski krążek, jaki w tym roku słyszałem.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/jRkp-1W6-co" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Wadim „Vladymir” Filiks&nbsp;</strong></p>
<p>Rok 2018 do spektakularnych (jeśli chodzi o dokonania muzyczne) nie należał. Kilkukrotnie zmieniałem koncepcję spisania mojej tegorocznej „topki”, aż w końcu doszło do mnie, że nie jestem w stanie wymienić dziesięciu świetnych albumów. Przedstawiam Wam zatem pięć krążków, do których najczęściej i najchętniej wracałem, w kolejności nieprzypadkowej. A dodatkowo dorzucam pięć płyt, na które również warto zwrócić uwagę. Lecimy.</p>
<ol>
<li><strong>Kriegsmaschine <em>Apocalypticists</em>.&nbsp;</strong>Moja płyta roku pojawiła się w sieci niespodziewanie pewnego niedzielnego popołudnia i od razu zawładnęła moim odtwarzaczem.&nbsp;<strong>Darkside</strong>&nbsp;stworzył tu najlepszy w swojej karierze popis za zestawem perkusyjnym, zaś&nbsp;<strong>M.</strong>&nbsp;jak zwykle nie brał jeńców przy komponowaniu gitar i pisaniu tekstów. Od pierwszej do ostatniej sekundy, album ten jest dziełem kompletnym. Wracam do niego regularnie, a mój (i nie tylko mój) apetyt przed przyszłoroczną nową płytą&nbsp;<strong>Mgły</strong>&nbsp;i trasą tej formacji wyostrzył się znacząco.</li>
<li><strong> Judas Priest <em>Firepower</em>.&nbsp;</strong>Bezsprzecznie mój ulubiony powrót roku, klasycznie brzmiący materiał nie chcących się zestarzeć dinozaurów heavy metalu.&nbsp;<strong>Rob Halford</strong>&nbsp;i spółka tym razem postawili na klasykę i powrót do korzeni, więc numery z tego krążka przypominają nieco stylistykę albumów&nbsp;<strong><em>Screaming for Vengeance</em></strong>&nbsp;i&nbsp;<strong><em>Painkiller</em></strong>. Niemniej jednak całość wciąż brzmi świeżo i z polotem, a takiej werwy i energii na scenie (co kapela udowodniła podczas tegorocznego koncertu w Spodku) wypada chyba życzyć wszystkim muzykom.</li>
<li><strong> Lonker See <em>One Eye Sees Red</em>.&nbsp;</strong>O! To jeden z nielicznych albumów 2018 roku, który naprawdę wgniótł mnie w fotel. Perfekcyjny balans pomiędzy poszczególnymi instrumentami, jak zwykle rewelacyjny saksofon, piękne budowanie dźwiękowej przestrzeni i tajemniczy wokal.&nbsp;<strong>Lonker</strong> <strong>See</strong>&nbsp;to bez dwóch zdań awangarda polskiej muzyki alternatywnej.</li>
<li><strong>Cultes des Ghoules <em>Sinister, or Treading the Darker Paths</em>.&nbsp;</strong>Nadal chętnie wracam do poprzedniego krążka grupy,&nbsp;<strong><em>Coven, or Evil Ways Instead of Love</em></strong>, który zauroczył mnie swoją szekspirowską stylistyką tekstów.&nbsp;<strong><em>Sinister…</em></strong> to z kolei powrót do świetnej atmosfery z&nbsp;<strong><em>Häxan</em></strong>&nbsp;i najbardziej uznanego&nbsp;<strong><em>Henbane</em></strong>. Dawna surowość grupy łączy się z symfonicznymi wstawkami, a proste i powtarzalne motywy budują na płycie aurę tajemniczości i mroku. Za produkcję po raz kolejny odpowiadał&nbsp;<strong>M.</strong>, więc strona techniczna jak zwykle stoi na wysokim poziomie. Album kupił mnie totalnie otwierającym kawałkiem&nbsp;<strong><em>Children of the Moon</em></strong>. Dawać mi to na żywo! No i elo.</li>
<li><strong>Anthrax <em>Kings Among Scotland (Live)</em>.&nbsp;</strong>Poczynania nowojorczyków śledzę od dawna. <strong>Anthrax</strong> to jedna z kapel, które kształtowały mnie muzycznie jako szczyla i zawsze chętnie wracam do ich osiągnięć płytowych. W 2017 roku dali świetny koncert w Warszawie, a w tym roku energicznie rozgrzali publikę przed <strong>Slayer</strong>em w Łodzi. Zapis ubiegłorocznego koncertu z Glasgow to świetna okazja, by trochę scenicznego szaleństwa grupy zabrać do domu. DVD zawiera też materiały dodatkowe, na które warto zwrócić uwagę. Generalnie jest to po prostu dobry album koncertowy. <em>Waaaardaaaance!</em></li>
</ol>
<p>Poniżej pięć płyt, które powinny zagościć w Waszych odtwarzaczach z różnych powodów. Jeśli jakimś cudem przegapiliście te propozycje, to bezzwłocznie radzę się zaopatrzyć lub chociaż odpalić w wersji cyfrowej. Nie pożałujecie.</p>
<ol>
<li><strong> UADA <em>Cult of a Dying Sun</em>.&nbsp;</strong>Amerykańskiej grupie należy się nagroda w kategorii “zaskoczenie roku”. Wydawało się, że wszyscy na ich muzyce postawili krzyżyk, oskarżając zespół o bycie kopią naszej rodzimej&nbsp;<strong>Mgły</strong>, a tymczasem zamaskowani metalowcy zerwali z tymi alegacjami i kajdanami, wreszcie tworząc coś innego. I choć album ten nie jest jeszcze wyżynami możliwości kapeli, to należy z nadzieją patrzeć w przyszłość grupy i czekać na kolejne ciosy z obozu&nbsp;<strong>UADA</strong>.</li>
<li><strong> Kły <em>Szczerzenie</em>.&nbsp;</strong>Debiutancki album grupy, która wcale nowicjuszem nie jest, to jeden z lepszych polskich krążków pierwszej połowy roku. Black metal w ciekawym mariażu z wpływami zimnej fali składa się na ciekawy i ambitny projekt, którego producentem został&nbsp;<strong>Nihil</strong>. Udane teksty, w całości po polsku, to kolejny plus tej płyty. Materiał ten dowodzi po raz kolejny, że polska scena black metalowa ma się dobrze i wciąż jeszcze się nie wysyciła.</li>
<li><strong> Mordor <em>Darkness&#8230;</em>.&nbsp;</strong>1993, 1997 i 2018. Trzy pełne albumy częstochowskiego&nbsp;<strong>Mordoru</strong>&nbsp;i trzy różne oblicza zespołu. Ponad dwie dekady przyszło fanom tej legendarnej formacji czekać na nowy materiał, ale zdecydowanie opłaciło się. Agresja death metalu spotyka tu głębię doom metalu i razem składają się na potężny cios, po którym trudno się pozbierać. Znów w zestawieniu pojawia się&nbsp;<strong>M.</strong>&nbsp;w roli producenta, co pozwala mi sądzić, że dzięki niemu starzy wyjadacze zabrzmieli tak świeżo i oryginalnie, pomimo upływu lat.</li>
<li><strong> Deep River Acolytes <em>The Hour of Trial</em>.&nbsp;</strong>Fińską kapelę odkryłem kiedyś przez przypadek i od tamtej pory śledzę ich poczynania. Najnowszy materiał grupy był jednym z moich ulubionych w pierwszych tygodniach tego roku. Powolne i posępne kompozycje dobrze wpisywały się w zimową i smutną aurę pogodową. W pamięć zapadła mi szczególnie kompozycja&nbsp;<strong><em>The Unknown Grandeur</em></strong>, która czerpie trochę z southern metalu, dzięki czemu jest najbardziej chwytliwym utworem na płycie. I choć nie wracam często do tego albumu, to jestem ciekaw, co jeszcze&nbsp;<strong>Akolici</strong>&nbsp;mają do zaoferowania.</li>
<li><strong> Thom Yorke <em>Suspiria (Music for the Luca Guadagnino Film)</em>.&nbsp;</strong>Reboot klasycznego włoskiego horroru to jedno z ważniejszych dla mnie kinematograficznych przeżyć tego roku. Nie chciałem iść na ten film, bo uznałem, że nowe podejście do starego tematu nie może przeskoczyć oryginału. Dałem się jednak namówić i nie żałuję, bo artystycznie ten film jest przepięknie nakręcony, z dużą dozą inspiracji twórczością mojego ulubionego <strong>Stanley’a Kubricka</strong>. A muzyka <strong>Thoma Yorke’a</strong> (tak, tego z <strong>Radiohead</strong>) to czysta poezja. Numerów <strong><em>Volk</em></strong>, <strong><em>Open Again</em></strong> czy wreszcie <strong><em>Has Ended</em></strong> mogę słuchać bez końca. Pozycja obowiązkowa, zarówno film, jak i ścieżka dźwiękowa.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/Nv7KDuzs2JY" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Michał &#8222;Kapitan Bajeczny&#8221; Kondzior</strong></p>
<p>Na przekór swoim dotychczasowym podsumowaniom, tegoroczną listę Best of Extreme postanowiłem zrobić spontanicznie i bez uprzednich przygotowań, tak by znajdowały się na niej albumy, które w tym roku odcisnęły na mnie największe piętno i zapadły mi w pamięć najbardziej, a tym samym te, które najszybciej sobie przypomnę. Oto TOP11 (akurat tyle mi do głowy wpadło) albumów, które właśnie ułożyłem według alfabetu:</p>
<ol>
<li><strong>Aborted <em>TerrorVision </em></strong><em>&#8211;</em>&nbsp;bo gdy w mainstreamowe zespoły już w zasadzie całkowicie przestałem wierzyć, ta ekipa po dłuższej serii nietrafionych wydawnictw stworzyła oryginalną i wściekłą bestię.</li>
<li><strong>Cerber <em>Śmiara</em></strong> &#8211; bo to jedna z najlepszych polskich płyt tego roku, a mimo to zupełnie się o niej nie mówi (a przynajmniej ja tego nie słyszę).</li>
<li><strong>Eskhaton <em>Omegalitheos</em></strong> &#8211; bo to zło i obłęd w stężeniu trudnym do opisania słowami.</li>
<li><strong>Funeral Mist <em>Hekatomb</em></strong> &#8211; bo wyrwało mnie z butów i od czerwca nie mogę ich znaleźć.</li>
<li><strong>Human Cull <em>Revenant</em>&nbsp;</strong>&#8211;&nbsp;bo fenomenalnie ilustruje, jak powinno się grać grindcore.</li>
<li><strong>Koniec Pola</strong> <em><strong>Cy</strong></em> &#8211; bo często wracam i jeszcze się nie mogę nasłuchać.</li>
<li><strong>Kriegsmaschine <em>Apocalypticists</em></strong> &#8211; bo łupnęło z mocą (i zaskoczeniem) Boeinga 767, a praca perkusji śni mi się po nocach.</li>
<li><strong>Mylingar <em>Döda Drömmar</em></strong> &#8211; bo brud i zgnilizna zawarte na tej płycie, sprawiają, że ogromna większość death i black metalu jawi się słodka i kolorowa niczym odpustowy lizak.</li>
<li><strong>One Day in Fukushima <em>Ozymandias</em></strong> &#8211; bo to mój ulubiony debiut tego roku, a i świetna, grindcore&#8217;owa artyleria.</li>
<li><strong>Portal <em>Ion</em></strong> &#8211; bo nawet nie wiem, od czego trzeba by zacząć, żeby odpowiednio opisać ich muzykę. Jako domorosły grajek, czuję się przy nich jakbym patrzył na szalonego i wszechpotężnego boga. Wiem tylko, że podziwiam.</li>
<li><strong>Within Destruction <em>D E A T H W I S H</em></strong> &#8211; bo buja, gniecie i dobrze się przy tym bawi. A w ogóle to HWDP Slam Policji.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/JzgSeeLbFls" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Paweł Lach</strong></p>
<p>Kolejność niekoniecznie taka, ale &#8222;dycha sztosów&#8221; prezentuje się za 2018 rok mniej więcej tak (przynajmniej jeśli brać pod uwagę metal z przyległościami i alternatywę):</p>
<ol>
<li><strong>Anna von Hausswolff <em>Dead Magic</em></strong>&nbsp;– mroczne, melancholijne, ale wciągające granie, rozpostarte między ambientem, rockową poetyckością w duchu<strong> Nicka Cave&#8217;a</strong>, baśniowością <strong>Kate Bush</strong>, a post rockowym eksperymentem. Nic na tej płycie nie jest do końca oczywiste. Anna na prawach czarnej magii łączy ze sobą żywioły i światy.</li>
<li><strong>Essenz <em>Manes Impetus</em></strong>&nbsp;– kompletnie undergroundowa kapela z Niemiec, łącząca w bardzo sugestywną, intensywną i klimatyczną całość black, death i doom metal. Niby nic nowego, a jednak brzmi złowieszczo i diabolicznie, niby surowo, miejscami prymitywnie, a jednak z rozmachem, jakąś mocą, diabelską siłą.</li>
<li><strong>Dead Can Dance <em>Dionysus</em></strong>&nbsp;– mam słabość do <strong>Dead Can Dance</strong>, ich płyty pozwoliły mi podróżować do mistycznych światów bez wydawania kasy na dragi i alkohol oraz bez efektu odstawienia i kaca. Może to nie najlepszy album, może wałkują znów stare tematy, ale i tak lubię.</li>
<li><strong>Judas Priest <em>Firepowe</em>r&nbsp;</strong>– kawał rzetelnie zagranego, wciąż porywającego heavy metalu. Na koncercie w katowickim <strong>Spodku</strong>, na którym miałem przyjemność być, nowe kawałki nie zabrzmiały gorzej od klasyków, co jest najlepszą rekomendacją.</li>
<li><strong>Preoccupations <em>New Material</em></strong>&nbsp;– alternatywny rock, przesiąknięty duchem cold wave. Melancholijne, ale z nerwem.</li>
<li><strong>Conan <em>Existential Void Guardian</em></strong>&nbsp;– ponownie miażdżą czaszkę brudnymi doomowymi riffami (jak na nich to nawet żwawymi) z siłą pewnego Cymeryjczyka, który odzianą w sandał stopę deptał królestwa ery hiperborejskiej.</li>
<li><strong>Soulfly <em>Ritual</em></strong>&nbsp;– rzecz w starym stylu, kłaniają się lata 90. Spora dawka energii, z domieszką rytualnej egzotyki rodem z czasów <em><strong>Roots</strong></em>&nbsp;<strong>Sepultury</strong>. Mnie takie wydanie ich twórczości najzwyczajniej &#8222;bierze&#8221;.</li>
<li><strong>Marduk <em>Viktoria</em></strong>&nbsp;– ani nie jestem ich wielkim fanem, ani ta płyta może mnie nie zmiażdżyła, ale słucha się jej przyjemnie. Postanowiłem wyróżnić także z tego powodu, że koncert <strong>Marduk</strong> w <strong>Mega Clubie</strong>&nbsp;był obok występu <strong>Asphyx</strong> na <strong>Metalmanii 2018</strong>&nbsp;najlepszym metalowym występem, jaki w tym roku widziałem.</li>
<li><strong>The Soft Moon <em>Criminal</em></strong>&nbsp;– chłodne wertertyczne klimaty, na styku new wave, indsutrialu i alternatywy. Na swój sposób kuszące i przebojowe, ale oczywiście pod warunkiem, że lubimy takie metaliczne, surowe pejzaże.</li>
<li><strong>The Prodigy <em>No Tourists</em></strong>&nbsp;– mam wrażenie, że to bardzo przyjemny powrót do klimatów, którymi parali się w latach 90. Jest tu energia i miłe pier&#8230;, wbrew obowiązującemu kiedyś hasłu: &#8222;od techno można z nudów zdechnąć&#8221;.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/Nre0hcDz5TI" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Jakub Milszewski</strong></p>
<p class="Standard">Jestem trochę zaskoczony tym, jak bardzo generyczna wyszła mi w tym roku szczególnie rodzima część zestawienia. Do rzeczy:</p>
<p class="Standard"><b>Polska:</b></p>
<p class="Standard">Zacznijmy od wyróżnień, czyli kapel, którym udało się przykuć moją uwagę, ale z powodów obiektywnych nie miałem okazji zapoznać się z nimi na tyle, na ile bym chciał: <b>Belzebong</b> <b><i>Light the Dankness</i></b>, <b>Drown My Day&nbsp;<i>The Ghost Tales</i></b>, <b>Varmia <i>W ciele nie</i>.</b></p>
<p class="Standard">I dalej, sklecona na kolanie pierwsza dyszka:</p>
<ol>
<li class="Standard"><b>Riverside </b><b><i>Wasteland.&nbsp;</i></b>Nie spodziewałem się, że w moim, było nie było, metalowym serduszku najbardziej rozsiądzie się w tym roku <b>Riverside,</b> ale oddajmy cesarzowi co cesarskie: <b>Mariusz</b> i ferajna zrobili płytę świetną, otworzyli się na kilka nowych rejonów, które dodały ich muzyce nowego smaku, osnuli wszystko w czytelne emocje. Tak się to powinno robić zawsze.</li>
<li class="Standard"><b>Entropia <i>Vacuum.&nbsp;</i></b>Długo nie mogłem wskoczyć na hype train <b><i>Vacuum</i></b>, ale kiedy już wszedłem, to nie mogę zejść. Transowa, momentami zaskakująco taneczna płyta, będąca kwintesencją tego, co uwielbiam – muzycznej niezależności i podejmowania ryzyka.</li>
<li class="Standard"><b>Sunnata&nbsp;<i>Outlands.&nbsp;</i></b>Cenię sobie artystów, którzy nie idą na łatwiznę i nieustannie grzebią głębiej. <b><i>Zorya</i></b> była skokiem w nicość, ale wraz z premierą <b><i>Outlands </i></b>okazało się, że <b>Sunnata </b>potrafi nas zabrać jeszcze dalej w głąb nas samych.</li>
<li class="Standard"><b>Behemoth&nbsp;<i>I Loved You At Your Darkest.&nbsp;</i></b>W moim osobistym rankingu <b><i>The</i></b> <b><i>Satanist</i></b> pozostał niepobity, ale <b><i>ILYAYD </i></b>znów otworzył trochę nowych drzwi i wpuścił trochę świeżego powietrza. <b>Negral </b>po raz kolejny zagrał wszystkim na nosie i nie zadowolił ani tych, którzy namawiali go do większej komercji, ani tych, którzy domagali się powrotu do podziemia.</li>
<li class="Standard"><b>Mentor <i>Cults, Crypts and Corpses.&nbsp;</i></b>A kiedy robi się zbyt poważnie wjeżdża supergrupa <b>Mentor</b> i robi swoje. Kolejna porcja hołdu dla wszelkich metalowych staroci od <b>Sabbath </b>przez <b>Venom </b>po <b>Maiden </b>została poskładana nie po to, żeby zmieniać świat, a po to, żeby dać sierściuchom trochę radości. Metal to w końcu muzyka rozrywkowa.</li>
<li class="Standard"><b>Kriegsmachine&nbsp;<i>Apocalypticists.&nbsp;</i></b>Kiedy już rodzima ekstrema zaczęła mi się zlewać w jedno, nadeszło <b>Kriegsmachine.</b> <b><i>Apocalypticists </i></b>nie jest albumem odchodzącym od wypracowanych w ostatnich latach kanonów współczesnego rodzimego blacku (nie może być inaczej biorąc pod uwagę skład osobowy <b>KSM</b>), ale za to zbierającym wszystko, co w nim najlepsze. A partie <b>Darkside&#8217;a </b>– palce lizać.</li>
<li class="Standard"><b>The Heavy Clouds&nbsp;<i>Mind</i> <i>Pollution&nbsp;</i></b>Nieco grunge, nieco pustyni, nieco lat 90-tych, nieco alternatywy – <b>The Heavy Clouds </b>przyszli znikąd i wydaje się, że poszli dalej niezauważeni, podczas gdy <b><i>Mind Pollution </i></b>serwuje bardzo dużo fajnych odjazdów. Mnóstwo znanych i lubianych wpływów zmiksowanych w nieprzesadzonych proporcjach we frapującego rocka.</li>
<li class="Standard"><b>The Lowest&nbsp;<i>Doomed.&nbsp;</i></b>Szczególnie w drugiej części 2018 roku mocniej przemówiły do mnie wszelkie rejony hardcore. W rodzimym hc działo się sporo i było z czego wybierać, ale <b><i>Doomed</i></b> przemówił do mnie najbardziej. Jest to granie dopalone wkurwem, ale jednocześnie jakby zdające sobie sprawę z nieuniknionej przegranej.</li>
<li class="Standard"><b>Weedpecker&nbsp;&nbsp;<i>III.&nbsp;</i></b>Doomowo-stonerowo-psychodeliczna scena w Polsce jest nie do przecenienia. <b>Weedpecker </b>to jej godny reprezentant, a trzeci longplej zespołu oddaje to, w czym jest on najlepszy – całą masę rozmytych, relaksujących kolorowych podróży.</li>
<li class="Standard"><b>Virgin Snatch <i>Vote Is a Bullet.&nbsp;</i></b>Zawsze miałem słabość do tej ekipy, a jej kolejne płyty uznawałem za równe i dobre. Nie inaczej jest z <b><i>Vote Is a Bullet</i></b>. Może nie jest to dla mnie najlepsza płyta VS, ale wciąż dostarcza dużo frajdy.<b></b></li>
</ol>
<p class="Standard"><b>Świat:</b></p>
<p class="Standard">Wyróżnienia: <b>Bleeding Through&nbsp;<i>Love Will Kill All,</i></b><i> </i><b>The Agony Scene</b><i>&nbsp;<b>Tormentor</b></i><b>, The Crown <i>Cobra Speed Venom</i>, Amorphis <i>Queen of Time</i>, Bloodbath <i>The Arrow of Satan is Drawn</i>, Orange Goblin&nbsp;<i>The Wolf Bites Back</i>, Black Tusk <i>TCBT,</i> Hespera <i>In Absence</i>, YOB <i>Our Raw Heart</i>, King Goat <i>Debt of Aeons</i>, Psycroptic <i>As the Kingdom Drowns</i>, Aborted <i>TerrorVision</i>, Death Ray Vision <i>Negative Mental Attitude</i>, Ghost Ship Octavius <i>Delirium,</i> Turnstile <i>Time &amp; Space</i>, The Skull <i>The Endless Road Turns Dark</i>, Stoned Jesus <i>Pilgrims,</i> Yamantaka // Sonic Titan <i>Dirt,</i> Khemmis <i>Desolation</i></b></p>
<ol>
<li class="Standard"><b>Twitching Tongues&nbsp;<i>Gaining Purpose Through Passionate Hatred.&nbsp;</i></b>O ile płyty na poprzednich miejscach dodawałem i usuwałem, zamieniałem miejscami w tę i z powrotem, to <b><i>Gaining Purpose Through Passionate Hatred </i></b>cały czas było niezagrożone na czele mojego rankingu. Ten album zawładnął mną na cały rok i nie schodził z mojej plejlisty od momentu premiery. I znów – punktem wyjścia jest hardcore, znajdziecie go tu w różnych odmianach całe mnóstwo, ale jest tu sporo groove i sporo&#8230; doomu. Gitarzysta <b>Taylor Young </b>(będący także perkusistą w <b>Nails)</b> wypluwa kapitalne riffy jeden za drugim, jego brat <b>Colin </b>puentuje to wszystko świetnymi, zróżnicowanymi wokalami i tekstami, które raz dają w dupę politykom, a raz rozprawiają się z prywatnymi demonami. Jest tu też znakomita sekcja, która groovi nieludzko i buja tak, że nie sposób się znudzić, oraz doświadczony zawodnik w postaci <b>Seana Martina </b>(ex<b>-Hatebreed)</b>, który bawi się riffami i solówkami. <b>Twitching Tongues </b>już wcześniej byli dobrzy i nagrywali świetne albumy, ale <b><i>Gaining Purpose Through Passionate Hatred</i> </b>to opus, któremu warto poświęcić dużo czasu i uwagi. Odpłaci się od pierwszych sekund.</li>
<li class="Standard"><b>At the Gates <i>To Drink From the Night Itself.&nbsp;</i></b>Poprzedni krążek Szwedów <b><i>At War With Reality </i></b>nie wciągnął mnie tak, jakbym sobie tego życzył. Myślałem przeto, że moja miłość do weteranów melodeath nieco oziębła, ale nie. Wystarczyło im rzucić nieco łaskawszym okiem na własne korzenie i dodać posępnego, brudaśnego brzmienia, żeby wysmażyć kolejnego klasyka gatunku.</li>
<li class="Standard"><b>Oceans of Slumber&nbsp;<i>The Banished Heart.&nbsp;</i></b>Po niezaprzeczalnie poruszającej płycie <b><i>Winter</i></b> nie mogłem się doczekać kolejnego wstrząsu, jaki zaserwują mi<b> Oceans of Slumber</b><i>. <b>The Banished Heart </b></i>jest płytą tak smutną, tak emocjonalną, tak ekspresyjną, że nie byłem w stanie jej nawet często słuchać. Majstersztyk. <b>Cammie Gilbert </b>wciąż czaruje głosem, ale zamiast erotyki tym razem w jej śpiewie czuć rozpacz. Ja z kolei ze smutkiem przyjąłem informację o dość poważnych zmianach składu, jakie ostatnio stały się udziałem <b>OoS</b>.</li>
<li class="Standard"><b>Alice In Chains&nbsp;<i>Rainier</i> <i>Fog.&nbsp;</i></b><b>Jerry Cantrell</b> jest absolutnie wielkim muzykiem, a <b><i>Rainier Fog </i></b>tylko potwierdza jego status. Facet potrafi w konkretny riff, w solówkę, w melodię, w piosenkę. Z <b>Jerrym Cantrellem</b> nie boję się niczego.</li>
<li class="Standard"><b>Gozu&nbsp;<i>Equilibrium.&nbsp;</i></b>Recepta jest prosta – bierzesz dobrych muzyków i wskazujesz im kilka w sumie prostych do skopiowania inspiracji, jak stoner, grunge i klasyczny heavy metal. A oni oddają ci <b><i>Equilibrium</i></b> z takimi hitami jak <b><i>Ricky „The Dragon” Steamboat </i></b>albo <b><i>The People vs. Mr. T. </i></b>O dziwo miałem z tą płytą znacznie więcej radochy niż z tegorocznym <b>Clutch</b>.</li>
<li class="Standard"><b>Harms Way&nbsp;<i>Posthuman.&nbsp;</i></b><b><i>Posthuman </i></b>to potwór. Znów potężne metalowe, stalowe, betonowe hardcore, ale przemielone w betoniarce z industrialową elektroniką. Absolutnie przeciężkie, przemiażdżące, ostateczne granie. Plus James Pligge jako jeden z najbrutalniejszych wokalistów na scenie.</li>
<li class="Standard"><b>Black Label Society&nbsp;<i>Grimmest Hits.&nbsp;</i></b>Na początku ze znudzeniem stwierdziłem, że to kolejna podobna płyta Zakka, a potem z entuzjazmem uznałem, że to kolejna podobna płyta Zakka. Facet dalej eksploruje klasykę hardrocka, tę wychodzącą od bluesa i ballad granych na akustyku na werandzie, co nie oznacza, że na <b><i>Grimmest Hits </i></b>miałoby zabraknąć miejsca na kilka (naście? Dziesiąt?) sążnistych riffów.</li>
<li class="Standard"><b>Boss Keloid<i>&nbsp;Melted on the Inch.&nbsp;</i></b>Progresja, doom, stoner, sporo techniki, dużo fajnych melodii i zaskakujących patentów, a mimo to album nie jest przeładowany i męczący. Tak jakby <b>Boss Keloid </b>w ogóle nie zdawali sobie sprawy, jacy są dobrzy.</li>
<li class="Standard">Ex aequo <b>Vein&nbsp;<i>Errorzone </i></b>oraz <b>Cane Hill <i>Too</i> <i>Far Gone.&nbsp;</i></b>Pomieszanie z poplątaniem na poziomie mniej więcej takim, jakie pod koniec lat 90-tych dostarczył <b>Slipknot. </b>Wydaje się, że <b>Vein </b>startują od technicznego hardcore, ale idą sobie śmiało przez wszystkie możliwe wpływy, robiąc totalną demolkę, a finiszują w okolicy industrialu i nu-metalu. <b>Cane Hill</b> również pędzą w stronę nu-metalowych wpływów, ale jeśli taki ma być nu-metal przyszłości to ja się na to piszę. W momencie, kiedy <b>Slipknot </b>stał się przewidywalny, a tacy na przykład <b>Mudvayne</b> zeszli ze sceny, <b>Vein </b>i <b>Cane Hill </b>dostarczają nową dawkę totalnego pojebaństwa.</li>
<li class="Standard"><b>Craft <i>White Noise and Black Metal.&nbsp;</i></b>Weź prawdziwy skandynawski black metal najwyższej jakości i o wysokim stężeniu niebezpieczeństwa, ale dodaj trochę eksploracji i sporą dozę myślenia <i>out of the box.</i></li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/ZS1crIkpnwc" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Mikołaj Kobielski</strong></p>
<ol>
<li><strong>IDLES</strong> <strong><em>Joy as an Act of Resistance</em></strong>. Nie spodziewałem się, że w okołopunkowej stylistyce można nagrać coś tak świeżego i szczerego zarazem. Tak jak rok temu niepodzielnie rządził u mnie <strong>Converge</strong>, tak teraz nie mogę oderwać się od <strong>IDLES</strong>.</li>
<li><strong>Anna von Hausswolff </strong><em><strong>Dead Magic</strong></em>. Doskonale słuchało mi się nowego <strong>Dead Can Dance</strong>. Ale potem wróciłem do <em><strong>Dead Magic</strong></em> i zrozumiałem, że uczeń przerósł mistrza. Choć być może wcale nawet nie próbował, bo <strong>Von Hausswolff</strong> zaczyna dzielnie kroczyć własną muzyczną ścieżką.</li>
<li><strong>Zeal &amp; Ardor</strong> <em><strong>Stranger Fruit</strong></em>. Metal, blues i gospel teoretycznie nie powinny chyba tak dobrze ze sobą współgrać, ale <strong>Manuel Gagneux</strong> najwyraźniej o tym nie wiedział, powołując do życia <strong>Zeal &amp; Ardor</strong>. Tu gdzie nowe <strong>Deafheaven</strong> usypia mnie pretensjonalnością, <em><strong>Stranger Fruit</strong></em>&nbsp;pali żywym ogniem i naprawdę mocno porusza.</li>
<li><strong>GosT </strong><em><strong>Possessor</strong></em>. Dużo lepiej w darksynthowej estetyce tworzyć już się chyba nie da. Trudno będzie ten album komukolwiek przebić, nawet samemu <strong>GosT</strong>owi.</li>
<li><strong>Kriegsmaschine</strong> <em><strong>Apocalypticists</strong></em>. Brudne, brzydkie, złe i totalnie obłąkane. Czyli krótko mówiąc &#8211; najlepszy black metal tego roku. Oraz prawdopodobnie ostatnich kilku lat.</li>
<li><strong>Black Moth</strong> <em><strong>Anatomical Venus</strong></em>. Prosty stoner rock o budowie cepa. Tyle, że wkręcający się od pierwszego przesłuchania i przez pół roku twardo trzymający mnie w uścisku. Nieprzyzwoicie melodyjny i udowadniający, że czasem jednak proste środki są najlepsze.</li>
<li><strong>Ghost</strong> <em><strong>Prequelle</strong></em>. Byłem przekonany, że wesołe, glam rockowe przeboje <strong>Tobiasa Forge’a</strong> nie przetrwają próby czasu. Myliłem się straszliwie i <em><strong>Prequelle</strong></em>&nbsp;to obecnie jedne z moich ulubionych „guilty pleasures”.</li>
<li><strong>Anna Calvi</strong> <em><strong>Hunter</strong></em>. Gdzieś pomiędzy <strong>Patti Smith</strong> a <strong>PJ Harvey</strong>, subtelnym indie a zimną falą. Świetnie wyważony i imponujący dojrzałością materiał bez słabych momentów.</li>
<li><strong>Hollywood Burns</strong> <em><strong>Invaders</strong></em>. <strong>Carpenter Brut</strong> w wersji sci-fi, czyli wszystko, co najlepsze we francuskiej elektronice. Jeśli płaczecie za starym, synthwave’owym <strong>Perturbator</strong>em, to tutaj poczujecie się jak w domu.</li>
<li><strong>Therapy?</strong> <em><strong>CLEAVE</strong></em>. Wiecznie wkurzeni Irlandczycy w stanie chronicznej depresji znowu atakują. I tak jak zwykle: są smutni, są źli i strasznie hałasują. Oby nigdy się to nie zmieniło.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/VODKZxsRa_E?list=PL1h1aQTAqESvkXWD8Sjt9zaeVflDbwPd5" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz &#8222;Młody&#8221; Młodawski</strong></p>
<div>Nie lubię robić takich podsumowań, ale jak trzeba to trzeba. Moja subiektywna TOP10 2018, kolejność przypadkowa:</div>
<ol>
<li><strong>Entropia <em>Vacuum</em></strong></li>
<li><strong>Symbolical <em>Allegory of Death</em></strong></li>
<li><strong>Moloch Letalis <em>Krwawy Sztorm</em></strong></li>
<li><strong>Eternal Rot <em>Cadaverine</em></strong></li>
<li><strong>Embrional <em>Cusp of Evil</em></strong></li>
<li><strong>Black Oath <em>Behold The Abyss</em></strong></li>
<li><strong>1914 <em>The Blind Leading the Blind</em></strong></li>
<li><strong>Reifection <em>Breeding Hate</em></strong></li>
<li><strong>MISANTHROPIC Rage <em>Igne Natura Renovatur Integra</em></strong></li>
<li><strong>Virgin Snatch <em>Vote is a Bullet</em></strong></li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/k_8G_6kyzy4" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Joanna Pietrzak</strong></p>
<p>Żeby wykrzesać z siebie godne podsumowanie płytowe 2018 roku, najpierw musiałam dokładnie przewertować wydawnictwa, które pochodzą rzeczywiście z ubiegłego roku. Tak jak zwykle w moich zestawieniach gościły nisze i piękne, surowe undergroundy, tak w 2018 z podium nie schodziły mainstreamy i uznaję to jednak za niemałe zdziwienie sobą samą. I tak, na &#8222;topkę&#8221; klaruje się jedynie parę płyt:</p>
<ol>
<li><strong>Tesseract <em>Sonder</em></strong>. <strong>Daniel Tompkins</strong> genialnym artystą jest. Bez dwóch zdań. Wokale tegoż przyprawiały mnie o ciary, koncept<em><strong> Sonder</strong></em> absolutnie kupuję, oprawę, wydawnictwo i wszystkie towarzyszące wydaniu smaczki chwytam i nie oddaję. I produkcja od <strong>Kscope</strong> &#8211; rewelacja! Od kwietnia najczęściej słuchany przeze mnie album (recenzja <a href="https://kvlt.pl/recenzje/tesseract-sonder-2018/"><strong>tu</strong></a>).</li>
<li><strong>A Perfect Circle <em>Eat the Elephant</em></strong>. <strong>Maynard James Keenan</strong> i spółka udowodnili, że potrafią stworzyć album z tyloma warstwami aranżacyjnymi, podpartymi pięknymi emocjami i świetnymi lirykami, jak żaden inny nowoczesny progowy super skład. Światowa klasa, mnóstwo życia i kolorów (recenzja <a href="https://kvlt.pl/recenzje/a-perfect-circle-eat-the-elephant-2018/"><strong>tu</strong></a>).</li>
<li><strong>Alice In Chains<em> Rainier Fog</em></strong>. <strong>Jerry Cantrell</strong> jest jednym z tych twórców, którym się po prostu ufa. A ja weszłam w nowy <strong>AiC</strong> jak nóż w masło i tkwiłam w tej pozycji dobry miesiąc! (recenzja <a href="https://kvlt.pl/recenzje/alice-in-chains-rainier-fog-2018/"><strong>tu</strong></a>)</li>
<li><strong>Riverside <em>Wasteland</em></strong>. Oczywiście, że<strong> Mariusz Duda</strong> wyczarował kolejny świetny materiał. Chyba nie ma bardziej płodnego polskiego artysty, któremu tak zwyczajnie po ludzku wierzę (recenzja <a href="https://kvlt.pl/recenzje/riverside-wasteland-2018/"><strong>tu</strong></a>).&nbsp;</li>
<li><strong>Sunnata <em>Outlands</em></strong>. To się porobiło &#8211; z małego, undergroundowego składu wyrasta świetna, dojrzała kapela, której życzę podbojów europejskich scen. Genialny album (recenzja <a href="https://kvlt.pl/recenzje/sunnata-outlands-2018/"><strong>tu</strong></a>).</li>
<li><strong>Entropia <em>Vacuum</em></strong>. Transy, bounsy, moc jak jasna cholera. Wystarczył jeden koncert supportujący <strong>Blindead</strong> &#8211; dziękuję, do widzenia, proszę zapakować mi tę płytę i nie zadawać pytań.</li>
<li><strong>Ancestors&nbsp;<em>Suspended in Reflections</em></strong>. Nic nie poradzę, ale lubię szlamowate, doomowato-post-rockowe powolne dźwięki w pięknych aranżach z dziwaczną elektroniką i vocoderami, gdzie&nbsp;<strong>Pink Floyd</strong> spotyka&nbsp;<strong>YOB</strong>. Klimatycznie, zimno, z opadającymi, ciężkimi riffami tak jak trzeba. I ta perkusja! Amerykanie umieją w psycho-melancholię.&nbsp;</li>
<li><strong>Lonker See <em>One Eye Sees Red.&nbsp;</em></strong>O tym trójmiejskim składzie pisałam wielokrotnie i biłam peany o ich unikatowości, więc tym razem pokrótce: świetny saksofon, piękne, enigmatyczne wokale, przedziwne melodie, uporządkowany chaos, którego nie sposób ocenić w połowie. Cudowni jak zawsze!</li>
</ol>
<p>Tak się sprawy poukładały, że w większości 2018 roku recenzowałam płyty z roku 2017 i tu na wyróżnienie zasługują stajnie&nbsp;<strong>Czar of Crickets</strong> lub <strong>Pelagic Records,</strong> spod skrzydeł których wychodzą praktycznie same dobre pozycje. Sprawdźcie koniecznie! Strasznie natomiast żałuję mniej pozytywnych zaskoczeń tzw. pewniakami, na które ukradkiem liczyłam, a ostatecznie mocno pożałowałam tych nadziei. I tu mam na myśli<strong> Machine Head <em>Catharsis</em></strong> (plus cały PR zrujnowany przez <strong>Robba Flynna</strong>) &#8211; nie wiem co tu się stało, co nie zadziałało, po co ten pompowany kiczowaty blichtr, którego zwyczajnie nie mogę do tej pory przetrawić; <strong>Shining (NOR) <em>Animal</em></strong> &#8211; brak saksofonu, brak awangardy, wszechobecny duch <strong>Muse</strong> i wywindowane niekoniecznie potrzebnie melodyjne wokale &#8211; ok, niech będzie, ale gdzie się podział blackjazz? GDZIE?!; <strong>30 Seconds to Mars <em>America</em></strong> &#8211; tak, słuchałam, tak, wiem jak to brzmi, nie, nie przejdą mi przez palce słowa, jak bardzo nie lubię cukierkowych popowych kompozycji, a jak chciałam usłyszeć jakiś numer w stylu pierwszego albumu. Za <strong>Muse</strong> nie zabrałam się już w ogóle. Natomiast za wisienkę na torcie 2018 uznaję wznowienie albumów <strong>Kobong</strong> i przypomnienie mi tym samym lat młodzieńczych w poszukiwaniach swojego ulubionego gatunku muzycznego (którego nie znalazłam do tej pory).</p>
<p>Na koniec wyróżnienia dla najlepszych moim zdaniem koncertów, które dane mi było zobaczyć: <strong>Amenra</strong> w lutym, <strong>Meshuggah</strong> w czerwcu,&nbsp;<strong>Tides From Nebula</strong> na <strong>Pol&#8217;and&#8217;Rock</strong> w sierpniu i w listopadzie na urodzinach <strong>Progresji</strong>,&nbsp;<strong>Gojira</strong> w sierpniu, <strong>Behemoth</strong> we wrześniu,&nbsp;<strong>4dots,</strong>&nbsp;<strong>Blindead</strong>&nbsp;i <strong>Rosetta</strong> w listopadzie, odkrycie koncertowe roku w postaci&nbsp;<strong>The Picturebooks</strong> z grudnia, i jako zwieńczenie &#8211; koncert 2018 roku to&nbsp;<strong>A Perfect Circle</strong> z grudnia. Było gęsto, a 2019 już szykuje się spektakularnie!<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/nwW1d_KtkJw" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Marta &#8222;Kometa&#8221; Stock&nbsp;</strong></p>
<p>Dumałam i dumałam, wybierając tegoroczne TOP 10. I chyba w tym roku byłam/jestem wyjątkowo wybredna, bo nie było aż tylu wydawnictw, które pozostały w mojej głowie na dłużej i zapełniły całe dziesięć miejsc poniższej listy. A dokładanie dwóch albumów na siłę byłoby wbrew mojemu sumieniu, stąd okrojone zestawienie ode mnie. Jak zawsze kolejność nie ma znaczenia i jest wyłącznie alfabetyczna.&nbsp;</p>
<ol>
<li><strong>Eyes of the Sun <em>Chapter I</em></strong>&nbsp;&#8211; odkryty przypadkiem debiut, który skradł totalnie moje bębenki uszne (i serce). Świetne połączenie doomu z melodyjnymi pasażami.</li>
<li><strong>Hegemone <em>We Disappear</em></strong>&nbsp;&#8211; słuchanie drugiego studyjnego krążka <strong>Hegemone</strong> wielokrotnie przenosiło mnie w zupełnie inny wymiar. Bogate i ciekawe aranżacje przyprawiały mnie nie jeden, nie dwa razy o dreszczyk zachwytu.</li>
<li><strong>Primordial <em>Exile Among the Ruins</em></strong>&nbsp;&#8211; jak ja doceniam brzmienie wokalu <strong>A.A. Nemtheangi</strong>. Barwa na pograniczu delikatnego odstępstwa od normy, ale z niesamowitą mocą sprawia, że płyty Irlandczyków pochłaniam bez żadnego wybrzydzania. Wielokrotnie. Nieco podniosły, ale też nostalgiczny nastrój kompozycji działa na mnie bardzo uspokajająco.</li>
<li><strong>Psyclon Nine <em>Icon of the Adversary</em></strong>&nbsp;&#8211; z płyty na płytę muzycy stawiają większy akcent na industrialne, marszowe brzmienie gitar. Nie inaczej jest w przypadku tegorocznego wydawnictwa. Świetne połączenie surowego brzmienia elektroniki z ciężarem riffów niezaprzeczalnie sprawia mi satysfakcję podczas słuchania.</li>
<li><strong>Shining <em>X-Varg Utan Flock</em></strong>&nbsp;&#8211; być może to naiwne, ale choć cała płyta zrobiła na mnie duże wrażenie, to w mojej głowie najbardziej wryły się kończące album covery, które nadały tym kompozycjom nowego, niepowtarzalnego klimatu. A mowa o <strong><em>In the Cold Light of Morning</em> (Placebo)</strong> oraz <strong><em>Cry Little Sister</em> (Gerard McMahon)</strong>.</li>
<li><strong>Sinsaenum <em>Repulsion for Humanity</em>&nbsp;</strong>&#8211; zdecydowanie bardziej uporządkowany i na szczęście krótszy niż debiut. To wszystko składa się na wysoką przyswajalność zawartych na płycie dźwięków.</li>
<li><strong>Tribulation <em>Down Below</em></strong>&nbsp;&#8211; jest w tym krążku coś hipnotyzującego i wciągającego. Oldschoolowe brzmienie i powiew gotyckiej tajemniczości sprawiły, że te kawałki często gościły w tym roku w moim odtwarzaczu.</li>
<li><strong>Wiegedood <em>De Doden Hebben Het Goed III</em></strong>&nbsp;&#8211; uwielbiam na swój sposób surowe brzmienie tego krążka. Powiew Norwegii z lat 90. Odczuwam przyjemny niepokój, słuchając zawartych na tej płycie kompozycji.</li>
</ol>
<p>Na koniec jedno poza-płytowe wyróżnienie dla filmu biograficzno-muzycznego z tego roku &#8211; <em><strong>„Bohemian Rhapsody”</strong></em>. Już dawno żaden kinowy obraz tak bardzo mnie nie ujął i nie dostarczył tylu pozytywnych wrażeń. Pomimo że za ogromną fankę<strong> Queen&nbsp;</strong>w żadnym przypadku się nie uważam, to jednak wybór tego seansu był jedną z lepszych moich tegorocznych decyzji.<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/8rU5hh0N2Vg" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Marcel Szczepanik</strong></p>
<ol>
<li><strong>YOB <em>Our Raw Heart</em></strong>. Tutaj nie mogło być inaczej – <strong>Mike Scheidt</strong>&nbsp;powraca w perfekcyjnym stylu. Bezdyskusyjny numer jeden na mojej liście od pierwszego dnia, gdy usłyszałem tę płytę. Gdy uderza katartyczny moment w <strong><em>Ablaze</em></strong>, gdzieś na świecie trzęsie się ziemia.</li>
<li><strong>Shining </strong><strong><em>X-Varg utan flock</em></strong>. Dziesiąty album szwedzkiej depressive black metalowej maszyny dowodzonej przez <strong>Niklasa Kvarfortha</strong> to jedna z najlepszych płyt, jakie udało mu się nagrać. <strong><em>Varg utan flock</em></strong> to bardzo spójne dzieło, które jakością nawiązuje do legendarnego <strong><em>V-Halmstad</em></strong>. Nie ma tu co prawda tak uciążliwej atmosfery, ale są genialnej jakości riffy. No i są utwory <strong><em>Gyllene portarnas bro </em></strong>i <strong><em>Han som lurar inom</em></strong>…</li>
<li><strong>Judas Priest </strong><strong><em>Firepower</em></strong>. Co tu dużo mówić, po paru mniej udanych albumach Brytyjczycy powrócili w fantastycznym stylu. Ten trwający niespełna godzinę krążek to najlepsze dokonanie zespołu od monumentalnego <strong><em>Painkillera</em></strong>. <strong>Judas Priest</strong> zrobili fanom niesamowitą niespodziankę. Co więcej, refren singlowego <strong><em>Spectre</em></strong> działa jak narkotyk, który opanowuje organizm.</li>
<li><strong>Visigoth </strong><strong><em>Conqueror’s Oath</em></strong>. Amerykański kwintet po trzech latach nagrał następcę genialnego debiutu <strong><em>The Revenant King</em></strong>. <strong><em>Conqueror’s Oath</em></strong> umacnia pozycję <strong>Visigoth</strong> na heavy metalowej scenie. Tak się robi metal o średniowiecznych wojownikach, smokach i nienawistnej zemście.</li>
<li><strong>Obliteration <em>Cenotaph Obscure</em></strong>. Wielce wyczekiwany przeze mnie nowy album tych death metalowych żołnierzy nie jest co prawda tak miażdżącą pozycją, jak jego dwaj poprzednicy, ale czwarta płyta norweskiej ekipy wciąż trzyma bardzo wysoki poziom. Norwegowie nie są z tych, którzy eksperymentują na siłę, i chwała im za to. Bardzo mocny punkt współczesnej sceny death metalowej.</li>
<li><strong>Primordial </strong><strong><em>Exile Amongst the Ruins</em></strong>. Irlandczycy nigdy nie byli pełnoprawną black metalową ekipą. Każdy tu znajdzie coś dla siebie – od kapitalnego, wypełnionego „po brzegi” świetnymi riffami <strong><em>Nail Their Tongues</em></strong> po prawdziwie wzruszającą i, jak przystało na Irlandczyków, patetyczną balladę <strong><em>Stolen Years</em></strong>. <strong>Primordial</strong>’s glory lives on and on…</li>
<li><strong>Orange Goblin </strong><strong><em>The Wolf Bites Back</em></strong>. Panowie z <strong>Orange Goblin</strong> nie mają w swoich słownikach słowa “niepowodzenie”. Dziewiąty album amerykańskiej grupy to kolejny świetny dodatek ich spójnej dyskografii. <strong><em>The Wolf Bites Back </em></strong>oferuje szereg bardzo ciekawych rozwiązań, dzięki czemu ta płyta się po prostu nie nudzi.</li>
<li><strong>High on Fire <em>Electric Messiah</em></strong>. <strong>Matt Pike </strong>to istny demiurg, którego kreatywność wydaje się nie mieć końca. Ten Pan wydał w tym roku dwa albumy swoich dwóch ukochanych zespołów i już snuje plany na przyszłość. <strong><em>Electric Messiah </em></strong>momentami zaskakuje, ale po paru odsłuchach od razu wiadomo, że to wciąż jest stary dobry <strong>High on Fire</strong>. Kolejny pewniak, którego po prostu nie mogło tutaj zabraknąć.</li>
<li><strong>Tribulation <em>Down Below</em></strong>. Czwarta płyta pomysłowych Szwedów to kolejna odsłona ich nietuzinkowych możliwości. <strong><em>Down Below</em></strong> jest jak dotąd &#8222;najlżejszym&#8221; i najbardziej przystępnym albumem ekipy. <strong>Tribulation </strong>wciąż jednak zachowuje swoje unikalne brzmienie, którego w żaden sposób nie da się nie rozpoznać. <strong><em>Down Below</em></strong> to „black album” szwedzkiej grupy. Płyta zyskała szacunek nowych fanów, a jednocześnie wzbudziła niesmak wśród wielbicieli wcześniejszych, bardziej agresywnych dokonań zespołu.</li>
<li><strong>Clutch </strong><strong><em>Book of Bad Decisions</em></strong>. Najgoręcej oczekiwana przeze mnie dwunasta już płyta Amerykanów z Maryland jest pozycją, którą ciężko jest mi jednoznacznie ocenić. Z jednej strony darzę ją wielką sympatią, ale z drugiej strony wiem, że moich faworytów stać na znacznie więcej. <strong><em>Book of Bad Decisions </em></strong>jest jednym z gorszych dokonań Panów z <strong>Clutch</strong>, co wcale nie oznacza, że jest to płyta słaba. Znaleźć tu można utwór <strong><em>How to Shake Hands</em></strong>, który jest dla mnie najważniejszą kompozycją minionego roku.</li>
</ol>
<p>Na koniec garstka albumów, które innego dnia miałyby szansę zająć miejsce w ww. top 10. Trochę mi wstyd, że tak wspaniałe albumy znalazły się poza listą!&nbsp;<strong>Amorphis <em>Queen of Time,&nbsp;</em></strong><strong>Sleep <em>The Sciences,&nbsp;</em></strong><strong><a href="https://rateyourmusic.com/artist/svartidaudi">Svartidauði</a> <em>Revelations of the Red Sword,&nbsp;</em></strong><strong>Funeral Mist </strong><strong><em>Hekatomb,&nbsp;</em></strong><strong>Obscura </strong><strong><em>Diluvium,&nbsp;</em></strong><strong>Alkaloid <em>Liquid Anatomy,&nbsp;</em></strong><strong>Wytch Hazel <em>II: Sojourn,&nbsp;</em></strong><strong>Wayfarer <em>World’s Blood.</em></strong></p>
<p>Miano rozczarowania roku trafia do pobratymców z <strong>Behemoth</strong>. <strong><em>I Loved You at Your Darkest</em></strong> miało być płytą, która wstrząśnie każdym. Tak się jednak nie stało, nie ze mną, i jest to doskonały przykład na to, że medialny szum i hype wcale nie muszą iść w parze z jakością.<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/ei9PR87zDk8" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz Walas</strong></p>
<p>Przyznaję od razu, nie wgryzłem się jakoś szczególnie solidnie w miniony rok, przez co zapewne wiele pozycji mogłem pominąć. Dodam również, że kolejność wybranych przeze mnie albumów jest w dużej mierze przypadkowa.</p>
<ol>
<li><strong>Ghost <em>Prequelle</em></strong>. Jedyna pozycja, co do której umiejscowienia na tej liście jestem pewien. Choć „upopowiony”,&nbsp;<strong><em>Prequelle </em></strong>jest dla mnie najlepszym albumem zespołu <strong>Tobiasa Forge’a</strong> i zdecydowanie najlepszym krążkiem, jakiego dane mi było posłuchać w 2018 roku. Miłość absolutna.</li>
<li><strong>Immortal <em>Northern Chaos Gods</em></strong>. Takie powroty po latach lubię! Z <strong>Abbath</strong>em czy bez niego, <strong>Immortal</strong> to marka sama w sobie i tym albumem Norwegowie tylko to udowadniają. Jeden z najlepszych blackowych krążków w minionym roku.</li>
<li><strong>Watain <em>Trident Wolf Eclipse</em></strong>. Po raczej średnio przyjętym (a uwielbianym przeze mnie) odrobinę eksperymentalnym <em><strong>The Wild Hunt</strong></em>&nbsp;<strong>Erik Danielsson</strong> ponownie zebrał swoją watahę i wypuścił na rynek prawdziwy cios prosto w ryja. Pół godziny z tym albumem po prostu dewastuje, i nawet jeśli są to raczej odgrzewane patenty, to wykonane są one niczym najwykwintniejsze danie.</li>
<li><strong>Behemoth <em>I Loved You At Your Darkest</em></strong>. Oczywista sprawa – <strong>Nergala</strong> i spółki w tym zestawieniu po prostu nie mogło zabraknąć. Długo wyczekiwana, zaskakująco przebojowa kontynuacja <em><strong>The Satanist</strong></em>&nbsp;nie zawiodła. Chociaż nadal sądzę, że za czyste wokale Pan <strong>Darski</strong> brać się nie powinien.</li>
<li><strong>Godsmack <em>When Legends Rise</em></strong>. Miażdżony tak przez krytyków, jak i fanów kapeli ostatni album <strong>Godsmack</strong> jest idealnym podkładem do tych dni, kiedy nie mam ochoty na słuchanie blastów poganianych przez blasty. Owszem, jest bardziej radiowo, ale czy to rzeczywiście źle? Odważni mogą spróbować wtórować <strong>Sully&#8217;emu</strong>&nbsp;<strong>Ernie</strong>&nbsp;przy jego świetnych wokalizach – przy tak chwytliwych refrenach może być ciężko się powstrzymać.</li>
<li><strong>Alice in Chains <em>Rainier Fog</em></strong>. Alicji również nie mogło tu zabraknąć. Legendy grunge’u słabego albumu jeszcze nie nagrały, a ich najnowsze dzieło zdecydowanie wpisuje się w ten trend. Ciężki jak za „najlepszych” czasów kapeli i przebojowy kiedy trzeba – grunge is not dead.</li>
<li><strong>Craft <em>White Noise and Black Metal</em></strong>. Jako fan klimatycznego black metalu odnalazłem w długo wyczekiwanym albumie <strong>Craft</strong> blackowe wydawnictwo roku. Ciężka atmosfera wręcz wypełnia pomieszczenie, w którym nowy krążek <strong>Craft</strong> się kręci.</li>
<li><strong>Judas Priest <em>Firepower</em></strong>. Z <strong>Judasami</strong>&nbsp;nie zawsze było mi po drodze, jednak ten album mnie porwał bez reszty.</li>
<li><strong>Funeral Mist <em>Hekatomb</em></strong>. Wydany praktycznie bez zapowiedzi album <strong>Funeral Mist</strong> z marszu mógłby zawładnąć prawie całą blackową sceną AD 2018. Furia, siarka i inne diabelstwa – to wszystko tutaj słychać i czuć. Szkoda, że <strong>Arioch/Mortuus</strong> nie popisał się tak przy albumie, o którym mowa będzie trochę później.</li>
<li><strong>Sylvaine <em>Atoms Aligned, Coming Undone</em></strong>. Choć nie słyszałem zbyt wielu pozostałych, to myślę, że nazwanie nowego albumu <strong>Sylvaine</strong> jednym z najlepszych post-metalowych wydawnictw roku pańskiego 2018 nie będzie przesadą. Piękne wokale, śliczne melodie – komplementy można tylko mnożyć.</li>
</ol>
<p>Parę pozycji zasługuje na rozczarowania roku 2018.&nbsp;<strong>Machine Head <em>Catharsis</em></strong> &#8211; byłbym w stanie zrozumieć zjazd formy <strong>Robba Flynna</strong> i jego kolegów, bo ostatnie kilka albumów <strong>MH</strong> prezentowało zadowalający poziom. Nie jestem jednak w stanie zrozumieć, co musiało stać się w głowach członków zespołu, że pozwolili sobie na wydanie TAKIEGO ASŁUCHALNEGO SZROTU.&nbsp;<strong>Marduk <em>Viktoria</em></strong> &#8211; odpalałem z wypiekami na twarzy, bo singlowy <em><strong>Werwolf</strong> </em>rozpalił moje wyobrażenia o szalonej sieczc,e jakiej na tym albumie doświadczę, a w skrócie &#8211;&nbsp;nie jest zły album, po prostu do bólu przeciętny i napisany jakby na kolanie.&nbsp;<strong>Eminem <em>Kamikaze</em></strong> &#8211; to miał być <strong>Eminem</strong> przypominający wszystkim, że znajduje się w czołówce światowego rapu. Zamiast tego fani otrzymali dwa dobre utwory oraz dziewięć nudnych zapychaczy. Wszystko to pod okładką zerżniętą (bo nazwanie tego inspiracją to zbyt mało) od<strong> Beastie Boys</strong>. Trochę szkoda, że niegdyś ceniony artysta rozmienia się na drobne. <strong>30&nbsp;Seconds to Mars <em>America</em></strong> &#8211; chyba jestem skończonym durniem, bo nadal łudzę się, że “The Jared Leto Band” wróci kiedyś do takiego grania, jakie zaprezentowali na lubianym przeze mnie <em><strong>A Beautiful Lie</strong></em>. Za każdym razem przeżywam jednak ogromne rozczarowanie, tym razem dodatkowo spotęgowane faktem, że pierwszy singiel z tego albumu naprawdę mi się podobał. Ten zespół to już tylko pop dla nastolatek mających mokre majtki na sam widok zdjęcia Jareda.&nbsp;<strong>Behemoth <em>Messe Noire</em></strong> &#8211; wydanie oczywiście piękne, szkoda tylko że zawartość uboga. Dwa prawie takie same koncerty, a płyta CD będąca dla mnie najważniejszym punktem tego wydawnictwa kończy się po odegraniu całego <em><strong>The Satanist,&nbsp;</strong></em>pomijając kilka utworów zagranych później – w tym fenomenalny na żywo <em><strong>Pure Evil and Hate</strong></em>. Do tego wszystkiego przekombinowane moim zdaniem teledyski do utworów z Satanisty. Dobrze, że zespół jak zwykle spisuje się znakomicie.<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/NL6OJOvBy5o" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Damian &#8222;Synu&#8221; Wiśniewski</strong></p>
<p>Się człowiek dobrze nie obejrzał, a już zaskoczyła go końcówka roku i kolejne jego podsumowanie. W mijających 12 miesiącach o tyle łatwiejsze, że starałem się w miarę regularnie odsłuchiwać pojawiające się nowości i trzymać rękę na pulsie polskiego i zagranicznego rynku. Fury pozycji nie udało się rzecz jasna poznać (lub poznać na tyle, by wyrobić sobie o nich konkretne zdanie), z dyszką wartych odnotowania płyt nie miałem jednak większego kłopotu. Daleki jestem przy tym od wyrokowania, że to 10 moich najulubieńszych krążków, bo sporo ciekawych tytułów pozostało poza zestawieniem, ale to przecież rzecz całkowicie naturalna.&nbsp;</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<ol>
<li><strong>In Twilight&#8217;s Embrace <em>Lawa</em></strong> &#8211; obrodziło w tym roku na polskim poletku bm wyjątkowo okazale, ale ten album przyciągnął mnie do siebie najmocniej. <strong>ITE</strong> po raz kolejny zmieniło oblicze, udając się tym razem w rejony surowego bleciora. Dodając do tego romantyczny sznyt, zabarwiony rozważaniami nad marnością ludzkiego trwania i rozprawianiem się z naszą (często daremną) narodową gwałtownością, Poznaniacy zapewnili sobie miejsce w ścisłym top 2018.</li>
<li><strong>Behemoth <em>I Loved You at Your Darkest</em></strong> – najbardziej piosenkowa i przystępna pozycja w tym zestawieniu. <strong>Behemoth</strong>&nbsp;poszedł na <em><strong>ILYAYD</strong></em> w stronę rozwijania pomysłów z <em><strong>The Satatnist</strong></em>, wzbogacając je o niespotykane na tę skalę w dotychczasowej twórczości grupy pokłady przebojowości i rock’n’rollowego vibe’u. Na żywca płyta brzmi jeszcze lepiej niż studyjnie, co pewnikiem sprawi, że <strong>Behemoth</strong> zdobędzie na świecie jeszcze większą liczbę zwolenników. Należy im się.&nbsp;</li>
<li><strong>Kły <em>Szczerzenie</em></strong> – bardzo intrygująca i klimatyczna płyta. Pełna awangardowych nawiązań i teatralnych aranżacji. W dodatku całkowicie po polsku, co wzmacnia jej wyrazistość i siłę przekazu. Znalazło się na<em><strong> Szczerzeniu</strong></em> miejsce zarówno dla black metalowych galopad, jak i nowofalowych wycieczek po nieprzyjaznych zmarzlinach. Nie sposób o niej w zestawieniu nie wspomnieć.&nbsp;</li>
<li><strong>Totenmesse <em>To</em></strong> – piszą i mówią, że to <strong>Odraza</strong> na bis, ale to tylko powierzchowna opinia. Tak samo jak ta, że <em><strong>To</strong></em>&nbsp;stanowi wyłącznie kolejną black metalową płytę z małopolskiego towarzystwa związanego z kolektywem LTWB. <strong>Totenmesse</strong> w rzeczywistości zaprasza do tańca z nocnym miastem, które oferuje zarówno nęcący klimat, jak i betonową surowość. Świetny album.</li>
<li><strong>Entropia <em>Vacuum</em> </strong>– najbardziej podoba mi się w <strong>Vaccum</strong> pulsująca energia i wyczuwalne pod skórą tętno, napędzające nową muzykę <strong>Entropii</strong>. Nieszablonowa i pozbawiona chęci wpasowania się w jakiekolwiek ramy gatunkowe płyta, dowodzi, że kapela gra już wyłącznie w swojej lidze. Niewątpliwie jedna z najważniejszych premier mijającego roku.&nbsp;</li>
</ol>
<p><strong>Świat:&nbsp;</strong></p>
<ol>
<li><strong>Acherontas <em>Faustian Ethos</em></strong> – urwał mi ten album głowę na wysokości odcinka lędźwiowego. Grecy zawarli na swoim albumie wszystkie elementy, które w bm uwielbiam – klimat, duchowość, mistycyzm, niebanalną melodykę i naturalną chwytliwość. Od początku do końca, skąpane w dymie rytualnych świec, piękne, czarne złoto.&nbsp;</li>
<li><strong>Craft <em>White Noise and Black Metal</em> </strong>– to przede wszystkim kopalnia kapitalnych riffów. Norwegowie odpłynęli na nowej płycie reszcie stawki o kilka długości, pokazując przy okazji jak brzmiałby <strong>Satyricon</strong>, gdyby <strong>Satyr</strong> i <strong>Frost</strong> potrafili wykrzesać z siebie dziś więcej niż niezbędny standard. Miód i orzeszki.</li>
<li><strong>Funeral Mist <em>Hekatomb</em> </strong>– <strong>Arioch</strong> postanowił uderzyć z nowym krążkiem równolegle do premiery <em><strong>Viktorii</strong> </em><strong>Marduka</strong>, jednak przepaść jakościowa (na korzyść <strong>FM</strong>) jest między tymi albumami ogromna. Może już nie tak rozrywająca flaki, jak debiut i opętańcza jak <strong>Maranatha</strong>, ale ma wciąż pokłady miodności, której w tym roku może <strong>Rostenowi</strong> zazdrościć reszta tegorocznych black metalowych muzyków, prezentujących swoje nowe wyziewy. Absolutny mus.</li>
<li><strong>Alice in Chains <em>Rainier Fog</em></strong> – <strong>Cantrell</strong> jest dla mnie mistrzem i kropka. Trzeci album po reaktywacji <strong>AiC</strong> dowodzi, że Alicja żyje i nie ma zamiaru składać broni. Rewelacyjna płyta, pełna przebojowych kawałków, świetnych aranżacji i chwytliwych riffów. Jestem wyznawcą.</li>
<li><strong>Hate Eternal <em>Upon Desolate Sands</em></strong> – wielu death metalowych albumów w tym roku co prawda nie słyszałem, jednak nie przeszkadza mi to w docenieniu kunsztu <strong>Rutana</strong>. Podczas gdy death metalowe tuzy od lat duszą się w próbach nawiązania do swoich klasycznych dokonań (<strong>Morbid Angel, Deicide, Obituary, Suffocation</strong>), <strong>Hate Eternal</strong> wychodzi na ring i rozstawia konkurentów po kątach. Osadzony mocno w death metalowej tradycji, jednocześnie bardzo witalny i pełen świeżości krążek. Cios!</li>
</ol>
<p>Koncerty roku? &#8211; <strong>Iron Maiden</strong>? <strong>Judas Priest</strong>? Nic z tych rzeczy &#8211; majowy <strong>Dance With The Dead</strong> w <strong>Progresji</strong> i lipcowy <strong>Grave Pleasures</strong> w Pogłosie to sztuki, które w tym roku pogniotły mnie najprzyjemniej. 2019 – spróbuj to przebić 🙂<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/SfDcqTO7bvw" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Maciej &#8222;Masta&#8221; Żuchowicz</strong></p>
<p>Miałem w tym roku nie pisać podsumowania. Z jednej strony wygrzebywać dziesięć najlepszych płyt roku to straszny wysiłek (z prostego powodu – świetnych płyt jest znacznie więcej, a do tego niektóre z nich wcale nie zostały wydane w roku bieżącym). Z drugiej zaś strony dopadła mnie szara rzeczywistość, a doba się skurczyła. Jednak kiedy&nbsp;zacząłem czytać różne chaotyczne podsumowania, w których najgorszą płytą roku zostaje ostatni album <strong>Behemoth</strong>, jak widzę memy o <strong>Myrkur</strong>, która jest licha, bo nie ma cycków, a na koniec odgrzebuję informację, że <strong><em>Litourgiya</em></strong> była złym albumem, bo <strong>Bartek</strong> nie popłacił ludziom faktur, to zaczyna zalewać mnie krew. Tak po ludzku.&nbsp;</p>
<p>Każdy ma prawo do swojego zdania. Nawet jeśli jest ono niezrozumiałe dla ogółu, to przy odpowiedniej argumentacji każdy ma prawo napisać dobrze lub źle o płycie. Zwłaszcza w świecie szeroko pojętego black metalu, gdzie rozpiętość stylów i podgatunków jest tak wielka, jak w żadnym innym nurcie muzycznym.</p>
<p>Myślałem, że fani wiadomego gatunku (zwłaszcza ci starsi) nauczyli się odseparowywać utwory muzyczne od jej twórców. Naiwność. Dlatego moje zestawienie zrobię niejako na przekór, bo świetne płyty można nagrywać nie mając tyłka jak Kardaszianka, występując w telewizyjnych show, i sprzedając proszki do prania (niekoniecznie do koloru czarnego) na internetowej stronie swojego zespołu, lub bezczelnie kopiując muzyków, którymi się fascynuje. I nie będę oceniał płyty po tym, z kim spał były basista kapeli, albo jak grał w swoim poprzednim zespole. I czy lider ma popłacone rachunki za ścieki, czy rata za leasing za nową furę wpłynęła o czasie. Niezależnie jakie to jest auto. Niezależnie. Skupmy się na muzyce wyłącznie.</p>
<ol>
<li><strong>Behemoth <em>I Loved You at Your Darkest</em></strong> – powiem wprost: w dupie mam to, co sprzedaje po godzinach lider tej kapeli, i czy ma to związek z muzyką, czy nie. Dwa, jak już krytykujecie sto rodzajów koszulek, kawę i psie chrupki, to rozumiem, że wszyscy znacie doskonale te produkty? Bo to, że <strong>Behemoth</strong> tworzy muzykę na najwyższym poziome, to zauważyła połowa świata. I na podobnym poziomie ma ciuchy (które trzymają fason nawet po stu praniach), a kawa jest wyśmienita, choć faktycznie nieco droga. A tak w ogóle to warto byłoby rzucić okiem na temat setki wypracowań o&nbsp;<strong><em>ILYAYD</em></strong>. Przecież mówimy o muzyce, a nie o materiałach dla baristy czy pana Ptaka (tego od mody pod Łodzią). Ile frustracji, ile trve obelg. A tak się składa, że ostatnie dzieło <strong>Nergala</strong>, choć po <strong><em>Sataniście</em></strong> wydawało mi się to niemożliwe, jest najlepszą płytą <strong>Behemotha</strong> i przy okazji jedną z najlepszych blackmetalowych płyt nie tylko tego roku, co docenili słuchacze i krytycy z całego świata, i o czym świadczą chociażby wyprzedane koncerty. Mało tego, kawałki takie jak <strong><em>Wolves ov Siberia</em></strong>, <strong><em>God = Dog</em></strong>, <strong><em>Bartzabel</em></strong>, <strong><em>Ecclesia Diabolica Catholica</em></strong> czy <strong><em>Coagula</em></strong> to utwory na miarę narodowych epopei. To taki <strong>Pan Tadeusz</strong>, tyle że rozpisany na kilka gitar i perkusję.</li>
<li><strong>Kzohh <em>26</em></strong> – ponieważ to kapela z Ukrainy, to już jest jakiś minus. Zwłaszcza dla naszego rodzimego podziemia kresowego. Poza tym ich muzyka tak naprawdę muzyką jest co najwyżej w połowie. Druga połowa to klimat. Ale za to jaki! Oba kawałki na płycie są tak genialne, że sam nie wiem, czy bardziej podoba mi się powszechnie znana tragiczna historia Czarnobyla, czy znacznie mniej sławna i tajemnicza historia dziewięciu studentów i tragicznego zakończenia ich wyprawy na przełęczy Diatłowa na Uralu (opisana również przez zespół <strong>Kauan</strong> i <strong>Ellorsith</strong>). Płyty można słuchać bez przerwy w każdych warunkach. Absolutny geniusz tworzenia nie tylko muzyki, ale i całego muzycznego dzieła!</li>
<li><strong>Uada <em>Cult of the Dying Sun</em></strong> – tak, wiem, kopia <strong>Mgły</strong>, jak można tak bezcześcić nasze dobra narodowe, kto śmie w ogóle <strong>Mgłę</strong> podrabiać bez pytania i bez zgody naszego rodzimego Kuc Klux Klanu! A ja się pytam co w tym złego? Owszem, <strong>Mgła</strong> to kapela genialna, co nie oznacza, że nie można tworzyć muzyki na tę samą modłę. Jak rodzime kapele czerpią chochlami z <strong>Emperora</strong>, <strong>Mayhema</strong>, <strong>Bathorego</strong>, <strong>Satyricona</strong> czy <strong>Marduka</strong> to jest dobrze. A <strong><em>Cult of the Dying Sun</em></strong> to świetny, ostry, utrzymany w jednym tonie, harmonijny i wpadający w ucho album, któremu nie mam absolutnie nic do zarzucenia. I słucham go namiętnie na zmianę z <strong><em>Exercises In Futility</em></strong>, <strong><em>With Hearts Toward None</em></strong> i kompilacją <strong><em>Mdłości + Further Down the Nest</em></strong>.</li>
<li><strong>Vreid <em>Lifehunger</em></strong> – tu bezdyskusyjnie. <strong><em>Lifehunger</em></strong> spodobał mi się tak bardzo, że zamówiłem dwie płyty tylko po to, żeby jedna z nich doszła szybciej. Dyskografię <strong>Vreida</strong> mam, że tak powiem, od czasu <strong>Windira</strong>. Ale nie pamiętam, żeby płyty <strong>Vreida</strong> były lepsze od tych z czasów <strong>Valfara</strong>. A <strong><em>Lifehunger</em></strong> to sztos, jakich mało. Może i bez brutalizacyjnej spiny, ale ja na szczęście nie muszę się już spinać.</li>
<li><strong>RUR <em>RUR</em></strong> – niby młody jednoosobowy norweski projekt, jego twórca nie z &#8222;towarzystwa&#8221;, a tu bach. Taka klimatyczna płyta. Piękna bezdyskusyjnie. No i nie uświadczysz z logiem <strong>RUR</strong> ani jednej podkoszulki, czapeczki czy choćby smyczy dla kota. Naszym purystom powinno się spodobać. Podziemie jak ch…</li>
<li><strong>Wallachia <em>Monumental Heresy</em></strong> – przede wszystkim bardzo dobra dawka symfonicznego black metalu pokroju niemal&nbsp;<strong>Dimmu Borgir</strong>&nbsp;pomieszanego z folkową kapelą&nbsp;<strong>Percival Schuttenbach</strong>. Warto jednak zauważyć, że w zespole udziela się <strong>Anna Oklejewicz</strong>, która to gra również w nowym projekcie <strong>Roba Darkena</strong>. A to dla naszych rodzimych hejterów już punkt zaczepny. Czekam więc na wiadro pomyj. Poleje się pewnie nawet bez przesłuchania płyty.</li>
<li><strong>Midnight Odyssey <em>Silhouettes of Stars</em></strong> – w zasadzie każde ich wydawnictwo to ciekawa pozycja i „must have” w mojej płytotece. Od czasów <strong><em>Funerals from the Astral Sphere</em></strong> nie nagrali nic złego. Ta kompilacja trwająca całe wieki (bo ponad dwie godziny) to orgiastyczna wycieczka w kosmos i z powrotem. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nie black, bo więcej tu symfoniki i elektroniki, ale ja mam to w nosie. Dlatego właśnie tak kocham ten gatunek, że mieści się w nim wszystko od magicznego ambient po chaotyczne deathowe nawalanki.</li>
<li><strong>Eis <em>Stillstand und Heimkehr</em></strong> – tu akurat do niczego przyczepić się nie da. Niemiecki porządny black, surowy, ale nie chaotyczny. I może dlatego mało kto go w internetach zauważył. A ja lubię ich właśnie za to, że pomimo ostrej połajanki, znaleźli sporo przestrzeni na linie melodyczne i klimat, który przypomina mi stare czasy norweskiej fali. Szkoda tylko, że zaledwie dwa kawałki i 21 minut.</li>
<li><strong>Dimmu Borgir <em>Eonian</em></strong> – kolejny jeszcze bardziej komercyjny gniot, który stoi w sprzeczności z ideą black metalu, dotyczącą nagrywania płyt w garażu na Kasprzaku dla trzech kumpli z osiedla i jednego z Warszawy, tak? Z tym że dla tego ostatniego to na wszelki wypadek, jakby ten ostatni znalazł kiedyś pracę w dużej wytwórni muzycznej. Czasy się jednak trochę zmieniły, w domach mamy sprzęt muzyczny za grube tysiące, a w dolby surround lepiej się słucha płyt nagranych w profesjonalnym studiu i przy pomocy orkiestry symfonicznej zamiast syntezatora za półtorej stówki. A dokładnie to wszystko jest na <strong><em>Eonian</em></strong>. Ciekawe pomysły, kupa dobrych aranży, orkiestra, chóry anielskie i bóg jeden raczy wiedzieć, co jeszcze. A, i serca muzyków. Ja słyszę ich bicie w co najmniej połowie utworów z płyty. A to rzadka sprawa!</li>
<li><strong>Myrkur <em>Juniper</em></strong> – faktycznie jest to wydawnictwo nader krótkie nawet jak na EPkę, ale to jedyne, co mogę temu krążkowi zarzucić. Może i muzycznie nie jest to dzieło najbardziej na świecie zaawansowane, ale patrząc w takich kategoriach,&nbsp;<strong><em>Nevermind the Bollocks</em></strong> nie powinna opuścić garażu czy piwnicy, w którym była tworzona. A jeśli ktoś zarzuca <strong>Amelii</strong> obok braku obycia z gitarą także brak kobiecych atrybutów, to zapraszam na koncerty <strong>Dody</strong>. Ona ma wszystko na miejscu. Mnie natomiast czaruje głos i pomysły <strong>Myrkur,</strong> i dla mnie jest ona morską syreną, której należy się jak święconej wody wystrzegać. Bo jak się raz usłyszy…</li>
</ol>
<p>W roku 2018 wyjątkowo zmęczyły mnie tyrady dwulicowego trve podziemia, co jest naprawdę dobre, a czego nie wolno słuchać pod groźbą wyśmiania w towarzystwie wzajemnej kucowatej adoracji. Przekujcie te krzyki na własne czyny i nie kupujcie kawy u <strong>Nergala</strong>, podkoszulków u <strong>Krysiuka</strong> i płyt wszystkich powyższych kapel. Oni bez Was przeżyją. A ich świetna muzyka już została zauważona i kolejne krzyki wokół tych albumów nie są już nikomu do szczęścia potrzebne.&nbsp;<br />
<iframe src="https://www.youtube.com/embed/i4FRirBO3bQ" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"><span data-mce-type="bookmark" style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2018-wg-redakcji-kvlt/">Podsumowanie roku 2018 wg redakcji KVLT</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-roku-2018-wg-redakcji-kvlt/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>KRIEGSMASCHINE &#8211; &#8222;Apocalypticists&#8221; (2018)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kriegsmaschine-apocalypticists-2018/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kriegsmaschine-apocalypticists-2018/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[vlad]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 22 Oct 2018 08:12:14 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2018]]></category>
		<category><![CDATA[Apocalypticists]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Darkside]]></category>
		<category><![CDATA[Kriegsmaschine]]></category>
		<category><![CDATA[m]]></category>
		<category><![CDATA[mgła]]></category>
		<category><![CDATA[No Solace]]></category>
		<category><![CDATA[Poland]]></category>
		<category><![CDATA[polish black metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=147550</guid>

					<description><![CDATA[<p>Mein Gott… Niedzielne popołudnie, połowa kraju żyje odbywającymi się wyborami samorządowymi, a w sieci znienacka pojawia się nowa płyta Kriegsmaschine. Przepis na&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kriegsmaschine-apocalypticists-2018/">KRIEGSMASCHINE &#8211; &#8222;Apocalypticists&#8221; (2018)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><em>Mein Gott…</em> Niedzielne popołudnie, połowa kraju żyje odbywającymi się wyborami samorządowymi, a w sieci znienacka pojawia się nowa płyta <strong>Kriegsmaschine</strong>. Przepis na udaną premierę polegał na totalnym braku promocji, bez podsycania oczekiwania, łechtania muzycznych kubków smakowych, wypuszczania teaserów i singli. Zwyczajnie ogłoszono, że <strong>M.</strong> i <strong>Darkside</strong> wydali trzeci pełnowymiarowy album pod szyldem <strong>KSM</strong>. Warto zapamiętać nazwę <strong><em>Apocalypticists</em></strong>, bo o tej płycie będzie głośno.</p>
<p>Kiedy na oficjalnym fanpejdżu <strong>Mgły</strong> ogłoszono w zeszłym roku tymczasowe zawieszenie działalności koncertowej, którego efektem miało być skupienie się na pracy w studio nad nowym krążkiem, wszyscy pewnie zacierali ręce na informacje, dotyczące następcy <strong><em>Exercises in Futility</em></strong>. Pamiętam, że wraz z przyjacielem rozmawialiśmy kilka miesięcy temu o tegorocznych premierach w polskim black metalu. Doszliśmy wtedy do wniosku, że najbardziej satysfakcjonującą i prawdopodobną propozycją byłaby nowa płyta <strong>Kriegsmaschine</strong>. Mimo wszystko, nagłe pojawienie się <strong><em>Apocalypticists</em></strong> i tak było ogromnym zaskoczeniem.</p>
<p>Trzeci album studyjny <strong>KSM</strong> składa się z sześciu elementów, które tworzą bardzo spójną i konkretną całość. <strong><em>Apocalypticists </em></strong>jest albumem konceptualnym, podobnie jak cała twórczość <strong>M.</strong> i jego projektów. Podróż przez otchłań otwiera <strong><em>Residual Blight</em></strong>, numer, z którego aż tryska energia i czyste zło. W stan hipnozy wprowadza słuchacza powtarzający się niczym mantra gitarowy riff, za chwilę wsparty przez iście genialne bębny. To, co <strong>Darkside</strong> wyprawia za zestawem perkusyjnym na całym krążku, powoduje permanentny opad szczęki. Jeśli ktoś uważał, że po <strong><em>Enemy of Man</em></strong> i <strong><em>Exercises in Futility</em></strong> nie da się zrobić już nic nowego, to jest w ogromnym błędzie. Perkusja, jakże nośna i potężna na tamtych krążkach, tutaj wchodzi na zupełnie nowy poziom. Ambitne i odważne bicia, szukanie inspiracji w tradycyjnej muzyce plemiennej, a ponad tym szybkie i mocne uderzenia w ride’y. Pierwsza kompozycja jest zatem jedną z najlepszych propozycji spod szyldu <strong>Kriegsmaschine</strong>. Drugi utwór, <strong><em>The Pallid Scourge</em></strong>, rozwiewa wszelkie wątpliwości, że mamy do czynienia z krakowską kolaboracją dwóch Panów na &#8222;M&#8221;. Numer ten jest mocno osadzony w twórczości obu Panów i śmiało mógłby odnaleźć się pośród kompozycji z <strong><em>Enemy Of Man</em></strong>. Na uwagę zasługuje tu nieco wolniejsze tempo, motywy gitarowe, które ciągną ciężar utworu do przodu, zaś ponad warstwę instrumentalną wynosi się potężny wokal <strong>M.</strong></p>
<p>Doomowym zacięciem charakteryzuje się trzecia propozycja z <strong><em>Apocalypticists</em></strong> – <strong><em>Lost in Liminal</em></strong>. Panowie znów zwalniają tempo, serwując rozciągnięte riffy i pokrętne motywy, a z tyłu wspiera to wszystko złożoność perkusji, która buduje szerokie tło dla tego mrocznego utworu. Następnie na scenę wkracza tytułowa kompozycja, czyli <strong><em>Apocalypticists</em></strong>. Genialnie rezonuje ona z resztą albumu. Kawałek odznacza się na tle pozostałych, jest bardziej surowy, wręcz pierwotny. <strong>Kriegsmaschine</strong> dostarcza bardzo zróżnicowaną kompozycję, jedną z najlepszych w swojej historii. Zakrawające o doom metal intro nie zapowiada gromów, które spadają w dalszej części utworu. Złożoność bębnów w tym numerze tylko udowadnia, że <strong>Darkside </strong>wybija się na jednego z czołowych pałkarzy w lidze rozgrywkowej. Bez dwóch zdań, tytułowego kawałka z nowego albumu można słuchać w kółko. Tak się powinno budować atmosferę w muzyce.</p>
<p>Przedostatnią propozycją <strong>KSM</strong> jest <strong><em>The Other Death</em></strong>, najdłuższa kompozycja na płycie, którą otwiera dwuminutowy wolniejszy motyw, by następnie ustąpić miejsca agresywniejszym bębnom i wokalom. Gitary grają w tym momencie drugie skrzypce, ale równie dobrze radzą sobie w tworzeniu tła, jak w prowadzeniu całości. <strong><em>The Other Death</em></strong> jest niezwykle atmosferycznym, niemal przerażającym utworem, w którym znalazło się miejsce dla gościnnych wokali w wykonaniu <strong>M.A.</strong> Kompozycja kończy się wymieszanymi narracjami w różnych językach, które zaczynają nakładać się na siebie, po czym otrzymujemy płynne przejście do ostatniego kamienia milowego – <strong><em>On the Essence of Transformation</em></strong>. Połowa utworu opiera się o potężne wokale, by później ustąpić miejsca sekcji instrumentalnej. W tym miejscu znowu spotykamy się z klimatem rodem z gotyckiego horroru, w którym motywem przewodnim jest rozciągnięte zawodzenie, tworzące bardzo ciekawy efekt. Gitara, bas, perkusja prowadzą swoją historię aż ku wyciszeniu.</p>
<p>Po pierwszym odsłuchu <strong><em>Apocalypticists</em></strong> siedziałem jeszcze parę minut w niedowierzaniu, że to już koniec. Pięćdziesiąt minut z muzyką <strong>Kriegsmaschine</strong> to wcale nie dużo, a czas spędzony w towarzystwie kompozycji duetu <strong>M. </strong>i <strong>Darkside</strong> mija szybciej niż normalnie. Już teraz górnolotnie przewiduję, że album z pewnością odciśnie swoje piętno na listach podsumowujących tegoroczne wydawnictwa. Produkcja, jak zwykle w przypadku krążków, za które odpowiada <strong>M.</strong>, nie zawodzi. W tym roku odpowiadał on z resztą za techniczną stronę świetnych nowych płyt kapel <strong>Cultes des Ghoules</strong>, <strong>Mordor</strong>, <strong>Voidhanger</strong>. <strong><em>Apocalypticists </em></strong>jest albumem kompletnym, każdy dźwięk jest tu skrupulatnie oszlifowany, wszystko znajduje się we właściwym miejscu, jest dopracowane i po prostu bardzo dobre. Tytuł płyty, odnoszący się do osób wierzących w rychłe nadejście końca świata, również idealne wpasowuje się w klimat krążka. Warto też pochylić się nad tekstami utworów, które po raz kolejny nie zawodzą. Następca <strong><em>Enemy of Man</em></strong> przerósł moje najśmielsze oczekiwania, co tym bardziej zaostrza mój apetyt odnośnie zapowiedzianej na przyszły rok nowej płyty <strong>Mgły</strong>, która, podobnie jak <strong><em>Apocalypticists</em></strong>, „wyjdzie, jak wyjdzie”.</p>
<p>Niespodziewanie, nagle i bez zapowiedzi black metalowy światek otrzymał właśnie jedną z najciekawszych płyt tego roku, ba, może nawet jedną z najlepszych propozycji ostatnich lat. Wspaniale byłoby usłyszeć kompozycje z trzeciego placka <strong>KSM</strong> na żywo, miejmy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości dojdzie przynajmniej do mini trasy po Polsce. Póki co pozostaje nam rozkoszować się <strong><em>Apocalypticists </em></strong>– wspaniałym tworem genialnych muzyków.</p>
<p><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 120px;" data-kvlt-bc-src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=3067552226/size=large/bgcol=ffffff/linkcol=0687f5/tracklist=false/artwork=small/transparent=true/" seamless=""><a href="http://ksmpl.bandcamp.com/album/apocalypticists">Apocalypticists by Kriegsmaschine</a></iframe><noscript><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 120px;" src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=3067552226/size=large/bgcol=ffffff/linkcol=0687f5/tracklist=false/artwork=small/transparent=true/" seamless="" loading="lazy"><a href="http://ksmpl.bandcamp.com/album/apocalypticists">Apocalypticists by Kriegsmaschine</a></iframe></noscript></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kriegsmaschine-apocalypticists-2018/">KRIEGSMASCHINE &#8211; &#8222;Apocalypticists&#8221; (2018)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kriegsmaschine-apocalypticists-2018/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>DAYAL PATTERSON: &#8222;black metal łączy eksperymentalizm i tradycję&#8221;</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/dayal-patterson-black-metal-laczy-eksperymentalizm-i-tradycje/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/dayal-patterson-black-metal-laczy-eksperymentalizm-i-tradycje/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomash]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 15 May 2016 18:00:59 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[1349]]></category>
		<category><![CDATA[Arkona]]></category>
		<category><![CDATA[Bathory]]></category>
		<category><![CDATA[Behemoth]]></category>
		<category><![CDATA[Besatt]]></category>
		<category><![CDATA[Black Altar]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Black Metal Cult]]></category>
		<category><![CDATA[Blaze of Perdition]]></category>
		<category><![CDATA[book]]></category>
		<category><![CDATA[Burzum]]></category>
		<category><![CDATA[Cult Never Dies]]></category>
		<category><![CDATA[Darkthrone]]></category>
		<category><![CDATA[Destruction]]></category>
		<category><![CDATA[Einar]]></category>
		<category><![CDATA[Evilfeast]]></category>
		<category><![CDATA[Evolution Of The Cult]]></category>
		<category><![CDATA[Fenriz]]></category>
		<category><![CDATA[furia]]></category>
		<category><![CDATA[Helheim]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Erik]]></category>
		<category><![CDATA[Kampfar]]></category>
		<category><![CDATA[Koldbrann]]></category>
		<category><![CDATA[Kriegsmaschine]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[Manes]]></category>
		<category><![CDATA[Massemord]]></category>
		<category><![CDATA[Master’s Hammer]]></category>
		<category><![CDATA[Mastiphal]]></category>
		<category><![CDATA[Mayhem]]></category>
		<category><![CDATA[Metal Hammer]]></category>
		<category><![CDATA[mgła]]></category>
		<category><![CDATA[Mord'A'Stigmata]]></category>
		<category><![CDATA[Nergal]]></category>
		<category><![CDATA[Non Opus Dei]]></category>
		<category><![CDATA[One Head]]></category>
		<category><![CDATA[One Tail]]></category>
		<category><![CDATA[Outre]]></category>
		<category><![CDATA[Rotting Christ]]></category>
		<category><![CDATA[Sacrilegium]]></category>
		<category><![CDATA[Sakis]]></category>
		<category><![CDATA[samael]]></category>
		<category><![CDATA[Satyricon]]></category>
		<category><![CDATA[Sodom]]></category>
		<category><![CDATA[Strid]]></category>
		<category><![CDATA[Terrorizer]]></category>
		<category><![CDATA[Tsjuder]]></category>
		<category><![CDATA[Urgehal]]></category>
		<category><![CDATA[Vemod]]></category>
		<category><![CDATA[Venom]]></category>
		<category><![CDATA[Xantotol]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=28249</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zapraszamy do lektury wywiadu z Dayelem Pattersonem (Cult Never Dies, Metal Hammer, Terrorizer), autorem nowej książki z serii Black Metal Cult, która swoją&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/dayal-patterson-black-metal-laczy-eksperymentalizm-i-tradycje/">DAYAL PATTERSON: &#8222;black metal łączy eksperymentalizm i tradycję&#8221;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p class="wywiadlead">Zapraszamy do lektury wywiadu z <strong>Dayelem Pattersonem</strong> (Cult Never Dies, Metal Hammer, Terrorizer), autorem nowej książki z serii <strong>Black Metal Cult</strong>, która swoją premierę będzie miała <strong>31 maja</strong> bieżącego roku.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2016/05/InterviewDayalPattersonForKvltMagazine.pdf">Interview with Dayal Patterson in English</a></p>
<p><strong>Hails Dayal! Cofnijmy się do początku powstania idei Evolution Of The Cult. Dlaczego wybrałeś właśnie taki temat dla swojej książki „Black Metal”? Przecież metal ma wiele gatunków, a Ty wybrałeś ten jeden?</strong></p>
<p>To moja fascynacja black metalem przyczyniła się do tego, że chciałem napisać książkę. Myślę, że jeszcze ważniejsze dla mnie było to aby stworzyć książkę o black metalu w autentyczny sposób. Wielu ludzi napisało książki, artykuły, jeszcze inny stworzyli filmy o tym samym gatunku, ale prawda o black metalu została gdzieś zgubiona, ponieważ byli oni poza głównymi wydarzeniami głównego ruchu tego środowiska. Inaczej wygląda sytuacja dla death metalu, gdzie powstało kilka dobrych i dokładnych ksiąg napisanych przez ludzi sceny. Ostatecznie moim celem w <strong>Evolution of the Cult</strong> było oddanie głosu właściwym artystom i opowiedzenie prawdziwej historii o tym jak gatunek się narodził i jak się rozwijał.</p>
<p><strong>Struktura kompozycyjna black metalu łączy w sobie prymitywizm i wielowarstwowość. Z jednej strony jest antytezą muzyki w ogóle, a z drugiej jest jak tornado, które niszczy po drodze wszystko. Poza kompozycją istotny jest przekaz. Czy może istnieć black metal jeśli usuniemy jeden z dwóch składowych tej muzyki?</strong></p>
<p>Myślę, że to, co sprawia, że black metal jest najbardziej fascynującym gatunkiem metalu to to, że jest pełen przeciwstawnych i sprzecznych tendencji. Łączy on w sobie gwałtowność i spokój, eksperymentalizm i tradycję, otwartość i konserwatyzm, jest techniczny i prymitywny zarazem, intelektualny i pierwotny. Black metal może być bardzo podstawowy i prosty lub bardzo rozwinięty i skomplikowany i nadal bezdyskusyjnie pozostaje black metalem. Potencjał jest ogromny.</p>
<p><strong>Istnieje przekonanie, że Black Metal rozpoczyna się od powstania Mayhem. Inni twierdzą, że twórcami Black Metalu były takie zespoły jak Venom, Bathory czy Hellhammer. Kto stworzył Black Metal?</strong></p>
<p>Powiedziałbym, że black metal został stworzony przez zespoły z lat osiemdziesiątych: <strong>Venom</strong>, <strong>Bathory</strong>, <strong>Hellhammer</strong>, <strong>Sodom</strong>, <strong>Destruction</strong>, i późniejsze <strong>Samael</strong>, <strong>Rotting Christ</strong>, <strong>Master’s Hammer</strong> itd. Ale wcześniejsza era <strong>Mayhem</strong> była odpowiedzialna za wskrzeszenie tego gatunku na początku lat 90. (co jest często określane mianem &#8222;drugiej fali &#8221; black metalu). I to <strong>Mayhem</strong> razem z <strong>Burzum</strong> i <strong>Darkthrone</strong> są prawdopodobnie najbardziej wpływowymi zespołami na całym świecie.</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter wp-image-28745 size-full" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2016/05/Gaahl-and-Dayal-Patterson-Evolution-of-the-Cult.jpg" alt="Gaahl and Dayal Patterson Evolution of the Cult" width="33%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2016/05/Gaahl-and-Dayal-Patterson-Evolution-of-the-Cult.jpg 299w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2016/05/Gaahl-and-Dayal-Patterson-Evolution-of-the-Cult-199x300.jpg 199w" sizes="(max-width: 299px) 100vw, 299px" /></p>
<p><strong>W swej pierwszej książce opisujesz ten gatunek bardzo szczegółowo. Zaczynasz od powstania tej muzyki, a kończysz prezentując najnowsze odłamy. Zapewne spotkałeś się osobiście z wieloma kluczowymi muzykami, którzy odpowiadają za powstanie tej muzyki. Opowiedz z kim spotkałeś się osobiście? Kto na tobie zrobił największe wrażenie?</strong></p>
<p>Zawsze ciężko odpowiedzieć mi na takie pytania ponieważ, spotkałem mnóstwo interesujących ludzi zaangażowanych w powstanie tej książki. I nie mówię tego tylko z grzeczności. Kiedy przeprowadzałem wywiady z różnymi muzykami z różnych gatunków dla różnych magazynów na przestrzeni lat to muszę przyznać, że black metal ma jedne z najbardziej fascynujących bohaterów z każdego gatunku muzyki. Wśród wyznawców czarnych dźwięków mamy do czynienia zarówno z indywidualistami jak I przeciętnymi postaciami. Oni wszyscy są bardzo zaangażowani w black metal, bo pomimo różnic posiadają swoje przekonania. Ich wyobrażenia wykraczające poza muzykę &#8211; czasem te wyobrażenia mogą wydawać się dziwne lub nawet obłędne, ale o wiele bardziej interesujące jest słuchać ich niż rozmawiać z jakimś gościem, który gra techniczny death metal, który po prostu chce rozmawiać o tym, jak szybkie są blasty, techniki gitarowe, czy cokolwiek innego. Odpowiadając na twoje pytanie, osoby z którymi się spotkałem przy pracy nad książką i które nadal tkwią w mojej pamięci to: <strong>Venom</strong>, <strong>King Diamond</strong>, <strong>Snorre Ruch of Thorns</strong>, poszczególnych członków / ex-członkowie <strong>Mayhem</strong>, <strong>Fenriz</strong>, <strong>Ravn</strong> z <strong>Strid</strong> (i <strong>Ravn</strong> od <strong>1349</strong>), chłopaki z <strong>Blasphemy</strong>, z <strong>Mysticum</strong>, z <strong>Hades</strong>, z <strong>Kampfar</strong>, <strong>Infernus</strong> i<strong> Gaahla Armando</strong> od <strong>Mystifier</strong>, <strong>Kristoffer</strong> z <strong>Ulver</strong>, <strong>Tom</strong> z <strong>Celtic Frost</strong>, <strong>Sakis</strong> z <strong>Rotting Christ</strong>, <strong>Nergal</strong> z <strong>Behemoth</strong>, <strong>Einar</strong> z <strong>Wardruna</strong>, <strong>Jan Erik</strong> z <strong>Vemod</strong> /<strong>One Tail</strong>, <strong>One Head</strong> &#8230; listę mógłbym tworzyć w nieskończoność.</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter wp-image-28744 size-full" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2016/05/satyr-and-dayal-patterson-cult-never-dies-e1463320677763.jpg" alt="satyr and dayal patterson cult never dies" width="50%"  /></p>
<p><strong>Czy spotkałeś się z odmową wywiadu lub zakazano ci publikacji bo np. wywiad nie spodobał się któremuś z muzyków?</strong><br />
To się wydarzyło tylko raz. Nie wdając się w szczegóły to jeden członek pewnego zespołu był niezadowolony z moich uwag, które kierowałem do jego kolegi z zespołu, więc wywiad nie ukazał się. Teraz myślę, że to nie była taka zła rzecz i mógłbym to opublikować, ale nie chciałem tracić na to czasu. Na szczęście stu pięćdziesięciu muzyków zaangażowanych w ten projekt było zadowolonych z wywiadów. Mogę być bardzo zadowolony z przebiegu tych rozmów, bo wielu muzyków z książki <strong>Black Metal Cult</strong> uznało te wywiady za jedne z najlepszych w ich karierze.</p>
<p><strong>Czy na początku swojej przygody z pisaniem książki o black metalu zakładałeś, że będą kolejne części? Czy ta idea zrodziła się z czasem?</strong><br />
I jedno i drugie. Przy książce <strong>Evolution of the Cult</strong> już wiedziałem, że musi być obszerniejsza lub w formie dwóch tomów. Po jej publikacji, zdałem sobie sprawę, że ogrom materiału potrzebuje serii. Miałem ochotę pójść dalej i zgłębić bardziej muzyczne scenę danego kraju. Ale dopiero po publikacji pierwszej książki zdałem sobie sprawę, ze pragnąłem pisać dalej i dojdę do wielu następnych książek. Jednocześnie podchodziłem to tego metodycznie,bo koncentrowałem się na trzech scenach black metal.</p>
<p><strong>Na świecie jest mnóstwo odmian BM. Do głowy najszybciej przychodzi mi grecka odmiana, z Varathron czy wczesnym Rotting Christ na czele, ale swoje odmiany mają także Szwedzi, Norwegowie i Polacy. Która scena jest dla ciebie istną kopalnią wiedzy?</strong><br />
W tej chwili to chyba Polska i Norwegia mają najlepszą muzykę, bo to na nich w dużej mierze skoncentrowałem się w moich dwóch książkach <strong>Black Metal : The Cult Never Dies Vol. One</strong> i <strong>Black Metal : Into The Absys</strong>. Intensywnie słucham pojawiających się w tych książkach zespołów takich jak <strong>Sacrilegium</strong>, <strong>Arkona</strong>, <strong>Mgła</strong>, <strong>Mastiphal</strong>, <strong>Blaze of Perdition</strong>, <strong>Mastiphal</strong>, <strong>Evilfeast</strong>, <strong>Helheim</strong>, <strong>Kampfar</strong>, <strong>Urgehal</strong>, <strong>Tsjuder</strong>, <strong>Vemod</strong>, <strong>One Tail</strong>, <strong>One Head</strong>, <strong>Koldbrann</strong>, <strong>1349</strong>, <strong>Satyricon</strong>, <strong>Manes</strong>, <strong>Tsjuder</strong> i tak dalej. Ale jak wspomniałeś Grecja i Szwecja to zdecydowanie ważne sceny i kiedyś w przyszłych dziełach je również opisze.</p>
<p><strong>W swojej drugiej książce The Cult Never Dies Volume One rozwinąłeś prezentację polskiej sceny. Pojawiły się takie zespoły jak Xantotol, Mastiphal, Arkona, Mgła czy Kriegsmaschine. Co jest takiego fascynującego w polskiej muzyce?</strong><br />
Jednym z powodów dla których interesuję się Polską w ostatnich latach jest to, że zawsze chcę się wgłębić w każda scenę, o której pisze. Wychodzę z założenia, że jeśli chcę coś dobrze zrobić to muszę to dokładnie opisać. Już rozpocząłem pisanie o Polsce w swojej pierwszej książce. Uważam, ze wiele Polskich zespołów metalowych generalnie jest wartych uwagi. Zespoły z lat dziewięćdziesiątych jak i te nowe, które dopiero co powstały reprezentują bardzo wysoki poziom. Moja najnowsza książka jest tego przykładem! Tam są: <strong>Sacrilegium</strong>, <strong>Besatt</strong>, <strong>Black Altar</strong>, <strong>MasseMord</strong>, <strong>Furia</strong>, <strong>Mord‘A’Stigmata</strong> i <strong>Blaze of Perdition</strong>. Oczywiście, jest wiele innych wspaniałych zespołów, o których nie wspomniałem (<strong>Outre</strong> czy <strong>Non Opus Dei</strong>, na przykład). Myślę, że nawet w dwóch wcześniejszych książkach każdy fan polskiego black metalu znajdzie coś dla siebie.</p>
<p><strong>W „Evolution of the Cult” poświęciłeś uwagę polskim zespołom. Mianowicie Graveland i Behemoth. Czemu akurat te?</strong><br />
Tak zgadzam się, te dwa zespołu bardzo dobrze określają dwa rodzaje black metalu w Polsce. W latach dziewięćdziesiątych to właśnie te dwa zespoły miały największy wpływ polską odmianę czarnego metalu. One inspirowały inne młodsze zespoły do czerpania z ich dorobku. Pomimo iż jest wiele znaczących zespołów w Polsce, ja słucham głównie tych dwóch, to właśnie one są ikonami gatunki. Ich historia miała największy wpływ na black metal w Polsce.</p>
<p><strong>Czy dziś Behemoth jest zespołem black metalowym?</strong><br />
Dzisiaj prawdopodobnie opisałbym <strong>Behemoth</strong> jako rozjazd między black i death metalem &#8211; „sczerniały metal śmierci”. Wydaje mi się, że te nuty związane są z death metalem, ale nadal ten zespół jest częścią kultury black metalu. To objawia się w wielu aspektach. Ich wizerunek i filozofia, pozycja anty-religijna informuje o ich postawie, więc są częścią tego ruchu. Dla przykładu &#8211; są aktywnie atakowane przez organizacje katolickie w Polsce.</p>
<p><strong>Z czym kojarzy ci się Polska? Oczywiście poza metalem.</strong><br />
W Londynie mieszka wielu Polaków, I oczywiście odkąd tam mieszkam przez ostatnie piętnaście lat, zaprzyjaźniłem się z wieloma z nich. Metal rzeczywiście jest głównym tematem naszych rozmów. Jest to najmocniejsze skojarzenie z Polską, Słucham polskiego metalu od dwudziestu lat! Poznałem polską wódkę, lasy, musztardę, piłkę nożną, historię kraju oraz inne różne rzeczy. Dziś mam jednak nieco lepsze poczucie Polski niż wcześniej, bo kiedy odwiedziłem twój kraj zobaczyłem wybrzeża, zabytki Pogan, ładne bary itp. Nie wspominając o tych ogromnych blokach mieszkaniowych. Faktycznie, to było coś czego nigdy wcześniej nie widziałem, ta obecna komunistyczna era. Byłem w podobnym miejscu z przyjaciółmi i wtedy zobaczyłem to wszystko o czym słyszałem z opowieści na własne oczy.</p>
<p><strong>Kiedy w Polsce otworzyły się granice, każdy mógł wyjechać z naszego kraju. Kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej wielu Polaków wyjechało do Anglii. Jakie masz zdanie o Polakach, których spotkałeś w Anglii?</strong><br />
Jak już wspomniałem, mam wielu polskich przyjaciół i spędzam z nimi dużo czasu, więc nie mam z tym żadnych problemów. Problem pojawia się (dotyczy wszystkich grup ludzi) kiedy charakter miejscowości lub miasta zmienia się drastycznie ponieważ mieszkających tam Polaków jest znacznie więcej niż innych grup (być może nawet wliczając Brytyjczyków) i sądzę, że to nie jest zdrowe. Muszę przyznać, że często słyszę narzekania polskich przyjaciół na imigrację itp, co jest trochę dziwne.</p>
<p><strong>Niedawno odbył się koncert Sacrilegium w Gdańsku. Wspominam o tym koncercie, bo wydaje mi się, że byłeś tam? Jeśli tak to opowiedz o wrażeniach jakie zgotował ci Sacrilegium.</strong><br />
Tak, rzeczywiście! To było wspaniałe doświadczenie. Miałem okazję rozmawiać z ludźmi takimi jak <strong>Tomasz</strong> i <strong>Maciej</strong> z <strong>Pagan Records</strong> i oczywiście <strong>Sacrilegium</strong>. Dobrze było znów rozmawiać z <strong>Nantur</strong>, bo spotkałem się z nimi w Londynie na początku tego roku. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie pozostałe zespoły: <strong>Non Opus Dei</strong>, <strong>Dreadnaught</strong> , <strong>Martwa Aura</strong> i <strong>Sacrilegium </strong>w szczególności. Jestem ich wielkim fanem. Myślę również, że lokalizacja miejsca koncertu w starej stoczni była bardzo interesująca. Dużo picia po koncercie. W rzeczywistości, cała podróż była konsumpcją polskiego piwa.</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter size-full wp-image-28742" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2016/05/Sacrilegium-Nantur-Dayal-Patterson-Cult-Never-Dies.jpg" alt="Sacrilegium Nantur Dayal Patterson Cult Never Dies" width="50%%" /></p>
<p><strong>Co sądzisz o ich najnowszej płycie Anima Lucifera?</strong><br />
Bardzo lubię ten album. Po świetnych albumach <strong>Sacrilegium</strong> jak <em><strong>Sleeptime</strong> </em>czy <em><strong>Wicher</strong></em> spodziewałem się czegoś innego. Ale po wielu odsłuchach przyznaję, że to kawał dobrej roboty.</p>
<p><strong>Za jakiś czas ma się ukazać Twoja najnowsza książka Into The Abyss. Czy uważasz, że będzie ona równie dobrze przyjęta przez fanów black metalu jak poprzednie?</strong><br />
Mam nadzieję, że tak. Oczywiście, przede wszystkim dlatego, że może to być najlepsza książka do tej pory. Ona jest bardziej „old-school’owa”, ze względu na smak i prezentację. Tym razem wywiady są bardziej bezpośrednie. Opinie zawsze były bardzo pozytywne, więc mam nadzieję, że tak samo będzie tym razem. Największym wyzwaniem jest to, aby ludzie się dowiedzieli o tej książce. Bo teraz słyszę czasami od osób, które dowiadują się dopiero teraz o pierwszej książce wydanej lata temu!</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter size-full wp-image-28743" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2016/05/Black-Metal-Into-The-Abyss-FRONT.jpg" alt="Black Metal Into The Abyss FRONT" width="50%" /></p>
<p><strong>Ostatnie słowa należą do Ciebie. Dziękuję Ci za poświęcony czas dla Kvlt Magazine!</strong><br />
Dziękuję bardzo za wsparcie i za przemyślane pytania! Wejdźcie na www.cultneverdies.com i sklep w <a href="http://cultneverdies.myshopify.com">cultneverdies.myshopify.com</a> , tam uzyskacie więcej informacji na temat serii książek Black Metal i możecie spojrzeć na ekskluzywne koszulki z takimi zespołami jak <strong>Ulver</strong>, <strong>Beherit</strong>, <strong>Blaze of Perdition</strong>, <strong>Manes</strong>, <strong>Rotting Christ</strong>, <strong>Necromantia</strong> i tak dalej. <strong>Cult Never Dies</strong>! My jesteśmy niezależni, także dziękuję za wsparcie! Salut!</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter size-full wp-image-28741" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2016/05/tchort.jpg" alt="Dayal Patterson (1)" width="50%" /></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/dayal-patterson-black-metal-laczy-eksperymentalizm-i-tradycje/">DAYAL PATTERSON: &#8222;black metal łączy eksperymentalizm i tradycję&#8221;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/dayal-patterson-black-metal-laczy-eksperymentalizm-i-tradycje/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
