<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kuba Sokólski - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/kuba-sokolski/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/kuba-sokolski/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Tue, 28 Jul 2026 12:19:31 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Kuba Sokólski - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/kuba-sokolski/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Prog In Park II &#8211; Warszawa (18.08.2018)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/prog-in-park-ii-warszawa-18-08-2018/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/prog-in-park-ii-warszawa-18-08-2018/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 24 Aug 2018 20:48:31 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[anathema]]></category>
		<category><![CDATA[Ihsahn]]></category>
		<category><![CDATA[Knock Out Prodcutions]]></category>
		<category><![CDATA[Kuba Sokólski]]></category>
		<category><![CDATA[Leprous]]></category>
		<category><![CDATA[Postcards from Arkham]]></category>
		<category><![CDATA[Prog In Park Festival]]></category>
		<category><![CDATA[Prog In Park II]]></category>
		<category><![CDATA[Progresja Music Zone]]></category>
		<category><![CDATA[Tides From Nebula]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=142695</guid>

					<description><![CDATA[<p>Prog In Park w pierwszej odsłonie zaistniał w ubiegłym roku w amfiteatrze Parku Sowińskiego, goszcząc takie gwiazdy estrady jak Opeth, Solstafir, Riverside,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/prog-in-park-ii-warszawa-18-08-2018/">Prog In Park II &#8211; Warszawa (18.08.2018)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Prog In Park</strong> w pierwszej odsłonie zaistniał w ubiegłym roku w amfiteatrze <strong>Parku Sowińskiego</strong>, goszcząc takie gwiazdy estrady jak <strong>Opeth, Solstafir, Riverside, Blindead</strong> i <strong>Lion Shepherd</strong>. Impreza odbiła się szerokim echem, niezawodna ekipa <strong>Knock Out Productions</strong> dopilnowała szczegółów &#8211; od pięknego plakatu promującego autorstwa <strong>Kuby Sokólskiego</strong> po dopiętą na ostatni guzik organizację na miejscu. Po udanym finale powoli stało się jasne, że oczekiwania co do drugiej edycji wzrosną wraz proporcjonalnie z przybywającymi fanami festiwali, powiedzmy, mniej oblężonych i rozwleczonych czasowo. <strong>Knock Out</strong>&nbsp;powzięli więc na swe barki wyzwanie, <strong>Kuba</strong> ponownie narysował fantastyczny promo-plakat, a line-up znów zainteresował &#8211; tym razem rolę headlinerów powierzono doświadczonym wygom z <strong>Anathemy</strong>, a u ich boku pojawić się mieli<strong> Sons of Apollo, Ihsahn, Leprous</strong> i<strong> Postcards From Arkham</strong>. Niestety z przyczyn niezależnych od organizatora (wszyscy uwielbiamy to sformułowanie) <strong>Sons of Apollo</strong>&nbsp;odwołali swój udział w festiwalu. Następstwa tej akcji okazały się dyskusyjne &#8211; imprezę przeniesiono do warszawskiej <strong>Progresji</strong>. Jak dla mojej skromnej osoby i jeszcze skromniejszych towarzyszy, decyzja o zmianie miejsca imprezy nie wpłynęła drastycznie na samopoczucie, znam ten warszawski klub jak swą lodówkę, więc obyło się bez płaczu. Burz w internetach, niezadowolenia i narzekania zawczasu nie zamierzam komentować. Kolejną niespodzianką okazało się &#8222;zastępstwo&#8221; za synów Apolla, do line-upu dołączyli bowiem niezmordowani <strong>Tides From Nebula</strong>. Jak dla mnie bomba! I co? I ostatecznie nieźle się wszystko potoczyło.</p>
<p>Pogoda w Polsce jak zwykle o tej porze dopisała &#8211; rok temu lało jak z cebra, a event był przecież na powietrzu, więc chłód nieprzyzwoicie doskwierał, zaś w roku bieżącym &#8211; fale afrykańskich upałów, bo przecież w klubie trzeba trochę omdleć. Cóż, zrządzenie losu czy wspaniała aura pogodowa nie mogły przeszkodzić dobrej zabawie. Na miejscu uczestników przywitał nieduży, choć i tak powiększony ogródek <strong>Progresji</strong>, kilka foodtracków, mini-miejsce na<em> signing sessions</em> i mini-bar na zewnątrz, oraz trzy wodopoje wewnątrz klubu. Żar lał się z nieba, nie było więc wątpliwości, że przy ilości zgromadzonych klimatyzacja (zainstalowana w Progresji specjalnie na to wydarzenie) nie podoła zadaniu. Efekty tych ponurych przewidywań pojawiły się stosunkowo szybko, ale spokojnie, dało się przetrwać, nie raz ten klub pękał w szwach i wszyscy wyszli cało, choć może nieco lżejsi.</p>
<p>Na początek obsuwa. Festiwal rozpoczął się z prawie godzinnym poślizgiem koncertem Czechów z&nbsp;<strong>Postcards From Arkham</strong>. Post-rockowa/metalowa formacja z progresywnymi przetasowaniami, inspirująca się twórczością Lovecrafta, od początku postawiła na budowanie klimatu. Na scenie stanęła mroczna figura sowy, światła były bardzo oszczędne, zaś repertuarowo mogliśmy liczyć zarówno na zwolnienia, jak i ostre potraktowanie instrumentariów, z wokalizami i bez nich, melancholijnie i niemal brutalnie. Warto zwrócić uwagę na ten skład, właśnie ze względu na ciekawe mieszanie wolnych, wręcz zamaszystych motywów z wściekłymi, dynamicznymi fragmentami, w których długie włosy lidera grupy&nbsp;<strong>Marka &#8222;Frodysa&#8221; Pytlika</strong> rytmicznie wirowały niczym upragniony wiatrak w temperaturze ciągle wzrastającej wraz z liczbą uczestników koncertu. Na koniec liczne i szczere podziękowania dla publiczności, wspólna fota i zapowiedź powrotu. Utalentowani, skromni i sympatyczni. Bardzo dobry zaczątek imprezy! Dyskografię&nbsp;<strong>Postcards From Arkham&nbsp;</strong>zamyka album&nbsp;<em><strong>Manta</strong></em> (2017).</p>
<p style="text-align: center;"><strong><a href="https://kvlt.pl/?attachment_id=143094" rel="attachment wp-att-143094"><img fetchpriority="high" decoding="async" class="size-large wp-image-143094 alignright" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Postcards_3-299x450.jpg" alt="" width="299" height="450" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Postcards_3-299x450.jpg 299w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Postcards_3-200x300.jpg 200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Postcards_3.jpg 798w" sizes="(max-width: 299px) 100vw, 299px" /></a>Postcards From Arkham setlista:</strong></p>
<p style="text-align: center;"><em><strong>The Kvlt Ov Dream</strong></em><br />
<em><strong>2nd of April</strong></em><br />
<em><strong>Aeon Echoes</strong></em><br />
<em><strong>Thousand Years For Us</strong></em><br />
<em><strong>My Gift, My Curse</strong></em><br />
<em><strong>You Know There&#8217;s Something</strong></em><br />
<em><strong>One World Is Not Enough</strong></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Kolejno na scenie stawili się warszawiacy z<strong> Tides From Nebula</strong>. Przede wszystkim podziwiam u Panów determinację i świetną formę &#8211; jeszcze przed chwilą widziałam ich koncert na festiwalu <strong>Pol&#8217;and&#8217;Rock</strong> (namiot ASP wypełniony publiką o 3 w nocy!), a już dane mi było ujrzeć ich ponownie, a nie zapominajmy, że dzień wcześniej (!) Tidesi zabawili na <strong>ArcTanGent</strong> feście w UK u boku <strong>Glassjaw, Pelican</strong> czy&#8230;<strong> Leprous</strong> i <strong>Anathemy</strong>. Mogli spuścić z tonu, ale nic z tych rzeczy &#8211; jak zwykle profesjonalnie i z pełnym zaangażowaniem wykrzesali tę magię, którą tak lubią karmić publikę. Całości dopełniały charakterystyczne pionowe światła na postumentach z tyłu, tylko dlaczego kolorowe? Muzyka <strong>TFN</strong> kojarzy się raczej z zimnymi odcieniami, bardziej stonowanymi, ale może kwestie estetyczne są w tym momencie zupełnie zbędne. Nie pojawiła się natomiast sztandarowa interakcja gitarzystów z publiką w końcowym utworze <em><strong>Tragedy of Joseph Merrick</strong></em>. Widziałam ją tylko 7 razy, więc liczyłam na powtórkę. Świetny koncert! Dyskografię <strong>Tides From Nebula</strong> zamyka album <a href="https://kvlt.pl/recenzje/tides-from-nebula-safehaven-2016/"><em><strong>Safehaven</strong></em></a> (2016).</p>
<p style="text-align: center;"><strong><a href="https://kvlt.pl/?attachment_id=143095" rel="attachment wp-att-143095"><img decoding="async" class="size-large wp-image-143095 alignleft" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Tides_2-299x450.jpg" alt="" width="299" height="450" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Tides_2-299x450.jpg 299w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Tides_2-200x300.jpg 200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Tides_2.jpg 798w" sizes="(max-width: 299px) 100vw, 299px" /></a>Tides From Nebula setlista:</strong></p>
<p style="text-align: center;"><em><strong>Hollow Lights</strong></em><br />
<em><strong>It takes more than one kind of telescope to see the light</strong></em><br />
<em><strong>Sleepmonster</strong></em><br />
<em><strong>The Lifter</strong></em><br />
<em><strong>Home</strong></em><br />
<em><strong>We Are the Mirror</strong></em><br />
<em><strong>Now run</strong></em><br />
<em><strong>Tragedy of Joseph Merrick</strong></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Po występie&nbsp;<strong>TFN</strong> szybkie zerknięcie na zmienioną czasówkę koncertową i znów co niektórzy nie szczędzili burczenia. Okazało się, że <em>signing sessions</em> pokrywały się z koncertami, zatem kto chciał przywitać się z <strong>Ihsahnem</strong>, ten musiał opuścić koncert <strong>Leprous</strong>. Priorytety życiowe to nie są proste sprawy, Panie i Panowie, jednak zakładając, że istotą tego wydarzenia była muzyka, wszystko stało się klarowne &#8211; <strong>Leprous</strong> must-see!</p>
<p>Zaskoczenia nie było. Koncert norweskiego&nbsp;<strong>Leprous, </strong>reprezentującego progresywny metal nowoczesny,&nbsp;to koncertowa petarda zarówno pod względem muzycznym, jak i wizualnym. Odziani w eleganckie koszule, skupieni, bez zadęcia ruszyli bez ceregieli, trzymając wysoki poziom wykonania praktycznie do samego końca. Najwięcej emocji wzbudzili we mnie odgrywając <em><strong>From the Flame</strong></em> czy <em><strong>Illuminate </strong></em>z ostatniego wydawnictwa grupy.&nbsp;Na koniec natomiast ku radości zebranych na scenę wkroczył&nbsp;<strong>Ihsahn</strong> i wspólnie wykonał z zespołem świetne <em><strong>Contaminate Me&nbsp;</strong></em>z albumu <em><strong>Coal</strong></em> (2013).&nbsp;Genialnie dobrane światła i bardzo dobre brzmienie dopełniały całości, przez co, uprzedzając fakty, jestem skłonna po różnych refleksjach wyróżnić ten koncert jako najlepszy technicznie w całym line-upie <strong>Prog In Park II</strong>. Wokalista <strong>Einar Solberg</strong> wyciągał te swoje wysokie partie niemal bez fałszów. I mimo że nie jestem fanką takich wokaliz, nie mogę nie docenić umiejętności i właściwie łatwości prowadzenia koncertu w warunkach klubu tego wieczoru. Tu po raz pierwszy zaobserwowałam też dość zróżnicowaną publikę, która w większości chłonęła występ jak zaczarowana. Nadal w tej kategorii wagowej wybieram innych przedstawicieli metalu nowego nurtu, ale koncert zdecydowanie był wart doświadczenia. Dyskografię <strong>Leprous</strong> zamyka album <em><strong>Malina</strong></em> (2017).</p>
<p style="text-align: center;"><strong><a href="https://kvlt.pl/?attachment_id=143096" rel="attachment wp-att-143096"><img decoding="async" class="size-large wp-image-143096 alignright" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Leprous-450x299.jpg" alt="" width="450" height="299" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Leprous-450x299.jpg 450w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Leprous-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Leprous.jpg 1200w" sizes="(max-width: 450px) 100vw, 450px" /></a>Leprous setlista:</strong></p>
<p style="text-align: center;"><em><strong>Bonneville</strong></em><br />
<em><strong>Stuck</strong></em><br />
<em><strong>The Flood</strong></em><br />
<em><strong>From the Flame</strong></em><br />
<em><strong>Salt (+ Øystein Skonseng Landsverk)</strong></em><br />
<em><strong>Illuminate</strong></em><br />
<em><strong>The Price</strong></em><br />
<em><strong>The Cloak</strong></em><br />
<em><strong>Mirage</strong></em><br />
<em><strong>Contaminate Me (+ Ihsahn)</strong></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Następnego koncertu wyczekiwałam najbardziej. Legendarny (przynajmniej w moim otoczeniu) <strong>Ihsahn</strong> wielkim muzykiem jest i nie mam co do tego wątpliwości. Nie było mi dane w tym roku zobaczyć koncertu <strong>Emperora</strong> na <strong>Metalmanii</strong>, więc tym bardziej oczekiwałam wiele. Tymczasem pierwsze zaskoczenie przyszło szybko &#8211; nie było basisty. Może marudzę, linia basu z puszki była dobrze słyszalna, ale przecież mówimy o koncercie na żywo. To samo tyczy się partii saksofonowych&#8230;. Trochę szkoda. Druga sprawa, <strong>Ihsahn</strong> stylistycznie najmocniej wyróżniał się tego wieczoru na scenie. Set chyba najbardziej odstawał od pozostałych zespołów, do tego był dość charakterystycznie zróżnicowany. Pojawiły się akcenty z przedostatniego wcielenia artysty z płyty <em><strong>Arktis</strong> </em>(2016) w utworach <em><strong>Until I Too Dissolve</strong></em>&nbsp;czy <em><strong>Mars Darkness, </strong></em>jak i bardziej sędziwe&nbsp;<em><strong>Frozen Lakes on Mars</strong></em> (<em><strong>After</strong></em>, 2010) czy ostatni <em><strong>The Grave</strong></em> (<em><strong>Eremita</strong></em>, 2012).&nbsp;Niemałą niespodzianką z nad wyraz przyjemnym skutkiem był gościnny udział <strong>Einara Solberga</strong> w numerze <em><strong>Celestial Violence</strong></em>, który jak dla mnie absolutnie pozamiatał wszystko w tym gigu. Sam <strong>Ihsahn</strong> zaś sprawiał wrażenie pewnego siebie i wyluzowanego. Takiego obycia ze sceną i publiką nie jeden muzyk mógłby się od niego nauczyć. Szczery przekaz ze szczerym wyrazem &#8211; tak to widziałam. Dyskografię <strong>Ihsahna</strong> solo zamyka album <i><b><a href="https://kvlt.pl/recenzje/ihsahn-amr-2018/">Àmr</a>&nbsp;</b></i> (2018).</p>
<p style="text-align: center;"><strong><a href="https://kvlt.pl/?attachment_id=143097" rel="attachment wp-att-143097"><img decoding="async" class="size-large wp-image-143097 alignleft" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Ihsahn-450x299.jpg" alt="" width="450" height="299" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Ihsahn-450x299.jpg 450w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Ihsahn-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Ihsahn-800x532.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Ihsahn-1536x1022.jpg 1536w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Ihsahn.jpg 1200w" sizes="(max-width: 450px) 100vw, 450px" /></a>Ihsahn setlista:</strong></p>
<p style="text-align: center;"><em><strong>Lend Me The Eyes Of Millenia</strong></em><br />
<em><strong>Arcana Imperii</strong></em><br />
<em><strong>Celestial Violence (+ Einar Solberg)</strong></em><br />
<em><strong>Mass Darkness</strong></em><br />
<em><strong>Until I Too Dissolve</strong></em><br />
<em><strong>My Heart is of the North</strong></em><br />
<em><strong>Sámr</strong></em><br />
<em><strong>Frozen Lakes on Mars</strong></em><br />
<em><strong>A Grave Inversed</strong></em><br />
<em><strong>The Grave</strong></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Na finał przyszedł czas na <strong>Anathemę</strong>. Zdecydowanie na koncert Brytyjczyków przybyło najwięcej fanów, <strong>Progresja</strong> wypełniła się po brzegi, ale nie były to hipermonstrualne tłumy, jakie widziałam już w klubie. Wielu historii nasłuchałam się o tym zespole i ich magii koncertowej na przestrzeni niemal 30 lat istnienia na scenie. <a href="https://kvlt.pl/?attachment_id=143098" rel="attachment wp-att-143098"><img decoding="async" class="size-large wp-image-143098 alignright" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Anathema_2-450x299.jpg" alt="" width="450" height="299" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Anathema_2-450x299.jpg 450w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Anathema_2-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Anathema_2.jpg 1200w" sizes="(max-width: 450px) 100vw, 450px" /></a>Rodzeństwo <strong>Cavanagh</strong> przeszło parę rewolucji gatunkowych i obecnie poruszają się po przestrzeniach szeroko pojętego art rocka, co ani mnie nie martwiło, ani niespecjalnie grzało. Kto jednak liczył na przekrojową setlistę złożoną ze starszych utworów, a może nawet tych z początków działalności zespołu, ten przeliczył się trzykrotnie. Jak na 17 piosenek wybranych do setlisty festiwalu, jedynie kilka byłam w stanie rzeczywiście poczuć. Należały do nich głównie numery&nbsp;<em><strong>Deep</strong></em> (<em><strong>Judgement</strong></em>, 1999), <em><strong>The Lost Song</strong><strong>, Part 3</strong></em> (<em><strong>Distant Satellites</strong></em>, 2014) i obydwa&nbsp;<em><strong>Untouchable</strong></em> (<em><strong>Weather Systems</strong></em>, 2012). Kompozycje z najnowszego albumu grupy kompletnie do mnie nie trafiły, więc trudno, aby w wersji koncertowej było inaczej, natomiast wszystkie wstawki, przerywniki, opowiastki braci wprowadzały jedynie rozwleczenie i tak przydługiego programu koncertowego. Nie udało mi się oczarować występem grupy, ubolewam ponownie nad brakami &#8211; tu też nie było basowego (<strong>Jamie Cavanagh</strong> zdecydował opuścić zespół), nie było polotu, nie zobaczyłam tego legendarnego anathemowego połysku. To nie był zły koncert, ale i nie najlepszy. Natomiast nie mogę się przyczepić do pięknych, czystych wokali i niezłego brzmienia ogólnie. Szkoda jednak, że po skończonym secie odczułam raczej ulgę zamiast niedosytu. Trudno, zachwytu brak, nie tym razem. Dyskografię <strong>Anathemy</strong> zamyka album <a href="https://kvlt.pl/recenzje/anathema-the-optimist-2017/"><em><strong>The Optimist</strong></em></a> (2017).&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><strong><a href="https://kvlt.pl/?attachment_id=143101" rel="attachment wp-att-143101"><img decoding="async" class="size-large wp-image-143101 alignleft" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Anathema_1-299x450.jpg" alt="" width="299" height="450" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Anathema_1-299x450.jpg 299w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Anathema_1-200x300.jpg 200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Anathema_1.jpg 798w" sizes="(max-width: 299px) 100vw, 299px" /></a>Anathema setlista:</strong></p>
<p style="text-align: center;"><em><strong>Deep</strong></em><br />
<em><strong>Lost Control</strong></em><br />
<em><strong>Can&#8217;t Let Go</strong></em><br />
<em><strong>Endless Ways</strong></em><br />
<em><strong>The Optimist</strong></em><br />
<em><strong>The Lost Song, Part 3</strong></em><br />
<em><strong>Barriers</strong></em><br />
<em><strong>Thin Air</strong></em><br />
<em><strong>Springfield</strong></em><br />
<em><strong>The Beginning and the End</strong></em><br />
<em><strong>Universal</strong></em><br />
<em><strong>Closer</strong></em></p>
<p style="text-align: center;"><em><strong>A Natural Disaster</strong></em><br />
<em><strong>Distant Satellites</strong></em><br />
<em><strong>Untouchable, Part 1</strong></em><br />
<em><strong>Untouchable, Part 2</strong></em><br />
<em><strong>Bis:</strong></em><br />
<em><strong>Fragile Dreams&nbsp;</strong></em></p>
<p style="text-align: center;">&nbsp;</p>
<p><a href="https://kvlt.pl/?attachment_id=143099" rel="attachment wp-att-143099"><img decoding="async" class="size-large wp-image-143099 alignright" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Postcards_1-450x299.jpg" alt="" width="450" height="299" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Postcards_1-450x299.jpg 450w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Postcards_1-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/08/Postcards_1.jpg 1200w" sizes="(max-width: 450px) 100vw, 450px" /></a>Festiwal<strong> Prog In Park II</strong> przeszedł do historii. Tym razem zebrany skład koncertowy był równie ciekawie złożony jak poprzednio, może bardziej repertuarowo rozstrzelony, co uważam za duży plus. Mimo wielkiej i nieskończonej miłości do <strong>Progresji</strong> mam jednak nadzieję, że w przyszłym roku festiwal wróci w plener. Jest lato, to musi być gorąco, panie kierowniku, ale przestrzeń i powietrze jednak sprzyjają innemu odbiorowi festiwalu jako całości.&nbsp;</p>
<p>Do następnego!</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong><em>Autorem zdjęć jest Aleksander Honc &#8211; Photocoder.pl</em></strong></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/prog-in-park-ii-warszawa-18-08-2018/">Prog In Park II &#8211; Warszawa (18.08.2018)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/prog-in-park-ii-warszawa-18-08-2018/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>KUBA SOKÓLSKI (Merkabah): &#8222;rzeczywistość jest iluzją&#8221;</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/kuba-sokolski-merkabah-rzeczywistosc-jest-iluzja/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/kuba-sokolski-merkabah-rzeczywistosc-jest-iluzja/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magdalena Dalmata]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 26 Mar 2018 08:03:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[2018]]></category>
		<category><![CDATA[Gnoza]]></category>
		<category><![CDATA[Hell Comes Home]]></category>
		<category><![CDATA[hunter]]></category>
		<category><![CDATA[Instant Classic]]></category>
		<category><![CDATA[interview]]></category>
		<category><![CDATA[Knock Out Prodcutions]]></category>
		<category><![CDATA[Konrad Kultys]]></category>
		<category><![CDATA[Kuba Sokólski]]></category>
		<category><![CDATA[Lethal Dose]]></category>
		<category><![CDATA[Lostbone]]></category>
		<category><![CDATA[Medicine]]></category>
		<category><![CDATA[Merkabah]]></category>
		<category><![CDATA[Million Miles]]></category>
		<category><![CDATA[Moloch]]></category>
		<category><![CDATA[Prog In Park]]></category>
		<category><![CDATA[Prog In Park Festival]]></category>
		<category><![CDATA[Scientist]]></category>
		<category><![CDATA[Teli]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>
		<category><![CDATA[Żywiołak]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=129035</guid>

					<description><![CDATA[<p>Ubiegły rok dość bogato obfitował w festiwale plenerowe, wznawiane edycje zapomnianych metalowych imprez oraz niszowe, zamknięte przedsięwzięcia. Był to również świetny czas&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/kuba-sokolski-merkabah-rzeczywistosc-jest-iluzja/">KUBA SOKÓLSKI (Merkabah): &#8222;rzeczywistość jest iluzją&#8221;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p class="wywiadlead">Ubiegły rok dość bogato obfitował w festiwale plenerowe, wznawiane edycje zapomnianych metalowych imprez oraz niszowe, zamknięte przedsięwzięcia. Był to również świetny czas dla promocji sztuki ilustracji i rysunku. Z pewnością każdy zapamiętał wyróżniający się z tłumu plakat do pierwszej edycji <strong>Prog In Park</strong>, a od niedawna również drugą edycję festiwalu zdobi mocno charakterystyczna grafika. Nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności z rozmowy z młodym i zdolnym &#8211; grafikiem, ilustratorem, autorem kolekcji ubrań, muzykiem &#8211; przed Państwem <strong>KUBA SOKÓLSKI</strong>. Zapraszamy!</p>
<p style="text-align: center;"><a href="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/Kuba-Sok%C3%B3lski_-English-version-1.pdf"><strong>Interview with Kuba Sokólski in English</strong></a></p>
<p><strong>Cześć! Zacznijmy od tendencyjnego pytania, jak Ci minął 2017 rok? Dużo się działo, m.in. wraz zespołem Merkabah wydaliście dobrze przyjętą płytę Million Miles, ponadto pracowałeś nad artworkami dla rynku muzycznego. Zdaje się, że ten czas był dla Ciebie bardzo owocny?</strong></p>
<p>Zdecydowanie tak, choć pod wieloma względami był to też jeden z najcięższych okresów, jakie pamiętam. Natłok pracy, plus tzw. życióweczka mocno dały mi w kość. Ale na szczęście ten rok zapowiada się znacznie bardziej obiecująco, choć chyba jeszcze bardziej pracowicie (z czego oczywiście się bardzo cieszę).</p>
<p><strong>Wróćmy więc do Twoich początków w sztuce. Potrafisz podać konkretny moment, w którym pojawiło się zainteresowanie szeroko pojętą grafiką, rysunkiem?</strong></p>
<p>Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale w zasadzie od zawsze było wiadomo, że tym się będę zajmował. Mój ojciec był artystą (tworzył biżuterię), także jak tylko zacząłem przejawiać zainteresowanie sztuką, od razu robił, co mógł, by tę pasję we mnie pielęgnować (dostawałem przybory do rysowania, albumy z obrazami, itd.). Także od najmłodszych lat dużo rysowałem: najpierw komiksy i fantastykę, a potem, jeszcze we wczesnej młodości, odkryłem twórczość mojej Wielkiej Trójcy: <strong>Beksińskiego</strong>, <strong>Gigera</strong> i <strong>Starowieyskiego</strong>, od których na dobre zaczęła się moja fascynacja surrealizmem. Potem już było z górki.</p>
<p><strong>A jak było z muzyką? To dla Ciebie po prostu inna forma sztuki? A może nierozerwalna więź z rysunkiem, czy wręcz przeciwnie?</strong></p>
<p>Raczej wręcz przeciwnie. Muzyka to dla mnie przede wszystkim żywioł. Podchodzę do niej bardziej emocjonalnie, traktuję wręcz jak “zabawę”. Rysunek to poniekąd warsztat, rzemiosło, którego konsekwentnie się uczę od małego, i o którym posiadam wystarczające pojęcie, by móc z czystym sumieniem brać za swoją pracę pieniądze. Ba, mam nawet na to papier! (śmiech). Oczywiście aspekt artystyczny tej działalności jest równie istotny (jestem niezwykle wdzięczny, że dane mi jest (przynajmniej chwilowo) utrzymywać się z pracy kreatywnej, która przynosi mi tyle satysfakcji i spełnienia), ale jednak jest to mój zawód, więc oczekuję od siebie w tej dziedzinie jakiegoś minimum profesjonalizmu. Artystyczną masturbację muszę umieć czasem odłożyć na bok (śmiech).</p>
<p><strong> A jak duży wpływ na Twoje zainteresowanie muzyką mieli rodzice? To Twój tata zaszczepił w Tobie tę pasję?</strong></p>
<p>Sam jej nie zaszczepił, ale potem jak najbardziej ją wspierał. Otworzył mnie m.in. na jazzowych perkusistów, typu <strong>Art Blakey</strong> czy <strong>Billy Cobham</strong>, pokazał <strong>Tangerine Dream</strong> i <strong>Jana Garbarka</strong>, który pozostał jedną z moich wielkich inspiracji. Pierwotnie jednak moja pasja do muzyki zaczęła się jakoś w podstawówce, gdzie z kolegami odkrywaliśmy namiętnie nowe zespoły, czy to poprzez MTV, czy kupując na oślep kasety, czy poprzez starszego brata mojego przyjaciela, który indoktrynował nas, puszczając nam grunge czy metal.</p>
<p><strong>Kiedy postanowiłeś połączyć swoje umiejętności i zainteresowania, czego wynikiem są między innymi projekty plakatów i okładek płyt, skupione wokół metalowej sceny?</strong></p>
<p>Pierwszą okładką, jaką zrobiłem był chyba projekt dla zespołu <strong>Lethal Dose</strong>, bodajże w 2005 roku (na jego gruzach zresztą powstał później <strong>Lostbone</strong>, z którym również miałem przyjemność współpracować), choć nie wiem, czy przypadkiem wcześniejsza nie była współpraca z <strong>Hunterem</strong> przy layoucie <strong>TELI</strong>… Nie jestem pewien. W każdym razie potem z większych rzeczy był m.in. projekt debiutu <strong>Żywiołaka</strong>. Ogólnie tak się złożyło, że zawsze trzymałem się z bardziej muzycznym towarzystwem, także poznawało się różnorakich ludzi (fanów, muzyków, promotorów) na koncertach (na które chodziłem maniakalnie), i jak padał temat moich rysunkowych poczynań, to pojawiały się też pierwsze okazje do współpracy. Także wyszło to dość naturalnie.</p>
<p><img decoding="async" class="wp-image-129045 size-full aligncenter" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/dom-zły.jpg" alt="Okładka Dom Zły &quot;Dom zły&quot; autorstwa K. Sokólskiego" width="33%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/dom-zły.jpg 960w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/dom-zły-300x268.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/dom-zły-450x402.jpg 450w" sizes="(max-width: 960px) 100vw, 960px" /><br />
<strong>Jaki projekt sprawił, że wzrosło zainteresowanie Twoimi pracami ?</strong></p>
<p>Oj, nie mam bladego pojęcia… Mam wrażenie, że z prawie każdą publikowaną pracą pojawia się jakieś tam drobne poruszenie i w miarę regularnie wpływają kolejne projekty, ale ciężko mi powiedzieć, czy którakolwiek z nich była dla mnie &#8222;przełomem&#8221;. Chociaż może box set dla wytwórni <strong>Hell Comes Home</strong> odbił się nieco szerszym echem? Był to na pewno najbardziej złożony i wymagający projekt, nad jakim wówczas pracowałem. No i w wyniku tej kolaboracji nawiązała się późniejsza współpraca z zespołem <strong>Scientist</strong> (ex-Yakuza), która zresztą trwa po dziś dzień, także na pewno niektóre późniejsze sukcesy zawdzięczam właśnie temu projektowi.</p>
<p><strong>W swoich pracach unikasz posługiwania się opatrzonymi czaszkami czy podobnymi elementami, sporo natomiast u Ciebie dziwacznych gadów, robaków czy owadów. Świadomie zrezygnowałeś z korzystania z symboliki utożsamianej z metalem czy przyszło Ci to zupełnie naturalnie?</strong></p>
<p>Nigdy mnie specjalnie nie jarało rysowanie czaszek (może czasem miewam słabość do niektórych zwierzęcych, ale ludzkich faktycznie raczej unikam). Zawsze mi się wydawały oklepane i banalne. I choć w pracach innych artystów kompletnie mi nie przeszkadzają, tak u siebie wolę sięgać po mniej oczywiste motywy. Ze straszydeł zawsze bardziej ciągnęło mnie do body horroru, czy motywów lovecraftowskich. Później za to nieco górę nad potworami wzięła miłość do starych rycin, ezoteryki i psychodelii. Nigdy zresztą nie chciałem, by moje rysunki były typowo “mroczne”, czy “szatańskie”, (nawet czarnego koloru unikam (śmiech). Raczej zawsze stawiałem na organiczność, dziwność, “fakturowość”, itd.</p>
<p><strong>Jesteś zwolennikiem wykonywania projektów ręcznie? Mógłbyś opowiedzieć, jak wygląda proces przygotowywania projektu od początku do końca?</strong></p>
<p>Najczęściej zaczynam od komputerowego szkicu, który ma na celu ogólnie określić kompozycję, motywy, kolorystykę, itd. Jest to przede wszystkim szybkie i wygodne rozwiązanie pozwalające na swobodne poprawki, które, jak wiadomo, są nieuniknione przy pracy z klientami. Na tej podstawie robię nieco bardziej szczegółowy szkic ołówkiem (ręka jednak inaczej pracuje na papierze, niż na tablecie, więc to dopiero tu materia rysunku nabiera właściwego kształtu i faktury), który potem staje się bazą do finalnej ilustracji. Potem już tylko mozolne rzeźbienie właściwego rysunku rapidografem, tuszem i cienkopisami, no i na koniec obróbka cyfrowa, czyli czyszczenie i kolorowanie.</p>
<p><strong>Zdarzają Ci się kryzysy twórcze? Jak sobie z nimi radzisz?</strong></p>
<p>I to jakie! Ale nie mam niestety żadnej recepty na nie. Najczęściej oczywiście kryzysy dopadają mnie w fazie konceptualnej projektu, czyli klasycznie: niemiłosiernie przeciągający się brak weny, wściekłe bazgranie po kartce, długie godziny spędzone na bezcelowym researchu, frustra, itd. Ale najgorsze chyba są kryzysy, które dopadają mnie w późniejszym etapie pracy, gdzie zaczynam kwestionować swoje decyzje i stoję przed ryzykiem, że cała moja dotychczasowa praca jest do wyrzucenia. Czasem, pracując już nad finalnym rysunkiem, analizuję go niepotrzebnie na 100 różnych sposobów, i gdy coś mi się nie klei, zaczynam całość obmyślać na nowo, zmieniać koncepcję, poprawiać, usuwać</p>
<p><strong>Inspirujesz się pracami innych artystów?</strong></p>
<p>Oj tak. Ale, jako że dzięki potędze internetu niemal w każdym tygodniu odkrywam ich przynajmniej kilkoro, to chyba nawet nie będę próbował wszystkich wymienić. Mam oczywiście swoją stałą, niezachwianą od lat czołówkę (min. <strong>Ernst Haeckel</strong>, <strong>David D’Andrea</strong>, <strong>Business For Satan</strong>, <strong>Lauren Marx</strong>, <strong>Karmazid</strong>, <strong>Kilian Eng</strong>, <strong>Rotten Fantom</strong>, <strong>Viral Graphics</strong>, <strong>Aaron Horkey</strong>, <strong>Moebius</strong> i pierdylion innych), ale każda dłuższa wizyta na Pintereście, Instagramie czy Behance to kolejne nowe odkrycia.</p>
<p><strong>Czy w projektowaniu dla innych zespołów muzyka odgrywa ważną role w przygotowaniu koncepcji?</strong></p>
<p>Niekoniecznie. Bardziej mnie interesuje, czy mówimy tym samym językiem, czy w taki sam sposób myślimy o danej koncepcji, i czy rozumiemy się estetycznie. Zdarzało mi się pracować z kapelami, których muzyka nie była do końca moją bajką, ale wiedzieli dokładnie czego ode mnie oczekują, także współpraca układała nam się bardzo gładko.</p>
<p><strong>Łatwiej Ci się pracuje, kiedy dostajesz wytyczne od zespołu, czy kiedy masz tzw. wolną rękę w tworzeniu artworków?</strong></p>
<p>Zazwyczaj jest gdzieś pomiędzy i tak chyba lubię najbardziej. Czyli dostaję parę słów-kluczy, jakiś zarys konceptu stojącego za płytą (jeśli taki jest), może teksty do inspiracji, parę graficznych referencji i tyle.</p>
<p>&nbsp;</p>
<figure id="attachment_129043" aria-describedby="caption-attachment-129043" style="width: 315px" class="wp-caption alignleft"><img decoding="async" class="wp-image-129043" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/opeth-prog-in-park-315x450.jpg" alt="Plakat do I edycji Prog In Park" width="315" height="450" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/opeth-prog-in-park-315x450.jpg 315w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/opeth-prog-in-park-210x300.jpg 210w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/opeth-prog-in-park.jpg 672w" sizes="(max-width: 315px) 100vw, 315px" /><figcaption id="caption-attachment-129043" class="wp-caption-text">Plakat do I edycji Prog In Park</figcaption></figure>
<p><strong>Po raz drugi przygotowałeś zjawiskowy plakat na festiwal Prog In Park. Jak zaczęła się Twoja współpraca z organizatorami festiwalu? To spore wyróżnienie, zdaje się na światowym poziomie.</strong></p>
<p>Nie mi to oceniać, szczerze mówiąc, ale oczywiście jestem mega wdzięczny, że mogłem pracować na tym projektem, i za tak ciepły odzew na te plakaty.<br />
Co do samej współpracy z organizatorami, to przed laty zdarzyło mi się zrobić plakat na koncert <strong>The Ocean</strong> i <strong>Burst</strong>, za którym stało <strong>Show No Mercy</strong>, czyli kolektyw, w którym działali ludzie związani później z <strong>Knock Out Productions</strong>. A jako że światek muzyczny jest mały, to udało się podtrzymać względnie znajomość, mijając się regularnie na koncertach, itd. I tak któregoś razu w ramach kolejnego small talku zaczął kiełkować temat jakiejś ponownej współpracy, co zaowocowało właśnie rzeczonymi plakatami na <strong>Prog in Park.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<figure id="attachment_129042" aria-describedby="caption-attachment-129042" style="width: 318px" class="wp-caption alignright"><img decoding="async" class="wp-image-129042" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/prog-in-park-318x450.jpg" alt="Plakat tegorocznej edycji Prog In Park II" width="318" height="450" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/prog-in-park-318x450.jpg 318w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/prog-in-park-212x300.jpg 212w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/prog-in-park-566x800.jpg 566w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/prog-in-park.jpg 679w" sizes="(max-width: 318px) 100vw, 318px" /><figcaption id="caption-attachment-129042" class="wp-caption-text">Plakat tegorocznej edycji Prog In Park II</figcaption></figure>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Czy &#8211; a właściwie kiedy &#8211; współpraca z klientami bywa trudna?</strong></p>
<p>Ogólnie to moi klienci raczej nie bywają kłopotliwi, ale zdarzyło mi się pracować nad projektem, gdzie klient miał bardzo konkretną, rozbuchaną wizję projektu, ale nie rozumiał niestety ograniczeń wynikających z formatu czy techniki, w której pracuję. W ogóle oferując mi zlecenie, nie do końca wiedział jak działam i jak tworzę swoje rysunki, co skończyło się masą nieporozumień, a cały proces był piekielnie męczący. Nie dało mi się niestety niczego przetłumaczyć, do tego w pewnym momencie w całym procesie zaczęli czynnie uczestniczyć inni członkowie zespołu, przez co dostawałem maile od 3 różnych osób, każdy z innymi uwagami, często się wykluczającymi. Ostatecznie, dla świętego spokoju oraz własnego zdrowia psychicznego, musiałem po prostu zacisnąć zęby i doprowadzić projekt do końca. Na szczęście takie sytuacje są bardzo sporadyczne.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Nawiązując do Twojej działalności w Merkabah, w którym pełnisz funkcję perkusisty, czy to był pierwszy instrument, który zwrócił Twoją uwagę? Grasz jeszcze na czymś?</strong></p>
<p>Tak, perkusja była pierwszym instrumentem, za który chwyciłem, choć trochę chyba z przypadku, o ile dobrze pamiętam. W podstawówce mój przyjaciel grał sporo na gitarze, więc któregoś dnia pojawił się pomysł założenia zespołu. Zadaliśmy sobie więc pytanie, co oprócz gitary i wokalu jest najpotrzebniejsze, by mieć kapelę, i padło na perkę.<br />
Oprócz tego bawię się jeszcze trochę elektroniką. Czasem też poplumkam w domu na gitarze, czy pośpiewam gardłowo, ale perkusja jest jedynym instrumentem, na którym powiedzmy, że faktycznie “umiem” grać. Reszta jest raczej luźną zabawą (lub inaczej: jeszcze luźniejszą od mojej gry na bębnach).</p>
<p><strong>Próbowałeś również swoich sił w tatuażu. Myślisz poważnie, by zająć się sztuką zdobienia ciała, czy stanowi to pewnego rodzaju odskocznię?</strong></p>
<p>Nie chciałbym na pewno, by tatuowanie całkowicie wypchnęło moją pracę ilustratorską. Raczej, by obie te działalności były względem siebie w miarę równorzędne. Trochę czuję, że zastygłem w swojej niszy, a jako że przez lata byłem ze światkiem tatuażu nieco bliżej związany, to wydawało mi się to w miarę naturalnym krokiem. Zresztą ten pomysł dojrzewał we mnie już od lat, ale niestety dopiero teraz powstały (czy też powstają powoli) okoliczności, w których mogę zacząć na serio się w to wdrażać. Mam nadzieję, że się uda.</p>
<p><img decoding="async" class="wp-image-129049 size-full aligncenter" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/dormant-ordeal.jpg" alt="Okładka Dormant Ordeal „We Had It Coming” autorstwa K. Sokólskiego" width="50%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/dormant-ordeal.jpg 960w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/dormant-ordeal-300x268.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/dormant-ordeal-450x402.jpg 450w" sizes="(max-width: 960px) 100vw, 960px" /></p>
<p><strong>Ostatnio weszła do sklepów kolekcja koszulek z Twoimi projektami. Projektowanie dla firmy odzieżowej było dla Ciebie wyzwaniem? Jak różni się taki projekt od Twojej codziennej pracy?</strong></p>
<p>Zdecydowanie było to wyzwanie. Wzorów do wykonania było naprawdę dużo jak na czas, który mi dano, więc wiele tygodni pracowałem na zwiększonych obrotach, by dotrzymać terminu. Plus &#8211; był to dla mnie kompletnie niezbadany teren. Nie wiedziałem do końca na co mogę sobie pozwolić, i jak konkretnie ugryźć temat. Podszedłem więc do tej kolekcji odrobinę bardziej zachowawczo, starając się mieć na względzie szeroki target tak dużej marki, jaką jest <strong>Medicine</strong>, ale jednocześnie sięgając po motywy typowe dla mojej twórczości. Mam nadzieję, że tymi wzorami udało się przemycić trochę mojego światka do mainstreamu bez zbytniego odstraszania klientów.</p>
<p><strong>Jakiś czas temu zostałeś zaproszony do pokazania swoich prac na konwencie Filler w Mediolanie, który zgromadził artystów związanych ze sceną punk-hardcore-skate. Mógłbyś opowiedzieć o wrażeniach związanych z udziałem w tym wydarzeniu?</strong></p>
<p>Był to dla mnie niezwykły zaszczyt, i pomijając niestety pewne organizacyjne niedociągnięcia, to sam wyjazd wspominam bardzo pozytywnie. Jednak dużym mankamentem całego festiwalu okazała się jego nietrafiona lokalizacja, gdyż klub, w którym odbywała się cała impreza był na obrzeżach Mediolanu. Odbiło się to bardzo mocno na frekwencji, także nastroje wśród artystów (zwłaszcza tych przybyłych z daleka) były dość niemrawe. Ale o dziwo trochę udało mi się tam posprzedawać, także nie wróciłem z poczuciem totalnej porażki. Plus &#8211; poznanie tylu świetnych artystów było na pewno warte całego zachodu.</p>
<p><img decoding="async" class="wp-image-129050 size-full aligncenter" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/arrm.jpg" alt="Okładka splitu ARRM/Lonker See autorstwa K. Sokólskiego" width="50%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/arrm.jpg 960w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/arrm-150x150.jpg 150w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/arrm-300x300.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/arrm-450x450.jpg 450w" sizes="(max-width: 960px) 100vw, 960px" /></p>
<p><strong>Chciałabym wrócić na chwilę do Merkabah. Czujesz czasem rozbicie, że w pełni nie poświęcasz się jednemu projektowi? Nie brakuje Ci sił? Nie boisz się zbyt szybkiego wypalenia?</strong></p>
<p>Wręcz przeciwnie. Ostatnio raczej żałuję, że nie starczy mi sił, by mieć WIĘCEJ projektów (śmiech). Nie żebym teraz miał ich jakoś zastraszająco dużo (żaden ze mnie <strong>Ziołek</strong>, <strong>Rumiński</strong> czy inny <strong>Nihil</strong>), ale jednak tli mi się w głowie trochę pomysłów (nie tylko muzycznych), które najczęściej giną gdzieś w odmętach nieświadomości, albo kończą jako luźne myśli rzucone gdzieś w rozmowie i nigdy nie doczekujące się realizacji. I to jest bardzo frustrujące. Może to już mój przedwczesny kryzys wieku średniego się odzywa, ale zdecydowanie bardziej boli mnie myśl, że mogę nie spróbować wszystkiego, czego bym chciał, niż, że np. nie zostanę najlepszy w którejś dziedzinie. Ciągnie mnie do nowych muzycznych kolaboracji, do nauki, do nowości, do mierzenia się ze sobą, itd. Nie chcę tu za bardzo polecieć jakimiś coachingowo-coehlo’wskimi banałami, więc powiem tylko tak: zdecydowanie większe ryzyko wypalenia widzę w tkwieniu w jednym punkcie i zamykaniu się we własnej bańce. Nowe projekty to dla mnie przede wszystkim perspektywa rozwoju i jest ona całkiem ekscytująca.</p>
<p><strong>Okładka albumu <em>Million Miles</em> jest dość minimalistyczna w porównaniu do Twoich poprzednich projektów. To muzyka określiła taki kierunek? </strong></p>
<p>Generalnie projektując dla <strong>Merkaby</strong>, staram się szukać nieco innych rozwiązań, niż jak realizuję zlecenia dla kapel. Nasza estetyka jest trochę bardziej rozstrzelona i mniej doprecyzowana, więc starałem się zrobić coś mniej typowego, bardziej enigmatycznego, niedopowiedzianego, co lepiej koresponduje z naszą muzyką. To dla mnie fajna odskocznia od bardziej figuratywnych, naćkanych prac, które robię na co dzień.</p>
<p><img decoding="async" class="wp-image-129051 size-full aligncenter" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/merkabah.jpg" alt="Okładka Merkabah &quot;Million Miles&quot; autorstwa K. Sokólskiego" width="50%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/merkabah.jpg 960w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/merkabah-150x150.jpg 150w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/merkabah-300x300.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/03/merkabah-450x450.jpg 450w" sizes="(max-width: 960px) 100vw, 960px" /></p>
<p><strong>Jesteś w stanie powiedzieć, wskazać, co chcecie wyrazić za pośrednictwem muzyki, jaką prezentujecie w Merkabah?</strong></p>
<p>Nie (śmiech). Nasza muzyka to wypadkowa 4 różnych wrażliwości, więc myślę, że każdy z nas dorzuca do kotła swój własny zestaw emocji, co nadaje jej pewnej dynamiki i różnorodności. Sam przekaz zresztą zmienia się z płyty na płytę. Ostatni album <strong>Million Miles</strong> to zdecydowanie muzyka podróży. Jest to materiał bardziej impresyjny, trochę wręcz ilustracyjny. Można go określić jako rodzaj opowieści, ale też nie chcemy z przekazem za bardzo popadać w pretensjonalność. Każda nasza płyta jest swego rodzaju concept albumem, ale zazwyczaj historia kryjąca się za muzyką jest czymś w rodzaju narracyjnej nakładki, która nie jest kluczowa dla zrozumienia danej płyty. Bardziej traktujemy to jako taką intertekstualną zabawę znaczeniami, motywami i odniesieniami, które można odkrywać lub nie.</p>
<p><strong>To, co możemy usłyszeć na <em>Million Miles</em> to poskładany zapis Waszych poszukiwań, jak rozumiem? </strong></p>
<p>Raczej jest to efekt pewnej swobody, jaką poczuliśmy po <strong>Molochu</strong> (trzecie wydawnictwo <strong>Merkabah</strong> (2014), wydane przez <strong>Instant Classic</strong> &#8211; przyp. red.) . Jest to muzyka, która wypłynęła z nas bardzo naturalnie, i której staraliśmy się w żaden sposób nie ograniczać. Zależało nam tylko na tym, by pojawiło się nieco więcej oddechu. Staraliśmy się więc operować innymi środkami wyrazu niż dotychczas, stąd zdecydowanie więcej tu myślenia w kategoriach brzmień, faktur, przestrzeni, itd. Na pewno jest to materiał bardziej przestrzenny od poprzedniego.</p>
<p><strong>Z jakimi reakcjami spotykacie się w trakcie koncertów? Polska publiczność jest otwarta na doświadczanie Waszej muzyki?</strong></p>
<p>Czasem mam obawy, że jest to muzyka dla nikogo, ale mimo wszystko trafiamy w pewną niszę odbiorców, a koncerty zazwyczaj odbierane są pozytywnie. Zresztą ilekroć mamy okazję zagrać dla nieco mniej typowej dla nas publiki, to zawsze znajdują się wśród niej ludzie, których nasza muzyka w jakiś sposób rusza, czy intryguje. To dla mnie strasznie cenne, bo znaczy to, że gdzieś w tym całym naszym muzycznym pierdolniku udaje się nam przemycić bardziej uniwersalne emocje, które może wyłapać nawet przypadkowy słuchacz, a to jest dla mnie znacznie bardziej wartościowe niż jakiś gatunkowy elitaryzm, czy techniczna masturbacja. Jeżeli swoją muzyką jestem w stanie poruszyć osobę, która się na niej kompletnie nie zna, to jest to największe wyróżnienie, jakie mogę sobie wymarzyć.</p>
<p><strong>Macie już plany na kolejne wydawnictwo? Konwencja, w której zagraliście Million Miles będzie obecna czy stawiacie na swobodne eksperymentowanie?</strong></p>
<p>Zdecydowanie eksperymentowanie. Jeszcze niewiele powstało nowego materiału, ale już mogę powiedzieć, że kolejna płyta będzie raczej zaskoczeniem.</p>
<p><strong>Możesz zdradzić, co wyjdzie spod Twojej ręki w najbliższej przyszłości?</strong></p>
<p>Trochę koszuleczek, trochę okładeczek, może za jakiś czas też jakiś plakacik.</p>
<p><strong>Ostatnie słowo należy do Ciebie:</strong></p>
<p>Rzeczywistość jest iluzją!</p>
<p><strong>Dziękuję za rozmowę</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em><strong>Współautorką wywiadu jest Joanna Pietrzak; tłumaczenie opracował Marcel Szczepanik.</strong></em></p>
<p><em>Zdjęcia pochodzą z oficjalnego profilu fb Kuby Sokólskiego.</em></p>
<p><em>Autorem zdjęcia Kuby Sokólskiego jest <strong>Konrad Kultys</strong></em></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/kuba-sokolski-merkabah-rzeczywistosc-jest-iluzja/">KUBA SOKÓLSKI (Merkabah): &#8222;rzeczywistość jest iluzją&#8221;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/kuba-sokolski-merkabah-rzeczywistosc-jest-iluzja/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>DOM ZŁY &#8211; &#8222;Dom Zły&#8221; (2017)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dom-zly-dom-zly-2017/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dom-zly-dom-zly-2017/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maciej]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 09 Jan 2018 20:58:44 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2017]]></category>
		<category><![CDATA[blackened crust]]></category>
		<category><![CDATA[crust]]></category>
		<category><![CDATA[debiutancka EPka]]></category>
		<category><![CDATA[Dom Zły]]></category>
		<category><![CDATA[EPka]]></category>
		<category><![CDATA[Haldor Grunberg]]></category>
		<category><![CDATA[hardcore]]></category>
		<category><![CDATA[Kuba Sokólski]]></category>
		<category><![CDATA[puławy]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[satanic audio]]></category>
		<category><![CDATA[Unquiet Records]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=121272</guid>

					<description><![CDATA[<p>Pierwszy tekst w roku 2018 został zarezerwowany dla jednego z ostatnich wydawnictw krakowskiej wytwórni&#160;Uniquiet Records stanowiącego&#160;efekt kolaboracji projektu&#160;Dom Zły,&#160;rozchwytywanego wręcz na prawo&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dom-zly-dom-zly-2017/">DOM ZŁY &#8211; &#8222;Dom Zły&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p lang="zxx">Pierwszy tekst w roku 2018 został zarezerwowany dla jednego z ostatnich wydawnictw krakowskiej wytwórni&nbsp;<strong>Uniquiet Records </strong>stanowiącego&nbsp;efekt kolaboracji projektu&nbsp;<strong>Dom Zły,&nbsp;</strong>rozchwytywanego wręcz na prawo i lewo studia&nbsp;<strong>Satanic Audio</strong> oraz niezwykle utalentowanego grafika&nbsp;<strong>Kuby Sokólskiego</strong>. Trzeba przyznać, naprawdę mam farta!</p>
<p lang="zxx">Debiutancka EP muzyków znanych chociażby z&nbsp;<strong>Hidden World, Panacea&nbsp;</strong>czy&nbsp;<strong>Weedcraft</strong> to niecałe 25 minut mrocznego crust/hardcore&#8217;a, którego klimat został osadzony właśnie gdzieś w tytułowym filmie Pana Smarzowskiego. W tym miejscu duży ukłon dla zespołu, bo muzyka idealne koresponduje z nazwą oraz tekstami utworów. Praktycznie od razu można poczuć ten patologiczny i zgniły klimat tragedii, która rozegrała się w domu Dziabasów.&nbsp;<strong>Dom Zły</strong> to konkretnie przemyślany materiał, którego dużym atutem jest chwytliwość kolejnych numerów. Singlowe <i><b>Psy</b></i>&nbsp;już pięknie zwiastowały dawkę ciężkich melodii zawartych na tym albumie, ale chyba najlepszym odzwierciedleniem jest właśnie tytułowy <i><b>Dom Zły</b></i>. Nieco melancholijny, rzekłbym, że nawet chwytający za serce, wciąż jednak uderzający swoją bezpardonowością. Dla mnie jednak najciemniejszym punktem całego wydawnictwa jest zamykająca &#8222;drzwi do domu&#8221; <em><strong>W&nbsp;</strong></em><i><b>Noc</b></i>. Genialna aura, tekst, struktura i finał &#8211; numer perfekcyjny w każdym calu. Nieco gorzej wypada jednak jedyny anglojęzyczny numer&nbsp;<em><strong>Tramp</strong></em>. Jak muzycznie nie odstaje jakoś bardzo od reszty, tak brak polskiego tekstu daje słaby efekt końcowy i skutkuje klasyczną zapchajdziurę.&nbsp;</p>
<p lang="zxx"><b>Dom Zły</b> to kolejna mocna pozycja w katalogu <b>Unquiet Records</b>, która ma ewidentnie dobrego nosa do dziwnych i pokręconych materiałów. Mam nadzieję, że zarówno wytwórnia, jak i zespół jeszcze nie raz połączą siły, bo jak sami możecie usłyszeć, taka współpraca daje co najmniej zadowalające efekty!</p>
<p lang="zxx" style="text-align: right;">Ocena:&nbsp;<strong>7,5/10</strong></p>
<p lang="zxx"><a href="https://www.facebook.com/domzlydom/"><strong>Dom Zły Facebook</strong></a></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/x8zDuFUD4wY" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy">&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;span data-mce-type=&#8221;bookmark&#8221; style=&#8221;display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;&#8221; class=&#8221;mce_SELRES_start&#8221;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;﻿&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/span&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;</iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dom-zly-dom-zly-2017/">DOM ZŁY &#8211; &#8222;Dom Zły&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/dom-zly-dom-zly-2017/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>KALT VINDUR &#8211; &#8222;Delusions&#8221; (2017)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kalt-vindur-delusions-2017/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kalt-vindur-delusions-2017/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 06 Oct 2017 12:11:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[anathema]]></category>
		<category><![CDATA[death metal]]></category>
		<category><![CDATA[Delusions]]></category>
		<category><![CDATA[Enslaved]]></category>
		<category><![CDATA[folk]]></category>
		<category><![CDATA[Kalt Vindur]]></category>
		<category><![CDATA[Kuba Sokólski]]></category>
		<category><![CDATA[Lux Occulta]]></category>
		<category><![CDATA[Mara Productions]]></category>
		<category><![CDATA[Novembers Doom]]></category>
		<category><![CDATA[opeth]]></category>
		<category><![CDATA[progressive black/doom metal]]></category>
		<category><![CDATA[Satyricon]]></category>
		<category><![CDATA[synth]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=115657</guid>

					<description><![CDATA[<p>Podkarpacki Kalt Vindur to nowy muzyczny twór na mapie polskiego metalowego undergroundu. Już pierwsze muzyczne zapowiedzi podpowiadały, że warto czekać na finalny&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kalt-vindur-delusions-2017/">KALT VINDUR &#8211; &#8222;Delusions&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Podkarpacki<strong> Kalt Vindur</strong> to nowy muzyczny twór na mapie polskiego metalowego undergroundu. Już pierwsze muzyczne zapowiedzi podpowiadały, że warto czekać na finalny efekt. Debiutancki album formacji zatytułowany <em>Delusions &nbsp;</em>to ogółem progressive black/doom metal, ale &nbsp;na wydawnictwie nie raz możemy usłyszeć death metalowe, a nawet folkowe patenty. Premierę <strong><em>Delusions</em> </strong>zapowiedziano na 10 października br. nakładem <strong><a href="http://awakeninginthedark.pl/" target="_blank" rel="noopener">Mara Production</a></strong>.</p>
<p>Płytę rozpoczyna <strong><em>The Art Of Suffering,</em></strong> w przeważającej proporcji utrzymany w doomowym charakterze, którego&nbsp; klimat podsycany jest syntezatorami. Cały kawałek przypomina twórczość wczesnego <strong>Opeth</strong>. To bardzo mocny punkt tej płyty! Większego tempa nabiera <strong><em>Mantra</em></strong>, z chwilowym folkowym pasażem, jak i black metalowym galopem, zaś syntezatory o psychodelicznym charakterze mogą kojarzyć się z płytą <strong><em>Ufonaut</em></strong> polskiej formacji <strong>Entropia</strong>. W <strong><em>Fiery Storm (W Dolinie Smierci)</em></strong> gitara brzmi niczym wyjęta z norweskiego <strong>Satyricon</strong>, i z pewnością jest to najbardziej progresywny utwór na albumie. W tej 7-minutowej suicie doświadczymy kilkukrotnych zmian tempa, jak i świetnej pracy syntezatorów, które podkreślają monumentalność kompozycji i swoim brzmieniem przypominają awangardowe fragmenty z przedostatniej płyty <strong>Lux Occulta</strong>. <strong><em>Nim Słońce Wyśni….</em></strong> przytłacza od samego początku ciężarem. Lubię takie muzyczne walce w klimacie starej <strong>Anathemy,</strong> tudzież <strong>Novembers Doom</strong>. W sam raz na jesienną aurę. Nie wszystkie jednak numery tak dobrze smakują. <strong><em>Nangar K’Hell</em></strong> nie charakteryzuje się niczym szczególnym na tle poprzednich utworów. Zdecydowanie należałoby skrócić ten utwór o minutę, bowiem syntezatorowe outro jest nijakie, dograne na siłę. Płytę kończy <strong><em>And The Light Is Gone</em></strong>, z black metalowym pierwiastkiem i progresywnym ładunkiem. Uwagę zwraca tu nie tylko fantastyczna praca instrumentów, w szczególności gitary prowadzącej, ale także mocny, ostry growl wokalisty. Tak jak w poprzednim utworze, jednak w koszu bym umieścił elektronikę kończącą ten kawałek. Gdyby utwór zakończył się„czystą” gitarą (5:17) – byłoby idealnie.Całościowo na pewno na <em>Delusions</em> nie brakuje inspiracji norweskim <strong>Enslaved</strong>.</p>
<p>Słów kilka &nbsp;o brzmieniu i produkcji. Wielki plus za perkusję, która brzmi organicznie oraz wokalne możliwości Wojkta . Ale te syntezatory &#8230;&nbsp; Brakuje im głębi i przestrzeni, są nieco schowane. Częściej powinny tworzyć psychodeliczne muzyczne tła. Panowie, macie Jurka Głoda (<strong>Lux Occulta</strong>)!</p>
<p>Oprawę graficzną opracował <strong>Kuba Sokólski</strong>, który stanowi już pewną markę w świecie grafiki, zatem i przy Delusions można wytężyć wyobraźnię i podziwiać dopracowanie detali.</p>
<p><strong>Kalt Vindur</strong> wydał ciekawy materiał. Panowie z Podkarpacia dosyć umiejętnie wymieszali w kotle black i doom ze szczyptą deathu, polewając go progresywnym sosem. Teraz nie pozostaje nic innego jak to danie podać słuchaczom i zapytać czy smakowało. Bo mi jak najbardziej.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/f2b4yyDDMVA?list=UU45pY1DclnDVCdxQ5rbK36w" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kalt-vindur-delusions-2017/">KALT VINDUR &#8211; &#8222;Delusions&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/kalt-vindur-delusions-2017/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
