<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Karbowski - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/maciej-karbowski/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/maciej-karbowski/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Thu, 27 Aug 2026 05:53:20 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Maciej Karbowski - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/maciej-karbowski/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>IN2ELEMENTS &#8211; &#8222;Cold&#8221; (2019)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/in2elements-cold-2019/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/in2elements-cold-2019/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Jul 2019 13:48:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Adam Szopa]]></category>
		<category><![CDATA[ambient]]></category>
		<category><![CDATA[ambient music]]></category>
		<category><![CDATA[Cold]]></category>
		<category><![CDATA[In2Elements]]></category>
		<category><![CDATA[Kuba Sokólski Illustration]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Karbowski]]></category>
		<category><![CDATA[Nebula Studio]]></category>
		<category><![CDATA[polski ambient]]></category>
		<category><![CDATA[post-rock]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Wojciech Kałuża]]></category>
		<category><![CDATA[zimno]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=168702</guid>

					<description><![CDATA[<p>W naturze ludzkiej leży dwoistość i sprzeczność, szukanie kontrastów i próby wyboru lub wiązania ich w całość, i tak jak w każdym&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/in2elements-cold-2019/">IN2ELEMENTS &#8211; &#8222;Cold&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>W naturze ludzkiej leży dwoistość i sprzeczność, szukanie kontrastów i próby wyboru lub wiązania ich w całość, i tak jak w każdym z nas zwykle ścierają się różne przeciwności, tak w muzyce najpiękniej można ten mętlik przedstawić. Projekt <strong>In2Elements</strong> z albumem <em><strong>Cold</strong> </em>już samą nazwą przykuwa uwagę, wrażenie podbija rewelacyjna, jasnoniebieska, zimna w wymowie okładka autorstwa <strong>Kuby Sokólskiego</strong>, a za wszystkim kryje się jeszcze więcej, niż na pierwszy rzut oka (i ucha) mogłoby się wydawać, różne detale połączone na różnych osiach. Te dwa tytularne elementy, jakieś pozorne sprzeczności zebrane w bardzo ciekawy i finalnie spójny koncept można odnaleźć na kilku płaszczyznach &#8211; syntezatory i gitary, melancholia i hałas, człowiek i muzyka.</p>
<p>W pierwszych słowach o kompozycjach <strong>In2Elements</strong> zdecydowanie należy wymienić muzyczne przestrzenie. Mnóstwo delikatnych, melodyjnych muzycznych pejzaży przeplata się tutaj z mocniejszymi ukłonami w stronę gitarowych, nieskomplikowanych wariacji w asyście syntezatorów, tudzież kontrastów na przykład z mocnym wokalem udzielającego się gościnnie <strong>Wojtka Kałuży</strong> (<strong>Mentor</strong>, <strong>JD Overdrive</strong> i in.). Album składa się aż z 10 utworów oscylujących na granicy post-rocka i ambientu, choć ramki oczywiście są dziurawe, bo zza tych ścian wychylają się najróżniejsze pomysły, interesująco dopracowane i współgrające ze sobą. <em><strong>Cold</strong></em> jest bardzo dobrze wyważony, wypełniony po brzegi muzyką zimną, elektroniczną, ale momentami surową, a jednocześnie przynoszącą obok poczucia niepokoju &#8211; spokój. Nie ma tu jednak żadnej dysharmonii, przeciwnie &#8211; każde niejednoznaczne dodatki (choć jest ich niewiele) wprowadzają element zaskoczenia albo nawet punkt zaczepienia, żeby brnąć w ten album do końca. Wspomniane wokale będą tutaj najlepszym przykładem świetnych łączeń. Zdawać by się mogło, że najlepiej do post-rocka będą pasować delikatne, może schowane w tle bajania, a tymczasem pan <strong>Kałuża</strong> nie ma litości i w utworach <em><strong>Glacier Heart</strong></em> i <strong><em>Earthborn Titan</em></strong> uwydatnia swoje możliwości wyziewu (i to jakiego!). I to wszystko do siebie paradoksalnie pasuje. W moim odczuciu na uwagę zasługują jeszcze dwa dziwadła wymykające się z pewnych schematów. Pierwszym jest krótki <em><strong>Svargrond</strong></em>, bardzo oszczędny w środkach, oparty na &#8222;zagiętym&#8221; przesterowanym riffie gitary, a drugim następujący po nim singlowy<em><strong> GIV</strong></em> ze świetnymi samplami, delikatnym bitem i genialnym klimatem, który momentalnie udziela się słuchaczowi. Od strony kompozycyjnej zaś post-rocka w post-rocku dość sporo, jednak dzięki wspomnianym smaczkom całość bynajmniej nie nuży.</p>
<p>Na koniec słowo o produkcji, bo tu się dla mnie rozbija tak naprawdę cały ambaras. <strong>In2Elements </strong>to projekt, za który odpowiedzialny jest jeden skromny, zdolny muzyk w osobie <strong>Adama Szopy</strong>. Nie od dziś wiadomo, że jednoosobowe twory wypadają nierzadko blado na tle całych zespołów operujących najróżniejszymi instrumentariami i możliwościami ich wykorzystania, ale Adam wybrnął ze swoich ograniczeń obronną ręką. <em><strong>Cold</strong> </em>bowiem został zarejestrowany w <strong>Nebula Studio</strong> i zmiksowany przez nikogo innego jak <strong>Maćka Karbowskiego</strong>, który koncept <strong>In2Elements </strong>doskonale zrozumiał i podkręcił. Tam, gdzie miała być wywindowana elektronika, tak jest w zupełności, a tam, gdzie miała błyszczeć gitara &#8211; nic nie kłóci się z resztą. Tu składam peany uznania i pokłony za dobór środków wyrazu do podróży po terytorium <em><strong>Cold</strong></em>.</p>
<p><strong>In2Elements </strong>zasługuje na uwagę wielbicieli post-rocka, ale niekoniecznie zamkniętych w konwenansach gatunku. Gdzieś tu słychać inspiracje <strong>Scottem Kelly</strong>, innym razem echa łagodnej strony <strong>ISIS</strong>, czasami góruje poczucie obcowania z muzyką filmową, jednak na koniec wszystko się ze sobą zgadza i żaden element nie przytłacza innego. Interpretacja niniejszego albumu zawsze będzie różna, ale twórca daje nam wskazówki i ścieżki wyboru, kontrasty na tle nieskomplikowanych, ale pięknie i z sensem przemyślanych rozwiązań. A może traficie dokładnie w sedno całego zamysłu? Mnie zdaje się udało i ja tu chętnie zostanę jakiś czas.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/in2elements-cold-2019/">IN2ELEMENTS &#8211; &#8222;Cold&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/in2elements-cold-2019/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>15 urodziny Progresji: Night Mistress, TFN, 4dots i inni &#8211; Warszawa (24.11.2018)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/15-urodziny-progresji-night-mistress-tfn-4dots-i-inni-warszawa-24-11-2018/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/15-urodziny-progresji-night-mistress-tfn-4dots-i-inni-warszawa-24-11-2018/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 29 Nov 2018 10:42:07 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[10 urodziny Tides From Nebula]]></category>
		<category><![CDATA[15 urodziny Progresji]]></category>
		<category><![CDATA[Adam Waleszyński]]></category>
		<category><![CDATA[Fiasko]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Karbowski]]></category>
		<category><![CDATA[Marek "Prezes" Laskowski]]></category>
		<category><![CDATA[Night Mistress]]></category>
		<category><![CDATA[progresja]]></category>
		<category><![CDATA[Progresja Music Zone]]></category>
		<category><![CDATA[Spoiwo]]></category>
		<category><![CDATA[stołeczna scena muzyczna]]></category>
		<category><![CDATA[Tides From Nebula]]></category>
		<category><![CDATA[Traffic Junky]]></category>
		<category><![CDATA[Tranq]]></category>
		<category><![CDATA[warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[[::] (4Dots)]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=150857</guid>

					<description><![CDATA[<p>Końcówka listopada to istny wybuch najlepszych koncertowych odsłon. Tak trzeba żyć. Okazji do gromadzenia muzycznych wrażeń wyjątkowo nie brakuje, niektóre imprezy odbywają&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/15-urodziny-progresji-night-mistress-tfn-4dots-i-inni-warszawa-24-11-2018/">15 urodziny Progresji: Night Mistress, TFN, 4dots i inni &#8211; Warszawa (24.11.2018)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Końcówka listopada to istny wybuch najlepszych koncertowych odsłon. Tak trzeba żyć. Okazji do gromadzenia muzycznych wrażeń wyjątkowo nie brakuje, niektóre imprezy odbywają się w tym samym czasie, więc albo trzeba dokonać trudnego wyboru, albo próbować się rozdwoić &#8211; i nie zawsze te próby spełzają na niczym, przyrzekam. Ubiegły weekend obfitował w parę eventów na stołecznej mapie, jednak pewien był ważniejszy pod kilkoma względami: warszawski <strong>klub Progresja 24 listopada br. obchodził swoje 15. urodziny</strong>, przy tej okazji poważniejsze w zamyśle wcielenie muzyków <strong>Nocnego Kochanka</strong>, czyli <strong>Night Mistress</strong> również mogli pochwalić się takim stażem, zaś jeden z najlepszych polskich materiałów eksportowych &#8211; zespół <strong>Tides From Nebula</strong> &#8211; świętował 10-lecie istnienia. Czy tego wieczoru można było wybrać inne miejsce muzycznych ekspresji? Mało tego, na deskach <strong>Progresji</strong> pojawili się fantastyczni muzyczni goście, bar serwował specjalną wersję progresyjnego piwa, na pierwszym piętrze przygotowano&nbsp;wernisaż fotografii koncertowej upamiętniający najlepsze koncerty w klubie, atmosfera była wzniosła, momentami gorąca i podkręcona, a innym razem zimna i melancholijna. Zapraszam do krótkiej relacji z tego fantastycznego wydarzenia!</p>
<p><a href="https://kvlt.pl/relacje/15-urodziny-progresji-night-mistress-tfn-4dots-i-inni-warszawa-24-11-2018/attachment/_fot5535/" rel="attachment wp-att-150974"><img fetchpriority="high" decoding="async" class=" wp-image-150974 alignright" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT5535-299x450.jpg" alt="" width="211" height="318" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT5535-299x450.jpg 299w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT5535-200x300.jpg 200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT5535.jpg 798w" sizes="(max-width: 211px) 100vw, 211px" /></a>Tytułem wstępu bardzo żałuję, że dzień przed wydarzeniem trójmiejski dark popowy skład <strong>Tranq</strong> odwołał swój występ z powodu niedomagania wokalistki. Żal, wielki żal, pozdrawiam serdecznie. Wczesny wieczór o 17.00 rozpoczął więc olsztyński zespół&nbsp;<strong>Traffic Junky</strong>. Propozycja od olsztynian była dość energetyczna, wcześniej nie miałam możliwości zapoznać się z klasycznie rockową, może miejscami nawet grunge&#8217;ową przeprawą muzyków. Panowie przyjemnie bujali, nie mogłam się do niczego przyczepić ani też zaczepić na dłużej czy uważniej, do tego &#8211; jak to bywa w przypadku grup otwierających duży event &#8211; publika dopiero nabierała w siłę, czyli krótko mówiąc: tłum mizerny. Niemniej jednak rozpoczęcie miłe i pozytywne. Następnie miała przyjść nawałnica.&nbsp;</p>
<p><a href="https://kvlt.pl/relacje/15-urodziny-progresji-night-mistress-tfn-4dots-i-inni-warszawa-24-11-2018/attachment/_fot5866/" rel="attachment wp-att-150975"><img decoding="async" class="alignleft wp-image-150975" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT5866-299x450.jpg" alt="" width="293" height="441" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT5866-299x450.jpg 299w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT5866-200x300.jpg 200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT5866.jpg 798w" sizes="(max-width: 293px) 100vw, 293px" /></a>O warszawskiej formacji kropek, tudzież groszków <strong>4dots [::]</strong> mogłabym wystosować elaborat, dlatego skupię się tym razem na najważniejszych aspektach, towarzyszących ich koncertowi. Przede wszystkim perkusja. Zestaw perkusyjny <strong>Jerzego Roberta Chodkowskiego</strong> już samą ilością/wielkością robi wrażenie, a co dopiero fakt, co ten człek potrafi z nim wyprawiać i jak manewrować w idealnej synergii z pulsującym basem <strong>Kamila Stankiewicza</strong> i kosmicznym soundem gitary <strong>Wiktora Jarawki</strong>. Panowie pierwszy raz gościli na scenie <strong>Progresji</strong> i widać było, że czują się dokładnie na swoim miejscu. Widziałam <strong>4dots</strong> w paru odsłonach w małych klubach, ale to tego wieczoru rozkwitli w pełnej krasie &#8211; czuć było ich radość grania, w połowie występu pojawił się już luz i porządne dociążenie klimatu połamanymi dźwiękami. I jak oni w końcu zabrzmieli!</p>
<p><a href="https://kvlt.pl/relacje/15-urodziny-progresji-night-mistress-tfn-4dots-i-inni-warszawa-24-11-2018/attachment/_fot6008/" rel="attachment wp-att-150976"><img decoding="async" class=" wp-image-150976 alignright" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT6008-450x299.jpg" alt="" width="422" height="280" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT6008-450x299.jpg 450w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT6008-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT6008.jpg 1200w" sizes="(max-width: 422px) 100vw, 422px" /></a>Wyrazy uznania dla szanownego <strong>Andrzeja Dziadka</strong>, który podkręcił kropki do świetnego wygaru. Mogliśmy usłyszeć utwory <em><strong>delta</strong></em>, <em><strong>alpha</strong></em> i nowy&nbsp;<em><strong>IX</strong></em> &#8211; wszystkie z <em><strong>live sessions</strong></em>, które były nagrywane latem bieżącego roku (więcej o specyfice, formach bez treści i reszcie detali w wywiadzie <a href="https://kvlt.pl/wywiady/4dots-znak-nie-nazwa/"><strong>tu</strong></a>). Bardzo podobała mi się reakcja publiki, która w większości chłonęła koncert &#8211; najpierw z lekkim niedowierzaniem, może zdziwieniem, a potem z pokiwaniami głowami i wyrazami zadowolenia. <strong>4dots [::]</strong> życzę Wam dużych scen z całego czarnego serca! Zarażajcie tą energią!</p>
<p><a href="https://kvlt.pl/relacje/15-urodziny-progresji-night-mistress-tfn-4dots-i-inni-warszawa-24-11-2018/attachment/_fot6298/" rel="attachment wp-att-150977"><img decoding="async" class="alignleft wp-image-150977" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT6298-450x299.jpg" alt="" width="370" height="246" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT6298-450x299.jpg 450w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT6298-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT6298.jpg 1200w" sizes="(max-width: 370px) 100vw, 370px" /></a>Następnie przyszła kolej na stołeczny zespół <strong>Fiasko</strong>. Rock/metal w wykonaniu tychże zawsze dobrze się kojarzył, ich &#8222;piosenki posiadają treść&#8221;, nie tracą przy tym na chwytliwości i tak dalej. Niestety pech spotkał warszawiaków na całej linii. Po pierwszym utworze pojawiły się problemy techniczne, których już do końca koncertu nie udało się poprawić. Brzmienie poległo, elektroniki zabrakło, sytuację nieco ratował fajny, mocny jak zwykle wokal <strong>Tomka Mielnika</strong>, jednak w całości wszystko zabrzmiało ostatecznie płasko i zupełnie nie tak, jak powinno. Wielka szkoda, fiasko, tym bardziej że stać Panów na dobre widowisko. Trudno, tym razem nie zagrało do końca, ale wierzę, że to był wyjątek od reguły.</p>
<p><a href="https://kvlt.pl/relacje/15-urodziny-progresji-night-mistress-tfn-4dots-i-inni-warszawa-24-11-2018/attachment/_fot6371/" rel="attachment wp-att-150978"><img decoding="async" class="size-large wp-image-150978 alignright" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT6371-450x299.jpg" alt="" width="450" height="299" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT6371-450x299.jpg 450w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT6371-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT6371.jpg 1200w" sizes="(max-width: 450px) 100vw, 450px" /></a>Po paru minutach przerwy zainstalowali się na scenie przedstawiciele Trójmiasta w postaci zespołu <strong>Spoiwo</strong>. Totalnie inna estetyka koncertowa i repertuarowa pozwoliła szybko i skutecznie zatrzeć ślady po poprzednim wykonawcy, a przede wszystkim zrobiło się momentalnie chłodniej i klimatycznie. Do <strong>Spoiwa</strong> mam pewien sentyment, widziałam ich już parę razy przed tuzami gatunku, jaki uprawiają (post-rock w dość klasycznej postaci), jak np. <strong>God is an Astronaut </strong>czy kochani <strong>Tides From Nebula,</strong> i za każdym razem wzbudzają te specyficzne emocje &#8211; tak zwane &#8222;odpowiednie smęty dla rozdygotanej duszy&#8221; (pozdrawiam kolegę Kamila, który pierwszy raz widział zespół w akcji), przy czym szczególnie zwróciłam uwagę, po raz kolejny zresztą, na budowanie napięcia podczas pauz i &#8222;grania ciszą&#8221;.&nbsp;Bardzo podoba mi się ich ustawienie na scenie i swego rodzaju &#8222;taniec&#8221; gitarzystów. Niezmiennie uwagę, szczególnie wzrokową, skupia na sobie śliczna&nbsp;<strong>Simona Jambor</strong> na klawiszach oraz praca sekcji na linii&nbsp;<strong>Paweł Bereszczyński</strong> i&nbsp;<strong>Krzyś Sarnek</strong>, w głównej mierze&nbsp;w gęstszych, kulminacyjnych momentach kompozycji.&nbsp;Szkoda jedynie, że materiał gdańszczan z debiutanckiego wydawnictwa&nbsp;<em><strong>Salute Solitude</strong></em> (2015) jest już mocno ograny. Gdzie nowości, proszę szanownych? Bardzo dobry występ, bardzo dobry wstęp do kolejnej nawałnicy o niemożliwym wręcz natężeniu emocjonalnym.&nbsp;</p>
<p><strong><a href="https://kvlt.pl/relacje/15-urodziny-progresji-night-mistress-tfn-4dots-i-inni-warszawa-24-11-2018/attachment/_fot7696/" rel="attachment wp-att-150988"><img decoding="async" class="alignleft size-large wp-image-150988" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT7696-450x299.jpg" alt="" width="450" height="299" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT7696-450x299.jpg 450w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT7696-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT7696.jpg 1200w" sizes="(max-width: 450px) 100vw, 450px" /></a>Tides From Nebula</strong> widziałam i słyszałam w bardzo wielu odsłonach. Nigdy nie zapomnę jednego z pięknych koncertów w poznańskim niewielkim <strong>Eskulapie</strong>,&nbsp;kiedy ktoś (nie przebaczę Ci tego Andrzeju) przekonał mnie, że Panowie pochodzą zza wielkiej wody w Ameryce i byłam święcie przekonana o tej prawdzie, po czym na mini-merchu <strong>Maciek Karbowski</strong> przemówił w mym ojczystym języku. Szok i niedowierzanie, polski zespół, proszę Państwa. Poziom jednak, jaki w ciągu tych 10 lat istnienia na scenie osiągnęli, i jaki dziś reprezentują, należy już spokojnie zaliczyć do światowego. Takiej produkcji i niemożliwie wręcz idealnie dobranej oprawy oświetleniowej nie doświadczyłam na żadnym innym koncercie polskiej grupy w tym roku (a w paru-dziesięciu zdarzyło mi się uczestniczyć). Panowie rozplanowaniem koncertu przeszli samych siebie.</p>
<p><a href="https://kvlt.pl/relacje/15-urodziny-progresji-night-mistress-tfn-4dots-i-inni-warszawa-24-11-2018/attachment/_fot7669/" rel="attachment wp-att-150980"><img decoding="async" class=" wp-image-150980 alignright" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT7669-450x299.jpg" alt="" width="414" height="275" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT7669-450x299.jpg 450w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT7669-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT7669.jpg 1200w" sizes="(max-width: 414px) 100vw, 414px" /></a>Nie skupiając się na moment na wizualnych aspektach całości, które podkręcały klimat do wymiarów kosmicznych, <strong>TFN</strong> zaprezentowali świetną, przekrojową setlistę &#8211; od numerów z <strong>Aury</strong> (2009) z&nbsp;<em><strong>Shall We</strong></em>, <em><strong>Sleepmonster</strong> </em>czy <em><strong>Purr</strong></em>, przez <em><strong>Earthshine</strong></em> (2011) z fantastycznym&nbsp;<em><strong>The Fall of Leviathan</strong></em>,&nbsp;<em><strong>Eternal Movement</strong> </em>(2013) z przepięknym <em><strong>Now Run</strong></em> (niebieskie lasery i przytłumione światła dopełniały tak utworu, że na koniec niemal zapierał dech w piersiach) czy energicznym&nbsp;<em><strong>Only With Presence</strong></em>, standardowe pewniaki z<em><strong> Safehaven</strong></em> (2016) z <em><strong>The Lifter</strong> </em>i <em><strong>We Are the Mirror</strong></em>, oraz debiut live z najnowszym singlem <em><strong>Dopamine</strong></em>. Tu się na chwilę zatrzymam, bo nie sposób nie wyrazić zdziwienia i zachwytu, jak ten dynamiczny, naładowany synthem kolos zabrzmiał. Publika momentalnie podchwyciła bit i cała <strong>Progresja</strong> zabujała się w taki sposób, jakiego na koncertach &#8222;tajdsów&#8221; chyba nie doznałam. Idzie nowe i wydaje się, że kierunek obierają całkiem słuszny. No, ciekawy, przynajmniej dla mnie. Na koniec przyszła pora na obowiązkowe bisy z finiszującym&nbsp;<em><strong>Tragedy of Joseph Merrick</strong></em>, wybuch konfetti i finalne wyjście do publiki gitarzystów <strong>Adama Waleszyńskiego</strong> i <strong>Maćka Karbowskiego</strong>. Ile razy bym tego triku nie widziała, to i tak nie mam dość! Patrzeć na tę energię, radość, rewelacyjne współgranie i piękne emocje po obu stronach sceny to najlepsze momenty koncertowe i wyjątkowe wrażenia, jakich można było doświadczyć. Panowie na koniec tradycyjnie kleknęli na scenie w szumie sustainu i tym samym zakończyli najbardziej spektakularne show tego wieczoru. Poziom-świat, powtarzam. Słowa wydają się ostatecznie kompletnie nie wystarczające, to trzeba było zobaczyć, poczuć. Fantastyczny koncert!</p>
<p><a href="https://kvlt.pl/relacje/15-urodziny-progresji-night-mistress-tfn-4dots-i-inni-warszawa-24-11-2018/attachment/_fot7907/" rel="attachment wp-att-150982"><img decoding="async" class="alignleft wp-image-150982" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT7907-450x299.jpg" alt="" width="408" height="271" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT7907-450x299.jpg 450w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT7907-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT7907.jpg 1200w" sizes="(max-width: 408px) 100vw, 408px" /></a>Ostatnim przystankiem tej muzycznej podróży po różnych stanach świadomości byli Panowie z projektem <strong>Night Mistress</strong>. Niestety nie jestem w pełni kompetentna, aby podsumować koncert&nbsp;heavy/power metalowej formacji&nbsp;ze Skarżyska-Kamiennej, gdyż nie specjalnie interesuje mnie jej repertuar, przepraszam, stoję po drugiej stronie barykady. Tym niemniej nie mogę nie docenić pełnego zaangażowania i profesjonalizmu muzyków na scenie, tu czapki z głów. Co do reszty &#8211; wybaczcie Państwo, odpuszczam silenie się na obiektywizm. Jedno natomiast, co mnie niezmiernie radowało, to fantastyczna zabawa na barze w rytm &#8222;nocnych&#8221; gitar, którą zaserwował nie kto inny, jak <strong>Marek &#8222;Prezes&#8221; Laskowski</strong>. Panie Prezesie, dziękuję za tę energię i tę cudowną air guitar! Skradł Pan show!</p>
<p><a href="https://kvlt.pl/relacje/15-urodziny-progresji-night-mistress-tfn-4dots-i-inni-warszawa-24-11-2018/attachment/_fot5600/" rel="attachment wp-att-150990"><img decoding="async" class="size-large wp-image-150990 alignright" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT5600-450x299.jpg" alt="" width="450" height="299" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT5600-450x299.jpg 450w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT5600-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/FOT5600.jpg 1200w" sizes="(max-width: 450px) 100vw, 450px" /></a>Po wszystkich koncertach obowiązkowo odbyło się after party, moja skromna osoba jednak przemieściła się już do innego miejsca koncertowego, by zasilić publikę innego wydarzenia, które miało miejsce w Warszawie. Kontemplacja po koncertach przyszła zatem dopiero nad ranem, by ponownie dojść do wniosku, jak muzyka wpływa na życie, jak piękną scenę mamy w Polsce, ilu profesjonalistów, pasjonatów, magików i wrażliwców. I podsumowując te <strong>15. urodziny Progresji</strong>, jestem w stanie powiedzieć jedno: dziękuję! To klub, który najczęściej odwiedzam w ciągu roku, nigdy nie zawiodła mnie tamtejsza organizacja i z wypiekami na twarzy oczekuję kolejnych ogłoszeń koncertowych. Tytułem dygresji, podczas pogadanek pomiędzy koncertami, w trakcie których mogliśmy posłuchać m.in. różnych anegdot związanych z działalnością klubu, <strong>Prezes Laskowski</strong> obiecał, że na deskach <strong>Progresji</strong> nigdy nie zagości disco-polo. Parafrazując słynnego zabijakę Franza Mauera ze słynnego filmu &#8211; jakoś mu ufam i jakoś mu wierzę. Sto lat Panie Prezesie, sto lat Progresjo!</p>
<p>Do następnego!</p>
<p><em><strong>Autorem zdjęć jest Aleksander Honc &#8211; Photocoder.pl</strong></em></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/15-urodziny-progresji-night-mistress-tfn-4dots-i-inni-warszawa-24-11-2018/">15 urodziny Progresji: Night Mistress, TFN, 4dots i inni &#8211; Warszawa (24.11.2018)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/15-urodziny-progresji-night-mistress-tfn-4dots-i-inni-warszawa-24-11-2018/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>4dots [::]: &#8222;znak, nie nazwa&#8221;</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/4dots-znak-nie-nazwa/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/4dots-znak-nie-nazwa/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 20 Nov 2018 18:26:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[15 urodziny Progresji]]></category>
		<category><![CDATA[Adam Waleszyński]]></category>
		<category><![CDATA[Alpha]]></category>
		<category><![CDATA[Andrzej Dziadek]]></category>
		<category><![CDATA[Atrophia]]></category>
		<category><![CDATA[aux::in]]></category>
		<category><![CDATA[Bartosz Badacz]]></category>
		<category><![CDATA[Entropia]]></category>
		<category><![CDATA[Jerzy Robert Chodkowski]]></category>
		<category><![CDATA[Kamil Kamel Stankiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Ketha]]></category>
		<category><![CDATA[Kobong]]></category>
		<category><![CDATA[kropki]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Karbowski]]></category>
		<category><![CDATA[Merkabah]]></category>
		<category><![CDATA[Obscure Sphinx]]></category>
		<category><![CDATA[Oneiric]]></category>
		<category><![CDATA[Phobh]]></category>
		<category><![CDATA[post something]]></category>
		<category><![CDATA[post-metal]]></category>
		<category><![CDATA[progresja]]></category>
		<category><![CDATA[Rudy z brodą]]></category>
		<category><![CDATA[Runika]]></category>
		<category><![CDATA[SDL2017]]></category>
		<category><![CDATA[So Slow]]></category>
		<category><![CDATA[Sounds Like The End Of The World]]></category>
		<category><![CDATA[stołeczna scena muzyczna]]></category>
		<category><![CDATA[Tides From Nebula]]></category>
		<category><![CDATA[warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[warszawska scena muzyczna]]></category>
		<category><![CDATA[Wiktor Jarawka]]></category>
		<category><![CDATA[Wojciech Szymański]]></category>
		<category><![CDATA[[::]]]></category>
		<category><![CDATA[[::] (4Dots)]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=149730</guid>

					<description><![CDATA[<p>Muzyka instrumentalna i emocje, jakie wywołuje często powoduje czy nasuwa pytania, czym taka forma ekspresji może być podszyta, jakie jest jej znaczenie,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/4dots-znak-nie-nazwa/">4dots [::]: &#8222;znak, nie nazwa&#8221;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p class="wywiadlead">Muzyka instrumentalna i emocje, jakie wywołuje często powoduje czy nasuwa pytania, czym taka forma ekspresji może być podszyta, jakie jest jej znaczenie, co artysta miał na myśli i dlaczego tworzy akurat w ten a nie inny sposób. Jeśli do tejże muzyki &#8222;bez słów&#8221; dodamy określenia <em>ekstremalna</em> czy prościej &#8211; <em>niszowa</em>, robi się coraz ciekawiej i gęściej. A gdyby tak wyjść z założenia, że muzyka jako samoekspresja oraz przekaz odczuć kompozytora nie potrzebuje żadnej ideologii ani nawet nazewnictwa, bo już sama w sobie wywołuje jakieś reakcje? O tworzeniu w niejednoznacznych formach i jak do nich można podejść porozmawiałam z warszawską formacją <strong>4dots [::]</strong>, której już samo tytułowanie wydaje się zagadkowe. Panowie, jak do tej pory, mają na koncie jeden, bardzo dobrze przyjęty album <em><strong>aux::in </strong></em>(2016), sporo koncertów za sobą, cieszą się uznaniem w szeroko pojętym undergroundzie i bynajmniej nie zamierzają niczego układać w swoich połamanych historiach, którymi dzielą się z publiką. Zapraszam do wywiadu, w którym przeczytacie, jak i po co ten kolektyw zbudowali, dlaczego tuż po wydaniu debiutu zmienił się skład grupy, skąd pomysł na nagrywanie <em>live sessions</em> oraz dlaczego wzajemny szacunek i podobny punkt widzenia jest fundamentem zdrowego funkcjonowania całego zespołu.</p>
<p><strong>Drodzy Panowie, bardzo miło Was widzieć w pełnym składzie, dobry wieczór! Zacznijmy od wizytówki Waszego zespołu. Pamiętam taki moment jakiś czas temu, kiedy pierwszy raz widziałam Was na scenie w trójmiejskim Wydziale Remontowym. Zachęcona pokręconymi i mocnymi dźwiękami próbowałam dociec wśród znajomych, jak nazywa się kapela, która właśnie zatrzęsła posadami. Niestety, zwinęliście graty, zaś nazwy zespołu padały skrajnie różne. Powiedzcie więc proszę, jak się czyta nazwę [::]?</strong></p>
<p><strong>Jerzy</strong>: Nie czyta się.</p>
<p><strong>Kamil</strong>: Masz na myśli znaczki, tak? Na początku, jeszcze jak graliśmy z <strong>Bartkiem Badaczem</strong> (pierwszy gitarzysta, z którym powstał album <em><strong>aux::in</strong></em> &#8211; przyp.red.), założenie było takie, że nazwa ma być &#8222;nieczytalna&#8221;. To miał być znak, nie nazwa.</p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Historia jest tak naprawdę prosta. Pewien zamysł był taki, aby skupić się wyłącznie na muzyce, nie na przekazie słownym. Nie na czymś, co jesteś w stanie wymówić, zinterpretować. Najczystsze wrażenia z obcowania z muzyką są wtedy, kiedy nie zwracamy uwagi na postać wykonawcy, jego wcześniejsze dokonania czy doświadczenia. Ważne są te dźwięki teraz, to, jakie uczucia ta muzyka potrafi wywołać bez całej otoczki z zewnątrz i nazywania wszystkiego słowami. Sama nazwa, to miał być wielokropek w nawiasie, czyli coś, co może pomijasz, kiedy kogoś cytujesz, te rzeczy, które się znalazły gdzieś obok, są niedopowiedziane. Najważniejsza jest jednak muzyka, to, w jaki sposób gramy i co gramy. Nazwa nie wpływa przecież w żaden sposób na kształt muzyki, na brzmienie. Geneza <strong>[::]</strong> natomiast wyglądała tak, że skoro graliśmy we czterech, to były 4 kropki, i tak ostatecznie zostało. O czytaniu tej nazwy jako <strong>4dots</strong> dowiedziałem się w momencie tworzenia profilu na portalu społecznościowym, bo zwyczajnie potrzebny był wyraz, nie znaki.</p>
<p><strong>Pozostaliście więc potocznie 4dots, umownie &#8222;kropkami&#8221;, a niektórzy (pozdrawiam Kraków) mówią o Was nawet &#8222;groszki&#8221;. Nie ma to jednak znaczenia, ustalone. Jak doszło do utworzenia [::]? Jak się poznaliście?</strong></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> <strong>[::]</strong> powstało około 7 lat temu. Po rozpadzie mojej kapeli <strong>Phobh</strong> szukałem miejsca, gdzie mogę zostawić swoją perkusję i dalej ćwiczyć. Tak się złożyło, że trafiłem do miejsca, gdzie <strong>Kamil</strong> wraz z <strong>Atrophią</strong> wynajmuje salkę. Okazało się, że <strong>Atrophia</strong> akurat nie ma bębniarza. W związku z tym dołączyłem do składu, ale pod warunkiem, że nie będę grał odgrzewanych kotletów, bo zwyczajnie nie lubię grać cudzych rytmów. I tak naprawdę od pierwszej próby zaczęliśmy tworzyć nowe rzeczy.</p>
<p><strong>Kamil:</strong> Tak, rytmicznie od pierwszych minut właściwie złapałem z <strong>Jerzym</strong> jakąś chemię. Zadziałało, ale moi gitarzyści zaczęli się wykruszać, bo dla nich ten właśnie obierany kierunek okazał się zbyt dziwny. Poza tym szybko doszliśmy do wniosku, że chcemy to robić na poważnie. Później Jerzy skontaktował się z <strong>Bartkiem</strong>, który odszedł z <strong>Obscure Sphinx</strong>&#8230;</p>
<p><strong>Jerzy:</strong> &#8230; i przyszedł taki skromny człowiek ze swoją szóstką barytonową, żeby nam kopary opadły (śmiech). I po dwóch miesiącach, po różnych próbach rzeźbienia z dwoma gitarzystami, wszystko zaczęło się układać dopiero z Bartkiem.</p>
<p><strong>No dobrze, ale rozmawialiście w jakiś sposób o tym, co chcecie właściwie osiągnąć? Jaką pójść drogą? Czy weszliście do sali &#8211; rytmotechnik nadaje ton, bas się podłącza, a gitara improwizuje&#8230;</strong></p>
<p><strong>Kamil:</strong> Nie. To się samo robiło. Właściwie to się nadal samo robi, ale teraz pracujemy też w podgrupach (śmiech) i są bardzo dobre efekty tych prac. Natomiast zalążki były mocno spontaniczno-improwizacyjne.</p>
<p><strong>Ale od początku zapisywaliście te improwizacje, jak rozumiem?</strong></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Zapisywaliśmy podziały rytmiczne. Na przykład jedynkę (<em><strong>Delta</strong></em> z albumu <em><strong>aux::in</strong></em> &#8211; przyp.red.), najbardziej poharatany rytmicznie utwór, tak opracowaliśmy, że musiałem faktycznie na początku zerkać w kartkę, żeby to zagrać w całości poprawnie. Po tych paru latach każdy wie, gdzie popełnia błąd i na tyle jesteśmy już zgrani, że potrafimy się &#8222;znaleźć&#8221; w trakcie. Początki bywały ciekawe.</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Za chwilę i ja opowiem o swoich kartkach&#8230;</p>
<p><strong>Kamil:</strong> No tak, przyszedł moment, w którym musiał wjechać flipchart (śmiech).</p>
<p><strong>Zanim jednak pojawił się Wiktor, podjęliście decyzję o wydaniu płyty.</strong></p>
<p><strong>Kamil:</strong> Tak. Poczuliśmy, że mamy ten materiał gotowy i możemy go w pełni zapisać &#8211; dosłownie.</p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Pracowaliśmy, rzeźbiliśmy i w końcu zrobiliśmy 4 utwory, ok. 40 minut muzyki i wiedzieliśmy właściwie, że trzeba to uchwycić właśnie w tym momencie. Co prawda, to nie było od razu pełne natchnienie i stuprocentowa pewność, że natychmiast to wydajemy. Nad niektórymi fragmentami, co ciekawe tymi, powiedzmy, prostszymi, pracowaliśmy nawet pół roku, a inne powstały w dwa miesiące. Przyszedł jednak kres, finał.</p>
<p><strong><a href="https://kvlt.pl/wywiady/4dots-znak-nie-nazwa/attachment/45481996_258248234885626_8209812630341156864_n/" rel="attachment wp-att-149863"><img decoding="async" class="alignleft size-large wp-image-149863" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/45481996_258248234885626_8209812630341156864_n-274x450.jpg" alt="" width="274" height="450" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/45481996_258248234885626_8209812630341156864_n-274x450.jpg 274w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/45481996_258248234885626_8209812630341156864_n-183x300.jpg 183w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/45481996_258248234885626_8209812630341156864_n.jpg 731w" sizes="(max-width: 274px) 100vw, 274px" /></a>Ktoś nad Wami czuwał wtedy? </strong></p>
<p><strong>Kamil:</strong> Nie. Zaczęliśmy bardzo skromnie. Na &#8222;dzień dobry&#8221; ustaliśmy sobie, że jesteśmy ze sobą w stu procentach szczerzy i jak coś komuś nie pasuje, to mówi od razu. Nie mieliśmy powodu, żeby od razu &#8222;wpuszczać&#8221; kogoś z zewnątrz.</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> To ustalenie pojawiło się jak już graliście z <strong>Bartkiem</strong>?</p>
<p><strong>Kamil:</strong> Tak, tak. Nie! Przepraszam, zaczęło się już od zawiązania naszego duetu z <strong>Jerzym</strong>. Już w pierwszych słowach. A potem powtarzaliśmy to postanowienie, kiedy byliśmy już we czwórkę.</p>
<p><strong>A kto był czwartą osobą?</strong></p>
<p><strong>Kamil:</strong> Ha! Mieliśmy na początku jeszcze klawiszowca&#8230;</p>
<p><strong>Jerzy:</strong> &#8230; <strong>Marcina Pawlickiego</strong>, który gra teraz folk?</p>
<p><strong>Kamil: </strong>W zespole <strong>Runika</strong>!</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> I Marcin się wymiksował?</p>
<p><strong>Dzięki Wiktor za pomoc (śmiech).</strong></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Z Marcinem była taka historia, że potrzebował jakichś ram, jakiegoś planu, założeń typu &#8222;zróbmy coś na 7/8&#8221;. Tylko w momencie, kiedy dużo improwizujesz, nie wiesz co ci akurat przyjdzie do głowy, bo proces tworzenia zwyczajnie trwa, te ograniczenia nie były niczym, co mogło nakręcić, a powodowało skutek odwrotny. Nie tak to sobie wymyśliliśmy. Nie było tej wolności wypowiedzi muzycznej, na której nam zależało.</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> To znaczy to trwa do dzisiaj, na zasadzie &#8211; dopóki płynie opowieść. Jak się temat wyczerpie, to wtedy naturalnie utwór się kończy.</p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Jeżeli chcemy coś ustalić, czy dalej prowadzić dany utwór, albo coś połamać, jak to się teraz ładnie mówi, to wtedy liczymy, ile rzeczywiście tego materiału jest. W dalszym ciągu jednak nie nastawiamy się z góry, ile dany utwór ma trwać albo jak konkretnie ma wyglądać.</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> I wtedy Bartek Wam się wyłamał&#8230;.</p>
<p><strong>&#8230;tak, dziękuję za kontynuację historii. Nagraliście więc materiał w studio, przygotowaliście się do wydania i wtem Bartek odszedł.</strong></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Bartek może nie tyle się wyłamał, co zdecydował o zaprzestaniu grania w ogóle. Odszedł. Miał swoje prywatne powody.</p>
<p><strong>I wtedy wchodzi Wiktor, cały na biało.</strong></p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Tak! Ja byłem w tamtym czasie na etapie niemal żalenia się koledze <strong>Adamowi Waleszyńskiemu</strong> (<strong>Tides From Nebula</strong>) po rozpadach różnych moich poprzednich kapel, że chciałbym znów grać, gdzie będzie ta chemia, porozumienie. I Adam skojarzył fakty, że zna takich dwóch (śmiech). Następnie <strong>Kamil</strong> się ze mną skontaktował i podesłał mi czwórkę, czyli <strong>Alphę</strong>. Posłuchałem i pomyślałem: &#8222;mój boże&#8230; jak ja to mentalnie przetrawię&#8230;&#8221;.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/lTl3DFrgVlo" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> &#8230;notabene, to był ostatni numer, którego <strong>Wiktor</strong> się nauczył (śmiech).</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Ale powiem Ci dlaczego &#8211; bo musiałem jednak zagrać go trochę po swojemu (na co wpadłem znacznie później). Przetrawiłem i pojechałem na pierwszą próbę.</p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Wcześniej jeszcze sprawdziliśmy jegomościa na koncercie z jego poprzednią grupą<strong> Oneiric</strong>.</p>
<p><strong>Żeby nie było tak łatwo.</strong></p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Dokładnie tak. Na tej pierwszej, pamiętnej próbie, kiedy wysłuchałem, co <strong>Jerzy</strong> i <strong>Kamil</strong> kombinują, w pierwszej chwili pomyślałem: &#8222;ja pierdolę, co ja tu robię i co oni biorą&#8221;?! Nie mogłem tego od razu zrozumieć. Natomiast dałem sobie szansę i na drugiej próbie pamiętam taki moment, kiedy doznałem olśnienia. Dosłownie! Jak grom z jasnego nieba. I kiedy &#8222;zażarło&#8221; między tą naszą trójką, to nie było już odwrotu.</p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Wiktor był tak naprawdę trzecim&#8230;hm&#8230;</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> &#8230;pojebem.</p>
<p><strong>Kamil:</strong> (śmiech) kandydatem na to miejsce w naszym gronie, który rzeczywiście podchwycił, co chcemy osiągnąć. Jak wiesz, nie tworzymy lekkich i łatwych piosenek, toteż nie nastawialiśmy się, że po Bartku natychmiast znajdziemy osobę, która go w pełni zastąpi. Był na przykład człowiek &#8222;solówka&#8221; i człowiek &#8222;gram na basie, ale na gitarze też mogę&#8221;, każdy jednak rezygnował z odtworzenia tych Bartka gitar, bo zwyczajnie nie czuł tego tak, jak też my byśmy sobie tego życzyli.</p>
<p><strong><a href="https://kvlt.pl/wywiady/4dots-znak-nie-nazwa/attachment/45360644_766165970396319_7474660253859053568_n/" rel="attachment wp-att-149862"><img decoding="async" class="alignleft size-large wp-image-149862" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/45360644_766165970396319_7474660253859053568_n-450x274.jpg" alt="" width="450" height="274" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/45360644_766165970396319_7474660253859053568_n-450x274.jpg 450w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/45360644_766165970396319_7474660253859053568_n-300x183.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/45360644_766165970396319_7474660253859053568_n.jpg 1200w" sizes="(max-width: 450px) 100vw, 450px" /></a>Zakładam, że to był moment Waszego &#8222;być albo nie być&#8221;. W końcu płyta była w obróbce, a Wy zostaliście bez gitarzysty i oczekiwaliście, żeby ktoś te połamańce zrozumiał chociażby w większości, czy tak?</strong></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Wiem, jak to brzmi, mieliśmy duże oczekiwania, ale możemy też dziś powiedzieć, że się udało. Przyszedł człowiek, który miał wytyczne, żeby w 90% odegrać materiał, ale miał też zostawić 10%, w których odnalazłby jakoś siebie. Do tej pory zmieniamy czasem jakieś rzeczy, nieznacznie, ale jednak każdy ma swoją technikę&#8230;</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> &#8230;pojawił się zeszyt, były notatki, zaczęły się dyskusje o cyferkach (śmiech). <strong>Alpha</strong> to jest 5 stron maczkiem! Poza tym Bartek też miał taki fajny, brudny, surowy styl, który do tej muzyki świetnie pasuje. Ja natomiast zwykle grałem bardziej &#8222;zmelodyzowaną&#8221; muzykę, gdzie były różne solowe tematy. Musiałem więc znaleźć swój sposób na całość, znaleźć w tym swoje brzmienie, i jednocześnie oprzeć się na głównym szkielecie. Kombinowaliśmy razem do osiągnięcia takich efektów, które satysfakcjonowały nas wszystkich.</p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Pamiętacie jak Bartek przyszedł na jeden z naszych koncertów do <strong>Hydro</strong>? Znając przecież swój poniekąd materiał, i widząc wtedy <strong>Wiktora</strong> na scenie, powiedział, że gdyby miał wybrać to, co wymyślił, a to, jak sytuacja wygląda teraz w niektórych fragmentach ze strony <strong>Wiktora</strong>, to wybiera tę drugą opcję. Rozumiesz, jakie to było dla nas ważne? I to była chyba jedna z nielicznych zmian w tym kraju, która rzeczywiście się udała.</p>
<p><strong>Czyli z Bartkiem nie zagraliście niczego na koncercie żywo.</strong></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Nie. Wiesz, to był trochę cios, kiedy Bartek odszedł tuż po nagraniu materiału, i kiedy zaczęliśmy powoli myśleć o pierwszych koncertach. Oczywiście szanujemy jego decyzję. Wiem, że Bartek nigdzie nie gra na stałe, to znaczy nie odszedł do innego zespołu. Należy pamiętać jednak o czymś, tytułem dygresji, czego ludzie może nie wiedzą albo nie dostrzegają &#8211; próby 2-3 razy w tygodniu, przygotowania do koncertów, nauka nieustannie, wymóg kontaktu z instrumentem i tak dalej, mocno ograniczają życie prywatne do minimum. Z mojej perspektywy przynajmniej tak to wygląda.</p>
<p><strong>Pamiętacie moment debiutu na scenie już jako pełnoprawny [::] z płytą na koncie? Opowiedzcie proszę, jak wyglądała chociażby reakcja publiki.</strong></p>
<p><strong>Kamil:</strong> Jeden z pierwszych koncertów zagraliśmy z kolegami z Sounds Like Tides From Nebula (śmiech). Pozdrawiam! A tak na serio pamiętny koncert w Elblągu na supporcie <strong>Sounds Like The End of the World</strong> był czymś wyjątkowym. Sala wypełniona po brzegi, nikt nas nie znał, markerem dopisali w ogóle naszą nazwę na plakacie promującym koncert&#8230; Odbiór przerósł nasze oczekiwania! Zabraliśmy ze sobą paręnaście dosłownie płyt i wszystkie sprzedaliśmy, pierwszy raz ludzie podchodzili, pytali skąd jesteśmy, jak długo gramy. Dobry czas.</p>
<p><strong>A czy Wy jako zespół, który tworzy jednak totalnie niejednoznacznie, którego nie chce nawet wciskać w jakąś szufladkę, bo z góry to się mija z celem, myśleliście w którymś momencie podczas komponowania o odbiorcy? </strong></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Wiedzieliśmy, że nasza muzyka spodoba się raczej wąskiemu gronu.</p>
<p><strong>Kamil:</strong> Ja o tym nie myślałem w ogóle i nie myślę o tym do dzisiaj. To nie musi się nikomu podobać, to znaczy fajnie by było, ale też nigdy nie zrobimy niczego pod publikę.</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Ja czasem wprowadzam lekki niepokój (śmiech). Leciutki.</p>
<p><strong>Jerzy:</strong> To jest tak, że jeśli wiesz, czujesz, że zrobiłeś coś dobrze, szczerze i najzwyklej w świecie to ma jakąś wartość&#8230;</p>
<p><strong>&#8230;to wtedy działa. Czyli najpierw podoba się nam, a potem Wam, jeżeli w ogóle, czy tak? Ale zwracacie uwagę na to, gdzie odbiorca Was umiejscawia? Wiecie jakie łatki są Wam przyklejane?</strong></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> O, to jest bardzo ciekawe, bo ja bym chciał wiedzieć, co się mówi w kuluarach.</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Mówi się, mówi, tylko zwykle zwijamy Twoją perkusję 45 minut i nie docierają do nas te rozmowy.</p>
<p><strong>Do mnie natomiast docierają plotki, że gracie w transach, math-metalu, post-rocku, post-metalu, i nie pamiętam w czym jeszcze. </strong></p>
<p><strong>Kamil:</strong> I w porządku. Wszystkie te szufladki są bardzo fajne, świat jest tak poukładany, że musi mieć półki, ale to nie ma żadnego przełożenia na stan faktyczny, albo właściwie nie ma to znaczenia, tak samo jak <strong>Jerzy</strong> to ładnie wyjaśnił odnośnie naszej nazwy. Jeśli ktoś nas określi mianem <strong>post apocalyptic doomish ritual industrial vegan country</strong> &#8211; spoko.</p>
<p><strong>Jeśli jednak chcecie się gdzieś zaanonsować albo zachęcić słuchacza do sprawdzenia Waszej muzyki, to co powiecie?</strong></p>
<p><strong>Kamil:</strong> Gościu, posłuchaj nas.</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> To jest polska muzyka, proszę Państwa, nie wstydzimy się naszych korzeni (śmiech). A tak naprawdę &#8211; wskakuj, przejedź się, jak Ci się podróż podoba, to zapraszamy, jedź dalej, a jeśli nie, to dzięki, że spróbowałeś.</p>
<p><strong>Kamil:</strong> Sprawdź to dzieciak (śmiech)!</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Chyba większość kapel tych &#8222;nieszufladkowalnych&#8221;, jak <strong>Ketha</strong>, <strong>So Slow</strong>, <strong>Merkabah</strong> zdaje sobie doskonale sprawę, że część publiki pojedzie w ten trip z nimi, a inni zrobią miny, nie załapią, nawet przeklną (śmiech). I to jest normalne, zrozumiałe, nie trzeba jednak się nad tym wyjątkowo skupiać.</p>
<p><strong>Jerzy:</strong> A propos zespołu <strong>Ketha</strong> i ich rozpadu, to naprawdę żałuję jak się u nich sprawy poukładały. Jestem w stanie zrozumieć wszystkie powody rozpadu zespołu, ale jednak poważnie &#8211; żałuję. W naszym przypadku też zdarzały się historie z bookerami, kiedy chcieliśmy gdzieś z kimś się dogadać i słyszeliśmy &#8211; ok, pomyślimy, tylko nie wiem, gdzie Was wcisnąć.</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Tylko pytanie brzmi, czy jest sens właśnie &#8222;wciskać&#8221;, doklejać do czegoś.</p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Właśnie. Jeśli w danym mieście jest x-osób, które słuchają danego gatunku i w klubie zagrają trzy podobne do siebie kapele, to przyjdzie te x-osób. A różne kapele ściągną przecież różne osoby, które mogą sprawdzić coś, co wydawałoby się im nie do przebrnięcia. Umówmy się, mamy taki zalew różnej muzyki zewsząd, nie każdy non stop sprawdza nowości, szczególnie niszowe. No, niektórzy, nieliczni może sprawdzają (śmiech). Ludzie też nie słuchają jednego gatunku. Jaki sens więc jest robić koncerty, zawężając stylistykę muzyczną?</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Żeby daleko nie szukać, dobrym przykładem był nasz koncert właśnie w Elblągu czy w ogóle doświadczenia w innych miastach, gdzie nas nikt nie zna (śmiech), ale dobrze pamiętam też sytuację z <strong>Tides From Nebula</strong> na festiwalu <strong>Metal Hammer</strong> parę lat temu (rok 2015, koncerty obok <strong>Riverside, Evergrey</strong> i <strong>Dream Theater</strong> &#8211; przyp.red.), kiedy pojechałem z chłopakami jako techniczny, obsługiwałem też merch. Wiem, że Panowie wspominali, że kompletnie repertuarowo różnią się od reszty kapel, zagrali jednak jak zwykle mega profesjonalnie i z turbo energią, i co? I wyprzedali wtedy cały swój merch, przy czym ludzie ubrani w koszulki z nazwami kapel wyglądającymi jak stos chrustu wykłócali się o ostatniego winyla. To są historie, które dają do myślenia, jeśli chodzi o ryzyko zapraszania różnorodnych kapel na koncerty. Najszerzej jak się da możemy na siłę powiedzieć o sobie, że poruszamy się w post-metalu, ale zwyczajnie to nie jest żadna prawda na końcu. A kojarzycie tę scenę w &#8222;<em>Bohemian Rhapsody</em>&#8222;, kiedy ten rudy z brodą słucha sfrustrowany, co się dzieje na Wembley? No właśnie!</p>
<p><strong>Kamil:</strong> Ten rudy z brodą&#8230; Świetnym przykładem może być wspólna trasa zespołów <strong>Entropia,</strong> <strong>Merkabah</strong> i<strong> Ampacity</strong> &#8211; każda z kapel ma swoje grono fanów i oni się wymieszali na tych koncertach między sobą. To jest najlepsze. Poza tym każdy dostarczył kompletnie innych wrażeń.</p>
<p><strong>Info dla bookerów: nie bójcie się ryzyka (śmiech)! Dobrze, mówiliśmy o tym, że nazwa nie jest ważna, gatunek też nie, kto, gdzie i jak grał wcześniej nie ma znaczenia, liczy się tylko i wyłącznie muzyka. I pięknie. Postanowiliście jednak wyjść z tego, powiedzmy, cienia i pokazać chociażby jak wyglądacie podczas grania. Niedawno światło dzienne ujrzały dwa klipy z tzw. live sessions, nagrane w Nebula Studio, zmiksowane przez Maćka Karbowskiego. Skąd taki pomysł i na co to komu?</strong></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Masturbacja dźwiękiem i obrazem.</p>
<p><strong>Kamil:</strong> Pomysł narodził się podczas luźnych rozmów z kolegą Adamem (<strong>TFN</strong> &#8211; przyp.red.). Zastanawialiśmy się co fajnego zrobić, jak się wypromować inaczej. Jedna z propozycji/opcji dotyczyła właśnie pokazania nas od strony live, na setkę, bez cięcia.</p>
<p><strong>Jerzy:</strong> No ja na przykład wcześniej nie widziałem siebie jak gram. Na tych dwóch też nigdy nie patrzę (śmiech). Poza tym nie chcieliśmy robić teledysku, tej podstawowej formy promocji jakiegoś singla&#8230;</p>
<p><strong>&#8230;oglądacie jeszcze w ogóle teledyski? No chyba, że te stare, ikoniczne.</strong></p>
<p><strong>Kamil:</strong> No przepraszam bardzo, a nowe <strong>Prodigy</strong>? Albo jak <strong>Die Antwoord</strong> wypuszczą klip, to na sygnale jadę do kompa!</p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Albo <strong>Behemoth</strong> i te ich pomysły! Wracając do naszych skromnych osób, chcieliśmy pokazać jak może wyglądać nasz sposób na muzykę, jaki klimat możemy uzyskać. Dlatego też odpowiednio przygasiliśmy światła, dodaliśmy świece, dymiary. Czasami wprowadzamy się w taki stan na próbach, żeby się nakręcić, poczuć właśnie ten vibe, którym chcemy się podzielić. I to wypaliło.</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Mieliśmy oczywiście kilka podejść do nagrywania. To był maj, pachniała Saska Kępa, 40 stopni w środku, pot się lał. Jednak to, co chcieliśmy i jak chcieliśmy się pokazać, udało się w pełni uzyskać, też dzięki fajnej pracy <strong>Grain Films</strong>.</p>
<p><strong>Ile numerów zarejestrowaliście?</strong></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Trzy, dwa już wyszły, tj.<em><strong> IX</strong> </em>z nowości i <em><strong>Alpha</strong></em> z naszego debiutanckiego albumu. Przy czym wypuszczamy je odwrotnie, tak jak nagrywaliśmy, czyli od końca. Tak jak nazwy naszych numerów na albumie (śmiech).</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/LT1fVZQOdF8" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy">&amp;amp;amp;amp;amp;lt;span data-mce-type=&#8221;bookmark&#8221; style=&#8221;display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;&#8221; class=&#8221;mce_SELRES_start&#8221;&amp;amp;amp;amp;amp;gt;﻿&amp;amp;amp;amp;amp;lt;/span&amp;amp;amp;amp;amp;gt;</iframe></p>
<p><strong>Tytuły numerów mają jakieś znaczenie czy sytuacja ma się podobnie jak cała reszta i pytanie jest bez sensu (śmiech)?</strong></p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Tak.</p>
<p><strong>Dziękuję.</strong></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> To są tytuły robocze, które zostały tytułami faktycznymi. <em><strong>IX</strong></em> należy do nowości, choć jej zarys powstawał jeszcze podczas prac z Bartkiem. Graliśmy ten numer już na paru koncertach, fajnie się przyjął. Co do wcześniejszych numerów, podczas miksów płyty dostaliśmy raz wersję &#8222;alfa&#8221; czwórki &#8211; czwartego utworu &#8211; i tak przyjęliśmy to jako tytuł. Reszta to naturalnie &#8222;beta&#8221;, &#8222;gamma&#8221; i &#8222;delta&#8221; tylko w odwrotnej kolejności, bo &#8222;alfa&#8221;, tj. czwórka, jest najdłuższa. I już. A tajemnica tytułu albumu też jest strasznie interesująca. Uwaga, wielka tajemnica: w samochodzie na wyświetlaczu radia <strong>Kamila</strong> widniał napis<strong> aux:in</strong>. Koniec. I niech mi teraz ktoś powie, jak to nazewnictwo miałoby wpłynąć na to, co gramy? Nijak.</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Dokładnie. I teraz powiedz mi, co byś powiedziała na taki opis: słuchajcie, analizowaliśmy transcendencję kosmosu i ponieważ kurs nawigacyjny na trajektorię księżyca Apollo 11 był nazwany aux:in, to tak postanowiliśmy nazwać naszą płytę. Czy to coś zmienia?</p>
<p><strong>Wiesz, w niektórych przypadkach, przynajmniej dla mnie, to jednak ma znaczenie, jeśli album ma być zamkniętą opowieścią &#8222;o czymś&#8221; od początku do końca.</strong></p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Zgadza się, my jednak zostawiamy miejsce dla każdej interpretacji historii indywidualnie. Zauważ, że nawet jak masz podany na tacy tytuł, załóżmy &#8222;Prypeć&#8221;, bo kapela inspirowała się wiadomo czym, a Ty możesz usłyszeć w tej muzyce historię o czymś zupełnie innym niż post-apo.</p>
<p><strong>A z Waszej perspektywy opowiadacie historię czy wciągacie w historie?</strong></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> My jesteśmy historią&#8230; (śmiech).</p>
<p><strong>Kamil:</strong> Rozpadliśmy właśnie swój zespół (śmiech). No to jest ciekawe. Chyba opowiadamy historie, które wciągają. Każdy, kto przyjdzie na nasz koncert inaczej go doświadczy. Możesz zamknąć oczy i posłuchać, jeśli się w tym odnajdziesz, to nie zauważysz, kiedy czas Ci minął.</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Kto chce, to się wciągnie.</p>
<p><strong>Wolność wyboru ma swoje dobre strony (śmiech). Na koniec poproszę o parę tajemnic odnośnie nowego wydawnictwa. Przekonaliście mnie w pełni co do zamysłu całego Waszego przedsięwzięcia, nie zmienia to jednak faktu, że oprócz tego najważniejszego składnika, tj. muzyki, estetycznie wszystko dopracowujecie pod linijkę, pod ostatnie zagięcie. Niesamowite wrażenie po dziś dzień robi na mnie okładka <em>aux::in</em> autorstwa Kuby Sokólskiego. Kto tym razem weźmie na barki oprawę wizualną?</strong></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Mamy sporo pomysłów. Materiał jest w dopracowaniu, chyba możemy już zdradzić, że współpracujemy przy produkcji z <strong>Andrzejem Dziadkiem</strong> (m.in. <strong><em>Milion Miles</em> Merkabah, <em>Vacuum</em> Entropii</strong>), który już podpowiedział nam sporo odnośnie doszlifowania paru fragmentów w nowych utworach. Natomiast co do grafiki, nieśmiało myślę nad Panem <strong>Wojtkiem Szymańskim</strong> (<strong>Kobong, Neuma, Nyia, Organoleptic Trio</strong>), którego bardzo chcielibyśmy zaprosić do takiej współpracy, ale to są na razie bardzo ciche marzenia, więc zobaczymy co z tego będzie. Wiem natomiast, że z tym materiałem, który teraz mamy i wyczuciem Pana Wojtka mogłoby z tego wyjść coś naprawdę dobrego.</p>
<p><strong>Wypadałoby zdradzić, gdzie zagracie najbliższe koncerty i wspomnieć o Waszym udziale w urodzinach Progresji już 24 listopada!</strong></p>
<p><strong>Kamil:</strong> Tak, Progresja, proszę &#8211; byłem tam wielokrotnie, wielu rzeczy nie pamiętam (śmiech).</p>
<p><strong>Jest trema przed zagraniem na dużej scenie?</strong></p>
<p><strong>Kamil:</strong> Graliśmy na tzw. dużej scenie na festiwalu <strong>Summer Dying Loud 2017</strong>, więc to nie będzie taki chrzest. Trema oczywiście jest, każdy z nas przechodzi ją na swój sposób. Ja na przykład śpię, <strong>Jerzy</strong> coś ćwiczy, a <strong>Wiktor</strong> wydeptuje ścieżki. Każdy inaczej reaguje na stres, ale mówimy tu o tym pozytywnym stresie motywującym.</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Ja się jaram konkretnie.</p>
<p><strong>Jerzy:</strong> Jarawka to się jara (śmiech). Często jest tak, że jest stres, czy wszystko w swoim zestawie dokręcę, tak jak powinienem. Stresuje brak powagi z zewnątrz, albo kiedy czyjeś podejście jest amatorskie. Każdą sztukę traktujemy poważnie, niezależnie czy występujemy dla 5 osób czy dla większej liczby odbiorców.</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> Samo granie nas nie stresuje. To jest nagroda. Interakcja z ludźmi jest niesamowitym doświadczeniem.</p>
<p><strong>Kamil:</strong> Samo granie to jest 40-minutowy przerywnik pomiędzy targaniem tych gratów (śmiech).</p>
<p><strong>Tytułem zakończenia, gdzie chcecie się znaleźć za jakiś czas? Jakie macie ambicje?</strong></p>
<p><strong>Jerzy:</strong> W kraju wolnym od religii i uprzedzeń. Tak naprawdę, odpowiadając na Twoje pytanie z pełną powagą, dążymy do tego, aby tak czy inaczej mieć najwięcej radości z tego grania i robić to, czego naprawdę chcemy.</p>
<p><strong>Kamil:</strong> Małe kroczki. To nie jest produkt nastawiony na zysk, trasy i tak dalej. Tworzymy z pasji, jesteśmy pogodzeni z nieszufladkowalnością, jesteśmy świadomi swojej niszy, powoli będziemy dalej brnąć.</p>
<p><strong><a href="https://kvlt.pl/wywiady/4dots-znak-nie-nazwa/attachment/45353150_332150127586506_8420148573374513152_n/" rel="attachment wp-att-149864"><img decoding="async" class="alignleft size-large wp-image-149864" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/45353150_332150127586506_8420148573374513152_n-450x207.jpg" alt="" width="450" height="207" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/45353150_332150127586506_8420148573374513152_n-450x207.jpg 450w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/45353150_332150127586506_8420148573374513152_n-300x138.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2018/11/45353150_332150127586506_8420148573374513152_n.jpg 1200w" sizes="(max-width: 450px) 100vw, 450px" /></a>Wiktor:</strong> Chcemy grać dla ludzi, chcemy się spotykać na koncertach, potrzebujemy tej interakcji, również z innymi zespołami, obserwując ich na scenie. Wiadomo, że publika w różnych zakątkach jest zawsze inna i inaczej odbiera daną muzykę, ale nie ciśniemy w jakimś niezdrowym pędzie. Świat koncertowania i około-koncertowania, kiedy jeżdżę jako tech, to jest energia jedyna w swoim rodzaju, której ja osobiście potrzebuję. Były czy są kapele, które kontestowały cały szoł-biz, powiedzmy za czasów punkowych, gdzie deklarowały, że mają wszystko w dupie, publikę w dupie, nie chcą grać koncertów&#8230;</p>
<p><strong>Kamil:</strong> &#8230;co, <strong>Tool</strong>?</p>
<p><strong>Wiktor:</strong> (śmiech) Podsumowując, chcemy grać, wiadomo, coraz większe koncerty, ale nie rozpisujemy w kalendarzu swoich ścisłych planów. Aczkolwiek, im więcej nam się uda zagrać koncertów, i będą stopniowo większe<strong>, </strong>tym lepiej.</p>
<p><strong>Bardzo dziękuję za rozmowę i do zobaczenia już<a href="https://www.facebook.com/events/2162997987264206/"> 24 listopada w Progresji</a>!</strong></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/4dots-znak-nie-nazwa/">4dots [::]: &#8222;znak, nie nazwa&#8221;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/4dots-znak-nie-nazwa/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>AYDEN &#8211; &#8222;Identity&#8221; (2017)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/ayden-identity-2017/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/ayden-identity-2017/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 21 May 2017 17:33:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Ayden]]></category>
		<category><![CDATA[God Is An Astronaut]]></category>
		<category><![CDATA[Jakub Mańkowski]]></category>
		<category><![CDATA[klasyczny post-rock]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Karbowski]]></category>
		<category><![CDATA[Nebula Studio]]></category>
		<category><![CDATA[post-rock]]></category>
		<category><![CDATA[poznań]]></category>
		<category><![CDATA[progressive rock]]></category>
		<category><![CDATA[Tides From Nebula]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=93984</guid>

					<description><![CDATA[<p>Tak naprawdę nieszczególnie lubię sztywno definiować muzykę w jej umownych gatunkach, układać na półki w&#160;odpowiednim anturażu&#160;i odznaczać, do której grupy przynależą. Ale&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/ayden-identity-2017/">AYDEN &#8211; &#8222;Identity&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Tak naprawdę nieszczególnie lubię sztywno definiować muzykę w jej umownych gatunkach, układać na półki w&nbsp;odpowiednim anturażu&nbsp;i odznaczać, do której grupy przynależą. Ale podświadomie, czy z premedytacją, czynię porządek w myślach&nbsp;i muzyce, taka paskudna cecha charakteru. Moja półka z napisem post-rock ugina się od mniej lub bardziej udanych albumów, w końcu rozkwit tego gatunku w rodzimych warunkach przeszedł najśmielsze oczekiwania. Ale mam też specjalne miejsce na te płyty, do których wracam częściej. I w tymże miejscu niedawno ustawiłam debiut poznańskiej formacji <strong>Ayden</strong> z ich krążkiem <em><strong>Identity</strong></em> (<strong>premiera 26 lutego br.</strong>).&nbsp;</p>
<p>Do albumu <em><strong>Identity</strong> </em>zabrałam się jak do rozwikłania tajemnicy poliszynela.&nbsp;Najpierw &nbsp;trzeba zebrać poszlaki. 9 utworów, ponad 50 minut muzyki. Dość sceptycznie jednym okiem oceniłam zimną, trochę kubistyczną okładkę, by następnie pokłonić się przed płytą i złożyć w głowie wyrazy uznania dla doboru profesjonalistów, pracujących przy tej produkcji. Materiał mianowicie zmiksował <strong>Kuba&nbsp;Mańkowski</strong> (m.in. <strong>blindead, Behemoth, Obscure SphinX</strong>), a gitary i bass Panowie nagrali w warszawskim <strong>Nebula Studio</strong> z pomocą <strong>Maćka Karbowskiego</strong> i <strong>Tomka Stołowskiego</strong> (<strong>Tides From Nebula</strong>). No, no, zaplecze <strong>Ayden</strong>&nbsp;zapewniliście sobie mocne, więc co macie do powiedzenia? Cały przekrój emocji i pięknych kompozycji. W muzyce instrumentalnej niezwykle istotne są detale, nie tylko linie melodyczne, ale przestrzeń, jaka się tworzy przy odsłuchu, budowanie napięcia, momenty kulminacyjne. I to wszystko znajdziecie na<em><strong> Identity</strong></em> w dobrym aranżu i bardzo dobrze poskładane. Nikogo nie zdziwi więc fakt, że chętnie postawię <strong>Ayden</strong> przy docenianych&nbsp;<strong>Tides From Nebula</strong> i <strong>God Is An Astronaut</strong>, jednak mając na myśli gównie poziom samych kompozycji, w żadnym wypadku kopię. Już otwierający, najdłuższy<em><strong> Awaking</strong></em> doskonale wprowadza w instrumentalną podróż po post-rockowych schematach. I z miejsca zaznaczam, że nie ma nic złego w tej obranej ścieżce pod właściwą sobie metką. <em><strong>Time takes it all, What if</strong> </em>czy piękny, nastrojowy <em><strong>Falling</strong></em> udowadniają, że w post-rocku można jeszcze wiele powiedzieć, nie kombinując na siłę ze złożonością utworów lub nachalnym mieszaniem kilku gatunków. Sztuka to bowiem trudna, a bardzo często ambicja nie idzie w parze z umiejętnościami. W przypadku <strong>Ayden</strong> wszystko ma swoje miejsce, aczkolwiek Panowie romansują momentami z progresywnością, ale dość powściągliwie. Nie, nie doświadczymy na <em><strong>Identity</strong> </em>wybujałych hybryd, tu jest raczej czysto, z bezbolesnym wyważeniem, odchylenia od ram w normie. W tym miejscu zwrócę uwagę na najlepsze momenty na płycie w postaci utworów <em><strong>Horizons</strong></em> i rozbudowanego&nbsp;<em><strong>Diagnosis</strong></em>. Pierwszy raczy świetną sekcją rytmiczną, przejścia perkusyjne plus doskonale zintegrowane elektroniczne tło i cięższe gitary dodają monumentalnego charakteru całemu utworowi. Aż chciałoby się usłyszeć mocniej zaakcentowany finał. Natomiast w <em><strong>Diagnosis</strong></em> uwagę zwracają głównie mocniejsze, ciekawsze riffy, śmielej poruszając się w stronę post-metalu, ale stopując w odpowiednim momencie, kiedy emocje po tym kontrolowanym wybuchu gasi stonowany, spokojny <em><strong>Exhale</strong></em>.</p>
<p>I to jest chyba siła tego albumu: równowaga. Nic nie umyka, to nie jest soundtrack czy podkład do innych czynności. Tu się można zanurzyć w melodyjnych opowieściach bez słów i dać sobie czas na spokój. Zastanawia mnie jedynie fakt, dlaczego <strong>Ayden</strong> wydali album dopiero teraz, skoro grywają już od dobrych czterech lat. Trudno mi ocenić, czy jest to właściwy moment, czytając ciągle opinie jakoby post-rock chylił się ku upadkowi. Z drugiej jednak strony, jakie znaczenie ma gatunek danego albumu, skoro zawarta na nim muzyka jest po prostu najwyższych lotów? Polecam sięgnąć po <strong>Ayden</strong> i nieco się nad tym zadumać zanim wydacie werdykt.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/lTNTSKFbi8A" allowfullscreen="allowfullscreen" height="400" frameborder="0" width="100%" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/ayden-identity-2017/">AYDEN &#8211; &#8222;Identity&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/ayden-identity-2017/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>ODYSSEY &#8211; &#8222;All.Things.End.&#8221; (2017)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/odyssey-all-things-end-2016/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/odyssey-all-things-end-2016/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 20 Mar 2017 15:03:08 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[debiut]]></category>
		<category><![CDATA[ep]]></category>
		<category><![CDATA[klasyczny post-rock]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Karbowski]]></category>
		<category><![CDATA[Odyssey]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Tides From Nebula]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=82248</guid>

					<description><![CDATA[<p>Post-rock w naszym pięknym kraju nad Wisłą wciąż ma swoich wiernych, zarówno wśród słuchaczy, jak i twórców. Niby nic nowego na tym&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/odyssey-all-things-end-2016/">ODYSSEY &#8211; &#8222;All.Things.End.&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Post-rock w naszym pięknym kraju nad Wisłą wciąż ma swoich wiernych, zarówno wśród słuchaczy, jak i twórców. Niby nic nowego na tym polu nie powstaje, niby wszystko przewidywalne, niby nudno, a jednak ten rodzaj sceny ciągle egzystuje i osobiście myślę, że ostatniego zdania jeszcze w temacie nie było. Sprawa jednak się komplikuje, kiedy mówimy o wyróżnieniu niektórych kapel ponad przeciętność innych. Sposobów jest kilka (sic!), z realizacją już bywa różnie. Szukając hybryd i niejednoznaczności, trafiam na coś zupełnie stabilnego. Tym razem zwracam uwagę na młody zespół&nbsp;<strong>Odyssey</strong> z Warszawy, który w tym roku (premiera <strong>21.01.2017</strong>) wypuścił swoją pierwszą EPkę pod nazwą <em><strong>All.Things.End</strong></em>.&nbsp;</p>
<p>Mini-album <em><strong>All.Things.End.</strong></em>&nbsp;zarejestrowano w warszawskim&nbsp;<strong>Nebula Studio</strong> pod czujnym uchem <strong>Macieja Karbowskiego </strong>(<strong>Tides From Nebula</strong>). A więc <strong>Odyssey</strong>, zdaje się, wiedzieli od początku, na czym im zależy i jaki poziom&nbsp;chcą osiągnąć. Czuć bowiem rękę <strong>Maćka</strong> nad całym wydawnictwem, jak aromat świeżo mielonej kawy, który roznosi się po całym domu. EPka składa się z trzech instrumentalnych numerów o łącznym czasie trwania ok. 20 minut. Wszystkie utwory to nic nadzwyczaj odkrywczego, ale słychać coś, czego u wielu formacji nie znajduje &#8211; konsekwentne trzymanie się obranego kierunku. Niewiele tu kombinowania, nie ma żadnych wyraźnych elektronicznych plam, nic ze ścian dźwięku, żadnych specjalnych instrumentariów, materiał jest wymuskany i wygładzony. A dlaczego składny, melodyjny post-rock miałby zostać skreślony, zapytuję. Z drugiej jednak strony brakuje mi ewidentnie finałów lub większego rozbudowania w utworach. Idąc od końca, w najdłuższym numerze <em><strong>Flashbacks</strong></em>&nbsp;błyszczy sekcja rytmiczna, szczególnie linia basu jest ciekawie urozmaicona i uwydatniona, ale apetyt na większy rozmach jest niezaspokojony, coś w połowie zgrzyta, coś ciekawego się zaczyna i za chwilę gubi moją uwagę. Podobne&nbsp;wrażenia mam odnośnie<em><strong>&nbsp;Serendipity.&nbsp;</strong></em>&nbsp;Za najlepszy natomiast uznaję tytułowy&nbsp;<strong><em>All.Things.End. </em></strong>z nieco niepokojącym wydźwiękiem, potęgowanym przez proste, ładnie dopracowane prowadzenia gitary.&nbsp; Utwór mógłby wpasować się w dokonania <strong>TFN</strong> z demo lub innych początków działalności, pozbawionych jednak wielowarstwowości, tak swoistej&nbsp;dla kolegów po fachu.&nbsp;</p>
<p>Polski post-rock jest nadal&nbsp;prześwietlany i często bywa zamykany w swoje elementy charakterystyczne, co zwiastuje brak oryginalności i ostatecznie znużenie. Zresztą czas pokazał, że wiele grup pływających w jasnym post-rockowym sosie z przepisu szybko ginie śmiercią naturalną. Tymczasem mam wrażenie, że Panowie z <strong>Odyssey</strong>&nbsp;próbują pokazać, że można tworzyć bez nadęcia, poruszając się po sprawdzonych schematach. Formacja ma potencjał, jednak brakuje mi unikatowości, punktu zaczepienia, który pozwoliłby odróżnić twórczość tej grupy od innych. Niemniej jednak, płyta&nbsp;<em><strong>All.Things.End</strong></em>. jest miłą odskocznią od pokiereszowanych i przekombinowanych propozycji. Być może dla mnie po prostu zbyt grzeczną.</p>
<p><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 241px;" data-kvlt-bc-src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=1272193031/size=large/bgcol=ffffff/linkcol=0687f5/artwork=small/transparent=true/" width="300" height="150" seamless="">&amp;amp;lt;a href=&#8221;http://odysseypl.bandcamp.com/album/all-things-end-ep&#8221;&amp;amp;gt;All.Things.End. EP by Odyssey&amp;amp;lt;/a&amp;amp;gt;</iframe><noscript><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 241px;" src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=1272193031/size=large/bgcol=ffffff/linkcol=0687f5/artwork=small/transparent=true/" width="300" height="150" seamless="" loading="lazy">&amp;amp;lt;a href=&#8221;http://odysseypl.bandcamp.com/album/all-things-end-ep&#8221;&amp;amp;gt;All.Things.End. EP by Odyssey&amp;amp;lt;/a&amp;amp;gt;</iframe></noscript></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/odyssey-all-things-end-2016/">ODYSSEY &#8211; &#8222;All.Things.End.&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/odyssey-all-things-end-2016/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie 2016 roku wg muzyków</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-muzykow/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-muzykow/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 02 Jan 2017 13:20:51 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[40 Watt Sun]]></category>
		<category><![CDATA[Acid Drinkers]]></category>
		<category><![CDATA[Afterload]]></category>
		<category><![CDATA[Alcest]]></category>
		<category><![CDATA[Almanac]]></category>
		<category><![CDATA[Ampacity]]></category>
		<category><![CDATA[Anaal Nathrakh]]></category>
		<category><![CDATA[Anal Trump]]></category>
		<category><![CDATA[Analkholic]]></category>
		<category><![CDATA[Anderson Paak]]></category>
		<category><![CDATA[Aneta Vertherry]]></category>
		<category><![CDATA[Animals As Leaders]]></category>
		<category><![CDATA[Anthrax]]></category>
		<category><![CDATA[Arkona]]></category>
		<category><![CDATA[ARRM]]></category>
		<category><![CDATA[Artur "Paluch" Grassman]]></category>
		<category><![CDATA[Asphyx]]></category>
		<category><![CDATA[Avantasia]]></category>
		<category><![CDATA[Avenged Sevenfold]]></category>
		<category><![CDATA[Azusa]]></category>
		<category><![CDATA[Behexen]]></category>
		<category><![CDATA[best of 2016]]></category>
		<category><![CDATA[Black Altar]]></category>
		<category><![CDATA[Black From The Pit]]></category>
		<category><![CDATA[Blindead]]></category>
		<category><![CDATA[Blood Ceremony]]></category>
		<category><![CDATA[Bölzer]]></category>
		<category><![CDATA[Bon Iver]]></category>
		<category><![CDATA[Borknagar]]></category>
		<category><![CDATA[Brodka]]></category>
		<category><![CDATA[Brujeria]]></category>
		<category><![CDATA[butterfly trajectory]]></category>
		<category><![CDATA[Car Bomb]]></category>
		<category><![CDATA[christ agony]]></category>
		<category><![CDATA[civil war]]></category>
		<category><![CDATA[Cobalt]]></category>
		<category><![CDATA[ColdWorld]]></category>
		<category><![CDATA[Corruption]]></category>
		<category><![CDATA[crowbar]]></category>
		<category><![CDATA[Cryptic Void]]></category>
		<category><![CDATA[Cult of Luna & Julie Christmas]]></category>
		<category><![CDATA[Cultes Des Ghoules]]></category>
		<category><![CDATA[Dariusz „Daron” Kupis]]></category>
		<category><![CDATA[Dark Funeral]]></category>
		<category><![CDATA[David Bowie]]></category>
		<category><![CDATA[Dead Congregations]]></category>
		<category><![CDATA[Dead Infection]]></category>
		<category><![CDATA[Deathspell Omega]]></category>
		<category><![CDATA[Deftones]]></category>
		<category><![CDATA[Devilish Impressions]]></category>
		<category><![CDATA[Devin Townsend Project]]></category>
		<category><![CDATA[Dillinger Escape Plan]]></category>
		<category><![CDATA[Discharge]]></category>
		<category><![CDATA[Dormant Ordeal]]></category>
		<category><![CDATA[Drown My Day]]></category>
		<category><![CDATA[El Huervo]]></category>
		<category><![CDATA[Eteritus]]></category>
		<category><![CDATA[Evil]]></category>
		<category><![CDATA[Exumer]]></category>
		<category><![CDATA[F.A.M.]]></category>
		<category><![CDATA[Fallujah]]></category>
		<category><![CDATA[Fertile Hump]]></category>
		<category><![CDATA[Fetor]]></category>
		<category><![CDATA[Flotsam And Jetsam]]></category>
		<category><![CDATA[frontside]]></category>
		<category><![CDATA[furia]]></category>
		<category><![CDATA[Gadget]]></category>
		<category><![CDATA[Gallileous]]></category>
		<category><![CDATA[ghost]]></category>
		<category><![CDATA[Gojira]]></category>
		<category><![CDATA[Gorguts]]></category>
		<category><![CDATA[Hail Spirit Noir]]></category>
		<category><![CDATA[Heresy Denied]]></category>
		<category><![CDATA[Horroscope]]></category>
		<category><![CDATA[Iggy Pop]]></category>
		<category><![CDATA[Inquisition]]></category>
		<category><![CDATA[J. D. Overdrive]]></category>
		<category><![CDATA[Jacek Hiro]]></category>
		<category><![CDATA[Jachna/ Mazurkiewicz/ Buhl]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Domański]]></category>
		<category><![CDATA[Jinjer]]></category>
		<category><![CDATA[John Frum]]></category>
		<category><![CDATA[Kat & Roman Kostrzewski]]></category>
		<category><![CDATA[Katatonia]]></category>
		<category><![CDATA[Khemmis]]></category>
		<category><![CDATA[Koios]]></category>
		<category><![CDATA[Konrad Ciesielski]]></category>
		<category><![CDATA[Koronal]]></category>
		<category><![CDATA[Krzysztof "Zalef" Zalewski]]></category>
		<category><![CDATA[Kuba Brewczyński]]></category>
		<category><![CDATA[Lech „Blackpitfather” Śmiechowicz]]></category>
		<category><![CDATA[Leonard Cohen]]></category>
		<category><![CDATA[Liam Wilson]]></category>
		<category><![CDATA[Lonely The Brave]]></category>
		<category><![CDATA[Lonker See]]></category>
		<category><![CDATA[Lotto]]></category>
		<category><![CDATA[M83]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Karbowski]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Proficz]]></category>
		<category><![CDATA[Malignant Tumor]]></category>
		<category><![CDATA[Megadeth]]></category>
		<category><![CDATA[Mentor]]></category>
		<category><![CDATA[Meshuggah]]></category>
		<category><![CDATA[Metal Church]]></category>
		<category><![CDATA[Michał „Stempel” Stemplowski]]></category>
		<category><![CDATA[Moanaa]]></category>
		<category><![CDATA[Moderat]]></category>
		<category><![CDATA[Moose The Tramp]]></category>
		<category><![CDATA[MoshMachine]]></category>
		<category><![CDATA[Mr. Oizo]]></category>
		<category><![CDATA[Nails]]></category>
		<category><![CDATA[Neurosis]]></category>
		<category><![CDATA[Niechęć]]></category>
		<category><![CDATA[Nightrun87]]></category>
		<category><![CDATA[Obscure Sphinx]]></category>
		<category><![CDATA[Octopussy]]></category>
		<category><![CDATA[One Shot Eye]]></category>
		<category><![CDATA[opeth]]></category>
		<category><![CDATA[Oranssi Pazuzu]]></category>
		<category><![CDATA[Organek]]></category>
		<category><![CDATA[Patryk Zwoliński]]></category>
		<category><![CDATA[perturbator]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Chmielecki]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Gibner]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Pieza]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Żurawski]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr „Dreadrock” Wiśniewski]]></category>
		<category><![CDATA[Planet Hell]]></category>
		<category><![CDATA[Plebeain Grandstand]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie 2016 roku]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie roku]]></category>
		<category><![CDATA[Proghma-C]]></category>
		<category><![CDATA[Radiohead]]></category>
		<category><![CDATA[Red Fang]]></category>
		<category><![CDATA[Red Hot Chilli Peppers]]></category>
		<category><![CDATA[Rival Sons]]></category>
		<category><![CDATA[Riverside]]></category>
		<category><![CDATA[Robert „Rob” Ruszczyk]]></category>
		<category><![CDATA[Rotten Sound]]></category>
		<category><![CDATA[Rotting Christ]]></category>
		<category><![CDATA[Russian Circles]]></category>
		<category><![CDATA[sauron]]></category>
		<category><![CDATA[Sceptic]]></category>
		<category><![CDATA[Scooter]]></category>
		<category><![CDATA[Shadow]]></category>
		<category><![CDATA[Sick Of It All]]></category>
		<category><![CDATA[Snarky Puppy]]></category>
		<category><![CDATA[Sorry Boys]]></category>
		<category><![CDATA[Spirits Way]]></category>
		<category><![CDATA[Squash Bowels]]></category>
		<category><![CDATA[Straight Hate]]></category>
		<category><![CDATA[Sturgill Simpson]]></category>
		<category><![CDATA[SubRosa]]></category>
		<category><![CDATA[Suicidal Tendencies]]></category>
		<category><![CDATA[Sumac]]></category>
		<category><![CDATA[Sunnata]]></category>
		<category><![CDATA[Superjoint]]></category>
		<category><![CDATA[Testament]]></category>
		<category><![CDATA[The Body]]></category>
		<category><![CDATA[The Dead Goats]]></category>
		<category><![CDATA[The Dillinger Escape Plan]]></category>
		<category><![CDATA[The John Doe's Burial]]></category>
		<category><![CDATA[The Sixpounder]]></category>
		<category><![CDATA[Thrice]]></category>
		<category><![CDATA[Thy Worshiper]]></category>
		<category><![CDATA[Tides From Nebula]]></category>
		<category><![CDATA[Titanium]]></category>
		<category><![CDATA[Tonbruket]]></category>
		<category><![CDATA[top płyt]]></category>
		<category><![CDATA[Topielica]]></category>
		<category><![CDATA[Tranquilizer]]></category>
		<category><![CDATA[Trap Them]]></category>
		<category><![CDATA[Triagonal]]></category>
		<category><![CDATA[Tribulation]]></category>
		<category><![CDATA[True Widow]]></category>
		<category><![CDATA[Trylion]]></category>
		<category><![CDATA[Twelve Foot Ninja]]></category>
		<category><![CDATA[Ulcer]]></category>
		<category><![CDATA[Ulcer Uterus]]></category>
		<category><![CDATA[Urfaust]]></category>
		<category><![CDATA[Urgehal]]></category>
		<category><![CDATA[Vader]]></category>
		<category><![CDATA[Vektor]]></category>
		<category><![CDATA[Vicious Rumors]]></category>
		<category><![CDATA[Virgin Snatch]]></category>
		<category><![CDATA[Void Meditation Cult]]></category>
		<category><![CDATA[Voodoo Gods]]></category>
		<category><![CDATA[Wardruna]]></category>
		<category><![CDATA[Wędrowcy tułacze zbiegi]]></category>
		<category><![CDATA[Wędrujący Wiatr]]></category>
		<category><![CDATA[Wormrot]]></category>
		<category><![CDATA[Yello]]></category>
		<category><![CDATA[Yussef Kamal]]></category>
		<category><![CDATA[Zakk Wylde]]></category>
		<category><![CDATA[Łukasz "Icanraz" Sarnacki]]></category>
		<category><![CDATA[Łukasz „Zielony” Zieliński]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=68795</guid>

					<description><![CDATA[<p>Tym razem poprosiliśmy muzyków,&#160;aby podzielili się wydawniczymi wrażeniami z 2016 roku. Postawiliśmy na dowolność wyboru interpretacji,&#160;a więc typowanie z numeracją lub bez,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-muzykow/">Podsumowanie 2016 roku wg muzyków</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Tym razem poprosiliśmy muzyków,&nbsp;aby podzielili się wydawniczymi wrażeniami z 2016 roku. Postawiliśmy na dowolność wyboru interpretacji,&nbsp;a więc typowanie z numeracją lub bez, rzeczowe lub z polotem referaty czy&nbsp;najkrótsze z możliwych uzasadnienia. W podsumowaniach najczęściej królowali&nbsp;<strong>Gojiria, Metallica, Wardruna, Opeth</strong>, <strong>Nick Cave</strong>&nbsp;i nieodżałowany <strong>Bowie,</strong> a na rodzimym podwórku <strong>Furia, Riverside, Arkona</strong>&nbsp;czy <strong>ARRM</strong>. Nie zabrakło wydawnictw niszowych i bardzo nie-metalowych, jak np. <strong>Bon Iver</strong>,&nbsp;<strong>Mr. Oizo</strong> czy&nbsp;<strong>Scooter</strong>&#8230; Zapraszamy!</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Kuba Brewczyński &#8211; wokalista Straight Hate</strong></p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p>1. <strong>Wormrot<em> &#8222;Voices&#8221;</em></strong></p>
<p>2. <strong>Coldworld <em>&#8222;Autumn&#8221;</em></strong></p>
<p>3. <strong>Rotten Sound <em>&#8222;Abuse to Suffer&#8221;</em></strong></p>
<p>4. <strong>Nails <em>&#8222;You Will Never Be One of Us&#8221;</em></strong></p>
<p>5. <strong>Cryptic Void &#8222;<em>Psychomanteum&#8221;</em></strong></p>
<p>plus:</p>
<p>6. <strong>Dead Congregations <em>&#8222;Sombre Doom EP&#8221;</em></strong></p>
<p>7. <strong>Trap Them <em>&#8222;Crown Feral&#8221;</em></strong></p>
<p>8. <strong>Gadget <em>&#8222;The Great Destroyer&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p>1. <strong>Ulcer <em>&#8222;Heading Below&#8221;</em></strong></p>
<p>2. <strong>Wędrujący Wiatr <em>&#8222;O&nbsp;Turniach, Jeziorach i Nocnych Szlakach&#8221;</em></strong></p>
<p>3. <strong>Arkona &#8222;<em>Lunaris&#8221;</em></strong></p>
<p>4.<strong> The Dead Goats <em>&#8222;All Of Them Witches&#8221;</em></strong></p>
<p>5. <strong>Fetor &#8222;<em>Abandoned Hope&#8217;</em></strong></p>
<p>plus:</p>
<p>6. <strong>Moanaa &#8222;<em>Passage&#8221;</em></strong></p>
<p>7. <strong>Eteritus <em>&#8222;Following the Ancient Path&#8221;</em></strong></p>
<p>8. <strong>Mentor <em>&#8222;Guts, Graves and Blasphemy&#8221;</em></strong></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/ZvIrsh3uCZc" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Konrad Ciesielski &#8211; perkusista Blindead, Octopussy, Tranquilizer</strong></p>
<p>Na wstępie muszę zaznaczyć, że w 2016 roku z powodu pracy nad trzema materiałami (<strong>Blindead, Tranquilizer</strong> oraz <strong>Octopussy</strong>) większość płyt, jakich słuchałem, było z 2015 roku. Dlatego nie będzie tego wiele i lecimy od początku:</p>
<p>1.<strong> David Bowie <em>&#8222;Blackstar&#8221;.</em></strong>&nbsp;Oczywiście pierw usłyszałem wielo-strukturowy utwór <em><strong>Black star</strong></em> i tutaj muszę przyznać, że to jest Opus Magnum. Takiego potwora, tak świetnie zagranego i zaaranżowanego to nie słyszałem od dawna, zainspirowało mnie to bardzo.</p>
<p>2.<strong> Gojira <em>&#8222;Magma&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Jedyna płyta metalowa, której słuchałem w tym roku. Uwielbiam ich, i co by nie robili, jest to najwyższa półka. Ten album jest o tyle wyjątkowy, że posiada więcej ładunku emocjonalnego niż poprzednie, więcej melodii oraz śpiewu, coś dla mnie J</p>
<p>3.<strong> Nightrun87 <em>&#8222;Starships&#8221;</em>. </strong>Projekt mojego dobrego znajomego <strong>Williama Malcolma</strong>, który między innymi współtworzy kolektyw <strong>Tranquilizer</strong>. Obecnie <strong>Nightrun87</strong> zajął się tak zwanymi 80’s. Synthwave naładowany pozytywną energią, ale również między wierszami melancholią harmoniczną.</p>
<p>4.<strong> Nick Cave And The Bad Seeds <em>&#8222;Skeleton Tree&#8221;</em>. </strong>Ta płyta zaś pomagała mi powiększyć doła, którego dostałem na wiosnę. Bez dwóch zdań, co zrobią razem, i co zrobi osobno<strong> Nick Cave</strong>, łykam bez zastanowienia.</p>
<p>5.<strong> ARRM&nbsp;<em>&#8222;ARRM&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Ależ to jest piękne, w oparach dymu „zatopion i ujebion” i zapętlić i od nowa.</p>
<p>6.<strong> Wardruna <em>&#8222;Runaljod – Ragnarok&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Muzyka etniczna zawsze była mi bliska, ale od kiedy ten zespół zdobył popularność, ludzie odkryli, że nie musi być przaśna. Wiele oczywiście jest zespołów, które pokazały tę ciemną stronę, ale mówimy o roku 2016.</p>
<p>No koniec jednak muszę dodać, że płyta która zrobiła u mnie największe spustoszenie, została wydana w <strong>2015 roku</strong>, ale słucham jej przez cały 2016 rok, i tak długo jeszcze nigdy żadna płyta u mnie nie wytrzymała. Dla mnie najważniejszą płytą tego roku jest:<br />
<strong>Puscifer <em>&#8222;Money Shot&#8221;</em>.</strong></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/ykDNwyrbTu8" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Piotr Chmielecki &#8211; gitarzysta Koronal</strong></p>
<p>Podsumowanie roku i od razu problem, wręcz panika&#8230; Nie jestem nałogowym słuchaczem nowości, nie kolekcjonuję też specjalnie muzyki. Jak coś mnie zaintryguje, to staram się zgłębić temat, a jak już go zgłębię, to na długo w nim tkwię. Poza konkretnymi/stałymi pozycjami traktuję czasem muzykę jako przelotną inspirację. Poszperałem w zwojach i oto są. Moje propozycje:</p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p><strong>Meshuggah <em>&#8222;The Violent Sleep of Reason&#8221;</em></strong>. Giganci i tym razem nie zawiedli, chociaż głosy są podzielone. Nagle okazało się, że da się grać jak Meszu, używając lampowych wzmacniaczy, i nagrywając materiał na „setkę”. Świat stanął na głowie. Płyta inna od dotychczasowych, ale Szwedzi jak widać nie boją się ryzyka i kombinują.</p>
<p><strong>Car Bomb <em>&#8222;Meta&#8221;</em></strong>. Wcześniej nie znałem kapeli, ale polecał ją pewien redaktor, więc spróbowałem. Weszło bardzo dobrze. Świeże, połamane granie. Nie ma miękkiej gry. Tempo, nagłe zwroty akcji, groove. Bardzo dobre!</p>
<p><strong>Snarky Puppy <em>&#8222;Culcha Vulcha&#8221;</em></strong>. Nie. To nie metal. Znalezione przypadkowo i z miejsca wchłonięte. Jazz, zabawa, luz, groove, matematyka. Jak widać nie trzeba kowbojek i kapeluszy, będąc jednocześnie kapelą z Teksasu. Jest tu wszystko: sekcja dęta, klawisz, bas, gitary. Wirtuozeria i radość z gry. Bardzo smaczne granie!</p>
<p><strong>Mr. Oizo <em>&#8222;All Wet&#8221;</em>.</strong> Elektronika. Lubię, jeśli jest intrygująca i groowiąca. Płyta z 2016 roku może nie jest najlepszą w dyskografii Francuza, ale patrzę przez pryzmat całej twórczości. Lubię.</p>
<p><strong>Jinjer <em>&#8222;King of Everything&#8221;</em></strong>. Ukraińska, dobrze już znana kapela, przed którą mieliśmy przyjemność zagrać razem z <strong>Koronal</strong>. Z reguły nie trawię damskich wokali, ale Tatiana robi to nad wyraz dobrze. Świetna muzyka i krzyk kobiety tutaj się nie wykluczają 🙂</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p>Hmm&#8230; Tutaj mam większy problem. Nie śledzę dokładnie metalowej sceny, a i w pozostałych gatunkach ciężko mi przypomnieć sobie, co fajnego mnie spotkało w tym roku. Jest jednak kilka kapel/muzyków, o których chciałbym wspomnieć:</p>
<p><strong>The John Doe&#8217;s Burial <em>&#8222;No Gods No Masters&#8221;</em></strong>. Solidna dawka death core/death metal. Zawodowy wokalista 🙂</p>
<p><strong>Heresy Denied <em>&#8222;Innerception&#8221;</em></strong>. Stylistyka jak wyżej. Młode chłopaki z Poznania. Zajebiście dają radę!</p>
<p><strong>Trylion <em>&#8222;Indigo&#8221;, &#8222;Poliphrenos&#8221;</em></strong>. Też Poznań, ale granie bliżej tego, co robi <strong>Meshuggah</strong> plus odrobina djentu. Chłopaki co prawda dopiero szykują LP, ale dotychczasowe EP są bardzo dobre. Polecam!</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/WEfDf--1UMo" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Jan Domański &#8211; basista Koios</strong></p>
<p>Przeszukawszy pamięć i historię w odtwarzaczach z 2016 mamy: jestem bucem, zagranico, passerati itp. Wyszło mi, że z Polski w tym roku nic mnie nie urzekło, więc będzie rozszerzony „Świat”.</p>
<p>1. <strong>Fallujah &#8222;Dreamless&#8221;</strong>. Jestem fanboyem mocno tego zespołu, więc łykam wszystko, jak młody pelikan. Dużo spokojniej niż na doskonałym w mojej opinii <em><strong>&#8222;Flesh Prevails&#8221;</strong></em>, ale równie ciekawie. Dużo więcej przestrzeni, trochę eksperymentów z elektroniką, (o zgrozo :)), damski feat.w singlu. Smaczne acz, uwaga, trzeba się wgryźć – pierwsze przesłuchanie nie powaliło. Mój tegoroczny numer 1.</p>
<p>2. <strong>El Huervo &#8222;Vandereer&#8221;</strong>. Tegoroczny album malarza/producenta <strong>Niklasa Akerblada</strong>. Jak zwykle instrumentalny chillout i relaks, trochę pustynia, trochę zatłoczone miasto, bardzo polecam na momenty, kiedy ma się dość metalu (chyba że się nie ma, to nie polecam). Warto było czekać 3 lata.</p>
<p>3. <strong>Cult of Luna &amp; Julie Christmas &#8222;Mariner&#8221;</strong>. Płyta, do której nie mogłem się długo przekonać, właśnie przez wokal <strong>Julie Christmas,</strong> ale w końcu, przez sentyment do <strong>CoL</strong>, zagościła na dłużej w odtwarzaczu. I weszła. I to mocno. Może nie arcydzieło, ale zdecydowanie album wart uwagi.</p>
<p>4. <strong>Neurosis <em>&#8222;Fires Within Fires&#8221;</em></strong>. O takie Neurosis &#8230; Część osób fuka, lecz mi się bardzo podoba.</p>
<p>5. <strong>Gorguts <em>&#8222;Pleiades&#8217; Dust&#8221;</em></strong>. Gorguts dowozi ponownie. EPka to jeden masywny numer, ale za to jaki. Ile razy bym tego nie puszczał, zawsze znajduję coś nowego, w innym miejscu.</p>
<p>6. <strong>Sumac <em>&#8222;What One Becomes&#8221;</em></strong>. Drugi LP składu Aarona Turnera. Ciężka wędrówka przez częściowo improwizowane sludge/noise, ale wędrówka bardzo, bardzo satysfakcjonująca.</p>
<p>7. <strong>The Dillinger Escape Plan <em>&#8222;Dissociation&#8221;</em></strong>. Pożegnalny DEP. Właściwie wszystko czego można się po DEP spodziewać i troszkę więcej. Aha, bardziej <em><strong>One Of Us Is The Killer</strong></em>&nbsp;niż <strong><em>Calculating Infinity</em></strong>.</p>
<p>8. <strong>Meshuggah <em>&#8222;The Violent Sleep of Reason&#8221;</em></strong>. Nowe meszugi po trochę nieudanym Kolosie powrót do formy.</p>
<p>9. <strong>Crowbar <em>&#8222;The Serpent Only Lies&#8221;</em></strong>. Męskie łzy, co miałem to oddałem/zjadłem, Crowbara przedstawiać nie trzeba. Jest ciężko, jest grubaśnie. &nbsp;<strong>Crowbar</strong> jak wino.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/U_HnRFv85QE" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Evil &#8211; basista i gitarzysta Sauron</strong></p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p>1. <strong>Wardruna &#8222;Runaljod &#8211; Ragnarok&#8221;</strong>. Magiczna płyta. Dla mnie jest właściwie pierwszym, tak dogłębnym zanurzeniem się w świat dźwięków oferowany przez <strong>Einara</strong> i <strong>Lindy-Fay</strong>. Płyta zapewniła mi dużo emocji i ma chyba u mnie najwyższy licznik odtworzeń pośród tegorocznych nowości. Super będzie przeżyć te historie na żywo (lokalny koncert mam już w styczniu).</p>
<p>2. <strong>Hail Spirit Noir <em>&#8222;Mayhem in Blue&#8221;</em></strong>. Tę płytę&nbsp;odkryłem przypadkowo i była dla mnie sporym zaskoczeniem. Bardzo ciekawe połączenie (post) blackmetalu z psychodelą&nbsp;lat 70. W momencie pierwszego zauroczenia gotów byłem niemal wynieść ich na ołtarze, ale jednak szybko się&nbsp;tym nagraniem zmęczyłem. Niemniej będę do niego wracał i już cieszę&nbsp;się&nbsp;na ich występ podczas przyszłorocznego festiwalu <strong>Inferno</strong>.</p>
<p>3. <strong>Blood Ceremony <em>&#8222;Lord of Misrule&#8221;</em></strong>. Psychodeliczny rock w najlepszym wydaniu. Kocham za brzmienie, wokale <strong>Alii O&#8217;Brien</strong> i jej cudowne zagrywki na flecie poprzecznym. Serwowany przez <strong>Blood Ceremony</strong> mroczny klimat przywodzi mi na myśl wczesne filmy Polańskiego, czy trylogię <em><strong>Omen</strong></em>. Zdecydowanie moja herbatka!</p>
<p>4. <strong>Anaal Nathrakh <em>&#8222;The Whole of the Law&#8221;</em></strong>. Żeby nie było, że skupiam się wyłącznie na retro-brzmieniach i przestrzeniach &#8211; tym razem trochę wpierdolu. Ależ&nbsp;na tej płycie jest zniszczenie! Słuchając jej, czuję&nbsp;jak zaczynam się&nbsp;samowolnie pienić i czernieje mi podniebienie! Uwielbiam! Działa niezawodnie zawsze, gdy potrzebuję&nbsp;kopa na przebudzenie. Cover Ironów również wyśmienity!</p>
<p>5. <strong>Khemmis <em>&#8222;Hunted&#8221;</em></strong>. Bardzo fajny, oldskulowy doom z wyśmienitym brzmieniem, chwytliwymi melodiami oraz pełnym smutku i nostalgii wokalami. Nie znałem poprzednich płyt, ale moją uwagę&nbsp;zwróciła wyśmienita okładka<strong> Sama Turnera</strong>. Super pozycja do puszczenia <em>w tle</em>.</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p>1. <strong>Furia <em>&#8222;Księżyc Milczy Luty”</em>.</strong>&nbsp;&#8222;…W końcu jeden z czartów wpadł na pomysł, by postawić zwierciadło przed aniołami albo i samym Bogiem. Zabrały je zatem i poleciały w kierunku nieba. Jednakże, gdy były już bardzo blisko aniołów i Boga, lustro wypadło im z łap i spadło na ziemię, rozbijając się na miliardy maleńkich okruszków. Co to było za nieszczęście! Bo każdy okruszek, tak, jak normalnej wielkości lustro, odbijał świat, czyniąc go wstrętnym i strasznym. Najgorsze jednak było to, że wiele z tych odłamków wpadło do ludzkich oczu &#8211; wtedy taka osoba zaczynała widzieć wszystko już tylko na opak, odbite w diabelskim lustrze, krzywe, złe i brzydkie. Niektórym kawałki wpadały do serca, które zamieniało się w kawałek WĘGLA &#8211; taka osoba nie czuła już nic. Jeśli wcześniej kogoś kochała, teraz nie pamiętała nawet jego imienia; jeśli jej na czymś zależało, teraz było jej to całkowicie obojętnie!…&#8221;</p>
<p>2. <strong>Thy Worshiper <em>&#8222;Klechdy&#8221;</em></strong>. Ta płyta jest wybitna i wyjątkowa na tylu płaszczyznach, że aż niemożliwym jest uzasadnić ten wybór w kilku zwięzłych zdaniach. Może wystarczy, jeżeli napiszę, że kupiłem już kilka egzemplarzy i rozdałem je kolegom z nieukrywaną dumą, dzieląc się zajebistością tego albumu.</p>
<p>3.<strong> Wędrowcy, tułacze, zbiegi</strong> <em><strong>&#8222;Światu jest wszystko jedno&#8221;</strong></em>. Polska scena roku 2016 ocieka wręcz awangardą. Ukazało się&nbsp;bardzo dużo bardzo mocnych strzałów, które zdecydowanie plasują się&nbsp;w światowej czołówce i przede wszystkim – oferują własny przekaz, który w wielu przypadkach może istotnie wpłynąć na dalszy rozwój całego nurtu. WTZ to idealny przykład twórczości pełnej własnej interpretacji i osobistego przekazu. I chociaż stylistycznie zdawałoby się&nbsp;operują w trochę innych obszarach – dla mnie to właśnie jest najczystszy black metal, muzyka, która w założeniu jest ciągłym poszukiwaniem nowego, przełamywaniem stereotypów i zapisem kolejnych etapów na ścieżce samorozwoju. BDB+!</p>
<p>4. <strong>ARRM <em>&#8222;ARRM&#8221;</em></strong>. Mój imiennik zdecydowanie nabiera wiatru w żagle, a obserwacja jego kunsztu nawigacji wśród oceanów dźwięku jest czystą&nbsp;przyjemnością. <strong>ARRM</strong> to kolejny projekt, w którym <strong>Artur Rumiński</strong> udowadnia jak wiele można wygrać, będąc muzykiem i kompozytorem otwartym na muzykę &#8211; bez sztucznych ograniczeń gatunkowych czy ideologicznych, które często sami sobie narzucamy, pozbawiając się&nbsp;tym samym wielu wspaniałych wrażeń i doświadczeń. Delektując się&nbsp;brzmieniami wykreowanymi przez niego w tym roku, już usycham z ciekawości, czym zaskoczy nas w następnym 🙂</p>
<p>5. <strong>Sauron <em>&#8222;Wara!&#8221;</em></strong>. Uwzględnianie w tego rodzaju rankingach własnej twórczości może być poczytane za objaw arogancji ocierającej się&nbsp;wręcz o lizanie się po jajach, ale oddając sprawiedliwość faktom – jest to polski album, któremu poświęciłem w tym roku zdecydowanie najwięcej uwagi. I chociaż nie ma szans, żebym choć przez chwilę&nbsp;mógł ocenić&nbsp;go inaczej niż subiektywnie – uważam że wyszedł nie najgorzej i bez kompleksu może się&nbsp;tu znaleźć.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/qggJptoKYlU" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Piotr Gibner &#8211; wokalista Moose The Tramp</strong></p>
<p class="Standard" style="text-align: left;">Anno Domini 2016 to najlepszy muzycznie rok dekady&#8230; wiem to z przekazów prasowych i od znajomych. Pod koniec roku ubiegłego <strong>Michał</strong>&nbsp;(<strong>Zielone Ludki</strong>) stwierdził, że kiedy komponuje, nie słucha nowej muzyki, by zmaksymalizować swój pierwiastek w procesie twórczym i tym samym inspiracje możliwie zmniejszyć do minimum. Jako że rok bieżący spędziłem wraz z kolegami na kończeniu płyty <strong>Moose The Tramp</strong>, to tę ideę wziąłem sobie do serca i pierwszy raz w życiu – pomimo że rok tłusty i wiele delikatesów kusiło – starałem się konsumować jak najmniej świeżych wyrobów kultury muzycznej. Było bardzo ciężko. Po drodze zdarzyło się nie wytrzymać i błysnęła do mnie pożegnalna <strong>„Czarna Gwiazda” Davida Bowiego</strong>, popluskałem się w basenie <strong>Radiogłowych</strong> i oślepiła mnie troszku <strong>Kasia Nosowska</strong> z nowym <strong>Hey</strong>em, ale zasadniczo starałem się być czysty. Teraz, chociaż detoks zakończony już, to nie zdążyłem skosztować jeszcze nowych <strong>Meshuggah</strong>, <strong>Massive Attack</strong> czy <strong>The&nbsp;Dillinger Escape Plan</strong>, także na wstępie wypada odnotować, że nie jestem wielkim erudytą muzycznym jeśli chodzi o rok 2016, i dlatego też skupię się na dwóch zasadniczo świeżych płytach.</p>
<p class="Standard"><strong>Krzysztof &#8222;Zalef&#8221; Zalewski <em>&#8222;Złoto&#8221;.</em></strong>&nbsp;Artysta nagrał drugą z rzędu już płytę życia, czyste „<em><strong>Złoto”</strong></em>. Że pan <strong>Krzysztof</strong> wielkim artystą jest, przekonywać trzeba tylko tych, co nie przesłuchali <em><strong>„Zeliga”</strong></em>, ale nawet jeśli już znajdzie się ktoś (teoretyzuję teraz), kogo ów krążek nie przekonał, to <em><strong>„Złoto”</strong></em> już na pewno połknie każdy. Taka tautologia. O warstwie muzycznej może nie będę tu prawił, bo jak mawiał barokowy kompozytor <strong>Francesco Zappa</strong>, pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze, ale muszę choć kruszek o tekstach nadmienić&#8230; Zawsze dziwiło mnie porzekadło hinduskie, że spotkać człowieka, co nie ma duchowego mistrza, jest gorsze od skrzyżowania dróg z tygrysem. Może nie jestem tytułowym bohaterem ostatniego krążka naszego towaru eksportowego <strong>Behemoth</strong>, ale idea ścieżki lewej dłoni i kwestionowanie autorytetów są mi bliskie. Nigdy nie lubiłem, jak ktoś mi śpiewa &#8222;jak żyć&#8221;, już lepiej w mej opinii kupić audiobook z jakimś poradnikiem lajfstajlowym. I tu mi pan <strong>Zalewski</strong> zaimponował, że pomimo niekwestionowanej mądrości, co z liryków bije, tak dużo tu mamy skromności. Płyta pokazuje, że można jednak w nie tani sposób odnosić się do tematów z pierwszych stron pismaków, jak w piosence <em><strong>Uchodźca</strong></em>, a jednocześnie ani nie powtarzać po raz kolejny zasłyszanych frazesów, ani nie prowokować dla prowokacyj samych, jak to ma <strong>Peszek</strong> czynić i wielu innych wykonawców. Zazdroszczę wrażliwości.</p>
<p class="Standard"><strong>Bon Iver&nbsp;</strong><em><strong>„22, A Million”</strong></em>. Globalną perspektywę przyjmując, dla mnie to najważniejsza płyta tego roku. Przyznam się, że miałem bardzo wyśrubowane oczekiwania po kolejnej płycie&#8230;ich (jego?) poprzednik to chyba najważniejsza płyta dla mnie ever. To po tej płycie (i ich koncercie na niegdysiejszym Heinekenie w Gdyni) do-powiedziałem sobie, że jestem w takim miejscu emocjonalnie, że nie chce grać za bardzo metalu. To ta płyta od pięciu lat regularnie biła z moich głośników częściej niż jakakolwiek nowość. Myślę, że gdyby nie poprzedni album z 2011 roku, nie obejrzałbym się nawet za <em><strong>&#8222;</strong><strong>22, A Million&#8221;</strong></em>. To bardzo ciężki twór, przynajmniej jeśli porównywać go z poprzedniczką. Owszem, łatwo znaleźć można podobnie piękne melodie, ale o ile taki hymn jak<em><strong>&nbsp;Holocene</strong></em>&nbsp;rywalizował o bodaj najbardziej prestiżową nagrodę muzyczną na świecie, tj.&nbsp;<strong>Record of the Year</strong> w ramach <strong>54.</strong> gali <strong>Grammy</strong>, a połowa piosenek z płyty jest tak zwiewna, że mogłaby służyć za muzak w windzie jakiegoś biurowca, tak <em><strong>&#8222;22, A Million&#8221;</strong>&nbsp;</em>wzbudza poczucie niepokoju i wymaga bardzo dużego wysiłku, atencji. Na początku sceptycznie, po kilku przesłuchaniach miałem łzy w oczach, przy 666, rzecz idzie&nbsp;o potrzebie modlitwy, a przecież niewierzący jestem, miałem ciarki od rowka aż po kark, kiedy <strong>Paulo Nuttini</strong> z sampla dośpiewuje &#8222;<em>we find god and religion&#8221;</em>&nbsp;w <em><strong>33 „God”</strong></em>. &nbsp;Dla mnie to płyta o poszukiwaniu duchowości, jakiejś kosmicznej mądrości. Tak osobisty proces, musiał mieć tak sprywatyzowaną, duszną i lekko klaustrofobiczną formę. Miód&#8230; ale miód z octem.&nbsp;</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/HNy7VtSsmu8?list=PLN61gg9VNXPomdZu0UY_wwoDkjSdAB_uE" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Artur &#8222;Paluch&#8221; Grassman &#8211; basista/wokalista Squash Bowels</strong></p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p>1. <strong>The Dead Goats &#8222;<em>All Of Them Witches&#8221;.</em>&nbsp;</strong>Podoba mi się droga, jaką zespół obrał. Nie jest to oryginalne granie, ale tak grać trzeba umieć i czuć to. Niebagatelny zespół na rynku polskim..</p>
<p>2. <strong>Christ Agony &#8222;<em>Legacy&#8221;.</em>&nbsp;</strong>Znam ten zespól praktycznie od początku samego istnienia. Kiedy mieszkałem w Polsce, w&nbsp;Białymstoku, chodziłem na ich koncerty, dopingowałem&#8230; Ale to nie sentyment z mojej strony umiejscowił ich na tym miejscu w moim rankingu. Cezar nagrał po prostu świetnie brzmiącą płytę, dużo na niej emocji. Rozumiem też czemu Daray nagrał gary&#8230;</p>
<p>3. <strong>Tides From Nebula &#8222;<em>Safehaven&#8221;.&nbsp;</em></strong>Ten zespół wkurzył mnie trochę swoimi akcjami na FB&#8230; ale zrehabilitowali się tą&nbsp;płytą,&nbsp;powiedzmy wrócili do moich łask.</p>
<p>4. <strong>Blindead <em>&#8222;Ascension&#8221;.</em>&nbsp;</strong>Bardzo ciekawa grupa na naszym podwórku. Szukają czegoś co ich zadowoli, nie chcą powielać, poruszają się po miękkim gruncie, ale na razie wiedzą, jak mają po nim stąpać.</p>
<p>5.<strong> Straight Hate <em>&#8222;Every Scum is a Straight Arrow&#8221;.&nbsp;</em></strong>Bardzo dobra płyta. Nie jest co prawda nowatorska, jak i brzmienie, ale tak nikt tu jeszcze nie grał. Piąte miejsce w moim rankingu tylko ze względu na wokale, które według mnie można było zrobić dużo lepiej.</p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p>1. <strong>Wromrot &#8222;<em>Voices&#8221;.&nbsp;</em></strong>Ten zespół to potężna petarda, jak nagrają, tak brzmią na koncertach, nie ma większego jebnięcia!!!</p>
<p>2. <strong>Asphyx &#8222;<em>Incoming Death&#8221;.&nbsp;</em></strong>Naprawdę nie spodziewałem się aż tak dobrze nagranego albumu od tych wariatów, ale po pierwszych dźwiękach nogi rwą same do tańca!</p>
<p>3. <strong>Malignant Tumor &#8222;<em>The Metalist&#8221;.&nbsp;</em></strong>No lubię! No bardzo lubię! Taki rock and roll jest potrzebny w każdym domu! Ten zespół jest tak uniwersalny, że każda płyta zajmuje wysokie miejsca, oni wiedzą&#8230; oni po prostu wiedzą, co ma być i jak!</p>
<p>4. <strong>Urfaust &#8222;<em>Empty Space Meditation&#8221;. </em></strong>Klimat, klimat, klimat &#8230; uwielbiam, uwielbiam takie granie, nie jest to taki sam wpierdol, jak grindcore, ale za każdym razem, jak słucham kolejnej płyty <strong>Urfaust,</strong> to wciąga mnie ich klimat&#8230;</p>
<p>5. <strong>Inquisition &#8222;<em>Bloodshed Across The Empyrean Altar Beyond The Celestial Zenith&#8221;.&nbsp;</em></strong>Nie mogłem się spodziewać słabej płyty od tego duetu, idą czołgiem i nie biorą jeńców. Trochę mi jednak brakuje transowych riffów, które zapętlały się i tłukły po bani aż do momentu, jak nastała cisza&#8230;</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/1IPSTb84JoI?list=PL6_qhP3eWX5Ok6k2UcWr2OG8_GIxh_GnM" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;" align="justify"><strong>Jacek Hiro &#8211; gitarzysta Sceptic, KAT &amp; Roman Kostrzewski, Voodoo Gods</strong></p>
<p align="left">Szczerze powiedziawszy, miałem obawy, czy uda mi się pozbierać wystarczającą ilość płyt, które w tym roku zrobiły mi dobrze :). Oczywiście kilka od razu się nasunęło, ale było to zdecydowanie za mało. O ile z polskimi wydawnictwami nie było kłopotu (wiadomo, że u nas najlepiej), to skompletowanie zagraniczniaków stanowiło już wyzwanie. Może jestem zbyt wybredny, a może po prostu się nie znam, ale od dłuższego czasu ani stare bandy, ani nowe wytwory rynku muzycznego nie są w stanie zaspokoić moich oczekiwań&#8230; W tym roku przynajmniej staruszki stanęły na wysokości zadania.</p>
<p align="left"><strong>Świat:</strong></p>
<p align="left"><b>1. Megadeth <em>&#8222;Dystopia&#8221;</em>.&nbsp;</b>Jak dla mnie rewelacja!!!</p>
<p align="left"><b>2. Gojira <em>&#8222;Magma&#8221;</em>.&nbsp;</b>Nie spodziewałem się po nich czegoś tak fajnego. Stara <strong>Gojira</strong> mi „nie robi”.</p>
<p align="left"><b>3. Testament <em>&#8222;Brotherhood of the Snake&#8221;</em>.&nbsp;</b>Zdarzały się im lepsze płyty, ale Testament zawsze na plus&#8230;</p>
<p align="left"><b>4. Metallica <em>&#8222;Hardwired&#8230; To Self-Destruct&#8221;</em>.&nbsp;</b>Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale uważam, że choć stać ich na więcej, to w końcu krok w dobrym kierunku.</p>
<p align="left"><strong>Polska:</strong></p>
<p align="left"><b>1. Vader <em>&#8222;The Empire&#8221;.</em>&nbsp;</b>Jak zwykle dostałem wpierdol!!!</p>
<p align="left"><b>2. The Sixpounder <em>&#8222;True To Yourself&#8221;</em>.&nbsp;</b>Są bandą patałachów 🙂 ale płyta super. Trochę zbyt grzeczna, jak na mój gust, ale i tak mnie kupili&#8230; po raz kolejny zresztą.</p>
<p align="left"><b>3. Blindead <em>&#8222;Ascension&#8221;</em>.&nbsp;</b>Urocze. Mimo że Patryk zdezerterował i trochę mi go brakuje, to jednak coraz bardziej przyzwyczajam się do Piotrka i jest dobrze.</p>
<p align="left"><b>4. Topielica <em>&#8222;Uroczysko&#8221;</em>.&nbsp;</b>Cezarze! Tego się po Tobie nie spodziewałem. Śliczne 🙂</p>
<p align="left"><b>5. Triagonal <em>&#8222;Dichotomy of Mind&#8221;</em>.&nbsp;</b>Remo i spółka&#8230; Lubię, kiedy starzy przyjaciele przypominają sobie, że napierdalanie metalu to fajna sprawa. Powodzenia!!!</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/8NlKB09BUwE?list=PLZ31xkfdHxmDB7CyHmrOmmzA4WdGIKmL4" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;" align="left"><strong>Maciej Karbowski &#8211; gitarzysta Tides From Nebula</strong></p>
<p>No to tak, wymienię po prostu kilka ulubionych albumów wydanych w tym roku:</p>
<p><strong>Radiohead&nbsp;<em>&#8222;A Moon Shaped Pool&#8221;</em></strong>. <strong>Radiohead</strong> nie zawodzi, nie jest to ich najlepszy album, ale ciężko znaleźć zespół, który choć trochę zbliży się do ich poziomu. Widać, że kapela myśli kompletnie niekomercyjnie, z takim statusem mogą sobie na to pozwolić.</p>
<p><strong>Deftones <em>&#8222;Gore&#8221;</em></strong>. Album zdecydowanie bardziej melodyjny, chyba <strong>Chino</strong> miał więcej na nim do powiedzenia muzycznie. Ciekawe jest to, że z całej tzw. sceny &#8222;nu-metalowej&#8221; pozostało kilka naprawdę wartościowych niedobitków, jak <strong>Incubus</strong> czy <strong>Deftones</strong> właśnie. A co to właściwie był ten &#8222;nu-metal&#8221;?</p>
<p><strong>M83 <em>&#8222;Junk&#8221;</em></strong>. Hit na hicie, super produkcja, zero zasad. Słychać dobrą zabawę i wybitny zmysł do melodii.</p>
<p><strong>HEY <em>&#8222;Błysk&#8221;</em>.</strong> Począwszy od płyty <em><strong>(sic!)</strong></em>, każda kolejna produkcja rodzimego <strong>Hey</strong>a, to dla mnie wydarzenie. Ostatni album nie jest może moim ulubionym, ale jest na nim kilka perełek. To ciekawe, jak bardzo na przestrzeni lat ten zespół ewoluował.</p>
<p><strong>Lonely The Brave<em>&nbsp;&#8222;Things Will Matter&#8221;</em></strong>. <strong>Lonely The Brave</strong> aż poraża autentycznością, pierwszy od wielu lat nowy zespół rock&amp;roll&#8217;owy, któremu całkowicie wierzę. Szczerość, szczerość i jeszcze raz szczerość.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/TTAU7lLDZYU?list=PLPy9EgpSI-411GhcaTb1-WXxojxAuRY5D" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;" align="left"><strong>Dariusz „Daron” Kupis &#8211; gitarzysta Frontside, One Shot Eye</strong></p>
<p align="left">Jestem fanem muzyki odkąd pamiętam, uwielbiam dźwięk, jaki wydobywa się z głośników w każdej postaci (no, prawie każdej:)). Szczególnie bliska jest mi muzyka metalowa. Rok 2016 pokazał, że ten nurt muzyczny ma się świetnie i nie zamierza składać broni. Choć żniwo kostuchy jest bezlitosne, i co jakiś czas dopada nas wiadomość o śmierci muzyka, musimy się z tym zmierzyć i wierzyć, że nasi idole będą żyli długo i szczęśliwie. Dzięki muzyce pamięć o nich będzie wieczna i niech tak zostanie.</p>
<p align="left">Moich pięć płyt zagranicznych postanowiłem nie numerować, gdyż każda z nich jest dla mnie wyjątkowa. To produkcje dojrzałe i pełne muzycznych smaczków. Każda z tych kapel nie musi już nikomu nic udowadniać, robią swoje i robią to znakomicie. Brzmieniowo to klasa sama w sobie i doskonała robota w studio. Jeśli takie owoce będzie płodzić metalowe drzewo, to jestem spokojny o dominację nad światem.</p>
<p align="left"><b>Świat:</b></p>
<p align="left"><b>Megadeth <em>&#8222;Dystopia&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>Testament <em>&#8222;Brotherhood of the Snake&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>Metallica <em>&#8222;Hardwired&#8230; to Self-Destruct&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>Avenged Sevenfold <em>&#8222;The Stage&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>Gojira <em>&#8222;Magma&#8221;</em></b></p>
<p align="left">W Polsce też się działo, weterani nie zawodzą, a młodzież depcze im po piętach. Na uwagę zasługuje na pewno materiał <strong>MoshMachine</strong>, który agresją i pełnej pasji przekazem wbił mnie w fotel, zostałem przejechany przez moshową maszynę bez litości. Świetnie się czuję, wiedząc, że my, Polacy, tworzymy takie dobre rzeczy, odpalam te płyty i wiem, że dostaję jakość, która – choć w niektórych przypadkach się dopiero kształtuje – napawa optymizmem, że kolejne produkcje będą jeszcze lepsze i pełnoprawnie zapiszą się w historii naszej rodzimej sceny. Gratuluję!</p>
<p align="left"><b>Polska:</b></p>
<p align="left"><b>Vader <em>&#8222;The Empire&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>MoshMachine <em>&#8222;Tożsamość&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>Afterload <em>&#8222;Rise Above&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>Spirits Way <em>&#8222;Devoid of Morality&#8221;</em></b></p>
<p align="left"><b>Drown My Day<em> &#8222;Nightmare Become Reality&#8221;</em>.</b></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/sfoGSgzeyRE" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Piotr Pieza &#8211; wokalista Blindead</strong></p>
<p><strong>Świat:&nbsp;</strong></p>
<p>1.<strong> Dawid Bowie <em>&#8222;Black Star&#8221;.&nbsp;</em></strong>Przyznam, że nigdy nie należałem do oddanych słuchaczy twórczości <strong>Bowiego</strong>. Rzecz jasna zawsze poważałem jego wizjonerstwo i wkład w rozwój muzyki, jednak nigdy dotąd nie przyswajałem jego dokonań w stu procentach. <em><strong>Black Star</strong></em> jednakże pochłonął mnie bez reszty. Od początku do końca. Odbiór całości potęguje świadomość tego, że artysta, nagrywając ten album wiedział, że żegna się nim z światem żywych. Trzymając się astronomicznej nomenklatury, <strong>Bowie</strong> odszedł tak, jak masywne gwiazdy. W rozbłysku supernowej. Wybaczcie zamierzoną patetyczność.</p>
<p>2. <strong>Nick Cave &amp; Bad Seeds <em>&#8222;Skeleton Tree&#8221;.&nbsp;</em></strong>Kolejny album ze śmiercią w tle. Dla niektórych&nbsp; będzie zbyt ubogi aranżacyjnie, zwłaszcza po doskonałym <strong><em>Push The Sky Away</em></strong>. Inni zarzucą mu próbę monetyzowania osobistej tragedii. Dla mnie to przejmujące studium cierpienia człowieka. Cały ten minimalizm w kompozycjach, ten nie do końca obecny i zdystansowany <strong>Cave</strong>, ta cała wyzierająca pustką przestrzeń w aranżacjach jest tożsama z pustką po stracie bliskiej osoby. Mnie żałoba imć <strong>Cave&#8217;a</strong> ujęła.</p>
<p>3. <strong>Bolzer <em>&#8222;Hero&#8221;.&nbsp;</em></strong>Duet z Zurychu i tym razem udowadnia, że są sprawnym, dobrze działającym mechanizmem i jednym z najciekawszych zespołów metalowych w ogóle. Szwajcarska precyzja.</p>
<p>4. <strong>Gojira <em>&#8222;Magma&#8221;.&nbsp;</em></strong>Odważny, bezkompromisowy album. Zespół pokazał dobitnie, że nie zamierza kisić się w kajdanach konwencji i ograniczeń stylowych. I co, że czyste wokale, i że czasami lżej. <em><strong>Magma</strong></em> to dzieło kompletne i ostatecznie gruntujące pozycje Francuzów w panteonie największych grup metalowych na świecie. Jakże ostatnimi czasy modne i jak nigdy na miejscu: chapeu bas!</p>
<p>5. <strong>Iggy Pop <em>&#8222;Post Pop Depression&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Patrząc na muzyków, którzy ten album tworzyli, nie miał on teoretycznie prawa się nie udać. QOTSA&#8217;owe gitary <strong>Homme&#8217;a</strong> i coraz bardziej starczy, przypominający wręcz późnego <strong>Cage&#8217;a</strong> wokal <strong>Iggy&#8217;ego</strong>, okazują się znakomicie komplementarne. Esencja amerykańskiego grania.</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p>1.<strong> Furia <em>&#8222;Księżyc Milczy Luty&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Nie będę ukrywał, że ze wszystkich &#8222;odnóg&#8221; muzyki metalowej najdalej mi do tej z przedrostkiem &#8222;black&#8221;. Owszem, są pojedyncze utwory i albumy, które lubię/poważam/szanuję, ale generalnie nie jest to bliska mi stylistyka. Być może właśnie to, co dla fanów klasycznego podejścia do tego typu grania będzie stanowić o wadach tego wydawnictwa, dla mnie jest jego najmocniejszą stroną. <strong>Furia</strong> w swoich rozbudowanych kompozycjach śmiało przekracza granice stylowe, dając nam w efekcie dzieło tak zaskakujące, jak i porywające swoim odświeżającym podejściem do gatunku.</p>
<p>2. <strong>Sunnata <em>&#8222;Zorya&#8221;</em>.</strong> Mógłbym o tym albumie długo, ale napiszę krótko: Kopie! I to strasznie. Mnie kupili totalnie. Gorąco polecam!</p>
<p>3. <strong>ARRM <em>&#8222;ARRM&#8221;</em></strong>. Zdarza się, że pojawia się album, który przyjmujemy bezkrytycznie, w całości, na którym nie zamienilibyśmy ani jednego dźwięku. Mam tak z tym wydawnictwem. Niby nic odkrywczego, niby wszystko już gdzieś było, ale tu jest to podane to tak, że nie sposób wyobrazić sobie, że można byłoby to zrobić inaczej. Doskonałe słuchadło!</p>
<p>4. <strong>Lonker See <em>&#8222;Split Image&#8221;</em></strong>. Ktoś mógłby mi w tym miejscu zarzucić kumoterstwo. Nie jest tak, bynajmniej! Fakt, że się znamy to tylko wartość dodana, bowiem mogę osobiście pogratulować im albumu, do którego wciąż wracam i wracać będę. Ta szamańska, transowa fuzja jazzu i rocka sprawdza się zwłaszcza na koncertach. Zajżyjcie koniecznie, jeśli będą grać gdzieś u was w okolicy.</p>
<p>Z racji tego, że ilość tekstu jest ograniczona, a ilość dobrych, polskich wydawnictw w tym roku była powalająca, piątą pozycję rezerwuję zbiorczo na honorowe wyróżnienia.<strong> <b>The Pineapple Thief <em>&#8222;</em><i>Your Wilderness&#8221;,&nbsp;</i></b>Riverside <em>&#8222;Eye Of The Soundscape&#8221;</em></strong>, <strong>Lotto <em>&#8222;Elite Feline&#8221;</em>, Tides From Nebula <em>&#8222;Safehaven&#8221;</em>, Ampacity <em>&#8222;Sum Of All Flaws&#8221;</em>, Obscure Sphinx <em>&#8222;Epitaphs&#8221;</em>, Moanaa <em>&#8222;Passage&#8221;</em></strong>, wymieniając tylko kilka. Wszystkie te pozycje są godne uwagi i dowodzą, że polska scena ma się doskonale. Z tym większą niecierpliwością oczekuję muzyki, którą przyniesie nam rok 2017.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/p8M-wvZJm0c" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;">&nbsp;<strong>Maciej Proficz &#8211; wokalista Dormant Ordeal</strong></p>
<p>1. <strong>David Bowie <em>&#8222;Blackstar&#8221;</em></strong>. Ukazała się na samym początku roku i od tamtego momentu byłem pewien, że nic jej nie pobije, i tak też się stało. To jest istny muzyczny, ale też obrazowy (teledyski!!!) majstersztyk. Przepadłem w tym albumie totalnie od samej premiery, a kilka dni później, kiedy <strong>David</strong> umarł, <em><strong>Blackstar</strong></em> zyskał dodatkowe, drugie dno i całkowicie zmienił mój sposób patrzenia na niego. Płyta doskonała od początku do końca, mroczna, smutna i jakże dosłowna. Bo jak inaczej postrzegać fakt, że artysta, komponując płytę i nagrywając ją, żegna się ze światem, a umiera dwa dni później? No i do tego zdecydowanie najlepsza piosenka roku 2016 &#8211; tj. utwór tytułowy.</p>
<p>2. <strong>Nick Cave and The Bad Seeds <em>&#8222;Skeleton Tree&#8221;</em></strong>. Kolejna, posępna pozycja naznaczona piętnem śmierci, tym razem osoby niezwiązanej bezpośrednio z samym albumem. <strong>Nick Cave</strong> zaczął komponować album, kiedy wszystko w jego życiu było &#8222;normalne&#8221;, a skończył po śmiertelnym wypadku swojego syna. Smutek, rozpacz, to uczucia, które zdominowały <em><strong>Skeleton Tree</strong></em>, a całość od początku do końca absolutnie hipnotyzuje i nie pozwala oderwać się na moment od głośników. Wspaniały album, pomimo tragicznych okoliczności, w których powstawał.</p>
<p>3. <strong>Cult of Luna &amp; Julie Christmas <em>&#8222;Mariner&#8221;</em></strong>. Obraziłem się na <strong>CoL</strong> po słabym <em><strong>Vertikalu</strong></em>, a jeszcze bardziej po &#8211; moim zdaniem &#8211; bezpłciowym koncercie w Krakowie ponad 2 lata temu. Na szczęście powrócili z dziełem fenomenalnym, poziomem dorównującym swoim najlepszym dokonaniom jak <em><strong>Somewhere along the highway</strong></em>, czy <em><strong>Salvation</strong></em>. Wokale <strong>Julie Christmas</strong> tchnęły w zespół mnóstwo świeżości i pomimo braku jakiejś kompozycyjno-brzmieniowej rewolucji, płyty słucha się wybornie i fascynująco. Chyba najczęściej słuchana przeze mnie metalowa płyta w mijającym roku.</p>
<p>4. <strong>Leonard Cohen<em> &#8222;You want it darker&#8221;</em></strong>. Zaczęliśmy mrokiem i śmiercią, i dalej się tego trzymamy. To zdecydowanie najciemniejsza ze wszystkich płyt Cohena, którą &#8211; tak jak <strong>David Bowie</strong> na początku roku &#8211; pożegnał się z tym światem. I pozostawił na sam koniec kawał pięknej muzyki, przejmującej i wciągającej. O ile w <em><strong>Blackstar</strong></em> dominuje w dźwiękach raczej pewien strach przed nadchodzącą śmiercią, o tyle w przypadku albumu <strong>Cohena</strong> jest to raczej spokojne poddanie się nieuchronnemu. Prawie cały listopad jej słuchałem i nadal często do niej wracam.</p>
<p>5. <strong>Sturgill Simpson <em>&#8222;A Sailor&#8217;s guide to Earth&#8221;</em></strong>. <strong>Sturgill</strong> pomimo dość młodego wieku i wciąż niewielkiego dorobku płytowego, już w pewnych kręgach uznawany jest za kultową postać muzyki country. Przede wszystkim jest kontynuatorem słynnego nurtu outlaw i artystycznym spadkobiercą takich postaci, jak <strong>Waylon Jenings</strong>, <strong>Johnny Cash</strong> czy <strong>Merle Haggard</strong>. Ale co najważniejsze wprowadza do tego nurtu całkowicie nową jakość, ciekawe pomysły i odważnie żegluje po oceanie muzycznych inspiracji. Potwierdza to na swojej kolejnej, świetnej płycie, tym razem dedykowanej nowo narodzonemu synowi muzyka, co znajduje swoje odzwierciedlenie w tekstach i muzyce.</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p>1. <strong>Niechęć <em>&#8222;Niechęć&#8221;</em></strong>. Naczekałem się aż cztery lata na następcę genialnego &#8222;<em><strong>Śmierć w miękkim futerku</strong></em>&#8221; i warto było. Mroczny, psychodeliczny, pokręcony jazz, czasem wyrywający się gdzieś w rejony szeroko pojętego rocka, który był obecny już na debiucie zespołu, tym razem sięga jeszcze głębszych regionów podświadomości słuchacza. Płyta wciągająca od pierwszej do ostatniej sekundy. Co tu dużo pisać, trzeba posłuchać. Zdecydowanie najlepsza pozycja wśród polskich premier roku 2016.</p>
<p>2. <strong>Sorry Boys <em>&#8222;Roma&#8221;</em></strong>. Zahaczam w pewien sposób o mainstream, bo album pojawia się regularnie w rozgłośniach radiowych, ale zdecydowanie zasłużenie, bo słuchanie go to czysta przyjemność. Rewelacyjne partie wokalne <strong>Izabeli Komoszyńskiej</strong>, ciekawe, oparte mocno o muzykę ludową aranżacje, świetne brzmienie, bardzo dobre teksty&#8230; <strong>Sorry Boys</strong> po raz trzeci udowadnia, że są zespołem na polskiej scenie niebanalnym i wartym śledzenia, a ich muzyka konsekwentne wyrywa się ze sztywnych określeń typu: alternatywny rock/pop. Płyta kręci się bardzo często w moim odtwarzaczu, polecam gorąco sięgnięcie po nią.</p>
<p>3. <strong>Furia <em>&#8222;Księżyc Milczy Luty&#8221;</em></strong><em>.</em> Nie śledziłem dokładnie zapowiedzi wydawniczych i byłem przekonany, że <strong>Furia</strong> planuje wydanie jedynie mini-albumu <em><strong>Guido</strong></em> w tym roku (swoją drogą wyjątkowo udanego), aż tu nagle pojawił się ten longplej. <strong>Nihil</strong> i spółka po raz kolejny zagrali na nosie zarówno fanom, jak i przeciwnikom swojego zespołu. <em><strong>&#8222;Księżyc&#8230;&#8221;</strong></em> to chyba najbardziej kontrowersyjny album mijającego roku, i bardzo dobrze. Znów nie boją się przekraczać granic gatunku, znów tworzą nową jakość, a przede wszystkim wciąż wiadomo, że to <strong>Furia</strong>.</p>
<p>4. <strong>Jachna/ Mazurkiewicz/ Buhl <em>&#8222;Dźwięki ukryte&#8221;</em>.</strong> Wspaniałe, hipnotyczne improwizacje, nagrane w murach bydgoskiej synagogi, gdzie jazz spotyka się z elektroniką, chaos i szaleństwo z spokojem i wyciszeniem. Wspaniały album, wymagający jednak stu procent zaangażowania słuchacza. Najlepiej wieczorem, w wygodnym fotelu z dobrymi słuchawkami lub zestawem stereo. Warto chłonąć każdy dźwięk.</p>
<p>5. <strong>Ulcer Uterus <em>&#8222;Cursed Saints&#8221;</em></strong>. Płyta zdecydowanie niedoceniona w roku 2016, bo zasługuje na większy rozgłos po premierze. Pewnie na jego brak miał wpływ długi czas oczekiwania na premierę, wszak jest to pierwszy album zespołu po ośmiu latach od nagrania debiutu, dodatkowo materiał sporo przeleżał na półce po nagraniach, zanim oficjalnie ujrzał światło dzienne. Death metal wysokich lotów, bardzo dobre riffy, ciekawe aranżacje, wszystko brutalne, napakowane energią, szkoda tylko, że brzmienie całości pozostawia wiele do życzenia, bo słuchałoby się tego znacznie lepiej. Niemniej jednak, album bardzo dobry i wśród metalowych zdecydowana, polska czołówka.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/7F_vumsaYv8" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Robert „Rob” Ruszczyk &#8211; perkusista Sunnata</strong></p>
<p style="text-align: left;">Bez numeracji, kolejność alfabetyczna:</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Polska:</strong></p>
<p style="text-align: left;"><strong>ARRM <em>&#8222;ARRM&#8221;</em></strong>. Ascetyczne, atmosferyczne granie, którego bardzo mi brakowało. Pachnie Ziemią. Świetny debiut.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Fertile Hump <em>&#8222;Dead Heart&#8221;</em></strong>. Papierosy na śniadanie i lekko zachrypnięte, wrzynające się w pamięć refreny. Dobre piosenki na wiele okazji, także tych niedobrych.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Furia <em>&#8222;Księżyc Milczy Luty&#8221;</em></strong>. Soundtrack do bezcelowego włóczenia się po hałdach. Tym albumem oraz <em><strong>&#8222;Guido&#8221;</strong> </em><strong>Furia</strong> pokazała, że można tworzyć black metal, nie grając black metalu.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Lotto <em>&#8222;Elite Feline&#8221;</em>.</strong> Prawdopodobnie najdłuższe intro nagrane w tym roku. Czekam na pełnoprawny album. Intro 10/10.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Mentor <em>&#8222;Guts, Graves, Blasphemy&#8221;</em></strong>. W roku, w którym wiele rodzimych zespołów eksperymentowało w różnych kierunkach, pojawił się <strong>Mentor</strong>. Nic nie powiedział. Zrobił swoje i poszedł. Bardzo dobry debiut, udanie wtórny i świetnie przyswajalny.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Świat:</strong></p>
<p style="text-align: left;"><strong>SubRosa<em> &#8222;For This We Fought The Battle Of Ages&#8221;</em></strong><em>.</em> Cudowny album. Bardzo liryczny, muzycznie oszczędny w treści, choć bogaty w formie. No i te wokale&#8230; To bez dwóch zdań najlepszy album <strong>SubRosa</strong>. Zrobił na mnie ogromne wrażenie.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Oranssi Pazuzu<em> &#8222;Värähtelijä&#8221;</em></strong>. Fińska opowieść o tym, że zło w muzyce to nie tylko corpse paint i ćwieki. To także narkotyczne urojenia i leśne zjawy. Materiał na żywo powala.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>The Body <em>&#8222;No One Deserves Happiness&#8221;</em>.</strong> Pop graniczny. Plugawy z jednej strony. Świeży i pomysłowy. Człowiek kurczak na wokalu jak zwykle jedyny w swoim rodzaju.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>True Widow <em>&#8222;Avvolgere&#8221;</em></strong><em>.</em> To nie jest najciekawszy album <strong>True Widow</strong>. <em><strong>&#8222;Avvolgere&#8221;</strong></em> jest materiałem posuniętym do granic wytrzymałości, boleśnie powtarzalnym, monotonnym do cna. Zarazem nikt tak nie potrafi nudzić jak oni. W tym roku udowodnili to po raz kolejny, dominując mój odtwarzacz podczas długich, jesiennych spacerów.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Urfaust <em>&#8222;Empty Space Meditations&#8221;</em></strong>. Napisałem o tej płycie niedawno, że to taka wycieczka, w którą zawsze chciałem się wybrać, ale bałem się przyznać na głos. Pochłaniający, melancholijny, silny materiał.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/tPM_PexLplw" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz &#8222;Icanraz&#8221; Sarnacki &#8211; perkusista&nbsp;Devilish Impressions,&nbsp;Corruption</strong></p>
<p>2016 &#8211; większość mojego czasu spędzanego z muzyką w tym roku poświęciłem na nadrabianie zaległości z ostatnich paru lat oraz na grzebaniu, odświeżaniu i poznawaniu na nowo klasycznych albumów <strong>Black Sabbath, Rainbow, Deep Purple, Crowbar, Down, Mayhem, Watain, Anathema, Bathory, Iron Maiden, Emperor, Pink Floyd, Alice In Chains</strong> i wielu innych artystów, których szanuję do tego stopnia, że sprawdzam swoje reakcje na ich muzykę po jakimś tam czasie od ostatniego przesłuchania. Niestety, bądź -stety, ten rok był dla mnie też bardzo pracowity. Dużo czasu spędziłem w trasie z <strong>Corruption</strong>, myśli moje, plany i działania pochłaniał nowy album <strong>Devilish Impressions</strong>, długotrwałe i niełatwe rozstanie z <strong>Pigface Beauty</strong>, poza tym klasyczna proza życia, która czasami nie pozwala na całkowite oddanie się słuchanej muzyce w 100%.</p>
<p>W tym zestawieniu nie ma wielu albumów, które pewnie by się w nim znalazły, gdybym je poznał w tym roku. Mam na myśli albumy <strong>Anthrax, Metallica, Megadeth, Gojira, Dark Funeral, Darkthrone, Bolzer, Evergrey, Testament, Abbath</strong>&#8230; W związku z tym, to takie moje bardzo osobiste zestawienie 5 płyt z 2016 roku, które narobiły mi w głowie i odtwarzaczu trochę rumoru (kolejność przypadkowa):</p>
<p>1. <strong>Opeth <em>&#8222;Sorceress&#8221;</em>.</strong> Od momentu wydania <em><strong>&#8222;</strong><strong>Heritage&#8221;</strong></em>&nbsp;ten zespół stał się jednym z moich ulubionych. <strong>Opeth</strong> wykazuje się niezwykłą lekkością poruszania się w przeróżnych stylistykach około-rockowych i metalowych, i okrasza to wytrawnym prog-rockowym sosem. Smaczne!</p>
<p>2. <strong>Zakk Wylde <em>&#8222;Book Of Shadows II&#8221;</em></strong>. Magia, magia, magia! Jeśli ktoś zabiera się za ten album i liczy na festiwal wyciskanych flażoletów, jak na klasycznych albumach <strong>BLS</strong> lub <strong>Ozzy&#8217;ego</strong>, to się grubo zawiedzie. Wyjątkowa, sentymentalna, muzyczna podróż.</p>
<p>3. <strong>Borknagar <em>&#8222;Winter Thrice&#8221;</em></strong>. Po pierwsze &#8211; <strong>Baard Kolstad</strong> &#8211; niebywale uzdolniony bębniarz, który swoim stylem potrafi przenieść nawet najbardziej niepozorny i banalny temat muzyczny na wyżyny. Po drugie &#8211; <strong>Vortex</strong> &#8211; którego wokale od zawsze bardzo lubię. Po trzecie &#8211; <strong>Oystein</strong> &#8211; człowiek odpowiedzialny za większość tych dźwięków, które tak mnie zaczarowały. <strong>Borknagar</strong> w szczytowej formie!</p>
<p>4. <strong>Brodka <em>&#8222;Clashes&#8221;</em></strong>. Od czasu, gdy wyszła płyta <strong><em>&#8222;Granda&#8221;</em></strong>, ta artystka ma u mnie w sercu szczególne miejsce. Zaskakująco dojrzała, ambitna i odważna płyta. Polscy ignoranci będą ją zawsze kojarzyć z piosenkami do kotleta, ale&#8230; pozwolę sobie tego nie skomentować.</p>
<p>5. <strong>Crowbar <em>&#8222;The Serpent Only Lies&#8221;</em></strong>. <strong>Crowbar</strong> &#8211; nadal cięższy niż jakikolwiek inny band na tej planecie! Niezwykle inspirujący krążek. W tym zestawieniu chyba najważniejszy, bo sprawił, że po 12 latach znów sięgnąłem po gitarę i zacząłem pisać własne numery.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/L6Wd8ymD1G8" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Shadow &#8211; basista i wokalista Black Altar</strong></p>
<p style="text-align: left;">1. <strong>Behexen <em>&#8222;Poisonous Path&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">2. <strong>Arkona <em>&#8222;Lunaris&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">3. <strong>Bolzer <em>&#8222;Hero&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">4. <strong>Rotting Christ <em>&#8222;Rituals&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">5. <strong>Inqusition <em>&#8222;Bloodshed Across the Empyrean Altar Beyond the Celestial Zenith&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">6. <strong>Cultes des Ghoules <em>&#8222;Coven, or Evil Ways Instead of Love&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">7. <strong>Void Meditation Cult <em>&#8222;Utter the Tongue of the Dead&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">8. <strong>Urgehal <em>&#8222;Aeons in Sodom&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">9. <strong>Urfaust <em>&#8222;Empty Space Meditation&#8221;</em></strong></p>
<p style="text-align: left;">10. <strong>Deathspell Omega <em>&#8222;The Synarchy of Molten Bones&#8221;</em></strong></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/vDAJde97N4I" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Michał „Stempel” Stemplowski &#8211; gitarzysta J.D. Overdrive</strong></p>
<p>Kolejność przypadkowa:</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p><strong>Furia <em>&#8222;Księżyc Milczy Luty&#8221;</em></strong>. Jeżeli ktoś szuka black metalu z klimatem i przestrzenią, to ta płyta pochłonie go w całości. Dla mnie to zdecydowanie najlepsza polska płyta 2016 roku; całkowicie miażdżąca i wciągająca.</p>
<p><strong>Obscure Sphinx <em>&#8222;Epitaphs&#8221;</em></strong>. O ile post-metal generalnie mnie nie przekonuje, tak <strong>Obscure Sphinx</strong> od pierwszych dźwięków &#8222;<em><strong>Epitaphs&#8221;</strong></em>&nbsp;obala tę postawę. Świetny, kobiecy wokal <strong>Wielebnej</strong> doskonale komponuje się z niskim strojeniem instrumentów, dając totalny, soniczny odjazd.</p>
<p><strong>Mentor <em>&#8222;Guts, Graves &amp; Blasphemy&#8221;</em></strong>. Nie spodziewałem się, że można nagrać płytę tak świeżą, dynamiczną i porywającą na podstawie progresji akordów, które zostały już nagrane milion razy przez milion kapel. Tutaj wszystko się zgadza; jest bezkompromisowo, brutalnie i rock’n’rollowo. Do tego <strong>Suseł</strong> na wokalu w odsłonie, z jakiej go nie znałem (a umówmy się – blisko od dekady słucham jego darcia). Szacunek.</p>
<p><strong>Riverside <em>&#8222;Eye of the Soundscape&#8221;</em></strong>. Jeśli dobrze znasz poprzednie albumy tej ekipy, to przygotuj się na szok. Dla mnie to jedno z największych, muzycznych zaskoczeń w tym roku z kategorii „na plus”. Zupełnie inne podejście do muzyki, cała masa elektroniki i niesamowita atmosfera.</p>
<p><strong>Sunnata <em>&#8222;Zorya&#8221;</em></strong><em>.</em> <strong>Sunnata</strong> już poprzednim albumem udowodniła, że potrafi w sludge, doom i stoner. &#8222;<em><strong>Zorya&#8221;</strong></em>&nbsp;to potwierdzenie wysokiej formy zespołu i kapitalna wycieczka w uniwersum ciężkich, długich i brutalnych dźwięków.</p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p><strong>Ghost <em>&#8222;Popestar&#8221;</em></strong>. Co prawda to jedynie EPka, ale zdecydowanie podtrzymuje klimat, znany z wcześniejszej, rewelacyjnej &#8222;<em><strong>Meliory&#8221;</strong></em>. Jest melodyjnie, piosenkowo, z odpowiednim dla tego składu „kościelnym” patosem. Krótki czas trwania nakręca jedynie apetyt na odtworzenie tego albumu ponownie.</p>
<p><strong>Red Fang <em>&#8222;Only Ghosts&#8221;</em></strong>. Do tego składu mam słabość, gdyż w mojej opinii jest to ekipa, która najlepiej oddaje ducha stoner rocka. Gruz i wszechobecne fuzzy, połączone z rockowym zacięciem powodują samoczynne tupanie nóżką. Jak ich za to nie kochać?</p>
<p><strong>Rival Sons<em> &#8222;Hollow Bones&#8221;</em></strong>. Ok, być może ten zespół jest nieco pretensjonalny, ale Jezusie Nazarejski, jak oni grają!?! Cała płyta, z wyjątkiem ostatniego kawałka, utrzymana jest w tak rockowej dynamice, że aż się wąsy na hipstera wykręcają. Do tego to genialne, niezwykle organiczne i żywe brzmienie. Jest moc.</p>
<p><strong>Joe Bonamassa <em>&#8222;Blues of Desperation&#8221;</em></strong>. Do tego Pana mam niezwykłą słabość, gdyż dla mnie to gitarowy top wszechczasów. Na <em>&#8222;<strong>Blues of Desperation&#8221;</strong></em>&nbsp;jest wszystko, za co kocham jego grę – doskonałe brzmienie, rewelacyjna artykulacja i genialne blues-rockowe kawałki. Weźmy chociażby <em><strong>Mountain Climbing</strong></em>&nbsp;czy <em><strong>Distant Lonesome Train</strong></em>&nbsp;– tutaj wszystko się zgadza.</p>
<p><strong>Russian Circles <em>&#8222;Guidance&#8221;</em></strong>. Ten zespół to dla mnie odkrycie tego roku. Trafiłem na nich przypadkiem, przeglądając propozycje Spotify i od razu taki cios. Jest ciężko, mrocznie i metalowo, bez zbędnych wokali w tle.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/-mj5Wg6Q5aM" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz Szostak &#8211; wokalista&nbsp;zespołów&nbsp;Wilczy Pająk, Hateseed&nbsp;</strong></p>
<p><strong>Avantasia <em>&#8222;Ghostlights&#8221;</em></strong>. Fanem twórczości <strong>Tobiasa Sammeta</strong> jestem od pierwszego albumu <strong>Metalowej Opery</strong>, a więc już 15 lat, ale tak dobrego albumu po prostu się nie spodziewałem. Jak zwykle mamy tu całą plejadę gościnnych wokalistów – występujący na <strong>Avantasii</strong> po raz pierwszy<strong> Geoff Tate</strong> wypada doskonale w mrocznym, orientalnym <em><strong>Seduction of Decay</strong></em>, <strong>Jorn Lande</strong> zdziera głosem asfalt w podniosłym <em><strong>Let the Storm Descend Upon You</strong></em>, a <strong>Herbie Langhans</strong> czaruje barwą w przebojowym <em><strong>Draconian Love</strong></em>. Tak właśnie smakuje melodyjny metal podany na świeżo, a nie – jak to niestety często bywa w tym gatunku – jako odgrzewany kotlet.</p>
<p><strong>Civil War <em>&#8222;Last Full Measure&#8221;</em></strong>. Doskonałe zwieńczenie trylogii o amerykańskiej wojnie domowej. Niezwykle przejmujące kompozycje, doskonałe wokale <strong>Nilsa Patrika Johanssona</strong> (czy mi się wydaje, czy z płyty na płytę brzmi coraz mniej jak <strong>Dio</strong>?), a w warstwie tekstowej jak zwykle przyczynek do sięgnięcia po książki o historii Nowego Świata. Niestety parę dni temu świat obiegła wieść o odejściu <strong>Johanssona</strong>&#8230; Szwedom będzie trudno znaleźć za niego odpowiednie zastępstwo, ale trzymam kciuki. Nota bene we wrześniu gramy razem na <strong>City of Power</strong> w Zgierzu!</p>
<p><strong>Metallica <em>&#8222;Hardwired&#8230; to Self-Desctruct&#8221;</em></strong>. Album długo wyczekiwany&#8230; Już za sam <em><strong>Spit Out the Bone</strong></em>&nbsp;należy się mu miejsce w pierwszej piątce. Jakby napisali ten numer w <strong>88&#8242;</strong>, pewnie trafiłby na <strong>AJFA</strong> zamiast <em><strong>Dyer&#8217;s Eve</strong></em>. Cała płytka trzyma poziom i mimo nieporozumienia w postaci <em><strong>Murder One</strong></em>&nbsp;chce się jej słuchać w kółko. Wiele osób zarzuca <strong><em>&#8222;Hardwired&#8230;&#8221;&nbsp;</em></strong>zbyt wiele nawiązań do <em><strong>Reload</strong></em>, ale to od zawsze mój ulubiony album <strong>Metalliki</strong>, więc ta stylistyka bardzo mi odpowiada.</p>
<p><strong>Almanac <em>&#8222;Tsar&#8221;</em></strong>. <strong>Victor Smolski</strong> po odejściu z <strong>Rage</strong> nagrał album, który nie pozostawia złudzeń – to właśnie białoruski wirtuoz gitary stanowił o zajebistości ostatnich albumów kapeli <strong>Wagnera</strong>! Nagrany z dwoma wokalistami i wokalistką bardzo symfoniczny <strong><em>&#8222;Tsar&#8221;</em></strong> to album koncepcyjny, opowiadający historię <strong>Iwana IV Groźnego</strong>. Muzyka na nim zawarta przyprawia o ciarki niemal w każdym utworze. Najlepszy przykład to singlowy <em><strong>Self-blinded Eyes</strong></em>. Trzeba tego po prostu posłuchać!</p>
<p><strong>Megadeth <em>&#8222;Dystopia&#8221;</em></strong>. Przed każdą nową płytą Megaśmierci w necie pojawiają się pogłoski o możliwym powrocie do składu <strong>Marty&#8217;ego Friedmana</strong>. Zawsze podnoszą mi one tętno, bowiem to dla mnie najlepszy gitarzysta metalowy wszechczasów, a do <strong>Megadeth</strong> jego styl gry pasuje idealnie. Mimo że znów informacje te okazały się plotkami, nie ma mowy o rozczarowaniu, bo Rudy wybrał innego mistrza – gitarzystę uwielbianej przeze mnie <strong>Angry</strong>, Brazylijczyka <strong>Kiko Loureiro</strong>. Na <em><strong>&#8222;Dystopii&#8221;</strong></em>&nbsp;jego solówki siedzą idealnie, a punktem kulminacyjnym jest pod tym względem instrumentalny <em><strong>Conquer and Die</strong></em>. Stylistycznie cała płytka bardzo mi pasuje – nawiązuje do bardziej thrashowego, technicznego oblicza zespołu. Pełen wypas.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/GH3kyXAEJHo" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Lech „Blackpitfather” Śmiechowicz &#8211; gitarzysta Horroscope, Black From The Pit</strong></p>
<p>Postaram się podać 10 najważniejszych pozycji, 5 krajowych i 5 zagranicznych, a wyliczankę potraktowałem bez konkursowego oceniania kto jest lepszy, lecz najzwyczajniej są to pozycje, które w mijającym roku zwróciły szczególnie moją uwagę, lub takie, na które czekałem od jakiegoś już czasu. To bardzo trudne ograniczyć się jedynie do 5 pozycji, ale cóż, zgodnie z życzeniem spróbuję.</p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p>1. <strong>Testament <em>&#8222;Brotherhood of the Snake&#8221;</em></strong>. Świetna płyta, moim zdaniem lepsza niż dwie poprzednie. Długo wyczekiwana. Mocny atak, energia i potencjał, jaki wykrzesać mogą tylko tytani thrash metalu. Wszystko śmiga jak należy, oni są wciąż nasyceni takimi możliwościami, że kolejne pokolenia będą miały bazę do swoich inspiracji. Wielki szacunek.</p>
<p>2. <strong>Megadeth <em>&#8222;Dystopia&#8221;</em></strong>. Czekałem na ten album z dość sceptycznym nastawieniem, jednak płyta, jak i koncert w Łodzi udowodniły, że <strong>Rudy</strong> daje radę i zostawił daleko w tyle kolegów z zespołu, w którym zaczynał. Wielkie słowa uznania za spory kawał doskonałej muzyki. Płytę obracam w odtwarzaczu cały czas.</p>
<p>3. <strong>Metal Church <em>&#8222;XI&#8221;.</em></strong> Nie tylko dla mnie kultowa kapela i powrót najlepszego wokalisty<strong> Mike&#8217;a Howe&#8217;a</strong> w szeregi metalowej świątyni. Jestem absolutnym fanem, słuchałem tej płyty już dziesiątki razy, czyli coś w tym jest.</p>
<p>4. <strong>Vicious Rumors<em> &#8222;Concusion Protocol&#8221;</em></strong>. Klasyczny, kultowy dla wielu zespół, z kolejnym równym albumem na wyśmienitym poziomie. Nowy wokalista sprawdza się, nawiązując do tego, co wypracował już <strong>Geoff Thorpe</strong>. Szacun dla oldschoolowców.</p>
<p>5. <strong>Exumer <em>&#8222;The Raging Tides&#8221;</em></strong>. Klasyczne uderzenie oldschoolowej kapeli w nowym wydaniu. Co tu dużo gadać, jest wpierdol od początku do końca. Brawo!</p>
<p>Dwie pozycje są poza listą, ale nie umiem o nich nie wspomnieć:</p>
<p>6. <strong>Vektor <em>&#8222;Terminal Redux&#8221;</em>.</strong> Nie sposób było nie zwrócić na ten band uwagi w 2016 roku.</p>
<p>7. <strong>Flotsam And Jetsam <em>&#8222;Flotsam and Jetsam&#8221;</em></strong>. Po prostu świetny album!</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p>1. <strong>Vader <em>&#8222;Empire&#8221;.</em></strong> Jeden z nielicznych albumów, który dla mnie, zadeklarowanego thrashersa, pasuje do oczekiwań. Ta płyta, choć świeżutka, wiele&nbsp;razy gościła w moim playerze. Ciekawe solówki, wiele dobrych pomysłów, na dodatek słyszę w niej dużo thrash metalowych wpływów i naleciałości. W końcu słucham <strong>Vadera</strong> jak reszta świata – z zaciekawieniem i w pełni zasłużonym respektem.</p>
<p>2. <strong>Planet Hell <em>&#8222;Mission One&#8221;</em></strong><em>.</em> Nowe wcielenie gitarzysty z <strong>The No-Mads</strong>, ciekawy klimat, <strong>Stanisław Lem</strong> w muzycznej ilustracji na ostro. Z zainteresowaniem oglądałem&nbsp;ich pierwszy koncert i czekam na kolejne poczynania. Masa kombinacji, siedmiostrunowe niskie tonacje gitar i progresywny klimat. Ciekawe.</p>
<p>3. <strong>Titanium <em>&#8222;Atomic Number 22&#8221;</em></strong>. Nie wiem do końca, czy to jest debiut, czy też nie, gdyż dostałem od gitarzysty kiedyś płytę pod innym tytułem, ale już wtedy zrobił na mnie dobre wrażenie. Chłopaki nie boją się grać power metalu i nie są wcale mniej ostrzy od niejednego death metalowca z kozią czachą przyczepioną do statywu mikrofonu, wszystko zapierdala jak trzeba!</p>
<p>4. <strong>Acid Drinkers<em> &#8222;PEEP Show&#8221;</em></strong>. Mam do tej kapeli dość dziwny, osobisty, nieco ironiczny stosunek. Nigdy nie trafili w mój gust tak do końca, ale zawsze z zainteresowaniem obserwuję ich koncerty i kolejne płyty. Brzmienie świetne, masa sprawdzonych thrashowych patentów na płycie, która rwie do przodu jak traktor, który bez trudu wyjeżdża z błotnistego podłoża. Fajny album.</p>
<p>5. <strong>Gallileous <em>&#8222;Stereotrip&#8221;.</em></strong> Stoner rock jak należy! Udało się w końcu osiągnąć taki klimat, który wciąga od początku do końca. Płyty słucha się równo, jest odpowiedni puls i klimat kosmicznego sterowca, który powolutku dryfuje po galaktyce. Nowa wokalistka wniosła element, którego wcześniej brakowało w dokonaniach spowalniaczy z<strong> Gallileous.</strong> Ciężko, wolno, brudno, czasem szybciej, zawsze z drivem. Płyta ma rzeczywiście charakter i sound, jakby nagrana była przynajmniej 20 lat temu i to jest w tym wypadku zdecydowana zaleta tego brzmienia.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/uyq7og1Jnzs" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Liam Wilson &#8211; &nbsp;basista Dillinger Escape Plan, John Frum, Azusa</strong></p>
<p><strong>David Bowie <em>&#8222;Black Star&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Plebeian Grandstand <em>&#8222;False Highs, True Lows&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Deathspell Omega <em>&#8222;Bones&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Yussef Kamal <em>&#8222;Black Focus&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Tribulation <em>&#8222;Melancholia EP&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Sturgill Simpson <em>&#8222;A Sailor&#8217;s Guide To Earth&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Nick Cave and The Bad Seeds&nbsp;<em>&#8222;Skeleton Tree&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Anderson Paak <em>&#8222;Malibu&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Radiohead <em>&#8222;A Moon Shaped Pool&#8221;</em></strong></p>
<p><strong>Leonard Cohen <em>&#8222;You Want It Darker&#8221;</em></strong></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/kszLwBaC4Sw" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Piotr „Dreadrock” Wiśniewski – basista/wokalista Unborn Suffer</strong></p>
<p>1. &nbsp;<strong>Superjoint &#8222;<em>Caught Up in the Gears of Application&#8221;.&nbsp;</em></strong>To był kiedyś jeden z moich ulubionych zespołów, dlatego ich powrót zza grobu po 13 latach niezmiernie cieszy moją gębę. Mimo że nowa płyta jest zdecydowanie słabsza od swoich poprzedniczek, to i tak sprawiła mi dużo radości.</p>
<p>2. <strong>Red Hot Chilli Peppers &#8222;<em>The Gateway&#8221;.&nbsp;</em></strong>Nigdy w życiu bym nie sądził, że w jakimkolwiek zestawieniu będę tak wysoko stawiał jakąś płytę „papryczek”. Lubię, szanuję, ale nigdy fanem nie byłem. „The Gateway” początkowo nie wywoływała we mnie żadnych emocji, ale miała w sobie punkty, melodie, które zapadały mi w pamięć i w efekcie do tej płyty wracałem coraz częściej. Stąd jej wysoka lokata.</p>
<p>3. <strong>Scooter &#8222;<em>Ace&#8221;</em></strong>. Moje największe „guilty pleasure”. Płyta ta, a szczególnie trzy otwierające utwory, dostarczyła mi potężniejszego, pozytywnego i bardziej energetycznego kopa niż jakakolwiek inna, muzyczna pozycja z tego roku. Przykro mi metaluchy. To także najlepsza płyta Scootera od ponad dekady.</p>
<p>4. <strong>Sick of It All &#8222;<em>When the Smoke Clears&#8221;.</em></strong>&nbsp;Ta kultowa kapela ma już 30 lat, a nadal potrafi wymierzyć potężnego kopa w ryj, bo właśnie dokładnie tym jest dla mnie ta EPka. Tylko tym i aż tym – proste, dość klasyczne ale bardzo pobudzające i mięsiste granie.</p>
<p>5. <strong>Brujeria &#8222;<em>Pochto Aztlan&#8221;.</em></strong> Kolejny wielki powrót – tym razem aż po 16 latach, bo tyle minęło od ostatniego studyjnego albumu Emburyego i spółki. I trzeba przyznać, że nadal mają „to coś”. Nowa płyta zaczyna się może trochę niemrawo, ale w okolicach środka robi się naprawdę chwytliwie, wręcz przebojowo (jak na tą konwencję). Właśnie to sobie cenię – gdy po przesłuchaniu coś zapada mi w pamięć i riffy pobrzmiewają same w głowie.</p>
<p>6. <strong>KoRn &#8222;<em>The Serenity of Suffering&#8221;.</em></strong> Początkowo byłem sceptycznie nastawiony do całego szumu wokół tej płyty (że to „najcięższy Korn w historii” itp.), ale ostatecznie okazało się, że muzycznie ten album po prostu się broni. Na minus zaliczam natomiast irytującego mnie już Davisa, który mimo 45 lat na karku(!) nadal śpiewa&nbsp; tylko o tym, jak mu źle, że cierpli nieznośny ból, ciężko mu żyć itp. Mam wierzyć w szczerość kolesia z siedmiocyfrową sumą na koncie, który użala się nad sobą jak prześladowany w szkole nastolatek?</p>
<p>7. <strong>Crowbar &#8222;<em>The Serpent Only Lies&#8221;</em></strong>. Ekipa Kirka nie zawodzi – nadal są otyli, grają ciężko i brzmią tłusto. Nowy album jest właściwie kontynuacją tego, co zaprezentowano nam na dwóch poprzednich. Różnica jest tylko taka, że broda Kirka urosła, a do składu wrócił dawny basista – Sexy T. &nbsp;Ponadto biję ukłony za świetny koncert w warszawskiej Progresji.</p>
<p>8. <strong>Anal Trump &#8222;<em>That Makes Me Smart!&#8221;</em></strong>. &nbsp;Jeśli ktoś lubi <strong>Anal Cunt</strong> i robienie sobie kompletnego żartu z muzyki i tekstów, to będzie płyta dla niego. Wbrew pozorom można tutaj jednak znaleźć niebanalne (jak na tą konwencję) riffy i pomysły kompozycyjne. Trzeba jednak uważać i wykazać się refleksem, bo 30 utworów, które znajdziemy na płycie, trwają w sumie 3 minuty.</p>
<p>9. <strong>Suicidal Tendencies &#8222;<em>World Gone Mad&#8221;. &nbsp;</em></strong>W moim odczuciu to był bardzo dobry, wręcz przełomowy rok dla tej kapeli. Dużo koncertowali, zaliczyli udaną trasę ze <strong>Slipknotem</strong> (w tym świetny występ w Gdańsku), zwerbowali legendarnego perkusistę, zwieńczając wszystko niebanalną, wpadającą w ucho płytą. Już zacieram ręce przed ich styczniowym koncertem w stolicy.</p>
<p>10. <strong>Acid Drinkers <em>&#8222;Peep Show&#8221;</em>. &nbsp;</strong>Abstrahując od tego, jak bardzo ten zespół jest już komercyjny i na ile nadal funkcjonuje dla pieniędzy, a na ile z pasji, to na nowym wydawnictwie nadal można zawiesić ucho. Owszem, robi się to już wtórne i być może ten album nie znalazł by się w moim top 10, gdyby nie brak mocniejszych konkurentów (zarówno na rynku polskim, jak i zagranicznym).</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/_Pm6g1a3R0s" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Aneta Vertherry &#8211; basistka Dead Infection</strong></p>
<p style="text-align: left;"><strong>Polska:</strong></p>
<p style="text-align: left;">1. <strong>Furia <em>&#8222;Księżyc milczy luty&#8221;</em></strong>. Interesująca, różnorodna, niebanalna, przestrzenna, klimatyczna, w moich kategoriach &#8222;domowa&#8221; płyta, albowiem na koncercie za dużo rozpraszaczy towarzyszy i nie mam jedynie na myśli chyba nieodłącznego rytuału palenia nielegalnego tworzywa. Relax po strudzonym dniu przy tej płycie idealny.</p>
<p style="text-align: left;">2. <strong>Arkona <em>&#8222;Lunaris&#8221;</em></strong>. Bardzo dobre dzieło. Cóż tu więcej pisać. Doskonałe.</p>
<p style="text-align: left;">3. <strong>Fetor <em>&#8222;Abandoned Hope&#8221;</em></strong>. Nowy, mocny wymiar na rynku rodzimym, godne polecenia granie dla tych ze specyficznym, wysublimowanym gustem muzycznym 🙂 Znakomicie zrobiona płyta, wszystkie instrumenty doskonale słyszalne, a sama muzyka miażdży i przewala po ziemi, zwłaszcza na koncertach.</p>
<p style="text-align: left;">4. <strong>Straight Hate <em>&#8222;Every Scum Is a Straight Arrow&#8221;</em></strong>. Dobre, ciekawe granie, mega żywioł na koncertach, to widać, a na płycie, która jest dopieszczona &#8211; słychać. Mi się ich dokonanie bardzo podoba, ma potencjał i kupuję w ciemno następne wydania 🙂</p>
<p style="text-align: left;">5.&nbsp;<strong>F.A.M. <em>&#8222;Human Cargo&#8221;</em></strong>. Solidne granie z pewnością zasługujące na uwagę. Powaga, moc, ciężar, dobry kawał roboty.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Świat:</strong></p>
<p style="text-align: left;">1.<strong> Wormrot <em>&#8222;Voices&#8221;.</em></strong> Mięsistość gitar mnie wbiła, zajebisty sound i ciekawe kompozycje. Wszystko według mnie perfekcyjnie siedzi na swoim miejscu. Można słuchać z przyjemnością i w pętli. Szczególnie do gustu mi podszedł <em><strong>Buried the Sun </strong>&#8211;</em>&nbsp;proste, z werwą, a mnie aż nosi i volume na full. Zajebiste i tyle.</p>
<p style="text-align: left;">2. <strong>Red Fang <em>&#8222;Only Ghosts&#8221;</em></strong>. Mam słabość do ich dokonań. Co tam się dzieje&#8230; Grają na tyle niebanalnie, że mnie to przyciąga, zaczepia i zatrzymuje. Znakomita płyta. Świetne patenty i smaczki. Uwielbiam bez dwóch zdań. Więcej nie piszę, bo mi referat wyjdzie.</p>
<p style="text-align: left;">3. <strong>Wormed <em>&#8222;Krighsu&#8221;</em>.</strong> Piękny wpierdol, aż miło 🙂 Brzmienie solidne, świetnie zrobiona płyta z nienachalnym werblem i trochę niepokojącym basem. Normalnie miód na uszy na ciężkim kacu!</p>
<p style="text-align: left;">4. <strong>Wardruna <em>&#8222;Runaljod&nbsp;&#8211; Ragnarok&#8221;</em></strong>. Płyta wybitnie kojąca i przestrzenna. Klimat mnie niezwykle przywołuje, zwłaszcza <em><strong>MannaR Liv</strong></em>, który szczerze uwielbiam. I tak&#8230; Trzeba być wszechstronnym. Raz grind, raz brutal death metal, raz rock progressive, raz black metal, a raz o to to&#8230; 🙂</p>
<p style="text-align: left;">5. <strong>Analkholic <em>&#8222;Strictly Drunk&#8221;</em></strong>. W to miejsce wyboru mogłam wrzucić kilka innych zacnych dokonań, jak np. <strong>Bolesno Grinje</strong>, które mi się podoba, ale&#8230; Musiałam jednak ten brud, syf, distortion rozkręcony na maxa, &#8222;sodoma&#8221;, &#8222;gomora&#8221; i rzeź wokalna z pitch shifterem od niebanalnych Panów z wysepki na Pacyfiku; jest na dobrym poziomie w tej niezwykle specyficznej odnóżce muzycznej. I przypomnieli mi o Shakaron Makaron plus&nbsp;wstawki porno, przypały i muzyczne bajery (mnie śmieszy).</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/-1BhYk9QSEQ" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz „Zielony” Zieliński &#8211; wokalista Virgin Snatch</strong></p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<p><b>VADER <em>&#8222;Empire&#8221;</em>.&nbsp;</b>Konsekwencja i trwanie, bez kompromisów. Koniec kropka!</p>
<p><b>Organek <em>&#8222;Czarna Madonna&#8221;</em>.&nbsp;</b>Za <em><strong>Missisipi w ogniu,</strong></em>&nbsp;czyli najlepszy polski numer tego roku!</p>
<p><b>Riverside &#8222;<em>Eye Of The Soundscape</em>&#8222;.&nbsp;</b>Jestem fanem muzyki filmowej, a to jest swoista muzyka filmowa z mnóstwem klasycznych naleciałości z całej historii szeroko pojętego rocka. Brawo!</p>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<p><b>David Bowie <em>&#8222;Blackstar&#8221;.</em>&nbsp;</b>Ostatnia płyta mistrza. Bez kontrowersji, za to z jakże niesamowitym, śmiertelnym ładunkiem emocjonalnym&#8230; Piękne, bardzo świadome, przez co cholernie przytłaczające dźwięki. R.I.P…</p>
<p><b>Anthrax <em>&#8222;For All Kings&#8221;</em>.&nbsp;</b>Świetne riffy, <strong>Belladona</strong> w doskonałej formie (także aranżacyjnej!), ale przed wszystkim nieskrępowana radość z grania. <strong>Anthrax</strong> wciąż uczciwie, po swojemu i z pięknymi, niebanalnymi melodiami!</p>
<p><b>Metallica <em>&#8222;Hardwired… To Self-Destruct&#8221;</em>.&nbsp;</b>To nie jest najlepsza płyta Mety, ale na pewno najlepsza od czasów &#8222;<em><strong>Load&#8221;</strong></em>, więc i tak warto. Owszem, za długa i rozwleczona, ale to i tak muzyczne wydarzenie. Sprzedaje się znakomicie i wcale się nie dziwię, bo to <strong>Metallica</strong>, a poza tym takiej promocji&nbsp;nie miał nawet <strong>Michael Jackson</strong> w swoich najlepszych czasach!</p>
<p><b>Gojira <em>&#8222;Magma&#8221;</em>.&nbsp;</b>Sekcja + rytm + „szerokość” = NIE DO PODJEBANIA!!!</p>
<p><b>Iggy Pop <em>&#8222;Post Pop Depression&#8221;.&nbsp;</em></b>Niezmordowany <strong>Iggy</strong> w znakomitym towarzystwie <strong>Josha Homme</strong>! Dla mnie najlepszy materiał po <em><strong>Lust for Life</strong></em>&nbsp;i hołd dla twórczości <strong>Bowiego</strong>.</p>
<p>Nie mogę nie wspomnieć również o bardzo dobrych płytach <b>Suicidal Tendencies<em> &#8222;World Gone Mad&#8221;</em></b>&nbsp;(nie tylko dlatego, że <strong>Lombardo</strong>!), <b>Voivod <em>&#8222;Post Society&#8221;</em> – </b>EPka to też płyta, tym bardziej że dużo lepsza od poprzedniego długograja Kanadyjczyków, i <b>Testament <em>&#8222;Brotherhoof of the Snake&#8221;</em></b>&nbsp;(wciąż potrafi kruszyć skały).</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/weibxsk9Oec" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Patryk Zwoliński &#8211; wokalista Proghma-C</strong></p>
<p>W moim podsumowaniu 2016 znajdą się przede wszystkim albumy, których słucham ostatnio. Nie są to może najlepsze z najlepszych tego roku, ale na pewno warte uwagi. Nie mogłem zdecydować, które płyty są najlepsze. Po prostu nie potrafię.&nbsp;</p>
<div>
<p><strong>Opeth &#8211;<a href="https://www.youtube.com/watch?v=LhqijfqecvA"> Sorceress</a>&nbsp;</strong></p>
<p><strong>Discharge &#8211; <a href="https://www.youtube.com/watch?v=5xsmRbDJ920">End of Days</a>&nbsp;</strong></p>
<p><strong>Perturbator &#8211; <a href="https://www.youtube.com/watch?v=oTN6cGmH2yM">The Uncanny Valley</a>&nbsp;</strong></p>
<p><strong>Moderat &#8211; <a href="https://www.youtube.com/watch?v=cJwsNUoazUg">III</a>&nbsp;</strong></p>
<p><strong>Cobalt &#8211; <a href="https://www.youtube.com/watch?v=0CbeJydbYu0">Slow Forever</a>&nbsp;</strong></p>
<p><strong>40 Watt Sun &#8211; <a href="https://www.youtube.com/watch?v=5ekZk_xhwuI">Wider than the Sky</a>&nbsp;</strong></p>
<p><strong>Tonbruket &#8211; <a href="https://www.youtube.com/watch?v=iS2RYudqXqM">Forevergreens</a>&nbsp;</strong></p>
<p><strong>Yello &#8211; <a href="https://www.youtube.com/watch?v=pO9kN44U4Aw">Toy</a></strong></p>
<hr>
<p style="text-align: center;" align="left">&nbsp;<strong>Piotr Żurawski &#8211; Butterfly Trajectory</strong></p>
<p><b>Katatonia<em> &#8222;The Fall of Hearts&#8221;</em>.&nbsp;</b>Zdecydowanie mój ulubiony album z 2016 roku, który bez reszty rozwiał wątpliwości związane ze sporymi zmianami personalnymi w zespole. Niebanalne melodie, dużo typowej dla <strong>Katatonii</strong> melancholii, mniej gainu i jeszcze bardziej organiczne brzmienie. Szwedzi pokazali, jak pięknie może starzeć się metalowy band.</p>
<p><b>Thrice <em>&#8222;To Be Everywhere Is To Be Nowhere&#8221;</em>.&nbsp;</b>Statusiałe HC/emo w doskonałym wydaniu. Płyta jest pełna typowych dla wyżej wymienionych gatunków emocji, głównie za sprawą rewelacyjnego wokalu <strong>Dustina Kensrue.</strong> Gniew i złość ubrane we wpadające w ucho melodie, a także naturalne, ciepłe, ale mocne brzmienie, to duże atuty tej płyty.</p>
<p><b>Car Bomb <em>&#8222;Meta&#8221;</em>.&nbsp;</b>Ten album to dowód na to, że matematyczny metal nie musi opierać się tylko na przysłowiowych zero-jedynkach i przesadnie skompresowanym brzmieniu. &#8222;<em><strong>Meta&#8221;</strong></em>&nbsp;to płyta, na której dzieje się o wiele więcej, niż mogłaby mówić o niej gatunkowa łatka. Materiał do wielomiesięcznego trawienia.</p>
<p><b>Cult of Luna &amp; Julie Christmas <em>&#8222;Mariner&#8221;</em>.&nbsp;</b>W warstwie instrumentalnej &#8222;<em><strong>Mariner&#8221;</strong> </em>nie prezentuje niczego odmiennego od &#8222;<em><strong>Vertikal&#8221;</strong>&nbsp;</em>czy &#8222;<em><strong>Eternal Kingdom&#8221;</strong></em>; te same patenty, te same brzmienia, jednak gościnny udział księżniczki post-metalu wnosi tyle świeżości do muzyki mrocznych hipsterów, ile<strong> Skrillex</strong> swego czasu wniósł do <strong>KoRna</strong>. Kontrast powstający podczas dialogów śpiewającej <strong>Julie</strong> i krzyczącego <strong>Johannesa</strong> = ciary na plecach.</p>
<p><b>Devin Townsend Project <em>&#8222;Transcendence&#8221;</em>.&nbsp;</b>Syntetycznie brzmiące gitary wymieszane z partiami ociekającymi efektami przestrzennymi, chóralne zaśpiewy i tona patosu, składające się na wielką metalową maskaradę, odbywającą się na jednym z jowiszowych księżyców.</p>
<p><b>Dark Funeral <em>&#8222;Where Shadows Forever Reign&#8221;</em>.&nbsp;</b>Ostatni album DF, który namiętnie katowałem jeszcze w szkole średniej, to&nbsp;&#8222;<em><strong>Diabolis Interium&#8221;</strong></em>.&nbsp;Następnie przyszedł czas rozbratu z black metalem, a gdy po latach zobaczyłem, że Ciemny Pogrzeb wypuszcza kolejny krążek, postanowiłem sprawdzić jak się sprawy mają. Okazało się, że chłopcy wciąż korzystają ze sprawdzonych patentów, tzn. naiwnie patetycznych melodii w gitarach i niemiłosiernych blastów, czyli tego, za co uwielbiałem &#8222;<em><strong>Diabolis Interium&#8221;</strong></em>. Co wyróżnia nowe wydawnictwo Szwedów, to zaskakująco naturalne brzmienie (DAT werbel!), które zastąpiło ostrą i twardą produkcję z poprzednich płyt.</p>
<p><b>Animals as Leaders <em>&#8222;The Madness of Many&#8221;</em>.&nbsp;</b>Amerykańskie trio coraz rzadziej sięga po djentowe rozwiązania, które ustępują miejsca czemuś, co chyba można określić jako fusion dwudziestego pierwszego wieku. Jest to kierunek, który zdecydowanie mi odpowiada. Nadludzka wręcz technika i kreatywność <strong>Tosina</strong> popycha kolejnych gitarzystów do wyrzucania swoich gitar przez okna, podczas gdy gdzieś indziej płoną zestawy perkusyjne bębniarzy, którzy już wiedzą, że nigdy nie osiągną poziomu <strong>Matta Garstki</strong>.</p>
<p><b>Ampacity <em>&#8222;The Sum of All Flaws&#8221;</em>.&nbsp;</b>Album, który brzmi jak połączenie ścieżek dźwiękowych ze starego Bonda, <strong>Pulp Fiction</strong> i Pana Kleksa.<b> </b>Trójmiejski skład nie zważa na muzyczne trendy czy kolegów z podwórka, konsekwentnie idąc swoją własną ścieżką. Chwała im za to.</p>
<p><b>Twelve Foot Ninja <em>&#8222;Outlier&#8221;</em>.&nbsp;</b>Australijczycy wracają z kolejnym albumem pełnym gatunkowych mariaży, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się co najmniej niespójne (np. bossa nova i metal), a w wydaniu TFN brzmią tak, że hej. Nie jest to może najlepszy album w dorobku zespołu, ani nie jest to szczególnie odmienne wydawnictwo od ich poprzedniego długograja, ale przy tak nowatorskim graniu dwie podobne płyty to nie przesyt.</p>
<p><b>Alcest <em>&#8222;Kodama&#8221;</em>.&nbsp;</b>Melancholijne melodie, przestrzenne brzmienie. Płyta łatwa i przyjemna w odbiorze. Niby typowy post-rock, ale jednak jakiś taki inny. I wcale nie tylko ze względu na dziwaczne blackmetalowe wokale tu i ówdzie.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/oS0RnwP9-as" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
</div>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-muzykow/">Podsumowanie 2016 roku wg muzyków</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-muzykow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Tides From Nebula i inni &#8211; Warszawa (03.12.2016)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/tides-from-nebula-i-inni-warszawa-03-12-2016/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/tides-from-nebula-i-inni-warszawa-03-12-2016/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 08 Dec 2016 12:00:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[fotorelacja]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[live]]></category>
		<category><![CDATA[Luna Bystrzanowska]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Karbowski]]></category>
		<category><![CDATA[Moose The Tramp]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Gibner]]></category>
		<category><![CDATA[Progresja Music Zone]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<category><![CDATA[Tides From Nebula]]></category>
		<category><![CDATA[Tranquilizer]]></category>
		<category><![CDATA[urodziny]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=64894</guid>

					<description><![CDATA[<p>I stało się &#8211; Tides From Nebula wraz z przyjaciółmi z Moose The Tramp i Tranquilizer odwiedzili w końcu na trasie swoje&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/tides-from-nebula-i-inni-warszawa-03-12-2016/">Tides From Nebula i inni &#8211; Warszawa (03.12.2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">I stało się &#8211; <strong>Tides From Nebula</strong> wraz z przyjaciółmi z <strong>Moose The Tramp</strong> i <strong>Tranquilizer</strong> odwiedzili w końcu na trasie swoje rodzinne miasto, a konkretnie Warszawę! Wyjątkowy koncert odbył się <strong>3 grudnia br. </strong>w klubie<strong> Progresja.</strong> Wyjątkowy, bowiem klub obchodził swoje 13. urodziny, a do tego&nbsp;<strong>Maciek Karbowski</strong> tuż przed wydarzeniem podkręcał atmosferę, jakoby zespół szykuje niespodziankę. Nie kłamał. Choć niespodzianka była właściwie spodziewana, to finał tego koncertu mocno (nomen omen) zagrał na emocjach zgromadzonych. I w tym może własnie siła&nbsp;tej formacji &#8211; w wyzwalaniu tych specyficznych emocji.</p>
<p style="text-align: justify;">Wieczór rozpoczęli Panowie z trójmiejskiej formacji <strong>Moose The Tramp</strong>. Publika na rozgrzewkę raczej niewielka, za to wokalizy <strong>Piotra &#8222;Bobra&#8221; Gibnera</strong> wypełniły Progresję po brzegi. Może nie zawsze było czysto, jednak nie ukrywam, że możliwości wokalne Piotra w gatunku rockowych, przyjemnych bitów przeplatanych prostymi, ale dziarskimi, przemyślanymi riffami &nbsp;interesują bardziej aniżeli studyjnie. Wśród zgromadzonych słychać było opinie, że <strong>Moose The Tramp</strong> porusza się w klimatach raczej odbiegających od pozostałej dwójki trasy<em> #sfhvntour</em>, to jednak profesjonalizm muzyków i umiejętne łączenia melodii z ciekawym budowaniem narracji skłania do zainteresowania się ich sposobem wyrazu. Niezmiennie najlepszym momentem koncertu &#8222;łosiów&#8221; w moim odczuciu&nbsp;był numer&nbsp;<em><strong>Mos Eisley</strong></em> z promowanej właśnie płyty <strong>Histerie Medytacje</strong>. <strong>Moose The Tramp</strong> to dla mnie dobre kompozycje, dobre melodie i genialny wokal &#8211; nie zawiodłam się ani razu z trzech widzianych przeze mnie gigów, choć do płyty nie często wracam. <strong>Progresja</strong> dodatkowo daje pole do popisu, bowiem klubem jest niemałym, a więc nagłośnienie, akustyka robią swoje.</p>
<p>[ngg_images source=&#8221;galleries&#8221; container_ids=&#8221;501&#8243; exclusions=&#8221;8989,8990,8991,8992,8993,8994,8995,8996,8997,8998,8999,9000,9001,9002,9003,9004,9005,9006,9007,9008,9009,9010,9011,9012,9013,9014,9015&#8243; display_type=&#8221;photocrati-nextgen_basic_thumbnails&#8221; override_thumbnail_settings=&#8221;1&#8243; thumbnail_width=&#8221;100&#8243; thumbnail_height=&#8221;50&#8243; thumbnail_crop=&#8221;0&#8243; images_per_page=&#8221;24&#8243; number_of_columns=&#8221;6&#8243; ajax_pagination=&#8221;0&#8243; show_all_in_lightbox=&#8221;0&#8243; use_imagebrowser_effect=&#8221;0&#8243; show_slideshow_link=&#8221;0&#8243; slideshow_link_text=&#8221;[Pokaz zdjęć]&#8221; template=&#8221;/home/platne/serwer16360/public_html/kvlt/wp-content/plugins/nextgen-gallery/products/photocrati_nextgen/modules/ngglegacy/view/gallery-caption.php&#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;20&#8243;]</p>
<p style="text-align: justify;">&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;">Drugi w kolejce zaprezentował się magiczny<strong> Tranquilizer</strong>. Magiczny, bo kupili mnie na małej scenie <strong>11 listopada br.</strong> w olsztyńskim <strong>Andergrancie</strong>, a koncertem w <strong>Progresji</strong> jestem totalnie oczarowana. Wokalistka <strong>Luna Bystrzanowska</strong> to powiew świeżości&nbsp;na polskiej scenie muzycznej, a właściwie nie będę kręcić &#8211; to tornado (przyznaję, w ogóle wokalistki mnie nie poruszają, nie tak). Raz, że śliczna, dwa, od początku występu weszła czyściutko na wokalu, trzy, jej specyficzny sposób poruszania na scenie udzielał się nawet męskiej części publiczności (co było momentami zabawne) i nieodłącznie budował show formacji. Co więcej. Ano więcej o sekcji rytmicznej należałoby wspomnieć, bo <strong>Konrad Ciesielski</strong> i &nbsp;<strong>Matteo Bassoli</strong> (zapewne wiecie, że udzielają się m.in. w <strong>Blindead</strong>) to układ niemal doskonały, plus gitara <strong>Michała Banasika</strong> dopełniła pięknego setu. Na chwilę obecną nie jestem w stanie stwierdzić, który utwór wrył mi się najbardziej w pamięć, na pewno wrażenie zrobił <em><strong>1</strong></em> z <strong>Matteo</strong> na wokalu wspomagającym, <strong><em>Hello</em></strong>, <em><strong>Sugar Tale</strong></em> i zamykający najnowszy singiel&nbsp;<em><strong>Mantra.</strong></em>&nbsp;Popadłam w taki trans i zachwyt nad całościowym występem <strong>Tranquilizer</strong>, że życzyłabym sobie prawdziwego headlinerskiego gigu tejże formacji, z pewnością wydłużonego.</p>
<p>[ngg_images source=&#8221;galleries&#8221; container_ids=&#8221;501&#8243; exclusions=&#8221;8981,8982,8983,8984,8985,8986,8987,8988,8995,8996,8997,8998,8999,9000,9001,9002,9003,9004,9005,9006,9007,9008,9009,9010,9011,9012,9013,9014,9015&#8243; display_type=&#8221;photocrati-nextgen_basic_thumbnails&#8221; override_thumbnail_settings=&#8221;1&#8243; thumbnail_width=&#8221;100&#8243; thumbnail_height=&#8221;50&#8243; thumbnail_crop=&#8221;0&#8243; images_per_page=&#8221;24&#8243; number_of_columns=&#8221;6&#8243; ajax_pagination=&#8221;0&#8243; show_all_in_lightbox=&#8221;0&#8243; use_imagebrowser_effect=&#8221;0&#8243; show_slideshow_link=&#8221;0&#8243; slideshow_link_text=&#8221;[Pokaz zdjęć]&#8221; template=&#8221;/home/platne/serwer16360/public_html/kvlt/wp-content/plugins/nextgen-gallery/products/photocrati_nextgen/modules/ngglegacy/view/gallery-caption.php&#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;]</p>
<p style="text-align: justify;">&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;">Wisienką na tym smacznym torcie miał okazać się koncert <strong>Tides From Nebula</strong>. Dla nich pojawił się ten tłum, który wypełnił prawie całą <strong>Progresję</strong>. Panowie i tym razem wyciągnęli swoje sprawdzone&nbsp;patenty &#8211; oprawa oświetleniowa to w przypadku tej formacji już nie dodatek, a element składowy występu, do tego emocjonalne poruszanie się po scenie i wznoszenie instrumentów ku górze dają specyficzny, &#8222;uzupełniony&#8221; klimat. W polskiej części trasy <strong>TFN</strong> występuje jako trio, tak było również w Warszawie &#8211; zabrakło <strong>Adama Waleszyńskiego</strong>. Muzycznie jednak dali radę, choć wymiar był zupełnie inny kiedy&#8230;&#8230;a właśnie. Wszyscy zgromadzeni po cichu liczyli, że na drugiej gitarze ktoś jednak zagra, czy to przyjaciel grupy z innych składów, czy sam <strong>Adam</strong> &#8211; w końcu koncert odbywał się&nbsp;&#8222;w domu&#8221;. Zanim jednak ujawnię i tak znaną prawdę &#8211; słowo o repertuarze. Występ&nbsp;zaczął się utworem <em><strong>Colour Of Glow </strong></em>w tle, po którym muzycy wkroczyli na scenę. Z racji promocji &nbsp;<strong>Safehaven</strong> zabrzmiała mniej więcej połowa utworów z tej płyty;&nbsp;nie obyło się bez&nbsp;<strong style="font-style: italic;">The Lifter</strong>, <em><strong>Home,&nbsp;</strong><strong>We Are the Mirror</strong></em>&nbsp;oraz jednego z moich ulubionych&nbsp;<em><strong>Knees to the Earth</strong></em>. Na początku występu basista&nbsp;<strong>Przemysław Węgłowski&nbsp;</strong>miał niestety problemy techniczne, ale szybko i sprawnie udało się je zażegnać.<strong> TFN</strong> nie szczędziło utworów z poprzednich płyt &#8211; od dynamicznego&nbsp;<em><strong>Only With Presence, Up From Eden, Now Run </strong></em>z<em><strong>&nbsp;</strong></em>płyty&nbsp;<strong>Eternal Movement </strong>(2013)<em><strong>&nbsp;</strong></em>po&nbsp;<em><strong>T</strong></em><em><strong>he Fall of Leviathan </strong></em>i piękny&nbsp;<em><strong>Siberia</strong></em> z&nbsp;<strong>Earthshine</strong> (2011), który&nbsp;<strong>Maciek</strong> zakończył na klawiszach. Punktem kulminacyjnym okazał się bis. Sztandarowy&nbsp;<em><strong>Tragedy of Joseph Merrick</strong> </em>Panowie zagrali już we czwórkę z <strong>Adamem Waleszyńskim!</strong> I co to był występ!<strong> Adam</strong> wpadł na scenę w pełni energii (przynajmniej tak wyglądał), głodny grania i publiki. W finale numeru <strong>Maciej </strong>i<strong> Adam</strong> zeszli do publiki i odegrali tradycyjną &#8222;tajdsową&#8221; młóckę w deszczu białego konfetti, które wystrzeliło na wszystkich zebranych. Zdecydowanie był to najlepszy moment całego wieczoru. Na koniec trochę podziękowań ze strony zespołu &#8211; dla towarzyszących na trasie przyjaciół, dla publiki, dla rodziny, w tym rodziców muzyków, którzy nieśmiało obserwowali koncerty na tyłach sali, dla organizatorów&nbsp;&#8211; wszystko skromnie, z emocjami i co najważniejsze &nbsp;szczerze. Ten wieczór zapamiętam za szczerość umiłowania muzyki i jej odbiorców, za radość grania i wywindowane na początku relacji &nbsp;&#8211; emocje. Tak, wyszłam z koncertu totalnie otumaniona.</p>
<p>[ngg_images source=&#8221;galleries&#8221; container_ids=&#8221;501&#8243; exclusions=&#8221;8981,8982,8983,8984,8985,8986,8987,8988,8989,8990,8991,8992,8993,8994&#8243; display_type=&#8221;photocrati-nextgen_basic_thumbnails&#8221; override_thumbnail_settings=&#8221;1&#8243; thumbnail_width=&#8221;100&#8243; thumbnail_height=&#8221;50&#8243; thumbnail_crop=&#8221;0&#8243; images_per_page=&#8221;24&#8243; number_of_columns=&#8221;6&#8243; ajax_pagination=&#8221;0&#8243; show_all_in_lightbox=&#8221;0&#8243; use_imagebrowser_effect=&#8221;0&#8243; show_slideshow_link=&#8221;0&#8243; slideshow_link_text=&#8221;[Pokaz zdjęć]&#8221; template=&#8221;/home/platne/serwer16360/public_html/kvlt/wp-content/plugins/nextgen-gallery/products/photocrati_nextgen/modules/ngglegacy/view/gallery-caption.php&#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;]</p>
<p style="text-align: left;">&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;">Na koniec dygresja &#8211; na koncert <strong>Tides From Nebula</strong> i ich gości zaprosiłam przyjaciół, którzy zupełnie nie znali twórczości zespołu, ani tym bardziej supportujących. Tymczasem miłośnik KAT-a i&nbsp;wczesnego Nightwish oraz wielbiciel polskiej alternatywy odnaleźli się w klimacie doskonale. Pomijam fakt, że rozmawiali głównie o <strong>Lunie</strong>, ale na pewno wrażenia z całościowego koncertu pozostawią swój odcisk w pamięci. Jedno jest pewne: publiki nie da się oszukać, dziwne, jak wiele zespołów o tym zapomina. Warto choć raz zobaczyć taki koncert, w dużym klubie, z dobrym nagłośnieniem i rzeczywiście go przeżyć.</p>
<p style="text-align: left;">Do następnego!</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Autorką zdjęć jest Kara Rokita</strong></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/tides-from-nebula-i-inni-warszawa-03-12-2016/">Tides From Nebula i inni &#8211; Warszawa (03.12.2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/tides-from-nebula-i-inni-warszawa-03-12-2016/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>BESIDES: &#8222;snujemy swoje historie&#8221;</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/besides-snujemy-swoje-historie/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/besides-snujemy-swoje-historie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 05 Nov 2015 11:15:56 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[2015]]></category>
		<category><![CDATA[Aleksandra Białkowska]]></category>
		<category><![CDATA[Besides]]></category>
		<category><![CDATA[Everything is]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Karbowski]]></category>
		<category><![CDATA[polska]]></category>
		<category><![CDATA[post-rock]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=6036</guid>

					<description><![CDATA[<p>Besides wydali niedawno nową płytę (recenzja pod tym linkiem), teraz koncertują w najlepsze.  Z tej okazji porozmawialiśmy o &#8222;Everything Is&#8222;, post rocku i&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/besides-snujemy-swoje-historie/">BESIDES: &#8222;snujemy swoje historie&#8221;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p class="wywiadlead"><strong>Besides</strong> wydali niedawno nową płytę (recenzja pod <a href="https://kvlt.pl/recenzje/besides-everything-is-2015/" target="_blank" rel="noopener">tym</a> linkiem), teraz koncertują w najlepsze.  Z tej okazji porozmawialiśmy o &#8222;<strong><em>Everything Is</em></strong>&#8222;, post rocku i przygotowaniach do trasy.</p>
<p><strong>Pytanie może sztampowe, ale ciekawi mnie… Jak zaczęło się Besides?</strong></p>
<p>Od zajawki Pawła i mojej do instrumentalnej, przestrzennej muzyki. W chwili, gdy rozwiązał się zespół, w którym wcześniej graliśmy, stwierdziliśmy, że czas na realizacje nowych rzeczy. I tak się zaczęło – we dwójkę u Pawła siedzieliśmy nad materiałem, potem zaprosiliśmy Artura do gry na basie. Gdy już mieliśmy gotowe pierwsze utwory &#8211; demo nagrane z automatem perkusyjnym, zaczęliśmy poszukiwania perkusisty. W sumie długo nie szukaliśmy, znalazł się Bartek i tak powstało <strong>Besides</strong>.</p>
<p><strong>Jakiś czas temu do sprzedaży weszła wasza druga płyta „Everything Is”. Jak wyglądał proces tworzenia tego albumu &#8211; od momentu wymyślania utworów do końcowego masteringu?</strong></p>
<p>Wszystko trwało w sumie około roku. Z Pawłem przygotowywaliśmy zarysy utworów, na próbach były aranżowane i dopracowywane. Gdy już mieliśmy w miarę gotowe utwory, zaprosiliśmy do współpracy producenta – <strong>Maćka Karbowskiego</strong>. Najpierw wymienialiśmy uwagi korespondencyjnie na bazie demówek, potem spotykaliśmy się na próbach. Gdy już materiał nabrał ostatecznego kształtu weszliśmy do studia – w niecałe 2 tygodnie zarejestrowaliśmy instrumenty, potem około miesiąca miks i mastering. W przypadku tej płyty dużo bawiliśmy się różnymi brzmieniami, a to wszystko dzięki współpracy z Maćkiem.</p>
<p><strong>Dlaczego płyta nazywa się właśnie tak? Co chcieliście powiedzieć przez frazę „wszystko jest”?</strong></p>
<p>Raczej nie skupialiśmy się na przekazaniu konkretnego komunikatu, a bardziej na oddaniu ducha atmosfery i rozmów toczących się podczas wspólnej pracy nad płytą. Nie traktował bym tytułu jako komunikatu, wskazania. Raczej jako otwarcie … czegoś.</p>
<p><strong>Płyta zaczyna się utworem <em>Of Joy</em> a kończy się podobnie zatytułowanym, ale mającym kompletnie odwrotne znaczenie <em>Of Sorrow</em>. Skąd taka kolejność? A może tytuły utworów są swoistym przedłużeniem nazwy płyty?</strong></p>
<p>Tak, są jakby przedłużeniem nazwy płyty. Ponadto ułożyliśmy utwory tak, by od kompozycji jaśniejszych, weselszych przejść do mroczniejszych, smutniejszych, ciemniejszych. <em>Everything is</em>…</p>
<p><iframe width="100%" height="400" src="https://www.youtube.com/embed/D0d98BB4nNw?list=PLzcjhz7PzzBYJC7AE-STanQLqPudf4H2E" title="Besides - &quot;Of Joy&quot; from new record &quot;Everything is&quot;" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen loading="lazy"></iframe></p>
<p><strong>Debiutancki album wydaliście w roku 2013. Był on bardzo pozytywnie przyjęty tak przez krytyków, jak i przez słuchaczy. Idąc do Must Be The Music mieliście już grono swoich fanów, ale dopiero po programie wypromowaliście się na taką skalę, że usłyszał o Was cały kraj. Czy w związku z tym praca nad <em>Everything Is</em> przebiegała inaczej niż nad <em>We Were So Wrong</em>?</strong></p>
<p>Może nie usłyszał o nas cały kraj, ale na pewno o wiele więcej ludzi niż przed MBTM. Praca przebiegała inaczej – w przypadku <strong>WWSW</strong> weszliśmy do studia z gotowym materiałem i brzmieniami, nagraliśmy to na setkę. Przy <em><strong>Everything Is</strong></em> dużo bardziej kombinowaliśmy z gitarami, brzmieniami, detalami, być może nie koniecznie zauważalnymi za pierwszym razem gdy przesłuchasz krążek. Pracowaliśmy również z producentem, czego przy poprzedniej płycie nie robiliśmy.</p>
<p><strong>Po Must Be The Music musieliście pewnie dostać wiele propozycji od wytwórni muzycznych, jednak <em>Everything Is</em> wydaliście własnym nakładem. Dlaczego postanowiliście nie wiązać się kontraktem z żadną wytwórnią?</strong></p>
<p>W sumie nie dostawaliśmy jakiś dużych ilości propozycji – niemniej uważamy, że w dzisiejszych czasach, przy takim rodzaju muzyki jaki uprawiamy i przy mocno rozwiniętej sieci Internet, wydawanie samemu płyt jest najkorzystniejsze. Wymaga to oczywiście inwestycji, ale przy zainteresowaniu nagraniami zwraca się ona dość szybko. Poza tym nie jest tak, że nie jesteśmy związani kompletnie z nikim – w przypadku debiutu pomagała nam Fonografika, w przypadku <strong><em>Everything is</em></strong> jest to Hand2Band. W obu przypadkach byliśmy i jesteśmy niezależni, a to w pełni nam odpowiada.</p>
<p><strong>Jesteście w trakcie trasy promującej <em>Everything Is</em>. Jak wyglądały przygotowania do niej? Jakie aspekty są dla Was najważniejsze?</strong></p>
<p>Skupiliśmy się nad opracowaniem nowych brzmień, tak by w jakieś części oddać ducha nowej płyty. Mam nadzieje, że to będzie słychać na naszych koncertach.</p>
<p><img decoding="async" class="size-full wp-image-6997 aligncenter" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2015/11/Besides-fot-Marcin-Pawłowski.jpg" alt="Besides, fot Marcin Pawłowski" width="50%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2015/11/Besides-fot-Marcin-Pawłowski.jpg 675w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2015/11/Besides-fot-Marcin-Pawłowski-300x200.jpg 300w" sizes="(max-width: 675px) 100vw, 675px" /></p>
<p><strong>Czy planujecie w niedługiej przyszłości wybrać się poza granice naszego kraju? Z tego co mi wiadomo macie fanów nawet w Chinach.</strong></p>
<p>Tak, planujemy. Jak wspominałem wcześniej współpracujemy od dłuższego czasu z firmą Hand2Band, która w tej chwili działa w kierunku zorganizowania trasy poza Polską w pierwszej połowie 2016 roku. Miejmy nadzieje, że się uda i będziemy mogli spełniać kolejne marzenia. Zauważamy wzrost zainteresowania nową płytą z różnych stron świata, co nas cieszy. Oczywiście nie są to jakieś masowe zamówienia, ale na pewno większa ilość niż przy <strong>WWSW</strong>, choć tamta też lądowała na półkach słuchaczy z całego świata.</p>
<p><strong>Jakie kraje najchętniej byście zwiedzili?</strong></p>
<p>Ja z chęcią odwiedziłbym Chiny, Stany Zjednoczone, Australie, jeszcze wiele wiele miejsc. Ale to jeszcze daleka i długa droga do realizacji tych marzeń.</p>
<p><strong>Pytanie podobne: Marzy Wam się trasa z jakimiś konkretnymi zespołami? Jakimi?</strong></p>
<p>Hmm…, kiedyś, jak jeszcze zaczynaliśmy, bardzo chciałem zagrać trasę z<strong> Tides From Nebula</strong>, i w sumie dość szybko to się udało, nawet dwa razy. Teraz.. kurcze nie wiem, gramy specyficzną muzykę, więc to bardziej kameralne granie – może z<strong> Mono</strong> z Japonii? Bardzo lubię ich klimat. <strong>Sigur Rós</strong>?</p>
<p><strong>Ciężko Wam jest uniknąć porównań do innych zespołów post-rockowych np. wymienione wcześniej Mono czy Tides From Nebula. Nie denerwują Was takie ciągłe porównania?</strong></p>
<p>One są i chyba już będą – ludzie mają taką tendencje do zestawiania ze sobą różnych rzeczy w celu zaszufladkowania – chyba tak jest bezpieczniej poznawczo. W sumie już nas to nie denerwuje – gramy swoje, ale gramy instrumentalnie, w gatunku, który posiada pewne cechy charakterystyczne, więc te porównania są nieuniknione. W tym wszystkim najważniejsza jest melodia, kreowany klimat i opowieści – i tutaj wydaję nam się, że raczej snujemy swoje historie oparte na pewnym „besidesowym” klimacie.</p>
<p><strong>Dużo osób mówi, że post-rock już umarł i że nie da się już nic nowego w tej muzyce wymyślić, a jednak gracie taką muzykę. Co sądzicie o tych zarzutach?</strong></p>
<p>Podobnież umarł rock, punk rock, metal, reggae, hc i pewnie wiele jeszcze innych gatunków czy też ich krzyżówki i nic się już w nich nie da wymyśleć – można patrzeć w ten sposób. A jednak mają się całkiem dobrze. Ja nie odnajduję, nawet w sumie nie szukam czegoś mocno oryginalnego, bo jest to chyba niemożliwe. Proszę, podaj mi jakieś oryginalne dzieło z ostatniego roku w muzyce rockowej?<br />
Często czytam jakieś recenzje, w których autor zachwyca się oryginalnością dzieła, jednak po przesłuchaniu dochodzę do wniosku, że oryginalność w moim języku oznacza całkiem coś innego. Ja w muzyce bardziej szukam czegoś, co mnie wzruszy, urzeknie – nawet jeśli to będzie kolejna, tysięczna odsłona jakiegoś riffu czy linii wokalnej. Chodzi o to, co dane „dzieło” robi ze mną, dla mnie, a nie co o nim piszą i mówią. Jeżeli włączam po raz tysięczny jakiś ulubiony kawałek, to nie po to, by zachwycać się jego oryginalnością i wigorem, ale żeby coś poczuć.</p>
<p><strong>Tak jeszcze a propos <em>Tides From Nebula</em>. Przy <em>Everything Is</em> pracowaliście razem z Maćkiem Karbowskim. Jak oceniacie tę współpracę?</strong></p>
<p>W skali szkolnej na sześć! Bardzo fajne doświadczenie i rozwijające. Maciek włożył dużo serca i pomysłów w brzmienie tej płyty, za co mu wielkie dzięki!</p>
<p><img decoding="async" class="size-full wp-image-6998 aligncenter" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2015/11/Besides-fot.-Mariusz-Gierek.jpg" alt="Besides, fot. Mariusz Gierek" width="50%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2015/11/Besides-fot.-Mariusz-Gierek.jpg 680w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2015/11/Besides-fot.-Mariusz-Gierek-300x148.jpg 300w" sizes="(max-width: 680px) 100vw, 680px" /></p>
<p><strong>Jakbyście mieli słownie opisać muzykę post-rockową komuś, kto nigdy nie słyszał o takiej muzyce – co byście powiedzieli? Jakie zespoły byście takiemu „laikowi” polecili?</strong></p>
<p>Najlepiej niech zacznie od <strong>Besides</strong>, potem będzie porównywał w drugą stronę. A tak na poważnie…<br />
Często zdarza nam się próbować nieudolnie opisywać tą muzykę odpowiadając różnym ludziom na pytanie co gramy. Chyba jednak najlepiej słuchać muzyki a nie ją opowiadać. Można oczywiście powiedzieć, że ta muzyka charakteryzuje się redukcją wokalu na rzecz opowiadania klimatem, melodią, plamami dźwięku, samą muzyką. Alternatywny, przestrzenny rock. Ciężko raczej to zaszufladkować. Ja polecałbym to co lubię –<strong> Mono, Sigur Rós, TFN, Caspian</strong>.</p>
<p><strong>Dzięki wielkie za rozmowę!</strong></p>
<p>Autorką jest <strong>Aleksandra Białkowska</strong>.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/besides-snujemy-swoje-historie/">BESIDES: &#8222;snujemy swoje historie&#8221;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/wywiady/besides-snujemy-swoje-historie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
