<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>OiNK - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/oink/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/oink/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Thu, 02 Feb 2017 18:27:04 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>OiNK - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/oink/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>OINK &#8211; &#8222;Oink&#8221; (2017)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/oink-oink-2017/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/oink-oink-2017/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[nmtr]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 02 Feb 2017 13:32:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[doping god]]></category>
		<category><![CDATA[Exodus]]></category>
		<category><![CDATA[faith no more]]></category>
		<category><![CDATA[funk]]></category>
		<category><![CDATA[funky]]></category>
		<category><![CDATA[OiNK]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Red Hot Chilli Peppers]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[Zbigniew Fyk]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=74711</guid>

					<description><![CDATA[<p>Sytuacja wygląda tak: jest sobie mini-label Doping God, o którym nigdy nie słyszałem, który, obok innego mini-labelu Pooping Dog, o którym też&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/oink-oink-2017/">OINK &#8211; &#8222;Oink&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Sytuacja wygląda tak: jest sobie mini-label Doping God, o którym nigdy nie słyszałem, który, obok innego mini-labelu Pooping Dog, o którym też nigdy nie słyszałem, jest częścią oficyny Pirronai Rec., o której również nigdy nie słyszałem (<a href="https://kvlt.pl/newsy/doping-god-records-prezentuje-projektu-oink/">ale za to o tym wszystkim pisaliśmy!</a>). I ten właśnie Doping God, nie mylić z Pooping Dog, wydaje debiutancki materiał kapeli, o której – zgadliście – nigdy nie słyszałem.</p>
<p>Kapela nazywa się <strong>Oink.</strong> Wiadomo o nich niewiele. W zasadzie tylko tyle, że członków zespołu jest pięciu, ich nazwiska możecie znaleźć w sekcji „Informacje” na facebookowym profilu grupy. Godny odnotowania jest fakt, że za perkusją siedzi <strong>Zbigniew Fyk,</strong> perkusista, którego niektórzy mogą kojarzyć między innymi z projektu <strong>Exodus Władysława Komendarka. Fyk</strong> – jak wyliczono w mailu, który dostaliśmy na redakcyjny adres – ma 63 lata, ale energię za kilku. Tak trzymać. Reszta zespołu wygląda na o połowę młodszą.</p>
<p>Do rzeczy: <strong>Oink</strong> nie jest zespołem metalowym, ale za to gitarowym na pewno. Grupa trzyma się psychodeliczno-funkujących klimatów. Niecodzienne połączenie, nieprawdaż? Na debiutanckim materiale zatytułowanym po prostu <em><strong>Oink</strong></em> (do odsłuchania w całości na <a href="https://open.spotify.com/artist/5rZs1hSBu3tU7e8LEizsgX">Spotify</a>, polecam) zespół zbliża się z jednej strony do <strong>Faith No More</strong> czy jakiejś poważniejszej i mniej melodyjnej wersji<strong> Red Hot Chilli Peppers</strong>, z drugiej odjeżdża momentami w bardziej psychodeliczne tematy, tworząc jednocześnie spójną, ale schizofreniczną całość.</p>
<p>Muzyka <strong>Oink</strong> opiera się na wyraźnym punktującym, slapowym, funkowym basie. Gitary sprawiają wrażenie, jakby pełniły rolę drugorzędną, służą w zasadzie do podbijania groove sekcji rytmicznej i akcentowania tych momentami mocno pojebanych riffów. Czasami gdzieś zawyją żeby było jeszcze bardziej klaustrofobicznie, ale nie spodziewajcie się łamiących kręgosłup metalowych riffów i betonowego brzmienia. Gitary brzmią czysto, dlatego też kiedy zespół chce zabrzmieć bardziej zdecydowanie, to przez ich staccato zaczyna przypominać nieco popisy <strong>Toma Morello</strong> za czasów <strong>Rage Against The Machine</strong>.</p>
<p>5 utworów, które złożyły się na album, nosi imiona, nie tytuły. Płyta zaczyna się od energicznego slapu rozpoczynającego kawałek <em><strong>Hans.</strong></em> Na dzień dobry dowiadujemy się z niego o <strong>Oink,</strong> że stoi za nimi przede wszystkim groove wzbogacony o fajnie brzmiące, swobodnie wykonane partie wokalne, a musicie wiedzieć, że nic mnie tak nie wkurwia jak wokalista, który jest totalnie spięty i próbuje na siłę robić coś, czego nie czuje. Wokalista <strong>Oink</strong> nie ma tego problemu, więc tych jego momentami pattonowskich zaśpiewów słucha mi się po prostu dobrze. Dzięki nim zresztą taki <em><strong>Dorian</strong></em> zbliża się momentami do okolic zarezerwowanych dla <strong>Queens of the Stone Age</strong>, bo trzeba tymże wokalom oddać, że są pomysłowe i zaaranżowane tak, żeby działo się w nich dużo ciekawego. Najbardziej agresywny wydaje się <em><strong>Dominique,</strong></em> po raz kolejny napędzany groovem, ale mieszający psychodeliczny vibe w zwrotce z energetyczniejszym i mocniejszym brzmieniowo refrenem. Właśnie w tym numerze <strong>Oink</strong> charakterem aranżacji przypominają mi nieco&#8230; <strong>Korn</strong> z początku swojej kariery, kiedy to <strong>Davis</strong> dodawał muzyce kwintetu psychodelii poprzez wykrzykiwanie jakichś dziecięcych wyliczanek (chyba pamiętacie <em><strong>Shoots and Ladders</strong></em>?).</p>
<p>Na tych trzech kawałkach moja percepcja się jednak kończy. Dwa ostatnie numery na płycie są zdecydowanie najdłuższe – <em><strong>Clyde</strong></em> trwa ponad 10 minut, <em><strong>Beth</strong></em> prawie 8. Być może to ze względu na swoje rozmiary zlewają mi się w jedną całość z resztą albumu. Kojarzę jedynie tyle, że <em><strong>Clyde</strong></em> zaczyna się znów funkowo, po pauzie zyskuje na agresji. <em><strong>Beth</strong></em> startuje powoli i ciężko, rozkręca się na chwilę w środku, potem znów cichnie i znów się rozkręca. Niby dzieje się w tych kawałkach całkiem sporo, ale przez to, że bazowy pomysł na granie we wszystkich pięciu kawałkach wydaje się być taki sam, nie byłem w stanie zapamiętać ani jednego fragmentu melodii, ani jednego riffu, ani jednego stanu emocjonalnego, który towarzyszyłby lekturze którejś z piosenek. Za to koniec końców będę zmuszony obniżyć końcową ocenę, choć nie ukrywam jednocześnie, że debiut <strong>Oink</strong> może być jednym z ciekawszych wydarzeń tej bardziej przyswajalnej części polskiej alternatywy. Sporo tu bowiem porywającego grania, przemyślanego i fajnie wykonanego, przy tym ciekawego brzmieniowo i z jakiegoś powodu kojarzącego mi się mile z latami 90-tymi. Z jednej strony <strong>Faith No More</strong>, z drugiej <strong>Kobong&#8230;</strong> Co może się nie udać? Póki co debiut oceniam zatem na czwórkę, ale obiecuję uważnie śledzić losy grupy.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/rwRL1j8zVHc" width="100%" height="315" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/oink-oink-2017/">OINK &#8211; &#8222;Oink&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/oink-oink-2017/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
