<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Panichida - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/panichida/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/panichida/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Thu, 27 Aug 2026 07:45:05 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Panichida - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/panichida/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>KRZYSZTOF DRABIKOWSKI (БАТЮШКА) &#8211; &#8222;Panihida&#8221; (2019)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/krzysztof-drabikowski-%d0%b1%d0%b0%d1%82%d1%8e%d1%88%d0%ba%d0%b0-panihida-2019/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/krzysztof-drabikowski-%d0%b1%d0%b0%d1%82%d1%8e%d1%88%d0%ba%d0%b0-panihida-2019/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Maciek Masta]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 11 Jun 2019 13:41:19 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2019]]></category>
		<category><![CDATA[Batushka]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[krzysztof drabikowski]]></category>
		<category><![CDATA[Panichida]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=166596</guid>

					<description><![CDATA[<p>W ogniu aktualnego sporu o prawa do nazwy Batushka oraz nawiązaniu do wcześniej recenzji płyty Hospodi tym razem pochylamy się nad płytą&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/krzysztof-drabikowski-%d0%b1%d0%b0%d1%82%d1%8e%d1%88%d0%ba%d0%b0-panihida-2019/">KRZYSZTOF DRABIKOWSKI (БАТЮШКА) &#8211; &#8222;Panihida&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>W ogniu aktualnego sporu o prawa do nazwy <strong>Batushka</strong> oraz nawiązaniu do wcześniej recenzji płyty <strong><em>Hospodi</em></strong> tym razem pochylamy się nad płytą <strong><em>Panichida</em>&nbsp;Krzysztofa Drabikowskiego</strong>.</p>
<p>Dla równowagi <strong><em>Panichidzie</em></strong> ponownie przyjrzał się red. <strong>Maciek</strong> a dodatkowo red. <strong>Vladymir</strong>.</p>
<hr>
<p>Urodzaj na <strong>Batushki</strong> mamy ostatnio niebywały. Myślę nawet, że można by to zjawisko nazwać przysłowiową klęską urodzaju. Bo jak inaczej nazwać to, co wyprawiają <strong>Bartłomiej Krysiuk</strong> i <strong>Krzysztof Drabikowski</strong>? Jak można wydać dwie różne płyty pod tym samym szyldem, podtrzymując ten sam koncept? Ciężko to tak po prostu ogarnąć i nie mieć dość rodzimych wojenek.</p>
<p>Nie dalej jak dwa tygodnie temu miałem możliwość odsłuchania najnowszego dzieła tak zwanej obecnie <strong>Ba-R-tushki</strong> i nie będę ukrywał, że album ten wpadł mi w ucho znamienicie i dosadnie. A więc żeby nie pozostać posądzonym o stronniczość (i to stojąc po tej „złej” stronie mocy, jak to się już w internetach utarło), postanowiłem wziąć na warsztat <strong>Batuszkę</strong> tak zwaną <strong>Drabikowską, </strong>pod tytułem<strong> Panichida</strong>. Tak dla równowagi.</p>
<p>Niestety w tym przypadku nie mam do czynienia z wypasionym limitowanym srebrnym krążkiem czy też winylem w stu kolorach. Mnie udało się ledwie załapać na streaming nowej płyty <strong>Drabikowskiego</strong>, czyli tak naprawdę na lichą namiastkę tego, czym powinna być nowa, powiedzmy, niepodzielona tak drastycznie <strong>Batushka</strong>.</p>
<p>No, ale dobrze, załóżmy, że porównujemy produkt bogatego Kowalskiego, który mógł sobie pozwolić na wodotryski i fanfary, a jego płyty będą zalegały na półkach sieciowych marketów, z wytworem Kowalskiego z klasy średniej, który całość nagrał gdzieś u siebie w piwnicy, a płyty sprzedawał będzie na podmiejskich jarmarkach i targowiskach. Niby nokaut w pierwszej sekundzie, ale zaglądając głębiej, w końcu liczy się dusza…</p>
<p>Tym razem mamy do czynienia z ośmioma utworami, trwającymi mniej więcej trzy kwadranse. A wszystko zaczyna się doprawdy pięknie. Utwór numer jeden to klasyka. Genialna idea, aranżacja i wykonanie. Przepastna konstrukcja utworu oparta na głębokim wokalu i ciężkiej pracy partii gitarowych i perkusyjnych na myśl przywodzi wprost <strong><em>Liturgiyę</em></strong>. I super. Podobnie jest w utworze numer dwa. Głęboki, czysty zaśpiew miesza się z growlem, a całość omaszczona jest pasującą do wszystkiego linią gitar i perkusji, zwłaszcza w ostatniej części utworu. Niestety im dalej w las, tym drzew jakby mniej. Utwór czwarty zaczyna się może i klimatycznie, ale nie słychać już tej potęgi prawosławnej liturgii. Może i powodem jest mizerna jakość nagrania i złe miksy (chórów, które w poprzednich utworach robiły klimat &#8211; tu można się jedynie domyślać). Do tego linie gitar i perkusji wydają się mniej składne. Nie mówiąc już o tym, że część instrumentarium (perkusja właśnie) nagrane zostały na prędce bez użycia fizycznego zestawu. Piąta odsłona <strong><em>Panichidy</em></strong> znów jest nieco spokojniejsza (przynajmniej początkowo), a ten niski śpiew wokalisty znów bardziej przywodzi na myśl fragmenty mszy niż black metalowego rytuału. W dalszej części utwór przyspiesza, ale jednak przelatuje trochę między uszami. Szóstka to ostra rżniętka, tyle tylko, że duch <strong>Batushki</strong> gubi się w nim nieco i nawet głos prawosławnego Popa nie potrafi przywrócić klimatu, który pierwotnie tak bardzo mnie w tym projekcie zauroczył. Ostatecznie pointa tego utworu znów daje pokaz umiejętności <strong>Drabikowskiego</strong>. Kawałek przedostatni nie przynosi nic nowego, poza przetransportowaniem nas w czasie do utworu zamykającego solowy projekt <strong>Derpha</strong>. Kawałek numer osiem w pierwszej części jest nieco chaotyczny, w drugiej znów powraca genialna idea, z którą dawno temu <strong>Drabikowski</strong> przyszedł do <strong>Krysiuka</strong>. Ech, żeby tak cała płyta brzmiała.</p>
<p>W przeciwieństwie do dopieszczonego produktu <strong>Barta</strong>, który przekonał mnie do siebie w sposób oczywisty, płyta <strong>Derpha</strong> jest co najmniej dwubiegunowa. Z jednej strony bardzo dobra pozycja i może obleczona w piękne miksy, bogate wydawnictwo i piękne okładki byłaby lepsza od tego, które pokazała <strong>Ba(r)tushka</strong>. Z drugiej jednak strony są fragmenty nijakie i tak jakby zapychające luki i wypełniające te trzy kwadranse obcowania z <strong>Panichidą</strong>. No i ten pospiech! Instrumenty nagrane byle jak, byle szybko a część z nich to wyłącznie wytwór komputerowego procesora. A to przy takim osławionym projekcie jest grzechem raczej niewybaczalnym. Nie mówiąc już o tym, że grzechem pierworodnym było wpuszczenie do sieci dzieła nieskończonego. Tego nie robi żaden prawdziwy artysta!</p>
<p style="text-align: right;">Ocena: <strong>7/10</strong></p>
<p>Okiem red. <strong>Vladymira</strong></p>
<p><em>Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie</em>. Niech ten cytat z <em>Samych swoich</em> będzie jedynym komentarzem w sprawie schizmy wschodniej pewnego białostockiego projektu muzycznego. O ile niektórzy nie rozumieją fenomenu debiutanckiego krążka <strong>Batushki</strong>, o tyle mój umysł nie jest w stanie ogarnąć fascynacji niekończącą się telenowelą w postaci sądowej batalii byłych kolegów z zespołu. Na koniec dnia to muzyka jest najważniejsza, a ta wygląda o wiele ciekawiej niż wzajemne oskarżenia i wyciąganie brudów. Przed Państwem nowe rozdanie kart – <strong>Батюшка</strong>.</p>
<p>Podczas gdy <strong>Bartłomiej Krysiuk</strong> prowadzi swoją szeroko zakrojoną kampanię medialną wokół premiery <strong><em>Hospodi</em></strong>, po cichu i bez fajerwerków w sieci ukazuje się <strong><em>Панихида</em></strong> (<strong><em>Panichida</em></strong>), czyli dzieło sygnowane przez <strong>Krzysztofa Drabikowskiego</strong>. Już sama okładka symbolizuje zamęt, który rozwija się wokół nazwy <strong>Batushka</strong> – płacząca krwią Matka Boska Hodegetria to również nawiązanie do grafiki, umieszczonej na albumie <strong><em>Litourgiya</em></strong>. Łączników z przeszłością znajdziemy jeszcze całkiem sporo wśród warstwy muzycznej <strong><em>Panichidy</em></strong>, podzielonego na osiem <strong><em>Pieśni</em></strong>. Tyleż kompozycji zmieściło się na płycie z 2015 roku.</p>
<p>Jeśli wierzyć słowom <strong>Krzysztofa</strong>, to utwory, składające się na jego dzieło, zostały ponumerowane według kolejności powstania – od najstarszego do najnowszego. Być może dlatego, szczególnie w trzech pierwszych <strong><em>Pieśniach</em></strong>, słyszymy echa <strong><em>Litourgiyi</em></strong>. Motywy, które zostają poniekąd powielone powodują, że <strong><em>Panichida</em></strong> swym znajomym brzmieniem staje się naturalną kontynuacją drogi, wytyczonej przed czterema laty na debiutanckim krążku zainspirowanego prawosławiem projektu muzycznego, któremu nie można odmówić owacji za podbicie serc wielu fanów na całym świecie. Każdy, kto spodziewał się choć częściowej powtórki z rozrywki, powinien być usatysfakcjonowany stylistką, w jakiej utrzymane są <strong><em>Pieśni</em></strong> <strong>Drabikowskiego</strong>. Z kolei fani, pamiętający koncertowe wersje <strong><em>Litourgiyi</em></strong>, z pewnością skojarzą gitarowy pasaż w drugim utworze – od tego delikatnego motywu rozpoczynały się bowiem sztuki <strong>Batushki</strong> na scenie. Swoją drogą, <strong><em>Песнь 2</em></strong> to najdłuższy i najlepszy fragment <strong><em>Panichidy</em></strong>. Bardzo udane wokale współgrają tu z ideą, która stoi za tym numerem. Mocne wejście, połączenie ostrego głosu z cerkiewnymi chórkami, dalej wyciszenie i retardacja, a w końcowej części znów atak potężnego grania. Kompozycja stanowi swoisty tranzyt pomiędzy <em>starą</em> <strong>Batushką</strong> a nowym obrządkiem, który zaczyna dominować w kolejnych kawałkach. Jeszcze <em>trójka</em> niesie za sobą znamiona stylu, który kojarzony może być z debiutanckim plackiem, ale druga część <strong><em>Panichidy</em></strong> to już zwrot w stronę poszukiwania czegoś nowego i odmiennego od dotychczasowych osiągnięć.</p>
<p>Co stanowi zatem wyróżnik tego albumu? Na czym polega jego fenomen i czy w ogóle można o <strong><em>Panichidzie</em></strong> wyrażać się w ten sposób? <strong>Krzysztof Drabikowski</strong> postawił na dorzucenie do ciężaru riffów i rytmiki lekkości bardziej melodyjnych wątków, które przeplatają się z klasycznym doom metalem, tworząc coś, czego nie doświadczyliśmy na <strong><em>Litourgiyi</em></strong>. Przyznam, że obawy dotyczące braku wokali <strong>Barta</strong> okazały się zupełnie bezpodstawne, gdyż zmiana gardłowego wniosła nową jakość do kompozycji <strong>Drabikowskiego</strong>. Progres, jaki dokonał się na tym albumie jest jednocześnie utrzymany pod kontrolą, nie ma tu szokujących i nagłych zmian, które ukazywałyby zupełnie inne oblicze twórczości gitarzysty. Mamy za to stabilne utrzymanie kursu, a przejście pomiędzy starym i nowym nie jest zwrotem o sto osiemdziesiąt stopni, lecz subtelnym pożegnaniem się ze światem przedstawionym pierwszej płyty <strong>Batushki</strong>. Warto pamiętać, że <em>panichida</em> w obrządku Kościoła ortodoksyjnego to nabożeństwo żałobne, odpowiednik łacińskiego <em>requiem</em>. Właśnie jako pogrzebanie dawnych wartości i tradycji traktowałbym album <strong>Krzysztofa Drabikowskiego</strong>.</p>
<p>O ile w przypadku <strong><em>Litourgiyi</em></strong> zawsze porywały mnie pierwsze trzy <strong><em>Yekteniye</em></strong>, tak wszystkie osiem <strong><em>Pieśni</em></strong> powodują, że wracam do tego krążka prawie codziennie. Choć pierwszy odsłuch nie wywarł na mnie większego wrażenia, to z czasem zacząłem dostrzegać coraz to ciekawsze wątki, poukrywane wśród stylizowanych na nieco <em>zardzewiałe</em> utworów. Mam na myśli produkcję albumu, która może niektórych zniechęcić przy pierwszym podejściu. Jest jednak w tym brzmieniu coś, co przyciąga na dłużej, jego wielowarstwowość i złożoność pozwala na odkrywanie muzyki <strong>Krzysztofa</strong> na nowo, a przejścia pomiędzy poszczególnymi numerami udowadniają, że <strong><em>Panichida</em></strong> jest kreacją, której trzeba słuchać <em>od deski do deski</em>. Można mieć jedynie żal o miks czterech ostatnich <strong><em>Pieśni</em></strong>, gdyż nagromadzenie wątków perkusyjnych wprowadza momentami trochę chaosu, czego można było uniknąć, gdyby nie fakt, że ogłoszona przez <strong>Krysiuka</strong> premiera jego płyty na 12 lipca pewnie wpłynęła na przyspieszenie prac w <strong>Sphieratz Studio</strong>.</p>
<p><strong><em>Panichida</em></strong> zaskakuje. Wciąga. I nie puszcza tak łatwo. <strong>Drabikowski</strong> udowodnił, że jego umiejętności kompozytorskie wciąż stoją na wysokim poziomie. Z odpowiednio dobraną drużyną z pewnością będzie w stanie zawojować sceny dużych festiwali i klubów. Materiał, który udało mu się zarejestrować na tym krążku nie jest dziełem wybitnym, ale jest produktem ważnym, wynikającym z doświadczenia i wyczucia gustu, co przekłada się na świetną dynamikę i wielowątkowość. <strong><em>Panichida</em></strong> to stąpanie po znanym terytorium, którego krajobraz w miarę upływu czasu zaczyna przeobrażać się w coś niesamowitego. Ciężar poprzedniej płyty zostaje w końcu porzucony, dosłownie i w przenośni, a zwrot ku melodyce i odstawienie na boczny tor ortodoksyjnych zaśpiewów tylko rozpala zmysły. <strong><em>Panichida</em></strong> świetna jest i basta.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/krzysztof-drabikowski-%d0%b1%d0%b0%d1%82%d1%8e%d1%88%d0%ba%d0%b0-panihida-2019/">KRZYSZTOF DRABIKOWSKI (БАТЮШКА) &#8211; &#8222;Panihida&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/krzysztof-drabikowski-%d0%b1%d0%b0%d1%82%d1%8e%d1%88%d0%ba%d0%b0-panihida-2019/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
