<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Paweł Lach - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/pawel-lach/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/pawel-lach/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Tue, 20 Oct 2020 10:41:09 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Paweł Lach - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/pawel-lach/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Podsumowanie 2017 roku wg redakcji</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2017-roku-wg-redakcji/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 01 Jan 2018 16:14:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[2017]]></category>
		<category><![CDATA[best albums]]></category>
		<category><![CDATA[Damian Wiśniewski]]></category>
		<category><![CDATA[In Twilight's Embrace]]></category>
		<category><![CDATA[Jakub Milszewski]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej "Masta" Żuchowicz]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Jędrejko]]></category>
		<category><![CDATA[Magda Dalmata]]></category>
		<category><![CDATA[Marta "Kometa" Stock]]></category>
		<category><![CDATA[Mastodon]]></category>
		<category><![CDATA[Mikołaj Kobielski]]></category>
		<category><![CDATA[myrkur]]></category>
		<category><![CDATA[Paweł Lach]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Czwarkiel]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie roku]]></category>
		<category><![CDATA[redakcja KVLT]]></category>
		<category><![CDATA[Rosk]]></category>
		<category><![CDATA[Satyricon]]></category>
		<category><![CDATA[Septicflesh]]></category>
		<category><![CDATA[thaw]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Antosik]]></category>
		<category><![CDATA[Ula Dziedzic]]></category>
		<category><![CDATA[Ulver]]></category>
		<category><![CDATA[Varmia]]></category>
		<category><![CDATA[Wadim Filiks]]></category>
		<category><![CDATA[Łukasz "Młody" Młodawski]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=123380</guid>

					<description><![CDATA[<p>Rok 2017 przyniósł wiele muzycznych niespodzianek, powrotów do korzeni i zupełnych odwrotów z obranych ścieżek. Ekipa Kvlt jak zwykle sprawdziła najróżniejsze propozycje&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2017-roku-wg-redakcji/">Podsumowanie 2017 roku wg redakcji</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Rok 2017 przyniósł wiele muzycznych niespodzianek, powrotów do korzeni i zupełnych odwrotów z obranych ścieżek. Ekipa <strong>Kvlt</strong> jak zwykle sprawdziła najróżniejsze propozycje muzyczne, przy niektórych zatrzymaliśmy się na dłużej, przy innych zmienialiśmy zdanie na przestrzeni miesięcy, a jeszcze inne zaskakiwały nas niekoniecznie pozytywnie. W tym roku z pewnością rządzi polska scena muzyczna, najczęściej typowaliśmy <b>In Twilight&#8217;s Embrace, ROSK </b>i<b> THAW,&nbsp;</b>zaś z pozycji zagranicznych pojawili się m.in. <strong>Mastodon</strong>,&nbsp;<b>Septicflesh, Ulver&nbsp;</b>czy kontrowersyjna <b>Myrkur.</b>&nbsp;Jak często mamy różne zdania w różnych kwestiach, tak zgadzamy się jednogłośnie, że miłość do muzyki jest zawsze odwzajemniona. Tymczasem nie przebieramy w środkach i niniejszym prezentujemy subiektywne <strong>Podsumowanie roku 2017 według Redakcji</strong>! Zapraszamy!</p>
<hr>
<p align="center"><strong>Piotr Czwarkiel</strong> (redaktor naczelny)</p>
<ol>
<li><b>Masachist</b>&nbsp;„<em>The Sect (Death REALigion)</em>”. O taki death metal walczyłem! Ciężkie riffy, poprzecinane pięknymi solówkami z brutalnym wokalem <strong>Wojtka Wąsowicza</strong>.</li>
<li><b>Balfor</b>&nbsp;„<em>Black Serpent Rising”</em>. Przez swoją melodykę płyta jest niezwykle dobrze przyswajalna. Momentami czuć ducha&nbsp;<b>Keep of Kalessin</b>.</li>
<li><b>Dopelord</b>&nbsp;„<i>Children of the Haze</i>”. Nie wiem czy muzycy zażywali narkotyki, tworząc tą płytę, ale bezsprzecznie ten album to istny narkotyk. Ciężar gitar i wolne tempa rozjeżdżają jak najcięższy walec drogowy.</li>
<li><b>Northern Plague</b>&nbsp;&#8222;<i>Scorn the Idle</i>&#8222;. Zabójcze tempa, zabójcze solówki, brak kompozycyjnej nudy.</li>
<li><b>Cold Cell</b>&nbsp;&#8222;<i>Those</i>&#8222;. Pamiętam, kiedy słuchałem tej płyty pierwszy raz. Odjęło mi mowę, całkowicie. Black metal pełen klimatu, mrocznej atmosfery i depresji.</li>
<li class="m_1293693196689629541gmail-MsoListParagraphCxSpMiddle"><b>Septicflesh</b>&nbsp;„<i>Codex Omega</i>”. Po niezbyt udanej płycie&nbsp;<b><i>Titan</i></b>, Grecy wracają w wielkim stylu. Na tej płycie połączenie symfonii z szybkim i brutalnym death metalem to coś niesamowicie pięknego.</li>
<li><b>Myrkur</b>&nbsp;&#8222;<i>Mareidt</i>&#8222;. Wymieszać folkową muzykę z agresywnym blackiem, do tego zaśpiewać raz czystym i delikatnym głosem, a innym razem niemiłosiernie zdzierać struny głosowe, growlując? Kapitalna sprawa.</li>
<li><b>Devilish Impressions</b>&nbsp;„<i>The I</i>” Na tej płycie Przemek wzniósł się na kompozytorskie wyżyny. Kto słuchał, ten wie, zresztą gros recenzji tej płyty nie może się mylić.</li>
<li><b>Vulture Industries</b>&nbsp;„<em>Stranger Times</em>”. Awangardę się kocha albo nienawidzi. Fenomenalny koncert na litewskim&nbsp;<b>Kilkim Zaibu</b>&nbsp;utwierdził mnie w przekonaniu, że ten zespół to czołówka. Sami&nbsp;<a href="https://www.youtube.com/watch?v=VLxW8O8Ob0o&amp;list=PLArAJlC1y55_YWWxQvcq5xIVR6U4Hc7MO" target="_blank" rel="noopener noreferrer" data-saferedirecturl="https://www.google.com/url?hl=pl&amp;q=https://www.youtube.com/watch?v%3DVLxW8O8Ob0o%26list%3DPLArAJlC1y55_YWWxQvcq5xIVR6U4Hc7MO&amp;source=gmail&amp;ust=1513927297313000&amp;usg=AFQjCNHpDGUfRCKpxdY-2c0qP44AemYufQ">posłuchajcie</a>.</li>
<li><b>Auðn</b>&nbsp;„<i>Farvegir Fyrndar</i>”. Islandia to jakieś magiczne miejsce do tworzenia tego typu muzyki. Zespół oddaje piękno i surowość kraju w swojej muzyce, a niedawny koncert we Wrocławiu pokazał wartość tej płyty, prezentując ją w całości na żywo.</li>
</ol>
<p>Tuż za TOP10 czają się: nowa płyta <strong>Satyricon</strong> oraz nowy album&nbsp;<strong>In Twilight&#8217;s Embrace</strong> &#8222;<em>Vanitas</em>&#8222;. Nieco zawiodłem się na nowych dokonaniach <strong>Anathema</strong>, <strong>Blaze of Perdition</strong>, <strong>Thaw</strong>, <strong>Decapitated</strong> oraz <strong>Mord&#8217;a&#8217;Stigmata</strong>. Tak więc w związku z tym z wielką chęcią powrócę do poprzednich wydawnictw wcześniej wymienionych zespołów.</p>
<p>A że nie samym metalem człowiek żyje, to z tego miejsca wyróżnić chciałbym&nbsp;<b>Emil Amos</b>&nbsp;„<i>Filmmusik</i>”</p>
<p>Zawsze powtarzałem i powtarzać będę, że uwielbiam underground i bardzo mocno kieruję wzrok i słuch w stronę młodych muzycznych tworów. Ten rok pod tym względem wydaje się bardzo mocny. Tak więc, poniżej dzielę się najciekawszymi polskimi debiutami w 2017 roku.</p>
<ol>
<li><b>Sanctus Hexe</b>&nbsp;&#8222;<i>The Abyss of Ancient Forest</i>&#8222;. Zespół nie gra odkrywczej muzyki, a na samym wstępie przyznaje się do czerpania od najlepszych w gatunku, czyli&nbsp;<b>Burzum</b>,&nbsp;<b>Emperor</b>&nbsp;i&nbsp;<b>Bathory</b>. Płytę tę charakteryzuje klasyczny, skandynawski sznyt, otoczony złowrogim wokalem. Mawia się, że geniusz tkwi w prostocie, i tak jest właśnie tutaj.</li>
<li><b>Varmia</b>&nbsp;„<i>Z Mar Twych</i>”. Ile razy ja tej płyty słuchałem, to trudno zliczyć, ale to był zdecydowanie najczęściej przeze mnie słuchany album. Bezbłędne połączenie dzikiego i niepozbawionego melodyki black metalu z folkowymi elementami. No i wokal <strong>Lasoty,</strong> gość ma talent niemiłosierny. Zespół z bardzo dużym potencjałem.&nbsp;</li>
<li><b>Kalt Vindur</b>&nbsp;„<i>Delusions</i>”.Ukryć się nie da, że podkarpacka kapela lubi&nbsp;<b>Enslaved</b>. Ale przyznać muszę, że bardzo ładnie wymieszali norweskie inspiracje z własnymi pomysłami i dorzucili do tego klawisze <strong>Jurka Głoda</strong> z&nbsp;<b>Lux Occulta</b>.&nbsp;</li>
<li><b>Krzta</b>&nbsp;„<i>Krzta</i>”. Szczerzę przyznam się, że nieczęsto się raczę się takimi dźwiękami, ale jak już któryś zespół przykuje moją uwagę, to musi być „coś”. W recenzji kolega napisał „<strong>Krzta</strong>&nbsp;to szaleństwo” i ma niezaprzeczalną rację. Szaleństwem również byłoby pójście na ich koncert, a że lubię czasami robić szalone rzeczy to…..&nbsp;</li>
<li><b>Wormwood</b>&nbsp;„<i>Ghostlands: Wounds from a Bleeding Earth</i>”. Jedyny zagraniczny przedstawiciel w debiutach. Lubię melodyjki, a jak wszyscy wiedzą, Szwedzi potrafią takowe grać.</li>
</ol>
<p>Nie wiem, ale Warmia i Mazury, to jakaś kopalnia świetnej muzyki, były&nbsp;<b>Sanctus Hexe</b>&nbsp;i&nbsp;<b>Varmia</b>&nbsp;a teraz&nbsp;<b>Krzta</b>.</p>
<p>Jakich wydawnictw wyczekuję w 2018 roku? Przede wszystkim nowej płyty&nbsp;<b>Behemoth</b>&#8217;a,&nbsp;<b>Mgły</b>,&nbsp;<b>Dimmu Borgir</b>,<b>&nbsp;Morowe</b>,&nbsp;<b>ARRM&nbsp;</b>i&nbsp;<b>Asgaard</b>.</p>
<p>Nadzieje na 2018 rok? <strong>Mniej zgonów w muzycznym świecie.</strong></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/5dL7GBgxin4" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Tomasz Antosik</strong></p>
<p>Muzycznie to był dobry rok. Nie odnotowałem za wiele spektakularnych płyt, rozczarowań też było w normie. Tradycyjnie sporo dobrego dzieje się poza główną sceną. Zatem zachęcam do poświęcenia czasu i poszukania dla siebie nowych wyzwań.<br />
Poniższe pozycje bez wskazywania na najlepsze, ot 10 typów. Pewnie za dwa dni wymieniłbym 50%. Niemniej jednak na pewno wpłynął tu czynnik sentymentu, zwłaszcza na zachodnie typy.</p>
<ol>
<li><strong>Morbid Angel&nbsp; </strong>&#8222;<em>Kingdoms Disdained</em>&#8222;<strong>.</strong> Bogowie wrócili. Dla mnie płyta do wielokrotnego odsłuchu. Jestem na kolanach. Niesmak po literce I całkowicie zatarty.</li>
<li><strong>Obituary </strong>&#8222;<em>Obituary</em>&#8222;. Amerykanie ostro zwyżkują, album w swojej lidze perfekcyjny. Stawiam obok<em> The End Complete</em>.</li>
<li><strong>Emyn Muil </strong>&#8222;<em><strong>Elenion Ancalima</strong></em><strong>&#8222;</strong>. Klon <em>Summoning</em> w natarciu. Jest majestatycznie, jest klimatycznie. A że czuć smród kopiowania? Mordor też nie pachnie..</li>
<li><strong>Pillorian</strong> &#8222;<em>Obsidian Arc</em>&#8222;. Umarł król, niech żyje król&#8230; <strong>Agalloch</strong> oddał swój klimat, tu jeszcze wzbogacony o ekstremalną muzę</li>
<li><strong>Moonspell </strong>&#8222;<em>1755</em>&#8222;. Bardzo duże zaskoczenie, wciąga w swój mistyczny klimat. Nie spodziewałem się, że jeszcze będę chciał coś posłuchać po wybitnie dennej poprzedniej płycie. Najwyraźniej dobre koncerty tylko ich wzmocniły.</li>
<li><strong>In Twilight&#8217;s Embrace</strong> &#8222;<em>Vanitas</em>&#8222;. Perfekcyjny album, jak go Poznaniacy przebiją w przyszłości &#8211; będą bogami. Dla mnie już są w ścisłej czołówce polskich kapel.</li>
<li><strong>Azarath </strong>&#8222;<em>In Extremis</em>&#8222;. Nie zawiedli, nie rozj&#8230;.li jak na ostatnim albumie, ale nadal to kapela o wielkim potencjale, na żywo miażdży. Nie mogło ich tu zabraknąć.</li>
<li><strong>Incarnal </strong>&#8222;<em>Mortuary Cult</em>&#8222;. udana kontynuacja dobrze obranej drogi. Trzymam za nich kciuki.</li>
<li><strong>Bottom </strong>&#8222;<em>Psychofilia</em>&#8222;. Dla mnie totalne odkrycie ostatnich lat. Perfekcyjna doza wszystkiego, co w metalu najlepsze. Plus polskie teksty. Aha, nie brzmienia jak <strong>Frontside</strong> 😉 Uwielbiam tę kapelę!!!</li>
<li><strong>Masachist </strong>&#8222;<em>The Sect (deathREALigion)</em>&#8222;. Jest perfekcyjnie, jest cholernie ciekawie. Szlag mnie trafia, że jakoś nie mają szczęścia do lepszego odzewu. Płyta konieczna, by dobrze zakończyć ten rok.</li>
</ol>
<p>Amen.</p>
<p>Jeszcze bym dodał, że <strong>Redemptor</strong> zmiata sporo na Zachodzie, <strong>Indignity</strong> też daje dobrze oklep po ryju, ale pewnie je znacie, bo jak można pominąć takie tytuły???</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/SnmQU45fkiA" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Magda Dalmata</strong></p>
<p>Rok 2017 pod względem muzycznym wydaje się nieco słabszy od poprzedniego, a przynajmniej takie jest moje ogólne wrażenie. Na przestrzeni roku pretendentów do tytułu Top2017 było znacznie więcej, jednak nie przeszli próby czasu. Blisko połowę&nbsp; podsumowania&nbsp; zgarniają polskie zespoły. Nie zawiedli też ci, których płyty, zanim wyszły na światło dzienne, uznawałam za pewniaki. Kolejność wydawnictw przypadkowa.</p>
<ol>
<li><strong>Blaze of Perdition </strong>&#8222;<em>Conscious Darkness</em>&#8222;. O ile na oswojenie NDR potrzebowałam więcej czasu, tak tegoroczne wydawnictwo lubelskiej kapeli od początku trafiło w punkt. Ewolucja w bardziej refleksyjne numery wyszła im na dobre,&nbsp; przy czym zachowali charakterystyczny styl.&nbsp;</li>
<li><strong>In Twilight&#8217;s Embrace </strong>&#8222;<em>Vanitas</em>&#8222;. Nie bez wpływu na ocenę okazał się&nbsp;<strong>SDL</strong>-owy koncert <strong>ITE</strong>, który zrobił na mnie niemałe wrażenie. Oczywiście płyta mocarnie dobra.</li>
<li><strong>Wędrowcy Tułacze Zbiegi </strong>&#8222;<em>Korpus Czechosłowacki</em>&#8222;. Radośniej, swobodniej w tym roku przygrywa <strong>WTZ</strong> (mam tu na myśli wyłącznie muzykę). Czego się nie dotkną, zamieniają w złoto.</li>
<li><strong>Schammasch &#8222;</strong><em>Maldoror Chants: Hermaphrodite</em>&#8222;. Jeden z albumów, do których najchętniej wracam. Nie poprzestają na odtwarzaniu dawnych sukcesów, a wyraziste kompozycje sprawiają, że &#8222;<em>Hermaphrodite</em>&#8221; nie powszednieje.</li>
<li><strong>Clandestine Blaze </strong>&#8222;<em>City of Slaughter</em>&#8222;. Dobra płyta to taka, która się nie nudzi. Zespół <strong>Clandestine Blaze</strong> nie zawiódł, i tym sposobem towarzyszył mi w roku 2017, pobrzmiewając w myślach. Brutalnie, szczerze i surowo.</li>
<li><strong>Audn </strong>&#8222;<em>Farvegir Fyrndar</em>&#8222;.&nbsp; Solidny, melodyjny black.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/co5ut84sxiQ" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Wadim Filiks</strong></p>
<p>Wybranie najlepszej dziesiątki albumów za rok 2017 było pewną trudnością, ale po wielu dniach głębokiego zastanowienia w końcu się udało. Te dwanaście miesięcy nie przyniosło dziesiątek genialnych krążków, ale za to w Polsce odbyło się wiele wspaniałych koncertów. Powrót&nbsp;<b>Metalmanii</b>, warszawski koncert&nbsp;<b>Anthrax</b>, trasa&nbsp;<b>Mgły</b>, później trasa&nbsp;<b>Furii</b>, do tego kameralne występy&nbsp;<b>ARRM</b>,&nbsp;<b>4dots</b>,&nbsp;<b>ROSK</b>&nbsp;– te i parę innych występów na długo pozostanie w mej pamięci. Podobnie jak tych dziesięć płyt, do których pewnie jeszcze niejednokrotnie wrócę w roku następnym, w którym powinniśmy doczekać się kolejnych potężnych ciosów od najbardziej znanych muzycznych marek.</p>
<ol>
<li><b>Medico Peste </b>&#8222;<i>Herzogian Darkness&#8221;.&nbsp;</i>Choć to tylko EPka, składająca się z czterech utworów, to kompletnie mnie zachwyciła i nadal nie mogę przestać jej słuchać. Do czegokolwiek swoje produkcyjne łapska przyłoży&nbsp;<b>M.</b>&nbsp;z&nbsp;<b>Mgły</b>&nbsp;– od razu zamienia to w muzyczne złoto. Tytułowy numer kompletnie pozamiatał, gościnny udział&nbsp;<b>Mark of the Devil</b>&nbsp;na wokalu to najlepszy black metalowy motyw 2017 roku.&nbsp;</li>
<li><b>Thaw </b>&#8222;<i>Grains&#8221;.&nbsp;</i>Bardzo chciałem, by na tej liście swoje miejsce zaznaczył&nbsp;<b>Stawrogin</b>, ale z obozu&nbsp;<b>Odrazy</b>&nbsp;cisza, a projekt&nbsp;<b>Biesy</b>&nbsp;nie ujął mnie&nbsp;<b><i>Nocą lekkich obyczajów</i></b>. Z pomocą przychodzi&nbsp;<b>Thaw</b>, gdzie pan&nbsp;<b>Maryjka</b>&nbsp;również gościnnie udziela się za mikrofonem. Świetny album, bez pośpiechu, ze stopniowo budowanym napięciem – brawo&nbsp;<b>Artur Rumiński</b>&nbsp;i spółka!</li>
<li><b><span lang="EN-US">Aosoth </span></b><span lang="EN-US">&#8222;</span><span lang="EN-US"><i>V: The Inside Scriptures&#8221;.&nbsp;</i></span><span lang="EN-US">Mówisz Francja, myślisz&nbsp;<b>Deathspell Omega</b>?&nbsp;</span>Cóż, Francuzi z <b><span lang="EN-US">Aosoth</span></b>równie dobrze znają się na black metalu. Ich&nbsp;<b><i>Piątka</i></b>&nbsp;to totalna masakra, trzy kwadranse ciężkiej artylerii, która miażdży i nie bierze jeńców. Jeśli ma nadejść apokalipsa, to chciałbym w tle słyszeć <b><span lang="EN-US">Aosoth</span></b>.</li>
<li><b>Bnnt </b>&#8222;<i>Mutliverse&#8221;.&nbsp;</i>Wspaniała rodzima wytwórnia&nbsp;<b>Instant Classic</b>&nbsp;znów zaskoczyła. Ten krążek to artystyczny performance, manifest wielogatunkowości i awangardy. Niezwykła atmosfera stworzona przez polski duet powoduje, że album ten powinien znaleźć się półkach fanów nie tylko ciężkiego grania, ale również jazzu, ambientu, psychodeli i muzyki eksperymentalnej.</li>
<li><b>Rosk </b>&#8222;<i>Miasma&#8221;.&nbsp;</i>Ta płyta to był dopiero cios. Cztery potężne kompozycje z pogranicza atmosferycznego black metalu i post-metalu. Oszałamiający debiut warszawskiej kapeli. Na żywo wypadają jeszcze lepiej, uwierzcie, a sam album to perła wśród podobnych eksperymentów muzycznych. Mam nadzieję na kolejne uderzenia&nbsp;<b>ROSK</b>ów w niedalekiej przyszłości.</li>
<li><b>Moloch </b>&#8222;<i>The Vatican Cellars&#8221;.&nbsp;</i>Obecność tej antologii wynika nieco z nostalgii, ale uwierzcie mi, nie ma nic lepszego na ciemne i mroźne wieczory jak mroczny klimat dark abmientu i dungeon synthu. Nie samym metalem przecież człowiek żyje, co&nbsp;<b>Moloch&nbsp;</b>(znany przecież z black metalowego&nbsp;<b>Zørormr</b>) udowadnia w niezwykle udany sposób. Stare nagrania zostały wzbogacone o kilka niepublikowanych wcześniej utworów. Udana porcja bardzo wytrawnej muzyki dla bardziej wymagających par uszu.&nbsp;</li>
<li><b>Dopelord</b> &#8222;<i>Children of the Haze&#8221;.&nbsp;</i>Jeden z pierwszych albumów wydanych w tym roku, który przyszło mi usłyszeć. Rok zaczął się potężnym stonerowym ciosem, bo oto rodzimy&nbsp;<b>Dopelord</b>&nbsp;wydał wzorowy, monumentalny pomnik temu gatunkowi. Potężne riffy, powolny rytm i zawodzący wokal, czyli crème de la crème dla fanów stonera.</li>
<li><b>Book of Wyrms </b>&#8221;&nbsp;<i>Sci-fi/Fantasy&#8221;</i><b><i>.&nbsp;</i></b>Nie tak dawno temu w nieodległej galaktyce znalazł się jeszcze jeden powód, dla którego początek roku oscylował wokół stoner rocka. Astralna podróż przez kosmiczną psychodelę z ciekawym damskim wokalem za przewodnika. Przy okazji galaktycznego rocka warto wspomnieć również krążek&nbsp;<b><i>Time Travel Dilemma</i></b>&nbsp;polskiego&nbsp;<b>Spaceslug</b>, który cenię sobie na równi z&nbsp;<b>Book of Wyrms</b>.</li>
<li><b>Wormwood </b>&#8222;<i>Ghostlands &#8211; Wounds From A Bleeding Earth&#8221;.</i><b><i>&nbsp;</i></b>W kategorii bardziej melodyjnego blacku wahałem się pomiędzy Szwedami, ukraińskim <strong>Nokturnal Mortum</strong> i naszą <strong>Varmią</strong>. Ostatecznie jednak padło na <strong>Wormwood</strong>, który stworzył album nie tylko dla fanów mrocznego grania. Przyjemnie się tego słucha i miło wraca, choć album ma swoje wady. Biorąc pod uwagę fakt, że jest to debiut grupy – kolejne krążki mogą być o wiele ciekawsze.</li>
<li><b>Katla</b> &#8221; <em>Móðurástin</em>&#8222;.<b>&nbsp;</b><b>„Gummi”</b>, znany całemu światu jako były garowy&nbsp;<b>Sólstafir</b>, powrócił za zestaw perkusyjny, tym razem pracując nad materiałem łączącym w sobie atmosferyczny black metal i post-rock. Wyszło znakomicie. Islandzka scena muzyczna tym samym coraz bardziej się umacnia jako jedna z najlepszych w Europie.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/mM31GjpBxOY" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Maciej Jędrejko</strong></p>
<p>Początkowo miałem sobie darować wtrącanie kilku groszy do redakcyjnego podsumowania roku, ale na Wasze nieszczęście koniec końców jestem. Już trzeci raz prezentuje swoje typy albumów, które wywarły na mnie co najmniej bardzo dobre wrażenie i zmusiły do wielokrotnego zapętlenia. Nie ukrywam, że jak co roku więcej przesłuchanej muzyki pochodzi z rodzimego podwórka, ale na co nieco z #zagranico również znalazłem trochę czasu.</p>
<p><strong>Polska:</strong></p>
<ol>
<li><strong>Thaw</strong> <em>„Grains”.</em> W moim odczuciu najlepszy materiał, jaki wypluła nasza rodzima scena i w zasadzie jedyny, w którym zatraciłem się praktycznie od pierwszych dźwięków. Zło w najbardziej minimalistycznej i zarazem najobskurniejszej wersji.</li>
<li><strong>Dopelord</strong> <em>„Children of Haze”. </em>Bezprecedensowo najbardziej wkręcające mnie stonery w Polsce. Album przemyślany od samego początku do końca, bez zbędnych wypełniaczy, tylko na bazie naturalnych składników i organicznych dopalaczy. Uwaga! Intensywne słuchanie może doprowadzić do uzależnienia!</li>
<li><strong>Medico Peste</strong> <em>„Herzogian Darkness”</em>. Świetny powrót, który został pięknie potwierdzony koncertem na pierwszej edycji <strong>FOAD Fest</strong>. Idealna zapowiedź nowego materiału, który miejmy nadzieję okaże się równie bezkompromisowa co tegoroczna EP.</li>
<li><strong>Pandemonium</strong> <em>„Nihilist”</em>. Życie pokazuje, że legendy różnie sobie radzą w starciu z młodymi ekipami. Na szczęście weterani z Pandemonium potwierdzają, że za długoletnim doświadczeniem stoi nadal ten sam zmysł tworzenia ekstremy na najwyższym poziomie.</li>
<li><strong>Loathfinder</strong> <em>„The Great Tired Ones”</em>. Podsumowanie roku bez pozycji od <strong>Godz Ov War</strong> można uznać za niekompletne. W tym roku stawiam na <strong>Loathfinder</strong>, debiutantów z niezwykle klarowną wizją smolistego i trupiego death metalu w rodzimym podziemiu.</li>
</ol>
<p><strong>Świat:</strong></p>
<ol>
<li><strong>Ulver</strong><em> „The Assassination of Julius Caesar”</em>. Jak wspomniałem, niewiele przesłuchałem w tym roku z zagranicznych wydawnictw i dlatego też miałem problem z wybraniem swojego faworyta. Wiem jednak, że żaden z tegorocznych materiałów nie okazał się na tyle zaskakujący jak kolejne wcielenie <strong>Ulver</strong>. Nie ma co o nich pisać, należy po prostu posłuchać!</li>
<li><strong>Satyricon</strong> <em>„Deep Calleth Upon Deep”</em>. Nie należę do szalikowców ekipy <strong>Frosta</strong> i <strong>Satyra</strong>, ale jedno trzeba im oddać: za każdym razem, gdy każą czekać swoim fanom na nowy krążek, to możemy być pewni, że ma to swoje uzasadnienie w jakości, jaką zaprezentują. Podobnie jest i tym razem, a czuję, że to jedynie początek kolejnej dobrej passy Norwegów.</li>
<li><strong>Immolation</strong> <em>„Atonement”</em>. Legenda amerykańskiego death metalu powraca w naprawdę świetnym stylu. Choć początkowo album może wydawać się po prostu kolejnym krążkiem, tak krakowski koncert jedynie mnie utwierdził w przekonaniu, że niektóre zespoły przez całą karierę nie osiągną takiego poziomu, jak Immolation. Brawo!</li>
<li><strong>Oranssi Pazuzu</strong> <em>„Kevät / Värimyrsky”</em>. Choć to zaledwie dwa utwory, to w przypadku twórczości Finów jestem po prostu zakochany. Idealne uzupełnienie ostatniego albumu, a także świetny prezent dla fanów wyczekujących kolejnego krążka.</li>
<li><strong>Power Trip</strong><em> „Nightmare Logic”</em>. Spore zaskoczenie, bo jak thrash ograniczam do klasyków, tak ostatni materiał <strong>Power Trip</strong> jest naprawdę „świeżym powiewem staroci”. Niby nic oryginalnego, a chwyta za serce i przenosi nas na brudne ulice Bay Area.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/L1FzKyiXOeQ" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy">&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;span data-mce-type=&#8221;bookmark&#8221; style=&#8221;display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;&#8221; class=&#8221;mce_SELRES_start&#8221;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;﻿&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/span&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;</iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Mikołaj Kobielski</strong></p>
<ol>
<li><strong>Converge </strong>&#8222;<em>The Dusk In Us</em>&#8222;. Niespodzianki nie ma. <strong>Converge</strong> słabych albumów nie nagrywa, a ich najnowsze dzieło to ponownie materiał potężny, poruszający i kompletny. W post-hardcore&#8217;owej estetyce lepiej grać już się po prostu nie da.</li>
<li><strong>Perturbator </strong>„<em>New Model</em>”. Choć to tylko EPka, to pomysłów jest tu tyle, że starczyłoby na długograja – albo nawet i dwa. <strong>James Kent</strong> żegna się powoli z przystępną synthwave’ową estetyką i zaczyna odciskać własny ślad w muzyce elektronicznej. Doskonale opanowany syntetyczny chaos.</li>
<li><strong>Royal Thunder </strong>„<em>WICK</em><strong>”</strong>. Najbardziej niedoceniany rockowy zespół, prowadzony przez obecnie jedną z najbardziej charyzmatycznych frontmanek, która skalą głosu i ekspresją dobija do <strong>Janis Joplin</strong>. Hard rock w najlepszym wydaniu – pozbawiony pretensjonalności, za to pełen emocji i szczerości.</li>
<li><strong>Brutus </strong>„<em>Burst</em>”. Debiutant roku. Mariaż post-hardcore’u z post-rockiem, który pomimo namnożenia terminu „post” jest szalenie przystępny, a na dodatek doskonale wyważony. Moc energii, ciekawych pomysłów i świetnych melodii, a wszystko to prowadzone silnym głosem uroczej perkusistki. Potężny cios.</li>
<li><strong>Zola Jesus </strong>„<em>Okovi</em>”. Najłagodniejsza, ale zarazem chyba też najbardziej smutna płyta z mojego zestawienia. Chłodna elektronika i dark wave romansujące z dream popem w najlepszym wydaniu. Dowód na to, że walkę z depresją można przekształcić w coś pięknego.</li>
<li><strong>Mastodon </strong>„<em>Emperor of Sand</em>”. Nawet jeśli „Emperor…” jest najbardziej zachowawczym i zakorzenionym w przeszłości materiałem Amerykanów z Atlanty, to i tak na obecnej scenie metalowej mało kto dobija do ich poziomu. Pasja i radość z tworzenia muzyki w pełnej krasie. Miałem jedynie obawy, czy z czasem materiał mi się nie osłucha – nic z tych rzeczy. Wracam nadal z taką samą przyjemnością.</li>
<li><strong>Paradise Lost „</strong><em>Medusa</em><strong>”</strong>. Wielu twierdzi, że <strong><em>Medusa</em></strong> jest chwalebnym powrotem Brytyjczyków do tego, co grali na początku swojej działalności. Dla mnie jednak siła tej płyty polega na tym, że paradoksalnie własnie takiego materiału <strong>Holmes</strong> i spółka jeszcze dotychczas nie nagrali. Odwołując się do klasyki, stworzyli coś dla siebie nowego. I jest to doskonały doom metal.</li>
<li><strong>ROSK </strong>„<em>Miasma</em>”. W przypadku polskiego akcentu wahałem się jeszcze pomiędzy świetnym <strong>Dopelordem</strong> a <strong>Lunatic Soul</strong>, ale ostatecznie to właśnie debiutancki <strong>ROSK</strong> wywarł na mnie największe wrażenie. <strong>Miasma</strong> to black metal, post rock i cała masa innych rzeczy, ale przede wszystkim to dojrzały, ciężki i diabelnie klimatyczny album.</li>
<li><strong>Steven Wilson </strong>„<em>To the Bone</em>”. Dowód na to, że można nagrać album jednocześnie przystępny, ambitny, pomysłowy i popowy. Wszystkie te twierdzenia są prawdziwe i absolutnie się nie wykluczają. Wystarczy być tylko muzycznym geniuszem, jak<strong> Wilson,&nbsp;</strong>który prawdopodobnie byłby w stanie nagrać świetny materiał w dowolnej muzycznej stylistyce.</li>
<li><strong>Heretoir </strong>„<em>The Circle</em>”. Black metalowa scena jakoś mnie w tym roku nie rozpieszczała, przynajmniej jeśli chodzi o czarny metal w swojej najbardziej pierwotnej formie. Najbliżej byli Finowie z <strong>Havukruunu</strong>, ale ostatecznie to propozycja od niemieckiej kapeli dowodzonej przez <strong>Eklatanza</strong> zwyciężyła. Porównania do <strong>Alcest</strong> są tu jak najbardziej na miejscu, ale <strong><em>The Circle</em></strong> porusza mnie bardziej niż ostatnie dokonania <strong>Neige’a</strong>. Wspaniale wyważony album.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/dm3zkZX_FxI" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy">&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;hr /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p style=&#8221;text-align: center;&#8221;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Michał &#8222;Kapitan Bajeczny&#8221; Kondzior&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Podsumowanie ostatniego roku jest dla mnie raczej trudne. Głównie z tego powodu, że poza pojedynczymi przypadkami całkowicie olewałem hype na nowości, skupiając się na&#8230; niczym konkretnym w zasadzie. Jeżeli już zdarzyło mi się przesłuchać coś &#8222;gorącego&#8221;, to najczęściej YouTube mi o tym przypomniał (z ciekawości, a trochę też dla przypomnienia sprawdziłem inne podsumowania 2017-go, znajdując tam może po jednej, dwóch płytach, które faktycznie słyszałem). No i nie oszukujmy się, poza metalem jest ogrom innych gatunków, do których też warto przykładać wagę, a które siłą tematyki tej strony, do podsumowania po prostu nie pasują. Poniższa lista jest więc wysoce upośledzona i subiektywna. Czyli jak każda inna w zasadzie. Numerków nie ma, jest alfabet.&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Antigama &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&#8221;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Depressant&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&#8221;. Nikt inny tak nie gra. &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Antigama&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt; to jeden z tych zespołów, które rozpoznaje się &#8222;po jednej nutce&#8221;, a &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Depressant&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt; rozwija, wzbogaca i podbija formę z genialnego &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Insolent&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;. Jak pisałem w recenzji, zdominowali 2017 w polskiej muzyce ekstremalnej.&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Culture Killer &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&#8221;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Culture Killer&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&#8221;. Tę płytę przesłuchałem w tym roku najwięcej razy. Kapitalne połączenie hardcore&#8217;owej, zadziornej energii z brutalnością.&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Death Toll 80k &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&#8221;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Step Down&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&#8221;. Surowy, nieokiełznany kop w ryj. Czysta, grindcore&#8217;owa furia i chaos. Warto było czekać.&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Dying Fetus&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt; &#8222;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Wrong One To Fuck With&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&#8221;. To chyba jedyna płyta w tym zestawieniu, na którą faktycznie czekałem. Płody udowadniają, że nikt nie potrafi kosić tak, jak oni. &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Reign Supreme&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt; pozostaje jak najbardziej aktualne.&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Fit For An Autopsy &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&#8221;The Great Collapse&#8221;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;.&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt; W sumie nie wiem, dlaczego darzę FFAA taką sympatią, ale nie ulega wątpliwości, że bardzo chętnie i często do nich wracam, a nowy krążek był najlepszym w ich karierze.&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Left To Drown &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&#8221;Left To Drown&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&#8221;. Brutalne do oporu, a przy tym napakowane porywającym groovem. Człowiek zaczyna się zastanawiać, dlaczego to &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Vulvodynia&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt; jest rozpoznawalna.&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Lovte &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&#8221;It Is Not A Lack Of Love, But A Lack Of Communication&#8221;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;. Za wspaniałe, wypełnione emocjami połączenie cudownego wokalu, smutnej agresji i żywej energii. Gdyby była kategoria &#8222;Polski Debiut 2017&#8221;, bez zastanowienia bym go im przyznał.&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Porky Vagina &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&#8221;Astroschwein&#8221;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;. Za imponujący mix country, disco, świń i szeroko rozumianej patologii, która grzeje serduszko każdego degenerata. Oczywiście mnie włączając.&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Potato Hate Explosion&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt; &#8222;Flowerviolence&#8221;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;. Sprawa podobna, jak w przypadku &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Fit For An Autopsy&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;, z tym, że &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;PHE&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt; poznałem dopiero w tym roku. Bardzo mnie to buja.&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Primitive Man &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&#8221;Caustic&#8221;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;. Bo jest długie i wolne, czyli takie, jakiego zazwyczaj nie trawię. Mimo to Prymitywy zmiażdżyły mnie konkretnie.&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Shadow of Intent &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&#8221;Reclaimer&#8221;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;. Kiedy grupa szczyli robi piosenki o &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Halo&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt; (tak, chodzi o strzelaninki z XBoxa), nie spodziewasz się najbardziej przemyślanego, kompletnego i spełnionego krążka, jaki w 2017 zaserwowała deathcore&#8217;owa nisza. A im się udało. Jest bardzo duża szansa, że gdyby nie alfabet, umieściłbym &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Reclaimera&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/em&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/strong&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt; na szczycie tej listy. Totalna miazga.&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;br /&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;br /&amp;amp;gt;&amp;lt;br /&amp;gt;&lt;br /&gt;<br />
&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;iframe src=&#8221;https://www.youtube.com/embed/XxWOHmcTL0k&#8221; width=&#8221;100%&#8221; height=&#8221;400&#8243; frameborder=&#8221;0&#8243; allowfullscreen=&#8221;allowfullscreen&#8221;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;</iframe></p>
<p>&nbsp;</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Paweł Lach</strong></p>
<p style="text-align: left;">Kolejność przypadkowa:</p>
<ol>
<li><strong>Myrkur </strong>„<em>Mareridt</em>”. Niektórzy ubóstwiają, inni nienawidzą. Ja podkochuję się platonicznie. Żeby ukazać prawdziwy mrok, trzeba najpierw rozniecić światłość, a ta dziewczyna potrafi w magiczny sposób przemieszczać się pomiędzy światami podziemi i niebiańskiego uroku. Najnowszy album ujął mnie swym klimatem.</li>
<li><strong>Kadavar </strong>„<em>Rough Times</em>”. Trochę mocniej i bardziej mrocznie niż na poprzednich wydawnictwach. Nie wszystkim ta zmiana się spodobała, ale dla mnie na plus. Są tutaj kawałki wyraziste, pełne pasji, wciągające do krainy psychodelii i klasycznych riffów. Bawiłem się kapitalnie na ich tegorocznym, krakowskim koncercie.</li>
<li><strong>Tau Cross </strong>„<em>Pillar of Fire</em>”. Konsekwentna kontynuacja tego, co można było usłyszeć na debiucie. Brudne, garażowe nawiązania do spuścizny po <strong>Motörhead</strong>.</li>
<li><strong>Trupa Trupa </strong>„<em>Jolly New Songs</em>”. Wielu niezależnych dziennikarzy muzycznych w Polsce i na świecie zauważyło ich płytę. Zgrzytliwe, melodyjne, transowe, oszczędne i mroczne granie spod znaku rockowej alternatywy.</li>
<li><strong>Immolation </strong>„<em>Atonement</em>”. 2017 to był ogólnie bardzo dobry rok dla death metalowych tuzów i kilka niezłych płyt z tego nurtu ujrzało światło dziennie. Wśród tegorocznych płyt gigantów wybieram album <strong>Immolation</strong>. Klasyczny, a jednocześnie wciąż brzmiący świeżo i intrygująco.</li>
<li><strong>Solstafir </strong>„<em>Berdreyminn</em>”. Nie byłem ich fanem i znałem twórczość Islandczyków piąte przez dziesiąte. Ale wybierając się na koncert <strong>Myrkur</strong>, który poprzedził ich wejście na scenę, nadrobiłem zaległości, a nowa płyta zwyczajnie spodobała mi się, utwierdzając w przekonaniu, że liczba świetnych alternatywnych wykonawców przypadających na jednego mieszkańca, właśnie na Islandii jest najwyższa w całej Europie.</li>
<li><strong>Moloch </strong>„<em>The Vatican Cellars</em>”. Mroczna, oszczędna w stosowanych środkach, ale wciągająca muzyczna podróż przez piwnice Watykanu, towarzyszyła mi przy lekturze „TO” <strong>Stephena Kinga</strong> i zdecydowanie przebiła nijaki soundtrack do najnowszej ekranizacji.</li>
<li><strong>Wolf Counsel </strong>„<em>Age of Madness/Reign of Chaos</em>”. Dostaję często do recenzji płyty ze Szwajcarii i odkryłem dzięki temu, że Helweci mają dobrą scenę stoner/doom. <strong>Wolf Counsel</strong> jest jednym z jej najjaśniejszych i najmroczniejszych zarazem ambasadorów. Rozwijając&nbsp;&nbsp;się z płyty na płytę, co cieszy.</li>
<li><strong>Body Count „</strong><em>Bloodlust</em>”. Łączenie mocnych riffów z rapem zawsze wychodziło im zawodowo (byli zresztą prekursorami podobnych miszmaszów), a najnowszy album ma tę pierwotną, kąśliwą siłę, która wyparowała z rockowego mainstreamu. Nawet się tu cover <strong>Slayera</strong> przyplątał.</li>
<li><strong>Primus </strong>„<em>The Desaturating Seven</em>”. Cóż, przyszły czasy, w których przeciętna płyta <strong>Primus</strong> i tak oferuje więcej niż większość&nbsp;&nbsp;chwalonych przez krytyków albumów. Spora, choć nie ich szczytowa, dawka zakręcenia, humoru i zabaw z klangującym basem.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/M9cNZQIzShc" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Jakub Milszewski</strong></p>
<ol>
<li><b>Monolord </b><em>„Rust”</em><b>.&nbsp;</b>Jeden z tych stoner/doomowych zespołów, które wychodzą z formatki „gruz z głośników/szatan/trawa”. Klarowne gitary, ciężki, ale selektywny dźwięk, proste, ale wyraziste riffy. Po co kombinować?</li>
<li><b>Leshy </b><em>„Beyond the Void”</em><b>.&nbsp;</b><strong>Leshy</strong> wzięli trochę od <strong>Alice In Chains</strong>, trochę od <strong>Paradise Lost</strong> i nagrali naprawdę dobrą płytę w zaniedbanej przez rodzimych muzyków stylistyce. Ciężko, mrocznie i melodyjnie.</li>
<li><b>The Night Flight Orchestra </b><em>„Amber Galactic”</em><b>.&nbsp;</b>Jeśli po prostu chcę sobie poprawić humor albo dobrze się zabawić, to od lat stawiam na <strong>The Night Flight Orchestra</strong>. Trzecia płyta tej klasycznie rockowej supergrupy nie odstaje od poprzednich. Zadziwiające jest tylko to, że ci sezonowani metale łapią z wiekiem jeszcze większy luz.</li>
<li><b>Mutoid Man </b><em>„War Moans”.</em><b>&nbsp;</b>Riff, wyobraźnia, brzmienie, sranie na stylistyki i ramy muzyczne. Power trio z Brooklynu nagrało płytę, która potrafi rozbawić, skopać dupę i wzruszyć. „<em>War Moans</em>” brzmi trochę jak związek z kimś niezwykle seksownym, ale niestabilnym emocjonalnie.</li>
<li><b>Pallbearer </b><em>„Heartless”.&nbsp;</em>Opierałem się urokowi Karawaniarza, ale zabrakło mi sił. <strong>Pallbearer</strong> na „<em>Heartless</em>” kupili mnie dusznym, ciężkim, ale jednocześnie spokojnym brzmieniem, nieco progresywnym momentami sznytem i wyobraźnią. „<em>I Saw the End</em>” to mistrzostwo.</li>
<li><b>Warbringer </b><em>„Woe to the Vanquished”.</em><b>&nbsp;</b>Poza <strong>Evile</strong> żadna z tych thrashowych kapel trzeciej fali mnie nie kupiła, aż przyszedł 2017 rok i zapadłem na chorobę „<em>Woe to the Vanquished</em>” (a koncertowo dla odmiany zmiażdżyli mnie <em>Havok</em>). Jak w książkach <strong>Iana Flaminga</strong> odbijały się niepokoje społeczne danego momentu w historii, tak w nowej płycie <strong>Warbringer</strong> odbijają się polityczne przepychanki o to, kto pierwszy naciśnie czerwony przycisk. Strach się bać co by było, gdyby nagrali tę płytę pod koniec roku.</li>
<li><b>Below </b><em>„Upon A Pale Horse”.&nbsp;</em>Moja miłość do klasycznego doom metalu została w tym roku nieco zaniedbana, ale w sukurs przyszli Szwedzi z <strong>Below</strong>, niosąc mi to, czego nie zdołał mi dostarczyć <strong>Leif Edling</strong>. Z Below bije <strong>Candlemass</strong>, co jest super. Na dodatek ich wokalista brzmi jak uwielbiany przeze mnie <strong>Mats Leven</strong>.</li>
<li><b>In Twilight&#8217;s Embrace </b><em>„Vanitas”.</em><b>&nbsp;</b><strong>ITE</strong> porzucili melodyjny śmierć metal na rzecz bardziej zadymionych, blackowych rozwiązań, a mimo tego wciąż zadziałało jak powinno. Dedykacja tego zespołu jest wręcz podręcznikowa – liczy się tylko metal.</li>
<li><b>Igorrr </b><em>„Savage Sinusoid”.</em><b>&nbsp;</b>W przekombinowaniu metoda.<strong> Igorrr</strong> jest dla mnie synonimem szalonego geniusza, który napisze totalnie dziwne rzeczy, każe je zagrać w kompletnie nietypowy sposób, pomiksuje tak, że nie powinno mieć to sensu. A potem się tym zachwycasz. Co za pojeb!</li>
<li><b>Demonic Death Judge </b><em>„Seaweed”.</em><b>&nbsp;</b>Podręcznikowy stoner/sludge. Ze słuchawek leje się taki syf, że trzeba czyścić uszy po każdej piosence, a jednak zachowana jest muzykalność. Brud nie przeważa nad klarownością brzmienia, a ekstremizmy nie przykrywają ciekawych rozwiązań muzycznych.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/YX4HwEAF_Eo" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz &#8222;Młody&#8221; Młodawski</strong></p>
<p>Nie lubię robić takich podsumowań, choćby z tego względu, że mam świadomość tego, ile kapitalnej muzyki w ogóle do mnie nie dotarło, ile przeoczyłem z braku czasu, i ilu płytom z tego samego powodu nie poświęciłem zbyt wiele uwagi, przez co nie odkryłem całego ich potencjału. Ale jak trzeba, to trzeba. Poniżej moje TOP 10 roku Anno Bastardi 2017. Kolejność przypadkowa:</p>
<ol>
<li><strong>Ayreon </strong><em><strong>„</strong>The Source</em><strong>”</strong> – za wciągającą historię i rozmach</li>
<li><strong>Loathfinder </strong>&#8222;<em>The Great Tired Onses</em>&#8221; – za klimat</li>
<li><strong>Saltus </strong>&#8222;<em>Jam jest Samon!</em>&#8221; – za poszerzenie mojej wiedzy o Słowianach</li>
<li><strong>Paradise Lost </strong>&#8222;<em>Medusa</em>&#8221; – za powrót do korzeni</li>
<li><strong>Corruption </strong>&#8222;<em>Spleen</em>&#8221; – za dojrzałość i emocje</li>
<li><strong>Incarnal </strong>&#8222;<em>Mortuary Cult</em>&#8221; – za rockandrollową energię wplecioną w death metal</li>
<li><strong>In Twilight&#8217;s Embrace</strong> <em>&#8222;Vanitas&#8221; </em>– za przebojowe połączanie black i death metalu</li>
<li><strong>Varmia&nbsp; </strong>&#8222;<em>Z mar twych</em>&#8221; – za ciekawie podany pogański black metal</li>
<li><strong>Lux Perpetua </strong>&#8222;<em>The Curse of The Iron King</em>&#8221; &#8211; za niesienie ognia klasycznego power/heavy metalu</li>
<li><strong>Deeath Has Spoken </strong>&#8222;<em>Fade</em>&#8221; – za magię doom death metalowych dźwięków.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/oFuMKdrzPqU" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Joanna Pietrzak</strong></p>
<p>Lubię numerować, ale w tym wypadku jest to niemożliwe. Za tydzień zmienię zdanie co do podium, a może i całej listy. Muzyka i jej wartość na koniec nie mają przecież granic. Kolejność bez znaczenia, a czasem z:</p>
<ol>
<li><strong>4dots </strong><em>&#8222;aux:in&#8221;</em>. Lubię to uczucie zwane potocznie syndromem &#8222;mindfuck&#8221;. Stawiam na pierwszym miejscu, i mimo że album ukazał się w ostatnim kwartale 2016 roku, to w 2017 prężnie działali i rozbijali głowy koncertowo. Przy tym albumie znalazłam w połamanych historiach <strong>4dots</strong> przestrzeń, która gdzieś łączy się w całość. Za każdym razem transowość, przegenialna sekcja rytmiczna i ukryte melodie na albumie warszawiaków wciągają mnie w ten ich kosmos. Love it!</li>
<li><strong>Rosetta</strong> &#8222;<em>Utopioid</em>&#8222;. Lubię melodie w hałasie i hałas w melodiach. <strong>Rosetta</strong> tym albumem udowadnia, że na polu post-metalu ma wiele do powiedzenia i ta forma wypowiedzi zawsze zaskakuje. Kto słuchał więcej niż jednego albumu Amerykanów, ten się zgodzi,&nbsp; że &#8222;<em>Utopioid</em>&#8221; mocno tym razem uwodzi. Już zacieram ręce na koncert w Hydrozagadce!&nbsp;</li>
<li><strong>ROSK </strong><em>&#8222;Miasma&#8221;.<strong>&nbsp;</strong></em>Lubię, kiedy młodzi pasjonaci czarnych dźwięków pokazują starym wyjadaczom sceny, że powinni się bać, a może i ustąpić miejsca. I to z jakim rozmachem! Koncerty <strong>ROSK</strong> to zawsze rytuał, msza &#8211; nazwijcie to. Za parę lat to może być cios dużych scen. Pojawili się znikąd i z miejsca zgarnęli uwagę wielbicieli post-blacku i tym podobnych bagnistych nut. Fantastyczny debiut z poprzeczką daleko ponad normę.</li>
<li><strong>Lunatic Soul </strong><em>&#8222;Fractured&#8221;</em>. Lubię ten specyficzny ścisk w żołądku, kiedy nie wiem co powiedzieć. Znam tę płytę od września, a nad recenzją ciągle myślę. Jak zwykle czarodziej <strong>Mariusz Duda</strong> wyciągnął z kapelusza swoje najlepsze patenty, dołożył nowe pomysły w starych koncepcjach i stworzył piękną, choć niepozbawioną wad płytę. Natomiast singiel <strong><em>A Thousand Shards of Heaven</em></strong> uznaję za najpiękniejszy roku 2017. Jestem totalnie, absolutnie zakochana z klapkami na oczach. &#8222;<em>I&nbsp;want to feel what it’s like when there’s no screeches in my head</em>&#8221; &#8230;.Kto by nie chciał, co?</li>
<li><strong>Lonker See </strong>&#8222;<em>Lonker Sessions&#8221;</em>. Lubię saksofony, space rock, miłość do muzyki wylewającą się ze sceny na publikę. No i jak tu <strong>Bartka &#8222;Boro&#8221; Borowskiego</strong> nie lubić! (Gdzie są merszowe spodnie od pidżamy, ja się pytam). Mimo że <strong><em>Lonker Sessions</em></strong> to nie do końca pełnoprawny długograj, jest w ich muzyce to &#8222;coś&#8221;, do czego wracałam chętnie w ubiegłym roku. Melodyjki, melodyjki.</li>
<li><strong>iiah </strong><em>&#8222;Distances&#8221;</em>. Lubię post-rock. Nie lubię się nim nudzić, a tak właśnie czułam długi, długi czas, obcując z kolejnymi propozycjami w tym gatunku. Ostatnim rzutem na taśmę, parę tygodni temu przyjaciel przesłał mi tę płytę z dopiskiem &#8222;smęty w twoim stylu&#8221;. Zaiste! Z tą niewielką różnicą, że to żadne smęty, a piękne post-rockowe podróże, plus anemicznie drewniany wokal, który być może w innej konfiguracji nie przeszedłby próby czasu. Słucham, kiedy muszę odpocząć. Sprawdza się idealnie.</li>
<li><strong>Krimh </strong><em>&#8222;Gedankenkarussell&#8221;</em>. Lubię, kiedy z założenia nieco ryzykowny projekt kończy się wydawnictwem w pełni udanym. <strong>Krimh</strong> to artysta z klasą i polotem, a do tego wspaniały, ciepły człowiek.&nbsp;<strong><em>Gedankenkarussell</em></strong>&nbsp;doceniam za świetne kompozycje, świetnie dobranych wokalistów (ponownie deklaruje miłość do wokalu <strong>Patryka Zwolińskiego</strong>) i świetny paraboliczny klimat. Aż żal ciśnie, że tak mało się o tym albumie mówi.</li>
<li><strong>Lion Shepherd </strong>&#8222;<em>Heat&#8221;</em>. Lubię, kiedy albumy są skończone. Płyta <strong><em>Heat</em></strong> posiada wszystkie atrybuty, aby konkurować z wydawnictwami na całym świecie. Tu się wszystko zgadza i absolutnie łączy. I to dopracowanie detali wydawniczych &#8211; cudeńko!</li>
<li><strong>Mastodon</strong> &#8222;<em>Emperor of Sand</em>&#8222;. Lubię kreatywne zagrania w dawno pozbawionym kreatywności gatunku. Panowie wiedzą, jak budować własny styl stopniowo i bez spiny, nie pozując na gwiazdy światowego formatu, choć chętnie od dawna ich wstawiam na podium. Niezależnie od słów krytyki bardzo cenię ten album i nie raz do niego zakręcam.</li>
<li><strong>Ulver</strong> <em>&#8222;The Assassination of Julius Caesar&#8221;</em>. Lubię być zaskakiwana, a w przypadku tego albumu zaskoczyła mnie własna reakcja na tę propozycję. Nie lubię synthpopu, nie mam o nim wiedzy ani chęci jej zdobycia, natomiast w albumie <em>&#8222;The Assassination of Julius Caesar&#8221;</em> mimo otoczki popowych laserów, czuję jakiś dziwny smutek i mrok. I to jest naprawdę w tym albumie piękne.</li>
</ol>
<p>To by było na tyle. W ogólnym rozrachunku rok 2017 to przede wszystkim rok rozrywających wnętrzności lub jak kto woli &#8211; zapierających dech w piersiach koncertów: świetny występ norweskiego <strong>Shining</strong> przed&nbsp;<strong>Dilinger Escape Plan</strong>, powrót na scenę <strong>Riverside</strong> w lutym, potem <strong>Amenra</strong> w Progresji, rozbijający czerwcową scenę Proximy <strong>Kvelertak</strong>, powrót na chwilę<strong> Proghmy-C</strong> w lipcu, dwa żywiołowe koncerty <strong>Mastodon</strong>, odgrzewane kotlety w postaci <strong>Papa Roach</strong> i <strong>Seether</strong>, fajnie zapowiadający się raczkujący festiwal <strong>Prog In Park</strong> z <strong>Solstafir</strong>,&nbsp;<strong>blindead </strong>i<strong> Opeth</strong> w line-upie, do tego seria porywistych, niszowych występów totalnego undergroundu z <strong>ARRM</strong>, <strong>ROSK</strong>, <strong>Gnoza</strong> czy <strong>sunnatą</strong> na czele&#8230;To był ostatecznie dobry muzycznie rok!</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/aLhZdFx8X_g" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Marta &#8222;Kometa&#8221; Stock</strong></p>
<p>Miejsca w moim rankingu jak co roku nie odgrywają większego znaczenia. Jedynie jeden z wybranych przeze mnie albumów zasłużył w mojej opinii na złoty medal. Reszta miejsc ułożona jest w kolejności alfabetycznej według wykonawców. Wybrałam takie albumy, które ujęły mnie w tym roku na tyle, że w moim odtwarzaczu gościły bardzo często i bardzo długo.</p>
<ol>
<li><strong>Chelsea Wolfe </strong>„<em>Hiss Spun</em>”. Przyznam tutaj szczerze i otwarcie, jeśli chodzi o <strong>Wolfe</strong>, to nie potrafię być obiektywna. Każdy z jej albumów wraz z wyjściem na światło dziennie rzuca mnie na kolana. Nie potrafię wybrać swojego ulubionego krążka. Słuchając <em>Hiss Spun</em> miałam wrażenie jakby artystka znów przekroczyła pewne granice. Niezbyt spektakularnie, ale jednak. Zachowując stylistykę poprzedniego wydawnictwa, pogłębiła brudne i na swój sposób surowe brzmienie twórczości. Krążek kręcił się niezliczoną ilość razy od daty premiery.</li>
<li><strong>Au-Dessus </strong>„<em>End of Chapter</em>”. Za melodyjną wrażliwość połączoną z zimnym blackowym szaleństwem z pierwszego wydawnictwa Litwinów.</li>
<li><strong>Closterkeller </strong>„<em>Viridian</em>”. Za powrót w bardzo dobrej formie z nowym materiałem, zarówno w formie studyjnej, jak i koncertowej.</li>
<li><strong>Decapitated </strong>„<em>Anticult</em>”. Za nieoczywiste i nieco połamane riffy, który odświeżyły brzmienie z dwóch poprzednich krążków. Za żywiołowość, która przejawia się z każdym uderzeniem w perkusję, strunę gitar oraz dźwiękiem głosu w membranę mikrofonu.</li>
<li><strong>Electric Wizard </strong>„<em>Wizard Bloody Wizard</em>”. Za utrzymanie brudnego stonerowego brzmienia i dołączenie do niego chwytliwych, melodyjnych riffów. Jest elektryzująco, biodra się kołyszą w takt muzyki, jest dobrze.</li>
<li><strong>Grai </strong>„<em>Ashes</em>”. Za odmienione w porównaniu do dwóch poprzednich wydawnictw podejście do folk metalu. Za jego bardziej refleksyjne oblicze, w którym cięższe motywy zeszły na drugi plan, a mimo to muzyka Rosjan nadal jest bardzo charakterna.</li>
<li><strong>Moonspell </strong>„<em>1755</em>”. Za odrodzenie w dobrym stylu po bardzo miernym <em>Extinct</em>. Nie jest to materiał najlepszy w dyskografii Portugalczyków, ale znów przywołuje dawne dokonania kapeli. Partie symfoniczne = ciary! Czekam na koncert w styczniu.</li>
<li><strong>Paradise Lost </strong>„<em>Medusa</em>”. Za przekonanie mnie do swojej twórczości i umiejętne połączenie, w idealnych proporcjach oldschoolowego i chłodnego death/doomu z gotycką nutą. To klimaty, które lubię najbardziej.</li>
<li><strong>Seether </strong>„<em>Poison the Parish</em>”. Za przywrócenie mnie dzięki swojej muzyce do czasów gimnazjalno-licealnego buntu i odświeżenia szczenięcych wspomnień. Za powrót w swojej muzyce do prostoty post-grunge’u. To chyba najmniej oczywisty wybór w tym podsumowaniu.</li>
<li><strong>Septicflesh </strong>„<em>Codex Omega</em>”. Za symfoniczne uniesienia i patos, które wraz z mocarnymi riffami oraz przegenialną perkusją <strong>Krimha</strong> wgniatają w ziemię.</li>
</ol>
<p>Wielu albumów nie zdążyłam jeszcze przyswoić. Kilka innych z pewnością również znalazłoby się w tym podsumowaniu, gdyby nie ograniczenie do dziesięciu pozycji. Jedno jest pewne – 365/366 dni to wciąż za mało, aby zagłębić każdy nowy dźwięk wychodzący na światło dzienne.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/OexeAtxr24E" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Damian &#8222;Synu&#8221; Wiśniewski</strong></p>
<p>Podsumowania, podsumowania. Nie zdąży się człowiek osłuchać z połową zaległości z zeszłego roku, a już trzeba przygotowywać &#8222;rachunek sumienia&#8221; z kolejnych 12 miesięcy. Co istotne, bardzo skutecznie omijały mnie w tym roku „duże” premiery (m.in. <strong>Immolation, Morbid Angel, Satyricon, Cannibal Corpse, Paradise Lost, Sepultura </strong>czy<strong> Overkill</strong>), biorąc więc poprawkę na wyrywkowe śledzenie nowości 2017 roku, wyróżniające się moim zdaniem albumy to:</p>
<p>Polska:</p>
<ol>
<li><strong>Anima Damnata</strong> &#8222;<em>Nefarious Seed Grows to Bring Forth Supremacy of the Beast”</em>. Cios przeokrutny. Krążek, który pokazał konkurencji jak powinno grać się zbleciorowany, czarci, smolisty i bezkompromisowy death metal.</li>
<li><strong>Over the Voids</strong> &#8222;<em>Over the Voids”</em>. Solowy projekt <strong>Michała Stępnia</strong> znanego z <strong>Medico Peste, Owls Woods Graves</strong>, i koncertowej <strong>Mgły</strong>. Z jednej strony odpowiednio melodyjny i chwytliwy, z drugiej godnie nawiązujący do gatunkowego kanonu black metal. Bardzo mnie sponiewierał ten album.</li>
<li><strong>Blaze of Perdition</strong> „<em>Conscious Darkness</em>”. Ostatnią płytą <strong>BoP</strong>, z którą posiedziałem dłużej był&nbsp;<em><strong>The Hierophant</strong></em>. O <strong><em>Near Death Revelations</em></strong>&nbsp;naczytałem się sporo dobrego, ale mimo kilku podejść jakoś się z tym albumem rozminąłem. Za to <strong><em>Conscious Darkness</em></strong> to już zupełnie inna para pantofli. Wykraczający daleko poza przyjęte standardy, ale jednocześnie też bardzo przystępny i żrący materiał. Czekam przy okazji na nowy <strong>Oremus</strong>, bo taka forma muzyków <strong>Blaze of Perdition</strong> tylko prosi się o kontynuację <em><strong>Popiołów</strong></em>.</li>
<li><strong>In Twilight Embrace</strong> &#8222;<em>Vanitas”</em>. Po <strong><em>The Grim Muse</em> </strong>Poznaniacy skręcili w stronę black metalu, utrzymując jednak w pełni jakościowy poziom. Cieszy fakt, że zespół coraz śmielej rozpycha się po scenie i zaczyna być naprawdę znaczącą marką. Lubię, wspieram, kibicuję. I czekam na koncerty.</li>
<li><strong>Hate </strong>„<em>Tremendum</em>”. Album utrzymany w klimatach poprzednich płyt (od <em><strong>Erebos</strong></em>), który kręcił się w moim odtwarzaczu bardzo często. Od lat zresztą uważnie śledzę poczynania <strong>ATF Sinnera</strong> i za każdym razem jestem bardzo zadowolony z wyników jego pracy. Nie obraziłbym się też, gdyby załoga <strong>Adama</strong> częściej koncertowała w PL.</li>
</ol>
<p>Świat:</p>
<ol>
<li><strong>Grave Pleasures </strong>„<em>Motherblood</em>”. Ileż radości sprawił mi ten krążek. Po średnio udanej <em><strong>Dreamcrush</strong>, <strong>Motherblood</strong></em>&nbsp;rewelacyjnie nawiązała do <strong><em>Climax</em>&nbsp;</strong>Beastmilk, udowadniając, że <strong>McNerney</strong> nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w temacie apokaliptycznego post punka. Ścisły top tego roku bez podziału na stylistyki czy regiony geograficzne.</li>
<li><strong>Wolfheart&nbsp;</strong>„<em>Tyhjyys</em>”. Jako fan melodyjnych, północnych klimatów,&nbsp;<strong>Tuomaasa Saukkonena</strong> i wszystkie jego poprzednie wcielenia darzę ogromną estymą. Trzecia płyta jego obecnego zespołu nie przynosi w tej materii żadnej zmiany. Krążek oferujący wszystko, co w melodyjnym death metalu wartościowe. Czekam na możliwość sprawdzenia tego bandu na żywo. Na<strong> SDL</strong> nie dojechałem, liczę jednak, że <strong>Wolfheart</strong> zawita niebawem nad Wisłę i zaległości zostaną niezwłocznie nadrobione.</li>
<li><strong>Evil Invaders</strong> &#8222;<em>Feed Me Violence”</em>. W kategorii „czysta, bezkompromisowa zabawa” ten album to mój nr 1 w 2017 roku. Belgowie odgrywają standardy lat 80. w sposób tak wdzięczny, że nie sposób nie dać się tej muzyce porwać. Będzie słuchane jeszcze długo.</li>
<li><strong>Wolfbrigade</strong> &#8222;<em>Run With The Hunted”</em>. Szwedzcy hardcore’owcy serwują może i prosty, ale za to bardzo skuteczny i chwytający za trzewia łomot. Krótkie crustowo-punkowe strzały, bez silenia się na innowacyjne i odkrywcze historie. Sprawdzona receptura pozwoliła wypiec Szwedom bardzo smaczny krążek. Moc.</li>
<li><strong>Mastodon</strong> &#8222;<em>Emperor of Sand”</em>. Ci goście od dawna grają już w swojej lidze. Wypracowali własny styl, którym – co najważniejsze – potrafią się twórczo bawić i nieustannie zaskakiwać. Niektóre riffy z tej płyty zawiózłbym do Sèvres pod Paryżem i postawił na półce z napisem „wzór muzycznej kreatywności”. Cud, miód i orzeszki.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/nBB4Gwqdmtg" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Maciej &#8222;Masta&#8221; Żuchowicz</strong></p>
<p>Karpie ponuro łypią swoimi zasnutymi mgłą ślepiami z przygotowanego naprędce dmuchanego baseniku. Ścięte kilka tygodni temu jodły i świerki powoli zaczynają gubić pierwsze igły. Natomiast umordowani mieszczanie wykłócają się ze swoimi współtowarzyszami niedoli o pierwszeństwo w przydługawych kolejkach. I jedynie spoceni sklepikarze zacierają ręce na myśl o sutym utargu i uśmiechają się półgębkiem do stłoczonej wokół stoisk ciżby…</p>
<p>Nie, nie tylko sklepikarze mają powody do zadowolenia. Jest jeszcze co najmniej jedna osoba, która zaciera wesoło ręce na myśl o minionym roku. To ja. Siedzę w zaciszu ciepłego mieszkania w wygodnym fotelu. Na stole stoi letnia już kawa, a ja zabieram się do drugiego już podsumowania roku spędzonego w redakcji KVLT.</p>
<p>Ciężko jest podzielić muzykę na Polską i zagraniczną, ciężko rozdzielić podgatunki czy trendy w ogólnym blackmetalowym nurcie, w którym się poruszam. Postanowiłem (wzorem roku poprzedniego) przedstawić Wam 10 najlepszych moim zdaniem płyt bieżącego roku. Tak po prostu.</p>
<ol>
<li><strong>Der Weg Einer Freiheit&nbsp;</strong>&nbsp;&#8222;<em>Finisterre</em><em>&#8222;</em><strong><em>.</em></strong>&nbsp;Po tylu latach znajomości z <strong>Nikitą</strong> i <strong>Tobiasem</strong> stwierdzić muszę jedno. Jak album wydaje projekt <strong>Der Weg Einer Freiheit,</strong> to nie ma cwaniaka. <em>Finisterre</em> to czwarty, pełnowymiarowy album w ich karierze i czwarty, który zmiótł mnie z powierzchni Ziemi. Powiem krótko: w XXI wieku NIE MA zespołu lepszego niż <strong>Der Weg…</strong> a w roku 2017 NIE MA płyty lepszej niż <em>Finisterre</em>. W tych trzech kwadransach <strong>Nikita</strong> zawarł wszystko: miłość, nienawiść, moc, niemoc, siła, bezsilność… I to wszystko podane jest na dłoni w taki sposób, że nie da się w tej płycie nie zakochać. Ja wpadłem po uszy, beznadziejnie, totalnie. Nikita dał nam swoje serce na dłoni. Ja niniejszym oddaję mu hołd!</li>
<li><strong>Scuorn</strong>&nbsp;&#8222;<em>Parthenope</em><em>&#8222;</em><strong><em>.</em></strong>&nbsp;Niby debiut solowego projektu pewnego mało znanego Włocha, a dobry miesiąc nie mogłem wyłuskać tej płyty z odtwarzacza. I jednocześnie z mojej głowy. Pompatyczny, symfoniczny i melodyjny black metal, ale jednocześnie ostra i bezpardonowa połajanka i chłosta, jakie oczekuje się po tym gatunku. Pięknie wydana płyta z jeszcze piękniejszym wnętrzem. Absolutny geniusz Pana Giuliano! Absolutny!</li>
<li><strong>Violet Cold </strong>&#8222;<em>Anomie&#8221;.</em>&nbsp;Ciężko nie wspomnieć o projekcie, który choć pochodzi z Azerbejdżanu (ja nie wiem jak oni tam stoją z łącznością ze światem), a album nagrał klasy międzynarodowej. Prawie godzinna mieszanka kosmicznego black metalu, ambientu i metalu progresywnego przykuwa do fotela niczym bretnal do dębowej deski. A <strong>Emin</strong> czaruje na równi ze wzrokiem wyzierającej z okładki kobiety. Piękna rzecz!</li>
<li><strong>Dimmu Borgir </strong>&#8222;<em>Forces of the Northern Night&#8221;.</em>&nbsp;Już widzę falę hejtu wylewającą się na mnie niczym na siostry Godlewskie. Że to cyrk, że satyra, że to black metal ubrany w fikuśne różowe fatałaszki, z piszczałką, w meloniku i z czerwonym okrągłym nosem. No i może <strong><em>Forces of the Northern Night</em></strong> ma trochę z przedstawienia, popkulturowej papki i szmiry zmalowanej pod publikę! Ale jakże to jest zrobione! Rozmach i profesjonalizm godny dzieła stulecia! Wszystko mi w tej płycie pasuje. I setlista, i wykonanie, i pasujący do tego rozmach. I może nie jest to nowatorskie czy zjawiskowe spojrzenie na black metal. Ale tej płyty słucham tak często, jak mało której.</li>
<li><strong>Satyricon</strong><em> &#8222;Deep Calleth Upon Deep&#8221;</em><strong><em>.</em></strong>&nbsp;O tej płycie napisało już wielu wielkich wiele. Oczywiście w samych superlatywach. Że pomimo nowoczesnego brzmienia udało się uzyskać to samo odczucie, które towarzyszyło nam przy <strong><em>Mother North</em></strong>, że doskonale przemyślana muzyka i takie tam. Ja nijak w tej płycie nie odnajduję topora i odwróconego krzyża, z którym kojarzę <strong><em>Nemesis Divinę</em></strong>. Co więcej, ja tu w ogóle słyszę mało black metalu. Co nie zmienia faktu, że płytę uważam za świetną, wyważoną i dopracowaną do granic ludzkich możliwości. Przepięknie się jej słucha &#8211; naprawdę to jest chyba najwłaściwsze według mnie słowo.</li>
<li><strong>Erebos </strong>&#8222;<em>The Light in My Darkness</em><em>&#8222;</em><strong><em>.</em></strong>&nbsp;Niby takie ambientowe nic, a ja się zakochałem. Niby proste, powtarzalne linie melodyczne, a ja mógłbym ich słuchać w nieskończoność. Niby idee błahe, a ja nie mogę przestać się im dziwić. Niby cztery utwory i czterdzieści minut miarowej i wręcz monotonnej muzyki, a ja puszczam tę płytę raz za razem. Okej, może to nie jest szczyt finezji, ale czy muzyka musi być zawsze karkołomna, żeby była dobra? <strong>Erebos</strong> odpowiada na to pytanie tym właśnie przykładem. I nic już dodawać nie trzeba.</li>
<li><strong>Igorrr <em>Savage </em></strong><em>&#8222;</em><em>Sinusoid</em><em>&#8222;</em><strong><em>.</em></strong>&nbsp;Gdy po raz pierwszy usłyszałem <strong><em>ieuD</em></strong> pomyślałem sobie, że facet chyba zwariował. Pomyślałem sobie, że to taka metalowa wersja <strong><em>Frontier Psychatrist</em> The Avalanches</strong>. Ale zaraz potem to ja zwariowałem na punkcie tego utworu. A jeszcze później na punkcie całej płyty, po którą specjalnie gnałem przez całe zakorkowane miasto. A podczas koncertu <strong>Igorrra</strong> na <strong>Brutal Assault </strong>zwariowałem na punkcie całego tego projektu. Może i w jego muzyce mało jest klasycznego metalu, ale energii i negatywnych uczuć sprzedaje nam Pan Żabojad więcej, niż jest na niejednej klasycznej blackmetalowej płycie. Naprawdę!</li>
<li><strong>An Erotic End of Times </strong>&#8222;<em>Chapter One&#8221;.</em>&nbsp;Kolejna dziwna płyta zupełnie mało znanego projektu znikąd. I kolejna kosmiczna w tym zestawieniu. I może znów w tej płycie mało jest klasycznego blacka, ale muzyka jest epicka w nieskończoność! A świetny kosmiczny klimat pięknie współgra z rozmowami z Apollo 11 i nieśmiertelnymi słowami Neila Armstronga. Jednym słowem progresja na maksa, ale nic a nic wyświechtana.</li>
<li><strong>Mord’a’Stigmata </strong>&#8222;<em>Hope&#8221;.</em>&nbsp;Po <strong><em>Ansii</em></strong>, w której zakochałem się bez pamięci bardzo obawiałem się nowej odsłony <strong>Mord’a’Stigmaty</strong>. Głównie dlatego, że moje oczekiwania względem <strong>Statika</strong> i ekipy poszybowały w niebiosa. Na szczęście już pierwszy, tytułowy kawałek pokazał jasno, że w tym państwie duńskim dzieje się jak najlepiej. Muzyka na płycie jest pokręcona niczym kiszki słuchacza Radia Maryja, ale jakież to jest wszystko przemyślane. Majstersztyk i kropka.</li>
<li><strong>Aegrus </strong>&#8222;<em>Thy Numinous Darkness&#8221;.</em>&nbsp;To album, który poznałem zupełnie przypadkiem dzięki pracy w <strong>KVLT</strong>. Ktoś chyba niechcący wrzucił mi to do posłuchania i… mnie zamurowało. Mogę się założyć, że fińskiego <strong>Aergusa </strong>zna mało kto, a ich tegoroczny album to naprawdę solidna połajanka w starym stylu. A najlepsze jest to, że płyta od pierwszego do ostatniego kawałka jest brutalna i surowa, a jednocześnie linie melodyczne aż kipią spod chropowatej pokrywy growlu, gitar i galopującej perkusji. Takie <strong>Taake</strong>, tyle że z Finlandii.</li>
</ol>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/lxzxAghTcz8" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Michał &#8222;Kapitan Bajeczny&#8221; Kondzior</strong></p>
<p style="text-align: left;">Podsumowanie ostatniego roku jest dla mnie raczej trudne. Głównie z tego powodu, że poza pojedynczymi przypadkami całkowicie olewałem hype na nowości, skupiając się na&#8230; niczym konkretnym w zasadzie. Jeżeli już zdarzyło się przesłuchać coś &#8222;gorącego&#8221; to najczęściej albo YouTube mi o tym przypomniał (z ciekawości, a trochę też dla przypomnienia sprawdziłem inne podsumowania 2017-go, znajdując tam może po jednej, dwóch płytach, które faktycznie słyszałem). No i nie oszukujmy się, poza metalem jest ogrom innych gatunków, do których też warto przykładać uwagę, a które siłą tematyki tej strony, do podsumowania po prostu nie pasują. Poniższa lista jest więc wysoce upośledzona i subiektywna. Czyli jak każda inna w zasadzie. Numerków nie ma, jest alfabet.</p>
<ol>
<li><strong>Antigama</strong> &#8222;<em>Depressant</em>&#8221; &#8211; Nikt inny tak nie gra. Antigama to jeden z tych zespołów, które rozpoznaje się &#8222;po jednej nutce&#8221; a Depressant rozwija, wzbogaca i podbija formę z genialnego Insolent. Jak pisałem w recenzji, zdominowali 2017 w polskiej muzyce ekstremalnej.</li>
<li><strong>Culture Killer</strong> &#8222;<em>Culture Killer</em>&#8221; Tę płytę przesłuchałem w tym roku najwięcej razy. Kapitalne połączenie hardcore&#8217;owej, zadziornej energii z brutalnością.</li>
<li><strong>Death Toll 80k</strong> &#8222;<em>Step Down</em>&#8221; Surowy, nieokiełznany kop w ryj. Czysta, grindcore&#8217;owa furia i chaos. Warto było czekać.</li>
<li><strong>Dying Fetus</strong> &#8222;<em>Wrong One To Fuck With</em>&#8221; To chyba jedyna płyta w tym zestawieniu, na którą faktycznie czekałem. Płody udowadniają, że nikt nie potrafi kosić tak, jak oni. Reign Supreme pozostaje jak najbardziej aktualne.</li>
<li><strong>Fit For An Autopsy</strong> &#8222;<em>The Great Collaps</em>e&#8221; W sumie nie wiem, dlaczego darzę FFAA taką sympatią, ale nie ulega wątpliwości, że bardzo chętnie i często do nich wracam, a nowy krążek był najlepszym w ich karierze</li>
<li><strong>Left To Drown</strong> &#8222;<em>Left To Drown</em>&#8221; Brutalne do oporu, a przy tym napakowane porywającym groovem. Człowiek zaczyna się zastanawiać, dlaczego to Vulvodynia jest rozpoznawalna.</li>
<li><strong>Lovte</strong> &#8222;<em>It Is Not A Lack Of Love, But A Lack Of Communication</em>&#8221; Za wspaniałe, wypełnione emocjami połączenie cudownego wokalu, smutnej agresji i żywej energii. Gdyby była kategoria &#8222;Polski Debiut 2017&#8221;, bez zastanowienia bym go im przyznał.</li>
<li><strong>Porky Vagina</strong> &#8222;<em>Astroschwein</em>&#8221; Za imponujący mix country, disco, świń i szeroko rozumianej patologii, która grzeje serduszko każdego degenerata. Oczywiście mnie włączając.</li>
<li><strong>Potato Hate Explosion</strong> &#8222;<em>Flowerviolence</em>&#8221; Sprawa podobna, jak w przypadku Fit For An Autopsy, z tym, że PHE poznałem dopiero w tym roku. Bardzo mnie to buja.</li>
<li><strong>Primitive Man</strong> &#8222;<em>Caustic</em>&#8221; Bo jest długie i wolne, czyli takie, jakiego zazwyczaj nie trawię. Mimo to Prymitywy zmiażdżyły mnie konkretnie.</li>
<li><strong>Shadow of Intent</strong> &#8222;<em>Reclaimer</em>&#8221; kiedy grupa szczyli robi piosenki o Halo (tak, chodzi o strzelannki z XBoxa) nie spodziewasz się najbardziej przemyślanego, kompletnego i spełnionego krążka, jaki w 2017 zaserwowała deathcore&#8217;owa nisza. A im się udało. Jest bardzo duża szansa, że gdyby nie alfabet, umieściłbym Reclaimera na szczycie tej listy. Totalna miazga.</li>
</ol>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2017-roku-wg-redakcji/">Podsumowanie 2017 roku wg redakcji</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie 2016 roku wg redakcji</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-redakcji/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-redakcji/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 01 Jan 2017 16:40:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[A Tribe Called Red]]></category>
		<category><![CDATA[above aurora]]></category>
		<category><![CDATA[Alcest]]></category>
		<category><![CDATA[Amon Amarth]]></category>
		<category><![CDATA[Anthrax]]></category>
		<category><![CDATA[Arkona]]></category>
		<category><![CDATA[ARRM]]></category>
		<category><![CDATA[Asphyx]]></category>
		<category><![CDATA[Atra Vetosus]]></category>
		<category><![CDATA[aviaries]]></category>
		<category><![CDATA[BadBadNotGood]]></category>
		<category><![CDATA[Balance Interruption]]></category>
		<category><![CDATA[Be'lakor]]></category>
		<category><![CDATA[Bedowyn]]></category>
		<category><![CDATA[best of 2016]]></category>
		<category><![CDATA[Big Ups]]></category>
		<category><![CDATA[Black Mad Lice]]></category>
		<category><![CDATA[Black Rainbows]]></category>
		<category><![CDATA[Blindead]]></category>
		<category><![CDATA[Blood Incantation]]></category>
		<category><![CDATA[Borknagar]]></category>
		<category><![CDATA[Carnifex]]></category>
		<category><![CDATA[Cobalt]]></category>
		<category><![CDATA[ColdWorld]]></category>
		<category><![CDATA[Crippled Black Phoenix]]></category>
		<category><![CDATA[crowbar]]></category>
		<category><![CDATA[Cult Of Luna]]></category>
		<category><![CDATA[Damian "Synu" Wiśniewski]]></category>
		<category><![CDATA[Daniel Romano]]></category>
		<category><![CDATA[Dark Funeral]]></category>
		<category><![CDATA[Darkestrah]]></category>
		<category><![CDATA[Darkher]]></category>
		<category><![CDATA[Darkthrone]]></category>
		<category><![CDATA[David Bowie]]></category>
		<category><![CDATA[death in rome]]></category>
		<category><![CDATA[Deftones]]></category>
		<category><![CDATA[Devildriver]]></category>
		<category><![CDATA[Djevel]]></category>
		<category><![CDATA[Dormant Ordeal]]></category>
		<category><![CDATA[Dream Theater]]></category>
		<category><![CDATA[Einherjer]]></category>
		<category><![CDATA[Emilia Sosińska]]></category>
		<category><![CDATA[Entropia]]></category>
		<category><![CDATA[Epica]]></category>
		<category><![CDATA[Extinkt]]></category>
		<category><![CDATA[Fisz Emade Tworzywo]]></category>
		<category><![CDATA[Forndom]]></category>
		<category><![CDATA[furia]]></category>
		<category><![CDATA[Game Over]]></category>
		<category><![CDATA[Gojira]]></category>
		<category><![CDATA[GosT]]></category>
		<category><![CDATA[Hańba]]></category>
		<category><![CDATA[Hexhorn]]></category>
		<category><![CDATA[Hey]]></category>
		<category><![CDATA[Hierophant]]></category>
		<category><![CDATA[If These Trees Could Talk]]></category>
		<category><![CDATA[Ihsahn]]></category>
		<category><![CDATA[Inquisition]]></category>
		<category><![CDATA[Ivar Bjornson & Einar Selvik's Skuggsja]]></category>
		<category><![CDATA[Jacek Klatka]]></category>
		<category><![CDATA[Jakub Miliszewski]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></category>
		<category><![CDATA[Joe Bonamassa]]></category>
		<category><![CDATA[Julia Marcell]]></category>
		<category><![CDATA[Katatonia]]></category>
		<category><![CDATA[King Dude]]></category>
		<category><![CDATA[King Gizzard and the Lizzard Wizzard]]></category>
		<category><![CDATA[Kingdom]]></category>
		<category><![CDATA[korn]]></category>
		<category><![CDATA[Koronal]]></category>
		<category><![CDATA[Kurushimi]]></category>
		<category><![CDATA[Kyy]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Jędrejko]]></category>
		<category><![CDATA[Maciek Masta]]></category>
		<category><![CDATA[Marta "Kometa" Stock]]></category>
		<category><![CDATA[Megadeth]]></category>
		<category><![CDATA[Mentor]]></category>
		<category><![CDATA[Mesarthim]]></category>
		<category><![CDATA[Meshuggah]]></category>
		<category><![CDATA[Metallica]]></category>
		<category><![CDATA[Mikołaj Kobielski]]></category>
		<category><![CDATA[Moaana]]></category>
		<category><![CDATA[monkey3]]></category>
		<category><![CDATA[Mono]]></category>
		<category><![CDATA[Muscle and Marrow]]></category>
		<category><![CDATA[Mussorgski]]></category>
		<category><![CDATA[Nails]]></category>
		<category><![CDATA[Naird]]></category>
		<category><![CDATA[najlepsze płyty]]></category>
		<category><![CDATA[Neurosis]]></category>
		<category><![CDATA[New Model Army]]></category>
		<category><![CDATA[Nick Cave and the Bad Seeds]]></category>
		<category><![CDATA[Norma Jean]]></category>
		<category><![CDATA[Obscure Sphinx]]></category>
		<category><![CDATA[Oceans Of Slumber]]></category>
		<category><![CDATA[October Tide]]></category>
		<category><![CDATA[opeth]]></category>
		<category><![CDATA[Oranssi Pazuzu]]></category>
		<category><![CDATA[Organek]]></category>
		<category><![CDATA[Paweł Lach]]></category>
		<category><![CDATA[perturbator]]></category>
		<category><![CDATA[phantom winter]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Czwarkiel]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie 2016 roku]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie roku]]></category>
		<category><![CDATA[Preoccupations]]></category>
		<category><![CDATA[Psychonaut 4]]></category>
		<category><![CDATA[Quo Vadis]]></category>
		<category><![CDATA[Rafał Morsztyn]]></category>
		<category><![CDATA[Ragehammer]]></category>
		<category><![CDATA[Raging Speedhorn]]></category>
		<category><![CDATA[raven throne]]></category>
		<category><![CDATA[Rebel Babel Ensemble]]></category>
		<category><![CDATA[Red Scalp]]></category>
		<category><![CDATA[REMOTE]]></category>
		<category><![CDATA[Riverside]]></category>
		<category><![CDATA[Rotting Christ]]></category>
		<category><![CDATA[Sarah Neufeld]]></category>
		<category><![CDATA[Shodan]]></category>
		<category><![CDATA[Sink]]></category>
		<category><![CDATA[Spaceslug]]></category>
		<category><![CDATA[Srogość]]></category>
		<category><![CDATA[Street Sects]]></category>
		<category><![CDATA[SubRosa]]></category>
		<category><![CDATA[Suma]]></category>
		<category><![CDATA[Sunnata]]></category>
		<category><![CDATA[Survive]]></category>
		<category><![CDATA[Swans]]></category>
		<category><![CDATA[Tanya Tagaq]]></category>
		<category><![CDATA[Tarpan]]></category>
		<category><![CDATA[Tesseract]]></category>
		<category><![CDATA[Testament]]></category>
		<category><![CDATA[The Dead Goats]]></category>
		<category><![CDATA[The Dillinger Escape Plan]]></category>
		<category><![CDATA[The Dog]]></category>
		<category><![CDATA[The Kills]]></category>
		<category><![CDATA[The Leaving]]></category>
		<category><![CDATA[the mission]]></category>
		<category><![CDATA[The Rolling Stones]]></category>
		<category><![CDATA[The Vision Bleak]]></category>
		<category><![CDATA[Them Pulp Criminals]]></category>
		<category><![CDATA[ThermiT]]></category>
		<category><![CDATA[Thy Worshiper]]></category>
		<category><![CDATA[Tides From Nebula]]></category>
		<category><![CDATA[Tom Wolf]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Antosik]]></category>
		<category><![CDATA[top 10]]></category>
		<category><![CDATA[top10]]></category>
		<category><![CDATA[Topielica]]></category>
		<category><![CDATA[Twelve Foot Ninja]]></category>
		<category><![CDATA[Tzusing]]></category>
		<category><![CDATA[Votum]]></category>
		<category><![CDATA[Vyrh]]></category>
		<category><![CDATA[Wadim Filiks]]></category>
		<category><![CDATA[Wardruna]]></category>
		<category><![CDATA[wo fat]]></category>
		<category><![CDATA[Łukasz "Młody" Młodawski]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=68970</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nasza redakcyjna brać wybrała Top10 muzycznych wydawnictw 2016 roku. Pojawiły się niespodzianki, zagwozdki i &#8211; powiedzmy &#8211; oczywiste&#160;typy. Zapraszamy! Piotr Czwarkiel Mam&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-redakcji/">Podsumowanie 2016 roku wg redakcji</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Nasza redakcyjna brać wybrała <strong>Top10</strong> muzycznych wydawnictw 2016 roku. Pojawiły się niespodzianki, zagwozdki i &#8211; powiedzmy &#8211; oczywiste&nbsp;typy. Zapraszamy!</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Piotr Czwarkiel</strong></p>
<p>Mam świadomość, że do podsumowania roku nie weszło mnóstwo innych i bardzo dobrych albumów, no ale takie są uroki wybrania najlepszych &#8211; &nbsp;zaledwie 10 albumów, które wyszły na światło dzienne w 2016 roku. W dużej mierze poniższy ranking został oparty na ilości odsłuchów poszczególnych płyt.</p>
<p>01. <strong>Arkona<em>&nbsp;&#8222;</em></strong><em><strong>Lunaris&#8221;.</strong></em>&nbsp;To bezsprzecznie najlepsze black metalowe dzieło, które ukazało się w Polsce w 2016. Pamiętam, kiedy miałem przyjemność przedpremierowego odsłuchu. Nie mogłem wyjść z podziwu, co ten zespół był w stanie skomponować. Totalne black metalowe szaleństwo ze zdrową ilością melodii i niesamowitym wokalem <strong>Necrosodoma</strong>.<br />
02. <strong>ARRM</strong>&nbsp;<em><strong>&#8222;</strong><strong>ARRM&#8221;</strong></em>. Kolejny kapitalny album wyszedł spod ręki <strong>Artura Rumińskiego</strong>. Utwory to piękne pejzaże pełne hipnozy. Pełna melancholii muzyka jest idealnym tłem to zadumy i jesienno-zimowej aury.<br />
03. <strong>Psychonaut 4</strong>&nbsp;<em><strong>&#8222;</strong><strong>Neurashenia&#8221;</strong></em>. Gdy tylko poznałem ten gruziński zespół, od razu pokochałem go miłością platoniczną. <em><strong>&#8222;</strong><strong>Dipsomania&#8221;</strong></em> była albumem perfekcyjnym, ale nowe wydawnictwo choć z tego względu, że jest nieco odmienne, może mniej depresyjne, to nie można powiedzieć, że czegoś tu brakuje. Chore dźwięki uzupełnione przerażającym wokalem <strong>Grafa</strong> (jakby chciał uciec z psychiatryka)to mieszanka bardzo niebezpieczna, a ja niebezpieczną muzykę bardzo lubię 🙂<br />
04. <strong>Furia</strong> <em><strong>&#8222;</strong><strong>Księżyc Milczy Luty&#8221;</strong></em>. Po dość eksperymentalnym <em><strong>Guido</strong></em>, <strong>Nihil</strong> i spółka wydali płytę, która pomimo n-tego zapętlenia w odtwarzaczu nie potrafi znudzić. Jest to już nieco inny black metal, z mocną domieszką post-rocka. Nie jest to dzika odmiana czarnego metal, sporo tu wolniejszych temp, które w niesamowity sposób budują napięcie podczas odsłuchu płyty. Ta płyta to narkotyk, którego chce się więcej.<br />
05. <strong>Kyy</strong> <em><strong>&#8222;</strong><strong>Beyond Flesh-Beyond Matter-Beyond Death&#8221;</strong></em>. Po bezbłędnej EPce mocno wyczekiwałem na pełnograja fińskiej hordy <strong>Kyy</strong>. I nie zawiodłem się. Na płycie znajdziemy black metal o surowym brzmieniu z lekkimi inspiracjami zespołem <strong>Watain</strong>. Utwory <em><strong>Legio Serpenti</strong></em> oraz <em><strong>Death Within</strong></em> to hity, które na koncertach zniszczą każdą publikę!<br />
06. <strong>Bedowyn</strong> <em><strong>&#8222;</strong><strong>Blood of the Fall&#8221;</strong></em>. Według mnie to najlepszy kawał muzyki, jaki ujrzał światło dzienne w tym roku w swoim gatunku. Amerykanie umieją grać ten swój stoner/doom metal. Na płycie nie brakuje doomowego klimatu. Na szczególną uwagę zasługuje wyśmienita produkcja i z premedytacją nieco przybrudzony sound. W ich muzyce słychać ducha Ameryki. Pełna rekomendacja.<br />
07. <strong>Hexhorn</strong> <em><strong>&#8222;</strong><strong>Waking of Death&#8221;</strong></em>. O tym albumie miałem przyjemność się wypowiedzieć w <a href="http://muzyka.onet.pl/metal/metal-max-36-recenzje-nails-sodom-thy-worshipper-i-inne/cn12fm" target="_blank">36 odcinku Metal Maxa</a>. Ten debiutancki album bardzo długo gościł na mojej liście. Hiciarskie kawałki wypełniają cały krążek. Fajnie zaaranżowane mięsiste riffy z heavy metalowymi solówkami to wizytówka krążka. Według mnie to jedna z najlepszych debiutanckich płyt na polskiej metalowej scenie.<br />
08. <strong>Topielica</strong> <em><strong>&#8222;</strong><strong>Uroczysko&#8221;</strong></em>. Chyba staję się coraz bardziej melancholijny, bo to kolejna płyta z takim klimatem w podsumowaniu roku! <strong>Cezar</strong> z <strong>Christ Agony</strong> w nieco innym obliczu, serwuje nam piosenki utrzymane w gatunku alternatywnego rocka. Muzyka wypełniona pierwiastkiem smutku i melancholii. Bardzo lubię i szczerze polecam.<br />
09. <strong>Darkthrone</strong> <em><strong>&#8222;</strong><strong>Arctic Thunder&#8221;</strong></em>. Długo czekałem na dźwięki skomponowane przez <strong>Fenriza</strong> i <strong>Nocturno Culto</strong>. Płytę tę równie długo przesłuchiwałem, jak <strong>HexHorn</strong> czy polską <strong>Arkonę</strong>. Nawet nie pamiętam, kiedy wcześniej tak mi się przykleiła do słuchawek punk/black metalowa muzyka. Trzeba przyznać, że słucha się go z wielką przyjemnością. Bardzo sobie cenię to surowe brzmienie.<br />
10. <strong>Gojira</strong> <em><strong>&#8222;</strong><strong>Magma&#8221;</strong></em>. Ile było zachwytów na temat tej płyty, to wszyscy dobrze wiemy. I chyba nikt się specjalnie temu nie dziwi, ja również. W szczególności „zostałem kupiony” po koncercie na czeskim Brutalu. Kompozycje z nowej płyty dosłownie wbijają w przysłowiową&nbsp;ziemię. To jeden z najlepszych zespołów grających progresywną odmianę śmierć metalu. Nic tylko brać i słuchać.</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Maciej Jędrejko</strong></p>
<p>Tegoroczne podsumowanie niestety bez podziału na Polskę i resztę świata, co trochę utrudnia zrobienie rankingu. W związku z tym pierwsze sześć pozycji z listy to tak naprawdę TOP3 z naszego kraju i zagranicy. Kolejność pozostałych wydawnictw zupełnie przypadkowa.</p>
<p>01.<strong> Oranssi Pazuzu <em>&#8222;Värähtelijä&#8221;</em>.</strong> Najczęściej słuchany przeze mnie album w roku 2016. Komentarz jest zbędny, po prostu trzeba przesłuchać.<br />
02.<strong> Kingdom <em>&#8222;Sepulchlar Psalms from the Abyss of Torment&#8221;</em></strong>. Moim zdaniem najmocniejszy, najbardziej bezkompromisowy i zarazem najczęściej słuchany przeze mnie album z naszej rodzimej sceny. 666% diabła w diable.<br />
03. <strong>Sink <em>&#8222;The Ark of Contempt and Anger&#8221;</em>.</strong> Bardzo wyrafinowana, klimatyczna i subtelna mieszanina różnych pomysłów. Ciężko oprzeć się kolejnym odsłuchom i zanurzeniu się w tak pięknej czerni.<br />
04. <strong>Ragehammer <em>&#8222;The Hammer Doctrine&#8221;</em></strong>. Bliżej, mocniej, teraz! Najbardziej właściwa doktryna anno domini 2016.<br />
05. <strong>Blood Incantation <em>&#8222;Starspawn&#8221;.</em></strong> Najlepszy tegoroczny death metal spoza Polski. Masa grobu, techniki i po prostu łomotu w samym sercu galaktyki.<br />
06. <strong>Dormant Ordeal <em>&#8222;We Had it Coming&#8221;</em></strong><em>.</em> Niezwykle soczysty i miażdżący kości death metal! Idealna propozycja dla tych, którzy tęsknią za starym <strong>Decapitated</strong>.<br />
07. <strong>Ihsahn <em>&#8222;Arktis&#8221;</em>.</strong> Świetny materiał od samego mistrza black metalu. Przemyślany, zaskakujący i nietuzinkowy. Natomiast moc zawarta na tej płycie zmiażdżyłaby niejeden lodowiec.<br />
08. <strong>Vyrh <em>&#8222;Majestat skał i złamań otwartych&#8221;</em>. </strong>Zjawiskowa podróż w samo serce polskich gór, a to wszystko w towarzystwie niebanalnych melodii.<br />
09. <strong>Arkona <em>&#8222;Lunaris&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Chyba najbardziej porywający materiał w polskim black metalu. Powalający klimat, nieziemska (i to dosłownie) atmosfera oraz idealne wyważenie melodii.<br />
10. <strong>The Dog <em>&#8222;The Devil Comes At Night&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Grind your mind! Miłośnicy hałasu, ekstremy i szybkości powinni zakochać się od pierwszego usłyszenia.</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Tomasz Antosik</strong></p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">01. <strong>Blindead<em> &#8222;Ascension&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Czekałem, nieco obaw się zebrało, zmiana wokalisty itp. Ale jednak rok 2016 pięknie zwieńczyli, świetna płyta, świetne koncerty.&nbsp;Płyta nie jest monotonna i zawiera najlepsze elementy poprzednich wydawnictw.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">02. <strong>Kingdom </strong><em><b>&#8222;Sepulchral Psalms from the Abyss of Torment&#8221;</b></em><strong>.</strong> Polska death metalem stoi. Płyta „znikąd”, wpadła mi za poleceniem znajomego z Redakcji, śmiało deklasuje dziesiątkę uznanych produkcji. Cholernie polecam, duch starych Morbidów aż nadto obecny.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">03.<strong> Entropia &#8222;Ufonaut&#8221;.</strong>&nbsp;Niesamowita muzyczna wyliczanka. Krążek nieszablonowy, mus posłuchać.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">04. <strong>Mussorgski </strong><em><b>&#8222;Creatio Cosmican Bestiae&#8221;</b></em><strong>.</strong>&nbsp;Czekałem lata i&#8230; warto było. Od samego początku powala klimatem, stanowczo niedoceniona pozycja. Odżałujcie parę piw i sprawdźcie, jak się prezentuje klasyka polskiego metalu.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">05. <strong>HexHorn <em>&#8222;Waking Of Death&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Płyta nagrana z pasją i to słychać. Dawno tyle frajdy nie miałem, słuchając zwykłego napieprzania.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">06. <strong>Inquisition <em>&#8222;Bloodshed Across The Empyrean Altar Beyond The Celestial Zenith&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Duchowa uczta. Chyba nie mogę być obiektywny w tym temacie.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">07. <strong>Blood Incantation </strong><em><b>&#8222;Starspawn&#8221;.</b></em>&nbsp;Najlepsze echa starej szkoły death metalu plus nowy zamysł, jak ów death metal powinien brzmieć. Dla mnie już są bogami, dla Was też będą.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">08. <strong>Be’lakor</strong><em><b> &#8222;Vessels&#8221;.</b></em>&nbsp;Można nagrać nowoczesny metal, nie popadając w kornowato-melodyjne banały? Oczywiście, że można. Płyta pełna pomysłów, niesamowicie uzależniająca.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">09. <strong>October Tide </strong><em><b>&#8222;Winged Waltz&#8221;</b></em><strong>.</strong>&nbsp;Posucha na tego typu granie, ale na szczęście jeszcze są sprawdzone kapele. I tutaj nie ma zawodu. Do tego świetna forma koncertowa.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">10. <strong>Megadeth <em>&#8222;Dystopia&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Rudy nadal w formie. Reszta bandu też, a jak nie, to Rudy ich wymieni i nagra jeszcze lepszy. Tej płycie tylko <strong>Anthrax</strong> mógłby zagrozić.&nbsp;</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Wadim Filiks</strong></p>
<p style="text-align: left;">Prawdę mówiąc, nie jestem zwolennikiem wszelkich notowań, list przebojów i innych podsumowań. Każdego roku w moim &#8222;top ten&#8221; i tak znajdują się starocie, wydawnictwa kapel nieistniejących i artystów nieżyjących. Gdy jednak zdarza się tak wyjątkowy rok, jak ubiegły, 2016, to czuję się zobligowany, by dorzucić swoje przysłowiowe &#8222;trzy grosze&#8221;. No, w tym wypadku dziesięć. Dziesięć albumów, które przyprawiły mnie o dreszcz emocji, od dinozaurów thrashu, przez folkowe inspiracje, na odważnych eksperymentach kończąc. To był dobry rok.</p>
<p>01. <strong>Aviaries <em>&#8222;Aviaries&#8221;</em></strong><em>.</em> Absolutne zaskoczenie tego roku i jedna z dwóch rodzimych produkcji w moim TOP. Muzykę zespołu poznałem dzięki mojej Ukochanej, która zabrała mnie na ich koncert. Zostałem kompletnie oczarowany prostotą formy, ale też zaangażowaniem, z jakim muzycy podchodzą (zarówno na albumie, jak i podczas gry na żywo) do swojej pracy. Niezwykły klimat, coś zupełnie innego i świeżego na polskim rynku muzycznym.<br />
02. <strong>Anthrax <em>&#8222;For All Kings&#8221;</em></strong>. Królowie wrócili w wielkim stylu jeszcze w 2011 roku albumem <em><strong>Worship Music</strong></em>. Choć tegoroczna płyta nie została przyjęta przez krytykę aż tak dobrze, jak jej poprzedniczka, to dla mnie <strong>Anthrax</strong> z <strong>Belladonną</strong> na wokalu zawsze pozostaje czymś w rodzaju sentymentu. Nie mogę się doczekać marcowego koncertu w Polsce i życzę sobie usłyszeć na żywo <em><strong>Blood Eagle Wings</strong></em>&nbsp;właśnie z nowego krążka grupy.<br />
03. <strong>The Mission<em> &#8222;Another Fall From Grace&#8221;</em></strong>. Prosta, przyjemna płytka w typowym dla grupy <strong>Hussey’a </strong>stylu.&nbsp;Od melodyjnego <em><strong>Tyranny of Secrets</strong></em>, przez bardzo radiowy <em><strong>Met-Amor-Phosis</strong>,</em>&nbsp;po bardziej epicki <em><strong>Bullets and Bayonets</strong></em>. Ten album to jedna z najlepszych rzeczy, która powstała w klimatach około-gotyckich od wielu lat. Zespół sięga do korzeni lat 80., doprawiając całość szczyptą bardziej nowoczesnego podejścia do muzyki. Jest spoko.<br />
04. <strong>Black Rainbows <em>&#8222;Stellar Prophecy&#8221;</em></strong>. Spośród ogromnego zalewu stoner/doom rocka, który można było zaobserwować w tym roku, musiałem wybrać jeden wyjątkowo udany album. <strong>Black Rainbows</strong> otrzymują ode mnie wyróżnienie za odważne sięgnięcie po rock psychodeliczny i stworzenie pomostu pomiędzy współczesnym graniem, a klasycznymi dźwiękami z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. <em><strong>Golden Widow</strong></em>&nbsp;to jedna z moich ulubionych kompozycji tego roku.<br />
05. <strong>HexHorn <em>&#8222;Waking Of Death&#8221;</em>.</strong> Chłopaki z Katowic dali nam w tym roku porcję solidnego thrashu. Muzyka zespołu bardziej toruje swoje własne szlaki, niż powtarza utarte schematy sprzed trzech dekad. Jest szybko, jest mocno, jest dobrze. No i do tego bas, który nie plumka w tle w systemie zero-jedynkowym, natomiast wybija się często do przodu, a to tygryski lubią najbardziej.<br />
06. <strong>Raven Throne <em>&#8222;Šliacham Zabytych&#8221;</em>.</strong> W temacie black metalu można śmiało wymienić dziesiątki innych wydawnictw, które w 2016 roku zasłużyły, aby znaleźć się w TOP10. Ja natomiast sięgam po krążek naszych sąsiadów z Białorusi. Muzycznie rewelacja, a do tego teksty odnoszące się do poezji białoruskiej i folkloru. Muzyka Ravenów to rzeź poprzez głębię i rytm, bez symfonicznych wstawek.<br />
07. <strong>Monkey3 <em>&#8222;Astra Symmetry&#8221;.</em></strong> Doświadczona grupa sięgająca do klimatów psychodelicznych i progresywnych, bazująca na dokonaniach klasyków rocka, stworzyła dzieło kompletne, którego z zapartym tchem słucha się od A do Z. Czysta przyjemność z astralnej podróży. Dzieło wyjątkowe, ambitne i jedyne w swoim rodzaju. Epickie numery, które pochłaniają słuchacza i wgniatają w krzesło.<br />
08. <strong>Phantom Winter <em>&#8222;Sundown Pleasures&#8221;</em></strong><em>.</em> Płyta, która przekonała mnie, że gatunek sludge metalu też może brzmieć dobrze i być łatwostrawny, choć podchodziłem do niej jak pies do jeża. Ciężkie i powolne granie, osnute na doświadczeniach nieistniejącej formacji <strong>Omega Massiff</strong>, a do tego krzyki i growle. Razem daje to poczucie dobrze wykonanej roboty. Dźwięki wydobywające się z tego krążka są odrażające niczym najbardziej plugawe kreatury. Uznajcie to za komplement.<br />
09. <strong>Death in Rome <em>&#8222;Hitparade&#8221;</em></strong>. No, to dopiero propozycja na udanego Sylwestra podszytego klimatami samobójczymi. Jeśli planujecie nie wchodzić z przytupem w 2017, to odpalcie sobie znane (i niekoniecznie lubiane) hity z radiowych list przebojów utrzymane w neofolkowej stylistyce. Tekst <em>„I’m never gonna dance again”</em> z piosenki <em><strong>Careless Whisper</strong></em>&nbsp;nabiera jeszcze jednego ukrytego znaczenia, if you know what I mean. Depresja i smutek w dobrym guście.<br />
10. <strong>Wardruna <em>&#8222;Runaljod – Ragnarok&#8221;</em>.</strong> Last but not least. Prawdopodobnie ostatni krążek wydany pod szyldem <strong>Wardura</strong>, epickie dzieło wieńczące trylogię runiczną, za którą odpowiedzialny jest jeden z największych mózgów dzisiejszej muzyki folkowej i ambientowej &#8211;&nbsp;<strong>Einar Selvik</strong>. Minimum formy, maksimum treści, a jednocześnie tak wiele innowacji i świeżości. Wszystko, czego dotknie się<strong> Einar</strong> zamienia od razu w złoto. Mistrzostwo.</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Jacek Klatka</strong></p>
<p>Na początek kilka informacji: 2016 to kolejny rok, w którym nie zdążyłem przesłuchać, a co dopiero wgryźć się we wszystkie gorące premiery, ważne tytuły i obiecujące debiuty; w 2016 ukazało się wiele świetnych albumów i zrobienie listy TOP 50 nie stanowiłoby dla mnie żadnego problemu. P<span style="font-size: medium;">łyty z mojego podsumowania to nie te „najlepsze”, które się ukazały (bo i jak miałbym to ocenić), lecz te, których słuchałem najczęściej i z największą przyjemnością.</span></p>
<p>01. <strong>Joe Bonamassa</strong> <em><strong>&#8222;</strong><strong>Blues of Desperation&#8221;</strong></em>. Nie jest to pierwszy album tego artysty, który zasługuje na tzw. pięć gwiazdek, ale według mnie najlepszy z nich wszystkich. Bogactwo dźwięków, fenomenalnych solówek, wyrywających z butów riffów (<i><b>Mountain Climbing</b></i>!), świetnych chórków. Niezależnie od tego, czy dźwięki skręcają w stronę bluesa, rocka czy country, <strong>Joe</strong> po prostu zachwyca.<br />
02. <strong>Swans</strong> <em><strong>&#8222;</strong><strong>The Glowing Man&#8221;</strong></em>. Mówią, że najsłabsza część po-re-aktywacyjnej trylogii, że wieje nudą… Ja jednak kupuję nowe dzieło <strong>Giry</strong> w całości. Nie ponarzekam na długość, bo album mija mi błyskawicznie. Nie będę się skarżył na monotonię, bo każda część tej układanki jest wciągająca i logicznie łączy się w spójną i udaną całość.<br />
03. <strong>Julia Marcell</strong> <em><strong>&#8222;</strong><strong>Proxy&#8221;</strong></em>. Zazwyczaj mam gdzieś dyskusje w jakim języku powinien śpiewać polski artysta, jednak w tym przypadku cieszę się, że <b>Julia Marcell </b> porzuciła angielski na rzecz naszego ojczystego języka. Nie tylko dlatego, że można poczuć kąśliwość jej tekstów. Głównie dlatego, że śpiewa dzięki niemu inaczej, bardziej oryginalnie. Już nikt przez pomyłkę nie zapyta „a co to, <strong>Björk</strong>?”.<br />
04. <strong>Oranssi Pazuzu</strong> <em><strong>&#8222;Värähtelijä&#8221;</strong></em>. Pisałem na łamach <strong>Kvlt</strong> recenzję czwartego albumu Finów, więc nie będę się powtarzał. Napiszę tylko, że <em><strong>&#8222;Värähtelijä&#8221;</strong></em><i><b>&nbsp;</b></i>to naprawdę pierwszorzędny odlot.<br />
05.<b> The Leaving <em>&#8222;Faces&#8221;.</em></b> Gdy redaktor naczelny napisał mi „<i>weź tę płytę zrecenzuj, ty lubisz takie klimaty</i>”, to myślałem, że podrzuca mi gorący kartofel. A tu proszę, samo piękno. Jeśli przeoczyliście <a href="https://kvlt.pl/recenzje/the-leaving-faces-2016/">recenzję</a>, serdecznie zapraszam.<br />
06.<b> Neurosis<em> &#8222;Fires Within Fires&#8221;</em>.</b> Krótka, zwięzła, lekka, atrakcyjna. Spodziewaliście się kiedykolwiek przeczytać takie rzeczy o płycie <b>Neurosis</b>? Choć dodam także opis niezbyt zaskakujący &#8211; poruszająca, naturalnie płynąca z serca muzyka.<br />
07.<b> The Dillinger Escape Plan <em>&#8222;Dissociation&#8221;.&nbsp;</em></b><b>Dillinger</b> grał już w przeszłości przeboje, ale to właśnie <em><strong>&#8222;</strong></em><i><b>Dissociation&#8221;</b></i> jawi mi się jako najbardziej przystępny materiał Amerykanów. Szaleństwo jest okiełznane, a przyjazne dla ucha wtręty miło wkomponowane. Niby nie tego oczekiwałem, ale bardzo mi się podoba. Ps. Nie wierzę, że to pożegnanie. Wrócą jak zatęsknią.<br />
08.<b> Gojira <em>&#8222;Magma&#8221;</em>.&nbsp;</b> W przeszłości chyliłem czoła, czapkę z głowy ściągałem, ale fanem <b>Gojiry </b>nigdy się nie stałem. A tu nagle &#8222;<i><b>Magma&#8221;</b></i> z jasnego nieba! Nie pierwszy i nie ostatni to zespół, który wygrywa dzięki temu, że upraszcza swoją muzykę. Choć wiadomo, że najważniejsze są świetne numery, a tych jest tutaj zatrzęsienie. I na dodatek wchodzą do głowy już przy pierwszym przesłuchaniu. Niezła sztuka skomponować taki materiał.<br />
09.<b> Hey <em>&#8222;Błysk&#8221;</em>.&nbsp;</b>Po świeżym i przebojowym <i><b>MURP</b></i>, oraz wysmakowanym i ujmującym &#8222;<i><b>Do Rycerzy&#8230;&#8221;</b></i>, <em><strong>&#8222;</strong></em><i><b>Błysk&#8221;</b></i> jest ewidentnym i zupełnie niepotrzebnym krokiem w tył. Po co zbaczać ze ścieżki, która była tak ciekawa i artystycznie owocna? Zadaję sobie te pytania i narzekam od dnia premiery, a i tak raz po raz włączam <em>play</em>. Z radością wracam do hipnotycznego <i><b>Błysku</b></i>, porywającego <i><b>Szumu</b></i>, walącego w zęby riffu <i><b>Prędko Prędzej</b></i>, frapującej historii opowiedzianej w <i><b>Ku Słońcu</b></i>, urokliwego klimatu <i><b>2015</b></i>&#8230;<br />
10.<b>&nbsp;Fisz Emade Tworzywo <em>&#8222;Drony&#8221;.&nbsp;</em></b> Przedpremierowe recenzje i wywiady z <b>Fiszem</b> obiecywały przeboje. Tymczasem nie takie <em><strong>&#8222;Drony&#8221;</strong></em><b>&nbsp;</b> łatwe i przyjemne, jak je malowali. Wraz z nadejściem utworu nr 5 (<i><b>Kręte Drogi</b></i>) zaczyna się wieloutworowe usypianie słuchacza, które trwa aż do wieńczącego album <i><b>Bzyka</b></i>, bo delikatne ożywienie w <i><b>Sarnach</b></i> i numerze tytułowym nie gwarantuje pobudki. <em><strong>&#8222;</strong></em><b><em>Drony&#8221;</em>&nbsp;</b> polubiłem dopiero na koncertach promujących album. I nie jest to zaskoczenie &#8211; utwory z<em><strong> &#8222;</strong></em><i><b>Mamuta&#8221;</b></i> także pokazywały swą prawdziwą moc dopiero na żywo. Jest to materiał plastyczny, zachęcający do improwizacji i zabawy dźwiękiem, szkoda więc, że odtwarzany z płyty traci sporo ze swojej wartości. Przyznaję jednak, że chętnie do niego wracam.</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Mikołaj Kobielski</strong></p>
<p style="text-align: left;">Dziwny był ten rok, jeśli chodzi o muzykę. Wielcy nieobecni tego zestawienia to <strong>Opeth</strong> i <strong>Katatonia</strong>, których ostatnie albumy mnie zanudziły jako pierwsze od&#8230;właściwie początku działalności tych kapel. Na szczęście moje rozczarowanie zrekompensowały niespodzianki w rodzaju <strong>MONO</strong> czy odkrycia w postaci <strong>GosT</strong>. Nie było też albumu, który uznałbym za absolutne arcydzieło, więc kolejność jest mocno umowna.</p>
<p style="text-align: left;">01.<strong> MONO <em>&#8222;Requiem for Hell&#8221;</em></strong>. Największe pozytywne zaskoczenie tego roku w postaci japońskiego, post-rockowego walca, który wgniótł mnie w ziemię swoim bezpośrednim przekazem emocji.<br />
02. <strong>SubRosa <em>&#8222;For This We Fought The Battle of Ages&#8221;</em></strong>. Z doomowcami z Salt Lake City sprawa jest prosta. Nawet kiedy nagrywają album nieco słabszy od poprzedniego i poniżej swoich możliwości, to i tak są bezkonkurencyjni.<br />
03.<strong> Perturbator <em>&#8222;The Uncanny Valley&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Obserwuję muzyczne poczynania <strong>Jamesa Kenta</strong> od niemal samego początku i naprawdę nie mogę się nacieszyć faktem, że ciągle idzie do przodu i się rozwija. Synthwave najwyższej próby i prawdopodobnie przyszły klasyk muzyki elektronicznej.<br />
04. <strong>New Model Army <em>&#8222;Winter&#8221;</em></strong><em>.</em> Weterani brytyjskiego podziemia powrócili z najmocniejszym albumem od kilku lat. Nawet gdybym nie był wielkim fanem formacji <strong>Justina Sullivana</strong>, to po przesłuchaniu tej płyty bez wątpienia bym nim został. Piękny i szczery materiał.<br />
05. <strong>The Kills <em>&#8222;Ash &amp; Ice&#8221;</em></strong>. Wysoce uzależniający album duetu, który wprawdzie od minimalizmu garażowego rocka odszedł w nieco bardziej radiowe rejony, ale nadal porusza wszechstronnością, klimatem i głosem <strong>Alison Mosshart</strong>.<br />
06. <strong>Cult of Luna <em>&#8222;Mariner&#8221;</em></strong>. Nie spodziewałem się, że ze współpracy z <strong>Julie Christmas</strong> wyjdzie coś dobrego. Tymczasem zaowocowała ona albumem zarówno ciekawym, potężnym i bogatym, jak i na swój sposób bardziej przystępnym.<br />
07.<strong> GosT <em>&#8222;Non Paradisi&#8221;</em></strong>. Taki „młodszy braciszek” <strong>Perturbatora</strong>. Troszkę prostszy i bardziej toporny, ale dalej absolutnie zaliczający się do pierwszej ligi i wbijający się do głowy już po pierwszym przesłuchaniu.<br />
08. <strong>Obscure Sphinx <em>&#8222;Epitaphs&#8221;</em></strong>. Rodzimy reprezentant tego zestawienia. Sytuacja trochę jak z<strong> SubRosa</strong> – nawet, gdy nagrywają album odrobinę rozczarowujący i daleki od ideału, to nadal pozostają najbardziej oryginalnym i intrygującym zjawiskiem polskiej sceny muzycznej.<br />
09. <strong>Metallica<em> &#8222;Hardwired&#8230;To Self-Destruct&#8221;</em></strong>. Najlepsza ich płyta od czasu Czarnego Albumu. Czy to dużo czy mało, oceńcie sami, ale mnie cieszy, że thrashowe dziadki mają w sobie jeszcze trochę ognia.<br />
10. <strong>Nick Cave and the Bad Seeds <em>&#8222;Skeleton Tree&#8221;</em>.</strong> Duża, ciężka i przytłaczająca dawka emocji, zawarta w bardzo oszczędnych kompozycjach. Gdyby forma była miejscami nieco inna, byłoby blisko ideału.</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Paweł Lach</strong></p>
<p>01. <strong>Swans <em>&#8222;The Glowing Man&#8221;</em>.</strong> Fakt, że wciąż zastanawiam się nad tym, czy <strong>Michael Gira</strong> wraz z ekipą nagrali płytę genialną czy raczej rozczarowującą, świadczy o tym, że tej muzyki nie da się w prosty sposób zdefiniować i ocenić. Ale dźwięki <strong><em>&#8222;The Glowing Man&#8221;&nbsp;</em></strong>zmuszają mnie wciąż do poszukiwana odpowiedzi. Wciągająca, monotonna, hipnotyczna wędrówka przez jałowe, nie zawsze przyjazne dźwiękowe krainy.<br />
02. <strong>Gojira <em>&#8222;Magma&#8221;</em>.</strong> Kapela zaserwowała w tym roku być może swój najbardziej przystępny materiał, a jednocześnie artystycznie wysmakowany. Rzecz ambitna i przebojowa zarazem, oczywiście w mocnych, metalowych standardach.<br />
03. <strong>King Gizzard and the Lizzard Wizzard <em>&#8222;Nonagon Infinity&#8221;</em>.</strong> Odkryłem zupełnie przypadkiem i z miejsca przeniosłem się do psychodelicznego, zgrzytliwego i niepozbawionego halucynacji rodem z lat 70. świata. Zwariowane to, kiczowate miejscami, ale podane z pazurem. Trudno przejść obok bez zaciekawienia.<br />
04. <strong>SURVIVE <em>&#8222;RR7349&#8221;</em></strong>. Połowa tego kwartetu stworzyła niesamowitą muzykę do serialu <strong>„Stranger Things”</strong>, którego kolejne odcinki pochłaniałem z żywym zainteresowaniem, podobnie jak wielu moich znajomych. Album <strong><em>&#8222;RR7349&#8221;</em></strong> powstał z wykorzystaniem podobnych muzycznych środków, czyli chłodnej retro elektroniki, wykorzystanej oszczędnie i ze smakiem.<br />
05. <strong>Deftones<em> &#8222;Gore&#8221;</em>.</strong> Na początku odrzuciłem album <strong><em>&#8222;Gore&#8221;</em></strong>,<strong><em>&nbsp;</em></strong>jako nudny i pozbawiony iskry. Słucham jednak ostatnio nowej płyty <strong>Deftones</strong> coraz częściej i stwierdzam, że pierwsze wrażenie było mylne. Całość brzmi świeżo i młodzieńczo, jak na zespół, który tyle lat już hasa po scenie, a jednocześnie klasycznie. Ciężar gitar i senne, rozmazane, dźwiękowe pejzaże &#8211; niby nic nowego, a znowu działa.<br />
06. <strong>The Rolling Stones <em>&#8222;Lonseome and Blue&#8221;</em></strong>. Wzruszyłem się, gdy usłyszałem tę płytę po raz pierwszy. Po pięćdziesięciu latach pchania rockandrollowego wózka <strong>Stonesi</strong> wrócili do korzeni, grając szczerze i bez ozdobników klasyczne bluesy ze śpiewnika swoich czarnoskórych ulubieńców.<br />
07. <strong>Preoccupations <em>&#8222;Preoccupations&#8221;</em></strong>. Wydali przed rokiem mini album, jeszcze pod szyldem <strong>Viet Cong</strong> i od razu zwrócili uwagę fanów alternatywnego rocka i niezależnych krytyków. Wtedy było garażowo i zadziornie, teraz jest trochę bardziej w nowofalowym duchu lat 80., ale wciąż intrygująco.<br />
08. <strong>David Bowie<em> &#8222;Blackstar&#8221;</em></strong><em>.</em> Przyznam się bez bicia, że dopiero śmierć <strong>Bowiego</strong> była impulsem, by dogłębnie zbadać jego dyskografię. A płyta <strong><em>&#8222;Blackstar&#8221;</em></strong> jest wstrząsającym, świadomym pożegnaniem. Wiem, wszyscy o tym mówią i piszą, ale rozstać się ze słuchaczami w tak przejmujący sposób mógł tylko wielki artysta.<br />
09. <strong>Opeth <em>&#8222;Sorceress&#8221;</em></strong>. Metamorfoza, jakiej poddała się muzyka <strong>Opeth</strong>&nbsp;nie tylko mnie nie zmartwiła, ale wręcz ucieszyła. Najnowszy album nie zawiódł moich wygórowanych oczekiwań, choć możliwe, że liczyłem na coś więcej. Ale i tak wiele z tych dźwiękowych zaklęć uważam za urzekające.<br />
10. <strong>BadBadNotGood <em>&#8222;IV&#8221;</em></strong>. Nie po drodze tej płycie z profilem naszego portalu, ale serwowana przez młodych Kanadyjczyków mieszanka jazzu, instrumentalnego hip-hopu, soulu, funku i elektroniki wstrząsnęło mną w tym roku chyba najmocniej, a jednocześnie nie pozwoliła być zmieszanym. Da się zagrać jazz w przystępny, nowoczesny, a jednocześnie nie strywializowany sposób? Jak słychać po <strong><em>&#8222;IV&#8221;</em></strong> da się, a jakże!</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Maciek Masta</strong></p>
<p>Chylący się ku naturalnemu unicestwieniu rok 2016 był dla mnie w pewnym sensie przełomowy. A to między innymi dlatego, że dokładnie rok temu powiedziałem sakramentalne „tak” <strong>Kvltowemu</strong> Naczelnemu, co zaowocowało praprawiającym o zawrót głowy tempem poznawanych albumów. Dlatego też tym razem naprawdę mam z czego wybierać. Aż ciężko skupić się na konkretnych albumach. Dlatego też swoje podsumowanie przedstawiam po zastosowaniu tradycyjnych inhibitorów procesów myślowych. Dodam jedynie, że wybór prosty nie był. Po pierwsze dlatego, że tak równego roku w historii black metalu to ja chyba nie pamiętam, a pamiętam tych lat już kilkadziesiąt. Po drugie zaś z powodu ilości płyt, które przewinęły się przez moje ręce. Wybiorę więc po pięć z płyt nagranych w Polsce i za granicą oraz spośród tych, których po prostu słucham ostatnio najczęściej.</p>
<p>01.<strong> Dark Funeral &#8222;<em>Where the Shadows Forever Reign&#8221;.</em></strong>&nbsp;Panowie Szwedzi brody ze starości mają już tak długie, że muzycy <strong>ZZ Top</strong> mogliby się przy nich schować. A pierwszych ich płyt to słuchał z pewnością jeszcze towarzysz Kiszczak. Ale takiej płyty, jak &#8222;<strong><em>Where the Shadows Forever Reign&#8221;</em></strong> <strong>Dark Funeral</strong> nie nagrał jeszcze nigdy. Rzecz absolutna i genialna od pierwszej do ostatniej nuty. Fakt, może i nie odkrywcza, ale to najprawdziwszy z prawdziwych blacków. I to tak gorący i mięsisty, że aż chce się zatopić w jego otchłaniach po wsze czasy.<br />
02.<strong> Mesarthim</strong> <strong><em>.- -&#8230; &#8230; . -. -.-. .</em></strong>&nbsp; Jak już się rzekło powyżej, post&#8217;n&#8217;blackowe wynalazki uwielbiam nie wiem czy nie bardziej niż tradycyjny black metal. A ostatnia płyta antypodowego <strong>Mesarthima</strong> jest najlepszym przykładem na to, że płyta genialna może wyskoczyć nawet z najciemniejszego rogu. Musicie jej posłuchać – jest po prostu… kosmiczna.<br />
03.<strong> Srogość &#8222;<em>Umbra Mortis / Nicość&#8221;.</em></strong>&nbsp;Nie dość, że czekałem na ten album jak na wniebowstąpienie, to jeszcze kawałek <em><strong>Apostles of Hate</strong></em> rozsmarował mnie w obecnej rzeczywistości niczym ciepłe masło na kromce chleba. Już <strong>&#8222;</strong><em><strong>W Szaleństwie&#8221;</strong></em>&nbsp;było płytą zacną. A <strong><em>Umbra…</em></strong> to absolutny przejaw geniuszu i to do entej potęgi.<br />
04.<strong> Darkestrah<em> &#8222;Turan&#8221;.</em></strong>&nbsp;Ci Niemcy z Kirgistanu kiepskich płyt nie mają. Ba, oni nawet nie mają płyt średnich lub niezłych. Jak <strong>Darkestrah</strong> już coś nagra, to z tą płytą jest jak z dziubkiem zrobionym synusiowi przez tatusia w <strong><em>Dniu Świra</em></strong>. Orientalny klimat sprawiający, że całość jest maksymalnie niepowtarzalna, a do tego mocny blackowy fundament. No nie ma bata…<br />
05.<strong> Atra Vetosus</strong>&nbsp;<strong>&#8222;<em><strong>I</strong>us Vitae Necisque&#8221;.&nbsp;</em></strong>&nbsp;Może i jest to <em>tylko</em> EPka, ale słowo <em>tylko</em> nie pasuje do tego krążka wcale. Może i jest <em>tylko</em> jeden kawałek, ale znów słówko <em>tylko</em> nie pasuje do tego utworu ni w ząb. Świetny klimat, świetna konstrukcja utworu, świetne zmiany tempa i świetna linia melodyczna. Jeden utwór, a jest w nim wszystko. Must have dla każdego, któremu zwyczajna łupanka nieco już spowszedniała.<br />
06.<strong> Thy Worshiper</strong>&nbsp;<strong>&#8222;<em>Klechdy&#8221;. </em></strong>Co do tej kapeli może i można się kłócić w sprawie klasyfikacji do rodzimej lub obcej przynależności zespołu, ale w kwestii potencjału muzycznego drzemiącego we wnętrzu <strong>Pagana</strong> i <strong>Darka Kubali</strong> nie ma mowy o jakichkolwiek wahaniach. A <strong><em>Klechdy</em></strong> są najlepszym tego przykładem.<br />
07.<strong> Furia</strong>&nbsp;&#8222;<strong><em>Księżyc Milczy Luty&#8221;.&nbsp;</em></strong>&nbsp;Sprawa oczywista, jak pierwiastek z czterech lub wartość bezwzględna z minus iks. <strong>Nihil</strong> robi z muzyką i z całym gatunkiem co chce, i zawsze robi to niesamowicie. Co prawda mało w <strong><em>Księżycu…</em></strong> genialnego <strong><em>Nocela</em></strong>, jeszcze mniej klimatów z <strong><em>Martwej Polskiej Jesieni,&nbsp;</em></strong>ale cóż… Może i nie ma bunkrów, ale i tak jest zajebiście…<br />
08.<strong> Entropia &#8222;<em>Ufonaut&#8221;.</em></strong>&nbsp;Ech, jak ja coraz bardzie lubię postblackowe eksperymenty a’la <strong>Entropia</strong>. Poprzednia płyta <strong>&#8222;<em>Vesper&#8221;</em></strong> była tak genialna, że uproszczoną jej (do formatu mp3) formę mam w telefonie, na pendrive w samochodzie i jeszcze w kilku innych miejscach. <strong>&#8222;<em>Ufonaut&#8221;</em></strong> aż tak mi nie leży, ale i tak fani powinni jak pacierz znać twórczość muzyków z Oleśnicy.<br />
09<strong>. Amon Amarth &#8222;<em>Jomsviking&#8221;.</em></strong>&nbsp;W moim zestawieniu tej kapeli zabraknąć nie mogło. I choć najmłodsze dziecko Szwedów uboższe jest od<strong> &#8222;<em>Deceiver of the Gods&#8221;</em></strong> i nie umywa się do <strong><em>Surtur Rising</em></strong>, to i tak słucha się jej z takim bananem na twarzy, że głowa mała. Muzyka niby prosta i niby na jedno kopyto, ale w tej prostocie genialna.<br />
10.<strong> Arkona &#8222;<em>Lunaris&#8221;. </em></strong>Zasada jest prosta: <strong>Arkona</strong> made in Russia, na którą napotykam się średnio co kwadrans gdziekolwiek zajrzę, nie podoba mi się ani w promilu. Natomiast wpaść na naszą rodzimą <strong>Arkonę</strong> jest znacznie trudniej. A szkoda, gdyż <strong><em>Lunaris</em></strong> to płyta, której nie powstydziłby się chyba nikt.</p>
<hr>
<p style="text-align: center;">&nbsp;<strong>Jakub Miliszewski</strong></p>
<p>01. <b>Twelve Foot Ninja &#8222;</b><i><b>Outlier&#8221;.&nbsp;</b></i>Wygrywa u mnie muzykalność. Sorry, ale po latach klasycznego śpiewania lubię posłuchać wokalisty, który nie męczy się ze swoim głosem, potrafi wykombinować fajne melodyjki, odnajduje się w różnych stylistykach. A towarzyszący mu zespół to jedna wielka zbiorowa wyobraźnia, która kombinuje, co by tu jeszcze dorzucić. <strong><i>Outlier,</i></strong> podobnie jak poprzedni krążek Australijczyków, to garnek bardzo odległych od siebie inspiracji. Wszystko zaczyna się od djentu i nu-metalu, przechodzi przez jazz, flamenco, reggae&#8230; Nie kończy się nigdzie. Cudna sprawa. Podczas słuchania <b>TFN</b> czuję się jak dziecko w sklepie z zabawkami – wszędzie jest coś fajnego.<br />
02.<b> Oceans of Slumber &#8222;</b><i><b>Winter&#8221;.&nbsp;</b></i>Piękny głos <strong>Cammie Gilbert</strong> prowadzi mnie przez tę ich zimową, progresywno-doomową krainę, a ja idę potulnie. &#8222;<strong><i>Winter&#8221;</i> </strong>to kalejdoskop emocji. Płyta raz wybucha przerażającym metalem, który okłada słuchacza niemiłosiernie (cichym, a raczej głośnym bohaterem tego albumu, jest perkusista <strong>Dobber Beverly</strong>).&nbsp;No i jeszcze ten cover <strong>Nights In White Satin</strong><i>&#8230;</i><br />
03.<b> Cobalt &#8222;</b><i><b>Slow Forever&#8221;.&nbsp;</b></i>Przemeblowany zespół (obecnie w zasadzie duet) wziął mnie dwupłytowym <b>&#8222;</b><i><b>Slow Forever&#8221;</b></i>&nbsp;znienacka. Czy to black, czy to death, czy to sludge – mam to w dupie. Jest potężnie, powolnie, nihilistycznie. To taka muzyka, która siada ci na klacie, kiedy śpisz, i dusi, dopóki w twoim organizmie nie będzie więcej testosteronu niż krwi. To dźwiękowa depresja i frustracja, która zmusza mięśnie do maksymalnego wysiłku.<br />
04.<b> Shodan &#8222;</b><i><b>Protocol of Dying&#8221;.&nbsp;</b></i>Byłem naprawdę zaskoczony, kiedy do moich rąk trafił krążek <b>Shodan.</b> Recenzując go dla jednego z magazynów, napisałem: &#8222;(Ta płyta to) Przykład absolutnej biegłości w gatunku i mistrzostwa w opanowaniu instrumentów, a także olbrzymiej muzycznej wyobraźni i smaku. Nowoczesny brutalny i techniczny metal, który za nic ma sobie granice, utarte formułki przetwarza na nowo, a brzmi tak, że wódka sama chłodzi się w lodówce&#8221;. Po kolejnych sześciu miesiącach wciąż się pod tym podpisuję.<br />
05.<b> Rebel Babel Ensemble &#8222;</b><i><b>Dialog I&#8221;.&nbsp;</b></i>Płytą, która zdobyła moje serce na progu jesieni, jest nowy projekt najbardziej kreatywnego z polskich raperów – <b>L.U.C.</b> Chłopak dobrał sobie do ekipy raperów z całej Europy, paru kumpli i kumpelek z Polski, do tego jeszcze orkiestry i nagrał tak przebojową płytę pełną pozytywnego wajbu, że aż trudno w to uwierzyć. A pozytywne wibracje to jest to, czego temu krajowi obecnie trzeba.<br />
06. <b>Carnifex &#8222;</b><i><b>Slow Death&#8221;.&nbsp;</b></i>Czekałem z niecierpliwością, aż moda na deathcore przeminie i na placu boju pozostaną tylko najlepsi. I miałem słuszne przeczucie, że <b>Carnifex</b> będzie pośród nich. <b>&#8222;</b><i><b>Slow Death&#8221;</b></i><i>&nbsp;</i>to kompilacja miażdżących rytmów, potężnych riffów, wrzasków prosto z piekła i ogólnego, dość surowego klimatu.<br />
07.<b> Borknagar &#8222;</b><i><b>Winter Thrice&#8221;.&nbsp;</b></i>Od singlowego utworu tytułowego, nagranego w kooperacji z <strong>Garmem</strong> z <b>Ulver</b>&nbsp;nie mogłem się uwolnić bardzo długo. <b>Borknagar,</b> w którym zespołowego talentu jest tyle, że nie policzą tego wszystkie kalkulatory świata, nie potrafią wypuścić gniotu.<br />
08.<b> Thermit &#8222;</b><i><b>Saints&#8221;.&nbsp;</b></i>Bezpretensjonalny heavy/thrash, trochę jajcarski, bardzo z jajami. Na dodatek bardzo kolorowy, niesamowicie muzykalny i ostry, a o to w tym chodzi.<br />
09.<b> Koronal &#8222;</b><i><b>Flicker Away&#8221;.&nbsp;</b></i>Ze wszech miar nowoczesne metalowe granie, a jednocześnie tak różne od <b>Shodan.</b> <b>Koronal</b> djentuje i łamie rytmy, balansując między <b>Meshuggah</b> a <b>Decapitated.</b> Ci debiutanci otworzyli w mojej głowie drogę dla nowych <b>Meshuggah,</b> <b>Car</b> <b>Bomb</b> i jeszcze kilku innych albumów, przez które się wciąż przedzieram.<br />
10.<b> Black Mad Lice &#8222;</b><i><b>Divine Touch&#8221;.&nbsp;</b></i>Na<i> <b>&#8222;</b><b>Divine Touch&#8221;</b></i>&nbsp;<strong>Kosa</strong> i koledzy przedstawili podręcznik grania szwedzkiego metalu. Riffy i konstrukcje utworów są tutaj tak klasyczne i tak wpadające w ucho, że bardziej nie można, a całość jednocześnie jest potężna i wali w podbrzusze jak przystało na śmierć metal.</p>
<p>Za niewymienienie przepraszam <b>The</b> <b>Dead</b> <b>Goats,</b> <b>Vixena</b>, <b>Mentor</b>, <b>Vader,</b> <b>Dormant</b> <b>Ordeal</b>, <b>Red</b> <b>Scalp,</b> <b>Thy</b> <b>Worshiper</b> oraz <b>King</b> <b>Goat,</b> <b>Helms</b> <b>Alee,</b> <b>Dust</b> <b>Moth,</b> <b>Cyborg</b> <b>Octopus,</b> <b>Haken,</b> <b>Textures</b>, <b>Car</b> <b>Bomb,</b> <b>Worshipper,</b> <b>Kyng,</b> <b>Raging</b> <b>Speedhorn,</b> <b>Bedowyn</b>, <b>Oracles</b>, <b>Fallujah,</b> <b>Ihsahna</b>, <b>Port</b> <b>Noir,</b> <b>Grand</b> <b>Magus,</b> <b>Humm,</b> <b>Hexvessel</b> i <b>Bloodiest</b> – wszystkich zmieścić w dziesiątce się nie da, a i tak was kocham.</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Łukasz &#8222;Młody&#8221; Młodawski</strong></p>
<p>01.<strong> Quo Vadis <em>&#8222;Born To Die&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Za wbijające w fotel brzmienie i intensywność kompozycji.<br />
02. <strong>Red Scalp <em>&#8222;Rituals&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Za ogarnięcie tematów kosmiczno-indiańskich w psychodeliczno-doomowym sosie 🙂<br />
03. <strong>Them Pulp Criminals <em>&#8222;Lucifer is Love&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Za wprowadzenie mnie w świat mrocznego country.<br />
04.<strong> Bedowyn <em>&#8222;Blood Of the Fall&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Za mistrzowskie połączenie wielu gatunków.<br />
05. <strong>Thy Worshiper <em>&#8222;Klechdy&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Za ponurą, jak deszczowa jesień, atmosferę.<br />
06. <strong>Dream Theater <em>&#8222;The Astonishing&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Za epicką rockowo-metalową operę.<br />
07.<strong> Hańba <em>&#8222;Hańba&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Za połączenie punkowej rebelii z duchem II RP.<br />
08. <strong>Rotting Christ <em>&#8222;Rituals&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Za majestatyczną, monumentalną muzykę.<br />
09. <strong>Ivar Bjornson &amp; Einar Selvik&#8217;s Skuggsja <em>&#8222;A Piece for Mind &amp; Mirror&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Za urok i czar norweskich fiordów, co to z ręki jedzą.<br />
10. <strong>Tarpan &#8222;Ruins&#8221;.&nbsp;</strong>Za intensywność, emocje i energię.</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Rafał Morsztyn</strong></p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">01. <strong>Gojira </strong><em><b>&#8222;Magma&#8221;</b></em>. Album doskonały. Tymi słowami można skomentować najnowszy krążek&nbsp;Francuzów. Mroczne teksty plus ciężkie, nowoczesne riffy. Od pierwszego numeru do końca wciąga niesamowicie.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">02. <strong>The Dead Goats</strong><em><b> &#8222;All Of Them Witches&#8221;</b></em><strong>.</strong>&nbsp;Polska kapela wróciła z kapitalnym albumem. Twórcza agresja i szwedzkie, stare patenty death metalowe. Dobrze się tego słucha.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">03. <strong>Mentor </strong><em><b>&#8222;Guts Graves And Blasphemy&#8221;.</b></em>&nbsp;Prawie 30 minut masowej zbrodni łączącej heavy metal, punk/hc i stoner rocka. Świetni ludzie z <strong>Haldorem</strong> na czele. Dawno nie słyszałem tak spójnej płyty.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">04. <strong>Asphyx </strong><em><b>&#8222;Incoming Death&#8221;</b></em><strong>. </strong>Energia i kapitalne riffy w połączeniu z bardzo dobrym charczącym wokalem. Jedna z lepszych pozycji w tym roku.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">05. <strong>Wo Fat </strong><em><b>&#8222;Midnight Cometh&#8221;</b></em><strong>.</strong>&nbsp;Stoner rockowe trio powróciło z krążkiem pełnym starych, rasowych momentów. Miło przenieść się do lat 70. dzięki ich muzyce.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">06.<strong> Metallica </strong><em><b>&#8222;Hardwired..To Self Destruct&#8221;</b></em><strong>.</strong> W moim przypadku, kiedy jestem ich wiernym fanem od lat najmłodszych, ciężko obiektywnie spojrzeć na ten materiał. Jednak po wielu przesłuchaniach uznaję, że udała im się ta płyta. Minusem jest to, że jest ciut przydługa.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">07. <strong>Organek </strong><em><b>&#8222;Czarna Madonna&#8221;.</b>&nbsp;</em>Jeden z najlepszych polskich artystów wrócił z drugą płytą, która przebija debiut. Tak trzymać i nie puszczać.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">08. <strong>Furia </strong><em><b>&#8222;Księżyc Milczy Luty&#8221;</b></em><strong>.</strong>&nbsp;Pierwsze moje spotkanie z tą kapelą i od razu wielka miłość. Jest to tak nietypowe i inne, że musi znaleźć się w top 10 tego roku.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">09. <strong>Meshuggah </strong><em><b>&#8222;The Violent Sleep Of Reason&#8221;</b></em><strong>.</strong>&nbsp;Tytani chorych dźwięków powrócili ze świetnym albumem. Jak zwykle słucha się ich muzyki kapitalnie.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">10. <strong>ARRM </strong><em><b>&#8222;ARRM&#8221;</b></em><strong>.</strong>&nbsp;Polski projekt, który nieźle namieszał na polskiej scenie. Mamy polskich Pink Floydów.</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Naird</strong></p>
<p>Dobra. Z podsumowań pozostałych redaktorów wiecie już, że <strong>Gojira</strong> była spoko, <strong>Furia</strong> też, a i może ktoś odważny (albo nierozważny) wymienił <strong>Metallikę</strong>. Ja też mógłbym wspomnieć o <strong>The Body</strong>, <strong>Oranssi Pazuzu</strong> czy<strong> Zeal &amp; Ardor</strong>, które mnie w tym roku urzekły. Zamiast tego przygotowałem dla Was listę albumów z tego roku, które mogły Wam umknąć, a jednak warto je poznać. Jedne bardziej znane (bo recenzowane na dużych portalach), inne wcale – mam nadzieję, że znajdziecie tu coś dla siebie.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">01.<strong> Tanya Tagaq </strong><em><b>&#8222;Retribution&#8221;</b></em>. Przyznam się wprost, że nie znam się na typach „alternatywnych” metod śpiewania, takich jak śpiew alikwotowy albo gardłowy, więc ciężko byłoby mi napisać recenzję tego albumu, w której opisałbym wszystkie niuanse. Ale to, co ze swoim wokalem wyprawia <strong>Tanya Tagaq,</strong> jest po prostu niewyobrażalne i jeszcze niedawno nie wiedziałem, że ludzkie gardło jest zdolne do wydawania takich dźwięków. Choć sam podkład mógłby równie dobrzeć znaleźć się na którejś z płyt <strong>Björk</strong>, tak klimat niektórych utworów jest bardziej gęsty i przerażający niż na niektórych albumach metalowych. Niski gardłowy ryk, skrzek, szczekanie, tubalne charczenie, ludowe, natchnione zaśpiewy Inuitów (do której to grupy etnicznej <strong>Tanya Tagaq</strong> należy). Odkrycie roku.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">02. <strong>Street Sects </strong><em><b>&#8222;End Position&#8221;</b></em>. Dotychczas jedynymi sonicznymi terrorystami, których mogłem słuchać z przyjemnością byli goście z <strong>Death Grips</strong>. W tym roku do tego elitarnego grona dołącza <strong>Street Sects</strong> za sprawą fenomenalnego <strong><i>End Position</i></strong>. To nie jest przyjemny spacer z pudelkiem w słoneczny dzień, ani picie whiskey na ganku, obserwując swoje krowy pasące się na prerii. To ostra jazda naprzód w głąb szaleństwa. Próbujesz się trzymać, ale dłonie masz zdarte do krwi. Próbujesz się wydostać, ale nie ma drzwi. Próbujesz zatrzymać muzykę, ale jest tylko opcja replay – jeszcze raz i jeszcze.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">03. <strong>Big Ups </strong><em><b>&#8222;Before A Million Universes&#8221;</b></em>. Nie można raczej mówić o modzie na noise rocka, bo wątpię, aby w najbliższej przyszłości miało to się jakoś bardziej rozprzestrzenić na większą skalę. Jednak od pewnego czasu trochę więcej zespołów odwołuje się do spuścizny hałasu (dla przykładu <strong>Ken Mode</strong> i <strong>Metz</strong>, żeby daleko nie szukać). Niewielu jednak udaje się to tak dobrze, jak <strong>Big Ups</strong>. Raz wrzucają słuchacza w jazgotliwy chaos, raz nastrojowo tworzą przed nim klimat najgorszej patologii, w której <strong>GG Alin</strong> ochoczo by się wytarzał. W kategorii brudu top roku.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">04. <strong>Sarah Neufeld </strong><em><b>&#8222;The Ridge&#8221;</b></em>. Bierzemy melodyjną odnogę współczesnej muzyki poważnej, dodajemy do tego wyraźną sekcję rytmiczną ze świetną perkusją, a niekiedy pozwalamy też na wokal, którego delikatne dźwięki rozchodzą się gdzieś w tle. Mieszamy wszystko dokładnie i mamy <strong>The Ridge</strong>. <strong>Sarah Neufeld</strong> zachowała idealną proporcję pomiędzy wymienionymi powyżej składnikami i stworzyła album, przy którym można zamknąć oczy i wyciszyć się, oddając się płynącym miarowo dźwiękom.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">05. <strong>Daniel Romano </strong><em><b>&#8222;Mosey&#8221;</b></em>. Dobra, przyznawać mi się – dla ilu z was country to najgorsza cepelia, który niech sobie wybrzmiewa raz do roku w Mrągowie (które to najlepiej na czas trwania festiwalu otoczyć drutem kolczastym i kordonem wojskowym), ale nie poza nim? No to mili Państwo tutaj mamy do czynienia z country najczystszego sortu, które nie ma na swoją obronę mroku <strong>King Dude’a</strong> ani ekstatycznego natchnienia <strong>Wovenhand</strong>. Ma za to niebywałą szczerość, która urzeka od pierwszych dźwięków. Country zdolne do wywołania w słuchaczu określonych obrazów. Przed nami preria, gdzieś w oddali pasą się nasze krowy. W dłoni ściskamy mocno dubeltówkę, plujemy do spluwaczki i poprawiamy kapelusz. To był dobry dzień.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">06. <strong>REMOTE </strong><em><b>&#8222;Resilient&#8221;</b></em>. Naprawdę solidny mathcore. Czy to nie wystarczy za rekomendację? Świetne noisowe wstawki. Idealne proporcje post-hardcore’a i sludge. Odwaga do grania „niczego nowego” i zarazem umiejętności, aby zagrać to naprawdę dobrze. Zespół już teraz zasługuje na znalezienie się na tej liście, ale liczę na jeszcze więcej w przyszłości.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">07. <strong>Kurushimi </strong><em><b>&#8222;Kurushimi&#8221;</b></em>. Tak naprawdę na tej liście mogłaby znaleźć się większość płyt od <strong>Art as Catharsis</strong> – małego australijskiego wydawnictwa, które wiele swoich albumów oferuje na bandcampie w opcji „Name your price”. Czemu postawiłem na <strong>Kurshimi</strong>? Tak między nami, to głównie dlatego, że lubię jazzcore, bo choć w tym gatunku zostało już powiedziane naprawdę wiele, to jednak za każdym razem znajdą się artyści, którzy mają coś do dodania. Szalone akcje w stylu poczciwego <strong>Pain Killer</strong> (nie, nie tego od <strong>Judas Priest</strong>, a od <strong>Zorna</strong>). Są. Klimatyczny, niepokojący drone? Jest. Połamany groove? Jest. Co zatem zaskakuje i ciekawi? Artystom udało się stworzyć atmosferę, w której słuchacz wyłapuje niepozorne dźwięki, drobne motywy oderwane od całości, które zaczynające żyć własnym życiem w rozedrganej tkance utworu (CO TO ZA GRAFOMANIA?). Płyta, która wciąga.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">08. <strong>Tzusing </strong><em><b>&#8222;A Name Out Of Place Pt. III&#8221;</b></em>. <strong>Tzusing</strong> jest jednym z artystów, którzy pokazują, że da się tworzyć coś świeżego, grając techno (I NIE TO TECHNO UMCA UMCA SPOD WESOŁEGO MIASTECZKA, A TAKIE NIECO INNE). Niecodzienny dobór dźwięków, nieoczywisty rytm, który raczej wprowadza w medytacyjny trans niż porywa do tańca. Najnowsza część <strong><i>A Name Out Of Place</i></strong> wydaje się najbardziej refleksyjna ze wszystkich i choć brakuje tutaj solidnych bangerów, to zamiast tego otrzymujemy kwaśną podróż po mechanicznej dżungli.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">09. <strong>Muscle and Marrow </strong><em><b>&#8222;Love&#8221;</b></em>. Jeśli nie rozumieliście zachwytów nad nowym <strong>Oathbreakerem</strong>, bo emocjonalność tamtej płyty wydawała wam się wymuszona i sztuczna, to sprawdźcie &#8222;<strong><i>Love&#8221;</i></strong>. A i jeśli <strong><i>Rheia</i></strong>&nbsp;była dla was zbyt ciężka, gdy zespół w pełni oddawał się metalowym igraszkom, to sprawdźcie &#8222;<strong><i>Love&#8221;</i></strong>. Klimat, nastrój i wyraźne emocje, których nie zdołała zagłuszyć nawet niezbyt udana produkcja. Nie pamiętam, kiedy ostatnio słuchałem płyty z takim przejęciem.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">10. <strong>A Tribe Called Red</strong>. Nie. To żaden błąd ani dziennikarska wtopa, że pomyliło mi się i <strong>A Tribe Called Quest</strong> zapisałem nieco inaczej. Koniec sprostowania. Długo zastanawiałem się nad umieszczeniem tutaj tej płyty – nawet nie dlatego, że jej styl może nie trafić w gusta większości czytelników<strong> Kvlt</strong> (a bo to elektronika, a bo tam gdzieś rap, albo dubstep niekiedy), ale dlatego, że jest bardzo nierówna. Niektóre utwory są naprawdę świetne, niektóre naprawdę słabe. Zdecydowałem się polecić Wam ten album, bo warto przedrzeć się przez kawałki niewarte uwagi, aby dotrzeć do smacznych kąsków. Elektroniki wymieszanej z muzyką natywnych Amerykanów – i podobnie jak w przypadku <strong>Zeal &amp; Ardor</strong> mieszanka ta wydaje się mało strawna, ale to właśnie w momentach, gdy muzycy nie boją się mieszać stylów zespół brzmi najlepiej. Naprawdę żałuję, że niekiedy zabrakło im odwagi albo dobrych pomysłów.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">PS. Obczajcie rzeczy od <strong>Instant Classic</strong>, jeśli jeszcze nie znacie tej wytwórni. Naprawdę dużo dobra.</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Joanna Pietrzak</strong></p>
<p style="text-align: left;">Nie dostosuję się i numeracja mojego&nbsp;<strong>top10</strong> płyt 2016 będzie&nbsp;zupełnie przypadkowa. Raz, że nie sposób umieścić danego wydawnictwa stricte na miejscu pierwszym czy ostatnim, to sprawa umowna. Dwa, raczej nie stawiam siebie w roli krytyka dzieł, przy których mdleć można. Zmieniam zdanie co 5 minut, dziś czuję post-metal, jutro prog-rocka, a djentem czy crossoverem z jakimś jazzowaniem nigdy nie pogardzę. Wybranie tylko, lub aż, 10 pozycji mocno nadwyręża zwoje mózgowe na koniec tego dziwnego roku. Ale od czego jest dzisiejsza technika i te wszystkie statystyczne narzędzia&#8230;. 🙂 Poniżej wyróżnione wydawnictwa, których najchętniej słuchałam w 2016 roku:</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">01.<strong> Tides From Nebula </strong><em><b>&#8222;Safehaven&#8221;</b></em>. Jestem niekwestionowanym narkomanem post-rockowym. Potrzebuję wyciszenia, potrzebuję zadumy, odprężenia i tego wszystkiego, co <strong>TFN</strong> mi w tym roku zaserwowała. Ani świetnie oceniane&nbsp;<strong>Russian Circles </strong>z <em><b>&#8222;Guidance&#8221;</b></em><strong>, </strong>ani<strong> If These Trees Could Talk </strong>z&nbsp;bardzo dobrym <strong><i>&#8222;The Bones of a Dying World&#8221;</i></strong>, nie gościły w moim nośniku muzyki tak często, jak rodzima formacja.&nbsp;</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">02.<strong> Riverside</strong> <strong><i>&#8222;Eye of the Soundscape&#8221;</i></strong> . Płyta, która zaskoczyła mnie&#8230;.w całości! Nie od dziś śledzę i kocham poczynania grupy, toteż składak w postaci <strong><i>&#8222;Eye&#8230;&#8221;</i></strong> wydawał się bardziej gratką dla fanów aniżeli pełnoprawnym wydawnictwem. Tymczasem od początku płyty i genialnego wyważenia elektroniki, po zakończenie w postaci tytułowego utworu przyprawiające o ciarki&#8230;Tej płyty trzeba słuchać w spokoju i &#8222;dla siebie&#8221;.&nbsp;</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">03.<strong> Obscure Sphinx<i> &#8222;Epitaphs&#8221;</i></strong><em>.&nbsp;</em>Zrozumiałam o co chodzi w fenomenie tej grupy dopiero po koncercie w warszawskiej <strong>Proximie</strong>. <strong>Wielebna</strong> &#8211; ta kobieta to demon i anioł w jednym. Do tego genialne tło w postaci konkretnych riffów, ciężkiej perkusji i te cholernie dobrze poskładane kompozycje. Miód nad miody na moje serce.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">04.<strong> Sunnata </strong><em><b>&#8222;Zorya&#8221;</b></em>. Jako dziecko grunge&#8217;u wyłapałam zakamuflowane nuty przypominające <strong>Alice In Chains</strong>, jak z mrocznego zakątka psychodelicznej fantazji <strong>Layne&#8217;a Staley&#8217;a</strong>. Ale Panowie dają coś więcej i na swój specyficzny, czarny sposób. Moje tegoroczne odkrycie! &#8230;no na pewno jedno z ważniejszych.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">05.<strong> Norma Jean </strong><em><b>&#8222;Polar Similar&#8221;</b></em>. Płyta podsunięta przez z-cę Naczelnego dała mi porządną dawkę energii zaserwowanej&nbsp;na modłę amerykańskiego, trochę przewidywalnego, ale przemyślanego łomotu. I te ryki, i te połamane perkusje. Tak&#8230;me love it!</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">06.<strong> Blindead </strong><em><b>&#8222;Ascension&#8221;</b></em>. Tak, jestem jedną z tych, co to obaw przed tą płytą mieli milion. Niepotrzebnie i trochę głupio. <strong><i>&#8222;Ascension&#8221;</i></strong> jest nowym rozdziałem dla trójmiejskich blindeadowców, ale to, co mają najlepsze, pozostało &#8211; piękne kompozycje, przemyślany koncept i&nbsp;ekspresja na koncertach, aż żyły pulsują. I &#8222;nowy&#8221; Pan Piotr ma oczy wariata &#8211; to bardzo dobry zwiastun.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">07.<strong> KoRn </strong><em><b>&#8222;The Serenity of Suffering&#8221;</b></em>. Szaleniec&nbsp;<strong>Jonathan Davis</strong> w najlepszej od lat formie! Dobra, nic nowego, nic odkrywczego, ale <strong>KoRn</strong> powrócili do korzeni, pokazali swoje kornowe, ostre pazury i brzmią tak, że same nogi rwą się do dygania. Przebojowo, ciężko, bez wzruszeń, ale z przytupem.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">08.<strong> Organek </strong><em><b>&#8222;Czarna Madonna&#8221;</b></em>. Nie będę się rozpisywać (choć bardzo bym chciała) nad fenomenem tej płyty. Tu się wszystko zgadza i co najbardziej mnie wzrusza: polski język &#8211; piękny język i <strong>Organek</strong> wie, jak dotrzeć tekstami do Twojego najdalszego zakątka w duszy. Jest drugie dno, było milion przemyśleń. Definitywnie wywarł na mnie wrażenie.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">09.<strong> Wardruna </strong><em><b>&#8222;Runaljod – Ragnarok&#8221;</b></em>. Żeby było jasne &#8211; daleko mi z sympatią do tych wszystkich folkowych zapożyczeń, wzniosłych mruczeń i zgadywania, co to za instrument w danym&nbsp;utworze. Jednak <strong>Einar</strong> i jego <strong>Wardruna</strong> przeformatowali mój pogląd na takie łączenia. Nie mogłam się oderwać od tego wydawnictwa długi, długi czas.</p>
<p style="margin: 0cm; margin-bottom: .0001pt;">10.<strong> TesseracT <em>&#8222;Polaris/Errai&#8221;</em></strong>. Z wydawnictwem<em><strong> &#8222;Polaris&#8221;</strong></em> miałam do czynienia w 2015 roku, jednak tesseracty dorzucili jeszcze 4 numery do&nbsp;wersji tzw. <strong>Errai</strong> i na nowo mieliłam materiał djentowych połamańców, które w konsekwencji okazały się wcale nie połamane. W tym roku w końcu wzięłam też korepetycje (dzięki Naird) ze znajomości zmian wokalistów w tejże formacji &#8211; najpierw był 1, potem ten 2 i 3, wrócił 1, potem był 4&#8230;.Anyway, na mikrofonie znów&nbsp;czaruje fantastyczny <strong>Dan Tompkins</strong>, którego możliwości i barwa głosu wyjątkowo na mnie działają.<strong>&nbsp;<em>&#8222;Polaris/Errai&#8221;&nbsp;</em></strong>jest być może najsłabszą płytą tesseractów, nie zmienia to jednak faktu, że po 70 przesłuchaniu wciągnęłam się i uwielbiam z nią odpływać.&nbsp;</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Emilia Sosińska</strong></p>
<p>Rok 2016 spłodził kilka płyt moich ulubionych zespołów. Część z nich upodobałam sobie do tego stopnia, że ujęłam je w moim podsumowaniu. O reszcie (przykładowo <strong>Deftones <em>&#8222;Gore&#8221;</em></strong>&nbsp;i <strong>Neurosis<em> &#8222;Fires Within Fires&#8221;</em></strong>) zapomniałam po dwóch, trzech odsłuchach. W moim top 10. nie zmieściły się z kolei katowane przeze mnie znakomite albumy <em><strong>&#8222;Magma&#8221;&nbsp;</strong></em>od <strong>Gojiry</strong> oraz <em>&#8222;</em><strong><em>For A Voice Like Thunder&#8221;</em> Rotting Christ</strong>. Nie znajdziecie tu również żadnej polskiej płyty. <strong>Furii</strong> nie zdążyłam przesłuchać – czekam na odpowiednią atmosferę, z nowym <strong>Blindead</strong>em nie polubiliśmy się.<br />
Rok 2016 kojarzyć będzie mi się przede wszystkim z po raz pierwszy&nbsp;widzianymi na żywo: <strong>Ignite</strong> oraz <strong>Amorphis</strong>, jak również z fenomenalnym występem <strong>Crippled Black Phoenix.</strong>&nbsp;</p>
<p>01.<strong> Crippled Black Phoenix <em>&#8222;Bronze&#8221;</em>.&nbsp;</strong>To istna petarda! <strong>Justin Greaves</strong> i współtwórcy sprawnie przenoszą muzykę lat 70. na współczesne czasy. Najnowsze wydawnictwo <strong><em>&#8222;Bronze&#8221;</em></strong> to składowa ponurości i melancholii z pozytywnym zabarwieniem w tle. Trudno przejść mi obojętnie obok siódmego utworu-coveru <em><strong>Turn to Stone</strong></em>, który przenosi w czasie, a także przestrzennej kompozycji <em><strong>Winning A Losing Battle</strong></em>&nbsp;o hipnotyzującej aranżacji. Na grudniowym koncercie w warszawskiej <strong>Progresji</strong> zespół spotęgował energię swoich nowych utworów, potwierdzając przy tym swoją wyjątkowość.<br />
02.<strong> Djevel <em>&#8222;Norske Ritualer&#8221;</em>.&nbsp;Djevel </strong>to tacy trochę black metalowi przebierańcy. Mimo iż nie są „trve”, umiejętnie wyciągnęli z black metalowego wora najbardziej chwytliwe motywy, tworząc zgrabne dźwięki. Nowy <strong>Djevel</strong> wciąż trzyma poziom. Ciekawym urozmaiceniem jest akustyczny przerywnik przypominający <strong>ulverowe</strong> utwory na&nbsp;<em><strong>Kveldsfanger</strong></em>. Najmocniejszy punkt albumu: <em><strong>Doedskraft Og Tri Nagler</strong></em>.<br />
03<strong>. The Vision Bleak<em> &#8222;From Wolf to Peacock&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Być może muzyka na <strong><em>&#8222;From Wolf to Peacock&#8221;</em></strong> jest za mało mroczna dla prawdziwych gothów, a zbyt cmentarna dla pozostałych odbiorców. Charakteryzuje ją jednak pewna przebojowość, która zmusza do ponownego odsłuchania. Najmocniejszy punkt albumu: <em><strong>Into the Unknown</strong></em>.<br />
04.<strong> Opeth <em>&#8222;Sorceress&#8221;.</em>&nbsp;</strong>Nie jestem fanką całej dyskografii <strong>Opeth</strong>. Przemawiają do mnie zaledwie ich dwa ostatnie wydawnictwa. <strong><em>&#8222;Sorceress&#8221;</em></strong> to szalenie ciekawa płyta, którą odkrywam do dziś. Najmocniejszy punkt albumu: tytułowe <strong><em>Sorceress</em></strong>.<br />
05.<strong> Hierophant <em>&#8222;Mass Grave&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Krótka, przepełniona metalową ekspresją płyta. W sam raz na szybkie odreagowanie stresu. Nowy wokalista sprawił, że muzyce Włochów bliżej do death metalu niż crustu. Najmocniejszy punkt albumu: tytułowe <em><strong>Mass Grave</strong></em>.&nbsp;<br />
06.<strong> Balance Interruption <em>&#8222;Door 218&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Saksofon w black metalu? To się sprawdza! Ukraińcy stworzyli dzięki niemu niezwykły klimat. Do tego wyraźnie słyszalny bas i sroga perkusja wyróżniają płytę na tle innych tegorocznych. Najmocniejszy punkt albumu: <em><strong>Incubatum Conveyor</strong></em>.<br />
07.<strong> Raging Speedhorn <em>&#8222;Lost Ritual&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Trudno uwierzyć, że muzycy z <strong>Raging Speedhorn</strong>, którzy zaczynali „wieki temu” od nu-metalu, nagrali tak dojrzałą płytę utrzymaną w sludge/stoner-owej stylistyce. Tutaj przybijająca powolność miesza się z dziką prędkością. Aż dziwne, że mało szumu jest wokół ich muzyki. Najmocniejszy punkt albumu: <em><strong>Bring Out Our Dead</strong></em>.<br />
08.<strong> Katatonia <em>&#8222;The Fall Of Hearts&#8221;.&nbsp;</em>Katatonia</strong> tworzy albumy nieprzerwanie na wysokim poziomie. Ten ostatni przemawia do mnie bardziej niż jego dwa poprzedniki. Urzeka bowiem ciekawą aranżacją &#8211; rozbudowaną jak na <strong>Katatonię</strong>. Intrygująca – tak w jednym słowie mogłabym opisać muzykę na <strong><em>&#8222;The Fall Of Hearts&#8221;</em></strong>. Najmocniejszy punkt albumu: <em><strong>Sanction</strong></em>.<br />
09.<strong> Einherjer <em>&#8222;Dragons of the North XX&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Co prawda to nic nowego, a zaledwie odświeżenie płyty sprzed dwudziestu lat, ale za to z jaką klasą! Utwory z ich pierwszej „długograjki” stały się żywsze, a przede wszystkim zyskały porządne brzmienie. Skandynawski klimat grupy urzeka. Najmocniejszy punkt albumu: <em><strong>Dreamstorm.</strong></em><br />
10.<strong> DevilDriver <em>&#8222;Trust No One&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Poprzednie dwie płyty zespołu wiały nudą. Tegoroczna osiągnęła wysoki poziom słyszany ostatnio na &#8222;<em><strong>The Last Kind Words&#8221;</strong></em>&nbsp;(2007). <strong><em>&#8222;Trust No One&#8221;&nbsp;</em></strong>obfituje w powalającą rytmikę, zabójcze solówki i perkusję oraz wpadającą w ucho melodię podaną w metalowym stylu, z jakich znany jest<strong> DevilDriver</strong>. Najmocniejszy punkt albumu: <em><strong>This Deception</strong></em>.</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Marta &#8222;Kometa&#8221; Stock</strong></p>
<p>Na samym początku nie sądziłam, że zdołam wybrać 10 albumów do tegorocznego podsumowania. I jakby nie patrzeć prawie mi się nie udało, bo jednak dziesięć to zdecydowanie za mało. Uwaga! Pierwsze dwa albumy zgodnie z rangą, przy kolejnych nie potrafiłam jednoznacznie rozsądzić należnego miejsca poszczególnym płytom, dlatego poleciałam alfabetycznie.</p>
<p>01. <strong>Obscure Sphinx <em>&#8222;Epitaphs&#8221;.</em>&nbsp;</strong>Redakcyjni koledzy po wypuszczeniu<em><strong>&nbsp;Nothing Left</strong></em>&nbsp;byli dość sceptycznie nastawieni. Mimo tego podświadomie wiedziałam, że ten materiał skosi mnie równie mocno, jak &#8222;<em><strong>Void Mother&#8221;</strong></em>. Nie pomyliłam się. Słuchałam tego albumu w kółko, do urzygu, kolokwialnie rzecz ujmując, a wciąż mi nie zbrzydł. Dla mnie to płyta kompletna. Koncertowo broni się na szóstkę, nawet z plusem.<br />
02. <strong>King Dude <em>&#8222;Sex&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Pierwotnie to Król Koleś miał zająć pierwsze miejsce. Pierwotnie byłam od początku do końca oczarowana tym wydawnictwem. W pewnym momencie &#8222;<strong><em>Sex&#8221;</em></strong>&nbsp;zaczął odkrywać przede mną swoje nieliczne wady. Na szczęście nie tak duże, aby przysłonić ten bardzo silny gothic rockowy klimat, który ujął mnie od pierwszych dźwięków. I trzeba przyznać, że jak na takie tempo wypuszczania nowego materiału, <strong>King Dude</strong> jakościowo nie zawodzi.<br />
03. <strong>Alcest <em>&#8222;Kodama&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Po dość słodkiej, ale bardzo urokliwej poprzedniczce, Francuzi znów zdecydowali się na krok w stronę połączenia pięknych, hipnotyzujących nut z emocjonalnymi i żywymi tempami oraz krzykami, czyli to, co w Alcest cenię najbardziej.<br />
04. <strong>ColdWorld <em>&#8222;Autumn&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Zdecydowanie bardziej przyswajalne dla mnie od „Melancholie2”. Pełen wrażliwości i rozpaczy podanej w nowy oraz nieoczywisty jak dotąd na Georga Börnera pod szyldem tego właśnie projektu. I skrzypce – one skradły tutaj moje serce całkowicie.<br />
05. <strong>Darkher <em>&#8222;Realms&#8221;</em></strong>. Lubię takie przypadkowe spotkania z nową muzyką. Jeden z najbardziej udanych długogrających debiutów 2016. Muzyka pełna niepokoju, tajemniczość, eteryczności, ale przede wszystkim mrocznej kobiecości. Bogatość emocji, pomimo prostoty, minimalizmu kompozycji – to <strong>Wisseneberg</strong> osiągnęła w sposób idealny na <strong><em>&#8222;Realms&#8221;</em></strong>.<br />
06. <strong>Epica <em>&#8222;The Holographic Principle&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Jak miło, że po genialnym “The Quantum Enigma”, Holendrzy nie zwalniają tempa. Wręcz przeciwnie – uderzają ponownie z jeszcze większym impetem, z nowymi pomysłami, siłą i mocą, a jednocześnie zawierają całą kwintesencję swojej twórczości. Zgodnie z powiedzeniem „stara miłość nie rdzewieje”, tak moje uwielbienie dla Epiki również.<br />
07. <strong>Forndom <em>&#8222;Dauðra Dura&#8221;</em>.&nbsp;</strong>Tutaj podobnie jak z Darkher – przypadek, który poskutkował męczeniem tej płyty prze kolejne tygodnie. Nie będę też ukrywać, że dodaję tutaj Forndom z osobistych powodów. Ta muzyka towarzyszyła mi w bardzo ważnym momencie mojego życia. Tak, to zdecydowanie najmniej obiektywnie dołączona pozycja w tym zestawieniu. Niemniej neofolkowe dźwięki z całą pewnością się bronią i zasługują, aby się tutaj znaleźć.<br />
08. <strong>Gojira <em>&#8222;Magma&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Do ostatniej chwili nie byłam pewna, czy umieszczę tutaj to wydawnictwo. Początkowo zupełnie nie rozumiałam zachwytów oraz hiper pozytywnych recenzji. Dałam jednak muzyce Francuzów szansę. To był długi i trudny proces zrozumienia, ale każde kolejne przesłuchanie coraz bardziej mnie przekonywało. Coś wreszcie zaskoczyło. Pojęłam oryginalność „Magmy” oraz jej odmienność.<br />
09.<strong> KoRn <em>&#8222;The Serenity of Suffering&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Coś zupełnie odmiennego od całej reszty elementów tego podsumowania, ale nie mogłam się powstrzymać. Jak to ktoś ujął &#8211; to znów Korn, którego da się słuchać. Tak, jak odpuściłam sobie z czystym sumieniem poprzednie albumy, tak w tym przypadku coś mnie tknęło, żeby ten sprawdzić. I nie, nie żałuję. Z przyjemnością i sentymentem „The Serenity of Suffering” przeniosło mnie do szczeniackich czasów buntu.<br />
10. <strong>The Vision Bleak<em> &#8222;The Unknown&#8221;</em>.&nbsp;</strong>To była pierwsza płyta w tym roku, która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Chwytliwość kompozycji, wyważony ciężar, atmosfera baśniowej grozy. Pomimo prostoty, muzycy dopracowali każdy detal, co sprawia, że często z chęcią powracam do tego albumu, gdy potrzebuję czegoś ciężkiego, ale nie skomplikowanego.</p>
<p>Wybranie dziesiątki (a na pewno miejsc 3-10) przy tej ilości tegorocznych premier było naprawdę trudnym wyzwaniem. Stąd jeszcze na koniec wymienię pozostałe płyty, które według mnie zasługują chociażby na wspomnienie: <strong>Blindead <em>&#8222;Ascension&#8221;</em>, Esben and the Witch <em>&#8222;Older Terrors&#8221;</em>, Fuath <em>&#8222;I&#8221;</em>, If These Trees Could Talk <em>&#8222;The Bones of a Dying World&#8221;</em>, Mist of Misery <em>&#8222;Absence&#8221;</em>, Saor <em>&#8222;Guardians&#8221;</em>, The 69 Eyes <em>&#8222;Universal Monsters&#8221;</em>, The Lost Sun <em>&#8222;Spectral Voice From Newborn Star&#8221;</em>, The Pretty Reckless <em>&#8222;Who You Selling For&#8221;</em></strong>&nbsp;(my guilty pleasure).</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Damian &#8222;Synu&#8221; Wiśniewski</strong></p>
<p>01.&nbsp;<strong>Furia <em>&#8222;Księżyc Milczy Luty&#8221;</em>.</strong> Pierwszy kontakt z tym krążkiem okazał się niełatwy, skręt w stronę „awangardowego” kombinowania nie był bowiem tym, czego po ekipie<strong> Nihila</strong> oczekiwałem. Pozostało ekscentrycznie, ale już mniej black metalowo. Kolejne podejścia pozwoliły mi jednak właściwie przegryźć się z tym tytułem, dzięki czemu moja optyka uległa znacznej modyfikacji. Co więcej, mniejsza ilość siarki paradoksalnie wzmocniła pojawiające się pojedynczo black metalowe momenty, pozwalając im kąsać jeszcze mocniej. Świetna płyta.<br />
02.&nbsp;<strong>Votum <em>&#8222;KTONIK&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Zespół, który kojarzyłem dotąd przez pryzmat „Riverside wanna be”, po sporych zmianach personalnych postawił także na nieco inną stylistykę. Bardziej „zachodnią”, na modłę <strong>Katatonii</strong> i <strong>Anathemy</strong>, ale wciąż z pierwiastkiem indywidualności i własnego sznytu. Dodatkowo super przebojowo, ze świetnym brzmieniem i koncertowym power&#8217;em na właściwym poziomie. Czekam na kolejny krążek, który mam nadzieję, potwierdzi wysoką formę kapeli.<br />
03.&nbsp;<strong>Be&#8217;lakor<em> &#8222;Vessels&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Ci Australijczycy to dla mnie jeden z najlepszych obecnie zespołów na światowej scenie MDM. Gdy w Europie gatunek zdaje się od dawna jedynie podrygiwać, goście z Antypodów udowadniają, że można tchnąć w tego truposza drugą młodość. Epicko, z rozmachem, przebojowo i mega treściwie. Bardzo mnie ten krążek w tym roku sponiewierał.<br />
04.&nbsp;<strong>Cobalt<em> &#8222;Slow Forever&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Zmiana na stanowisku wokalisty nie przeszkodziła <strong>Cobalt</strong> w nagraniu kolejnej zabójczej płyty. W tej muzie namacalnie czuć skwar amerykańskiej pustyni, piasek w zębach, dyszenie wściekłego byka i syk zastygłego w słońcu grzechotnika. Jadowicie i surowo z jednej strony, zadziwiająco przebojowo i chwytliwie z drugiej. Niewątpliwie jedna z najciekawszych płyt zrodzonych w tym roku na amerykańskiej ziemi.<br />
05.&nbsp;<strong>If These Trees Could Talk <em>&#8222;The Bones of a Dying World&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Moi obecni faworyci na szeroko rozumianej scenie post rockowej. Choć minimalnie gorzej niż na poprzednich wydawnictwach, Amerykanie wciąż zostawiają konkurencję daleko w tyle. Plus zabójcze brzmienie, które sprawia, że krążka można słuchać na okrągło.<br />
06.&nbsp;<strong>Metallica<em> &#8222;Hardwired&#8230; To Self-Destruct&#8221;.</em></strong>&nbsp;Kompletnie na tę płytę nie liczyłem. Historie o kolejnych obsuwach w nagrywaniu czy zagubionych ipodach Kirka Hammeta wzbudzały we mnie wyłącznie uśmiech politowania. Tym bardziej zaskoczyła mnie forma, w jakiej pokazali się weseli muzycy największego metalowego przedsiębiorstwa świata. Bo nowa płyta zwyczajnie pełna jest dobrych, przebojowych numerów, odegranych z niezwykłą witalnością i werwą. No i turbo energetyczny<em><strong> Spit Out the Bones</strong></em>. Miodzio.<br />
07.&nbsp;<strong>Moaana <em>&#8222;Passage&#8221;.</em></strong>&nbsp;Śledzę poczynania tej kapeli od udanej EPki i świetnego debiutu, tym ciekawszy byłem tego, co kapela zaprezentuje na nowej płycie. Łagodniej niż ostatnio, bardziej post-rockowo, melodyjnie i „śpiewnie”, lecz wciąż z dużą dawką świetnych pomysłów. Koncertowo nieustannie na poziomie, co zostało w tym roku skrzętnie sprawdzone. Kapela pozostaje w orbicie moich ścisłych zainteresowań w kategorii „młoda Polska”.<br />
08.&nbsp;<strong>Above Aurora<em> &#8222;Onwards Desolation&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Druga w zestawieniu płyta z krajowego podwórka BM. Choć mocno inspirowana <strong>Mgłą</strong>, okazała się bardzo udana. Skrajnie pesymistyczna w wyrazie, zimna i surowa, przy tym pełna charakterystycznych tremolowych melodii i specyficznej bleciorowej chwytliwości. Bardzo dobry debiut.<br />
09.&nbsp;<strong>Dormant Ordeal <em>&#8222;We Had It Coming&#8221;</em>.</strong>&nbsp;Druga płyta krakowskiego kwartetu poczochrała mnie właściwie od pierwszego przesłuchania. Bardzo dobrze wyważona między technicznym zacięciem (kojarzącym się z <strong><em>&#8222;Organic Hallucinosis&#8221;</em> Decapitated</strong>) i chwytliwością, udowadnia, że młode kapele DM mają w naszym kraju dużo do powiedzenia. Będzie słuchane jeszcze długo.<br />
10.&nbsp;<strong>Game Over <em>&#8222;Crimes Against Reality&#8221;.</em></strong>&nbsp;Retro thrash grany przez Włoskich epigonów tego gatunku urwał mi z początkiem tego roku łeb na wysokości dupy. Niby wszystko już było, ale witalność, bezpretensjonalność i radość grania wypływająca z tej płyty jest naprawdę zabójcza. Plus technika, której szczylom pozazdrościć mogłyby niejedne dinozaury thrashu. It&#8217;s a crime against reality!</p>
<hr>
<p style="text-align: center;"><strong>Tom Wolf</strong></p>
<p>01. <b>Crowbar &#8222;The Serpent Only Lies&#8221;.&nbsp;</b>Mój ukochany zespół do oglądania na żywo!<strong> Kirk Windstein</strong>, stary wyga, który w zasadzie stworzył całą scenę <strong>NOLA</strong>, zaprosił do nagrania tej płyty swojego dobrego kumpla i pierwszego basistę zespołu <strong>Todda Strange’a</strong>, co zaowocowało najlepszą płytą zespołu od czasu <strong>&#8222;</strong><em><strong>Equilibrium&#8221;</strong></em>! O taki sludge metal nic nie robiłem!<br />
02. <b>Neurosis <em>&#8222;Fires Within Fires&#8221;.</em>&nbsp;</b>To, że <strong>Neurosis</strong> jest zespołem unikatowym, to sprawa oczywista. To, że <strong>Scott Kelly</strong> i <strong>Steve Von Till</strong> potrafią pisać piękne utwory &#8211; również nie podlega dyskusji. Na swojej ostatniej płycie udowadniają także, że ich pomysł na swoisty „neurotyczny” metal nie skończył się. Wręcz przeciwnie, oni się chyba dopiero rozkręcają.<br />
03. <b>Furia <em>&#8222;Księżyc milczy luty&#8221;.</em>&nbsp;</b>Jedyny taki zespół, który ma gdzieś siebie i swoich fanów. Dla <strong>Nihila</strong> i spółki liczy się to, co fani i zespół chowają w środku. Ciemne zakamarki duszy, podane wraz zimną muzyką i oryginalną poetyką. Płyta, która dzieli metalowe społeczeństwo, jak Kaczyński Polskę. Jedni ją kochają, inni nienawidzą.<br />
04. <b>Suma <em>&#8222;The Order Of Things&#8221;</em>.&nbsp;</b>Szwecja to nie tylko death czy black metal, ale także stoner/doom. <strong>Suma</strong> od lat dzielnie kroczy swoją ścieżką, udowadniając, że z płyty na płytę staje się zespołem coraz to lepszym. <b><em>&#8222;The Order Of Things&#8221;</em></b> tylko tę teorię potwierdza. Znakomita płyta!<br />
05. <b>Mentor<em> &#8222;Guts, Graves And Blasphemy&#8221;.</em>&nbsp;</b>Flaki, krew, cmentarze i kubeł bluźnierczych pomyj. Jak nigdzie, tytuł tej płyty pięknie charakteryzuje nam muzykę zespołu z Sosnowca. Szwedzkie death’n&#8217;rollowe tradycje przekłute na swoją modłę.<br />
06. <b>Entropia <em>&#8222;Ufonaut&#8221;</em>.&nbsp;</b>Oleśnica dała Polsce <strong>Entropię</strong>, a <strong>Entropia</strong> dała Polakom swoją drugą płytę. Płytę na takim poziomie, że nie jeden bardziej doświadczony zespół chciałby mieć tak udaną pozycję w swojej dyskografii.<br />
07. <b>Nails <em>&#8222;You Will Never Be One Of Us&#8221;</em>.&nbsp;</b>Ta płyta uzurpuje sobie prawo do bycia najbrutalniejszą płytą tego roku. Nie, ona to prawo odbiera pięściami. Bezkompromisowa, szczera i brutalna. Za 10-20 lat będzie płytą pomnikową. Wspomnicie moje słowa!<br />
08. <b>Testament <em>&#8222;Brotherhood Of The Snake&#8221;</em>.&nbsp;</b><strong>Chuk Billy </strong>wraz z zespołem udowodnili, że po wielu latach na scenie nadal potrafią nagrać materiał, który dostarcza nam gęsiej skórki, bez medialnych spekulacji i oczekiwań.<br />
09. <b>Spaceslug <em>&#8222;Lemanis&#8221;</em>.&nbsp;</b>Słuchając tej płyty odlecicie w najdalsze zakątki stoner/doom metalowych galaktyk. Świetna porcja tego, co brodacze z piwem i fajką lubią najbardziej.<br />
10. <b>Extinkt<em> &#8222;Postnuclear Trip To Nowhere&#8221;.</em>&nbsp;</b>Krakowski crossover thrash metal, za który odpowiadają muzycy m.in. <strong>Terrordome</strong>, w post-apokaliptycznej wizji świata, w którym riffy i tempo zwalają z nóg, niczym podmuch w po wybuchu bomby atomowej.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-redakcji/">Podsumowanie 2016 roku wg redakcji</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/artykuly/podsumowanie-2016-roku-wg-redakcji/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
