<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Rafn - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/rafn/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/rafn/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Tue, 13 Sep 2016 10:35:00 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Rafn - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/rafn/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>DEADLIFE &#8211; &#8222;Porphyria&#8221; (2016)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-porphyria-2016/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-porphyria-2016/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Kapitan Bajeczny]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 11 Sep 2016 13:41:06 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2016]]></category>
		<category><![CDATA[Deadlife]]></category>
		<category><![CDATA[depressive black metal]]></category>
		<category><![CDATA[kapitan bajeczny]]></category>
		<category><![CDATA[Porphyria]]></category>
		<category><![CDATA[Rafn]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Wolfspell Records]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=47896</guid>

					<description><![CDATA[<p>Porfiria to bardzo rzadka choroba. Charakteryzuje się sporą ilością objawów wśród których znajdziemy między innymi ustawiczne wymioty, neuropatię, bezsenność, halucynacje, wrażliwość na&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-porphyria-2016/">DEADLIFE &#8211; &#8222;Porphyria&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Porfiria to bardzo rzadka choroba. Charakteryzuje się sporą ilością objawów wśród których znajdziemy między innymi ustawiczne wymioty, neuropatię, bezsenność, halucynacje, wrażliwość na światło oraz objawy depresyjne i paranoidalne. Do tego te świństwo nie jest ani śmiertelne ani wyleczalne. Przyznacie, że to idealny temat przewodni na płytę z gatunku depressive black metalu. Gatunku, który stojący za <strong>Deadlife Rafn</strong> ma w małym paluszku, o czym pisałem<span style="color: #ffff00;"><strong> <a style="color: #ffff00;" href="https://kvlt.pl/recenzje/deadlife-from-tears-to-ashes-2015/">tutaj</a></strong></span>.</p>
<p><em><strong>Porphyria</strong> </em>jest najnowszym długograjem <strong>Deadlife</strong>. Zawiera dziewięć nowych kompozycji trwających razem pełną godzinę. Wydaniem wersji fizycznej zajął się <strong>Wolfspell Records</strong>.</p>
<p><strong>Deadlife</strong> jest jednym z najbardziej cenionych przeze mnie projektów na scenie depresyjnej. Bardzo silnie do mnie przemawia. Bierze się to głównie z pewnego odczucia: podczas gdy ogromna większość DSBM-ów brzmi jak ostatnie podrygi przeciw depresji, jak walka o poczytalność i szczęście, <strong>Rafn</strong> poszedł o krok dalej. On się poddał, pogrzebał nadzieję i zaakceptował porażkę, zyskując tym samym śmiertelny, nomen omen, spokój. Na <em><strong>Porphyrii</strong> </em>nie znajdziecie fragmentów żwawszych i energicznych. Tu królują tempa średnie. Razem z lodowatym, surowym brzmieniem kreują przejmującą atmosferę beznadziei i apatii. Melancholia towarzyszy przez całą długość odsłuchu a chłodne dźwięki brzmią jak ostatnia kołysanka. Pełno tu pięknych, choć minimalistycznych melodii. Ładne <em><strong>Blue Lifeless Skin</strong></em>, uspokajające <em><strong>The Day I Died</strong></em>, kojące spokojem wiolonczelowe nuty na <em><strong>All Hope Is Lost</strong></em> czy wyjątkowo dołujący <em><strong>The Mask Of Sanity</strong></em>, wszędzie znajdziecie to specyficzny, grobowy urok. Płyta jest pod tym względem bardzo równa i wyrównana, poza wstępem do <em><strong>Deprived</strong> </em>(jest troszkę dzikszy niż reszta <em><strong>Porphyrii</strong></em>) nie ma elementów odstających od reszty. <strong>Deadlife</strong> po raz kolejny wycisza serce i umysł słuchacza. Jest bardzo antyuczuciowa, co nie znaczy, że jest pusta. Albo inaczej: jest pusta, ale celowo. To po prostu ostatnie stadium walki z przeciwnościami: akceptacja porażki. Próba odnalezienia się w lodowatym, samotnym świecie, całkowicie bez nadziei ani nawet powodu by w ogóle kontynuować tą przykrą farsę. <strong>Rafn</strong> obrazuje dźwiękiem skończoną martwicę duszy, i wychodzi mu to po raz kolejny genialnie. A jednak, pomimo wszystkiego, co dotychczas napisałem, można <em><strong>Porphyrię</strong> </em>uznać również za płytę w pewien sposób ciepłą. Jak obietnicę, że na końcu już nie będzie źle, że udręka kiedyś się skończy. To wielki plus tego krążka.</p>
<p>Jeżeli zaczniesz <strong>Deadlife</strong> rozkładać na czynniki pierwsze i zastanawiać się nad każdym dźwiękiem, otrzymasz proste, dość wtórne i powtarzalne partie, stworzone w ten sposób, by nawet gimnazjalista mógł je nagrać. Do tego podane w bardzo niedopieszczony sposób. Pominiesz tym samym najważniejszą cechę płyty. Pominiesz ten dołujący feeling, który pozwala godzinnej <em><strong>Porphyrii</strong> </em>minąć szybciej niż grindcore&#8217;owa EPka, który wprowadza słuchacza w bezmyślny, apatyczny trans. Dla mnie do tego właśnie dobry DSBM służy. A <strong>Deadlife</strong> jest bardzo dobrym DSBMem. Świetna rzecz dla każdego fana brzmień depresyjnych.</p>
<p><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 439px;" data-kvlt-bc-src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=2478278198/size=large/bgcol=333333/linkcol=ffffff/artwork=small/transparent=true/" width="300" height="150" seamless=""><a href="http://officialdeadlife.bandcamp.com/album/porphyria">Porphyria by Deadlife</a></iframe><noscript><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 439px;" src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=2478278198/size=large/bgcol=333333/linkcol=ffffff/artwork=small/transparent=true/" width="300" height="150" seamless="" loading="lazy"><a href="http://officialdeadlife.bandcamp.com/album/porphyria">Porphyria by Deadlife</a></iframe></noscript></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-porphyria-2016/">DEADLIFE &#8211; &#8222;Porphyria&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-porphyria-2016/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>HERMÓÐR &#8211; &#8222;Da Skogen Var Ung&#8221; (2016)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hermodr-da-skogen-var-ung-2016/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hermodr-da-skogen-var-ung-2016/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jacek]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 25 Jul 2016 17:40:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Atmospheric / Depressive Black Metal]]></category>
		<category><![CDATA[Da Skogen Var Ung]]></category>
		<category><![CDATA[Hermóðr]]></category>
		<category><![CDATA[Rafn]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Wolfspell Records]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=40740</guid>

					<description><![CDATA[<p>Hermóðr to chyba najczęściej recenzowana przez nas nazwa. Płyty Rafna (który jednoosobowo odpowiada za ten projekt) dotychczas gościły na naszych łamach czterokrotnie.&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hermodr-da-skogen-var-ung-2016/">HERMÓÐR &#8211; &#8222;Da Skogen Var Ung&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Hermóðr</strong> to chyba najczęściej recenzowana przez nas nazwa. Płyty <strong>Rafna</strong> (który jednoosobowo odpowiada za ten projekt) dotychczas gościły na naszych łamach czterokrotnie. Wiecie więc, czego można się spodziewać- niespiesznego, mroźno-pięknego black metalu.</p>
<p><strong>Rafnowi</strong> nie doskwiera brak weny i co chwila wypuszcza nowe wydawnictwa, tym razem, wraz z <strong>Wolfspell Records</strong>, postanowił wydać w wersji fizycznej trochę materiału z 2015 roku, którym wcześniej z płyty kompaktowej nie mogliśmy się raczyć. Na <em><strong>Da Skogen Var Ung</strong></em> znajdują się dwie EPki (<em><strong>The Scent of Autumn</strong></em> oraz <em><strong>Himlen Morknar</strong></em>), które dotychczas ukazały się jedynie w formie cyfrowej, oraz trzy utwory w ogóle niepublikowane. Łącznie sześć kompozycji trwających przeszło 70 minut.</p>
<p>Nie tylko z racji długości jest czego słuchać. Ten niewydany prędzej materiał jest tak dobry, że zadaję sobie pytanie, jak to się stało, że słuchamy go dopiero teraz, przy okazji składanki, a nie wcześniejszego pełnego albumu. Sporo tu grania urokliwego, smutnego, trafiającego do serca. Szkoda jedynie, że tak rzadko odzywa się ten histeryczny wokal, który tą atmosferę potęguje. Głównie mamy do czynienia z muzyką instrumentalną.</p>
<p>Wysoki poziom utrzymuje <em><strong>Himlen Morknar</strong></em>. W tym trwającym kwadrans utworze wiele się dzieje, sporo tu ciekawych pomysłów, szczególnie riffów, które na pierwszy rzut dalekie są od black metalowej stylistyki. Są jednak tak umiejętnie wplecione w tą depresyjną, zimną całość, że ma się wrażenie interesującej symbiozy. Zupełnie jednak nie kupuję tak zwanego <em><strong>Outra</strong></em>. Pięć minut gitarowego rzępolenia połączonego z odgłosami natury to książkowa definicja nudy.</p>
<p>Opisywane wydawnictwo kończy jednoutworowa, dwudziestominutowa EPka <em><strong>The Scent of Autumn</strong></em>. Nie jest to moim zdaniem kompozycja tak dobra, jak poprzednie, nie ma tak nośnych riffów, tak pięknych melodii, ale poniżej przyzwoitego poziomu nie schodzi i dostarcza sporej dawki melancholii.</p>
<p>Podsumowując- niby tylko składanka, ale za to tworząca udaną, jednorodną, wypełnioną po brzegi surowym i klimatycznym black metalem całość. <em><strong>Da Skogen Var Ung </strong></em>słucha się znacznie lepiej, niż dwóch ostatnich pełnych krążków <strong>Hermóðr</strong>.</p>
<p><iframe hcb-fetch-image-from="https://www.youtube.com/watch?v=zRMa5NhDR1Y" title="Hermóðr - Då skogen var ung" width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/zRMa5NhDR1Y?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hermodr-da-skogen-var-ung-2016/">HERMÓÐR &#8211; &#8222;Da Skogen Var Ung&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hermodr-da-skogen-var-ung-2016/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>HERMÓDR &#8211; &#8222;What Once Was Beautiful&#8221; (2015)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hermodr-what-once-was-beautiful-2015/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hermodr-what-once-was-beautiful-2015/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jacek]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Dec 2015 17:14:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Atmospheric Black Metal]]></category>
		<category><![CDATA[Hermóðr]]></category>
		<category><![CDATA[Rafn]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[what once was beautiful]]></category>
		<category><![CDATA[Wolfspell Records]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=10747</guid>

					<description><![CDATA[<p>Metallica nagrywa nowy album już kolejny rok, Axl Rose męczył się z płytą Guns N` Roses lat 17, a taki Hermódr swoje&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hermodr-what-once-was-beautiful-2015/">HERMÓDR &#8211; &#8222;What Once Was Beautiful&#8221; (2015)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Metallica</strong> nagrywa nowy album już kolejny rok, <strong>Axl Rose</strong> męczył się z płytą <strong>Guns N` Roses</strong> lat 17, a taki <strong>Hermódr</strong> swoje wszystkie trzy długograje wydał w nieco ponad 1.5 roku. Można? Można. Ale wiecie co, jak mam słuchać takich pozycji, jak <em><strong>What Once Was Beautiful</strong></em>, to ja już sobie wolę czekać na fajną płytę te dwie dekady. Nie chcę, abyście się nudzili czytając tą recenzję, jak ja słuchając tego krążka, więc będę się streszczał.</p>
<p>Od pierwszych do ostatnich dźwięków słychać, że <strong>Rafn</strong> (który na tym <em>kutrze sam sobie sterem, wędkarzem i rybą</em>, bo <strong>Hermódr</strong> to projekt jednoosobowy) ma w domu ołtarzyk z <em><strong>Filosofem</strong></em> <strong>Burzum</strong> i codziennie oddaje mu hołd. Wzór do naśladowania zaiste najlepszy, sęk w tym, że grać black metal każdy może, ale nie każdemu wychodzi arcydzieło.</p>
<p>Nie przeczę, opisywany materiał ma swoje zalety. Jest atmosferyczny- zarówno w sferze dźwięków, jak i otoczki. Ma klimatyczną okładkę i takież tytuły utworów (<em><strong>The Mountain by the Lake</strong></em>, <em><strong>What Once Was Beautiful</strong></em>, <em><strong>Sea of Emptiness</strong></em>, <em><strong>When There Is Nothing Left</strong></em>). Bywa też smutno-piękny, wystarczy wsłuchać się w początkowe fragmenty wyżej wymienionych kompozycji, ale też w np. <em><strong>The Burning of One`s Dreams</strong></em>. Niektóre riffy przykuwają uwagę i dają nadzieję na udane utwory. Musimy jednak obejść się smakiem&#8230; Trzeci album <strong>Hermódr</strong> nie jest bowiem pełnowartościowym produktem. Patrzę na niego bardziej jak na szkic, brudnopis, na którym zapisane są fajne, intrygujące i wartościowe momenty wymagające dalszej pracy. Głupio apelować o producenta w przypadku podziemnego black metalu, prawda? Nie zmienia to jednak faktu, że przydałaby się <strong>Rafnowi</strong> osoba z zewnątrz, która podpowie w którym kierunku mają iść jego pomysły. Rzućcie uchem na <em><strong>Escape</strong></em>&#8211; po minutowym spokojnym wstępie wchodzi udany, żywy riff. Gra sobie i gra, i kiedy zaczynasz się zastanawiać, kiedy coś się zacznie dziać, utwór się kończy. To jednak mały pikuś, bo to tylko trzyminutowy niewypał, gorzej jest z resztą albumu. Każda z kompozycji którą wymieniłem, jak i niestety pozostałe, mają jedną, wspólną cechę. Ciągną się niemiłosiernie i przekraczają ten punkt, w którym sprawiały przyjemność, a zaczynają nudzić i irytować. A trzeba pamiętać, że trzy piosenki mają po prawie 10 minut, dwie ten czas przekraczają, a jedna z nich dochodzi nawet do minut przeszło 13. Wszystko razem składa się na 75 minutowy album, który jest pozbawiony wyrazu, pomysłu, błysku i wizji. Naprawdę niewiele się tu dzieje.</p>
<p><em><strong>What Once Was Beautiful</strong></em> ma swoje plusy, są momenty, które mogą się podobać. Ale przesłuchałem ten album dziewięć razy i nie zamierzam ani razu więcej. Lepiej po raz tysięczny włączyć <em><strong>Filosofem</strong></em>.</p>
<p><iframe hcb-fetch-image-from="https://www.youtube.com/watch?v=kI0g8pxdifE" title="Hermóðr - What once was beautiful NEW ALBUM! 2015.09.06" width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/kI0g8pxdifE?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen loading="lazy"></iframe></p>
<div style="display: none;" data-download-ext="true" data-download-ext-name="NoPremium.pl"></div>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hermodr-what-once-was-beautiful-2015/">HERMÓDR &#8211; &#8222;What Once Was Beautiful&#8221; (2015)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hermodr-what-once-was-beautiful-2015/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>DEADLIFE &#8211; &#8222;From Tears to Ashes&#8221; (2015)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-from-tears-to-ashes-2015/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-from-tears-to-ashes-2015/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Kapitan Bajeczny]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 03 Nov 2015 21:16:35 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2015]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[compilation]]></category>
		<category><![CDATA[Deadlife]]></category>
		<category><![CDATA[depressive black metal]]></category>
		<category><![CDATA[From Tears To Ashes]]></category>
		<category><![CDATA[kapitan bajeczny]]></category>
		<category><![CDATA[kompilacja]]></category>
		<category><![CDATA[No Help Is Coming]]></category>
		<category><![CDATA[Rafn]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Slutskedet]]></category>
		<category><![CDATA[Vardelos]]></category>
		<category><![CDATA[Wolfspell Records]]></category>
		<category><![CDATA[Worthless Existence]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=6655</guid>

					<description><![CDATA[<p>Przyszedł listopad, razem z nim przyszła jesienna chandra. Jak co roku nasza martwa, polska jesień swoim szaro-błotnym klimatem wprowadza w apatię. Dziś&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-from-tears-to-ashes-2015/">DEADLIFE &#8211; &#8222;From Tears to Ashes&#8221; (2015)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Przyszedł listopad, razem z nim przyszła jesienna chandra. Jak co roku nasza martwa, polska jesień swoim szaro-błotnym klimatem wprowadza w apatię. Dziś na celowniku coś pasującego jak ulał do tych klimatów. Projekt przybijający już samą swoją nazwą. <strong>Deadlife</strong> &#8211; szwedzki, zimny, depresyjny black metal.</p>
<p><em><strong>From Tears to Ashes</strong></em> przygarnąłem co prawda troszkę na wyrost, ale chętnie. Wcześniej miałem przyjemność obcować z ichnią z płytą <em><strong>Värdelös</strong> </em>i wspominałem ją dobrze, więc zdecydowałem się sprawdzić nowe wydawnictwo, zresztą, dzięki <strong>Wolfspell Records</strong>, pierwsze ukazujące się w formie fizycznej. Dopiero gdy CeDek do mnie dojechał i gdy zorientowałem się, że tracklista jest coś zbyt bogata, wklepałem <em><strong>FToA</strong></em> na Metal Archives. Okazało się, że to nie są stricte nowe kompozycje, a kompilacja trzech wcześniejszych pełniaków, w tym <em><strong>Värdelösa</strong></em>, i jednej EP-ki, czyli bodajże wszystkiego wydanego w latach &#8217;13-&#8217;14. Suma sumarum otrzymujemy ponad dwie i pół godziny depresyjnego grania zawartego na dwóch płytach. Nieźle, bardzo nieźle.</p>
<p>Tak więc gdy tylko słońce zaszło i zrobiło się jeszcze nieprzyjemniej i chłodniej, odpaliłem <em><strong>From Tears&#8230;</strong></em>, pierwszy krążek. Powitało mnie brzmienie ostre, lodowate i surowe niczym grawitacja. To znaczy, najwcześniejsza płyta, <em><strong>Slutskedet</strong></em>. Surowizną trąci na skalę norweskich lat osiemdziesiątych, choć wszystko w duchu DSBM. I trzeba przyznać, że mimo wszechobecnej siermięgi nawet ta część potrafi być ładna. Melodie są zimne niczym serce mojej byłej i podobnie jak ona pozbawiają wszelkiej nadziei na radość, jednocześnie będąc po prostu ładnymi. Co prawda gitary brzmią jak wkurzony rój os, perkusja jest przytłumiona a wokal raz siedzi głęboko w podszewce a raz wyskakuje na pierwszy plan niczym Borat w zielonych szelkogaciach, ale tak naprawdę to nie przeszkadza. Przeciwnie, tworzy nawet specyficzny klimat jeszcze większego osamotnienia i beznadziei. Z tej części szczególnie propsuję utwór <em><strong>För evigt förtvivlad</strong></em>. Naprawdę klimatyczny, i przygnębiający, czyli taki, jaki powinien być suicidal.</p>
<p>Natychmiast po odegraniu <strong><em>Slutskedet</em></strong> nachodzi nas drugi w kolejce <strong><em>Värdelös</em></strong>. Z poprawioną produkcją (choć kwestia wokalu dalej nie jest do końca rozwiązana), z dłuższym materiałem, z bardziej rozbudowaną melodyką i dodatkowymi środkami, jak na przykład chórek w kawałku <em><strong>I Hate Life</strong></em>. Nie jest to nic nowego, fakt, ale swoją funkcję spełnia naprawdę zacnie. Poza tym, mamy tu rozwinięcie pierwszej płyty. Muzyka dalej jest nieśpieszna, przybijająca, chłodna, po prostu depresyjna. Jeśli miałbym wymienić najlepszy utwór tej części, byłby to chyba wspomniany już <em><strong>I Hate Life</strong></em>, choć materiał stoi na równym, wysokim poziomie. Natomiast na zakończenie CD1 dostajemy kompozycję premierową, wyróżniający się głównie brzmieniem <em><strong>Silent Years</strong></em>.</p>
<p>A to dopiero połowa zabawy, czeka jeszcze przecież <strong>&#8230;to Ashes</strong>. I tu zaczyna się najlepsza zabawa. <strong>Rafn</strong> (czytaj: autor całej twórczości i jedyny muzyk <strong>Deadlife</strong>) pokazuje, że nieobce mu słowo &#8222;progres&#8221;. <em><strong>No Help Is Coming</strong></em>, trzeci pełniak to jest już światowa liga depressive black metalu. Brzmienie wręcz idealne do tego typu muzyki, rozwój w kwestii kompozycyjnej czy też wokalnej, wszystko to formuje się na drugą najlepszą płytkę z tej półki, jaką w tym roku przesłuchałem (pierwsi są nowi Psychonauci). Bardzo łatwo, i bardzo chętnie, można się w tym zatracić. To po prostu soundtrack smutnych dni. Takich, które najlepiej spędzić w ciemnym pokoju, w towarzystwie myśli, butelki wódki i paczki papierosów. Płyta bardzo równa, bardzo spokojna, bardzo dobijająca. Kwintesencja suicidalu. Po niej pojawia się jeszcze 20-sto minutowy utwór <em><strong>Worthless Existence</strong></em>, pochodzący z EP-ki pod tym samym tytułem, i kolejny, premierowy numer nazwany <em><strong>The Last Sign of Life</strong></em>. Pasują do klimatu i, choć nie są już tak świetne jak <strong>NHIC</strong>, to bardzo dobrze pełnią rolę wyciszenia płyty i jej outra.</p>
<p>Podsumowując: kozak wydawnictwo. Mimo długiego czasu grania płyta nie nudzi i nie denerwuje. Za to bardzo uspokaja i wywołuje zimny trans. Kapitalna pozycja na nadchodzącą zimę i jedno z lepszych DSBMowych wydawnictw tego roku. W najbliższym czasie zamierzam też się zapoznać z resztą twórczości <strong>Rafna</strong>. Mam przeczucie, że nie będę zawiedziony. A fanom grania depresyjnego naprawdę polecam zajrzeć na <strong><a href="https://officialdeadlife.bandcamp.com/" target="_blank">bandcamp Deadlife</a></strong>. Cholernie warto.</p>
<p><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 406px;" data-kvlt-bc-src="http://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=1826939061/size=large/bgcol=ffffff/linkcol=0687f5/artwork=small/transparent=true/" width="300" height="150" seamless=""><a href="http://officialdeadlife.bandcamp.com/album/no-help-is-coming">No help is coming by Deadlife</a></iframe><noscript><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 406px;" src="http://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=1826939061/size=large/bgcol=ffffff/linkcol=0687f5/artwork=small/transparent=true/" width="300" height="150" seamless="" loading="lazy"><a href="http://officialdeadlife.bandcamp.com/album/no-help-is-coming">No help is coming by Deadlife</a></iframe></noscript></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-from-tears-to-ashes-2015/">DEADLIFE &#8211; &#8222;From Tears to Ashes&#8221; (2015)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/deadlife-from-tears-to-ashes-2015/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
